Towarzysz Lewakowski
Leżąc na prowizorycznym posłaniu w bibliotece, Wojciech cierpiał. Czuł ból w ręce, paliła go gorączka, do tego słyszał bezustannie irytującą, głośną muzykę wydobywającą się znikąd. Co chwila dreszcze, jakie nim wstrząsały, sprawiały że nie mógł wyleżeć choć chwili w bezruchu. Pomimo wysokiej temperatury, czuł jak jego kończyny są lodowato zimne.
- Za co, towarzysze? Gdzie sprawiedliwość? - powtarzał sam do siebie. Lękał się tego, co się z nim wkrótce stanie. Lepsza byłaby już zwykła śmierć - skonkludował w myślach. Równolegle, użalał się nad swoim losem w duchu. Martyrologię przerwały mu świetliste postacie Wolności i Sprawiedliwości, tych samych które wiodły robotników na barykady Paryża, Moskwy czy Berlina.
- Wojciechu, chodź z nami. Zasłużyłeś się dla sprawy Rewolucji, już wkrótce na świecie zapanuje równość i pokój. Dzięki tobie, wytępiona zostanie burżuazyjna klika. Twe imię będzie sławione na wieki! - rzekła Sprawiedliwość. Po chwili zawtórowała jej Wolność:
- Pozostał ci ostatni krok do wielkości Wojciechu. Podążaj naszym śladem!
Lewakowski nie był do końca pewien co robi, i czy słusznie robi, ale uległ Wolności i Sprawiedliwości. Po paru krokach zabrakło mu sił, zaczął więc pełznąć po schodach do Sławy i Chwały. Minął Rozsądek i Bogactwo. Za radą przewodniczek zdobył się na ostatni wysiłek i z determinacją godną robotniczego bohatera, sięgnął po klamkę do drzwi Zbawienia i Rewolucji. Sprawiedliwość Społeczna westchnęła.
Wojciech powstaje z zamiarem otwarcia drzwi na zewnątrz biblioteki.