Temat wcale nie wygląda na poprawianie statystyk, a co więcej na szczere pytanie, więc podejmę.
Na pewno nie jest tak, że frakcja gracza obrywa najbardziej. Frakcje, dla których walczyłem, odnosiły zwycięstwa czasem nawet bez mojego udziału. Jestem pewny, że wielu innych graczy może to potwierdzic. Gracz może dużo zmienic - to fakt - ale nie wszystko zależy od jednego przybysza spoza Calradii. Można więc się nawet bardzo starac i świetnie grac w singla, a frakcja i tak będzie obrywac. Akurat dwa razy trafiłeś do słabych. Siła frakcji zależy od bogactw osiedli ludzkich oraz liczebności drużyn lordów; oba czynniki są niskie po wojnach, które niszczą ekonomię osiedli i wykańczają żołnierzy; im dłużej frakcja żyje w pokoju, tym ma silniejsze wojsko. Przypuszczam więc, że u Ciebie Nordowie i Khergici powojowali trochę ostatnio i przeżywają kryzys.
Niesamowity podpowiada bardzo ważny element strategiczny: wykończenie wrogiej armii. Kto chociaż troszeczkę pojeździł po Calradii nie jako handlarz czy bandyta, ale zainteresował się wojnami (albo chociaż poczytał o tym w "Planie Gry"), ten wie, jak kampania jest rozgrywana. Można mianowicie skupic się na niszczeniu ekonomii paląc wiochy albo zajmowaniu terytorium zdobywając twierdze.
No, ale do sedna: Gra odzwierciedla średniowiecze i feudalizm w takim stopniu, że nie ma zawodowych armii, lecz wasale mają swoje drużyny niezależne od siebie. Te drużyny czasami zbierają się pod dowództwem marszałka w jedną armię. Ostatni liczebnik jest słowem kluczem: nigdy nie będzie kilku armii! Jeśli więc zlokalizujemy wrogą armię, rozwalenie jej - jak pisze Niesamowity - da nam spokój na jakiś czas. Oczywiście nie mamy gwarancji, że wszyscy lordowie wroga będą przy armii. Niektórzy upierdliwcy działają na własną rękę (najczęściej tchórzowsko palą tylko wioski), ale wielu szkód nie narobią.
Wyprzedzę pytanie "Fajnie, że trzeba rozwalic armię, tylko jak?" (trochę wyjeżdżam poza pytanie autora tematu, ale skoro już radzimy pokonanie armii, to wypada wyczerpac temat; do decyzji admina należy ewentualne wycięcie tego do innego wątku). Niekoniecznie ot tak po prostu, bo temat jest bardziej złożony:
--> Otwarta bitwa wchodzi w grę tylko wtedy, gdy mamy szansę na zwycięstwo. Jeśli sami jesteśmy marszałkiem i mamy władzę zwołania własnej armii, to sprawa jest względnie prosta, bo mamy możliwośc uzbierania podobnych sił, a ewentualną przewagę wroga możemy zniwelowac dobrze grając. Jeśli nie jesteśmy marszałkiem, ale przynajmniej lordowie nas szanują i umiemy przekonywac ludzi, to możemy zwołac prywatną inicjatywę i namawiac do wycieczki każdego napotkanego przyjaznego lorda, by pomógł nam w walce.
Nie musimy też walczyc z całą armią na raz. Jeśli mamy dobrą renomę i liczną drużynę, wróg się nas boi. Podjeżdżając do wrogiej armii możemy sprawic, że częśc lordów ucieknie w jedną, a częśc w drugą stronę. Rozpoczynamy pościg za niektórymi i walczymy tylko z częścią z nich. I tak na raty można ich czasami wytłuc.
--> Obrona twierdzy poleca się, gdy wroga armia jest liczniejsza od naszej lub gdy naszej w ogóle nie ma. Wadą tej strategii jest fakt, że wróg ma inicjatywę. On decyduje, kiedy i w jaki cel uderzy, a my się tylko przyglądamy. Byc może więc nie zaatakuje twierdzy, a spali wiochę na naszych oczach. Jeśli jednak dojdzie do oblężenia twierdzy, robimy szybki patrol po okolicy, czy ktoś z naszych nie kręci się w pobliżu, namawiamy ich do pojechania do oblężonej twierdzy w nadziei, że jednak pojadą, a gdy dojdzie tam to bitwy sami się włączamy. Mury dadzą nam pewną przewagę i zadamy przeciwnikowi większe straty niż w polu.
--> Wojna podjazdowa poleca się, gdy totalnie nie mamy szans pokonac wrogiej armii. Trzeba podjeżdżac do niej, zachęcac do pogoni za nami, korzystac z przewagi prędkości (obyśmy ją mieli) i walczyc tylko z pojedynczymi lordami. Nie zawsze działa, bo rozkaz to rozkaz i jak już wroga armia sunie na jakiś zamek, to nikt nie wyłamie się z szeregu. Jak rozdzielic wrogą armię - patrz też pod pierwszą strzałką.