Po co nam jakiekolwiek, odgórne, ogólnokrajowe przepisy w tej kwestii? Przecież każdy skrawek tego kraju ma swojego właściciela a więc i gospodarza. Czy to samorząd lokalny, osobę prywatną, prawną czy inną instytucję. Niech właściciel decyduje co na jego ziemi wolno a co nie. Pośrednio, z czasem uzyskamy też efekt zaangażowania mieszkańców w sprawy związane z wszelką własnością samorządową a więc lokalnych społeczności.Między innymi po to, by to było ujednolicone. I dotyczyło wszystkich, a nie miało przywileje dla kumpla Heńka z posesji, co razem z nim pali tudzież pije a sam się czepia.
Między innymi po to, by to było ujednolicone. I dotyczyło wszystkich, a nie miało przywileje dla kumpla Heńka z posesji, co razem z nim pali tudzież pije a sam się czepia.Akurat propozcyja Luci ma pewne zalety. Wystarczy popatrzeć na tę sprawę z bulwarami wiślanymi, gdzie (poprawcie mnie jeśli się mylę) z 2 lata trwała batalia sądowa o to, czy bulwary są ulicą czy nie, czyli - krótko mówiąc - można tam pić czy nie. Gdybyśmy mieli sytuację jak u Luci, już na starcie byłoby wiadome czy można tam pić czy nie, nie trzeba by z tym do Sądu Najwyższego iść.
Ludzie w tym kraju i tak wiele rzeczy robią jak chcą, nie dbają o nic i lubią traktować się wzajemnie w myśl powiedzenia "a bo mi wolno, bo tak", więc trochę państwowego rygoru jest tu wręcz niezbędne.
Ordnung muss sein, jak mówi mądre przysłowie sąsiadów zza Odry i Nysy.
(...) I dotyczyło wszystkich, a nie miało przywileje dla kumpla Heńka z posesji, co razem z nim pali tudzież pije a sam się czepia. (...)Jeżeli Mietek pozwala palić Heńkowi na swojej posesji, to nie widzę w tym nic zdrożnego. Może zresztą ustanowić tam prawo, że tylko mańkuci albo rudzi mogą u niego palić a blondynki w czwartki po południu spożywać alkohol. Jego ziemia- jego prawo.
Jeżeli Mietek pozwala palić Heńkowi na swojej posesji, to nie widzę w tym nic zdrożnego. Może zresztą ustanowić tam prawo, że tylko mańkuci albo rudzi mogą u niego palić a blondynki w czwartki po południu spożywać alkohol. Jego ziemia- jego prawo.Prawo powinno być jednolite. Nie zależeć od tego, czy w mieście "A" dominują zwolennicy kurzenia czy ludzie którzy ich nie znoszą. Nie każdy może sobie pozwolić na przeprowadzkę ani na aktywność polityczną non stop, a uzależnienie tego od polityki rad miejskich daje idealną okazję różnym korporacjom tytoniowym do wpływania na politykę. Tym bardziej w społeczeństwie anarchistów, jak nasze.
A jeśli mowa o terenach publicznych, one też mają swoich zarządców i właścicieli. Zazwyczaj są to samorządy lokalne. Jeśli Rada Gminy czy Powiatu ustanowi złe, stronnicze prawo to nic prostszego jak ją wymienić przy najbliższych wyborach. A może samemu zebrać grupę poparcia i wystartować? Tak działa właśnie demokracja a na najniższym jej szczeblu można naprawdę sporo zdziałać, trzeba tylko dupsko ruszyć sprzed komputera. Żadne regulacje centralne nie nauczą społeczeństwa troski o swoją własność -tereny publiczne, wspólne, są własnością lokalnych społeczności zarządzaną właśnie poprzez samorządy.
Adrianktowaty swoje teorię wypisuj w gronie innych komunistycznych szarlatanów typu partia Razem. Luca ma jak najbardziej rację jeśli już mają być jakieś regulację wprowadzane to przez właściciela danej ziemi i to rozwiązuje problemy. Tak samo jak w niektórych lokalach mamy zakaz palenia lub jego brak, lub po prostu wydzielone strefy dla palaczy. I działa to jak najbardziej dobrze. Palacze idą do takiego lokalu gdzie mogą zapalić a niepalący odwrotnie. Tak samo powinno być jeśli chodzi o większe połacie ziemi. No ale pojawi się taki komunista i wszystkim by chciał narzucać swoje teorię.Po pierwsze, nie jestem komunistą. Socjalistą tyż nie. Najpierw poznaj definicję tych terminów i poglądy które się za nimi kryją, a potem szermuj określeniami. To, że ktoś chce by w jego kraju choć w minimalnym stopniu funkcjonowało jednolite prawo (co jest podstawą funkcjonowania państwa) i by te prawo respektowano, nie oznacza, że jest się wielbicielem dyktatur proletariatu, walki klas, gospodarki planowej itp.
Oczywiście jak ktoś nie będzie chciał takiej strefy palaczy na swojej posesji to go wywłaszczysz z terenu, każesz zapłacić karę i go zmusisz?Po pierwsze - takie strefy nie powinny pojawiać się na posesjach prywatnych. Swoje dymy można trzymać u siebie w domu, nie w cudzej posesji. Ewentualnie poza miastem, bo tam wiatr to szybko rozwieje.
A idź Pan.
Po drugie - nie chodziło mi o to, że państwo ma wyznaczyć z ołówkiem i długopisem GDZIE mają się pojawić takie strefy, tylko wg jakich założeń powinny one powstawać... tym gorzej i więcej luk (pozdrawiam Bojara). A to, proponowane przez Ciebie rozwiązanie wygląda na taki typowy przykład tego. Dotyczy to problemów interpretacyjnych, o których wspomniał Lew (zresztą tu macie b. dobry film wyjaśniający ten kazus (https://www.youtube.com/watch?v=vjAeXf_lClg) - ten sam film poniżej w spoilerze).
A jeśli mowa o terenach publicznych, one też mają swoich zarządców i właścicieli. Zazwyczaj są to samorządy lokalne. Jeśli Rada Gminy czy Powiatu ustanowi złe, stronnicze prawo to nic prostszego jak ją wymienić przy najbliższych wyborach. A może samemu zebrać grupę poparcia i wystartować? Tak działa właśnie demokracja a na najniższym jej szczeblu można naprawdę sporo zdziałać, trzeba tylko dupsko ruszyć sprzed komputera. Żadne regulacje centralne nie nauczą społeczeństwa troski o swoją własność -tereny publiczne, wspólne, są własnością lokalnych społeczności zarządzaną właśnie poprzez samorządy.
Jako przyszły (mam nadzieję) prawnik, chcę zwrócić uwagę na jedną rzecz - im więcej prawa, tym więcej bezprawia. Proste jak but. Im więcej będzie regulacji (nawet ogólnych, a tym bardziej jeśli takie):.. tym gorzej i więcej luk (pozdrawiam Bojara). A to, proponowane przez Ciebie rozwiązanie wygląda na taki typowy przykład tego. Dotyczy to problemów interpretacyjnych, o których wspomniał Lew (zresztą tu macie b. dobry film wyjaśniający ten kazus (https://www.youtube.com/watch?v=vjAeXf_lClg) - ten sam film poniżej w spoilerze).Rozumiem, że wprowadzenie jakikolwiek przepisów nakłania ludzi do szukania luk, które skwapliwie wykorzystują, a których zasypywanie tworzy nowe luki itd., ale jakie zatem proponowałbyś rozwiązanie problem palenia i jego relacji z rynkiem?(click to show/hide)
W błahych sprawach (a jest to błahy prawnie problem, patrząc na inne) zawsze najlepsze rozwiązanie jest oddolne. Gmina/powiat zawsze będzie lepiej wiedziała co się dzieje na "ich terenie", co trzeba zakazać a na co pozwolić. Tym bardziej, że jeśli kierownictwo tych jednostek samorządu terytorialnego "źle wie", wyborcy zawsze je mogą odwołać. Tym bardziej, że akurat wybory samorządowe są najmniej rakowe ze wszystkich. A to jednak oddolne inicjatywy i branie udziału w nich, w życiu społecznym/politycznym takich małych jednostek jest najbardziej rozwijające społecznie i politycznie.
Dlatego na koniec pozwolę sobie zacytować Lucę, gdyż On to ujął bardziej skrótowo i być może trafniej ode mnie. Tak więc tl;dr poniżej ;)
Model ekonomiczny skrajnie uproszczony. Pomijając sam fakt, że ustawy regulujące palenie, wyznaczanie stref dla palaczy i nakładanie kar za palenie poza nimi nie stoją w sprzeczności z ulgami dla tego sektora. Prawa w mieście 1 tyczą się mieszkańców, w mieście 2 - producentów papierosów. To dwie kompletnie różne sprawy, bo masowa produkcja papierosów nie jest prowadzona na skalę lokalną - papierosy produkowane w mieście 1 mogą jechać do całkiem innej części kraju czy świata.1. Nie zmienia to faktu, że uchwały w mieście 1 zmniejszają popyt na tytoń - ergo, zmniejszają jego ogólną dochodowość. Z kolei uchwały w mieście 2 poprawiają jego dochodowość poprzez ułatwienia w funkcjonowaniu rynku, co zwiększa popyt (niebezpośrednio, później się rozpiszę) i podaż (poprzez zmniejszenie kosztów produkcji).
Dlatego na koniec pozwolę sobie zacytować Lucę, gdyż On to ujął bardziej skrótowo i być może trafniej ode mnie. Tak więc tl;dr poniżej ;)Normalne, ze tak, bo Maciej to urbanista.
1. Nie zmienia to faktu, że uchwały w mieście 1 zmniejszają popyt na tytoń - ergo, zmniejszają jego ogólną dochodowość. Z kolei uchwały w mieście 2 poprawiają jego dochodowość poprzez ułatwienia w funkcjonowaniu rynku, co zwiększa popyt.
2. Wciąż jednak jeśli władze tej "innej części kraju czy świata" uznają, że wspieranie rynku papierosowego u siebie zapewni dochody, to przemysł z miasta 1 się tam przeniesie. Bo dla przedsiębiorcy nie liczy się nic poza rentownością przedsiębiorstwa.
Przecież nawet, jeżeli te uchwały wpłyną w jakikolwiek sposób ( zapewne znikomy ) na popyt na wyroby tytoniowe w mieście, to nie przyczynią się do spadku dochodów gminy, pochodzących z podatku od nieruchomości, na której znajduje się owo przedsiębiorstwo. No chyba, że owo przedsiębiorstwo dysponuje jednym zakładem, a miasto 1 jest wyłącznym rynkiem zbytu wytwarzanych tam towarów - okrutne uproszczenie, pisał już o tym Lew.Wyznaczenie obostrzeń dla palenia zniechęci palaczy do palenia, gdyż ci uznają, że im się nie opłaca palić z różnych przyczyn: odległości od stref dla palaczy, kosztów (kary i podatki, które i tak firmy przerzucają na klientów), zwykłej chęci świętego spokoju (w końcu odpowiadać przed dzielnicowym co parę chwil nie jest niczym przyjemnym).
Wyznaczenie obostrzeń dla palenia zniechęci palaczy do palenia, gdyż ci uznają, że im się nie opłaca palić z różnych przyczyn: odległości od stref dla palaczy, kosztów (kary i podatki, które i tak firmy przerzucają na klientów), zwykłej chęci świętego spokoju (w końcu odpowiadać przed dzielnicowym co parę chwil nie jest niczym przyjemnym).
Oczywiście pod warunkiem, że ludzie te prawa będą przestrzegali.
Wprowadzenie różnych ułatwień dla przedsiębiorstw z kolei zmniejszy koszta pracy, co zwiększy zyski firm i obniży ich cenę, co zachęci ludzi do kupowania tytoniu, co nakręci rynek papierosowy, co zachęci firmy do napływania w region, w którym te ułatwienia funkcjonują.
Jeżeli zaś chodzi o argument globalizacji i wymiany międzypaństwowej to on nadal jest ZA moją tezą, z tej przyczyny, że To zmusza do wyboru między robieniem szklarniowych warunków dla przemysłu (by napłynęły inwestycje) a zdrowiem.
firmy zlatują się do tych miejsc, gdzie prowadzenie działalności jest bardziej opłacalne, przenosząc tam miejsca pracy.
Jeżeli zaś chodzi o argument globalizacji i wymiany międzypaństwowej to on nadal jest ZA moją tezą [...]. To zmusza do wyboru między robieniem szklarniowych warunków dla przemysłu (by napłynęły inwestycje) a zdrowiem.Nie przemawia ani za, ani przeciwko, działa jak obusieczne ostrze, które warto uwzględnić. Skoro miasto 2 może przyciągnąć przedsiębiorców z miasta 1 zajmujących się tytoniem, to rządzący miastem 1 mogą zrobić coś identycznego dla, powiedzmy branży motoryzacyjnej, czy tam producentów opon. Inwestycje infrastrukturalne, udostępnianie wiedzy nt zasobów ludzkich w regionie potencjalnym inwestorom, szkolenia i kursy dla bezrobotnych czy ulgi podatkowe dla ww inwestorów... Miasto 1 ma mnóstwo sposobów na zwiększenie swojej atrakcyjności dla przedsiębiorców, nie stojących w sprzeczności z ich regulacjami nt palenia. Cała opisana przez ciebie sytuacja i dylemat między inwestycjami a zdrowiem ma sens tylko jeśli założymy, że przemysł tytoniowy jest jedynym jaki ma szanse rozwinąć się w mieście 1.
Po co nam jakiekolwiek, odgórne, ogólnokrajowe przepisy w tej kwestii? Przecież każdy skrawek tego kraju ma swojego właściciela a więc i gospodarza. Czy to samorząd lokalny, osobę prywatną, prawną czy inną instytucję. Niech właściciel decyduje co na jego ziemi wolno a co nie. Pośrednio, z czasem uzyskamy też efekt zaangażowania mieszkańców w sprawy związane z wszelką własnością samorządową a więc lokalnych społeczności.
dla mnie jest zwyczajne chamstwo takie zachowanie i od razu widac kto byl wychowany normalnie a kto nieklupnij się w łeb.
dla mnie jest zwyczajne chamstwo takie zachowanie i od razu widac kto byl wychowany normalnie a kto nieWidać za to, że ty jesteś wychowany na porządnego obywatela, oby takich więcej !
Spokojnie panowie, to był tylko bot ;) Jego jedyną intencją było wklejanie po cichu linków do syfiastych stron.Kurde szkoda, bo Wiktorek wydawał się sympatyczną osobą.