moje ulubione uniwersum fantasy to te w którym Audi jest lepsze od BMWBojar triggered.
goblinki ♡ są najlepsze :D
Niepotrzebne i nieuzasadnione pseudodramatyczne sceny z bohaterami, którzy i tak wiemy, że nie zginą (Legolas), tworzenie luk fabularnych względem jego trylogii LotR (tego jest naprawdę sporo, nie ma nawet miejsca na wymienienie połowy, choćby kwestia poszukiwań Gandalfa jakichkolwiek strzępków informacji o Pierścieniu i Sauronie na początku Drużyny Pierścienia), nielogiczne postępowanie bohaterów (dlaczego Smaug tak o, bez wyraźnego powodu, niszczy wszystko na swojej drodze, poza jedną wieżą, na której jest Bard?Dlaczego po zauważeniu go zamiast spalić go, co zajęłoby mu ułamek sekundy, musi gadać, zupełnie jakby Bard był kimś wyjątkowym?),
dziury fabularne w samym filmie (pojawienie się dosłownie znikąd wierzchowców dla Thorina i jego grupy, żeby mogli dostać się do Azoga), mnóstwo momentów over the top (skaczące elfy...). Mógłbym tak wymieniać i wymieniać.Właśnie tu się mylisz, w wersji rozszerzonej Dain II Ironfoot na miejsce zdarzenia przybywa wraz z rydwanami bojowymi i jeźdźcami kóz. Właśnie jeden z takich rydwanów przejmują kompani Thorina którzy towarzyszyli mu podczas samego ataku na wzgórze gdzie znajdował się Azog (serdecznie odsyłam do tego momentu (https://www.youtube.com/watch?v=6SGengnqNIM) bo naprawdę fajny). Nie będę spoilerował bo to był dobrze przeprowadzony klip i jak obejrzysz to się sam przekonasz, że to co napisałeś to nie do końca prawda.
Wiesz co tu jest problem w tym, że trylogia władcy pierścieni została najpierw nagrana a potem dopiero Hobbit więc dla tych starszych widzów wiadome jest którzy bohaterowie przeżyją zaś widzowie młodsi którzy pierwszy raz będą oglądali coś z tym uniwersum związane to jeśli będą oglądali to w kolejności chronologicznej co do książek, nie będą wiedzieli kto przeżyje a kto nie bo w końcu Legolas najpierw był w wydarzeniach z Hobbita a potem z LotRa.Raz - Władca Pierścieni to jedna z takich historii, których praktycznie nie da się zaspoilerować. Ludzie, którzy nawet nie czytali książek prawdopodobnie kojarzą, że członkiem DP jest taki książę elfów o imieniu na L, wybitny łucznik. Legolas nie jest jakimś pionkiem pokroju Hamy. Jeśli masz choć trochę pojęcia o fantasy, wiesz o jego obecności w LotR.
Nie wiem dokładnie o jakie poszukiwania Ci chodzi także sprecyzuj proszę.Jeśli chodzi o "poszukiwania Gandalfa", to chodzi mi naturalnie o sam początek Drużyny Pierścienia. Przeanalizujmy co Gandalf wiedział po Hobbicie: raz - Sauron nie przepadł, tylko istnieje, dwa - zamanifestował się pod postacią oka (oczywiście, Gandalf nie był świadkiem tego, ale nie ma żadnych przesłanek sugerujących, że Galadriela/Elrond mieliby powód do zatajenia tych dwóch faktów przed Mithrandirem) i trzy - oba te zdarzenia miały miejsce po odnalezieniu przez Bilba pewnego dziwnego, magicznego pierścienia. Nie wzbudza to jego niepokoju co do natury pierścienia, okej, powiedzmy że mogło tak być. Ale potem wchodzi DP i gdy tylko Gandalf próbuje sięgnąć po Pierścień, gdy zostawia go Bilbo, ukazuje mu się właśnie to oko. Oko Saurona. I nic. Gandalf nic sobie z tego nie robi, ot każe Frodowi ten pierścień schować, po czym odjeżdża do Gondoru. Czyta o tym, jak to Isildur zabrał pierścień Sauronowi i... to nagle zmienia z jakiegoś powodu stan rzeczy, Gandalf nagle jest przekonany, że to ten jedyny pierścień. Wcześniej mogliśmy zakładać, że Gandalf dysponował już jakąś, choć niepełną, to jednak jakąś wiedzą nt pierścienia i ta informacja okazała się kluczowym elementem tej układanki. Mogło tak być, bo nie wiedzieliśmy, co dokładnie czarodziej wiedział. Ale teraz, po tym jak zostało to przedstawione w Hobbicie, pozostaje nam jedynie pukać się w głowę i:
W tym nielogicznym postępowaniu bohaterów chodzi właśnie o budowanie napięcia co jest typowym zabiegiem w większości filmów współczesnych (np w Grze o Tron nie ma tego problemu i raczej jeśli ktoś ma kogoś innego w niewoli i chce go zabić to to zrobi bez zbędnego pieprzenia ale to jest kompletnie inna sprawa)Nielogiczne postępowanie bohaterów buduje napięcie? Chyba tylko w wymarzonym świecie Micheala Baya... Smaug ubił kupę ludzi ignorując ich, nie ma żadnego powodu w świecie przedstawionym, żeby nagle zaczął gadać do Barda.
Właśnie tu się mylisz, w wersji rozszerzonej Dain II Ironfoot na miejsce zdarzenia przybywa wraz z rydwanami bojowymi i jeźdźcami kóz. Właśnie jeden z takich rydwanów przejmują kompani Thorina którzy towarzyszyli mu podczas samego ataku na wzgórze gdzie znajdował się Azog (serdecznie odsyłam do tego momentu (https://www.youtube.com/watch?v=6SGengnqNIM) bo naprawdę fajny). Nie będę spoilerował bo to był dobrze przeprowadzony klip i jak obejrzysz to się sam przekonasz, że to co napisałeś to nie do końca prawda.Nie "napisałem nie do końca prawdy". Napisałem samą prawdę, jako widz kinowy. Pewnie, w extended cut/director's cut/final cut/ultimate cut/golden edition może i ta nieścisłość jest rozwiązana. Ba, powiem więcej - taka wersja może nawet naprawiać wszystkie nieścisłości fabularne danego filmu. Ale to nadal nie tłumaczy faktu, że dostałem niespójne dzieło z lukami fabularnymi, podczas gdy zapłaciłem za projekcję skończonego i logicznego dzieła. Pewnie, gdyby projekcje kinowe LUB director's cut były dostępny za darmo, wtedy takie sytuacje można byłoby jeszcze zaakceptować. Ale nie w momencie, w którym płacę dwadzieścia parę złotych za pójście do kina, dostaję obraz, w którym część zdarzeń nie ma sensu, a następnie, żeby tego sensu nabrały, muszę wydać kolejne 90 złotych na director's cut. No to jest zwyczajne plucie w twarz widza kinowego. I nic nie tłumaczy takich zabiegów zwłaszcza w kontekście Hobbita, bo to jest jedna, krótka i zwarta opowieść rozbita na trzy części, a więc miejsca na tę scenę powinno starczyć. Jest to niewybaczalne również z tego powodu, że w filmie pojawiają się wątki zupełnie zbędne (choćby cały motyw z Gundabadem), które nic nie wnoszą, a zajmują czas i taśmę filmową. Spokojnie można było je wyciąć i zamiast nich wstawić te sceny z extended cutu, które usunęłyby luki fabularne. Jakby tego wszystkiego brakowało, to nawet pomijając ostatnie trzy zdania, upychanie scen koniecznych, by film stał się logiczny do płatnego director's cutu jest z jeszcze jednego powodu niefajne wobec widzów - bo istnieje coś takiego, jak podział filmu na dwie podczęści. Korzystał z tego Potop Hoffmana, korzystał z tego Kill Bill Tarantino, korzystał z tego nawet ostatni Harry Potter i bodajże ostatnia część Igrzysk Śmierci. Masz za dużo materiału na jeden film? Zrób jego dwie podczęści. Ludzie poznają całą sensowną historię i zapłacą nie tylko mniej (przy założeniu 25 złotych za bilet, wychodzi nam 50), niż gdyby kupowali director's cut i bilet (115 złotych), ale również gdyby kupili wyłącznie director's cut (90 złotych). Jako, że jesteśmy na forum skupiającym graczy M&B, to pozwolę sobie na taką przenośnię. Czy gdyby TaleWorlds wydało Bannerlorda z wyciętymi cutscenkami do części zadań oraz jednym wyciętym zakończeniem i miesiąc po premierze wypuściło płatne Legit DLC z tymi cutscenkami oraz "prawdziwym zakończeniem", to mam traktować to jako coś w porządku? Nawiasem mówiąc, powinno się oćwiczyć kijami osoby odpowiedzialne za usuwanie scen, które są konieczne do sensownego wytłumaczenia zdarzeń w filmie, przy zachowaniu kompletnie nieistotnych. No to jest po prostu skandal. Czas chyba przypomnieć sobie, do czego z założenia służyły director's cuty - w wersji reżyserskiej Brazil pojawiły się sceny, które zostały usunięte w wersji kinowej bo były rzekomo za trudne dla przeciętnego widza, a w Leonie Zawodowcu pozbyto się z wersji kinowej tych, które wzbudziły kontrowersje na pokazach testowych. Krótko mówiąc dostajesz nowy content, który pozwala ci lepiej poznać wizję reżysera, ale jednocześnie brak tych scen nie sprawia, że zdarzenia w filmie nie mają sensu. A tutaj? Usuwasz istotne elementy filmu, które w tym wypadku tłumaczą nam, skąd Thorin wytrzasnął te wierzchowce. Wcześniej ich pojawienie się znikąd nie miało sensu... Równie dobrze można było założyć, że zstąpił Bóg i powiedział Thorinowi: daj żebro, wyrosnę ci z niego stado pseudokozic, które posłużą tobie i twoim przyjaciołom by dopaść Azoga. Tylko traktuj je dobrze, bo zaraz zginiesz, a za dręczenie zwierząt są dodatkowe lata w czyśćcu.
Okej, jeszcze jedno, bo zapomniałem o tym poprzednio.Tylko elfy :P
Moje ulubione frakcje/rasy/nacje/whaeva z fantasy to Rohan u Tolkiena i Temeria u Sapkowskiego.
Co do Młotka Wojennego, jak to Octavian mówi, nic się nie zmieniło - wybór jest nadal oczywisty:
Co do tej sceny to mogli ją wyciąć z swoją brutalność(dużo krwi i ucinania głów) czy chociażby za te sceny z wargami jako z maltretowaniem(nie wiem czy to odpowiednie słowo) zwierząt (w jednej scenie widać jak te ostrza od rydwanu wbijają mu się w brzuch a wyjeżdżają przez głowę dodatkowo roztrzaskując go o kamień). Nie mówię, że to popieram ale mogło tak być po prostu.Powiedzmy, że ta scena została wycięta za brutalność. Ale teraz odpowiedzmy sobie na proste pytanie: kto odpowiadał za to, jak ta scena wygląda? No pan reżyser. A więc jeśli Peter Jackson doszedł do wniosku, że chce robić film dla dzieci i nie chce umieszczać scen podwyższających rating wiekowy… to wystarczyło nie robić jej tak brutalnie? Albo z wersji kinowej usunąć krew i ucinanie kończyn, i zostawić bardziej brutalne wersje scen do director's cutu? To tylko CGI, kilka pikseli, a więc dało się to zmodyfikować.
Kolejną sprawą jest dlaczego nie zabił tych wargów?Co do tej sceny:
1. Strzelec był kimś innym niż Balinem który wiele bitew przeżył i jako lord miał o wiele większe doświadczenie z bronią.
2. Zauważ, że ów Balin gdy zabija tam te 8 wargów nie trafia wszystkimi strzałami i to samo było z jego poprzednikiem(nie pamiętam jego imienia niestety) który w połączeniu z zaskoczeniem jakie wystąpiło gdy je zobaczył zaskutkowało stratą paru kóz.
Tylko elfy :PPozwól, że odpowiem screenshotem z autouzupełniania Google'a :D
Wracając do filmu Hobbit, czy tylko ja mam wrażenie, że charakteryzacje, efekty specjalne i wszelkiego rodzaju stwory wyglądają o niebo lepiej w LotR?O wiele lepiej wyglądają bitwy, sam design złych postaci jest inny, moim zdaniem miał być bardziej bajkowy i przystępny dla młodszych widzów. Mi o wiele bardziej podobały się choćby gobliny właśnie w LotR, mocno byłem rozczarowany tym co zobaczyłem już w pierwszej części Hobbita.
Tylko elfy :P
Wracając do filmu Hobbit, czy tylko ja mam wrażenie, że charakteryzacje, efekty specjalne i wszelkiego rodzaju stwory wyglądają o niebo lepiej w LotR?
Nikt ci nie odbiera prawa do lubienia Bitwy Pięciu Armii, ale to obiektywnie najgorszy film od Petera Jacksona w uniwersum Tolkiena. Niepotrzebne i nieuzasadnione pseudodramatyczne sceny z bohaterami, którzy i tak wiemy, że nie zginą (Legolas), tworzenie luk fabularnych względem jego trylogii LotR (tego jest naprawdę sporo, nie ma nawet miejsca na wymienienie połowy, choćby kwestia poszukiwań Gandalfa jakichkolwiek strzępków informacji o Pierścieniu i Sauronie na początku Drużyny Pierścienia), nielogiczne postępowanie bohaterów (dlaczego Smaug tak o, bez wyraźnego powodu, niszczy wszystko na swojej drodze, poza jedną wieżą, na której jest Bard? Dlaczego po zauważeniu go zamiast spalić go, co zajęłoby mu ułamek sekundy, musi gadać, zupełnie jakby Bard był kimś wyjątkowym?), tragiczne CGI jak na tak duży budżet (zwłaszcza tytułowa bitwa, serio, to wali CGI na kilometr, lepiej już wyglądała bitwa z Dwóch wież...), dziury fabularne w samym filmie (pojawienie się dosłownie znikąd wierzchowców dla Thorina i jego grupy, żeby mogli dostać się do Azoga), mnóstwo momentów over the top (skaczące elfy...). Mógłbym tak wymieniać i wymieniać.
Nie znaczy to, że film nie ma prawa ci się podobać. Sam lubię kilka filmów, które nie są najwyższej jakości. Ale na pewno nie nazwałbym ich dobrymi, tylko dlatego, że mi się podobają.
Co do uniwersów fantasy, to nie mam spośród nich ulubionego. Lubię Tolkiena, lubię świat Wiedźmina od Sapkowskiego, Warhammer też jest nawet spoko.
Bojar triggered.
ale to obiektywnie najgorszy film od Petera Jacksona w uniwersum TolkienaObiektywnie, względem czego? Na jakiej podstawie rodzi się ta "obiektywna" opinia?
Niepotrzebne i nieuzasadnione pseudodramatyczne sceny z bohaterami, którzy i tak wiemy, że nie zginą (Legolas)Jeżeli człowieczek nigdy w życiu nie słyszał o Śródziemiu, to niekoniecznie musi z góry wiedzieć, że takie postacie jak Legolas przeżyją.
tworzenie luk fabularnych względem jego trylogii LotR (tego jest naprawdę sporo, nie ma nawet miejsca na wymienienie połowy, choćby kwestia poszukiwań Gandalfa jakichkolwiek strzępków informacji o Pierścieniu i Sauronie na początku Drużyny Pierścienia)Absolutna bzdura! Hobbit nawiązał oraz połączył obie trylogie filmowe wręcz genialnie! Sceny początkowe, jak również te na samym końcu to fenomenalny łańcuch, który sprawia że zarówno Hobbita, jak i Władcę Pierścieni można oglądać niemalże zapominając, że film się zmienia. Wymieniłeś jeden, tylko jeden argument na potwierdzenie swojej tezy, który niestety ale jest chybiony. Bowiem odnalezienie Jedynego Pierścienia przez Bilba w trakcie jego wyprawy z krasnoludami, nie znaczyło wiele dla Gandalfa, a sam Pierścień nie miał w sobie niczego, co mogłoby świadczyć iż jest tym Jedynym. Na pierwszy rzut oka, wydawał się jednym z wielu pomniejszych pierścieni. Gandalf, zarówno w książce, jak i w filmie wspomina, że w Śródziemiu jest wiele magicznych Pierścieni. Biorąc pod uwagę, że istnieje bardzo wiele magicznych pierścieni, które wyglądają tak samo jak Jedyny Pierścień, trudno aby Gandalf od razu wziął pod uwagę ten znaleziony przez Bilba, tym bardziej że wszystkie przesłanki w tym okresie sugerowały, że Jedyny Pierścień został poniesiony przez Anduinę do morza. Istniało 20 Wielkich Pierścieni Władzy. 19 z nich, czyli pierścienie ludzi, elfów oraz krasnoludów były oprawione w kamienie szlachetne i były bogato zdobione, dwudziesty, czyli Jedyny Pierścień jako jedyny z nich nie miał żadnych zdobień, czy kamieni. Raczej wyglądał tak, jak wszystkie pomniejsze pierścienie, wykuwane przez elfy z Eregionu, gdy ci zaprawiali się w tej sztuce i jeszcze zanim z pomocą Saurona wykuli Pierścienie Władzy. Film Władca Pierścieni bardzo słabo opisuje poszukiwania informacji przez Gandalfa. Otóż Gandalf po raz pierwszy zrozumiał, że z Pierścieniem Bilba jest coś nie tak, w momencie gdy ten nazwał go swoim skarbem, tuż po jego przyjęciu pożegnalnym, nim ten opuścił Shire zostawiając pierścień Frodowi. Od tego momentu Dunedainowie strzegli Froda i Shire, a Gandalf przez lata wraz z Aragornem starał się wytropić Golluma, aby zasięgnąć informacji nt. pochodzenia Pierścienia. Dopiero po 16 latach od odejścia Bilba z Shire, Gandalf natrafił w Gondorze na zapiski Isildura, mówiące o tym, czym wyróżniał się Jedyny Pierścień. Ognistą inskrypcją w alfabecie elfów, którą wyjawi tylko ogień. Rok później Gandalf potwierdza ten trop wrzucając pierścień Froda do kominka. Gandalf nie wiedział zbyt wiele o Jedynym Pierścieniu. Trudno żeby wiedział, skoro nigdy wcześniej go nie widział, a jego jedynymi właścicielami byli: Sauron, który wykuł go w tajemnicy, nie chwaląc się nikomu jak go rozpoznać, tak na wypadek gdyby ktoś go znalazł. Następnie Isildur, który spisał to wszystko, lecz jego zwoje przeleżały zapomniane setki lat. No i Gollum, który sam również zapewne nie wiedział czym ten Pierścień w zasadzie jest.
nielogiczne postępowanie bohaterów (dlaczego Smaug tak o, bez wyraźnego powodu, niszczy wszystko na swojej drodze, poza jedną wieżą, na której jest Bard? Dlaczego po zauważeniu go zamiast spalić go, co zajęłoby mu ułamek sekundy, musi gadać, zupełnie jakby Bard był kimś wyjątkowym?)Ten motyw jest chyba wykorzystywany w kinie na potęgę. Trudno, aby zabrakło go w takich ekranizacjach jak Hobbit, czy Władca Pierścieni. Szczególnie, że same powieści z tego Uniwersum pełne są takich scen.
tragiczne CGI jak na tak duży budżet (zwłaszcza tytułowa bitwa, serio, to wali CGI na kilometr, lepiej już wyglądała bitwa z Dwóch wież...), dziury fabularne w samym filmie (pojawienie się dosłownie znikąd wierzchowców dla Thorina i jego grupy, żeby mogli dostać się do Azoga), mnóstwo momentów over the top (skaczące elfy...). Mógłbym tak wymieniać i wymieniać.Co do CGI, zgodzę się, mogło być lepsze, ale z drugiej strony nie jest najgorsze. Mi się bardzo podobało przedstawienie niektórych orków, ale to kwestia gustu.
Obiektywnie, względem czego? Na jakiej podstawie rodzi się ta "obiektywna" opinia?Obiektywnie na dwa sposoby. Po pierwsze, obiektywnie jeśli popatrzysz na opinie krytyków – ludzi, którzy posiadają wiedzę i warsztat do obiektywnej oceny filmu. Popatrz choćby tutaj na oceny krytyków dla wszystkich filmów z obu trylogii: (klik!) (https://www.rottentomatoes.com/franchise/lord_of_the_rings). Jeśli cię to nie zadowala, to możesz wejść w dwa najniżej oceniane filmy i porównać je nie tylko pod względem procenta pozytywnych recenzji, ale również pod względem średniej ocen, procenta pozytywnych recenzji wśród najlepszych krytyków (w razie wątpliwości co znaczy najlepszy, bo to bardzo nijaki termin, odsyłam tutaj (https://www.rottentomatoes.com/help_desk/critics/), Rotten Tomatoes podaje określone wymagania), czy średniej oceny wśród najlepszych krytyków. We wszystkim Bitwa Pięciu Armii przegrywa.
Jeżeli człowieczek nigdy w życiu nie słyszał o Śródziemiu, to niekoniecznie musi z góry wiedzieć, że takie postacie jak Legolas przeżyją.Owszem, zawsze znajdą się ludzie nieznający świata Tolkiena. Ale bądźmy szczerzy – o jak dużej liczbie mówimy? Sprowadzi się to w większości do osób, które ze względu na swój wiek nie mogły pójść na Władcę Pierścieni – bo szanse na to, że ktoś w momencie premiery, powiedzmy Drużyny Pierścienia, miał 15 lat, nie poszedł na żadną z trzech części, przez następne kilkanaście lat omijał szerokim łukiem produkcje Jacksona choć mógł je obejrzeć w telewizji (pamiętam jak byłem w podstawówce, że leciały co Wielkanoc) i nagle naszło go pójść na Hobbita… no są niewielkie. Reasumując – ja nie negowałem i nie neguję istnienia osób, które jak słyszą Legolas, to nie mają pojęcia kto zacz, a Śródziemie kojarzy im się z morzem Śródziemnym, a nie światem fantasy. Ale prawda jest taka, że jeśli ktoś ogólnie pojętego fantasy nie lubi lub po prostu nie interesuje go ten gatunek filmowy (a przykładowo, książkowy bądź growy lubi, z tego czy innego powodu), to raczej się na taką produkcję nie uda. Tak więc na sali ludzi nie kojarzących Legolasa zbyt wielu raczej nie było i nie uważam, żeby ich obecność wpływała znacząco na problem, jaki wiązał się z tamtymi scenami – większość ludzi wiedziała, że Legolas nie zginie.
Absolutna bzdura! Hobbit nawiązał oraz połączył obie trylogie filmowe wręcz genialnie! Sceny początkowe, jak również te na samym końcu to fenomenalny łańcuch, który sprawia że zarówno Hobbita, jak i Władcę Pierścieni można oglądać niemalże zapominając, że film się zmienia. Wymieniłeś jeden, tylko jeden argument na potwierdzenie swojej tezy, który niestety ale jest chybiony.Dobrze, zaraz odniosę się do mojego – twoim zdaniem chybionego – argumentu o Gandalfie i Pierścieniu. Zatrzymam się jednak tutaj. Piszesz: zaledwie jeden argument i wspominasz o fenomenalnym łańcuchu, który spina obie trylogie. Proszę bardzo, dam drugi przykład, właśnie z końca – rozmowa Legolasa z ojcem. Otóż, kogo każe mu ojciec odnaleźć? Obieżyświata. Zastanówmy się teraz nad tym, jak to ma się do świata Władcy Pierścieni.
Bowiem odnalezienie Jedynego Pierścienia przez Bilba w trakcie jego wyprawy z krasnoludami, nie znaczyło wiele dla Gandalfa, a sam Pierścień nie miał w sobie niczego, co mogłoby świadczyć iż jest tym Jedynym. Na pierwszy rzut oka, wydawał się jednym z wielu pomniejszych pierścieni. Gandalf, zarówno w książce, jak i w filmie wspomina, że w Śródziemiu jest wiele magicznych Pierścieni. Biorąc pod uwagę, że istnieje bardzo wiele magicznych pierścieni, które wyglądają tak samo jak Jedyny Pierścień, trudno aby Gandalf od razu wziął pod uwagę ten znaleziony przez Bilba, tym bardziej że wszystkie przesłanki w tym okresie sugerowały, że Jedyny Pierścień został poniesiony przez Anduinę do morza. Istniało 20 Wielkich Pierścieni Władzy. 19 z nich, czyli pierścienie ludzi, elfów oraz krasnoludów były oprawione w kamienie szlachetne i były bogato zdobione, dwudziesty, czyli Jedyny Pierścień jako jedyny z nich nie miał żadnych zdobień, czy kamieni. Raczej wyglądał tak, jak wszystkie pomniejsze pierścienie, wykuwane przez elfy z Eregionu, gdy ci zaprawiali się w tej sztuce i jeszcze zanim z pomocą Saurona wykuli Pierścienie Władzy. Film Władca Pierścieni bardzo słabo opisuje poszukiwania informacji przez Gandalfa. Otóż Gandalf po raz pierwszy zrozumiał, że z Pierścieniem Bilba jest coś nie tak, w momencie gdy ten nazwał go swoim skarbem, tuż po jego przyjęciu pożegnalnym, nim ten opuścił Shire zostawiając pierścień Frodowi. Od tego momentu Dunedainowie strzegli Froda i Shire, a Gandalf przez lata wraz z Aragornem starał się wytropić Golluma, aby zasięgnąć informacji nt. pochodzenia Pierścienia. Dopiero po 16 latach od odejścia Bilba z Shire, Gandalf natrafił w Gondorze na zapiski Isildura, mówiące o tym, czym wyróżniał się Jedyny Pierścień. Ognistą inskrypcją w alfabecie elfów, którą wyjawi tylko ogień. Rok później Gandalf potwierdza ten trop wrzucając pierścień Froda do kominka. Gandalf nie wiedział zbyt wiele o Jedynym Pierścieniu. Trudno żeby wiedział, skoro nigdy wcześniej go nie widział, a jego jedynymi właścicielami byli: Sauron, który wykuł go w tajemnicy, nie chwaląc się nikomu jak go rozpoznać, tak na wypadek gdyby ktoś go znalazł. Następnie Isildur, który spisał to wszystko, lecz jego zwoje przeleżały zapomniane setki lat. No i Gollum, który sam również zapewne nie wiedział czym ten Pierścień w zasadzie jest.Nie musisz tłumaczyć mi książkowych poszukiwań Pierścienia, bo akurat dobrze je znam. Czytałem i Hobbita, i Władcę. Niemniej, fakty są takie, że film to film, a książka to książka i zadaniem osoby ekranizującej jakieś dzieło jest zadbać, by zrozumienie jakiegoś wątku było możliwe bez sięgania po oryginał. W przeciwnym wypadku ekranizacja jest po prostu źle zrobiona. I teraz – w oryginalnym LotR, choć poszukiwania były kiepsko przedstawione, to spełniały swoją rolę. Kiedy kręci się prequel natomiast, obowiązkiem filmowca jest zadbać, by zdarzenia z prequela nie tworzyły dziur fabularnych. I tak – powraca moje pytanie: jeśli Sauron zamanifestował się na koniec walki jako płonące oko, czemu Gandalf z Władcy Pierścieni, gdy ujrzał to oko po dotknięciu Pierścienia, nie doszedł do wniosku: „Hej, coś tu jest nie tak”? A wystarczyło po prostu nie dawać tego oka i już, problem rozwiązany. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z tego co ja pamiętam, to w lore Tolkiena Sauron wcale nie dokonał manifestacji w postaci oka, gdy Biała Rada zaatakowała Dol Guldur.
Ten motyw jest chyba wykorzystywany w kinie na potęgę. Trudno, aby zabrakło go w takich ekranizacjach jak Hobbit, czy Władca Pierścieni. Szczególnie, że same powieści z tego Uniwersum pełne są takich scen.Czy fakt, że żarty z pierdzenia i kupy pojawiają się seryjnie w jakichś podrzędnych, kiepskich komedyjkach czyni gagi z tym związane w Emoji Movie bardziej śmiesznymi i/lub mniej żałosnymi? Nie. Czy pojawianie się seryjnie głupot w kiepskich filmach akcji, w których wielki zły villain musi tuż przed swoją wielką (i oczywiście niespodziewaną) porażką walnąć przemowę o swoim smutnym życiu i o wielkim planie oraz jak to główny bohater jest udupiony, jest usprawiedliwieniem dla pojawienia się takiej głupoty w Bitwie Pięciu Armii? Nie.
Co do CGI, zgodzę się, mogło być lepsze, ale z drugiej strony nie jest najgorsze. Mi się bardzo podobało przedstawienie niektórych orków, ale to kwestia gustu.Dlatego nie traktowałem tego jako zarzut, to kwestia czysto subiektywna. To, że mi bardziej podobał się design orków z LotR, nie znaczy, że inni się mylą. Co innego CGI, które jest po prostu słabe jak na takie pieniądze.
Dziur zbyt wielu nie wyłapałem, a pojawienie się kozłów jest akurat dosyć oczywiste biorąc pod uwagę cały regiment kawalerii krasnoludów oraz rydwany bojowe.No, wreszcie doszedłem do momentu, kiedy Thorin dosiada kozła. Dzięki Laalaa za udostępnienie linku do filmu na cda, inaczej na pewno nie zapłaciłbym za wypożyczenie/wykupienie tego filmu. A więc tak – jeśli przyjrzysz się bitwie to pierwszy raz krasnoludzka kawaleria pokazuje się, gdy zaczyna się starcie elfów z krasnoludami. Następnie mamy krótki moment gdzie obserwujemy walkę piechoty oraz nadejście orków. No i znowu pojawiają się jeźdźcy, atakują orków. I od tego momentu już ich nie widać. Potem dowiadujemy się, że Dain jest okrążony – i gdy widzimy jego ludzi przypartych do muru, to… nie ma ani jednego jeźdźca między nimi. Przyjrzyj się, są pokazani na tyle blisko, że widać ich skład – wyłącznie piechota. Potem oczywiście wybiega Thorin (nawiasem mówiąc, jakbym się miał już tak czepiać wszystkiego, to dzwon którym rozbili barykadę znika po chwili… dosłownie znika, ktoś chyba zapomniał go dodać), mamy walkę i zaczyna się rozmowa z Dainem. Thorin przedstawia swój plan, po czym wskakuje sobie na wygodnie znajdującego się tuż obok kozła bez jeźdźca. Całkowicie spokojnego i zupełnie niezainteresowanego tym, że znajduje się w samym środku bitwy, tuż obok niego rozgrywa się walka… i tu pojawia się pytanie: skąd on się tam wziął? Przecież widać było, że w oddziale Daina nie ma już jeźdźców – a więc cofam to, co kilka tygodni temu pisałem, pokładając dobrą wiarę w słowa Laali – extended cut wcale tego nie wyjaśnia.
Obiektywnie na dwa sposoby. Po pierwsze, obiektywnie jeśli popatrzysz na opinie krytyków – ludzi, którzy posiadają wiedzę i warsztat do obiektywnej oceny filmu. Popatrz choćby tutaj na oceny krytyków dla wszystkich filmów z obu trylogii: (klik!). Jeśli cię to nie zadowala, to możesz wejść w dwa najniżej oceniane filmy i porównać je nie tylko pod względem procenta pozytywnych recenzji, ale również pod względem średniej ocen, procenta pozytywnych recenzji wśród najlepszych krytyków (w razie wątpliwości co znaczy najlepszy, bo to bardzo nijaki termin, odsyłam tutaj, Rotten Tomatoes podaje określone wymagania), czy średniej oceny wśród najlepszych krytyków. We wszystkim Bitwa Pięciu Armii przegrywa.Ok, niech będzie. Sprawa jest taka, że ja i tak nie biorę sobie za wyznacznik słów powiedzianych na gębę. To jest jedna z tych wielu dziedzin, które dla mnie po prostu nie mają zastosowania, gdyż nigdy nie będą poparte faktami, nigdy nie dadzą jednoznacznej odpowiedzi, zbyt duży czynnik ludzki, więc w gruncie rzeczy ja po prostu nie wierzę w coś takiego jak obiektywność, jeżeli nie jest ona oparta na mechanice. Ale to już zupełnie inny temat, niech będzie, że jest jak mówisz.
Drugi wyznacznik tej obiektywnej opinii to, cóż, po prostu wady stricte filmowe. Widzę, że Bojar już się trochę o tym rozpisał, a więc ja skupię się na czymś innym – na strukturze filmu. Kiedy tworzymy historię, nieważne, czy w książce, czy w filmie, czy w grze, dzieli się ją od wieków na trzy zasadnicze części – wstęp, część właściwą i zakończenie. Nie robi się tak tylko dlatego, że jakiś starszy pan kiedyś powiedział, że tak jest dobrze. Robi się tak, ponieważ pozwala nam to łatwo poznać bohaterów, poznać ich cele i zrozumieć świat (robią to i Drużyna Pierścienia, i pierwszy Hobbit), następnie przeżywać z nimi przygody (lub stoczyć wielką i długą bitwę, jak w Dwóch wieżach) oraz w zakończeniu dostać finał historii, w którym wątki zostaną zamknięte, a my będziemy w stanie ujrzeć, po skonfrontowaniu postaci z końca z ich wersjami z początku, że nie pozostały w status quo, coś się nauczyły lub w swojej sytuacji zmieniły. W Bitwie Pięciu Armii tego nie dostajemy – na zawiązanie wątków dostajemy zaledwie niecałe ostatnie pół godziny filmu, wcześniej dostajemy Dwie wieże v2, z gigantyczną bitwą, która trwa i trwa. Postacie nie przechodzą praktycznie żadnej drogi, może za wyłączeniem Thorina, u którego wątek szaleństwa nawiasem mówiąc rozwiązano kiepsko moim zdaniem. A szkoda, bo to w sumie najciekawsza część filmu była. Dla porównania – w Powrocie króla choć walki jest dużo, to bitwa o Minast Tirith kończy się nim upłynie pierwsza godzina filmu, a od momentu zniszczenia Pierścienia mija jeszcze godzina do końca filmu. Mamy mnóstwo czasu dla postaci (choć film, paradoksalnie, jest krótszy od Bitwy Pięciu Armii).Tutaj... to chyba raczej wynika ze sposobu patrzenia na filmy i historię, którą przedstawiają. Ja nie patrzę na Władcę Pierścieni oraz Hobbita jak na dwie trylogie, z których każda składa się z 3 części. WP to dla mnie jedna całość, Hobbit druga całość. Więc dla mnie żadne standardy nie zostały złamane. Mam poczatek drogi w pierwszej części, rozwinięcie w drugiej oraz zakończenie w trzeciej części, tak samo jak we Władcy Pierścieni. To już sama historia obu książek narzuca pewne rzeczy. Argument z bitwą o Minas Tirith nie jest moim zdaniem trafiony właśnie z tego względu. W książce, bitwa na polach Pelennoru również nie była momentem kulminacyjnym. Za taki można raczej przyjąć bitwę pod Czarną Bramą oraz zniszczenie Pierścienia. Z kolei w Hobbicie najważniejszym wydarzeniem, które miało największy wpływ na historię w książce, jak i na przyszłość Uniwersum, była właśnie Bitwa Pięciu Armii. Więc to jest ten kluczowy, najważniejszy moment historii, jak mieliby go pokazać? Upchać to w 30-40 minut? I dalej co? Bo idąc tokiem takiego myślenia, każda część filmu musiałaby się opierać na zacznij, idź, zakończ. No ale gdzie ta wędrówka miałaby się skończyć? Skoro ostatecznym celem był Erebor? Mieliby się wracać w każdej części i iść od nowa? Nie gra mi ten tok. Z kolei ja bym się baaaardzo zniesmaczył, gdyby właśnie skrócono Bitwę Pięciu Armii. Bo jednak dla mnie zarówno w książce oraz w filmie to był najbardziej wyczekiwany moment. W książce niestety, bitwa ta była opisania bardzo słabo, dlatego cieszę się, że film wypełnia wszelkie luki wyobraźni nt. tej bitwy. No może poza śmiercią Thorina, Kilego oraz Filego, które były przedstawione głupio i niewiernie. Ok, Filego może nie, bo ta była niewierna, ale fajnie przedstawiona.
Owszem, zawsze znajdą się ludzie nieznający świata Tolkiena. Ale bądźmy szczerzy – o jak dużej liczbie mówimy? Sprowadzi się to w większości do osób, które ze względu na swój wiek nie mogły pójść na Władcę Pierścieni – bo szanse na to, że ktoś w momencie premiery, powiedzmy Drużyny Pierścienia, miał 15 lat, nie poszedł na żadną z trzech części, przez następne kilkanaście lat omijał szerokim łukiem produkcje Jacksona choć mógł je obejrzeć w telewizji (pamiętam jak byłem w podstawówce, że leciały co Wielkanoc) i nagle naszło go pójść na Hobbita… no są niewielkie. Reasumując – ja nie negowałem i nie neguję istnienia osób, które jak słyszą Legolas, to nie mają pojęcia kto zacz, a Śródziemie kojarzy im się z morzem Śródziemnym, a nie światem fantasy. Ale prawda jest taka, że jeśli ktoś ogólnie pojętego fantasy nie lubi lub po prostu nie interesuje go ten gatunek filmowy (a przykładowo, książkowy bądź growy lubi, z tego czy innego powodu), to raczej się na taką produkcję nie uda. Tak więc na sali ludzi nie kojarzących Legolasa zbyt wielu raczej nie było i nie uważam, żeby ich obecność wpływała znacząco na problem, jaki wiązał się z tamtymi scenami – większość ludzi wiedziała, że Legolas nie zginie.Tego nie wiesz. Tu już jest zbyt wiele czynników, aby tego używać jako arumentu za lub przeciw.
Dobrze, zaraz odniosę się do mojego – twoim zdaniem chybionego – argumentu o Gandalfie i Pierścieniu. Zatrzymam się jednak tutaj. Piszesz: zaledwie jeden argument i wspominasz o fenomenalnym łańcuchu, który spina obie trylogie. Proszę bardzo, dam drugi przykład, właśnie z końca – rozmowa Legolasa z ojcem. Otóż, kogo każe mu ojciec odnaleźć? Obieżyświata. Zastanówmy się teraz nad tym, jak to ma się do świata Władcy Pierścieni.
A więc tak – kiedy ta rozmowa miała miejsce? Po Bitwie Pięciu Armii. Kiedy ta bitwa miała miejsce? Zgodnie z Dodatkiem B do mojego wydania Powrotu Króla było to w 2941 roku trzeciej ery. A kiedy – zgodnie z tym samym źródłem – urodził się Aragorn? W roku 2931. A więc tak, albo peerelowscy tłumacze coś pokręcili, bo to dosyć stare wydanie, albo Aragorn miał w momencie bitwy zaledwie dziesięć lat i nijak nie mógł wówczas być już tym sławnym Obieżyświatem. I jak ja mam to zdarzenie interpretować? Nie kojarzę, żeby gdziekolwiek/kiedykolwiek choćby sugerowano posiadanie przez Thranduila zdolności przepowiadania przeszłości, a więc już jest to coś dziwnego – bo powiedzmy, mógłbym to kupić, gdyby Aragorn wówczas czymś się już wsławił. Ale on wtedy był jeszcze po prostu dzieckiem.
W sumie mogłem jako tę jedną jedyną scenę pierwotnie podać właśnie tę, bo idealnie pokazuje, jak końcowe sceny, które teoretycznie powinny obie trylogie spajać właśnie tego nie robią. Jak tworzą te luki fabularne, o których pisałem. I jak są bez sensu, bo (o czym zapomniałem wcześniej napisać) nawet jeśli Thranduil wiedział o narodzinach Aragorna, to w momencie Bitwy Pięciu Armii Aragorn posługiwał się imieniem Estel, nie Obieżyświat.
Nie musisz tłumaczyć mi książkowych poszukiwań Pierścienia, bo akurat dobrze je znam. Czytałem i Hobbita, i Władcę. Niemniej, fakty są takie, że film to film, a książka to książka i zadaniem osoby ekranizującej jakieś dzieło jest zadbać, by zrozumienie jakiegoś wątku było możliwe bez sięgania po oryginał. W przeciwnym wypadku ekranizacja jest po prostu źle zrobiona. I teraz – w oryginalnym LotR, choć poszukiwania były kiepsko przedstawione, to spełniały swoją rolę. Kiedy kręci się prequel natomiast, obowiązkiem filmowca jest zadbać, by zdarzenia z prequela nie tworzyły dziur fabularnych. I tak – powraca moje pytanie: jeśli Sauron zamanifestował się na koniec walki jako płonące oko, czemu Gandalf z Władcy Pierścieni, gdy ujrzał to oko po dotknięciu Pierścienia, nie doszedł do wniosku: „Hej, coś tu jest nie tak”? A wystarczyło po prostu nie dawać tego oka i już, problem rozwiązany. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z tego co ja pamiętam, to w lore Tolkiena Sauron wcale nie dokonał manifestacji w postaci oka, gdy Biała Rada zaatakowała Dol Guldur.Dalej nie widzę związku. Jeżeli chcemy być zgodni z Lore Tolkiena, to trzeba wiedzieć że w trakcie najazdu na Eregion Sauron skradł wiekszość pierścieni oraz elfickich artefaktów. Nie wiadomo ile z pomniejszych Pierścieni zachował, czy zachował jakieś w ogóle, pewne jest tylko że skradł 16 pierścieni władzy, które potem w Drugiej Erze wręczył ludziom i krasnoludom. Sauron dysponował wieloma artefaktami, wiele artefaktów splamił swoją mocą, więc w dalszym ciągu nie jest jednoznaczne, że Jedyny Pierścień był właśnie tym w przedpokoju Bilba. I owszem, Gandalf w filmie doszedł do wniosku, że coś jest nie tak. Tuż po tym, jak ujrzał oko, wyruszył na poszukiwanie informacji. Przecież Gandalf również nie wiedział jak wygląda Jedyny Pierścień, w tym czasie nawet nie było go w Śródziemiu, a to, że pierścień emanował zła mocą, znaczyło tylko tyle, że może być on splamiony mocą Saurona. I jeżeli już mamy się trzymać tego motywu, to nie pomijajmy tego, że przecież Gandalf ujrzał to oko również po dotknięciu Palantiru w Orthancu, czy rzeżby na granicy Mrocznej Puszczy. Nie świadczy to o tym, że obie te rzeczy wykonał Sauron, gdyż nie stworzył on ani rzeżby, ani Palantirów. Sceny z okiem świadczą raczej o ingerencji/ obecności mrocznych sił w danym artefakcie, które nie muszą mieć bezpośredniego związku z nim samym. I moim zdaniem bardzo dobrze, że Sauron w Hobbicie również został ukazany pod postacią oka, jest to kolejne spoiwo obu trylogii, poza tym czemu nie? Według książki wiemy tylko, że Sauron w trakcie pobytu w Dol Guldur nie posiadał cielesnej formy. Ukazywał się jako Czarnoksiężnik, bądź nekromanta bez cielesnej formy. Ale jak wyglądał, nie zostało to opisane, więc tym lepiej, że ukazano go w znanej już formie. Poza tym, w pierwszej części Hobbita Sauron ukazał się jako zjawa, nie jako oko. Mógł z resztą przybierać dowolne formy. Dopiero po wygnaniu z Dol Guldur przez Białą Radę, po powrocie do Mordoru znowu przybrał cielesną formę, jednocześnie ukazując się też pod postacią oka w Barad Dur.
Czy fakt, że żarty z pierdzenia i kupy pojawiają się seryjnie w jakichś podrzędnych, kiepskich komedyjkach czyni gagi z tym związane w Emoji Movie bardziej śmiesznymi i/lub mniej żałosnymi? Nie. Czy pojawianie się seryjnie głupot w kiepskich filmach akcji, w których wielki zły villain musi tuż przed swoją wielką (i oczywiście niespodziewaną) porażką walnąć przemowę o swoim smutnym życiu i o wielkim planie oraz jak to główny bohater jest udupiony, jest usprawiedliwieniem dla pojawienia się takiej głupoty w Bitwie Pięciu Armii? Nie.Ok, niech Ci będzie. Aczkolwiek w filmie kierowanym głównie do młodszej widowni, aż tak bardzo bym nie naciskał.
Alfrid – jedna z najbardziej irytujących i najmniej zabawnych postaci spośród comic reliefów wśród blockbusterów ostatnich lat, gorszy był chyba tylko ten koleś grany przez Chrisa Hemswortha w nowych GhostbustersAlfrid- całkowita zgoda.
ocalenie w ostatniej chwili – tego było po prostu za dużo – jak się zalewa widza setką scen, gdzie ktoś niby już ma umrzeć, a coś/ktoś ratuje tę postać w ostatniej chwili to po pierwsze już to tak nie działa na widza (bo przestaje wierzyć, że naprawdę postaciom coś grozi), a po drugie, no już rzygać mi się tym chciało tbh; to się wiąże częściowo z kolejnym punktem
film traktuje się poważnie, z tą całą muzyką i przemowami, przy jednoczesnym serwowaniu tony niepoważnych i kiczowatych scen akcji – tu wsadźcie sobie tę scenę z Legolasem, albo elfy skaczące po głowach krasnoludów (aż mi przed oczami stanął jakiś kiepski azjatycki film, którego nazwy sobie nie przypomnę, tam to się nie cykali przynajmniej z odrealnieniem i wojownicy umieli wskoczyć na mury jednym susem), rozbijanie muru „z główki” (jak przy waleniu z główki jesteśmy, to jest jeszcze druga taka scena – gdy Dain wali tak kilku orków pod rząd… ktoś mi wyjaśni, czy te orki nagle straciły nogi, czy na klęczkach do niego podchodziły?), czy choćby tę scenę z wózkiem z Dali. No jak ja mam traktować poważnie film, który zalewa mnie scenami kompletnie sztucznymi, w które nie da się uwierzyć?
kulturalnie orkowie – jak wiadomo, kiedy dwóch krasnoludów rozmawia w środku bitwy, to nie wypada przeszkadzać im i próbować atakować, należy dać im spokojnie porozmawiać
No, wreszcie doszedłem do momentu, kiedy Thorin dosiada kozła. Dzięki Laalaa za udostępnienie linku do filmu na cda, inaczej na pewno nie zapłaciłbym za wypożyczenie/wykupienie tego filmu. A więc tak – jeśli przyjrzysz się bitwie to pierwszy raz krasnoludzka kawaleria pokazuje się, gdy zaczyna się starcie elfów z krasnoludami. Następnie mamy krótki moment gdzie obserwujemy walkę piechoty oraz nadejście orków. No i znowu pojawiają się jeźdźcy, atakują orków. I od tego momentu już ich nie widać. Potem dowiadujemy się, że Dain jest okrążony – i gdy widzimy jego ludzi przypartych do muru, to… nie ma ani jednego jeźdźca między nimi. Przyjrzyj się, są pokazani na tyle blisko, że widać ich skład – wyłącznie piechota. Potem oczywiście wybiega Thorin (nawiasem mówiąc, jakbym się miał już tak czepiać wszystkiego, to dzwon którym rozbili barykadę znika po chwili… dosłownie znika, ktoś chyba zapomniał go dodać), mamy walkę i zaczyna się rozmowa z Dainem. Thorin przedstawia swój plan, po czym wskakuje sobie na wygodnie znajdującego się tuż obok kozła bez jeźdźca. Całkowicie spokojnego i zupełnie niezainteresowanego tym, że znajduje się w samym środku bitwy, tuż obok niego rozgrywa się walka… i tu pojawia się pytanie: skąd on się tam wziął? Przecież widać było, że w oddziale Daina nie ma już jeźdźców – a więc cofam to, co kilka tygodni temu pisałem, pokładając dobrą wiarę w słowa Laali – extended cut wcale tego nie wyjaśnia.
A potem serwuje nam się jeszcze większe kuriozum, czyli tę machinę wojenną prowadzoną przez Balina. Oni ewidentnie wyjeżdżają z Ereboru. Skąd znaleźli tam te cztery kozły? Już pominę obecność machiny, nie ma co kopać leżącego, załóżmy że była w środku góry. Ale to nadal nie tłumaczy pojawienia się znikąd pięciu kozłów.
Podsumowując dalej uważam, że jeżeli chcemy wypominać błędy, to w pierwszej kolejności Władcy Pierścieni, który dla mnie filmem jest genialnym, ale jako ekranizacja świetnej książki wypada słabiutko.W takim razie powinniśmy chyba tę dyskusję zakończyć, bo widzę, że każdy z nas pisze o czymś innym. Ja skupiam się na filmie jako filmie, nie oceniam go w tym momencie jako ekranizacji książki, bo... zmiany w materiale źródłowym, o ile nie są bezsensowne i zostają dobrze umotywowane jestem w stanie kupić. Także jestem w stanie zrozumieć przykładowo wycięcie Toma Bombadila (w celu skrócenia filmu, plus nie pasował trochę do stylistyki obranej przez Jacksona), choć bardzo mnie to rozczarowało, ale już nie jestem w stanie zaakceptować tego, że przykładowo w ekranizacji Killing Joke z 2016 roku serwuje się widzom bez jakiegokolwiek wyjaśnienia scenę seksu między Batmanem a Barbarą Gordon, podczas gdy w komiksie nie łączyła ich romantyczna/erotyczna więź, a wyłącznie mentorska.
EDIT: Generalnie staram się nie wnikać za bardzo w kwestie CGI i innych rzeczy, bo staram się trzymać jak najbliżej tematu. Skupiam się na ekranizacji Uniwersum, nie na stricte filmowych sprawach, bo to nie ten temat. I w tej materii przede wszystkim uważam, że Hobbit mimo wielu nieścisłości względem książki, jak Azog, wspomniany wyżej obieżyświat, jakieś romanse itp, nadal wypada pod tym względem znaaaaaaaaacznie lepiej niż WP.
chce być Sylwkiem Szalonym z MPWR Radom legendarnym twórcą polskiej sceny upierdalania kapora pod biedronką.