Używano, ale jednak gwintowana zwiększała celność. Z tym, że problem tego ładowania. Kulę trzeba było wbijać w lufę, więc to trwało. Spotkałem się nawet z informacją, że nabicie trwało 20 minut. W czasie bitwy to nierealne. Na polowaniu jeszcze miało sens, tym bardziej, że bogatszy osobnik mógł mieć z 5 gwintówek i 5 osób do nabijania broni. W trakcie bitwy taki czas powodowałby, że żołnierz byłby w stanie oddać z 2 strzały w trakcie bitwy. Do tego często dochodziło do niewypałów. I kulę trzeba wyciągnąć. Wyciągnięcie z takiej gwintowanej lufy to już bardzo duży problem. Kula jest wbita na siłę i teraz trzeba ją wyciągnąć wyciorem, który końcówkę ma w kształcie korkociągu. Kule nakręcano na wycior i tak wyciągano. Jak był ten milimetr luzu to jeszcze się dało to zrobić, jak na siłę to sporo pracy.
Pocisk minie był już podobny do współczesnych. Wynalazł go francuski porucznik Claude-Étienne'a Minié. Co ciekawe pierwotna wersja miała z tyłu stalową półsferę, która rozpychała ołów, żeby dopasował się do kształtu lufy. Szybko okazało się, że nie jest to potrzebne. Uprościło to produkcję pocisków.