Ja jestem za tym, aby pozostać przy piwkach. Już mówię dlaczego, a mam ku temu osobiste powody. Trzy miesiące udałem się do Spiża w Katowicach ze znajomymi. Chlanie, balanga, biały miś, tak ogólnie przebiegał tamten wieczór. W pewnym momencie na parkiecie ujrzałem śliczną brunetkę. Śmiałym krokiem podszedłem do niej i zagadałem, jednocześnie tańcząc z nią do utworu "Seek Bromance" świętej pamięci Tima Berga (Avicii). Następnie DJ zapodał jakiś inny kawałek, ale nie pamiętam jaki. Po nim zaprosiłem ją do baru, aby się czegoś napić. Kiedy już tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy ze sobą, podszedł jakiś koleś, który przedstawiał się, że jest jej chłopakiem. Co prawda gość ledwo potrafił się wysłowić bez używania przekleństw, ale za to po posturze widać, że siłka odwiedzana była częściej niż szkoła. Wiedząc, że ze swoimi walorami fizycznymi nie mam z nim szans wyjąłem asa z rękawa i oznajmiłem, że na Tawernie 4Ways mam ponad 300 piw reputacji. W oczach napakowanego kolesia widziałem zdziwienie, zaś dziewczyna, która była kością niezgody między mną, a nim oznajmiła mu, żeby spadał, bo nie ma podjazdu do mnie żadnego.
Dlatego uważam, że piwka powinny zostać, bo mają przełożenie także w życiu prywatnym. Żeby nie było, że tylko jednym przykładem się bronię, to rok temu we Wrocławiu zostałem złapany przez kanara w komunikacji miejskiej za poruszanie się bez ważnego biletu (zapomniałem doładować miesięczny na nowy miesiąc, a był to 1.04). Powiedziałem kanarowi, czy nie może mi darować, że mam ponad 250 piw reputacji na Tawernie. Skończyło się bez mandatu dla mnie.