Użycie broni chemicznej zostało potwierdzone, kwestią pozostaje kto go użył... Dowód przeciwko rebeliantom to rzekomo znalezione w ich bunkrach (parę dni po użyciu) ślady broni chemicznej, które zostały nagrane przez państwową telewizję i jedynie przez nią, wniosek nasuwa się sam - prawdopodobnie zostały podrzucone. Zaś dowody przeciw Al-Asadowi - setki rannych i zabitych oraz nagranie z prawdopodobnego odpalenia jednego z pocisków, po obu stronach jest motywacja, ale dla mnie kto jej użył wydaje się dosyć proste.
W Syrii nie ma ropy, ani bogactw naturalnych... Sam Al-Asad ropę ściąga, aż z przyjaznego mu Iranu z pominięciem irackiego rurociągu. Sprawa Syrii to próba siły na arenie międzynarodowej, bo ważnym będzie czy na Bliskim Wschodzie powstanie kolejny prozachodni rząd, czy pozostanie tam państwo związane z Hezbollahem dokonujące rzezi na ludności cywilnej (nie wszyscy są uzbrojeni i występują przeciw władzom). Stąd oczywiste jest podejście Rosji, Chin, Iranu i malutkiego Libanu, z kolei nie dziwi "zawartość" koalicji państw opowiadających się za interwencją zbrojną przeciw reżimowi. Wszystkie kroki "operacyjne" zostały dokonane czas na odgórne decyzje. Nie wiadomo zaś jak zareaguje syryjska głowa państwa, która wykształcenie zdobywała na Zachodzie (co nie świadczy o jakości, ale o środowisku w jakim żył przez parę lat), która ogranicza się do werbalnych gróźb. Moim zdanie najgorsze do czego może dojść do zintensyfikowanie działań eksterminacyjnych ze strony Al-Asada, co może wpłynąć na pochopną decyzję Zachodu i w efekcie przynieść wiele nieodpowiednich decyzji.
P.S. Skoro USA tak ważna jest wojna, to czemu Barrack Obama właśnie wycofuje wojska z Bliskiego Wschodu i redukuje nakłady na wojsko?