Waldzios, nie, w moich tekstach nie ma braku konsekwencji i naiwności. Jest w miarę trzeźwe spojrzenie na stan faktyczny. Zresztą spojrzenie kogoś, kto sam chciał być pracodawcą, ale przekalkulowawszy sprawę uznał, że obecnie bardziej opłaca mu się nie wysilać i być zwykłym pracownikiem, niż dawać pracę innym.
Pracownik zarabiający ok. 1200 zł kosztuje pracodawcę niemal 2000 zł. Aby dać pracownikowi ok 2500 zł wypłaty, pracodawca musiałby wybulić ponad 4000 zł. Dlatego tak dużo Polaków zapieprza za najniższą krajową. Dlatego sporo pracodawców próbuje oszukać system, zatrudniając ludzi za najniższą krajową, a resztę wypłaty dając im pod stołem, w kopercie. Likwidacja czy znaczne ograniczenie niepotrzebnych składek i podatków w ogromnym stopniu zmniejszyłaby koszt zatrudnienia pracownika i pozwoliła na swobodniejsze ustalanie wynagrodzeń. Pieniądze (lub chociaż ich część), które obecnie pracodawca musi oddać państwu, mógłby dać pracownikom, motywując ich do lepszej pracy i większego zaangażowania. Zwiększenie pensji pracownika nie byłoby też już tak drastyczne dla pracodawcy, jak to jest obecnie.
Po co likwidować pensję minimalną? Po to, by umożliwić jeszcze swobodniejsze ustalanie zarobków. Dlaczego przykładowy Kowalski, który jest tępy jak but i potrafi tylko zamiatać plac ma ustawowo mieć zapewnione wynagrodzenie takie samo, jak przykładowy Nowak, który też może i geniuszem nie jest, ale skończył przynajmniej podstawówkę i nie ma dwóch lewych rąk? Pracodawca powinien mieć wybór i np. zamiast obu dawać równo po 1500, jednemu dać np. 1000, a drugiemu 2000 - w zależności od tego, który pracownik jest dla niego bardziej wartościowy.
W obecnym państwie nienawidzę właśnie tego, że jedni muszą harować na innych. W normalnym kraju każdy pracowałby na siebie, tutaj większość szeregowych pracowników jest zmuszonych do dźwigania na swych barkach całej bandy pasożytów i dokładać się do czyjejś pensji. Nie dziw, że im (nam) ciężko. Nawet gdybym w nowym systemie miał zarabiać tyle samo, czy wręcz nawet mniej niż obecnie, to żyło by mi się lżej - wiedziałbym, że pracuję tylko na siebie i nie muszę utrzymywać nierobów na socjalu, hord urzędniczych, czy klas uprzywilejowanych. Obecnie świadomość, że muszę robić na ludzi, którzy często żyją w luksusach mi niedostępnych, po prostu mnie dobija.
Nie wiem dlaczego od razu zakładasz też, że 80% polskich pracodawców to skończeni idioci. Każdy pracodawca, który ma choć trochę oleju w głowie wie, że firma nie będzie dobrze prosperować, jeśli ludzie w niej będą niezadowoleni i nie będą przykładać się do pracy. Pracowników motywuje się m.in. dając im premie, wyższe wynagrodzenie itd. Co mi z tego, że swoich podwładnych okroję na kilkaset złotych, jeśli w ogólnym rozrachunku stracę, bo sytuacja w mojej firmie będzie niestabilna i w każdej chwili mogę stracić cennych i kompetentnych ludzi (szkolenie nowych to czas i pieniądze...).
Twierdzisz ze obniżenie kosztu pracy (podatki), spowoduje podwyższenie kosztu pracy (pensje), i nazywasz to podstawami ekonomi :P.
To może prościej... Jestem pracodawcą, zatrudniam dwóch pracowników na minimalnej krajowej i kosztują mnie oni łącznie 4000zł. Zlikwidowano podatki i składki obowiązkowe. Teraz płacę swoim pracownikom po 1600zł na rękę, co mnie kosztuje 3200zł. Pracownicy zarabiają ponad 300zł więcej, a ja i tak płacę o 800zł mniej. Mógłbym nawet dać tym pracownikom te 2000zł wypłaty nic nie tracąc i miałbym pewność, że bardziej do pracy się wtedy przyłożą, co prędzej czy później przełoży się dla mnie na wzrost zysków.
Nawet zakładając, że nie będę chciał podnieść swoim pracownikom pensji, to otwiera się nowa możliwość - niemal nie zmieniając kosztów mogę zatrudnić dwóch dodatkowych pracowników, co na pewno przyczyni się do lepszego prosperowania firmy... i w efekcie większego zysku dla mnie.
Jak już pisałem, nie wiem dlaczego zakładasz, że pracodawcy to idioci, którzy zamiast rozwijać interes i dbać o jego dobrą kondycję, swoją jedyną dojną krowę zadoiliby na śmierć.
Nie zgadzam się po prostu z waszym wyborem mniejszego zła. Głosowanie na Leppera, Palikota czy JKM, tylko dlatego ze są anty-systemowi uważam za dziecinne.
Wkładać do jednego worka Korwina, Leppera i Palikota... bezcenne.
Swoją drogą, jeśli chęć zmian i głosowanie na kogoś spoza układu jest dziecinne, to jak nazwać świadome głosowanie na tych samych ludzi, którzy wielokrotnie pokazywali już, że nie są godni zaufania, że rozszabrowują ten kraj na prawo i lewo, że naród mają w rzyci, że olewają protesty oraz wszystkie inicjatywy społeczne i że liczy się tylko i wyłącznie miejsce przy korycie? Chyba tylko "skrajny debilizm" tu pasuje...