^ Jeśli to miałby być taki totalitaryzm jak z obrazka, to słabo. Dlaczego tam jest jakieś przerośnięte zwierzę(które byłoby niemożliwe do wyżywienia i napojenia na takich ostępach) zamiast tysiąca niewolników(których można bezproblemowo wymieniać zgodnie z estymowaną wytrzymałością)? Nie wróżę takiej władzy boskiego panowania.
Ale poza tym wizja niczego sobie. Choć nie lubię space oper, bo tam planety to takie jakby miasta czy wioski, a bezkres jest pustką(czyli jakby czymś niewartościowym), to jednak w związku z odległościami galaktyczne imperia robią wrażenie.
Żeby jednak uczynić bezkresny totalitaryzm bardziej namacalnym, czyli, żeby ten 'bezkres' czymś był, to może... 'zurbanizowana' pełna sfera Dysona? Niemożliwe i bez sensu, ale - robi wrażenie :P
(oczywiście pełna nikomu niepotrzebnych monumentalnych portali, kopuł, gotyckich wież i dryfujących niepokojąco wrót jak u Beksińskego, kół zębatych, cylindrów, kominów, rur, przekładni, silosów, centryfug, akceleratorów, pieców, szybów i koksowni(koniecznie)(w spotęgowanym ogromnie i chaosie), tu i ówdzie monolitów, przedziwnych skamieniałości międzygalaktycznych obcych-nomadów wielkości Ziemii, cmentarzysk flot kosmicznych i zdechłych rojów sond von Neumanna uległych błędowi algorytmu, a to wszystko inkrustowane zewnętrzną koronką pól ochronnych, dział antymaterii, koralem gwiazd śmierci, min implozyjnych i lagunami strażniczych sond typu Berserk, całość z prześwitami od piekielnej(bądź trupiej) poświaty czerwonego(bądź błękitnego) olbrzyma i w stylistyce gigerowskiego post-bio-cyber-dark-steam-nightmare-cthulhu-punku).