Forum Tawerny Four Ways

Rozmowy Różne => Wasza twórczość, pasje, hobby, działania => Wątek zaczęty przez: Trebron2009 w Lipca 11, 2010, 21:05:43

Tytuł: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 11, 2010, 21:05:43
EDIT: Zamykam ankiety. Jak mówiono była dziwna :)

Część I
Jestem Derek ze wsi Nomar. Pewnego zimnego ranka, pracowałem nad naszą starą stodołą, za wsią. Nagle zza spichlerza wyłoniły się jakieś uzbrojone postaci. Chwyciłem siekierę z myślą, że to bandyci. Jeden miał kuszę ale z niej nie strzelił, pomyślałem więc, że lepiej podejść i zapoznać się z sytuacją. Wtem poznałem, iż to królewscy żołnierze.
- Witam panie zbrojny. Widzę żeś Swadiański żołdak, czego tu w naszej biednej wsi.
On na to.
- Ano sprawy, nas sprowadzają. Wojna wieśniaku, wojna. Szukamy chłopów zdolnych, silnych, zdrowych i odważnych. Którzy w boje z nami ruszą za Swadię.
Jeszcze o niczym nie myślałem, zaprowadziłem tychże miłych żołnierzy (miły żołnierz to rzadkość w owych czasach) do wójta.
Część II
Minęły dwa dni. Żołnierze zebrali rekrutów, jednak nie wiedziałem, że też mojego brata. Poszedłem do ojca.
- Ojcze, czy wiesz, że Orlan poszedł do woja??
- Tak synu. Nie chciałem ci nic mówić do jutra. Jako, że on pierworodnym jest, wymagam od ciebie, żebyś poszedł za nim, niczym giermek za rycerzem do wojska. Żołnierze bracia, daję wam błogosławieństwo i ruszajcie.
Ja zaskoczony

- Ojcze ależ nie tak żwawo. Ja nie wojownik. Ja do wsi stworzony......
- Milcz! Albo sam tam się udasz, albo ja cię tam za uszy zawlokę.
Więc musiałem się tam udać. Niestety tak znienacka, nie pożegnawszy się musiałem udać się do namiotu żołnierzy.
Wchodząc rzekłem.
-Ja do woja.
Żołnierz ze zdziwieniem.
- Dobra. Bez namysłu pewnie skończysz już po oblężeniu, kaleka albo sztywny.
- Ano może, wola ojca.
Żołnierz zapisał na pergaminie wszystkie informacje. Wskazał na stojak z bronią.
- Bierz ten wyszczerbiony miecz i starą moją tarczę. Jak przeżyjesz to może coś więcej dostaniesz.
Podszedłem i wziąłem ten ekwipunek, pochwa nie pasowała do miecza.
- Panie sierżancie można o inną prosić pochwę, ta za mała jest, miecz się stępi.
- To se za pas wsadź, albo zrób własną. Albo obuch będziesz mieć, hahaha.
Część III
Nazajutrz udaliśmy się pod zamek Grunwalder. Były tam setki żołnierzy króla. Zamek robił ogromne wrażenie, ogromne mury, blanki i wieże. Na górze mur pawęży, żołnierze ustawili je w obawie o nagły ostrzał. Każdy wiedział, że szturm będzie już niedługo. Co gorsza, po poszukiwaniu brata na miejscu dowiedziałem się, że został skierowany do garnizonu w Suno, byłem więc sam wraz z sierżantem Raksonem, który mnie zwerbował. Wszyscy służyliśmy lordowi Ryisowi. Poszliśmy spać, cały czas myślałem co będzie, jednak byłem spokojny, cały czas myślałem, że na przedzie do boju pójdą doświadczeni żołnierze.
Rano zostaliśmy obudzeni przez odgłos rogu bojowego, lord Devilan zadecydował, że trzeba zaatakować rano. Chwyciłem broń i pobiegłem do miejsca zgrupowania oddziału, gdzie dowiedziałem się, że jako pierwsi szturmujemy mur południowy. Mieliśmy go zdobyć i czekać na rycerstwo. Drabiny zostały szybko ustawione, na znak mieliśmy wchodzić.
Część IV
Róg znów zabrzmiał, ruszyliśmy po drabinie. Specjalnie się ociągałem, byłem przerażony, wszędzie świszczały Rhodockie bełty. Zasłoniłem się tarczą, ktoś za mną dostał w oko. Krew trysnęła mi na ucho. Ja dostałem w tarczę chyba ze sto razy i z boskiej opatrzności się nie rozpadła. Ktoś spadł z drabiny, inny miał bełt w brzuchu, wchodził jeszcze chwile i skonał na stojąco.
Na końcu drabiny wrzała walka. Co chwila ktoś spadał, ja posuwałem się do przodu wiedząc, że mam uzupełnić tych co zginęli. Byłem już ze pięć osób od walki i powstał wyłom, wlaliśmy się na mury. Ja też zacząłem bić ale tylko po tarczach. Cały czas bałem się zabić. Lord Ryis wskoczył na mur i zabił trzech kuszników, nachylił miecz, przyjął cios na tarczę i pozbawił plemieńca głowy. Ja biegłem dalej, gdy już załoga murów została pokonana.
- Po prawej kuuuszeeee!!!!!
Krzyknął Ryis, pokazał sierżantowi grupę kuszników, on zasunął przyłbicę i pognał na nich z okrzykiem. Nagle dostał w nogę, podbiegł do niego młody żołnierz, ja z krzykiem ruszyłem na niego i przebiłem go od tyłu. Poczułem się niezwyciężony, pomogłem wstać sierżantowi i on kulawy ze mną ruszyliśmy zabić resztę. Schowali się za murem, on po potężnym zamachu przepołowił w pasie kusznika, ja za to wpadłem w wir walki z innym.
Próbowałem go podciąć, jednak byłem słabym wojownikiem, lekko rozciął mi ramię, ja z obrotu trafiłem go w bark i szybkim ciosem po głowie zakończyłem jego żywot. Z dołu zamku rozpoczął się ostrzał. Ruszyliśmy do walki ze schodów, nagle przeraziłem się. Obok głowy przeleciał mi oszczep, pobiegłem w stronę wrogów, myśląc, że ktoś z naszych za mną biegnie, to był błąd. Zostałem powalony i zraniony bełtem w udo. Nie mogłem się podnieść, postanowili mnie dobić, lecz wtem do walki weszło rycerstwo i jakimś cudem rzucili się do walki zapomniawszy o mnie. Zostałem odciągnięty, dzięki interwencji harcowników. Trafiłem do namiotu przed zamkiem, zemdlałem wiedząc, że jeśli bitwa będzie wygrana i mnie nie pojmają, będę musiał walczyć w innych bitwach.........

DOWN: Pisałem trochę na szybko. Następnym razem postaram się opisać walkę, bardziej krwisto i lepiej oddać myśli żołnierza. O ile będziecie chcieli w ankiecie :)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: MikiBar w Lipca 11, 2010, 21:15:22
Mi się podoba. Miło się czyta. Ciekawie i dokładnie opisałeś walkę. Zagłosowałem w ankiecie na TAK.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Katsura w Lipca 11, 2010, 21:18:12
Też zagłosowałem na tak robisz postęby w takich opowieściach :P
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Plopp w Lipca 11, 2010, 21:29:15
No dobre:)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Barudokuku w Lipca 11, 2010, 21:47:55
Zagłosowałem na 'nie'. Opowieść byłaby ciekawa, gdyby zmienić w niej plus minus jeden wszystko, a jeszcze gorzej wypada składnia i gramatyka. Jeśli zaś chodzi o błędy natury fizycznej, anatomicznej i różnie innie icznej:

- Czy żołnierze sobie bezczynnie stali, patrząc, jak Derek wyciąga siekierę?
- Skoro 'nie wiedziałem, że [zabrali] też mojego brata', to czemu pyta o to ojca?
- Ojciec wysyła swego brata w ślad za żołnierzami, którzy zabrali rekrutów, w dwa dni po ich odejściu, zamierzał zaś zrobić to w trzy. Na dodatek żołnierze magicznym sposobem pojawili się znowu we wsi. Oprócz tego, ojciec pozbawił się obojga dzieci, a więc skazał na śmierć sporą część gospodarstwa. Zapewne przez patriotyzm.
- 'Ja do woja'. Bez komentarza.
- We dwa dni od rozpoczęcia poboru żołnierz dziwi się z szybkości, z jaką przybył do niego Derek, mimo, że dwa dni temu przyjęli więcej-niż-jeden rekrutów. W dodatku jako oręż dają nowemu rekrutowi wyszczerbiony miecz z za małą pochwą i starą tarczę.
- 'cały czas myślałem, (...) cały czas myślałem'.
- 'Zasłoniłem się tarczą, ktoś za mną dostał w oko.' - A jak, powiedz mi, Derek widział, co się dzieje za nim, skoro cały czas musiał uważać na drabinie?...
- 'Lord Ryis wskoczył na mur i (...) nachylił miecz, przyjął cios na tarczę i pozbawił plemieńca głowy.' - Średniowieczny miecz miał być wytrzymały, nie cholernie ostry. Niemożliwe praktycznie jest ścięcie nim głowy.
- 'Ja biegłem dalej, gdy już załoga murów została pokonana. (...) Nagle dostał w nogę, podbiegł do niego młody żołnierz, ja z krzykiem ruszyłem na niego i przebiłem go od tyłu.' - Skąd, do cholery, żołnierz z pokonanej załogi murów pojawił sie między Ryisem a naszym rekrutem? Chyba, że był to ślepiec, który specjalnie ustawił się tyłem do wroga...
- '(...) pomogłem wstać sierżantowi i on kulawy ze mną ruszyliśmy zabić resztę.' - Zapewne z bełtem obijającym się o kość udową. Fajnie.
- '(...) on [Lord Ryis] po potężnym zamachu przepołowił w pasie kusznika (...)' - tym samym mieczem, którym przedtem ściął komuś głowę. Za nic sobie mając przeszywanicę, kolczugę i zapewne miecz kusznika.
- 'Próbowałem go podciąć, jednak byłem słabym wojownikiem, lekko rozciął mi ramię, ja z obrotu trafiłem go w bark i szybkim ciosem po głowie zakończyłem jego żywot.' - Uderzenie z obrotu z tarczą w drugim ręku to podstawowa technika słabych wojowników.
- '(...) pobiegłem w stronę wrogów, myśląc, że ktoś z naszych za mną biegnie, to był błąd. (...) postanowili mnie dobić, lecz wtem do walki weszło rycerstwo (...)' - Zapewne wrogowie, widząc nadchodzące rycerstwo, spędzili minutkę na dyskusji, co zrobić z rannym wrogim rekrutem.

Oprócz tego i wielu innych wszystko w porządku.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Argaleb w Lipca 11, 2010, 22:08:57
Ja również zagłosowałem na nie:) Szczerze mówiąc czytając pierwsze zdania zauważyłem kilka błędów, poza tym znudziło mnie to i nawet nie doczytałem do końca. Pozdrawiam Argaleb!
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 11, 2010, 22:17:54
Cytuj
- Czy żołnierze sobie bezczynnie stali, patrząc, jak Derek wyciąga siekierę?
Czy żołnierze mieliby się bać wieśniaka?? I czy wieśniak z siekierą to coś dziwnego??
Cytuj
- Skoro 'nie wiedziałem, że [zabrali] też mojego brata', to czemu pyta o to ojca?
Chodziło, że wcześniej nie wiedział, poszedł do ojca i pytał się czy on już wie. Może jednak było trochę niejasne.
Cytuj
- Ojciec wysyła swego brata w ślad za żołnierzami, którzy zabrali rekrutów, w dwa dni po ich odejściu, zamierzał zaś zrobić to w trzy. Na dodatek żołnierze magicznym sposobem pojawili się znowu we wsi. Oprócz tego, ojciec pozbawił się obojga dzieci, a więc skazał na śmierć sporą część gospodarstwa. Zapewne przez patriotyzm.
Nigdzie nie pisało, że odeszli. Czekali w wiosce na rekrutów. "Ojciec wysyła swego brata" nie wiem o co chodzi. Nie pisało, ze miał tylko dwóch synów, opowieść skupia się na wojnie i dwóch braciach.
Cytuj
- 'Ja do woja'. Bez komentarza.
Wieśniak to jest :)
Cytuj
We dwa dni od rozpoczęcia poboru żołnierz dziwi się z szybkości, z jaką przybył do niego Derek, mimo, że dwa dni temu przyjęli więcej-niż-jeden rekrutów. W dodatku jako oręż dają nowemu rekrutowi wyszczerbiony miecz z za małą pochwą i starą tarczę.
Poprawiam co do szybkości. A co do oręża, to na pewno mieli mu dać zbroję płytową i srebrny claymore??
Cytuj
- 'cały czas myślałem, (...) cały czas myślałem'.
To może ma nie myśleć. To jest opowieść żołnierza.
Cytuj
- 'Zasłoniłem się tarczą, ktoś za mną dostał w oko.' - A jak, powiedz mi, Derek widział, co się dzieje za nim, skoro cały czas musiał uważać na drabinie?...
Wziąłem pod uwagę drabiny z M&B. Na takich zbyt bardzo nie trzeba uważać. Poza tym tarczę trzymasz jedną ręką, można obrócić głowę i widzieć co się dzieje za sobą.
Cytuj
- 'Lord Ryis wskoczył na mur i (...) nachylił miecz, przyjął cios na tarczę i pozbawił plemieńca głowy.' - Średniowieczny miecz miał być wytrzymały, nie cholernie ostry. Niemożliwe praktycznie jest ścięcie nim głowy.
Jest możliwe. Nawet jeden z królów stracił w bitwie głowę.
Cytuj
- 'Ja biegłem dalej, gdy już załoga murów została pokonana. (...) Nagle dostał w nogę, podbiegł do niego młody żołnierz, ja z krzykiem ruszyłem na niego i przebiłem go od tyłu.' - Skąd, do cholery, żołnierz z pokonanej załogi murów pojawił sie między Ryisem a naszym rekrutem? Chyba, że był to ślepiec, który specjalnie ustawił się tyłem do wroga...
Szturmowali południowy mur, potem jak to pisało on biegł razem z resztą, czyli pokonali jakiś odcinek. Ktoś mógł wejść a na pewno wszyscy nie byliby wybici.
Cytuj
- '(...) pomogłem wstać sierżantowi i on kulawy ze mną ruszyliśmy zabić resztę.' - Zapewne z bełtem obijającym się o kość udową. Fajnie.
On był opancerzony. Miał nawet przyłbicę, więc co sądzisz o zbroi? Nogi w kolczudze co najmniej buty skórzane. Bełt by w nogę tak głęboko nie wszedł.
Cytuj
- '(...) on [Lord Ryis] po potężnym zamachu przepołowił w pasie kusznika (...)' - tym samym mieczem, którym przedtem ściął komuś głowę. Za nic sobie mając przeszywanicę, kolczugę i zapewne miecz kusznika.
Naciągnąłem my bad.
Cytuj
- '(...) pobiegłem w stronę wrogów, myśląc, że ktoś z naszych za mną biegnie, to był błąd. (...) postanowili mnie dobić, lecz wtem do walki weszło rycerstwo (...)' - Zapewne wrogowie, widząc nadchodzące rycerstwo, spędzili minutkę na dyskusji, co zrobić z rannym wrogim rekrutem.
Czytaj: "Czy nie wziąć jeńców jeśli wygramy??? O nie rycerstwo!! Do broni, do broni. Nie mamy czasu na tego zapchlonego wieśniaka!!!".

Ja również zagłosowałem na nie:) Szczerze mówiąc czytając pierwsze zdania zauważyłem kilka błędów, poza tym znudziło mnie to i nawet nie doczytałem do końca. Pozdrawiam Argaleb!
Jak możesz głosować na nie, jeśli nawet nie doczytałeś i zobaczyłeś kilka początkowych błędów?? Książki też nie można oceniać dopóki się nie przeczyta, jak Cię znudziło to nie opowieść dla Ciebie, albo pomyślałeś "Znowu o wieśniakach, coś a'la Zbigniew z Thir".

O ile będzie następna część, to bardziej się postaram. Teraz pisałem trochę na szybko, a nie chciałem żeby pomysł się z głowy ulotnił.

EDIT: Dodaję opcję do ankiety.

DOWN: Jedna osoba której się podobało nie zagłosowała, może do wtorku coś przygotuję. Tylko czy dać nową postać czy Derek ma zostać? Ważne, że nie jest tak jak ze Zbigniewem i komuś się podoba :)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: syo w Lipca 11, 2010, 23:27:11
Pisz pisz i lej na opinię innych. To Twoja opowieść a oni wcale nie muszą tego czytać, jeśli nie chcą. Według mnie opowieść bardzo fajna, tyllko szkoda, że taka krótka ;]
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Katsura w Lipca 12, 2010, 00:03:41
Dokładnie przeczytałem napoczątku w stylu olewającym 3 pierwsze zdania, miałem kliknąć na nie ale zobaczyłem posta Mikiego.
Przeczytałem i uznałem że za krótkie stanowczo, bardzo ale to bardzo mi się to podoba a inni sie tu czepiają bezsensu przecież Lord-Of-Atom(hje hje hje) nie jest pisarzem ;)

Co do niektórych zarzutów, czy ta powieśc ma być super realisyczna i czy Trebron ma się znać na tym jak jakiś zbrojmistrz Jędrek ?
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Glaedr w Lipca 12, 2010, 00:30:06
Pisz dalej, mnie i innym się podoba :]
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Arto w Lipca 12, 2010, 00:56:51
Pomimo wielu błędów, jakoś mi się spodobało ;) Napisz kolejną część, a dopiero wtedy ocenię.

Chociaż z jednym się nie zgodzę. Nie da się ściąć głowy takim mieczem.
Cytuj
Nawet jeden z królów stracił w bitwie głowę.
Podaj więcej informacji.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Argaleb w Lipca 12, 2010, 02:20:54
Pisz pisz i lej na opinię innych. To Twoja opowieść a oni wcale nie muszą tego czytać, jeśli nie chcą. Według mnie opowieść bardzo fajna, tyllko szkoda, że taka krótka ;]
Dokładnie przeczytałem napoczątku w stylu olewającym 3 pierwsze zdania, miałem kliknąć na nie ale zobaczyłem posta Mikiego.
Przeczytałem i uznałem że za krótkie stanowczo, bardzo ale to bardzo mi się to podoba a inni sie tu czepiają bezsensu przecież Lord-Of-Atom(hje hje hje) nie jest pisarzem ;)

Co do niektórych zarzutów, czy ta powieśc ma być super realisyczna i czy Trebron ma się znać na tym jak jakiś zbrojmistrz Jędrek ?

No tak, lepiej niech każdy wmawia ludziom nieumiejącym pisać (Nie mówię o tobie Trebron) że piszą świetnie a ci którzy krytykują mają się nie odzywać.

Skoro Trebron napisał i umieścił to tutaj to chyba oczywiste że chce pomyśleć co sądzą o tym inni. A mnie ta opowieść po prostu się nie spodobała więc napisałem co o tym myślę. Chyba mam do tego prawo?


PS: Zagłosowałem na nie bo mnie znudziła. A skoro mnie znudziła to znaczy że nie przypadła mi do gustu. A to znaczy że mnie się nie podobała. Dlatego zagłosowałem na nie, to chyba oczywiste. Swoją drogą ankieta jest dziwna, zawsze możesz pisać dalej, ja bym zapytał czy opowiadanie się podoba.

PS2: Taaa 6 osób stwierdziło "świetnie super" a tylko ja i Barudokuku zagłosowaliśmy na nie? To skąd w ankiecie 3 głosy na "Tak" i 4 na "Nie". Jak widać ludzie jedno piszą a co innego zaznaczają.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: syo w Lipca 12, 2010, 13:20:42
Tak dużo straciłeś czytając to. Straciłeś cenne 5 minut swego życia, które mogłeś poświęcić na coś innego. Nic na tym nie straciłeś, i nic nie stracisz , jeśli napisze drugą część. I rzeczywiście zmień ankietę bo jest trochę dziwna...
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: MikiBar w Lipca 12, 2010, 13:30:34
Trebron! Nie przejmuj się opiniami innych. Jak chcesz pisać, to pisz. Na pewno znajdą się jacyś ludzie ciekawi twoich prac. Przecież nawet profesjonalni pisarze mają swoich antyfanów. a krytyka jest potrzebna, aby móc naprawić swoje błędy.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Katsura w Lipca 12, 2010, 13:33:45
Jak przeczytałem o murze tarcz to normalnie wyobraźnia zadziałała super piszesz, oby takdalej a co do ankiety to wchodzą dzieciaczki, klikają nie bo niechce im się czytać.


PISZ DALEJ
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Archimonde w Lipca 12, 2010, 14:37:25
PISZ PISZ PISZ. Świetne opowiadanie, tylko krótkie :(. Nie lej na opinie innych, ale tez nie przestawaj pisać. Świetne było ;)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Blitzwing w Lipca 12, 2010, 14:48:38
Nie podoba mi się stylizowana mowa. Nie sprawia wrażenie średniowiecznej, tylko idiotycznej. Rozumiem, to wieśniak, jednak opowiadanie powinno się miło czytać. Bez "woja" i innych. Absurdem jest też danie uzbrojenia chłopu. Przy braniu ich na wojnę każdy musiał uzbroić się w miarę swoich możliwości. Tak więc zbita tarcza i włócznia lub siekiera to była podstawa. Gdy taki chłopek roztropek przeżył, brał coś od pokonanych. Taka wojna mogła wzbogacić zwykłego wieśniaka, jednak zazwyczaj kończyło się to dla niego szybką śmiercią.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Argaleb w Lipca 12, 2010, 14:57:52
Jak przeczytałem o murze tarcz to normalnie wyobraźnia zadziałała super piszesz, oby takdalej a co do ankiety to wchodzą dzieciaczki, klikają nie bo niechce im się czytać.


PISZ DALEJ

Och tak, a twoi wielcy fani nie klikają na Tak bo też im się nie chce. Rozumiem że skoro opowiadanie mi się nie podobało to jestem dzieciaczkiem?

Co do opowiadania, skoro ludziom się podoba, nawet kilku to pisz. Nawet jeżeli podobało by się tylko jednej osobie to właśnie dla siebie i dla niej warto to pisać. Tyle ode mnie, pozdrawiam Argaleb!
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Katsura w Lipca 12, 2010, 15:21:55
Argaleb i tak, nie recenzuj tego skoro tego nie przeczytałeś, i po pierwsze nie mówie o tobie tylko o takich Killero podobnych dzieci.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 12, 2010, 15:27:59
Zmieniam ankietę bo jednak dziwna trochę :)

Akt II Sojusznik Rhodoków.

Część I
...obudziłem się. Ale już nie w obozie, obudziłem się w zdobytym zamku. Ranni dookoła mnie, poległo wielu naszych. Ale zamek został przejęty, jakiś szarlatan siedział nade mną.
- No i wstałeś, teraz idź do koszar.
Ja ze zdumieniem
- Ajć ale byłem ranny.
- Nic już ci nie jest, ciesz się, że żyjesz. Normalnie nie pomagamy rekrutom, teraz każdy wojownik się liczy. Idźże sierżant czeka na oddział.
Okazało się, że miał rację, o dziwo została tylko blizna. Czyżby jakieś szatańskie praktyki?? Ucałowałem krzyż, który stał na wielkiej ławie w dolnych salach zamku i udałem się na dziedziniec, jeszcze trochę utykając.
Przyszedłem na dziedziniec, nie było wielu żołnierzy. Jeszcze ściągano ciała z murów. Robili to głównie pojmani w bitwie. Choroby ich dziesiątkowały. Zobaczyłem sierżanta.
- Panie przybywam.
Sierżant mnie zaskoczył
- Wojowniku zasłużyłeś się!! Za uratowanie mnie przed tymi Rhodockimi cymbałami, chciałbym cię wyróżnić. Wstąpisz, do lekkozbrojnych jednostek piechoty. Masz to coś, będziesz dobrym wojem.
Ja cały czas zdziwiony, myślałem, że zostanę ukarany za to, że nie dokończyłem walki. Jednak sierżant ma wpływy u lordów, pewnie dzięki niemu zostałem nagrodzony.
- Dziękuję panie. Pójdę za tobą choćby w ogień.
- Ano idziemy w ogień! Zostałeś na stałe przydzielony, oddziałowi lorda Ryisa. Idziesz z nimi. Ja zostaję tutaj, być może się kiedyś jeszcze spotkamy, wyruszacie jutro. Odmaszerować!
Poczułem smutek, że opuszczam sierżanta. Jedyny żołnierz który nie patrzył na mnie z góry, na pewno nie pochodził ze szlachty, rozumiał takich jak ja.
Udałem się do dolnych komnat, położyłem się i usnąłem. Byłem jeszcze zmęczony a chciałem być gotów do podróży wraz z wielkim oddziałem lorda.

Część II
Ranek był mglisty, jednak w miarę dobra widoczność, za murem płonął stos Rhodockich trupów. Miałem zgłosić się do zbrojowni po nowy ekwipunek. Dostałem wreszcie normalny miecz z dobrą pochwą, o dziwo też dobrą tarczę, tylko trochę porysowaną i z Rhodockim herbem.
Lord kazał nam zeskrobać to co zostało z tych malowideł. Godzinę później kazał się zabrać przed bramą, zdziwiła mnie duża ilość rycerzy w oddziale. Patrzyli na nas piechotę z pogardą, ich błyszczące zbroje i groźnie wyglądające hełmy garnczkowe były imponujące.
Do tego potężne konie z ciężkimi kolczugami na grzbietach, marzyłem by też takim być, sprawiali wrażenie niepokonanych, bałem się czy Rhodocy też mają takich żołnierzy, jednak na razie wszystko szło po naszej myśli, sam jednak nie znałem celów tej kampanii, zostałem nagle wciągnięty w wir walki z biednej wioski. Lord Ryis swoją mową rozwiał wszystkie wątpliwości. Czekała nas krwawa jatka jeszcze tego dnia.
- Wojownicy! Rebelianci Rhodoccy splamili nasz honor!! Zgarnęli nasze dawne ziemie, teraz zwą się ich posiadaczami!! Każdy lennik Rhodockiego króla jest wyjęty spod prawa, mamy ich zmieść!! Bez litości!!
Plugawy lud, nie znający prawdziwych władców ziem Swadiańskich!! Zwiadowcy donieśli, że te cymbały planują kontratak! Musimy ich powstrzymać w szczerym polu i ruszyć na zamek Almera!, pustosząc przy tym ich ziemie.
Za Swadię!!!!! Jeszcze dziś, tam dalej na polach, pokażemy im!!!
Wszyscy wznieśli ten okrzyk razem z nim, ja się przyłączyłem. Poczułem się mężczyzną, wojownikiem, prawdziwym mężem.
- Za Swadię!!! Śmierć zdrajcom!!! Za Swadię!!! Śmierć zdrajcom!!!!
Ryis zawrócił i poprowadził nas, my ruszyliśmy za dowódcą, wszyscy cicho. Dumni lecz i przerażeni, wiedzieliśmy co będzie niedługo i że wielu z nas nie wróci.

Część III
Staliśmy na polu, jakieś dwie mile od zamku. Dowódca dał sygnał, stanęliśmy w szyku bojowym. Powrócił jeden ze zwiadowców, podjechał na rumaku do lorda.
On sapał, koń parskał. Wydusił z siebie
- Panie, panie!! Oni już blisko, 50 strzałów z kuszy już są!!
- A więc nadchodzą, z przewagą jaką??
Zwiadowca
- Z siedemset woja pawężnicy, kusznicy i włócznicy. Na szarżę naszą gotowi, tak ich nie weźmiemy. Rycerstwo pod końmi skończy.
Rycerz zza Ryisa nagle
- Jakże śmiesz tak nas hańbić??? Weźmiemy ich choćby z powietrza!!! Nam nikt nie straszny, z diabłem staniemy w szranki!!!
Ryis go uspokoił
- Ręczę, że prawdę powiadasz. Wszak musimy ostrożnie, piechotę poślemy aby włócznie przytrzymali, wy zaś z boku ich weźmiecie.
-Tak panie! Jak sobie życzysz! Chociażbym mógł.....
Ryis surowo
-NIC NIE MOŻECIE BEZ ZGODY MOJEJ!!!! CO WAM KAŻĘ UCZYNICIE!!!
- Oczywiście, przepraszam panie.
Lord zwrócił się do oddziałów piechoty
- Idźcie walczyć, pola dotrzymajcie. My w ukryciu za to, przemkniemy i w ich boki uderzymy. Nie bójcie się! Żwawo! Żwawo!
Obejrzałem się za siebie, nie umiałem liczyć, ale wiedziałem, że nas jest mniej. Ruszyliśmy, mgła ustąpiła, było widać jakieś postacie dalej. Wiedzieliśmy, że to wróg. Marsz był krótki jednak miałem wrażenie, że trwał wieki.
Rozpoczął się ostrzał, niebo przysłoniła salwa kuszników, zrobiło się ciemniej, spadły na nas tysiące bełtów, uświadomiłem sobie jak ich wiele, ilu trzeba ludzi żeby wystrzelić tyle bełtów.
Na kilka chwil przed uderzeniem salwy padliśmy na kolana, szybko zakrywając głowy tarczami od góry. Było okropnie, po prostu koszmar.
- Kur*a co to?? Na boga koniec świata!!!!
Zakrzyknął rekrut, na to jego sierżant.
- Kur*e to ja ci dam w du*e!! Siedź cicho jak nie wiesz co się dzieje zacofany wsiunie!!!
Żołnierz stojący z boku dostał w brzuch, złapał się za ranę i upadł, tarcza już go nie przysłaniała, poprzebijały go dziesiątki bełtów, krew tryskała okropnie. Ostrzał się zakończył, spojrzałem na tego nieszczęśnika, zdarło mu skórę z głowy, widocznie bełty nie przebiły się przez czaszkę. Ruszyliśmy dalej, musieliśmy zostawić rannych i konających, co niektórym strzaskało tarcze, ale przeżyli. Byliśmy już blisko, sierżant idący na czele zatrzymał nas.
- Patrzcie na te szumowiny!!!! Boją się nas, choć jesteśmy w ilości mniejszej!! Pokażmy im prawdziwe męstwo!! NAAPRZÓDD!!!!
Wszyscy popędziliśmy jak szaleńcy, miałem wrażenie, że jadę konno. Pędziliśmy i w końcu zbiliśmy się z wrogiem. Okropny skrzek łamanych kości, byli tam żołnierze z ciężkimi obuchami. Inni nadziewali się na włócznie, pod naporem reszty. Sam tak jak i wielu innych, uniknąłem włóczni, postanowiłem trzymać się trochę z tyłu. Rhodocy szybko odbudowali szyk  i nas odepchnęli, wypieli włócznie i nadziali cały rząd, krwiste włócznie siały wśród nas postrach. Wyskoczyliśmy wszyscy na raz i pod ogromnym parciem uderzyliśmy w pawęże, szyk Rhodocki został rozerwany. Rozpoczęła się normalna walka, trafiłem na jakiegoś pawężnika, dwa razy przyjmowałem ciosy na tarczę, próbowałem go uderzyć w głowę, jednak ten zasłaniał się tarczą i straszył mieczem, przykucnąłem podbiłem tarczą jego pawęż i podciąłem po nogach, jego leżącego dobiłem ciosem w klatkę, okropne było uczucie gdy mój miecz przecierał żebra.
Usłyszeliśmy róg bojowy konnicy, spojrzałem na bok i zobaczyłem kawalerię wbijającą się w rhodoków. Rycerze po odrzuceniu złamanych kopii, wywijali mieczami, piechota wroga kładła się rzędami, nie byli na to gotowi.
Biegłem dalej, natrafiłem na wrogiego sierżanta. Przerażony próbowałem uciec, on jednak mnie odciął od reszty, pobiegłem w jego stronę, on lekko ciął mnie po nodze glewią, ja zablokowałem ją tarczą, on jednak był silniejszy i mnie powalił, ja przewalając się pociągnąłem go ze sobą, wszedłem mi na brzuch i podciąłem gardło. Zaczął pluć krwią i skonał. Zauważyłem, że rhodoków zostało niewielu, pobiegłem za ostatnią szarżą konnicy. Cały byłem mokry i czerwony. Pewien rekrut pognał na mnie, sparowałem cios mieczem i uderzyłem go w głowę tarczą, pewnie stracił przytomność. Ale nie dobijałem go, pobiegłem dalej.

Część IV
Nagle się przeraziłem, cały nasz szyk stanął. Rycerstwo się cofnęło, większość straciła konie. Nadciągała jakaś szarża. Ryis rzekł
-Czyż to nie Khergici?? Te psy zyskały sprzymierzeńców!!! Ustawić mur z piechoty!!!
Stanęliśmy w rzędzie, byli już blisko. My zdziwieni, wzięliśmy włócznie od martwych rhodoków, kucnęliśmy i nadzialiśmy ich nagle na nie. Nie wiedzieli, że swadiańska piechota może mieć włócznie, wszyscy ruszyli biegiem, podnieceni nadziewaliśmy kolejnych konnych. Odgłos łamanych kości zamienił się w odgłos łamanych drzewców i przebijanych ciał. Krew znów tryskała, trafiłem kogoś w głowę, grot włóczni się złamał, khergit z zalaną twarzą pognał dalej i spadł z konia, oko wypłynęło z oczodołu. Podciąłem kilka koni, koledzy z tyłu zajęli się jeźdźcami, nagle wjechał na mnie koń. Poturbował mnie i zgubiłem miecz, wziąłem więc szablę leżącą na ziemi i z biegiem wbiłem się w żołnierza bez konia, szabla zagięta nie przebiła go ale rozszarpała brzuch. Obejrzałem się w bok i ujrzałem rumaka jadącego na mnie w blasku słońca, jeździec nachylił szablę, nie trafił. Ja za to ciąłem go w brzuch, bezwładnie spadł z konia. Konnicy wroga było coraz mniej, najprawdopodobniej zaskoczył ich nasz opór. Reszta uciekła, ze zmęczenia nawet nie wysyłaliśmy pogoni.
- Zwycięstwo!!!! Rodacy wygraliśmy!!!!
Zakrzyknął entuzjastycznie Ryis, dobijając ostatniego konającego wroga, ten próbował go złapać zakrwawioną, drżącą ręką.
- TAK JEST PANIE!!
Odpowiedziało rycerstwo, wbijając miecze w ziemię.
Ryis zdjął płachtę na której był jego herb, zawiązał na włócznię i wbił ją w ziemię, pośród ciał na znak zwycięstwa.
- Wojownicy rozbijmy obóz, za polem bitwy, jutro ruszamy w stronę zamku Almerra, odzyskać nasze ziemie!! ZA SWADIĘ!!!!
- ZA SWADIĘ!!
Odpowiedzieliśmy niczym przed bitwą. Wiedziałem już, że służę nieugiętemu, odważnemu i honorowemu panu. Podziękowałem bogu w modlitwie i usiadłem przy ognisku, najeść się do syta i iść odpoczywać przed trudniejszymi bojami, być może podczas wyprawy poznam też w oddziale jakichś przyjaciół........

DOWN: Gramatyka kuleje, a taki nawał tekstu nie poprawia sytuacji :) Ale jeśli z treścią jest dobrze, to jestem zadowolony, tylko jeszcze te błędy. Ale myślę, że błędów w tekście takich jakie były w poprzednim (przepołowienie mieczem) nie ma.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: MikiBar w Lipca 12, 2010, 15:43:30
W tym drugim akcie zauważyłem więcej błędów, ale błędy można poprawić. Postaraj się robić krótsze zdania. W wielu miejscach zamiast kropki stawiasz przecinek. Nie będę cytował, ale chyba wiesz o co chodzi. Pod tym względem to wygląda jak praca "na brudno". Najważniejsza jest treść, a z nią jest wg. mnie bardzo dobrze.

Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Argaleb w Lipca 12, 2010, 15:59:39
Argaleb i tak, nie recenzuj tego skoro tego nie przeczytałeś, i po pierwsze nie mówie o tobie tylko o takich Killero podobnych dzieci.

Ponownie zaznaczyłem nie. Niżej argumentacja.

Cytuj
Rhodockimi cymbałami
Cytuj
te cymbały
Jakoś mi to nie podchodzi:) Cymbały?

Cytuj
Pójdę za tobą choćby w ogień.
Chcesz za niego ginąć dlatego że cię nie ukarał tylko przeniósł do lekkozbrojnych jednostek? Rozumiem radość ale to chyba lekka przesada.

Cytuj
Jedyny żołnierz który nie patrzył na mnie z góry, na pewno nie pochodził ze szlachty, rozumiał takich jak ja.
Cytuj
Jednak sierżant ma wpływy u lordów

Skoro nie pochodził ze szlachty to skąd te wpływy?

Cytuj
Każdy lennik Rhodockiego króla jest wyjęty spod prawa, mamy ich zmieść

Z racji tego że pochodzili z innego kraju raczej nie podlegali waszemu prawu.

Cytuj
pustosząc przy tym ich ziemie
Cytuj
ziem Swadiańskich

W końcu to ich czy wasze ziemie?

Cytuj
Śmierć zdrajcom!

Jakim zdrajcom? Co to ma do rzeczy?

Cytuj
wszedłem mi na brzuch i podciąłem gardło

Sam sobie?

Cytuj
Nie wiedzieli, że swadiańska piechota może mieć włócznie

Jak to nie wiedzieli? Czy Swadia nigdy wcześniej nie używała włóczni?

Dodam do tego że wątpię by człowiek biegnący z włócznią sam mógł ot tak nadziać na nią konnego. Poza tym co do wieśniaka. Jakim cudem gość mógł rozpoznać takie elementy uzbrojenia hełm garnczkowy? I gdzie nauczył się tak dobrze walczyć? Człowiek który dopiero od kilku dni trzymał miecz w ręce?

Zagłosowałem ponownie na nie ponieważ to dalej nie jest to, chodź ta część była nieco ciekawsza od pierwszej.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Lipca 12, 2010, 16:16:29
Twoje wypociny nie dorastają do pięt opowieściom Horna i Conrada Shieldcrushera, możesz im co najwyżej buty czyścić. Jak chcesz to sobie pisz - mi nic do tego. Jednak na tym forum są już zamieszczone o stokroć lepsze opowiadania.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 12, 2010, 16:44:42
Cytuj
Chcesz za niego ginąć dlatego że cię nie ukarał tylko przeniósł do lekkozbrojnych jednostek? Rozumiem radość ale to chyba lekka przesada.
To jest średniowiecze, jak byś się zwracał do kogoś wiele wyższego pozycją od siebie??

Cytuj
Skoro nie pochodził ze szlachty to skąd te wpływy?
A odwaga i waleczność?? W M&B można nawet zostać lordem :) A to bazuje na tamtym świecie.

Cytuj
W końcu to ich czy wasze ziemie?
Swadianie uważają je za swoje, jednak rhodocy nazywają się ich panami. W grze było, że Rhodocy to rebelianci Swadiańscy. W opowieści Swadia postanowiła odzyskać ziemie. Stare spory się odnowiły.

Cytuj
Jakim zdrajcom? Co to ma do rzeczy?
Tak jak pisałem, Rhodocy kiedyś przejęli ziemie w rebelii. Zapraszam do gry.

Cytuj
Sam sobie?
Błąd poprawiam, i jest przy u. Chciałem napisać mu, jednak piszę bez patrzenia na klawiaturę, niestety czasem takie coś się zdarza.

Cytuj
Jak to nie wiedzieli? Czy Swadia nigdy wcześniej nie używała włóczni?
Spójrz na ich piechotę w grze, zwykle jak są już włócznie to baaardzo krótkie.

Cytuj
Dodam do tego że wątpię by człowiek biegnący z włócznią sam mógł ot tak nadziać na nią konnego. Poza tym co do wieśniaka. Jakim cudem gość mógł rozpoznać takie elementy uzbrojenia hełm garnczkowy? I gdzie nauczył się tak dobrze walczyć? Człowiek który dopiero od kilku dni trzymał miecz w ręce?
To są Rhodockie włócznie. Też zapraszam do gry. Co do wieśniaka, to jak sierżant ujął, że ma on talent.

Twoje wypociny nie dorastają do pięt opowieściom Horna i Conrada Shieldcrushera, możesz im co najwyżej buty czyścić. Jak chcesz to sobie pisz - mi nic do tego. Jednak na tym forum są już zamieszczone o stokroć lepsze opowiadania.
Niech sami sobie buty czyszczą. Jeśli podoba się to komuś jestem gotów pisać, mnie na przykład "saga" Shieldcrushera znudziła. Każdy ma swoje preferencje.

Staram się pisać bez zbędnych porównań, po prostu tak na świeżo. Jakby opowiadał to żołnierz, więc nie można tego porównywać do innych tworów

DOWN: Jak na razie te wasze "błędy" dementowałem. Jak nie macie nic do roboty, to proszę bardzo wyłapujcie. Następną część napiszę na kartce i dopiero przepiszę, bo szczerze mówiąc na komputerze nie zawsze mi wychodzi.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Barudokuku w Lipca 12, 2010, 20:07:11
Nie mam siły ni ochoty podawać kolejną armię błędów rhodockich, swadiańskich i khergickich, ale powiem tyle: popisz sobie w zaciszu domowym, nie staraj się zrobić czegoś 'bo na forum chcę umieścić', a każda opowieść 'testuj' na znajomych. To, co umieszczasz tutaj, zasługuje co najwyżej na śmiech.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Arto w Lipca 12, 2010, 21:00:24
Zgodzę się z Barudokuku. Cóż, wszyscy już napisali to co ja bym napisał. Nic dodać, nic ująć. Niestety głosuję na nie.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 13, 2010, 23:22:28
Postanowiłem napisać kolejną część. Może i ostatnią, zobaczę jak się spodoba.

Akt III

Część I

Lord Ryis narzucił tempo. Ja gnałem wraz z kawalerzystą Kavronem, za nim na grzbiecie jego konia bojowego. Był on wysokim szlachcicem w sędziwym wieku, o czarnych włosach i krótkiej brodzie, często bluźnił ale tylko w bitwie, poza zgiełkiem zachowywał maniery. O jego doświadczeniu w wojaczce, mówiła sama za siebie wielka blizna na policzku.
- Derek młodzieńcze! Zamek Almerra na horyzoncie!
Gdy ujrzałem zamek, pomyślałem o rodzinie w Nomar i o bracie w Praven. Miałem nadzieję, że wszystko jest w porządku, zacząłem znów myśleć o wyzwaniu moim i naszego oddziału.
Lord zatrzymał oddział, kazał rozbić obóz i ostrzegł, że się nie wyśpimy, szturm przypuścimy w nocy. Słońce zaczęło szybko zachodzić, ostatnie promienie słońca oświetlały drewniany zamek na wzgórzu, na dole zapadała ciemność.
Szykowałem się do snu, pewnie krótkiego, szturm miał rozpocząć się nocą. Został mi przydzielony mały namiot, miałem go dzielić z ciężkim piechurem Ralurelem. Udałem się tam, on już był i kładł się do snu.
- Witam wojowniku!
Rzekłem donośnym głosem wchodząc, on odparł.
- Witajże w skromnym naszym namiocie. Słyszałem żeś jakiegoś sierżanta na Grunwalderze ocalił.
- Ano to ja, dobre żeś słyszał.
On na to z kwaśną miną, przejawiał zazdrość.
- I od razu cie na piechura dali, ja kilka roków walczyłem. Nikt nie doceniał, ano tak świat ułożony, ciesz się żeś tamtej bitwy życiem nie przypłacił. Wielu zginęło, ty jakoś wyszedłeś. Teraz dobranoc, ażeby ci myśl o szturmie snu nie przysłoniła, śpij dla siły, inżynierowie już pracują nad drabinami.
- Więc się na spoczynek udam.
Odparłem zmieszany, on wspominając o szturmie zepsuł mi już sen, który i tak długo nie trwał.

Część II

Róg zabrzmiał, po północy.
- Długi dech ma!
Wykrzyknął mój towarzysz, zrywając się z prowizorycznego łoża. Wbiegł do namiotu jakiś harcownik.
- Wróg wyszedł zza bram!! Za miecze łapcie, rycerze i lord w walce ich związali żeby obozu nie spalili, długo nie wytrzymają!! Wszyscy do broni!!!!
Chwyciłem za miecz, szybko zarzuciłem tarczę na plecy. Pobiegliśmy w stronę bramy.
Walka była zażarta, rzuciłem się we wrogów, z nadzieją, że kogoś przebiję mieczem. Podciąłem pawężnika, przewalił się, dorwał go rycerz i poharatał. Wszyscy się rozbiegli, walka toczyła się w luźnym szyku.
Wpadając na wroga, uderzyłem go w szyję tarczą, powstała rana, chyba się wykrwawił. Następnego atakowałem mieczem, ten jednak parował pawężą, cały czas zasłonięty. Zacząłem napierać, on się cofał, wskoczyłem na pawęż. On się przewalił, ja kilka razy w gniewie dźgałem go mieczem, uświadomiłem sobie, że cały jestem we krwi. Obtarłem miecz o tabard i ruszyłem dalej, za naszymi.
- Napierać, za bramy ich!! Jak nie zamkną wchodzimy!!
Krzyczał Ryis.
Rycerstwo zaczęło na prawdę zażarcie walczyć. Wrogowie nie dotrzymywali nam pola, wypuścili jednak najlepszych żołnierzy, zaczęła się krwawa jatka.
Wpadł na mnie Rhodok, nawiązałem równą walkę. Te ich pawęże okazały się zabójcze, w rękach dobrego wojownika. Powalił mnie, próbował dobić, ja sparowałem tarczą i ciąłem za kolanem. Ból musiał być niesamowity, krew wleciała mi do oczu i oślepiła. Wstałem i przetarłem oczy, ujrzałem jak próbuje wstać.
- Nie zabijaj mnie!
Poczułem się okropnie, widziałem jego cierpienie. Odbiegłem w stronę następnych wrogów. Potem usłyszałem krzyk, wiedziałem, że ktoś go dobił. Poczułem się jeszcze gorzej, zagłuszałem wyrzuty sumienia tym, że walczyłem o życie, ale jego krew wciąż spływała po mnie. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że oni też są ludźmi, ślepota na cierpienie innych minęła, ale musiałem walczyć dalej.

Część III

Byliśmy już pod bramą, jednemu rycerzowi zmiażdżyli hełm. Krew trysnęła spod niego, zalała całe ciało które upadło. Odciągnąłem jednego ranionego bełtam za bramę i wróciłem walczyć. Rhodocy się cofnęli.
- Wchodzimy!!! Do walki!!! Wróg nie zamknął bram!!!
Dał rozkaz Ryis wiedząc, że możemy szybko zdobyć zamek, jednak wciąż nas dziesiątkowali. Wbiegając zauważyliśmy nagle kuszników, zwróconych na dziedziniec, na którym byliśmy już.
- Nieee!!! Zasłaniać się, to pułapka!!!
Wielu się zasłoniło, w tym i ja. Przylgnąłem do ściany muru, nie opuszczając tarczy. Wszyscy którzy nie zdążyli się zasłonić, zostali poszatkowani przez bełty. Okropna śmierć, staliśmy w morzu krwi.
- Biec na mury!! Wybić ich!!
Jak rozkazano tak zrobiliśmy, ja rozciąłem mieczem bełty wbite w tarczę i zrzuciłem z muru dwóch kuszników. Trafiliśmy na kilku sierżantów. Jeden zamachem nadział na włócznię rycerza, idealne trafienie między płyty zbroi, przechylił włócznię i nieszczęśnik spadł z muru. Ciąłem go po szyi, reszta przebiegła za moimi plecami i dobili kuszników z małej wierzy. Pobiegliśmy dalej, kilku z naszych oberwało bełtami, jeden dostał bełtem w brzuch, spadł z muru i nabił się na drewniany pal.
Walka wciąż trwała, spotkaliśmy Ryisa i jego straż przyboczną, pognaliśmy razem po murach. Napotkaliśmy lorda Rhodoków.
- Rhodocki rebeliancie, złóż broń a twa śmierć będzie szybka i łagodna!
Ryis wykrzyknął w jego stronę.
- Ha! Wciąż nie przegraliśmy Swadiański psie! Walcz a może uratujesz resztki swego honoru!
Rycerze walczyli jak opętani. Ja z boku ciąłem w jakiegoś plemieńca, nie mogłem wyciągnąć miecza z jego ciała. Wtem poczułem ból z tyłu głowy, upadłem na kolana, zalała mnie krew i przede mną spadł mały, zakrwawiony bełt.........

DOWN: On już zginął. Jeśli napiszę następną część (może jeszcze dziś), to inaczej podejdę do walki.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Katsura w Lipca 14, 2010, 00:15:00
Łał widać że sobie przemyślałeś i nadal mi się to podoba,tylko nie podoba mi sieto że takie nieopierzony rekrut tnie wszystkich, powinieneś pokazać  walki jako bardziej zacięte .
Wiem wiem więcej pisania ale jtwoje powieści mi bardzo pobudzają wyobraźnie :P
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 14, 2010, 10:46:46
36 lat wcześniej (Derek jeszcze jako, tako wróci).

EDIT: Żeby nie było niejasności, tekst dotyczy Rhodockiej rebelii o której było trochę w grze.

Część I

Jestem Konrad Maria Ryis. Pochodzę z drobnoszlacheckiej rodziny, mieszkamy w Praven. Gdy miałem już 17 wiosen na karku, ojciec rzekł.
- Synu! Czas abyś wyruszył w świat. Nasza rodzina podupada, jam już jest stary, matka chora. Chcę abyś wyruszył jako kupiec, jako wojownik możesz być kim chcesz, bylebyś uratował naszą krew. Miejże synów i córki, daję ci błogosławieństwo. Wyrusz już jutro, nami się służba zajmie.
- Ależ ojcze! Ja jeszcze za młody.......
- A JA CI KAŻĘ!!!
W ciszy odszedłem, dla ojca to nie było nic dziwnego. Widocznie kiedyś przeszedł to samo, los naszego herbu spoczywa w moich rękach, nie zawiodę go. Następnego zimnego ranka, pożegnałem się z rodziną i wyruszyłem w świat. Czułem się zagubiony, nie wiedziałem co robić. Postanowiłem wyruszyć do obozu treningowego.

Część II

Jechałem na moim starym koniu. W połowie drogi do obozu, zatrzymali mnie bandyci.
- Oddawaj wszystko co masz! Konia też bierzemy!!
Ja przerażony oddałem wszystko co miałem, zostałem pośród łąk, zostawili tylko ubrania. Udałem się dalej do obozu, z myślą, że po przeszkoleniu nie będę się dawał takim szumowinom.
Wkroczyłem do obozu wieczorem.
- Wita w naszym obozie treningowym! Widzę żeś biedak, lub cię bandyci złupili, bierz ten miecz, dla obrony, na mój koszt.
- Ehmmm dziękuję..... ja tu przybyłem na szkolenie.
Odparłem zadowolony z miecza. Piękne ostrze pobłyskiwało, w ostatnich promieniach słońca.
- No dobrze. Może zacznijmy od razu, bo jutro wyruszam do Halmar. Dam ci jedną, dobrą lekcję. Chodź za mną!
Poszedłem za instruktorem. Wręczył mi drewniany miecz i rozpocząłem walkę z młodym wojownikiem.
- Teraz go pobij!! Zmylaj wroga!! Nie dawaj się uderzyć........

Część III

Szkolenie trwało całą noc. Poczułem się lepszym wojownikiem. Pożegnałem się z instruktorem i wyruszyłem w stronę Jelkali. Następnego dnia ujrzałem Jelkalę, nad bramą powiewał herb lorda Edwina Devilana. Jako że na stajni ojca często jeździłem konno, byłem dobrym jeźdźcem, postanowiłem zaciągnąć się na Swadiańskiego konnego. Jakimś cudem myślałem, że trafię do garnizonu, tego potężnego miasta i będę odbierał żołd nie bojąc się o wojnę, na razie chciałem tylko trochę zarobić. Udałem się do koszar, spotkałem sierżanta rekrutacyjnego. Bez zastanowienia rzekłem.
- Chcę się zaciągnąć na konnego!
On ze zmieszaniem.
- A z jakiej racji?!?!? Chyba, że się wykażesz jako piechur, a jak żeś szlachcic, to dostaniesz, jednak na takiego to mi nie wyglądasz.
- A jednak jestem szlachcic!
Wyciągnąłem dokument potwierdzający pochodzenie, który wziąłem na wszelki wypadek.
- Toś mnie wziął szlachcicu. Tyś z Ryisów. Pochodzisz z Praven??
- Tak.
- To już takimi lord się zajmuje. Powiedz strażom, że kazałem cię przepuścić, zdaj im broń i idź do lorda.
Tak też uczyniłem, straże mnie przepuściły. W zamku spotkałem się z lordem.
- Witam mości panie!
Rzekłem kłaniając się. lord za to zdzielił mnie rękawicą po głowie.
- Bez takich ceremoniałów! Z młodym szlachcicem na równi mówię! Jam lord Devilan, chyba ci już mój herb znany?
- Ano pięknie nad murem powiewa. Ale ja tu w innej sprawie niż poznanie się. Ja chcę ci służyć w garnizonie miasta.
Devilan z niezadowoleniem.
- Niestety miejsc już nie mamy. Jeśli tak będziesz chciał, mogę cię jedynie do lorda Harlausa oddziału przyłączyć, akurat jest teraz w zamku. Chodź ze mną.
Przeszliśmy przez salę, był tam lord Harlaus, bawił małego syna Devilana starą kuszą.
- Harlausie! Chciałbym ci przedstawić tego młodego szlachcica. Oto Konrad Ryis, pochodzi z Praven, chce wstąpić do garnizonu, aczkolwiek nie mam miejsca. Mógłbyś przygarnąć go jako konnego do wojska??
Przywitaliśmy się. On na prośbę Devilana.
- Pójdę z nim to omówię, może wreszcie wyrwę się od tego knuta. Cały czas gada, że chce być "Lodoćkim kuśnikem". Chodź młody!
Poszliśmy na stronę.
- Przyjmę cię, potrzebuję wojska. Na razie będziesz musiał się udać na szkolenie. Mamy taki zwyczaj ze szlachciców robić rycerzy.
Mrugnął okiem i odszedł, mówiąc gdzie odebrać uzbrojenie i gdzie czeka oddział.

Część IV

Minęły dwa lata. Na szkoleniu spędzałem większość czasu, podróżowałem też przez pewien czas z rycerzem Karvanem jako jego giermek, zniszczyliśmy kryjówkę bandytów. W oddziale Harlausa służyłem jako kawalerzysta.
Dostałem porządny hełm i kolczugę, a także długą lancę. Jednak jeszze nie stoczyłem żadnej bitwy. Czułem się gorszy od tych wszystkich doświadczonych żołnierzy.
Pewnego dnia do Harlausa przybył posłaniec od Króla.
- Panie! Panie! Król przesyła wiadomość z Jelkali. Plemię Rhodockie się zbuntowało pod przywództwem Grunwaldera, wewnątrz miasta Jelkali resztki sił bronią zamku. Wszyscy mają się stawić na rozkaz króla Rolanda! Wzywamy do obrony królestwa!
- A cóż to za cholerstwo?? Bez takiej mowy! Idźże owce paść tchórzu, my już się walką zajmiemy. ODDZIAŁ ZBIERAMY GRATY I NA JELKALĘ, POMÓC DEVILANOWI, CZYŻBY TEN STARZEC NIE UMIAŁ SIĘ OBRONIĆ PRZED WIEŚNIAKAMI!!!
Polubiłem charakter Harlausa, może był trochę arogancki i niektórych denerwował, ale cieszyłem się, że mu służę. Całą sytuacja mnie nie ruszyła, tak jak Harlaus sądziłem, że to wieśniacy się zbuntowali a Devilan nie opanował sytuacji. Wyruszyliśmy prędko. Dwie godziny później byliśmy na miejscu.
Pod miastem dopadło nas zdziwienie.
- Ku*wa mać! Oni mają miastoo.......
Zakrzyknął Harlaus i skończył drżącym głosem. Wiedział, że sytuacja jest kiepska.
- Konnica za mną, wyrżnąć ich!!!!!
Dał rozkaz i pośpieszyliśmy za nim. Ledwo nadążaliśmy, chciał uratować swojego przyjaciela starego Devilana, jadnak nie chcieliśmy by w szale wpadł sam między wrogów. Lorda nic nie obchodziło, pędził na złamany kark. Rozkazy przeją Karvan i ustawił nas w szyk do przekroczenia bramy. Rhodoccy strażnicy pilnujący zdobytego miasta zniknęli, pod naszymi wierzchowcami.
Rhodocy ściągnęli najemną konnicę, najemnicy wkroczyli w pogoń po mieście. Było nas czterdziestu, rozdzieliliśmy się. Za mną pognali dwaj najemnicy, przerażony rozpędziłem konia do cwału. Nie dało się tak jednak jeździć po płonącym mieście. Szybko szarpnąłem i zatrzymałem konia, nachyliłem lancę w bok. Nadziałem konia najemnika, uderzenie było potężne, prawie złamało mi rękę. Ciało jego konia wpadło na mojego, najemnika zgniotło, okropnie krzyczał. Łeb konia mnie przygniótł, odwaliłem go i wstałem, wdałem się w walkę z Rhdokiem.
- Swadiański pies!! AGHHH!!!
Wybiegł na mnie jak szalony, ledwo uniknąłem ciosu, rozłupałby mi głowę. Złapałem go za rękę, ten wymierzył mi cios łokciem prosto w nos, krew trysnęła i lała się strumieniami. Otarłem nos i odepchnąłem przeciwnika na wóz. Wóz się przewalił przygniatając go słomą, podszedłem dobić, ten jednak atakował dalej. Sparowałem tarczą, huk byłby okropny, krew cały czas spływała mi do ust. Zmyliłem go, że chcę uderzyć w bok, on ciężkim młotem parował. Ja za to szybko zmieniłem kierunek i ciąłem go w twarz. Upadł i się wykrwawił, splunąłem na niego, wskoczyłem na konia który się już podniósł i pojechałem w stronę zamku. Był tam Harlaus i większość żołnierzy.
- Wkraczamy! Straciliśmy tylko czternastu! Tam czeka nas jatka!
Otworzył drzwi z kopniaka i jednym pięknym machnięciem miecza, zabił stojącego tam Rhodoka. Posoka trysnęła mi na tarczę. Harlaus z okrzykiem bojowym wbiegł w kilkunastu Rhodoków, poszliśmy mu z pomocą.
Ciosem w plecy zabiłem jednego, upadł na twarz, jęknął "Ty psie!" i skonał. Wbiegaliśmy po schodach, za cofającymi się Rhodokami, szarpnąłem jednego za tabard i zrzuciłem z wysokich schodów. Wokół była istna rzeźnia, unosiła się krwista mgiełka. Jeden z nich dostał od naszego buławą, kawałki jego głowy znalazły się na ścianie. Przebiłem plemieńca, ten stoczył się ze schodów wraz z moim mieczem, który utknął mu w brzuchu.
Wziąłem włócznię i dziobałem znajdujących się dalej. W końcu stanęliśmy na czerwonym wodospadzie ze schodów i zauważyliśmy, że wszystkich pokonaliśmy. Harlaus udał się do komnat lorda.
Stary Devilan leżał zabity, tylko my przybyliśmy z pomocą. Mały Devilan krył się w szafie, z zakrwawionym mieczem ojca.
Harlaus łkał nad ciałem przyjaciela. My wzięliśmy małego z dala od tego przykrego widoku. Rhodoków jednak nie było mało, wcześniej wysłany zwiadowca powrócił i poinformował, że Grunwalder zebrał wielką armię na polu przy górach i planuje przybyć do Jelkali. Jeszcze nie wiedział, że jego poplecznicy zostali wybici, musieliśmy szybko uciekać.........
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 14, 2010, 12:05:42
Ciekawe ale interesuje mnie jedno jak ten mały miał zakrwawiony miecz ojca znaczy to że on go zabił ?
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 14, 2010, 12:15:11
Ciekawe ale interesuje mnie jedno jak ten mały miał zakrwawiony miecz ojca znaczy to że on go zabił ?

Chodzi o to, że ojciec się bronił, a on ze strachu schował się w szafie kiedy father zginął, biorąc przy tym jego miecz, z którym czuł się bezpieczniej. Powiem krótko. To była Rhodocka krew.

DOWN: Postaram się :) Powodzenia w opowiadaniu!
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: MikiBar w Lipca 14, 2010, 13:51:22
Nie jest źle. Mi się podoba. Fajnie się to czyta, ale mam zastrzeżenia. Nie pisz tak... szybko... staraj się wszystko dokładniej i ciekawiej opisać. Jak np. bohater jedzie z miasta do miasta, to opisuj też to, co się dzieje po drodze. Albo dokładniej opisuj krajobrazy, przedmioty, akcję, bohaterów itp. Tak będzie dużo ciekawiej. Sam właśnie się zabieram za pisanie opowiadania, nie wiem czy będziecie zadowoleni, ale się staram.

EDIT:
Dzięki! xD
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 14, 2010, 16:31:45
Część I

Po pokonaniu sił rebelianckich w Jelkali, przyszedł czas aby się wycofać. Zwiadowcy przynosili coraz bardziej niepokojące raporty, oddziały Grunwaldera były coraz bliżej.
Obmyłem się z krwi, przy studni na dziedzińcu. Miałem strasznie pokaleczone prawe ramię, w wirze walki nawet nie czułem ran, teraz okropnie bolały, niektóre nawet ropiały. Nie było jednak wiele czasu, gdy Harlaus pochował swojego przyjaciela, wyszedł na schody zamkowe i rzekł.
- Wojownicy! Jak już zapewne wiecie Grunwalder tu zmierza. Aczkolwiek najnowsze raporty zwiadowców donoszą, że wróg jest już blisko, najprawdopodobniej widzą miasto. Dziewięć setek żołnierzy chce nas okrążyć!! Teraz nie walczymy o te pie*dolone królestwo! Teraz walczymy o nasze życie lenie!! Żebyście mogli jeszcze się lenić i puszczać bąki w łożach, musimy się stąd wyrwać!! Dupy w troki i szykować się! Prędko!
Wszyscy byli wystraszeni, nasza liczba przed atakiem, nie przekraczała pięćdziesięciu żołnierzy. Podczas szturmu padło też kilku. Zacząłem myśleć o rodzinie, nie widziałem ich od dwóch lat, matka mogła nie żyć. Musiałęm przeżyć, żeby ich jeszcze odwiedzić i przynajmniej się pożegnać. Założyłem zbroję, znalazłem stary hełm garnczkowy, przywdziałem go i wyjechałem na rynek miasta. Oddział powoli się zbierał, większość z nas byłą ranna i wyczerpana, jednak gotowa do walki. Przyjechał lord.
- Jesteśmy wszyscy?? Chyba tak. Za mną!!
Powoli podjechaliśmy do bramy, żeby nie męczyć koni. Wszyscy byli cicho. Dojechaliśmy do bramy. Zatkało nas....
- Boże! Nie miej nas w opiece, bo twa opieka sprowadzi nas do nieba, a ginąć jeszcze nie chcemy....
Rzekł ironicznie Harlaus. Za bramą rozciągały się setki rzędów Rhodockich rebeliantów, okrążyli miasto.
- Skąd oni tylu wzięli??
Zapytał się jakiś żołnierz.
- Pewnie wzięli wszystkich Rhodoków z tej ziemi.
Ktoś odrzekł

Część II.

Harlaus po chwili namysłu rzekł.
- Za mną, widzę miejsce gdzie się przebić można!!!
Zerwaliśmy konie z miejsca i pognaliśmy za lordem, który niczego się nie bał, jechał na samym czele. Byliśmy jeszcze daleko, ale już dostaliśmy rozkazy co do formacji. Jak dla mnie, na drugą bitwę w życiu, ta była o wiele za duża.
- Formować klin!! Na trzydzieści metrów gruby ich rząd, będzie walka!!!
Wykrzyknął Harlaus. Znajdowałem się na lewym skrzydle w klinie, w czwartym rzędzie.
- Bełty! Tarcze w górę!!
Dał ostrzeżenie Karvan. Wszyscy równocześnie osłonili się tarczami, jednak chyba każdy martwił się o konie, bo to one były głównym celem ostrzału. każdy kto wypadł z formacji tracił szanse na przebicie się. Bełty zaczęły gruchotać tarcze, jeden przebił się przez drewno i ranił mi rękę. Harlaus dostał w hełm, powstało swoiste wgłębienie. Bełt się odbił i spadł na jego siodło.
- Osobiście wbiję ci go w dupsko, Grunwalderze!!! Nastawić lance!! Już blisko!
Na rozkaz lorda nastawiliśmy je. Jakieś 100 metrów przed uderzeniem, szyk Rhodocki załamał się. Wieśniacy i plemieńcy przerazili się, widząc szaleńczą szarżę ciężkiej konnicy. Karvan dla większego ich przerażenia zadął w róg.
Wszyscy zaczęli Rhodocy wrzeszczeć. Lancami nadzialiśmy pierwszy, łamiący się rząd. Kilka koni się wywróciło efektownym saltem, spadając przygniotły Rhodoków.

Częśc III

Walczyliśmy jak szaleni. Plemieńcy próbowali ściągać nas z koni, jednak w pełnym rynsztunku byliśmy zbyt ciężcy do ruszenia. Kusznicy z tylnych szeregów umilkli. Rozbiegli się w strachu.
- Od tyłu grzeją! Chcą nas zmiażdżyć!!
Padło ostrzeżenie. Ciąłem kogoś mieczem, ciężko przeszedł na wylot. Gdy ciało się przewracało, wyciągało mi miecz z ręki. Kopnąłem truchło, upadło a miecz wyszedł. Boleśnie kaleczyli mi nogi, koń był opancerzony ale ledwo dyszał. Włócznie łamały się na jego klacie. Byłem bardzo wdzięczny temu zwierzęciu. Obciąłem komuś dłoń, zajęczał i rzucił mi w twarz tarczą. Dzięki bogu założyłem wcześniej ten stary zakryty hełm, gdyby nie to, miałbym twarz w kawałkach. Ale i tak to mną zatrzęsło, koń przechylił się na bok, ja podparłem się nogą cały czas zostając na siodle. Zwierze stratowało pięciu plemieńców.
- Dalej przeć!!!
Krzyczał lord. Zostało kilka metrów, przeciąłem komuś głowę, kawałek czaszki trysnął mi w prawe oko, oślepiając je na chwilę. Popędziłem konia. Spojrzałem w lewo, Karvan ciął na prawo i lewo, nagle wyskoczył Rhodok, nabił jego konia, Karvan spadł. Chciałem zakręcić tam. Ale usłyszałem Harlausa.
- Jedź!! Jedź!! Niewielu już nas!! Musimy przeżyć!!!
Karwan upadając, nadział się na czyjeś widły, przekręciło go i spadł na ziemię. Reszta wszystko dokończyła, zobaczyłem zakrwawione maczugi, musiałem jechać dalej.
Wybiliśmy się ja, Harlaus i siedmiu konnych. Szybko pędziliśmy za wzgórze, kusznicy zaczęli strzelać. Założyliśmy tarcze na plecy, ktoś dostał, przejechał drętwo kilkanaście metrów i spadł z konia. Gnaliśmy czym prędzej, ci co spadli z koni, próbowali podtrzymać jeszcze walkę, żebyśmy uciekli. Udało się nam, wjechać za wzgórze nim kusznicy przeładowali. Zobaczyłem bełty wbijające się w drzewo, przy którym kilka chwil wcześniej przejechałem. Udało się nam uciec, rebelianci nie wysłali pogoni, przejęli Jelkalę. Kilku uciekinierów ich nie martwiło. Udaliśmy się w stronę zamku Hurlad*.......

*Zamek Hurald -To zamek Grunwalder, po przejęciu przez Rhodoków nazwali go imieniem swojego bohatera rebelianta.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: MikiBar w Lipca 14, 2010, 16:38:18
Nie ma co - twoją specjalnością jest walka. Świetne, dokładne opisy. Tak trzymać!
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 15, 2010, 10:13:40
Część I

Powoli podróżowaliśmy w stronę zamku. Wszyscy byli wyczerpani, rozbiliśmy obóz w połowie drogi.
- Tylu nas zostało z całej armii. Psy! Dzierżę ten bełt, wsadzę ci go w dupsko Grunwalderze, a potem zetnę moim mieczem.
Harlaus powtarzał w gniewie, rozpalając ognisko. Potem zapytał.
- Kto pójdzie po zwierza?? Zjeść coś porządnie trzeba! No kto?? Żwawo!
- Ano ja się udam! Dajże kuszę i mogę ustrzelić zwierza każdego.
Zgłosiłem się.
- Łap ten grat. Mi już to niepotrzebne.
Rzucił mi starą kuszę, którą kiedyś bawił małego Devilana.
- Ale panie! To onucy nie przebije!
- No to dwa razy strzel!
Nie odzywałem się już. Wziąłem dziesięć bełtów i poszedłem do lasu. Krążyłem po lesie dwie godziny, nie było ani śladu żadnego zwierza. Udając się w głąb lasu ujrzałem pochodnię, a w jej świetle chatę. Zgasiłem swoją, podkradłem się. Wpełzłem w mały krzak, z którego obserwowałem postaci chodzące wokół chaty. Usłyszałem ich rozmowę.
- Zarkan! Kiedy ruszamy??
- O brzasku! Prosto pod zamek Hurald, Grunwalder kazał sprawdzić ich garnizon.
- A masz te przebrania??
- No jasne! Dwa stroje pielgrzymów i jeden najemnika.
Weszli do domu i zgasili pochodnie na zewnątrz.

Część II

Zrozumiałem, że to Rhodoccy szpiedzy. Szybko pobiegłem do naszego obozu, po chwili byłem już na miejscu.
- Harlausie! Panie!
Dyszałem.
- Gdzież zwierzyna??
- Rhodoccy szpiedzy! W chacie leśnika, ruszają o świcie pod Hurald!!
Harlaus zdecydowanie.
- Wierzę ci. Te świnie są do takiego czegoś zdolne. Fraincis chodź ze mną, ty Ryisie także! Reszta pilnuje obozu.
- Pozwól, że pokażę drogę!
Poprowadziłem Harlausa i Fraincisa do chaty.
- To tutaj! Dwóch było na zewnątrz, nie wiem ilu w środku.
- Czekajcie mam plan! Daj kuszę Ryis! Tam jest tylne wejście, ja strzelam wy tłuczecie. Masz mój miecz!
Oddałem kuszę i wziąłem za nią miecz. Podeszliśmy z Fraincisem do drzwi frontowych. Harlaus stojąc z tyłu krzyknął.
- TERAZ! Włazić!
Rozbiliśmy słabe, spróchniałe drzwi i wpadliśmy do chaty.

Część III

- Pięciu!
Krzyknął Harlaus, wbiegając do chaty po nas. Przymierzył i strzelił szpiegowi w szyję.
- AGGHHHHHH!!!!
Jęknął, krew trysnęła mu z ust i osunął się z łóżka. Przebiłem jednego z nich, pościel zabarwiła się na czerwono, on próbował się jeszcze ruszyć, ale był przybity mieczem do łóżka. Wyjąłem miecz, ciężko wyszedł. Fraincis złapał jednego, rzucił nim w ścianę. Podszedł go dobić, szpieg jednak wyjął sztylet. Fraincis po pięknym uniku przybił przeciwnikowi mieczem łapę do ściany, krew trysnęła mu w oczy. Uderzył na ślepo w brzuch szpiega. Ten chciał jeszcze oddać sztyletem, jednak resztki zmasakrowanej mieczem dłoni mu odpadły, palce potoczyły się pod stopy Fraincisa, ten zostawił bezbronnego wroga konającego i nawiązał następną walkę.
Ja walczyłem z szefem szpiegów. Gdy chciałem zadać cios osunął mi się na ramiona. Spojrzałem na jego zakrwawione plecy, był tam bełt, a Harlaus się głupio uśmiechał.
Przeciwnik wyrwał się Fraincisowi i ruszył na Harlausa. On po uniku, uderzył go kuszą w głowę. Szpieg upadł, Harlaus przygniótł go nogą i zastrzelił z kuszy.
- Chyba wszyscy. Tak pięciu!
- No wszyscy! Dobrze walczyliśmy.
Odparłem lordowi.
- Wszyscy? Fraincis jeden, Ryis jeden a Harlaus trzech. Ha! O patrzcie! Tamten od Fraincisa jeszcze jęczy!
Harlaus strzelił mu w gardło.
- Teraz Fraincis zero, Ryis jeden a Harlaus czterech! Ha! Ha! Ha!
Zignorowaliśmy dziwny nastrój Harlausa. Pewnie to od zmęczenia. Zaczęliśmy szukać wskazówek.
- Panie! Mam tu pismo! Leżało w ich kufrze!
Zawołał Fraincis, wyciągając z ich kufra jakieś instrukcje.
- Czytaj więc!
Odparł Harlaus.
- Ja nie umiem.
- Daj to!
Rzekł z kwaśną miną, klepiąc Fraincisa po głowie.
- "Drogi Jarkmirze! Oto rozkazy od samego Grunwaldera! Weź je sobie do serca, macie pełną swobodę działania, bylebyście je tylko wykonali.
1. Odnaleźć słabe punkty w obronie zamku Hurald.
2. Zinfiltrować garnizon tejże twierdzy.
3. Wywołać pożar w drewnianej sekcji zamku.
4. Wzniecić panikę wśród załogi zamku Hurald.
5. Znaleźć sposób, na wyciągnięcie z miasta i pokonanie konnicy stacjonującej w Praven.
6. Po wykonaniu zadań, odebrać rozkazy w Jelkali dotyczące szturmu na Praven."
- Mamy problem!
Mruknął Fraincis. Harlaus milczał i miął te pismo w ręce. Wiedział, że będzie musiał walczyć w szczerym polu przed zamkiem, żeby nie dopuścić do oblężenia, którego byśmy nie wygrali. Już świtało, wróciliśmy i zwinęliśmy obóz.
Harlaus kazał nam jechać do zamku, a sam udał się na wieś w poszukiwaniu rekrutów. Szczerze się bałem. Wiedziałem, że znów będzie nas mniej. Trzeba było sprowadzić posiłki z całego królestwa. Jeśli przegramy, całe królestwo może upaść pod rebelią Grunwaldera.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: pawelcio w Lipca 15, 2010, 11:00:16
Bardzo fajne opowiadanie, strasznie wciągające, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Oby tak dalej. Masz talent.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Siekacz w Lipca 15, 2010, 11:07:56
Bardzo mi się podoba,dokładnie opisana walka,kiedy następne części?
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 15, 2010, 11:13:49
Może dzisiaj po południu. Jutro prawie na pewno nie, ale w poniedziałek na 100% :) Gdyby ktoś mi pomagał z interpunkcją, to pisałbym znacznie szybciej.  Muszę po napisaniu błędy poprawiać, a i tak sporo zostaje.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Archimonde w Lipca 15, 2010, 11:17:06
Bardzo fajne opowiadanie. W tej części nie widziałem błędów, a wszystko było fajnie opisane :)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 15, 2010, 17:15:37
Część I

Jechaliśmy do zamku. Już ze dwie godziny temu, Harlaus zniknął z horyzontu. Zamek już jawił się w promieniach słońca. Daliśmy znak, że jesteśmy Swadiańskimi żołnierzami, wpuszczono nas. Za bramą powiedziałem sierżantowi.
- Musimy rozmawiać z dowódcą! Straciliśmy Jelkalę i zabili lorda Devilana, jego syn pojechał z posłańcem do Yalen! Wielka armia rebeliantów Rhodockich zmierza tu!
- Jelkala?? Stracona?? Ale.... muszę być powściągliwy. W zamku jest król, on teraz nami dowodzi. Idź do niego.
Więc udałem się do króla Rolanda wraz z Fraincisem.
- Witamy wasza wysokość! Przybywamy z wiadomościami z Jelkali.
- Och tak! Spodziewałem się posłańców, ale żołnierzy nie. Cóż się stało? Widzę żeście nieźle poturbowani.
- My jesteśmy niedobitkami z armii Harlausa.....
Król zerwał się z tronu. Korona przekrzywiła się na prawą stronę.
- Przegraliście bitwę??? On żyje???
- Rebelianci przejęli Jelkalę i zabili lorda Devilana. My odzyskaliśmy miasto i uratowaliśmy jego syna, zabrano go do Yalen. Po pięciu godzinach przybyli Rhodocy i oddział Grunwaldera, ich przywódcy. Ledwie wyrwaliśmy się z okrążenia. Ostałem się ja, lord Harlaus i sześciu kawalerzystów. Nasz pan pojechał rekrutować żołnierzy na wieś, bo nadciąga tu wielka armia. Chcą zdobyć ten zamek. Po tym nic ich nie powstrzyma przed zajęciem Praven i budowy zamku Reindi. Proszę przeczytaj to wasza wysokość.
Dałem królowi to co zostało, z rozkazów pomiętych przez lorda.
- A któż to tak pogwałcił?
- Sam lord Harlaus. W gniewie.
- Hmmmm... rzeczywiście! Nie wygląda to ciekawie. Udajcie się na zasłużony odpoczynek, bardzo się zasłużyliście królestwu. Jeśli atak rzeczywiście ma nastąpić tak szybko, musicie mieć siły do walki. Ja tym czasem wyślę zwiadowców, aby zapoznali się z sytuacją.
Udaliśmy się do koszar. Położyliśmy się spać, ja wstałem dopiero rankiem następnego dnia.

Część II

Wstałem o świcie. Dowiedziałem się, że zwiadowcy już powrócili i zdali meldunek. Poszedłem do sierżanta.
- Panie sierżancie! Co z sytuacją? Kiedy przybędzie wróg?
On z niepokojem powiedział.
- Dziś o południu będą. Ponoć mają wieżę oblężniczą i wielu strzelców. Szacują ich na tysiąc dwustu wojów. Pozostaje nam tylko czekać.
Zdziwiłem się, że tak szybko dotrą. Postanowiłem poczekać na Harlausa, aż przedstawi królowi plan szarży przed polem zamkowym. O dziwo po gorzinie przybył. Bramy się otworzyły, pobiegliśmy sprawdzić co się stało. Był obity i miał rozprutą zbroję. Przysiadł pod murem w cieniu i nas zobaczył.
- Moi towarzysze! Jak zapewne widzicie, nie zabrałem ani rekruta.
- A cóż się stało, panie?
Zapytał Fraincis.
- Ano wieśniacy mnie obili. Przeklęte bękarty! Ach! Szlag by ich! Nikt nie chciał iść, zagroziłem tylko, ze obetnę łeb temu ich wrednemu sołtysowi, co kazał mi iść. Mi lordowi! Hańba! Oni się na mnie rzucili. Zamknęli mnie potem w stodole. Powiedzieli, że nazajutrz nabiją mnie na pal. Psy! W stodole była dziura, poszerzyłem ją i uciekłem. Ach! Ku*wa! Idę do króla, podobno tu jest.
Wszyscy lekko się zaśmialiśmy. Zaufany lord króla, pobity przez kilku chłopów. Jednak na prawdę mógł zginąć, gdyby go nabili na pal, wójt to poważana osoba we wsi, wieśniacy go obronią, a on mu zagroził. Przestaliśmy się śmiać, pewnie poniosły go emocje. Widać, że jeszcze nie ochłonął po Jelkali.

Część III

Harlaus wrócił do nas po dwóch godzinach.
- Możemy jeszcze wygrać! Albo wybić drogę do odwrotu. Mamy przeprowadzić szarżę. Za niedługo tu będą! Szykować się! Drzewiej!!
Zaczęliśmy się szykować. Przywdziałem nową zbroję, tym razem z królewskim herbem. Poszedłem do stajni, założyłem kolczugę na konia. Byłem już gotowy, tak jak i większość wojska w zamku. Nikt o nic nie pytał. Raz kozie śmierć. Król wyjechał na dziedziniec w asyście najlepszych rycerzy. Przemówił do nas.
- Żołnierze! Rycerze! Blisko już jest wróg! Wieść o rebelii zaskoczyła nas, ale jesteśmy gotowi. Ważne, ze dali nam czas na założenie zbroi i zabranie broni. Ich wódz zwie się Grunwalder, kto skróci go o głowę, dostanie dzban złota!! Uznałem przed chwilą, wraz z moją radą, że musimy się stąd wycofać! Konnica pod wodzą lorda Harlausa, ma zrobić wyłom w szeregu wroga. Piechota pod moim dowództwem, uderzy na lewą flankę i wszyscy wycofamy się do Praven. Moglibyśmy to zrobić już teraz, jednak chcemy zniszczyć ich morale! Zadać cios! I być może zabić im przywódcę!! Proszę postarajcie się żołnierze! Poczekamy na nich! Ustawić się przed bramą!!!
Po podnoszącej na duchu przemowie króla, ustawiliśmy się w szeregu. Tuż przed bramą. Były nas ze cztery setki. Wszyscy w jednym szeregu, długi był jak szlag.
Czekaliśmy sporo czasu. Z nudy i żeby zapomnieć na chwilę o bitwie, bawiłem się z Fraincisem w balansowanie mieczem, postawionym pionowo na dłoni.
- Wygrałem! Hahaha!
Zakrzyknął Fraincis. Ja odparłem.
- Popatrz w dal!
- Czekaj zdejmę ten głupi hełm bo przeszkadz........ ja pie*dole!
Długi chyba na dwie mile, szyk Rhodocki wyłonił się zza wzgórz. Wszyscy konni zamilkli. Na gest ręki Harlausa, schowaliśmy miecze i wzięliśmy lance. Harlaus gładził w ręce Rhodocki bełt, który obiecał wsadzić Grunwalderowi w miejsce, o którym szlachcicowi mówić nie wypada.

Część IV

- Za mną!
Krzyknął król, wyjeżdżając na przód, wraz ze swoją strażą. Zatrzymał nas, na sześćset metrów od Rhodockich włóczni.
- Zaraz się zacznie! Bądźcie w gotowości! Konnica jedźe za mną! Pamiętać!
Przestrzegł Harlaus. Pawęże Rhodockie się rozstąpiły, wyszli kusznicy.
- Jechać za mną! Nie pytać się co robimy!
Ruszyliśmy powoli, wzdłuż formacji Rhodockiej. Grunwalder to dostrzegł, zabrał swoich ludzi i szedł na równi z nami. Król wiedział co chce zrobić Harlaus, wydał więc rozkaz.
- Do boju piechota! Za mną!
Piechota rzuciła się za nim do ataku. Zaatakowali w lewe skrzydło Rhodockiej armii. Uderzyli w mur pawęży. Silni Rhodocy jednak ich nie puszczali, szybko unieśli tarcze. napierający się przewrócili i zostali przebici włóczniami.
nasza piechota znów natarła, wskoczyli na pawęże i górą zabili ich właścicieli, mur runął. Wszyscy się rozproszyli i zaczęli walczyć na miecze.
My tym czasem dalej szliśmy w bok. Grunwalder prostopadle z nami. Harlaus dojrzał wyłom, który Grunwalder wywołał swoim marszem za nami.
- Walić w ten cholerny wyłom!! Nauczymy ich prawdziwej walki!!
Obróciliśmy konie i zaszarżowaliśmy prosto w dziurę szyku Grunwaldera. Grunwalder zdezorientowany próbował wracać, jednak piechota nigdy nie prześcignie konnicy.
- Lance w dół!!
Padł ostatni rozkaz Harlausa. W ostatnich chwilach przed uderzeniem, Rhodoccy pawężnicy zorientowali się co się dzieje. Zdążyli zobaczyć tylko błysk grotów lanc w słońcu, nim zostali na nie nabici.
Krwista fala nas obmyła, niektórych też oślepiła, kilkanaście koni wywinęło salta, i wleciało głęboko w Rhodocki oddział, zgniatając wszystkich po kolei.
Zaczęliśmy dźgać na oślep. Dźgnąłem kogoś, jego poderwało i wyrwało mi lancę z rąk. Nabitego nieszczęśnika odrzuciło na kompanów, których zaraz stratowaliśmy. Pod końmi było czuć masę zgniatanych ciał. Musiałem bić mieczem. Uderzyłem kogoś koniem, jego obróciło przy tym tyłem i zupełnie niespodziewanie, na mój miecz nabił się Rhodok. Przeciągnęło go kilka metrów zanim miecz wyszedł. Z wierzchu jego brzucha wystawało moje ostrze, więc lecące ciało raniło wszystkich na których wpadało.
Harlaus sam parł w stronę Grunwaldera. Za jego koniem rozciągała się, krwawa rzeka ciał. W końcu dotarł do znienawidzonego wroga. Zadał mu z siodła cios. Grunwalder złapał lancę i prawie wysadził lorda z siodła. Harlaus odrzucił lancę, Grunwalderem zachwiało. Lord wyciągnął puginał i błyskawicznym ciosem, wbił się Rhodockiemu wodzowi w podbródek. Odrzuciło go, upadł na plecy, Harlaus dobił go długim mieczem. Potem straciłem go z oczu.
Ja i paru rycerzy, prawie się przebiliśmy. Wyskoczył na mnie pewien pawężnik. Uderzał spisą, wziąłem jego cios na miecz i przekręciłem. Ręce mu się wygięły, a jego samego obróciło. Cofnąłem miecz i przymierzyłem mu w bark. Krew wleciała koniu w oczy, spłoszył się. Nachyliłem miecz do poziomu kolana, co chwila ocierał się o Rhodoków. Spłoszony koń wszedł w cwał, tratował Rhodoków, zobaczyłem gotowego na mnie żołnierza z nastawioną włócznią, chciał nadziać konia. Jakimś cudem go wykręciłem, przechyliłem miecz, który trafił prosto w gardło włócznika. Przeszedł do połowy i się ześlizgnął po kości. Krew zalała mu klatkę piersiową i się przewrócił.
Koń się uspokoił, daliśmy radę się wybić. Rhodocy byli zdezorientowani, nie wiedzieli do końca jak znaleźliśmy się za nimi. Król nalej walczył razem z piechotą. Harlaus nagle wypadł z formacji wroga, na zakrwawionym koniu z pękniętą tarczą i wygiętym puginałem w ręce.
- Za mną! Trzeba pomóc królowi!!!
Prędko pojechaliśmy za nim, Rhococy z prawego skrzydła nas ścigali.
- Uderzamy w lewe skrzydło, łamiemy je i uciekamy!!

Część V

Pod ukosem szarżowaliśmy na tył oddziału, walczącego z królem. Uderzenie także nastąpiło pod ukosem. Prawie wyrwało mnie z siodła, koń wierzgał. Harlaus poderwał swojego wierzchowca do góry i wylądował na włóczni Rhodockiej. Przeraziłem się.
- Harlausie!!
Rozpaczliwie krzyczałem. Zobaczyłem, że się podniósł. Przebijałem się do niego. Panował straszliwy ścisk. Krew spływała mi z brwi, widocznie ktoś mnie drasnął. Harlausa powalili wieśniacy, zaczęli szukać miejsca do przebicia się, przez jego zbroję płytową. Wjechałem w nich, z resztą i lorda trochę stratowałem. Uderzyłem jednego z wieśniaków Rhodockich. Miecz przeszedł mu po głowie. Upadł i wił się z bólu. Drugiego przebiłem, próbował w rozpaczy dziobnąć mnie widłami. Uderzyłem go w głowę tarczą, gładko wyszedł z miecza.
- Panie wsiadaj!!!
Krzyknąłem do Harlausa i ustawiłem konia, żeby mógł wejść. Wciągnął się i zobaczył, że oddziału króla już niema.
- Nieeeee!!!!!................
Załamał mu się głos. Krzyknąłem byśmy już uciekali, według planu.
- Uciekać!! Król nie żyje!!!!
Wszyscy wybiliśmy się z Rhodockich formacji. Kusznicy którzy wcześniej nie zdążyli strzelić, wydali całe salwy.
- Uciekać!!!!!!!!!!! Żwawiej!!!!
Krzyczał Fraincis. Wjechał za mnie i osłaniał tarczą lorda, przed bełtami. harlaus powoli osuwał się z siodła. Odrzuciłem tarczę i go przytrzymałem.
- Konrad! Co robisz???
Zakrzyknął Fraincis.
- Ku*wa! Lorda trzymam!! Podjedź bliżej z tą tarczą!!!
- Już, już!!
Fraincis jechał tuż przy mnie, kopyta naszych koni prawie się stykały.
- Kolejna salwa idzie!!!
Ostrzegł ktoś. Fraincis bardziej schował głowę za tarczą i nachylił się w stronę Harlausa. Poczułem ból.
- Dostałeś!!! Prosto w ramię!!
- Wiem Fraincis!! Chyba czuję!! Aghhhh.... osłaniaj!!!!
- Osłaniam!!
Bełty wbijały się w tarczę Fraincisa. Koń rycerza przede mną się zachwiał. Przebiegł jeszcze trochę i przewrócił się przez bok, kopyta konia uderzyły w mojego, ten jednak nie upadł.
- Na brodę mego dziada!! Jak go bełtami poszatkowało!!
Darł się zdziwiony Fraincis.
- Kogo?
- Tego Rycerzyka co przed tobą gnał!!
- ZAMKNĄĆ MORDY!!!! JA TU LEDWO WISZĘ!!
Krzyknął nagle Harlaus. Ścisnąłem jego rękę, prawie tarł już prawą stopą po ziemi.
- Zaraz im zwiejemy!!! Zaraz!!! Jeszcze chwila!!!! Huraaa!!!! Udało się!!!
Znów darł się Fraincis.
- Taaaak!! Ha!
Entuzjastycznie zakrzyknąłem. Zostało nas około setki. Gnaliśmy jeszcze przez jakiś czas, aż upewniliśmy się, że Rhodocy nas nie ścigają. Wszyscy powoli podróżowaliśmy ku Praven. Kilku zbrojnych którzy nie byli ranni, udało się na budowę zamku Reindi, aby przestrzec budowniczych o armii wroga. Ramię coraz bardziej mnie bolało, krew zalała mi całą zbroję. Jechałem półprzytomny na wyczerpanym koniu. Fraincis i Harlaus prowadzili mojego konia, kiedy zemdlałem.......

EDIT: Żeby już nie zmieniać w tekście. Udało im się uciec za wzgórze, gdyby były jakieś wątpliwości.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 15, 2010, 17:51:09
Kolejny fajny kawałek. Spotkałem kilka literówek ale przy tak długim tekście to nieuniknione, ale jedna mnie powaliła na łopatki "Król nalej " xD. 10/10
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 16, 2010, 12:36:33
Miałem dziś nie pisać, ale zostałem w domu. Więc oto kolejna część.


Część I

Droga do Praven była ciężka. W małym lesie, zatrzymaliśmy się u uzdrowiciela Jeremusa. Harlaus wyszedł do niego.
- Młodzieńcze! Widzę, żeś alchemik albo uzdrowiciel. Ja tu wracam z setką tych dzielnych żołnierzy, ledwie uszliśmy z życiem spod zamku Hurald. Teraz ranni niedługo nas niezdolnymi do marszu uczynią. Opatrz ich rany, albo cię o głowę skrócę!!
Zaczął słodko, skończył groźnie. szybko wyjął wyszczerbiony puginał. Szarlatan odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Cny lordzie! Czyżbyś mnie chciał zadrapać tym....... czymś?? To robaka nie zabije.......
- Ależ natychmiast!!! Pomóż im albo się przekonasz!!
Szarlatan trochę się przerazi.
- Dobra! Niech ci będzie. Kilkunastu masz rannych, nimi się zajmę. Och! Idę! Już idę.
Podszedł trochę krzywym krokiem, do jakiegoś rycerza. Dając mu jakiś kijek powiedział.
- Wsadź to w mordę!
Rycerz spojrzał na niego groźnie i postukał palcem, w swój własny sztandar na tarczy. Szarlatan od razu zmienił podejście.
- Och! Czy jaśnie pan raczy wsadzić to w m...... do ust.
Rycerz starannie umieścił kijek w ustach. Szarlatan wziął jakieś dziwne liście i przyłożył mu je, do rany na kolanie.
- Uch!
Mruknął rycerz przez kijek. Szarlatan zaciągnął na jego kolano kolczugę i powiedział.
- Trzymaj to panie tak dwa dni, teraz już boleć na będzie. Jak zdejmiesz zostanie tylko blizna.
Szarlatan opatrzył jeszcze kilku. podszedł do mnie.
- Och! Ach! Cóż za rana na ramieniu! Zejdźże z konia i się połóż. Ja zaraz wrócę.
Zszedłem z konia i położyłem się na ziemi. Ściągnąłem naramiennik i czekałem. Szarlatan wrócił z chaty. Niósł nóż, gorący tasak i jakieś zielsko. Harlaus zawołał.
- Kowal żeś czy uzdrowiciel??
- Och! Coś gorącego na ranę musi być! Och! Już idę!
Przykucnął nade mną i przyłożył bok tasaka do rany.
- JAUUUU!! AJJJJJJ!!!!
Zacząłem wrzeszczeć z bólu. Nim skończyłem, rana już była zawiązana a pod bandażem było ziele. Skończyło boleć.
- Och! Już! trzymaj to przez tydzień i wsio przejdzie! Och! Już wszyscy!
Dał instrukcję. Harlaus powiedział żeby się zbierać.
- No szarlatanie! Wcale nie taki głupi żeś jest! Łap ten mieszek.
Szarlatan stał jeszcze chwilę i nam machał. Trochę dziwny był, ale uleczył nas i to najważniejsze.

Część II

Podróż do Praven była jeszcze długa. Ale obeszła się bez problemów. Bandyci po prostu uciekali przed oddziałem kawalerii, my nie zawracaliśmy sobie nimi głowy.
W końcu ukazało nam się Praven. Wkroczyliśmy do środka, ludzie patrzyli na nas ze zdziwieniem. Zastanawiali się jak setka wyczerpanych żołnierzy, może pozostać z wielkiej armii. Już wiedziano o porażce pod Hurald.
Harlaus do nich przemówił.
- Ludu Praven!! Ja oddany wasal królestwa Swadii mam za świadków tych dzielnych żołnierzy. Chcę wam oświadczyć, że straciliśmy dzielnego króla! Król Roland poległ pod zamkiem Hurald! Na Praven zmierza armia Rhodocka!
Jako jedyny dowódca w tym miejscu, przejmuję kontrolę nad miastem! Wszystkich mężczyzn wzywam do obrony! Zostajecie miejską milicją, odbierzecie w koszarach uzbrojenie! Komu nie starczy niech bierze noże, siekiery i cokolwiek z domu. Kto się nie stawi, zostanie sprowadzony siłą! Ich przywódca zginął z mojej ręki!! Są tylko bezwładną masą! Pokonamy ich!
Po przemowie udał się do kwater lorda. Ludzie zareagowali. Mężczyźni stawili się jako milicja miejska. Wiedziano, ze Rhodocy nie cierpią Swadian, jeśli przejmą miasto, najprawdopodobniej je spalą.
Zostałem wezwany do zamku wraz z Fraincisem. Gdy już byliśmy w zamku, zjawił się Harlaus.
- Moi żołnierze!! Uratowaliście mi życie pod Hurald. Nie wypada was nie nagrodzić. Chodźcie za mną.
Poszliśmy za lordem do wielkiej sali. Czekali tam rycerze, ustawieni w półokręgu. Harlaus oznajmił.
- Za ogromne zasługi dla królestwa i uratowanie mnie przed Rhodokami, zostaniecie pasowani na rycerzy! Będzie to dość pośpieszne, aczkolwiek chciałem to uczynić przed oblężeniem miasta. Fraincis pierwszy!
Fraincis osłupiały uklęknął przed lordem. Ten wyciągnął miecz i pasował go. Po złożeniu krótkiej przysięgi wstał i usunął się na bok.
- Teraz Konrad!
Uklęknąłem. Zostałem pasowany, także przysiągłem, że oddam życie za królestwo i jego ideały. Wiedziałem już, że wypełniłem prośbę ojca, jednakże nie było czasu aby go odwiedzić. Od razu dostaliśmy rozkazy.
- Macie sformować dwa oddziały z milicji która zgłasza się w koszarach. Będziecie dowodzić tymi ludźmi podczas oblężenia!
Po otrzymaniu nowego uzbrojenia i tarcz mieliśmy chwilę namysłu. Rzekłem do Fraincisa.
- Chyba jesteśmy najmłodszymi rycerzami w królestwie. Ha!
- Ano racja! Będziemy toczyć wielkie boje. Może i większe od bitwy z Grunwalderem.
Ścisnęliśmy swoje ręce, zapytałem jeszcze szybko.
- A jakże brzmi twe pełne imię rodowe??
- Fraincis Edmund Grainwad. A twoje?
- Konrad Maria Ryis. Może po bitwie się jeszcze spotkamy. Powodzenia!
- Żegnaj!

Częśc III

Rozstaliśmy się i udaliśmy w swoje strony. Ja do koszar południowych, on do zachodnich. Na mieście trwała krzątanina. Widocznie zabrakło broni w koszarach i szukano jej już wszędzie.
Wkroczyłem do koszar.
- Przybywam sformować oddział!. Ilu tu jest?
Powiedziałem do sierżanta.
- Jakichś czterdziestu. Po połowie milicjanci i kusznicy. Bierzesz ich rycerzu?
- Król kazał więc biorę. każ im stawić się na północnej wieży, za godzinę.
- Tak jest!
Sierżant udał się do żołnierzy. ja poszedłem chwilę odpocząć przed dotarciem Rhodoków. Spodziewano się ich już wieczorem, tak raportowali zwiadowcy.
Byłem w jakiejś starej chacie, zmęczenie mnie wzięło i zasnąłem w pierwszej, lepszej i opuszczonej.........

Część IV

....obudził mnie głośny odgłos rogu. Wypadłem z chaty, był już wieczór, a ja zaspałem. Przebiegał jakiś żołnierz, zapytałem go.
- Co się dzieje??
- Rhodocy!! Przybyli przez lasy! Niespodziewanie! Na mury!
Szybko udałem się na północną wieżę. Czekał tam już oddział. Z lasu wyłaniały się setki wrogów.
- Panie co zrobimy?? Zginiemy!
Zaczął wrzeszczeć jeden żołnierz.
- Nie zginiemy jak wygramy!
Zauważyłem dwa wielkie lecące ognie.
- Uwaga!!!
Nad naszymi głowami przeleciały oblane smołą, płonące kamienie. Uderzyły w jakieś chaty.
- Zaczyna się!! Wszyscy do broni! Powiadomić lorda!
Krzyczał sierżant.
- Za mną! Na bramę!
Zawołałem żołnierzy, stamtąd można było prowadzić ostrzał. Rhodoccy kusznicy zaczęli strzelać. Bełty co chwila uderzały o blanki.
- Tarcze! Bronić się!
Oddział biegł za mną.
- Nieeeee!! Ach!!! Bo......
Krzyknął ktoś z tyłu. Zobaczyłem jak spada z muru, na dach stajni. Krew zaczęła z niego spływać. Spłoszone konie wybiegły na miasto, dało się słyszeć kobiece krzyki.
Wtem coś mnie ogłuszyło. Przed nami wyleciały w górę kamienie. Spojrzałem w dół, głaz z katapulty trafił w mur. Wśród kamieni leżały zgniecione kończyny. Słuch powrócił po chwili.
- Mur zniszczony! Nie przejdziemy! Ostrzelać ich!!
Dałem rozkaz. Moi kusznicy byli najwyraźniej doświadczeni, bez lęku wystawili kusze zza blanek i zaczęli ostrzał.
- Drabiny idą! Walić i nich!!
Jeden z niosących drabiny dostał. Upadł na plecy a drabina się zachwiała. Upadając przygniotła kilku wrogów. Krew trysnęła jak z wyciskarki. na murze panował coraz większy ścisk. Jeden z milicjantów dostał, spadł z muru pociągając za sobą innego.
- idzie drabina walić!!!
Cały grad bełtów zasypał jedną drabinę. Jednak wrogowie nie odpuszczali i przyłożyli ją do muru.
- Ku*wa zwalić to!!
Jednak nie daliśmy rady. już ktoś po niej wchodził, było za ciężko. Przybył Harlaus.
- Co się.... Cholera! Bić ich!
Wybiegł nad drabinę. Stanąłem koło niego, czekaliśmy na wroga.
- Daj spisę!!
Harlaus krzyknął do sierżanta, tan mu ją błyskawicznie podał. Nachylił ją i zaczął dziobać wchodzących Rhodoków. Nabił jednego, ten spadając, potoczył za sobą kilkunastu. Pod murem robiła się górka ciał.
Kusznicy zaczęli strzelać we wroga od boku. Rhodocy wypadali z drabiny jeden po drugim.
- Ha! Bez dowódcy to już nie takie odważne!
Krzyczał Harlaus. Wróg szybko uzupełniał straty. Mieli jednak dowódcę, sierżanta Gravetha.
- Zaraz wskoczą nam na łby!!!
Wołali żołnierze. Wróg ominął i zablokował spisę Harlausa. Pierwszego wchodzącego ciął mój piechur. Mur ograniczał jednak promień ciosów.
- Bić! Bez litości!
Rozkazywał Harlaus.
Zacząłem uderzać, pierwszych wchodzących. Trafiłem jednego w tarczę, ten kopnął mnie w głowę. Z zaskoczenia podciąłem mu nogi. On spadł, a z mojego miecza ciekła pierwsza krew. Zacząłem dziobać na oślep. Co chwila miecz w coś wchodził, krew wciąż tryskała. Trzeba było uważać na oczy, żeby nie zostać oślepionym. Rhodocy zaczęli napierać, my zostaliśmy trochę wyparci od muru. Kilka osób zostało zmiażdżonych w okropnym ścisku.
Wróg szybko wkraczając na mur, ustawił jeża z włóczni. Chcieli nas zepchnąć w dół.
- Teraz albo nigdy!! Przeć!!!
Na rozkaz Harlausa, wpadliśmy z krzykiem na Rhodockie pawęże. Tylko kilku nadziało się na włócznie.
Pochyliłem głowę pod pawęż i zacząłem dziobać od góry mieczem. Wszędzie było słychać krzyki i okropną wrzawę. Co chwila gdzieś od boku tryskała krew. Pod parciem rozerwaliśmy ich formację. Nawiązała się zwykła walka, na broń krótką.
Sierżant Rhodocki chciał mnie ciąć glewią. Wziąłem ją na miecz i uderzyłem o mur. Moim przeciwnikiem zachwiało, ten jednak wymierzył mi kopniaka. Co chwila potykałem się o leżące ciała, postanowiłem to wykorzystać.
Ruszyłem na wroga, on się cofnął ze strachu i potknął o czyjeś truchło. Został stratowany, przez swoich sojuszników wchodzących z drabiny. Zostałem odepchnięty, wpadłem na kogoś i odskoczyłem w stronę wrogów. Szybko ktoś się nabił na miecz, jęknął i wpadł pod nogi. Ktoś walczył z naszym kusznikiem, uderzyłem go łokciem i potężnym ciosem z góry, zgruchotałem mu kości. Biały pancerz kusznika zrobił się od tryśnięcia krwi czerwony.
Kolejny przeciwnik wziął mój cios na tarczę i wyprowadził kontrę. Ja szybko odskoczyłem i uderzyłem go w łokieć. Krew tryskała niczym z fontanny a reszta ręki ledwo wisiała na kawałkach kości. Wypuścił broń i padł na ziemię.
- Cofnąć się na schody!!!
Dał rozkaz Harlaus. Postanowiłem wyjść na przód i osłaniać resztę, przy wycofywaniu się. Dostałem od plemieńca pałką w brzuch. Czułem jakby całe powietrze ze mnie uszło. Drugi jego cios sparowałem i oddałem mu w twarz. Całą była zmasakrowana, oko wypłynęło a korpus upadł z murów. Gdy chciałem już iśc za resztą, przed moim nosem błysnął miecz. Pchnąłem swoim w przeciwnika, on sparował i sam wyprowadził cios na moją tarczę. Uderzyłem go nią w głowę, on z krwawiącym nosem walczył dalej. Pochyliłem się pod kolejnym jego ciosem i obciąłem mu nogę. Z kolana trysnęły resztki kości, chrząstek i morze krwi. Upadł na prawo i został stratowany. Powoli parując wrogie włócznie wycofałem się do reszty, na schody...........
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 16, 2010, 13:09:47
Kolejne super opowiadanie ale mam jak zwykle jedno zastrzeżenie

"Szarlatan wrócił z chaty. Niósł nóż, gorący tasak i jakieś zielsko. Harlaus zawołał.
- Kowal żeś czy uzdrowiciel??
- Och! Coś gorącego na ranę musi być! Och! Już idę!"

z opowiadań Jeremusa to metoda prastarego medyka której on nie popierał gdyż "mogło się wdać zakażenie" :)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 16, 2010, 13:26:03
Mówił, że wyrzucono go z jakiejś szkoły medycznej czy jakoś tak. Dla tego olał stare metody. Tutaj był młody i korzystał z metod uzdrowicieli. Założyłem, że to działo się jeszcze przed jego pójściem na uniwersytet. Tu był młodym uzdrowicielem, marzącym o szkole i korzystającym ze wszystkiego co miał pod ręką. Jeszcze nie miał wyrobionych poglądów, co do metod leczniczych.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 16, 2010, 13:33:33
Chyba że tak zwracam honor :) .
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Klakson w Lipca 16, 2010, 13:43:51
*Trebron zyskuje 1 punkt honoru!*
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Siekacz w Lipca 16, 2010, 14:06:33
Coraz lepiej się czyta:)
Powodzenia w dalszym pisaniu!
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: proud w Lipca 16, 2010, 14:17:17
No nie wiem... Z jednej strony jakoś ta historia się trzyma i nie ma się uczucia awersji podczas czytania, ale z drugiej strony jakoś to "nie ciągnie". Zwłaszcza widać że masz n-lat i trochę jeszcze sama forma jest wątpliwej treści. Najbardziej widać to podczas prowadzenia dialogów, ponieważ są one tak dziwnie rozerwane oraz chaotyczne, a do tego brakuje w tych opowiadaniach czegoś więcej niż samych rozmów między postaciami.

Nie miałem pomysłu jaki tekst mogę dać, by pokazać o co mi chodziło, ale na polskiej stronie metro2033.pl (http://metro2033.pl/) znajdują się legalnie opublikowane fragmenty tekstu, więc wrzucam tutaj jeden z nich - taki by znajdowało się w nim dużo dialogów.
(click to show/hide)

--->tłumaczenie: Paweł Podmiotko
     --->korekta i redakcja: Piotr Mocniak
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 16, 2010, 14:31:40
proud, napisz po prostu,że brakuje Ci sceny erotycznej, a nie w bawełne owijasz :P
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 16, 2010, 14:50:31
No nie wiem... Z jednej strony jakoś ta historia się trzyma i nie ma się uczucia awersji podczas czytania, ale z drugiej strony jakoś to "nie ciągnie". Zwłaszcza widać że masz n-lat i trochę jeszcze sama forma jest wątpliwej treści. Najbardziej widać to podczas prowadzenia dialogów, ponieważ są one tak dziwnie rozerwane oraz chaotyczne, a do tego brakuje w tych opowiadaniach czegoś więcej niż samych rozmów między postaciami.

Nie miałem pomysłu jaki tekst mogę dać, by pokazać o co mi chodziło, ale na polskiej stronie metro2033.pl (http://metro2033.pl/) znajdują się legalnie opublikowane fragmenty tekstu, więc wrzucam tutaj jeden z nich - taki by znajdowało się w nim dużo dialogów.
(click to show/hide)

--->tłumaczenie: Paweł Podmiotko
     --->korekta i redakcja: Piotr Mocniak

Dzięki za mały przykład. Widocznie trochę za bardzo skupiłem się na walkach, a dialogi w tle wyszły jak wyszły.
Brakuje tego czegoś hmmmm... Dokończę tę historię i przemyślę. Spróbuję napisać coś bardziej porywającego. Sam jak porównuję oba teksty (mój i ten co dałeś) zauważyłem, że czegoś brak.. i chyba nawet wiem już czego.
Wśród krytycznych opinii brakowało mi właśnie takiej. Błędy da się poprawić a Ty wskazałeś to co trzeba zmienić. Dzięki!

Dokończę tę historię, żeby nie było nagłej zmiany stylu. Potem napiszę coś bardziej...... jak to ujął proud "porywającego". Zmienię też "maślany" i głupi do opowiadania świat M&B na coś bardziej historycznego.  W końcu to opowieści o bitwach. Opowieści mogą być różne. Może desant w Normandii?? Ale najpierw poprawię "to coś" i popracuję nad dialogami. Jeszcze raz dzięki!

Cytuj
proud, napisz po prostu,że brakuje Ci sceny erotycznej, a nie w bawełne owijasz :P
xDDD Ale ma on rację. Tobie też się bardziej spodoba, kiedy to poprawię.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Klakson w Lipca 16, 2010, 14:56:17
Desant w Normandii? Ooo to może być fajne. Aż bym sobie zagrał sesję RPG w tym klimacie ;>
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 16, 2010, 15:06:41
Już to widze Mount&Blade Warband mod WW2

Nations

British kingdom
Rise 3
USA
France
Russia(jak zwykle po stronie aliantów -.-)


znając modderów o Polsce się zapomni :P
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Lipca 16, 2010, 16:18:39
Wybaczcie mi offtop, lecz co to do cholery jest?!
Rise 3
Albo nie znasz angielskiego, albo za szybko piszesz posty i nie zważasz na błędy.
A do Trebrona: Jeżeli już chcesz napisać coś dotyczące DDay to mam nadzieję iż bohaterem nie będzie wieśniak z Tennessee, absolutny żółtodziób, który mimo braku doświadczenia będzie kosił Wehrmacht aż miło. Bo bohater Twojej opowieści to taki "od zera do bohatera" - w M&B taka koncepcja się sprawdza, jest jak najbardziej na miejscu, natomiast do II WŚ będzie pasować jak świnia do chomąta. 
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Klakson w Lipca 16, 2010, 16:25:47
I znów się z Tobą zgodzę generale. Na wojnie raczej nie ma prawa istnieć taka postać. Można to opisać z perspektywy kogoś doświadczonego, albo z perspektywy oddziału w stylu Szeregowca Ryana. Bohaterski oddział lepiej brzmi niż bohaterski żółtodziób ;)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 16, 2010, 16:33:39
2x up, znam średnio angielski, a nazwy 3 rzesza nie znam, bo teraz sie to zwie Niemcami.


Fakt, że te historie przypominają przygody Stefana Mewy (Steaven Seagal)

Ale i tak sie fajnie czyta :D
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Klakson w Lipca 16, 2010, 16:54:07
III Rzesza to 3rd Reich.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 16, 2010, 17:28:01
A thx :P



EDIT: czy tak miała wyglądać zemsta Harlausa?

(click to show/hide)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: nizyn w Lipca 18, 2010, 02:27:23
Kolejne super opowiadanie ale mam jak zwykle jedno zastrzeżenie

"Szarlatan wrócił z chaty. Niósł nóż, gorący tasak i jakieś zielsko. Harlaus zawołał.
- Kowal żeś czy uzdrowiciel??
- Och! Coś gorącego na ranę musi być! Och! Już idę!"

z opowiadań Jeremusa to metoda prastarego medyka której on nie popierał gdyż "mogło się wdać zakażenie" :)
E tam, w M&B lekarz po prostu przykładał wtedy rozgrzany metal do rany na długo, a Jeremus w tym opowiadaniu tylko zasklepia i dezynfekuje ranę (jak Rambo, kiedy wsypał sobie proch w dziurę wlotową po pocisku i to zapalił) i po bardzo krótkim czasie zabiera tasak z powrotem.

 A teraz do autora tekstu:
Cytuj
Zauważyłem dwa wielkie lecące ognie.
Dziwnie napisane... Nie po polsku... Znacznie lepiej byłoby napisać "dwie wielkie lecące kule ognia".

 Oprócz tego bohaterowie wydają się być za silni... Jak zmęczony walką, ranny i obity rycerz w zbroi może komuś mieczem, bez dużego rozmachu (w tłumie, na schodach, do tego zbroja zawadza, wzięcie dużego rozmachu jest niemożliwe) i jeszcze pewnie uderzając w lekki pancerz może odciąć nogę? Rozumiem, że w klanie i w ogóle, ale przecięcie kości (nawet rozłączenie stawu) jest bardzo trudne nawet dla Pudzianowskiego ;p

 Dobra, dużo krytyki, a teraz chciałbym powiedzieć, że to opowiadanie przypadło mi bardzo do gustu, może jest trochę chaotyczne i nieprzemyślane, ale ogólnie jest ok. 8.5/10
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Plopp w Lipca 18, 2010, 03:41:45
A na mój gust trochę to prymitywne i bardzo kiczowate...
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 19, 2010, 11:59:36
Oto nowe opowiadanie. Już nowa seria, koniec z realiami M&B.
Może napiszę kilka opowieści o Operacji Overlord, ale na razie pierwsza część (jeszcze trochę taka beta :P):

Lądowanie w Normandii.

Maj 1944

Jestem sierżant David Jones. Służę w 4 Dywizji Piechoty armii Stanów Zjednoczonych. Już trochę lat temu, porzuciłem farmę w Texasie i poszedłem do wojska. Teraz nie wiem czy słusznie, czekało nas wielkie wyzwanie.
Wraz z moim oddziałem zostałem wysłany do Wielkiej Brytanii. Na wojnę w Europie, podobno Brytyjczycy dostali niezłego łupnia od szkopów. Co niektórzy mniej rozgarnięci szeregowcy, zastanawiali się czy będziemy pomagać Niemcom, a może Anglikom.
- Widocznie olali odprawę. - Pomyślałem i olałem ich głupotę.  
Nasza łódź wojskowa, powoli zmierzała ku Angielskiemu brzegowi. Udałem się do kajuty mojego przyjaciela, sierżanta Claya.
- Cześć! - Zawołałem do niego, wchodząc.
- Ach! Witaj. Wiesz, że mamy rozkazy na piśmie?? - Powiedział dając mi jakąś kartkę. Wziąłem ją i zacząłem czytać.
- "Żołnierze armii Stanów Zjednoczonych!! (,,,) Niemcy okopali się w Europie (...) W czerwcu przypuścicie desant, na brzegach Francji (...)". Widać lekko nie będzie. - Spojrzałem na Claya, on zrobił kwaśną minę.
- No cóż. Pozostaje liczyć, że nie pójdzie się na przód frontu. - Odpowiedział ironicznie.
W milczeniu i zdziwieniu się pożegnaliśmy. Brzeg był już tuż, tuż. A my mieliśmy służyć w zupełnie innych armiach. Jak się później okazało Clay lądował na Omaha.

4 czerwca 1944.

Już minęło trochę czasu, od naszego przybycia na wyspy. Mimo tego, iż większość czasu spędzaliśmy na szkoleniach, uznałem Anglię za piękny kraj. Miłe kobiety, wspaniałe morze i wyspiarski klimat. To wszystko mi odpowiadało. Lecz wiedziałem, że już jutro zaatakujemy Niemieckie pozycje obronne. Zabrałem broń z koszar i spotkałem się z moimi podkomendnymi. Byli to: szeregowy Ronald Taylor twardy gość, mógłby roznieść Szkopa gołymi rękoma. Następnie Aaron Brinks przyjaciel Ronalda, obsługiwał karabin maszynowy, mieliśmy nadzieję, że pomoże nam znacznie na równinach, już po desancie. No i ostatni starszy sierżant Edward Greenland który uwielbiał zwykłe karabiny, żadne maszynowe, czy samopowtarzalne, kochał Lee-Enfielda, ciekawiło mnie jak spisze się w boju.
- Witamy sierżancie! - Zasalutowali, ja odpowiedziałem tym samym.
- Witam żołnierze! Wiecie gdzie płyniemy? Skopać szwabskie dupy! Teraz już zostało podane do wiadomości wszystkich żołnierzy, gdzie lądujemy. My lądujemy na plaży oznaczonej kryptonimem "Utah". Jakieś pytanie
- Nie sierżancie! - Odrzekli szeregowcy i udali się na statek, wszyscy byli trochę przerażeni. Nikt nie wiedział czy przeżyje i czy desant się powiedzie.
Po dwóch godzinach oczekiwania, dowiedzieliśmy się czegoś, o czym nawet nie przyszło nam myśleć. Przyszedł do nas jakiś porucznik.
- Żołnierze! - Zasalutował. - Generał Eisenhower odwołuje jutrzejszy desant z powodu złej pogody, operacja odbędzie się dzień później. - Odkręcił się na jednej nodze i poszedł poinformować innych.
- Ku*wa! - Zakrzyknął Brinks rzucając hełmem w podłogę.
- Spokój szeregowy! - Zawołałem srogo, aby go uspokoić. - Jak tak chcecie bić Szwabów, to płyńcie wpław! Na pewno będą czekać.
- Przepraszam sierżancie. - Spuścił głowę w dół i przysiadł na jakimś stołku.
- Wyruszymy w końcu. Ale zachowajcie spokój do cholery!! - Znów zawołałem, tym razem do wszystkich.

5 czerwca  1944

Cały dzień się denerwowaliśmy. Co niektórzy grali w karty, inni spali, jeszcze inni próbowali zachować humor i opowiadali sobie żarty. Ja czyściłem broń. Dostałem nowiutkiego Thomsona, chciałem go wypróbować, lecz strzelanie było zabronione. Musiałem czekać na desant, położyłem się do łóżka i zasnąłem.......

22.00

Obudzono mnie, znów ten porucznik który informował nas o przesunięciu desantu.
- Sierżancie! Proszę wstawać! Wypływamy, twoi ludzie sa już na statku. - Znów tak jak poprzednio mówił cholernie służbowo. Szybko odszedł.
Zabrałem karabin, magazynki i hełm. Udałem się szybko na łódź, już mieliśmy wypływać, aby rankiem przypuścić desant.
- Sierżancie! Chodź za mną, będziemy płynąć tym statkiem, potem nas spuszczą na łodzi desantowej. - Powiedział Aaron jak tylko mnie zobaczył. Reszta oddziału czekała przy łodzi. Leżeli i próbowali się wyspać.
Położyłem się przy nich. Znów zasnąłem, nawet o niczym nie myślałem.

6 czerwca 1944

5.30

Obudzili nas znowu.
- Ku*wa! Co za huk?? - Pytał się Ronald.
- To te krążowniki i niszczyciele. Już ostrzał! Pewnie spotkaliśmy się z nimi w środku drogi. Wypływali ze wschodnich portów. - Odpowiedziałem na jego pytanie, prawie śpiąc.
- Zbierać się! Grupować i wsiadać do łodzi, śpiące królewny! - Łaził po pokładzie jakiś wstrętny dowódca z niestylowym wąsikiem, mówił z Angielskim akcentem. - Och! Jankesi! Do łodzi!! Nie tolerujemy tu leni!
Mieliśmy wrażenie jakby morze drgało, jak ci Niemcy mogli przeżyć po takim ostrzale. Ronald zaczął wymiotować. Wgramoliliśmy się do łodzi desantowej i zostaliśmy odłączeni od statku.
- Co tak szybko?? - Pytali się żołnierze.
Pewnie przespali większość czasu, tak jak my. Teraz nagle ze snu, chwiejąc się na nogach i wymiotując zmierzamy ku plaży Utah.
- Patrzcie czołg pływa?? - Wskazał palcem jedną z łodzi jakiś żołnierz. Ktoś odpowiedział.
- To te nowe, specjalne łodzie do czołgów.
Wtem nad głowami zaświstały nam kule.
- Ja pie*dole! W dół głowy!! - Krzyknął sternik łodzi.
Pochyliliśmy się, kule wciąż latały.
- To te kaemy!! Cholera! Jak przez plażę przejdziemy??? - Wrzeszczał Aaron.
Co chwila słychać było uderzenia kul o metalową łódź, rozbrzmiewała istna muzyka, kdgłos łodzi i co chwila te nieszczęsne kule. Całe szczęście, że łódź nas zasłaniała. Na horyzoncie pojawiła się plaża i niemieckie bunkry, na wzgórzu.
- To szwaby!! - Zerwał się Ronald.
Łodzią zaczęło trząść, nie byliśmy pewni tego czy się nie wywróci. Wszyscy starali się utrzymać, odruchy wymiotne. Pociski coraz bardziej dzwoniły o łódź. Zaryliśmy o brzeg.
- To koniec waszej jazdy!! Wyskakiwać! Opuszczam rampę! - Odezwał się sternik chowając za nadbudowę, opuścił  rampę, pociski wleciały do środka.
- AAAAACHH!!! MOJA NOGA!!! - Zaczął wrzeszczeć szeregowy z innego oddziału. Krew rozpryskała się po łodzi, chwilę potem go poszatkowało.
- Wyskakiwać!! - Dałem rozkaz. Wiedziałem, że łódź to śmiertelna pułapka.
Wskoczyliśmy do wody. Ci co bardziej obrzydliwi, wyskoczyli bokiem, omijając to co zostało z poszatkowanych przez kaemy. Woda była krwisto czerwona, powoli przewalaliśmy się przez pływające zwłoki do brzegu.
- Kaemy nie odpuszczają!! Brnąć dalej!! - Krzyczałem do oddziału.
Aaron tworzył ogień, w stronę bunkrów. Spowił je kurz, jeden z kaemów na chwilę umilkł.
- Aaron uje*ałeś go!! Dalej! Teraz mamy chwilę, zanim następny szwab weźmie karabin!! - Rozkazałem aby iść dalej.
- Cholerka ile ciał! - Edward raczył się dopiero zauważyć.
Wyszliśmy z krwistej wody na plażę. Mieliśmy tam chwilę wytchnienia, ostrzał był kierowany głównie do łodzi i na wodę.
- Za mną!! - Padł kolejny rozkaz, oddział ruszył osłaniając mnie. - Do tego wybrzuszenia, schować się tam!
Biegliśmy co sił w nogach, żołnierze biegnący przed nami zostali skoszeni serią. Jednemu urwało nogę. Przykucnęliśmy za wybrzuszeniem, był tam medyk i inny oddział.
- Weźcie tego co mu nogę urwało!! Jeszcze żyje! - Zawołał sierżant oddziału z medykiem.
Medyk ruszył w stronę rannego, unikał ostrzału z broni powtarzalnej, w końcu dotarł do żołnierza-kaleki.
- Strzelają! Osłaniajcie mnie! - Krzyczał przerażony medyk, próbując utrzymać przy życiu, żołnierza wstrząsanego konwulsjami.
Wstaliśmy zza nasypu i zaczęliśmy strzelać. Jeden Niemiec dostał ode mnie, krew trysnęła mu z szyi i stoczył się ze zbocza.
- Straciłem go!! Wracam! - Zakrzyknął znów medyk.
Szeregowy drugiego oddziału oberwał w ramię.
- JAUU! Boli! Pomocy!! - Upadł na ziemię. Schowaliśmy się za osłoną.
Medyk szybko go obrócił i wykonał nożykiem, jakiś prosty zabieg.
- Trzymać go tu! Później go zabiorą, do szpitala polowego! - Wybiegł sierżant tamtego oddziału i pobiegli w stronę bunkrów. Zaczął się ostrzał z moździerzy.
- Przy nas strzelają!! - Ostrzegł Edward.
- Wynosimy się! Pod bunkry! - Po tym rozkazie pobiegliśmy dalej.
Kaemy zaczęły ostrzeliwać brzeg, uwziął się na nas jakiś Szkop.
- Za te graty! - Zawołałem i wskazałem zniszczony czołg.
Schowaliśmy się za rozerwanym Shermanem numer 243. Otworzyliśmy ogień, karabiny już mogły skutecznie razić Niemców.
- Rozwalić ten kaem, co się na nas uwziął!!
Aaron kucnął i wyczołgał się za wrak. Otworzył ogień w stronę bunkra. Wszędzie był kurz, całe szczęście moździerze strzelały z dala od nas.
- Aaron! Lufa się na ciebie obraca!! Wiej!! - Ostrzegał Ronald.
Aaron szybko rzucił nam karabin i sam wskoczył za wrak. Chwilę potem w miejsce, w którym był wbiły się setki kul. Ja wiedząc, ze ostrzał jest skupiony w innym miejscu, dałem rozkaz Edwardowi, który był po prawej stronie wraku.
- Weź go zdejmij!! Bo nas ten kaem tu rozwali!!
Edward bez słowa wstał i położył lufę na wraku. Potem się wcelował i strzelił. Niemiec dostał w głowę.
- Brawo stary!! - Powiedział Aaron.
- Teraz do kolejnej osłony! - Zawołałem i pobiegliśmy.
W biegu zobaczyliśmy inny oddział. Moździerz trafił ich sierżanta. rozerwało go na drobne strzępy, reszta dostała odłamkami. Potem dobiły ich kaemy.
- Uważajcie na ostrzał!!
- Do..... - Nie dokończył idący dalej Ronald i stanął na minę.
Okropny wybuch wstrząsnął okolicą, oddział biegnący za nami padł na ziemię. Ciało Ronalda wzbiło się wysoko w górę i odpadły mu nogi. Gdy upadł jęknął i skonał, zalała go krew.
- ROLAND!!! NIEEEE!!!! - Krzyczał Aaron. podbiegł do ciała i złapał go za głowę, próbując ocucić.
- Aaron wracaj!! On nie żyje! - Wołałem, choć sam byłem wstrząśnięty. Aaron cały czas w swojej głupocie, próbował ocucić martwego Rolanda. Popłakał się.
Opadła na nas krwawa mżawka, wraz z Edwardem odciągnęliśmy Aarona za osłonę.
- Młody! On nie żyje!! - Edward krzyczał Aaronowi prosto w twarz. Aaron płakał.
Próbowałem osłaniać oddziały, wchodzące na górę. Przez stratę Ronalda i przez rozpłakanego Aarona, nie mogliśmy iść dalej.
- Ku*wa uspokój się Aaron!! - Darł się Edward. - Patrz! Już wjeżdżają czołgi! A my zostaniemy z tyłu!!
- Ale mój brat! On żyje.... - Łkając jęczał Aaron.
- On nie żyje!! to zrobili Szkopy!!! Te świnie zabiły ci brata!! Rozumiesz?!?! Masz iść z nami!! Bez ciebie nie damy rady!
Aaron wstał powoli, kule świstały nam nad głowami. Czołgi otworzyły ogień do bunkrów. Aaron był gotów pomścić brata.
- Dalej chodźcie! - Pobiegliśmy między kolumną czołgów.
Huk był okropny, można było ogłuchnąć. W biegu strzelaliśmy w stronę okopu.
- Wskakiwać tam! - Na mój rozkaz wpadliśmy do okopu.
Z góry rozstrzelałem Niemca, upadł na plecy. Brzuch zalała mu krew. Aaron wbiegł do bunkru i rozstrzelał, znajdujących się w środku żołnierzy.
- Aaron! Uspokój się!! Nie zgrywaj bohatera!! - Darł się do niego Edward.
- Niemcy biegną!! Do bunkra! - Schowaliśmy się w środku.
Niemcy biegli w stronę czołgów z bombą. Jakiś oddział otworzył do nich ogień, słychać było karabiny maszynowe.
- Teraz! - Wyskoczyliśmy zza wejścia do bunkru. Niemcy zdziwieni, dostali w plecy. Krew tryskała, gdy kogoś trafiał karabin maszynowy Aarona. Jednemu rozpadła się czaszka. Krew zalała ciało, które upadło bezwładnie na ziemię.
Cały Niemiecki oddział leżał w kałuży krwi, która efektownie zaczęła spływać ze wzgórza.
- Idziemy dalej! - Pobiegliśmy w stronę domów, które znajdowały się za wzgórzem.

07.00

Cały czas napieraliśmy, nagle zza jakiegoś domu wyłonił się Tygrys.
- Ku*wa! To one takie duże! - Zawołał ze zdziwieniem Edward.
- Kryć się czekać na czołgi!!
Inne oddziały idące z nami też się schowały.
- Hej macie Bazookę?? - Zapytałem innego sierżanta.
- Tak! Mamy dwie! Z jednej możemy strzelić, ale nikt więcej u nas nie zna obsługi! - Oznajmił sierżant.
- Ja umiem! - Zarzekał się Edward.
- To łap! - Prędko przyniósł Edwardowi Bazookę. - Tylko uważaj, bo to łatwe nie jest, tak jak się zdaje.
- Przecież umiem! - Odparł Edward i pobiegł za dom.
- Gdzie idziesz Edward?? - Zapytałem go.
- W dupsko go trafię! - Edward pobiegł dalej.
Tygrys stał i czekał na nasze Shermany. Podobno to najcięższy czołg na świecie, całe szczęście nas nie widzieli. Edward przebiegł ukradkiem za czołg i wypalił. Rozległ się huk. Zza czołgu poleciały różne odłamki metalu.
O dziwo czołg dalej działał.
- Mam go! - Przybiegł Edward. - Patrzcie! Myślą, że dostali od czołgu, obraca wieżę.
- To jak obróci my go w tył wieży, bo już uszkodzony jest. - Powiedział sierżant.
- Jasne! Po wieży poszło też mocno. Patrz! Jak z tyłu wypaliło.
- Dobra wyłaź i wal! - Dał rozkaz sierżant.
Jeden żołnierz wyłonił się zza muru. Wtedy niespodziewanie pojazd otworzył ogień z przedniego karabinu. Krew naleciała wszystkim do oczu, żołnierz który chciał zniszczyć czołg leżał bez głowy.
- Ku*wa on ma to i z przodu!! - Sierżant rzucił się na Bazookę i nim czołg obrócił wieżę, trafił prosto w nią.
Wieża się oderwała i wpadła na jakiś dom, zawisła na wygiętej lufie. Ze środka czołgu buchnęły płomienie. Paląca się załoga wybiegła i krzyczała, skróciliśmy ich cierpienia zabijając ich.
Wrakiem wstrząsnęły jeszcze, dwa wybuchy amunicji.
Musieliśmy udać się dalej, oczyścić drogę czołgom, odsunęliśmy ciało poległego żołnierza i prędko go pochowaliśmy, przy pomocy saperek. Edward zrobił ładny krzyż z dużych gałęzi...........
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: MikiBar w Lipca 19, 2010, 12:42:47
Przyznam, że nie przeczytałem całego. Pierwsze co zauważyłem to stanowczo za dużo dialogów, ale to być może tylko moje odczucie. :P Narazie mi się podoba, jest lepsze niż to z M&B.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 19, 2010, 14:06:32
David Jones.-Troche mi śmierdzi Conflict destert storm

"żołnierz który chciał zniszczyć czołg leżał bez głowy. " to ne był przecież granatnik tylko zwykły km nie mógł rozwalić łba


ale 10/10 bo moja ulubiona tematyka :D
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 19, 2010, 14:13:39
Cytuj
Conflict destert storm

Nigdy w to nie grałem :P

I dziękuję za opinie.

DOWN: Nie zrobiłem ze strachu, o zbieżność nazwisk :P  Poza tym do D-Day, a nie jakaś partyzantka. Jak piszesz o II WŚ to musisz pisać o Normandii.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Katsura w Lipca 19, 2010, 14:16:17
TREBRON, kurde dlaczego nie zrobiłeś opowiadania o Niemcach, Sowietach albo nawet Polakach tylko o tych bohaterach ,hamburgerach :)
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: nizyn w Lipca 19, 2010, 15:20:49
Cytuj
Ci co bardziej obrzydliwi, wyskoczyli bokiem, omijając to co zostało z poszatkowanych przez kaemy
Trochę nie po polsku, opowiadanie jest usiane większą ilością takich drobnostek, na to trzeba zwracać uwagę ;p I trochę za łatwo poszło Amerykanom na plaży... hop, hop i już w bunkrach, a potem tak łatwo zniszczyli tygrysa, który nawet nie miał obstawy piechoty? Dosyć dobrze, ale czasami razi sztucznością...
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 19, 2010, 16:04:32
A i jeszcze jedna rzecz

" Jeden Niemiec dostał ode mnie, krew trysnęła mu z szyi i stoczył się ze zbocza"

Jakim cudem z Thompsona gość trafił oddalonego o 500 metrów szwaba w bunkrze o "okienku" wysokości 30 cm o.O?
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 19, 2010, 16:08:25
"Stoczyłsię ze zbocza" Chodzi o to, że był na zewnątrz. Bunkry służyły zwykle kaemom, a nie żołnierzom.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Gregoriian w Lipca 19, 2010, 16:12:57
no to pewnie był za workiem z piaskiem
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Grievous w Lipca 19, 2010, 16:35:16
Już trochę lat temu, porzuciłem farmę w Texasie i poszedłem do wojska. 
A co robił przez te parę lat? Ćwiczył w obozie? Trzeba było albo zrobić poborowego świeżaka, bądź jakiegoś weterana, który walczył ze skośnookimi.
zastanawiali się czy będziemy pomagać Niemcom, a może Anglikom.
Co to do cholery ma być?! Każdy dzieciak w Ameryce wiedział że Niemcy trzymają z Japończykami - sprawcami upokorzenia jakim było Pearl Harbour. A Ty chyba na siłę chcesz zrobić z Amerykanów debili....
łódź wojskowa.
Lepiej brzmiałby "okręt". Sama nazwa łódź wskazuje iż jest to mała jednostka pływająca - zresztą w 1944 to wojska spokojnie mogłyby transportować zwykłe okręty transportowe, niekoniecznie wojskowe.
Aaron tworzył ogień, w stronę bunkrów. Spowił je kurz, jeden z kaemów na chwilę umilkł.
   
To mnie trochę ciekawi... Człowiek schowany w bunkrze stanowi bardzo ciężki cel do trafienia, a ten Aaron załatwił zaraz po opuszczeniu barki, czyli znajdował się prawdopodobnie dosyć daleko od linii umocnień...
Cały Niemiecki oddział leżał w kałuży krwi, która efektownie zaczęła spływać ze wzgórza.
Ale głupie... "efektownie" to można wykonać piruet. Czy bohater jest psychopatą? Podnieca go spływająca krew? A może ma umysł artysty?
nagle zza jakiegoś domu wyłonił się Tygrys.
Brzegów Normandii bronili rezerwiści i oni nie mieli czołgów. Gdyby tam były czołgi to desant został by z łatwością odparty, bądź czołgi zostały by zniszczone nawałą artyleryjską wystrzeloną z okrętów. Czołgi niemieckie dla ochrony przed lotnictwem aliantów (gdyż jak wiemy Luftwaffe w 1944 nie była w stanie zapewnić należytej ochrony) znajdowały się w podparyskich lasach. Szkoda że jeszcze nie napisałeś jak to żołnierze w ostatniej chwili udaremnili odlot rakiety V2! Efektowność efektownością, lecz nie zapominajmy o dbałości o realia historyczne...
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Lipca 19, 2010, 17:07:39
Cytuj
A co robił przez te parę lat? Ćwiczył w obozie? Trzeba było albo zrobić poborowego świeżaka, bądź jakiegoś weterana, który walczył ze skośnookimi.
Jeśli nie mówił o swojej wojennej przeszłości, to chyba trenował i stacjonował w USA, na wypadek zmasowanego ataku żółtków. Oczywista rzecz, wielu żołnierzy zostało w ten sposób wciągniętych do walk w Europie.

Cytuj
Co to do cholery ma być?! Każdy dzieciak w Ameryce wiedział że Niemcy trzymają z Japończykami - sprawcami upokorzenia jakim było Pearl Harbour. A Ty chyba na siłę chcesz zrobić z Amerykanów debili....
Mój błąd. Nie spieram się, gdy coś jest jasne.

Cytuj
Lepiej brzmiałby "okręt". Sama nazwa łódź wskazuje iż jest to mała jednostka pływająca - zresztą w 1944 to wojska spokojnie mogłyby transportować zwykłe okręty transportowe, niekoniecznie wojskowe.
Kwestia słowna. Ale racja, łódź to może być desantowa. A w takich nikt nie wytrzymałby drogi od Angielskiego brzegu, do plaż Normandii.

Cytuj
To mnie trochę ciekawi... Człowiek schowany w bunkrze stanowi bardzo ciężki cel do trafienia, a ten Aaron załatwił zaraz po opuszczeniu barki, czyli znajdował się prawdopodobnie dosyć daleko od linii umocnień...
Puścił serię z maszynowego i jakimś cudem trafił. To normalne na wojnie. Zauważ, że "Spowił je kurz (...)". Czyli wiele kul chybiło a ta jedna jakoś tam trafiła Niemca.

Cytuj
le głupie... "efektownie" to można wykonać piruet. Czy bohater jest psychopatą? Podnieca go spływająca krew? A może ma umysł artysty?
Racja. Trochę dziwnie napisane. Normalny człowiek byłby tym obrzydzony lub obojętny.

Cytuj
Brzegów Normandii bronili rezerwiści i oni nie mieli czołgów. Gdyby tam były czołgi to desant został by z łatwością odparty, bądź czołgi zostały by zniszczone nawałą artyleryjską wystrzeloną z okrętów. Czołgi niemieckie dla ochrony przed lotnictwem aliantów (gdyż jak wiemy Luftwaffe w 1944 nie była w stanie zapewnić należytej ochrony) znajdowały się w podparyskich lasach. Szkoda że jeszcze nie napisałeś jak to żołnierze w ostatniej chwili udaremnili odlot rakiety V2! Efektowność efektownością, lecz nie zapominajmy o dbałości o realia historyczne...
Były gdzieniegdzie czołgi. Szczególnie Tygrysy. Wykorzystywano je jako stacjonarne miejsca obronne. Kilka na pewno mogło się wycofać, do pobliskich wsi po przełamaniu obrony. O rezerwistach wiedziałem, dla tego tak łatwo padali :)

Dzięki za sugestie! Muszę jeszcze trochę to ulepszyć. Liczę, że w następnej części wyeliminuję błędy.

DOWN: Ja coś skrobię teraz. Może w poniedziałek, dam o partyzantach.
Tytuł: Odp: Bitewne przeżycia
Wiadomość wysłana przez: Katsura w Lipca 22, 2010, 10:00:58
Dzięki Trebron natchnąłeś mnie do napisania opowiadania o II wś ;)