Nie pomyliłem się co do żelaza w Ahmerrad, bo sam mam w lennie m.in. Durqubę, w niej kuźnię, która może najbardziej dochodowa nie była, ale wybrałem właśnie ją, bo tanie zaopatrzenie było w pobliżu. Już tyle razy dowoziłem, że na pewno nie pomyliłem nazwy. Mamy więc kolejne potwierdzenie, że w miarę rozwoju gry ceny się zmieniają, więc rozmowy o cenach musimy traktowac z przymrużeniem oka.
Racja, że każda frakcja ma swoje unikalne towary (też o tym wspomniałem), ale żelazo jest wyjątkowo uniwersalne. Wyobraź sobie średniowieczne państwo bez własnych zasobów żelaza? Z czego zrobisz broń i zbroje? Kupisz produkt lub surowiec? Zdarliby tak, jak dziś Putin za gaz i ropę, jeśli w ogóle by sprzedali. Odcięcie wroga od źródeł żelaza mogło wtedy zadecydowac o wygraniu wojny. W Warbandzie autorzy pominęli ten aspekt, by jednak się pomęczyc i wykańczac wroga do ostatniej twierdzy, a nie tylko zając zagłębie górnicze i czekac na kapitulację wroga, któremu skończyła się broń.
Nie dam głowy, że każda frakcja ma "żelazny" rejon, ale Curaw, Dhirim i Wercheg to na pewno ośrodki wydobycia. Widac to nie po cenach w mieście (choc też), ale po wioskach. Wiem, że szlachcie nie wypada, ale czasami wypada pogadac z ludem, czym się zajmują :)
Pisząc powyższy akapit przyszło mi do głowy hasło "merkantylizm". Wg tej doktryny nie wolno było prowadzic handlu zagranicznego, przynajmniej z sąsiadami, a więc konkurencyjnymi państwami, by nie zaopatrywac ich w surowce. W Calradii natomiast karawany jeżdżą sobie nawet między frakcjami mającymi wojnę (mówię o karawanach neutralnych). Przy okazji pogrzebię, kiedy była w modzie ta doktryna (strzelam: w epoce wczesnych odkryc geograficznych, ale może też wcześniej). W międzyczasie może ktoś podejmie temat, czy pod tym względem gra nie odbiega od historii.
No i zaproponowane porównanie do mapy: to też sugeruje właśnie podobieństwa, ale z tymi Rhodokami niewiele mi to wyjaśniało. Na południe od Swadii, więc zacznijmy od Swadii... Niemcy też by pasowały ze względu na rycerzy, ale nazwy i nazwiska słabo germańskie. Myślę - podobnie jak z Rhodokami - że autorzy nie chcieli się uczepic jednego państwa. Ma to sens, by każdy mógł się wczuc - wtedy gra podoba się większej ilości ludzi. Tworząc frakcję-hybrydę sprawią, że zarówno Francuzi, Niemcy czy w ogóle zachodnia Europa może się utożsamic ze Swadią; Szwedzi, Norwegowie, Duńczycy itd. z Nordami i w ogóle. Co do Rhodoków, to już wspominałem, że m.in. te góry skojarzyły mi Szwajcarię, ale zapomniałem wspomniec, że jednak leżą nad morzem, więc autor pewnie miał na myśli szerszy rejon Europy.