"Spoglądając na swych wasali i przyjaciół, rebeliant Tyr uzgadniał z nimi plan oblężenia Veluki - miasta, w którym rzekomo zgromadziły się niedobitki armii króla Gravetha.
- Z naszych raportów wynika, iż garnizon Veluki liczy ok. 400 żołnierzy, z czego 1/2 armii to wyborowi kusznicy. Druga połowa składa się z piechoty, ochotniczej milicji, kilku rycerzy i 15 sierżantów. Plan jest taki:
1) W Jelkali zostaje garnizon 300-osobowy wraz z jednym z dowódców. Ciągniemy losy. Niestety Rapodegustator, zostajesz :P
2) Plan taktyczny wygląda tak: do oblężenia wyznaczymy trzy oddziały po 200 ciężkich zbrojnych, którzy mają osłaniać 250 łuczników. Trzy setki lekkiej piechoty pod dowództwem inżyniera Artimennera zostają przy wieży oblężniczej i pchają. Zanim wieża dobije do murów łucznicy pozbędą się przynajmniej 50 wojowników wroga. Potem tradycyjnie: zmawiamy paciorek i szarżujemy! Ciężka piechota z przodu, za nią lekka, na końcu łucznicy. Najpierw zdobywamy mury. Łucznicy zbierają strzały od poległych wrogów i utrzymują pozycje osłaniani przez lekkich piechociarzy. Ciężka piechota okrąża Twierdzę, wyważamy drzwi i kosimy niedobitków.
Pod koniec swej nieco przydługiej przemowy Tyr zalecił dowódcom zadbanie o odpowiedni ekwipunek. Sam zabrał tylko swoją niezawodną płytówkę o misternym wykończeniu, niezwykle lekki i odpowiednio wyważony miecz jednoręczny, tarczę stalową i Oblężniczą Kuszę wraz z torbą stalowych bełtów. Kwestie podziału skarbów zostawił do omówienia na później. Rebelianci rozeszli się, każdy w swoją stronę, aby po trzech dniach znowu spotkać się w obozie pod Jelkalą."
Tak to wyglądało z punktu widzenia Tyra. Resztę dopowiedzą zainteresowani.