W małej wiosce Elberl, żyli ludzie, którzy cenili sobie ciszę i spokój. Na polach pasły się woły, a ogródki obfitowały w żyzne gleby. W całej wsi czuć było dostatek. Najstarszy żyjący w Erblerl jegomość- Jarowit, znał się na wróżeniu. Pewnego dnia, wyszedł przed chatę i zabrał się do naprawy sieci rybackiej. chwycił ją za oka i podniósł ku słońcu. Zobaczył, że oka są postrzępione i co drugie jest przerwane na pół. Rzucił sieci na ziemię i głęboko się zadumał. Takie wieści zawsze przynosiły nowe kłopoty. Jednak nie głód czy dostatek, jeno nowy najazd. Ruszył w stronę obszernej izby i wszedł do środka.
-Witaj Radogoście. - rzekł do mężczyzny w podeszłym wieku. On spojrzał na Jarowita i uścisnął mu dłoń.
-Witaj przyjacielu. Co cię do mnie sprowadza? Mam nadzieję, żeś zdrów.
- Jam zdrowy, ale niedługo wszyscy możemy szykować sobie skrzynki! Idzie nieszczęście.- powiedział Jarowit. Radogost patrzył na swego przyjaciela. Zaległa długa cisza.
-Co takiego?! Znów kłopoty? Czy znów pisany nam głód jak przed laty?- Radogost coraz szybciej oddychał.
-Nowy najazd... bogowie są mi świadkami, że to prawda.- wtem do izby wpadł służący Radogosta. Ukłonił się przed nim i rzekł:
-Panie mój, twa żona rodzi!- i wybiegł z izby. Radogost spojrzał na Jarowita, a Jarowit na niego. Wybiegli z izby i ruszyli do chaty obok. Wbiegli do jednego z pomieszczeń, gdzie na łóżku leżała żona Radogosta- Cirzpisława. Radogost podbiegł do łoża i złapał swą żonę za rękę.
-Pozwól, że odejdę.- powiedział cicho Jarowit i wyszedł na podwórze. Spojrzał w niebo, na którym słały się chmury. Słońce zaszło i zaczął wiać wiatr.
-Czym żeśmy zawinili, że zsyłasz na nas pożogę wojny...- rzekł do siebie.
Dziesięć lat później, Radogost zmarł. Jego syn miał już dziesięć lat, zwał się Sambor. Dwa lata później zmarła jego matka. Opiekę nad Samborem rozpoczął Jarowit, który miał już siedemdziesiąt lat. Sambor rozwijał się i uczył obyczajów i tradycji swej kultury. Gdy nadszedł dzień śmierci opiekuna, Sambor stał przy łożu, na którym leżał Jarowit. Jarowit rzekł do niego:
-Za trzy niedziele przyjadą tu źli ludzie. Być może to sam Swarożyc nasłał ich na nasze ziemie. Strzeż się. W Dzień Kupały wyjedziesz do Praven. Tam powiedz ludziom, że szukasz Mściwoja. Opowiedz mu o wszystkim i wracaj tutaj.- ręka Jarowita jeszcze przez chwilę podniesiona była do góry, gdy w końcu opadła na ziemię. Sambor wyszedł z sieni i spojrzał na okoliczne połacie wrzosów. "Już niedługo będę musiał przeciwstawić się woli bogów..." pomyślał i ruszył w stronę rzeki.
C.D.N.