Czarna śmierć
Wstęp
Wrzesień 1267 roku, 28 sierpnia. Traktem jechał oddział czarno odzianych jeźdźców. Konie idące w czwórkach były różnej maści nie można było powiedzieć, że to ciężkie konie bojowe zaś sprawiający też dobre wrażenie kawalerzyści mieli skompletowane jednakowe kolczugi nałożone na nie czarne płaszcze, w rękach dzierżyli lance, przy bokach swadiańskie miecze, na plecach zaś znajdowały się tarcze. Na czele jechał najprawdopodobniej dowódca tego elitarnego oddziału zwanego czarną chorągwią lub też przez niektórych czarną śmiercią. Rycerza tego charakteryzowała bogata zbroja wysadzana złotem w kształt jakiegoś herbu, cóż kto te wszystkie herby odróżni. Na górze hełmu był biały pióropusz nawet sporej wielkości, jeźdźca nosił silny tak samo jak i szybki koń szarej maści, pokryty czarnym kropierzem. Za dowódcą na karej klaczy jechał chorąży, nie traćmy czasu na opisywanie jakiegoś chama z rynsztoku, tym co najbardziej się wyróżniało była oczywiście czarny sztandar, srebrem był tam wyszyty swadiański lew i obok miecz, symbol najemnictwa, żerowania na wojnie i nieszczęściu ludzkim. Cóż taka piękna jazda skąd mogła pochodzić jak nie ze Swadii, ojczyzny jeźdźców. Rhodocy przecież miłowali się w piechocie jak i również Nordowie, Khergici kochają łuki, lecz jednak ich wygląd jest dość charakterystyczny, by odróżnić stepowego jeźdźca od przedstawiciela innego narodu. Veagirzy i Sarranidzi też posiadają ładną jazdę, pustynni mamelucy może dotrzymali, by pola swadiańskim rycerzom, ale jak na razie okazji nie było.
Halgen myślał o sobie, ot tak sobie dla zabicia czasu. Jestem dowódcą czarnej chorągwi, pochodzę z okolic Uxhal. Jestem synem rycerza. Mając dwadzieścia lat przeniosłem się do miasta i wstąpiłem do armii miejscowego hrabiego. Powalczyłem, z kim Swadia może wojować jak nie z Rhodokami. Spisywałem się dobrze, nawet bardzo dobrze. Potem miałem zatarg z jednym z oficerów, cóż jestem szlachcicem myślałem, że wolno mi wszystko. Opuściłem tą armię i złożyłem podanie do przybocznej chorągwi królewskiej, było parę wolnych miejsc i mnóstwo chętnych. O dziwo udało mi się, pokonałem innych kandydatów na moje miejsce i dołączyłem, musiało dopisywać mi jakieś szczęście. Potem było jeszczę trochę wojny i pokój dla Swadii niekorzystny zajęli zamek Vyincourd i o mały włos nie zdobyli Uxhal. Stacjonowałem w Praven, miałem dość pokoju, chciałem wojny, wypisałem się jakimś cudem, myślałem, że i tak to będzie dezercja i rozwłóczą mnie końmi. Potem przystałem do słynnych najemników, grupę ich zwano Czarnymi Wilkami walczyliśmy po stronie nordyckiej, w bitwach okrywaliśmy się chwałą, domagaliśmy się jednak podwyżki, jednak przeciek wyszedł na jaw. Zaproponowali nam duże pieniądze, lecz mój dobry informator dostarczył wiadomość, że Nordowie skumali się z oddziałem Veagirów który ma nas osaczyć i zabić, cóż stawialiśmy coraz większe warunki. Objąłem dowództwo nad tymi którzy trzeźwo myślą i uciekłem, ci którzy zostali zginęli. Z resztek wilków i nowych zabijaków chciałem stworzyć czarną chorągiew, udało się. Walczyłem pod sztandarami króla Yarogleka z Khergitami, potem pod chorągwiami sułtana sarranidzkiego z Rhodokami a później z Khergitami. Przez ten czas zyskaliśmy opinię elitarnego oddziału konnego, mam już czterdzieści trzy lata i…
Myśli Halgena przerwał nagle daleki i coraz bardziej narastający dźwięk pędzących koni. Z oddali wyłoniło się trzech pędzących jeźdźców. Na płaszczach mieli naszyty herb Swadii. Jeźdźcy zwolnili nagle. Jeden z nich zaczął mówić – Czyż to słynna Czarna Chorągiew? Przydacie się, aż słychać było w Praven coście na wojnie wyprawiali, jedziecie do Uxhal? Właśnie, bo. – Mów, że od rzeczy człowieku, o co chodzi panowie gońcy, czyżbyście wieźli wici? Wojna się z Rhodokami zaczęła? –Taa, wieziemy wieści do Dhirm wzywając armię i rycerstwo do walki przeciwko zielonuchom cholernym. Niech ich ten herbowy niedźwiedź po twarzy obszcza. Halgen na to –Przeciw wrogom nawet, szacunek trzeba posiadać, chamie. –Tak panie rycerzu, znaczy już nie przeszkadzamy. Jeden nazwany chamem nadal czerwienił się i złościł. Ledwo słyszalnym szeptem powiedział do niego trzeci –Miarkuj się, bo nas na mieczach rozniosą a ciebie do słupa przybiją. Odjechali szybko, strasznie męcząc ledwo dyszące już konie. Podoficer podjechał do dowódcy i rzekł –Coś niezbyt gońcy rozgarnięci, widać, że jeden to mieszczanin, a drugi i trzeci chłop. Zaraz zjadą konie, jeśli chcą wypocząć w najbliższej wiosce muszą trochę zwolnić. Rycerz w pióropuszu odpowiedział –Mam dość tego dreptania. Żołnierze! Galop! Wszystko szło dośc szybko, zbliżali się do wioski Nomar. Zwolnili, nagle zobaczyli uciekającego chłopa i goniących za nim dwóch bandytów. Jeźdzcy zareagowali błyskawicznie, pierwszy już wyciągający broń na chłopa dostał spektakularne cięcie, bryznęło mnóstwo krwi, drugi rzucił broń położył się na ziemi i błagał o zmiłowanie. Halgen rzekł –Czemu uciekasz i co to za grasanci wieśniaku? –To dwóch z tej bandy Argila, bandyty siedzą w wiosce, są jeszcze dezertery konni i ka, ka ku, kusznicy, żołnierzami dowodzi jakiś Regner. –Nagroda za niego jest? –Tak za całą szajkę i tego i tego, Wiesiek poszedł w strone Uxhal to rycerze powiedzieli, że gówno gada i go zaciągnęli na plac do armii. – No to co, zrobimy im czarną śmierć dla nagrody? –Tak! Odkrzyknęli chórem wojownicy. –Pod nosem, kurwa Delinarda i jeszcze nie wysłał zbrojnyh. Zaszuszył suche fakty podoficer. Ruszyli w cwał, pochodzili ostrożnie do wioski, maruderzy i bandyci na razie zajmowali uprowadzaniem wieśniaczek do stodoły i zarzynaniem wszystkiego co można zjeść, poza tym grabili wieśniacze chaty. Jeden maruder z kuszą rozłożył się na dachu i wcinał udko. Podoficer zaczął gadać –Zestrzelić gołębiarza, otoczyć wioskę, chamstwo wybić, jak będziecie w środku wioski, tych głównych zostawcie. Akcja potoczyła się szybko zestrzelono wcinacza udka, rozwinięto chorągiew, wybito chamstwo i od wszystkich stron otoczyli resztę. Tych którzy próbowali stawiać opór zabito, resztę związano, spędzono w kupę, przeliczono i zamknięto w stodole. Halgen wydawał rozkazy podoficerowi –Wypoczniemy tu dzisiaj, nie było dziś dużo walki więc zrobić musztrę migiem, postawić straże przed stodołą i dookoła wioski. Rano, żołnierze mają być gotowi do wyjazdu. Chłopi zaś klęczeli na kolanach dziękować wybawicielowi –Wracajcie do chat ludzie! Groźnie rozkazał Halgen. –Idę sobie pooglądać tych grasantów. Otworzyć drzwi! Wszedł pewnym krokiem i podszedł do jednego w kolczudze i hełmie. –Ty jesteś Regner? Eks-dowódca patrolu, obecnie dezerter, banita, morderca i gwałciciel? –I co z tego? Wieśniaku obsrany, gówno obchodzi mnie to, że mnie zabijesz i tak pójdę na stryczek. –Wolę cie mieć żywego, bo nagroda jest wyższa, na twojej zdradzie nieźle sobie zarobię. –Ty ko.. W tej chwili dostał pięścią w twarz. –Słodkich snów Regner. Argil z kolei był to spory chłop, gdy podchodził do niego Halgen kręcił się strasznie na sianie. –Tobie oszczędzę krwi i tak zawiśniesz. Pooglądał i powypytywał się innych grasantów o szajkę, jakieś niedobitki, lecz jednak dziwnym trafem nikt nic nie wiedział, rycerz dał sobie spokój. Wyszedł, oparł się o ścianę i zaczął palić fajkę, przymknął oczy i zdrzemnął się, chociaż przez chwilę. Obudził go głośny krzyk, był późny wieczór. –Jeźdźcy Delinarda! Do wioski przycwałowało pół setki zbrojnych pod dowództwem dumnego oficera o wieku mniej więcej ponad dwudziestu lat, swój stopień zawdzięcza pewnie wysokiej pozycji rodziny i dużej sakwie złota danej pod stołem. Jeźdźcy których było dobre parę razy więcej, natychmiast otoczyli oddział z Uxhal. Dowódca zbrojnych zaczął najemników atakować słowami –Jakim prawem wy najemnicy, a raczej powiedział bym bandyci. –A ja powiedział bym wybawiciele, odbiliśmy wioskę z rąk bandytów i maruderów uwalniając chłopów, widziałem chłopa pędzącego na koniu w stronę miasta, nie ruszyliście swoich tłustych tyłków dopóki ktoś załatwił za was mokrą i brudną robotę. –Domagamy się wydania jeńców, a wy walcie czołem o ziemie bym was oszczędził, a pan oficer rzucił broń i poddał się wraz z całym oddziałem. –Słuchaj gówniarzu, jeśli bym chciał kazał bym wyciąć twoich zbrojnych a ciebie nabić na pal. Zamknij gębe i słuchaj, wracaj do miasta powiedz o tym, że Halgen z Uxhal wraz z Czarną Chorągwią jedzie do Uxhal kapitanowi straży, to mój dawny znajomy. Zbrojni mieli mieszane miny, nie chciało im się walczyć, lecz dumny młodzik już otwierał usta by coś wypowiedzieć, słynny rycerz jednak zaczął wysuwac miecz z pochwy, nie do końca lecz na tyle, by wystarczyło to zbrojnym wytłumaczyć mniej więcej te słowa. Won albo zabije! Zbrojni odjechali trochę się spiesząc. –Za samiusieńkiego rana jedziemy do Uxhal. Rzekł żołnierzom –Zaciągnąc się! Najemnicy w większości Swadianie zaczęli krzyczeć –Na Rhodoków! –Po złoto! –Za Swadie! I inne okrzyki patriotyczne podsycały ich serca.