Podejrzewam, że miałeś w szkole coś takiego, jak podstawy ekonomii czy coś podobnego. Jeśli nie, to wiele tłumaczy. Jeśli tak, to widocznie miałeś całkiem inny program niż ja, bo mnie uczono ot chociażby takich podstawowych rzeczy, jak co to jest popyt i podaż oraz jaki mają wpływ na kształtowanie się cen towarów i usług.
Przykro mi, ale nonsensy to wypisujesz na razie tylko Ty.
Co do ekonomii w szkole średniej to jestem za stary. Nie będę chwalił się wykształceniem, ale zapewniam ze miałem wykłady z ekonomii i to nie na podstawowym poziomie.
Opowiadasz dziwne rzeczy, popyt i podaż działają tylko wtedy kiedy ci pasuje, znasz parę podstawowych pojęć ale pomijasz zupełnie czynnik ludzki, na koniec wyciągasz naiwne wnioski.
Skoro po "odblokowaniu" mechanizmów rynek sprawi ze pensje wzrosną, to po co likwidować pensje minimalną, przecież kiedy pensje cudownie się podwoją, to pensja minimalna będzie nic nie znaczącą statystyką (nie blokuje wzrostu pensji w górę).
Twierdzisz ze rynek sprawi ze pensje wzrosną, ale automatycznie dopuszczasz ze będą mniejsze niż dzisiejsza pensja minimalna, gdzie tu konsekwencja.
Twierdzisz ze obniżenie kosztu pracy (podatki), spowoduje podwyższenie kosztu pracy (pensje), i nazywasz to podstawami ekonomi :P.
Pokaż mi pracodawce który na zmniejszenie kosztów pracy, zareaguje zwiększeniem kosztów pracy.
Wyobraź sobie firmę która przenosi produkcje do krajów azjatyckich (by obniżyć koszty pracy), i jednocześnie podnosi pensje do poziomów europejskich, czysty absurd.
Obniżenie podatków może doprowadzić do zmniejszenia kosztów pracy, tu się zgadzam, ale zakładanie ze obniżenie kosztów pracy doprowadzi do podwyzszenia pensji jest naiwne.
Przeciętny polski pracodawca (~80%) wyda różnice na nową furę i garnitur, mniej roszczeniowa cześć pracodawców zainwestuje w rozwój firmy, ewentualnie zwiększy/podwoi liczbę pracowników, być może nikły promil z socjalistycznymi ciągotami zwiększy pensje (i w efekcie nie wytrzyma konkurencji).
To o czym piszesz, to są długoterminowe procesy, w realiach polskiej gospodarki dziesięciolecia,
mechanizmy rynku ostatecznie zadziałają, ale w międzyczasie roszczeniowa młodzież nieradząca sobie w obecnym systemie, zupełnie pogubi się w czystym kapitalizmie, ostatecznie skończy się dojściem do władzy "prawdziwych" socjalistów.
Problemem w "naszej" dyskusji jest nie określenie przedziału czasowego, jeśli twierdzisz ze po "odblokowaniu" mechanizmu "Mietek" od razu otrzyma wyższa pensje, to uważam to za naiwne,
ale jeśli przyjmujesz mechanizm rynkowy, czyli "Mietek" przez 5-10 lat pracujący za polowe pensji minimalnej, 5-10 lat za pensje minimalna, a po 10-20 latach otrzymujący wyższa pensje, to mogę się zgodzić (mimo ze nie wierze w cierpliwość "Mietka").
A prawo nagle przestanie istnieć i nikt nie będzie tego ścigał.
Ścigał za co? Skoro nie będzie pensji minimalnej to łamania prawa tez nie będzie.
Co do emigracji za granice to nie będzie tak łatwo, przecież drogi będą sprywatyzowane, trzeba będzie uzyskać zgodę właściciela gruntu na opuszczenie danego terenu. Chłop pańszczyźniany tez mógł opuścić wieś jeśli się wykupił.