1273
Prusacy dostali propozycję współpracy, na którą się nie zgodzili, nieszczęśliwie dla nich. Skoro nie chcą pokoju, będą śmiecie mieć wojnę. Na początek, posyłamy na zachód listy do rycerstwa, iż mogą przybyć do nas i przyłączyć się do krucjaty przeciwko niewiernym prusakom, uzyskując ich ziemie, chwałę, a także rozgłos. Wiadomość w większości kierujemy do drugorzędnych rycerzy, których majątki albo są małe, albo nie ma ich wcale.
Dotychczas zwalczanie Bałtów opierało się na jakiś śmiesznych podjazdach i szarpaniu ich. Czas to zakończyć - raz, a porządnie. W tym też celu, robimy mały fortel - ściągamy z granicy z Pomorzem armię, która zajmie się Prusami, jednak zanim wkroczą, poczynimy ów fortel. To znaczy - do kilku oddzielnych plemion wysyłamy naszych przebranych (na Bałtów stylizowanych) posłańców rzekomo od innych plemion, że czas rozpocząć antykrzyżackie powstanie. W rzekomej wiadomości będzie, iż wodzowie mają zebrać się ze swoimi wojami w jakimś wyznaczonym miejscu i poruszyć razem na Krzyżaków.
Podówczas, kiedy uwierzą, zaatakujemy. Najpierw piechota będzie miała za zadanie wywabić wrogich żołdaków i doprowadzić do starcia, a także ustępować im pola, aby ogarnięci szałem bitewnym barbarzyńcy uwierzyli w swoje możliwości. Wtem, nagle, na flanki Prusów ruszą ukryte jednostki ciężkiej kawalerii, wbijając się weń klinem. Wtedy ma nastąpić inwazja - żadnych kompromisów! Mobilizujących się Prusaków trzeba natychmiast atakować. Jeżeli chłopi i zwykli ludzie będą się stawiać, ich także zabijać. To niewierne psy! Całe wioski i plemiona mają dostawać ostateczną propozycję - albo przyjmą chrzest święty, albo zostaną wyrżnięci w pień. Opornych dla przykładu nabijać na pale i wystawiać na wzrok publiczny, zaś pokornym winy odpuścić i bożej łaski udzielić. Priorytetem jest zakończyć tę akcję w tym roku, dlatego bez cackania się z nimi. Niewierni mają ginąć w męczarniach, Deus Vult!