Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Opowiadanie  (Przeczytany 2552 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Opowiadanie
    « dnia: Maja 08, 2010, 16:40:22 »
    Witam chciałbym zaprezentować swoje własne opowiadanie. Jeżeli dział jest nieodpowiedni to proszę o zamknięcie tematu. W Mediach nie umieszczę go gdyż nie dotyczy on Mount&Blade. Mam nadzieję że wam się spodoba.

    EDIT: W ostatnim poście umieściłem wstęp do kolejnego opowiadania.

    Moje opowiadanie dotyczy świata gry z serii The Elder Scrolls. A konkretnie jednego z wydarzeń. Nie ma ono miejsca w grze jednak można natrafić na księgę szczegółowo ją opisującą. Księgę można znaleźć w grze The Elder Scrolls Oblivion. Jest to historia pewnego żołnierza, a także mój debiut w tej dziedzinie. Mam nadzieję że się wam spodoba. To wydarzenie ma miejsce w 248 roku Trzeciej Ery. Cesarstwo Tamriel szykuje się do inwazji na kontynent zamieszkany przez bojową rasę Tsalescian. I tu zaczyna się historia tegoż wojaka.

    "Klęska Pod Ionitch" - z punktu widzenia Flemiusa Chyodana, kapitana cesarskiej armii i znanego najemnika.

    - Tato! Tato! Obudź się!
    Człowiek w średnim wieku powoli otworzył oczy. Miał przed nimi ciemnowłosą dziewczynkę.
    - Tato! Przyszli po ciebie ci śmieszni panowie ubrani w metal!
    - Co? - mężczyzna wstał powoli z łóżka, wziął córkę na ręce i wyszedł z bogato zdobionego pokoju. Przez chwilę szedł wąskim korytarzem, po chwili znalazł się w przedsionku. W drzwiach stało już dwóch postawnych mężczyzn w reprezentacyjnych zbrojach Cesarskich.
    - Pan Flemius Chyodan? Kapitan oddziału Srebrnej Tarczy z dziesiątego legionu?
    - Tak, czy to już?
    - Dokładnie, flota będzie gotowa do wyruszenia za miesiąc. Macie się stawić w Czarnym Porcie 3 dnia Deszczowej dłoni roku 288.
    - Rozumiem.
    - Żegnamy.
    Flemius zamknął drzwi. Na jego głowę padł cień. Spojrzał na swą żonę, której twarz nie ukazywała żadnych uczuć oraz na córkę spoglądającą na niego swoimi wielkimi oczyma. Po chwili milczenia odważył się coś powiedzieć...
    - Ruszam na wojnę...

    ***********************************

    Mężczyzna spoglądał na skąpaną w blasku wysoką wieżę Cesarską. Stał długo. Towarzyszyła mu żona.
    - Iono...
    - To już jutro. Jak długo cię nie będzie?
    - To będzie rutynowa inwazja, jakich Cesarstwo przeprowadziło już wiele. Góra pół roku i wrócę do ciebie ukochana...
    - Pół roku...- zastanowiła się Iona, po chwili powiedziała - całe pół roku...mam co do tej inwazji złe przeczucia Flemiusie, nie jedź proszę, powierz dowództwo komuś innemu, nie wierzę że ta wyprawa może się udać, zostań Cesarstwo ci wy... - nie dał jej dokończyć.
    - Nie Iono! Nie splamię swego honoru, twoje zdanie nie może już na mnie wpłynąć, przykro mi...jutro ruszam do Czarnego Portu. Ucałował ją i wyszedł. Nazajutrz był już gotowy. Przed domem stało paru jego przyjaciół z siódmego legionu. Trinydas, Hexios, i Rexus. Mieli wyruszyć razem. Flemius pożegnał się z córką, oddając jej swój amulet i ruszył.

    Flemius był doświadczonym żołnierzem. Od 15 roku życia służył w wojsku. Jako jeden z niewielu ówczesnych ludzi zdobył jako takie wykształcenie. Potem ruszył na wiele wojen, brał udział w wielu interwencjach Cesarstwa, walczył z wyspiarzami na południu, brał też udział w wielu lokalnych potyczkach. Walczył pod Cesarstwem podczas zdobywania Czarnego Portu, został za to awansowany do rangi kapitana. Teraz w wieku 34 lat był już niemal weteranem i przewyższał doświadczeniem wielu starszych oficerów Cesarskiej Armii.

    *************************************

    Do Czarnego portu dotarli przed zmierzchem pierwszego dnia deszczowej dłoni, dwa dni wcześniej niż zakładał wspólnie z przyjaciółmi. Wkrótce spotkał się ze swym oddziałem. Razem rozmawiali i pili jako miał w zwyczaju Flemius. Trzeba wiedzieć iż nie był on nigdy zbyt rozgarnięty i nie miał ambicji politycznych, nie żądał władzy. Chciał tylko odsłużyć swoje jako honorowy Cesarski kapitan i wrócić do rodziny. W obozie panowały entuzjastyczne nastroje.
    - Zmieciemy ich w dwa tygodnie! Hahaha! - śmiał się Rexus, po chwili Trinydas dodał - Na twoim miejscu tak bym się nie cieszył Rexusie, z tego co słyszałem to wśród tych dzikusów nie znajdziesz godnej siebie żony!
    Wszyscy razem wybuchli śmiechem, Flewius zdławił go na chwilę i dodał - To istnieje niewiasta godna Rexusa?
    - Chyba tylko orczyna z Orsinu! - Hexios nie wytrzymał i wybuchł śmiechem. I tak rozmawiali do późnych godzin nocnych. Trzeba jednak było zacząć przygotowywania, powoli pole namiotowe przed Czarnym Portem zapełniało się.

    *************************************

    Flemius stał na wzgórzu spoglądając na ogromne ilości żołnierzy w dole. Obok niego stał opanowany jak nigdy Trinydas.
    - Pierwszy, siódmy, dziesiąty i czternasty... - myślał Flemius
    - Dojdą jeszcze dziewiąty i siedemnasty - dodał Trinydas jak gdyby czytając w jego myślach.
    - W sumie sześć legionów...masa chłopa - rzekł Flemius Chyodan.
    - Nie będzie kto miał chędożyć moich dziewcząt...a szkoda bo burdel dobrze prosperował haha!
    I znowu obydwaj się roześmiali. Trinydas był niezwykle patriotyczny jak na właściciela najlepszego domu uciech w Cesarskim Mieście. Często zaciągał się do wojska z powodów nieznanych jego towarzyszom.
    Nagle na górkę wspiął się jeden z gońców.
    - Panie, Cesarz nakazuje wyruszać!
    - Zrozumiałem...

    Wypłynęli z Czarnego portu 23 dnia Deszczowej Dłoni 288 roku. Największa flota w historii ruszyła na spotkanie walecznym Tsalescim. Sześć tygodni drogi mijało nader spokojnie, choć choroba morska nie bardzo radowała Flewiusa. Raz po raz przeklinał wszystkie morza i oceany, jednak w głębi serca cieszyła go perspektywa wojny daleko od rodzinnego domu, zakładał że im dalej wojna od stolicy, tym bezpieczniejsza jest jego rodzina. I choć często spierał się z żoną to jednak w głębi duszy kochał ją i tęsknił za nią.

    *************************************

    Flota wylądowała i zajęła opuszczone przez Tsaesci miasto, zamieniając je w Septimię pierwszą kolonię na tych ziemiach. Umocniono się na tych terenach. Flewius dołączył do swego legionu który cesarz zabrał w głąb lądu wraz z drugim pomocniczym legionem. Maszerowali przez żyzne ziemię i zdobyli drugie miasto Ionitch. Tu żołnierze spokojnie mogli odpocząć, choć niektórzy łącznie z przyjaciółmi Flewiusa zostali wyznaczeni do budowy drogi łączącej dwa miasta. I tak mijały tygodnie na bezczynności. W obozie żołnierze rozpili się sądząc że już wygrali, mąż Iony był jednak coraz bardziej zaniepokojony. Ktoś rozpuścił wieść że zabito Cesarskich Emisariuszy. Heroldzi dementowali te plotki jednak żołnierze wiedzieli swoje. I tak trwała zabawa w kotka i myszkę, obie strony przeprowadzały zwiady. Wkrótce zamiast oczekiwanych legionów wsparcia przysłano cywili do uprawy roli. Pod koniec jesieni Flemius napisał list do swej ukochanej.

    "Droga Iono!"
    Zapewne ucieszy cię fakt że żyję tu w zdrowiu. Zajęliśmy już dwa miasta. Póki co wszystko jest na dobrej drodze do zwycięstwa. Obawia mnie jednak brak walk. Zupełnie jakby barbarzyńcy koncentrowali siły. A zresztą, nie zamartwiaj się tym, głupie gadanie starego wojaka, co słychać u naszej córki Cyrodii? Mam nadzieję że jest zdrowa i że nosi mój amulet. Niestety obawiam się że mój powrót się opóźni, będziemy musieli tu przezimować a ofensywa rozpocznie się dopiero na wiosnę. Myślę jednak że wkrótce ujrzę nasz piękny dom.

    Twój ukochany Flemius!

    List do Iony nigdy nie dotarł gdyż statek z korespondencją jego i innych żołnierzy zatonął podczas drogi powrotnej do Temerii.

    **************************************

    - Eh, parszywa robota to grzebanie w ziemi... - rzekł Hexios
    - Tak, coś w sam raz dla rolników, nie wiem co oni w tym widzą...
    - W twoich ustach Trinydasie zabrzmiało to dziwnie - odezwał się jeden z żołnierzy.
    - Co masz na myśli? - zapytał wyraźnie poddenerwowany zachowaniem słowami mężczyzny.
    - Masz przecież najlepszy zamtuz w Cesarskim Mieście, jeśli nie w całym Cyrodill. Czemu więc jesteś tu z nami, a nie wśród swoich kobiet?
    - Dobrze powiem wam. - wszyscy przerwali rozmowy i spojrzeli na niego swymi oczyma. Cisze przerywał tylko głośny zimowy wicher. Kamienne mury miasta zrobiły się nader zimne.
    - Ja...szukam żony - dało się słyszeć wokół ogniska ciche szemranie przerwał je jednak sam Trinydas - szukam żony by mogła wychować mojego syna...
    - Syna! - krzyknął Flewius.
    - Tak, ja zakochałem się...ona zrodziła syna lecz zmarła po porodzie na jakieś paskudne choróbsko. Nie chciał bym by przykład dawały mu kurtyzany, ja również nie chciałem by brał mnie za jakiegoś pijaczynę, wojuję dla niego, by mógł się pochwalić w przyszłości że jego ojciec był wojownikiem, nie właścicielem burdelu. Chcę też by miał matkę, toteż szukam jej dla niego...
    - To szczytny cel - powiedział Rexus. Po chwili wszyscy wrócili do swoich spraw.

    ***************************************

    - Z rozkazu Cesarza Septima! Od dziś racje żywnościowe dla żołnierzy będą o jedną trzecią mniejsze! Brakuje nam żywności toteż musimy to ograniczyć wydawane pożywienia! - mówił głośno herod Cesarski.
    - Hańba! To my tu mamy głodować a Cesarz, arystokracja i magowie będą się zajadać tym co winno trafić do nas! Hańba dla Cesarza - krzyczał Rexus.
    - Cisza! Ciiiiissszzaaa! - krzyczał herod gdy w tłumie dało się słychać pokrzykiwania.
    Flemius podbiegł do Rexusa.
    - Uspokój się przyjacielu, na bogów uspokój się! - ten jakby nie słysząc słów Flemiusa krzyczał - Hańba! Hańba! Hańba!
    Oczom i uszom heroda nie mogło to ujść. Wskazał Rexusa wzrokiem. Dwóch strażników w ceremonialnych zbrojach przebiło się przez tłum. Chwycili za ramiona Rexusa i podprowadzili pod wzrok heroda.
    - Przekazać go sądowi polowemu.
    Nazajutrz żołnierze zebrali się w miejscu sądu. Wśród trzynastu oskarżonych był Rexus. Z cynicznym uśmiechem spoglądał w stronę sędziów. Ci wydawali wyroki nader szybko. Rexus był ostatni. Sędziowie po chwili namysłu ogłosili wyrok.
    - Rexusie Ethronicusie! Niniejszym zostajesz dołączony do karnej kompani zwiadowczej na okres trzech miesięcy! Przygotuj się do podróży, dostaniesz konia w stajni. Na dziś zamykam sąd!

    *****************************************

    Pod miasto podjechał jeździec, straż otworzyła mu bramy, Flemius i Trinydas podbiegli szybko do swojego jeźdźca. Poznali go, to Rexus wrócił ze zwiadu. Nagle zatrzymali się. Jeździec rozpoczął przemowę.
    - Napadli nas na równinie, trzynastu wybito, przeżyłem tylko ja, szykują się! Uważajcie! - Rexus zachwiał się w siodle. I upadł. Żołnierze szybko do niego podbiegli, w łopatki miał wbite dwie strzały, już nie oddychał...Trinydas krzyknął, Flemius wołał o pomstę. Coraz więcej jeźdźców z oddziałów zwiadowczych ginęło, z pozoru łatwa i krótka wyprawa przedłużała się coraz bardziej. Rexus służył w oddziale zwiadowczym ledwo trzy tygodnie, pochowano go poza miastem. Wkrótce do twierdzy przybyli poselstwo od króla Dzikusów, tak go bowiem zwali żołnierze. Jak się okazało w nocy zabili oni strażników i wpuścili do miasta swych pobratymców. Rozpoczęła się krwawa walka. I Flemius pierwszy raz zamoczył swoje ostrze w krwi na tej ziemi. Przeciwników szybko wybito jednak trzeba było zachować czujność. Było widać że Tsaesci nie cofną się przed niczym by bronić swego terytorium. A było to 5 dnia Wschodzącego Słońca, w późnej porze zimowej.

    *****************************************

    - Eh...całe buty uborusane w tym błocie, gdzie my do jasnej cholery jesteśmy! - krzyczał Hexios.
    - Uspokój się przyjacielu. Ciesz się że nie musimy w taką pogodę walczyć. - Flemius odrzekł mu spokojnie.
    - Taa...nie zazdroszczę naszym zwiadowcom...
    - Oni przynajmniej mają konie...
    - Co nie zmienia faktu że kampania i tak jest zwycięska.
    - Czemu tak uważasz Hexiosie?
    - Słyszałem że wkrótce mają wyruszyć te posiłki, może wreszcie powalczymy naprawdę, i skończy się to czekanie.
    - Może i masz rację Hexiosie, może i masz rację...

    Rzeczywiście pogoda była zła. Nadejście lata wcale jej nie poprawiło. Co prawda deszcze szybko ustały, pojawiły się jednak wiatry, wiejące bez przerwy przez znaczną część wiosny i całe lato. Pocieszającą myślą były płynące posiłki. Jednak wiele statków zatonęło, toteż obydwa legiony wsparcia przybyły mocno zdziesiątkowane. Wkrótce wszystkich magów odesłano nad morze by przegnali sztormy zatapiające większość okrętów. Jednak do problemów doszły nieznane kłopoty z komunikacją z czarodziejami z kontynentu. W końcu w połowie miesiąca zwanego "Pełnią Słońca" legiony wyruszyły...

    *****************************************

    - Nareszcie...świeże górskie powietrze, coś czuję przyjaciele że ten miesiąc okaże się dla nas fortunny, szybko zmiażdżymy te gównojady! - Hexios jak zwykle nie przebierał w słowach by jak najbardziej ubliżyć mordercom Rexusa.
    Legiony przeszły przez góry, i zastały nieprzygotowane oddziały Tsaescich kompletnie zaskoczone wojskami wroga. Cesarz widział przewagę liczebną wroga jednak wydał rozkaz szturmu. Flewius biegł w jednym z pierwszych szeregów. I walczył. Ciął, rąbał, pchał siekał wszystkich dookoła. Zablokował atak jednego z wrogów, wykonał zwinnie piruet, tak że przeciwnik który stał za nim i próbował zgnieść mu czaszkę buzdyganem trafił w swojego sprzymierzeńca. Kolejnego z wrogów wykończył szybkim mocnym pchnięciem w serce. Lekka zbroja cesarskich legionów dawała mu przewagę w bitwie, jednak po chwili wszyscy żołnierze wroga uciekli. I zza gór nadbiegli kolejni, tym razem jeszcze więcej, cesarz był przerażony.
    - Ustawić szyk! Szyk! I wycofać się powoli! - tego nie był w stanie przewidzieć. Liczył że dotrze do stolicy wroga w przeciągu paru dni, a nagle musiał się wycofać. Legiony 10 i 14 stanęły w szyku bojowym i wycofały się w stronę Ionitch, ponosząc ciężkie straty. Podczas odwrotu padł Hexios, które ledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej niemiłosiernie ubliżał swym wrogom. Jednak mimo strat zdołano dojść do oblężonego miasta. Tam trzeba było odpierać kolejne szturmy.

    *****************************************

    - Przyjacielu...
    - Tak Flemiusie?
    - Jeżeli zginę, to przekaż mojej żonie...że ją kocham.
    - Nie zginiesz Flemiusie...nie zginiesz, gwiazdy nie piszą nam śmierci, razem powrócimy do Cyrodill, wkrótce przybędą tu inne legiony i odeprzemy dzikusów. A potem wrócimy do domu...

    Jednak odsiecz nie nadchodziła, inne legiony same musiały rozpaczliwie bronić Septimii, drugiego z miast. Cesarz wydał ostatni rozkaz.
    - Wycofujemy się, dziś w nocy, musimy się przebić przez pierścień oblężenia, wszyscy muszą być gotowi o północy! - ogłaszał zagłodzony i chuderlawy herold, który rok wcześniej miał okrągły brzuch...teraz nie mógł się już nim szczycić.

    W nocy Flemius wraz z legionami wymaszerował z twierdzy. Szybko przebito się przez obóz, jednak przeważające siły wroga otoczyły wojska Septima w połowie drogi do Septimii. Broniono się zaciekle, sam Flemius położył z tuzin wrogów, jego przyjaciel jeszcze więcej. Jednak to nie wystarczyło. Cesarz wkrótce padł przebity strzałą, resztki legionów musiały uciekać. I przebili się przez kolejny pierścień, podczas wycofywania się najeźdźcy wystrzelili w ich stronę potężny deszcz strzał. Trinydas nie zdołał się zasłonić, trafiły go cztery strzały. Flemius podbiegł do niego ze łzami w oczach.
    - Uciekaj, ratuj się! Nie był mi pisa...ny powrót...do domu...opiekuj się moim synem, przysięgnij mi to Flemiusie! - i złapał go mocno za kaftan koszuli.
    - Przysięgam - w tym samym momencie Trinydas skonał. Flemius dotarł do Septimii...wraz innym jeszcze żołnierzem. Razem potwierdzili śmierć cesarza która widzieli na własne oczy. I wycofali się na okręty. Flemius powrócił do Tamriel, do swej żony...powrócił oszpecony. Podczas bitwy rana pozbawiła go lewego oka i pozostawiła widoczną szramę na jego twarzy. Mężczyzna nigdy już nie był taki jak wcześniej. Podczas tej nieszczęsnej kampanii stracił wszystkich. Ale najważniejsze było że żył. Żył choć jego dusza umarła wówczas, gdy patrzył w oczy swych umierających przyjaciół...i nigdy wcześniej ani nigdy potem nie czuł takiego bólu...


    Autor: Konrad "Argaleb" Kopyściański

    To by było na tyle. Pozdrawiam Argaleb!
    « Ostatnia zmiana: Lipca 18, 2010, 23:47:00 wysłana przez Argaleb »

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline Trebron2009

    • 2009
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2166
    • Piwa: 353
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #1 dnia: Maja 08, 2010, 16:45:40 »
    Gratki, bardzo dobre opowiadanie.
    Cytuj
    - Tato! Przyszli po ciebie ci śmieszni panowie ubrani w metal!

    To mnie rozwaliło. Sam niedługo czymś sypnę, spokojnie to nie Zbigniew ;)

    @DOWN: Po prostu nie użyję swojego głupiego poczucia humoru i dam kilku osobom do poczytania, zobaczysz że Ci się spodoba.
    « Ostatnia zmiana: Maja 08, 2010, 18:00:48 wysłana przez Trebron »

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #2 dnia: Maja 08, 2010, 17:55:31 »
    Miło poczytać opowieść osadzoną w świecie Elder Scrolls. Jednak szkoda iż zaprezentowałeś konflikt z niezbyt znaną rasą. Dunmerów albo Argonian dużo łatwiej sobie wyobrazić niż jakichś barbarzyńców, którzy nie występują w grach.
    A co do usera powyżej: Oby te "niedługo" trwało całe wieki.
    "I never risk my own skin if I don't have to."

    Offline Kormo

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 200
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • All the light makes the shadow...
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #3 dnia: Maja 17, 2010, 17:19:22 »
    Hmm... Ciekawe opowiadanie. Sam pisałeś?
    Cytuj
    Nie ma ono miejsca w grze jednak można natrafić na księgę szczegółowo ją opisującą. Księgę można znaleźć w grze The Elder Scrolls Oblivion.
    Bo z podpisu u dołu wnioskuję, że tak, ale ta wypowiedź na górze była trochę niezrozumiała. Jeśli ktoś przebrnął przez wszystkie dziesięć tomów historii cesarstwa to szacun, naprawdę.

    Pozdrawiam!
    Cytat rodem z tawerny:
    Cytuj
    Nordycki huskarl - Najlepsza jednostka w swojej kategorii. Macie szczęście, że nordyccy dowódcy mają najwyżej paru w swoich kompaniach. Niezwykle groźni, świetnie się spisują przy szturmach na mury. Takie małe „chodzące” czołgi.

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #4 dnia: Maja 17, 2010, 22:26:11 »
    Hmm... Ciekawe opowiadanie. Sam pisałeś?
    Cytuj
    Nie ma ono miejsca w grze jednak można natrafić na księgę szczegółowo ją opisującą. Księgę można znaleźć w grze The Elder Scrolls Oblivion.
    Bo z podpisu u dołu wnioskuję, że tak, ale ta wypowiedź na górze była trochę niezrozumiała. Jeśli ktoś przebrnął przez wszystkie dziesięć tomów historii cesarstwa to szacun, naprawdę.

    Pozdrawiam!

    Książka była raportem dla rady królewskiej. Opisano w niej i streszczono przygotowania i historię wyprawy. Ja tylko wykorzystałem wydarzenie które zostało zawarte w tej księdze.

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline Marcin_z_Dobrej

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 42
    • Piwa: 1
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #5 dnia: Maja 24, 2010, 15:21:04 »
    Całkiem fajne i życzyłbym wszystkim nawet sporo starszym od Ciebie, żeby używali tak poprawnie języka, jak Ty.
    Właściwie to mam jedno bardzo kosmetyczne zastrzeżenie. Jak tutaj już ktoś wspomniał "Panowie ubrani w metal" - albo patos, albo komizm. Żart fajny ale nie pasuje do konwencji. Żart z burdelem już pasuje. Aha i jeszcze jedna bardzo drobna rzecz. Rodzice nie mówią zdań typu "Idę na wojnę" przy małych dzieciach - ale to już taka uwaga bardziej życiowa, niż literacka.

    Offline Voland_s

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 166
    • Piwa: 0
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #6 dnia: Maja 25, 2010, 10:25:41 »
    Muszę przyznać, że choć opisywany przez Ciebie świat jest mi obcy, można się było weń wciągnąć i z satysfakcją przeczytać Twoje opowiadanie. Posługujesz się dość pobgatym słownictwem (ujął mnie zamtuz, były też inne smaczki) i niemal udało Ci się uniknąć wpadek. Wynotowałem sobie (nie ze złosliwości) kilka mniejszych potknięć. Bohater może być żądny władzy, a nie żąda władzy- w kontekście, w którym użyłes to w opowiadaniu. Skoro ktoś czegoś żąda, to musimy określić od kogo albo dla kogo. Dalej unikałbym sformułowań typu "spojrzeli na niego swoimi oczyma". Spojrzeli nań, zwrócili się w jego stronę, skupili wzrok na...
    Jeszcze zwróciłem uwagę na ograniczenie pożywienia- można ograniczyć racje żywnościowe, zgrabniej brzmi moim zdaniem. Wynotowałem także kilka drobiazgów interpunkcyjnych, nie zakłócających jednak obrazu. Całość dość spójna, może dialogi nieco do dopracowania, ale to zawsze trudno wkomponować. Jak na pierwsze próby i Twój wiek naprawdę jestem pod wrażeniem i czekam na dalsze. Więcej doświadczenia, to wiecej emocji w tekście, lepsza dynamika i spójność.

    Odnośnie uwagi Marcina, Cyrodia jako dziecko mogła napisać o panach ubranych w metal Twoje licencia poetica, mnie w kazdym razie nie razi. Gratuluję.
    V.

    Offline Marcin_z_Dobrej

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 42
    • Piwa: 1
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #7 dnia: Maja 25, 2010, 12:41:05 »
    Po naszych postach można odnieść wrażenie, że błąd na błędzie, ale to tylko złudzenie. Mi się bardzo podobało.

    Voland złośliwcze miałeś oceniać opowiadanie a nie mój post. Skopię Ci tyłek.

    Offline Voland_s

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 166
    • Piwa: 0
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #8 dnia: Maja 25, 2010, 13:21:39 »
    No mnie tez się podobało i to bardzo- inaczej nie strzępiłbym klawiatury.

    Marcinie- e-rekawica przyjęta :)

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #9 dnia: Maja 26, 2010, 00:00:30 »
    Cóż, dziękuję za pozytywną opinię mojego opowiadania. Szczerze mówiąc, jest to póki co jedyna tego rodzaju praca którą udostępniłem w internecie. Był też AAR ale to już inna bajka:)
    « Ostatnia zmiana: Lipca 18, 2010, 23:49:06 wysłana przez Argaleb »

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #10 dnia: Lipca 18, 2010, 23:49:18 »


    Tym razem postanowiłem wkleić coś zgoła innego. Opowiadanie które umieszczam ma być wielowątkowe, niestety to mój debiut jeżeli chodzi o coś takiego. Nie wiedziałem też do końca co opisać toteż prolog który tu zamieszczam może się wydać niedokładny a historia dość zawiła. Niemniej jednak każdy kto przeczyta ją całą zrozumie dokładnie o co chodzi. Na podstawie waszych ocen chcę poprawić swoje umiejętności w pisaniu i zamieścić pierwszy rozdział jako bardziej przejrzysty. Pozdrawiam Argaleb!

    Prolog

    Rok 1624. W Europie szaleje wojna między protestantami i katolikami, wschodnich rubieży Europy przed Moskalami, Turkami i Tatarami broni Rzeczpospolita, mimo iż lata jej świetności minęły wciąż stoi na straży w Europie wschodniej. Na północy na ziemie Europy groźnie spoglądają Szwedzi. Hiszpanie, Portugalczycy i Anglicy są zajęci podbojami kolonialnymi. Francja przygląda się z boku i tylko czeka aż któreś z księstewek Niemieckich osłabnie by je zająć i anektować. Nastały burzliwe czasy dla Europy.

    ***

    - I jeszcze raz, za naszego pana i jego nowe ziemie!
    - Wiwat Karolu! Wiwat! - wznosili okrzyki wszyscy biesiadnicy.
    Sala w której przebywała grupa ludzi była duża, miała tylko jedno wejście pilnowane przez strażników w zielonych tunikach. Ludzie siedzieli przy długich i szerokich stołach. Służba chrzątała się i nalewała różnego rodzaju trunki. Jedzenia nie brakowało. Był do dwór arystokraty Karola Doysstetera. Władał on niewielkim niemieckim księstewkiem. Świętowano właśnie zdobycie zamku w którym bronili się żołnierze unii protestanckiej.
    Wznieśmy jeszcze jeden toast! - człowiek o zielonych oczach i ciemnych włosach podał kielich gospodarzowi.
    - Dzięki ci Friedrichu, zdrowie mojego pierworodnego Friedricha, zdrowie mojej rodziny i zdrowie cesarza! - krzyczał starszy już Karol Doyssteter.
    - Zdrowie! - hurem odpowiedzieli biesiadnicy.
    Karol wypił kielich szybko i bez zbędnych ceremoniałów. Po chwili padł na ziemię i krztusząc się krwią zaczął dygotać.
    - Panie, panie co ci jest! - podbiegła służka krzycząc, po chwili ktoś zająknął - Medyka!
    - To jego wina! Syn ojca swego podtruć chciał i zająć jego miejsce, śmierć Friedrichowi - krzyczał jeden z dygnitarzy obecnych podczas uczty. W tym momencie na salę wbiegł młodszy brat Friedricha Olaf. Chłop był to jak dąb znany z tego iż kochał swego ojca i brata a i toporem wywijał jak nie byle kto. Olaf zawsze robił, później myślał a poskromić potrafił go tylko ojciec. Gdy zobaczył tego plującego krwią omal nie wybuchł ze wściekłości.
    - Kto?! Kto to zrobił! - Olaf zły jak nigdy krzyczał i czekał na odpowiedź.
    To Friedrich, Friedrich - chwilowy spokój po kłótni przerwał jeden z ludzi.
    Olaf wyrwał strażnikowi miecz z pochwy wyjął go i pchnął brata w brzuch. Nikt nie wiedział jaki demon go wtedy opętał, dopiero po chwili zorientował się co się stało. Na sali ponownie zapanowała cisza. Słychać było tylko sapanie Olafa i płacz jednej ze służek przy zwłokach mężczyzn. Karol znieruchomiał chwilę wcześniej, teraz jednak wszyscy skupili oczy na Olafie. Ten upadł na kolana, wyrzucił miecz i przytulił głowę do klatki piersiowej brata gdzie była już spora plama krwi. Brat wyszeptał mu coś do ucha po czym zamarł. Olaf rozpłakał się, jego ojciec i brat już nie żyli.

    ***

    5 dni wcześniej Wiedeń. Było już ciemno, w karczmie był karczmarz wycierający kufle i patrzący w stronę jegomościa w katpurze. Ten przeszył go wzrokiem po czym gospodarz odwrócił się w drugą stronę. Do karczmy wszedł drugi, również zakapturzony człowiek. Usiedli obok siebie.
    - Panie? Cóż mam zrobić? - dosyć nerwowym głosem zapytał jeden z nich.
    - Słuchaj uważnie bo nie będę powtarzać. Za pięć dni  ruszysz na dwór lorda Karola Doysstetera i będziesz udawał kucharza. Stary właśnie stracił pracę, jego ciało jest gdzieś w lesie kilka mil od siedziby lorda. Odnajdziesz je i zakopane obok niego rzeczy. Będzie tam trucizna i kartka napisana przez Friedricha Doysstetera którą zostawisz w jego pałacowej sypialni po rozpoczęciu uczty. W czasie samej uczty podasz owemu Frierdichowi wino wraz z naszą "dodatkową" zawartością. Czemu tak na mnie patrzysz?
    - Czy muszę? Ja... - nie zdążył dokończyć.
    - Pamiętaj, mam twoją żonę i dziecko. Wiesz co ich czeka jeżeli nie wykonasz zadania? - nowy "kucharz" przełknął ślinę i poruszył głową na znak że wchodzi w układ. Chwilę później obaj wyszli z karczmy.

    ***

    - Wynoś się, nie chcę cię znać! Jak mogłeś to zrobić! - stara kobieta krzyczała na Olafa nie oszczędzając jego dumy.
    - Matko, ja... - Olaf spojrzał w podłogę, nie był w stanie rozmawiać z matką widząc jej oczy.
    - Muszę zabrać stąd mojego brata...
    - Nie, nie odbierzesz mi mojego spadkobiercy, wynoś się stąd, won z dworu idź bo zawołam straże!
    - Nic nie rozumiesz - Olaf zawachał się - ty nie możesz już na to wpłynąć. Zabiją go...
    - O czym ty do licha mówisz?! Kto?! - matka niedowierzała synowi ale w pewnej mierze wciąż go kochała. Za wszelką cenę nie chciała jednak tego pokazać, tłumiła to uczucie w zarodku.
    - Wczoraj rozmawiałem z człowiekiem, powiedział że Friedrich jest w spisku przeciw ojcu i że planuje go zabić. Ja, nie zdążyłem go ocalić.
    - O czym ty mówisz?! Twój brat nie jest niczemu winien!
    - Przykro mi, biorę niemowlę i wyjeżdżam stąd, wkrótce zamek zajmą wrogowie ojca i zabiją mojego młodszego brata. Nie mogę na to pozwolić.
    - Nie! Zostaw go! Straże! - z jej rąk Olaf wyrwał niemowlę nie zważając na krzyki własnej matki. Nim wybiegł z sali w drzwiach stanęło dwóch strażników. Jednak Olaf miał silne bary, biegnąć odepchnął nimi strażników i wybiegł z pałacu. Razem z niemowlęciem w ręce wszedł na konia. Wziął z ziemi wiklinowy koszyk i wsadził do niego niemowlę. Koszyk założył na plecy i odjechał razem z młodszym bratem. W drzwiach stała tylko jego matka przeklinając go za wszystko co zrobił.

    ***

    - Olafie muszę ci coś szybko przekazać! - pewien człowiek w kapturze krzyknął do umięśnionego łysego człowieka z niemal niedźwiedźą posturą.
    - Szybko śpieszę się na ucztę czego chcesz i kim jesteś?
    - Nie ma teraz czasu na imiona. Zaraz będzie przeprowadzony zamach. Friedrich twój brat jest w spisku i chce zabić twego ojca.
    - Co?! Oszuście wypruję ci flaki! - Olaf wściekły złapał zakapturzonego człowieka jednak po chwili go odstawił.
    - Friedrich i połowa dworu chcą zabić twojego ojca ciebie i twojego brata. Zaraz to zrobi, śpiesz się!
    Olaf nie zastanawiając się nad niczym pobiegł w stronę sali.

    ***

    Olaf jadąc rozmyślał nad swoją wczorajszą rozmową. Przeklinał siebie, Friedricha i cały świat. Nie miał już do czego wracać, człowiek którego kochał spiskował przeciwko niemu, a jego matka przeklnęła go. Wraz z niemowlęciem jechał jedna przed siebie z nadzieją że uda się mu cokolwiek osiągnąć.

    ***

    Dwór Lorda Karola Doysstetera kilka godzin po ucieczce Olafa. W lordowskiej sypialni matka Olafa płakała. Straciła synów i męża. Straciła wszystko...w pewnym momencie do sali wbiegła służka wraz z niewielką kartką w dłoni. Bez słów podała ją wdowie. Ta zaczęła czytać.

    "23 Sierpień 1624:
    Niedawno wraz z ojcem zdobyliśmy zamek. Kocham go jak nikogo na świecie. Dowiedziałem się jednak iż brat mój Olaf knuje coś przeciwko mojemu ojcu i mnie. Chce mnie w coś wrobić ale nie wiem jeszcze w co. Cóż mam zrobić? Nie mam pojęcia...w razie czego zapisywać będę postępy w sprawie mojego ojca w tym pamiętniku, oby to cokolwiek dało."

    Matka zemdlała, tego na jej serce było za dużo. Dopiero po kilku minutach odzyskała przytomność. Nazajutrz zwołała pogrzeb. Już na nim wygłosiła krótkie przemówienie:

    - Mąż mój Karol Doyssteter był dobrym człowiekiem. Chcę powiedzieć że mój syn Friedrich nie jest winny jego śmierci. Olaf wrobił go w zabójstwo ojca któremu sam jest z pewnością winien. Później gdy powiedziałam Olafowi że nie będzie panem tych ziem on zabrał mi mojego ostatniego i najmłodszego syna i uciekł. Ja...apeluję do dobrych ludzi o wymierzenie sprawiedliwej kary dla Olafa...

    Kilka dni później do siedziby lorda przybył książę Robert Habsburg. Miał ze sobą poczet dwustu muszkieterów i kilkunastu rajtarów. Zbrojnie zajął włości lorda Karola powołując się na rzekome więzi rodzinne. Matkę Friedricha traktował z pogardą i po kilku miesiącach wyrzucił na bruk. Książę wcielił wszystkie ziemie Lorda Karola do swojego księstwa. I tak Olaf stracił rodzinne włości. Stracił wszystko prócz swego konia i brata.

    ***

    Miesiąc później Wiedeń. W karczmie ponownie doszło do spotkania dwóch zakapturzonych ludzi. Usiedli przy tym samym stole i zaczęli szeptać.
    - Wykonałem zadanie, gdzie moja rodzina?
    - Oh...wykonałeś je a mój pracodawca jest w pełni zadowolony. Powiem ci szczerze, nie wiedziałem że ten idiota Olaf tak łatwo da się wrobić w to że jego brat był rzekomym spiskowcem. Cóż... - nie dokończył, przerwał mu drugi człowiek.
    - Nieważne, gdzie jest moja rodzina? - spokojnie zapytał były kucharz chodź wyglądał na poirytowanego.
    - Ah tak zapłata, był bym zapomniał. Chodź za mną.
    Obydwaj wyszli z karczmy. Przeszli kilkaset metrów i nagle skręcili w ślepą uliczkę.
    - Ja Albreht von Kruker nagrodzę cię teraz - Albreht szybkim ruchem sięgnął po sztylet, wyciągnął go z pochwy, jego niedawny pracownik zrobił krok w tył jednak nie uniknął ciosu sztyletem. Padł na ziemię. Albreht dźgnął go jeszcze raz po czym kilkoma szybkimi ruchami wspiął się na dach i zniknął z uliczki.

    *** Koniec prologu ***
    « Ostatnia zmiana: Sierpnia 05, 2013, 23:59:08 wysłana przez Argaleb »

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012

    Offline Voland_s

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 166
    • Piwa: 0
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #11 dnia: Lipca 19, 2010, 16:22:44 »
    Witaj,

    Obiecujące, czekam na dalsze rozdziały. Dialogi znacznie lepsze niż w pierwszym opowiadaniu, a to niełatwe.
    Jedyne do czego mogę się przyczepić, to sporadycznie interpunkcja ,,(...)wschodnich rubieży Europy przed Moskalami, Turkami i Tatarami broni Rzeczpospolita, mimo iż lata jej świetności minęły wciąż stoi na straży w Europie wschodniej") i drobiazgi stylistyczne "Stracił wszystko prócz swego konia i brata". W opowiadaniach warto ciąć zdania wielokrotnie złożone na krótsze. Poprawia to łatwośc odbioru. Gdybys miał jakieś pytania, śmiało pisz na pw, postaram się doradzić.   

    Offline Marcin_z_Dobrej

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 42
    • Piwa: 1
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #12 dnia: Lipca 29, 2010, 16:23:37 »
    A mi się podoba. Co do interpunkcji, to nic się nie przejmuj, bo Voland potrafi napisać "Ksiąrzka lerzy pot pułką.", jak mi pisze priv, a interpunkcje Ci krytykuje. Rozwijasz się i miło poczytać. :-)

    Offline Argaleb

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2167
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Asinus asinorum in saecula saeculorum
    Odp: Opowiadanie
    « Odpowiedź #13 dnia: Lipca 29, 2010, 22:50:50 »
    Szczerze mówiąc byłem ostatnio zajęty nie mniej w najbliższym tygodniu jak złapię wenę wydam kolejną część. Pozdrawiam!

    "Mistrz Świata 2011, Mistrz Polski 2010, Wicemistrz Polski 2011 Mistrz Europy 2012