Potwierdzam: gra nie daje żadnych sygnałów w tym kierunku, by się tak miało dac zrobic. Z jednej strony szkoda, bo mniej możliwości. Z drugiej strony nie przesadzajmy: to są królestwa, które już jakiś czas istnieją, mają swe tradycje, kultury i władców, którzy w jakiś sposób mogą uzasadnic swoje pretensje do tronu. Stąd właśnie mają poparcie u szlachty, która jest gotowa służyc władcy mieczem i wojskiem. Te pretensje można oczywiście podważyc, co starają się robic uzurpatorzy. Gdy posłuchamy ich historii, to też pewne racje należy im przyznac. Z reguły konflikt między władcą a uzurpatorem bazuje na schemacie: uzurpatorowi należy coś się prawnie, ale obecny władca panuje, bo jest w stanie zaprowadzic silne rządy (koniecznośc odejścia od prawa dziedziczenia, by przetrwac).
Po co o tym piszę? No, bo teraz wyobraźmy sobie nas w takim królestwie. Przybywamy nie wiadomo skąd i chcemy miec równe prawa do tronu jak obecny władca albo wysiudany dziedzic? Nawet się nie urodziliśmy w Swadii czy w innym królestwie. Owszem, z czasem możemy utworzyc NOWE królestwo, ale - jak kolega pisze - to nie to samo. Jesteśmy nowi na tych ziemiach, to tworzymy coś nowego. A jeśli podbijemy całą Calradię, to będziemy w niej rządzic, mimo że też się tam nie urodziliśmy. Jakim cudem? A, no takim, że jako jedyni byliśmy w stanie to zjednoczyc. Mamy legitymację władzy, bo stworzyliśmy państwo od zera.
Wypociłem się na tekst, bo na początku też miałem podobne myśli: może kiedyś przejmie się tron albo hajtnie z którąś z damskich pretendentek do tronu po wygraniu rebelii. Gra tych opcji nie przewiduje (w drugim przypadku nie zdążyłem sprawdzic, bo hajtnąłem się, zanim rebelia dobiegła końca, ale koledzy na forum potwierdzali, że się nie da). Niemniej jednak wkręcam powyższe uzasadnienie, czemu jest tak, a nie inaczej, a jednocześnie przypominam, że w Calradii jest tyle ciekawych rzeczy do roboty :)