Jak tysiące braci, co? Stanąłem przed ciężką decyzją. Uwierzyć mu, czy nie? Skoro Inkwizytor mnie tu wysłał, a jest człowiekiem, zrobił to na pewną śmierć. To plugastwo jest groźne, chociaż nie wygląda tak potwornie... Ale nie! Zaraz, skoro w mniemaniu tego von Bordel jest zły, to może być tak, że owo zło - które jest, w co nie wątpię, sk*rwysynem - chce zabić inne zło... Jeśli to kolejna sztuczka Chaosu, której ja się dam zwieść? Nie, nie zrobię tego tak szybko!
- Powiedz, Losie, czemu von Borden chce cię zabić? Skoro jesteś Losem, możesz wyrzucać jego kości czy cokolwiek innego tyle razy, aż wypadnie brzydka liczba, dzięki której von Borden zabije się sam, bez mojej ewentualnej, ewentualnej - wymówiłem z naciskiem to słowo - pomocy. Nie wątpię, że jest szansa, że to mnie wylosowałeś, czy to jako liczbę ładną sobie, czy jemu, a w takim momencie będę mrówką w kałuży, której się zdaje, że owa kałuża nie ma brzegów. Ale ku*wa, schodzę na jakieś poetyckie nibyrozważania, odpowiedz na moje pytanie!