Forum Tawerny Four Ways

Rozmowy Różne => Wasza twórczość, pasje, hobby, działania => Wątek zaczęty przez: Dyktator w Maja 18, 2016, 19:14:24

Tytuł: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Maja 18, 2016, 19:14:24
(http://i.imgur.com/V0rItMk.png)



Będę wydawał te historie rozdziałami (ich spis znajdziecie poniżej). Początkowo miała to być historia skupiona wokół klanu Saracens, ale ostatecznie postanowiłem zachować to, jako wiodącą oś fabularną, a świat przedstawiony poszerzyłem do całej polskiej sceny i nie tylko.

SPIS TREŚCI(http://i.imgur.com/yvFxuVO.png)

PROLOG (http://www.mountblade.info/forum/index.php?topic=17789.msg335304#msg335304)(http://i.imgur.com/yvFxuVO.png)
sir Luca
ROZDZIAŁ I (http://www.mountblade.info/forum/index.php?topic=17789.msg336775#msg336775)(http://i.imgur.com/yvFxuVO.png)
CarpeDiem
ROZDZIAŁ II (http://www.mountblade.info/forum/index.php?topic=17789.msg360066#msg360066)(http://i.imgur.com/yvFxuVO.png)
Dyktator
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Maja 18, 2016, 19:14:34
P R O L O G

  Sala audiencyjna była tego sierpniowego wieczoru wyjątkowo duszna. Główna hala położonego w centrum Four Ways ratusza wydawała się dłużyć bez końca, gdy przed centralnym podwyższeniem stawały kolejne i kolejne osoby. W pewnych momentach kolejki ciągnęły się aż po horyzont, a przynajmniej takie obrazy majaczyły się przed zmęczonymi oczyma namiestnika.
  Ile to jeszcze może trwać?! - rozpaczliwie rozmyślał. - Znowu będę musiał się tłumaczyć w domu, dlaczego zostałem po godzinach.
  Na zewnątrz już zmierzchało, a on dalej siedział dumnie wyprostowany w swoim ozdobnym krześle, nazywanym szyderczo przez lud tronem namiestnika. Znajdowało się ono na improwizowanym podeście w samym centrum hali. Przed nim ciągnęła się długa galeria, która biegła aż do frontowego wejścia. Za nim rozciągała się kolista przestrzeń zbudowana na kształt rotundy, w której ściany wbudowano czworo drzwi o ornamentalnie zdobionych ościeżnicach. Skrajnie z prawej umiejscowiono otwór w ścianie, za którym były schody prowadzące na górne kondygnacje budynku. Za to po obu jego bokach umiejscowiono wejścia do komnat gościnnych, które jednak o tej porze roku zwykle ziały pustkami.
  - Ilu jeszcze zostało? - zapytał namiestnik.
  - Troje. Czworo, jeśli liczyć tego, który i tak nie uniknie karcera. - odburknął stojący po jego prawicy barczysty mężczyzna. Nosił na sobie prostą, żołnierską tunikę, a na jego plecach wisiał masywny młot z wygrawerowanym napisem "BAN" na głowicy.
  Otaczają mnie tęgie, tępe buce - przemknęło przez myśli namiestnika.
  - Miejmy to za sobą. Wpuszczaj ich po kolei, Corleone.
  Banoręki zsunął swój młot z grzbietu i trzy razy głośno zastukał jego trzonem o posadzkę. Gwardziści natychmiast otworzyli główne wrota. Do środka wsunęła się drobna i niepozorna postać. Niepewnym krokiem zaczęła się posuwać naprzód w kierunku tronu. W jego oczach malowało się zwątpienie i niepewność. Gdy dotarł pod podest, prawie się potknął przy wykonywaniu parodii delikatnego ukłonu. Następnie, jakby bojąc się podnieść głos, wyszeptał:
  - Szanowny... drogi.. panie namiestniku. Przychodzę z pytaniem, to znaczy z prośbą. Właściwie, to jest to skarga na ...
  - Tego się już domyśliłem - przerwał mu najwyższy urzędnik - ale weź pod uwagę, że nie chcę tutaj nocować, więc przejdź wreszcie do rzeczy.
  Bezużyteczny nierób - dodał w myślach.
  - Chodzi o Pifcia, który zaledwie miesiąc temu otrzymał swój banhammer. Znowu nadużywał swoich uprawnień na miejskiej arenie. Spieraliśmy się o to, który klan powinien wpisać sobie zwycięstwo z walkowera za pojedynek do siedmiu na ubitej ziemi, o honor. Śmiejąc się, rozpędził wszystkich i nie wysłuchał nawet żadnej ze stron... A mnie nazwał, cytuję: "głupim dzieckiem".
  Co za zrzęda. Ale przynajmniej dzięki takim, jak on, na pewno nigdy nie zapomnę, dlaczego Soner wyznacza namiestników, zamiast samodzielnie rządzić swoim miastem.
  - W porządku, porozmawiam z nim o tym. Daj sygnał do wpuszczenia następnego, Cor.
  - Ale.... a jakieś zadośćuczynienie dla nas?
  - Co powiesz na dobę w karcerze? - wtrącił Corleone, podczas gdy jego oblicze rozciągnął grymas przypominający uśmiech.
Na twarzy gościa pojawiła się mieszanka niedowierzania, oburzenia i przerażenia, ale odwrócił się na pięcie i pospiesznie opuścił salę.
  - Uśmiechnij się, Luca. Już o jednego mniej -zwrócił się beznamiętnie do namiestnika, przyjmując swój standardowy, kamienny wyraz twarzy, po czym ponownie zastukał młotem.
  Kolejny osobnik wkroczył już dużo pewniejszym krokiem, patrząc śmiało przed siebie. Wyglądał na inteligenta, którego nie interesuje towarzystwo innych ludzi. Gdy dotarł na miejsce, nie dbając o zbędne formalności, takie jak ukłony, czy oficjalne zwroty, przemówił:
  - Zgłaszam luki w miejskiej bibliotece. Wybrakowane są spisy najnowszych technologii i innowacji, a także brakuje aktualizacji wielu starych wpisów. Mam tutaj przygotowany ich dokładny spis. - wyciągnął przetarty pergamin - Ktoś jednak musi na tej podstawie ręcznie pouzupełniać miejskie zbiory.
  - Zanieś to jutro rano do głównego urzędu. Wtedy zajmie się tym Huth - odparł Luca.
  Akurat to dzisiaj musiałem dać mu urlop. Ale dobrze, niech sobie odpoczywa. Wkrótce rozliczę nieroba z tych braków.
  Przybysz podziękował krótko, odwrócił się, niespiesznie przemaszerował do wyjścia i zniknął za połowicznie otwartymi wrotami. Już miał paść sygnał do wejścia dla kolejnego obywatela Four Ways, gdy nagle ktoś gwałtownym kopniakiem otworzył bramę na oścież. Do środka wszedł szeroko uśmiechnięty młodzieniec o dość przeciętnej urodzie. Natychmiast zaczął kroczyć w kierunku podestu oraz rozkładając szeroko ręce w nonszalanckim geście, wesoło zawołał:
  - Luca, ty stary bucu! Ty o tej porze dalej na stanowisku? Żona cię jeszcze nie ściągnęła do domu, pod swój pantofel?
  - IvE ... - powiedział tylko znużony namiestnik.
  Debil - dodał w myślach.
  - Znamy się tyle lat, że możesz mówić mi po imieniu. Albo lepiej, możesz nazywać mnie Patrykiem Barbarzyńcą. - zaśmiał się na głos i stanął tuż przed pierwszym schodkiem w niedbałym rozkroku, podpierając dłonie na lędźwiach - Lubisz takie gry wstępne, co? Przyznaj się, jak żona każe ci na siebie mówić? - zaśmiał się jeszcze głośniej.
  Chyba Patrykiem Tępogłowym. - pomyślał Luca, ale nic nie odpowiedział, wpatrując się ponuro w przybysza.
  - Co ty się taki małomówny zrobiłeś? Język ci wysechł i odpadł od lizania ...
  - Starczy tego! - nie wytrzymał namiestnik - Robisz się już nudny. Powiedz w jakim celu przychodzisz i zejdź mi z oczu. Chyba, że przyszedłeś tylko się ponabijać. W takim razie mamy dla ciebie specjalną ofertę. Akurat wczoraj zwolniło się miejsce w karcerze.
  Oblicze Corleone rozciągnęło się w szyderczym uśmieszku z widocznym oczekiwaniem pełnym podniecenia. IvE uśmiechnął się jednak jeszcze szerzej.
  - O tak, to drugie mi się podoba! Słyszałem, że warunki zakwaterowania są całkiem niezłe, a karmią nawet lepiej niż w domu.
Luca kiwnął głową w stronę Corleone. Ten  natychmiast załapał o co chodzi i chwycił swój młot oburącz.
  - Spokojnie, po co tak nerwowo? Strasznie napięci jesteście - zaoponował IvE - Zaparzcie sobie herbatki i wyciągnijcie te kije, przez które tacy sztywni jesteście. Tylko się droczę.
  - Gdybyś musiał siedzieć tutaj od tylu godzin i wysłuchiwać tylu narzekających zrzęd, to też nie byłbyś w humorze. - mówiąc to, dał znak przybocznemu, aby schował broń - A teraz mów do cholery, po co tu przychodzisz i pozwól nam zakończyć kolejny dzień pracy.
  - Potrzebuję wszystkich miejskich aren oraz uprawnień do zarządzania przestrzenią publiczną - odparł krótko.
  - Na co tego po... - Luca uniósł nagle brwi - Nie powiesz mi chyba, że znowu zamierzasz się w to bawić?
  - Otóż to. Nie rozumiem jednak, w czym widzisz problem? W zeszłym roku wszystko poszło zgodnie z planem i wyszło lepiej, niż zwykle.
  - Tylko dlatego, że Rome to dociągnął do końca. Ty za to wykazałeś się typowym dla siebie słomianym zapałem.
  - Nieważne jest w jaki sposób, tylko to, że w ogóle się udało. W tym roku na pewno będzie jeszcze lepiej. Potrzebuję tylko wspomnianych wcześniej aren i uprawnień i mogę ogłaszać czwartą edycję Pucharu Four Ways.
  - Nie rozumiem, co was kręci w tych krwawych igrzyskach. - zmęczony namiestnik potarł czoło - Niech będzie. Od jutra będziesz miał dostęp do wszystkiego, o co prosiłeś. Jeśli to już wszystko, to pozwól, że zakończymy audiencję na dziś.
  - Prawie wszystko. Zbieram jeszcze ludzi i zwołuję bannery. Pomyślałem, że również możesz być zainteresowany ..
  - Daj już spokój. - przerwał mu Luca - Znowu chcesz powoływać do życia tego trupa?
  - Nie, REF będzie tylko jednym z czterech zespołów wchodzących w skład nowej koalicji. Zaprosiłem również Sacred Band, Hitmenów oraz Warsong.
  - Jak się zwie ten cyrk?
  - Ssij.
  - Nie chcesz mówić, to nie mów, ale okaż trochę szacunku rozmówcy - poirytował się.
  - Nie, nie o to mi chodziło. Ssij to skrót od "Sojusz Starych i Jęczących". Czyli idealne miejsce dla ciebie.
  - Nie jestem zainteresowany.
  - Za to ja jestem - wtrącił się Corleone.
  - W takim razie przyjdź jutro w południe na główny plac. Pifcio zorganizuje tam spotkanie inauguracyjne - odparł IvE.
  - Wybaczcie panowie. - Luca powstał ze swojego miejsca - Ale wystarczy mi już tych bredni na jeden dzień. Audiencja skończona.
  - A co z tym ostatnim? - zapytał Corleone.
  - Nie mam siły na jeszcze jednego. Zrób z nim to, co uważasz za słuszne. Na mnie już czas.
  Banda kretynów i nieudaczników - przemknęło mu jeszcze przez myśli.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Maja 18, 2016, 19:22:20
Zaczyna się świetnie, oby następne rozdziały były równie dobre co prolog :D
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Rome w Maja 18, 2016, 19:23:35
sztos
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Dominique w Maja 18, 2016, 19:33:51
W nazwie wprowadziłbym coś ze "Skrzyżowaniem" lub "Drogą", by nazwa brzmiała bardziej swojsko. (tłumacząc poszczególne wyrazy "four ways" :P)
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Maja 18, 2016, 19:35:21
Świetne. Naprawdę świetne ;)
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Eltarek w Maja 18, 2016, 19:43:23
Bardzo mi się spodobało i z pewnością przeczytam kolejne rozdziały. Ten brak jakichkolwiek błędów w tekście sprawił iż moja dusza podczas czytania weszła w stan błogiego spokoju.
Powiem szczerze że jak w pierwszej linijce zacząłeś pisać o dłużących się kolejkach ludzi, moją pierwszą myślą było "szara masa czekająca po newsy z Bannerlorda".
Wprawdzie się nie sprawdziła, ale pomysł pod kolejną historię już masz :p

Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: huth w Maja 18, 2016, 20:02:06
Się podśmiechiwałem tu i ówdzie  :) 👌
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Tomato w Maja 18, 2016, 20:57:09
Masterpiece! 8)
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Maja 19, 2016, 17:42:02
Teraz już wiem dlaczego soner wyznacza namiestników do zarządzania miastem hahhahahahahhaha

Czekam na więcej. Oczywiście musiała się jednak wkraśc literówka IvE to młodzienie o ponadprzeciętnej urodzie.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Baldwin w Maja 19, 2016, 17:53:57
Blok ekipa.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways (nazwa robocza) / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Mat Berserker w Maja 20, 2016, 00:00:20
Bardzo klimatyczne. Postać sir Bułki odwzorowana idealnie, tak samo jak bałbałian. Jedynie szkoda że dzieje się w czasie gdy nie byłem zbyt aktywny. Ale mimo tego czekam z niecierpliwością.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Maja 20, 2016, 13:52:56
Wprowadziłem małą korektę. Zmieniłem "Puchar Polski" na "Puchar Four Ways", jako że w tamtym mieście toczy się akcja i czegoś takiego, jak Polska teoretycznie tutaj nie ma. Co sądzicie o tej zmianie?

I dodałem małą ankietę. Co prawda mam już wybraną postać do rozdziału I, ale chciałbym poznać Wasze oczekiwania względem kolejnych rozdziałów. Prócz oddanego głosu, śmiało piszcie też w komentarzu, co wybraliście.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Bojar w Maja 20, 2016, 15:00:28
Nołbełta dawać !!! A co do prologu... GENIALNY :D
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Prolog
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Maja 25, 2016, 09:40:22
Hmm. Oto moje koncepcje na postacie. Według mnie są one najciekawsze bo najbardziej barwne. Jednak tymczasowym faworytem dla mnie jest Dykcio, zaraz wytłumaczę. Jednak wszystko po kolei, posłużę się też anologiami do Gry o Tron. To jest na topie i łatwo skojarzyć :

^IvE - taki Tyrion. Miał już jednak swój epizod. I warto wprowadzić kogoś nowego a IvEgo obok. Chociaż no jedna z barwniejszych postaci. Aktualny wątek tego czego nie zdążyłem napisać to można to ująć w takiej konwencji: Po pierwsze IvE zbiera sztandary starych towarzyszy czyli SZ (koncept na postać: Konrad młody blonadasek ale zawsze wierny i lojalny jako swoisty giermek), HITMENi (NIFN dumny i podejrzliwie spoglodający na tawerniany plebs baron, paktuje z IvE) WSC (kiedyś pobici przez IvEgo teraz w rozsypce i zawierają z nimi sojusz aby zdobyć tawernę) W międzyczasie oczywiście sojusz z Rome (REF) jako taki Ned Stark towarzystwa.

Trebron - Szalony bękart i wojownik taki Ramsay Snow, wzięty w ryzy przez swojego "ojca" Blackitta Roosa - Renegata z REFu, który kiedyś podlegał IvEmu, spiskują i zbierają sztandary na mistrzostwa aby ukroić coś ze swojego tawernianego tortu dla siebie. Oczywiście pogarda dla retardów ze klanów wszelkich do tawernianego namiestnika i oczywiście IvEgo

Prusak - koncepcja chaosu, taki chochlik co pojawia się od czasu do czasu i wszystkim stara się przeszkodzić

CarpeDiem - on mi się z takim Macem Tyrrelem pomieszanym z Cebulowym Rycerzem kojarzy - Lekko nieporadny, o złej przeszłości, jednak teraz gra jedne z pierwszych skrzypiec i ma u swojego boku tęgich rycerzy pokroju errora ( loras) Virusa ( tam legolas czy inny łucznik) No i ogólnie jest istotnym elementem. Oczywiście wszelka beka z złodziejstwa mile widziana przy okazji tej postaci. edit: można dodać, że takich potężnych wojów opłaca dzięki przekrętom finansowym xD

Dyktator - początkujący littlefinger, który przy okazji mistrzostw, buduję swoją potęgę aby wkrótce przejąć tawernę, wykorzystując wykrawawienie się wszelkich stronnictw. Według mnie bardzo istotny. Bo przy okazji swoich knowań i próbowania ugrać wszystkiego po trochu tu i tam powinnien stać się swoistym narrotorem. Dlatego ja bym to ujął w konwencji takiej ala Gry o Tron. Gdzie wszelkie retardy przy okazji mistrzostw próbują coś ugrać dla siebie. I mimo, że są to inne lata poprzez umiejscowanie Luci jako namiestnika to nie obawiałbym się umieścić watków zretardzonego NW (jako jakieś dzikie dothraki półgłówki kroczące na igrzyska) THD (taka trupa błaznów pod wodzą czarnoskórego otyłego młodzianina) i innych. No i wszystko pośrednio przy okazji swoich opis stronnictw i knowań opowiada Dykcio.

ps. bojar może zostać lichwiarzem z płaskogłowiem
ps.2 można wprowadzić obrazki/screeny dla urozmaicenia
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Prolog
Wiadomość wysłana przez: sir Luca w Maja 25, 2016, 11:06:27
Za bardzo kombinujesz IvE. Jak zawsze zresztą...

Świat M&B jest może ubogi ale otwarty, a to wielka zaleta, którą należy wykorzystać. Mamy upadłe Imperium, siedem niezależnych królestw, Wolne Miasto Zendar, masa różnego rodzaju bandytów no i pięknie wplecioną w to wszystko Tawernę. Swoją drogą świetny pomysł z rozwinięciem jej w niezależne państwo- miasto Dyktator. Tego bym się trzymał, wcale niepotrzebne są tu analogie do "Gry o Tron" czy innego uniwersum.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Maja 25, 2016, 16:08:55
Poszedłem w kierunku fikcji literackiej, ale chciałbym jednak trzymać się przynajmniej ogólnych realiów naszej sceny, a wiec nie będę wprowadzał postaci graczy, którzy wtedy jeszcze nie grali, czy klanów, które jeszcze nie istniały. Zostawiłem chyba wystarczająco wskazówek, by domyślić się, że (przynajmniej prolog) rozgrywa się w sierpniu 2013, dlatego część twoich propozycji odpada, IvE.

Niektóre z twoich propozycji dotyczących charakterów są nawet ciekawe, ale też nie planuję opierać tego na jakimkolwiek uniwersum, zgadzam się tutaj z Lucą po części. Postacie będę się starał (tak, jak to było w prologu) oddawać na podstawie realnych charakterów graczy. Na pewno  waham się przy wprowadzaniu narracji z twojej perspektywy, IvE, ponieważ postacie narracyjne oznaczają również pisanie myśl i odczuć, a nie wiem, czy potrafię w pełni oddać twoją dość skomplikowaną osobowość.

Tymczasem dzisiaj postaram się opublikować Rozdział I. Ostatnio nie miałem czasu na pisanie tego, bo trochę się działo, ale dzisiaj siadam do pisania. Tymczasem możecie zgadywać, z czyjej perspektywy będzie ten rozdział. Każdy, kto prawidłowo odgadnie (możecie po jednej postaci strzelać) dostanie ode mnie wirtualne piwko ;)
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Prolog
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Maja 25, 2016, 16:13:08
Możesz pisać z mojej perspektywy ja tam nie widzę problemu :D Nie musi odwzorowywać dokładnie. Zresztą wtedy też byłem inny niż teraz.

Co do tego uniwersum to nie ma być w uniwersum gry o tron (ala smoki bla bla) Tylko podałem przykłady postaci z tego uniwersum aby łatwiej sobie wyobrazić o jakie cechy postaci mi chodzi. No i druga analogia to zamiast walki o tron to by się walczyło o władzę na tawernie.  A wszystko nadal w świecie MB

Ps. Zawsze mogę sam napisać coś ze swojej perspektywy, tylko powiedz co a Ty sobie zredagujesz (zawsze więcej tekstu)
Ps2. Stawiam, że napiszesz z perspektywy Carpe
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Prolog
Wiadomość wysłana przez: Prußak w Maja 25, 2016, 18:42:00
Prawdopodobnie jestem najciekawszym wyborem, nikt nie miał takiego rozdwojenia jaźni jak ja tutaj, jak to kiedyś ktoś stwierdził - potrafie pomóc, działać na rzecz community, być miłym i oprowadzić nieznajomego po tawernie z wielką chęcią, by po chwili wszystko podpalić, a na koniec zwyzywać wszystkich i nasrać na środku, kończąc tym miłym akcentem cale to przedstawienie (moje słowa, ale sens ten sam)
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Czerwca 08, 2016, 02:04:00
spis treści (http://www.mountblade.info/forum/index.php?topic=17789.msg335303#msg335303) (http://i.imgur.com/uO3ZccN.png)
R O Z D Z I A Ł    I
CarpeDiem

  Podmuchy wiatru rozwiewały piasek na cztery strony jednej z miejskich aren. Zalegał on wszędzie, w każdym zakątku tego maneżu. Na wznoszących się wysoko w górę trybunach, w podziemnych celach, którymi wojownicy dostawali się do środka, a także w centralnym kręgu, ograniczonym z każdej strony kamiennym murkiem, z wyjątkiem dwóch naprzeciwległych wyrw, które służyły jako wejścia. Mimo że nie był on wysoki, większość śmiałków miała problemy z przeskoczeniem go. Miejskie legendy głoszą, że został on wzniesiony w zamierzchłych czasach przez istoty pozaziemskie z materiału, który wytwarzał nad sobą osobliwą aurę, odbierającą siły witalne. Jak każda legenda, tak i tutaj kryje się ziarnko prawdy - konstrukcja ta była bardzo stara. Być może stała tu jeszcze zanim dookoła wzniesiono miasto.
  CarpeDiem stał na jednej z kolumn, dzielących obwód wewnętrznego kręgu na sześć równych części. Miał na sobie granatową tunikę, pod którą widoczna była wydatna muskulatura, a na plecach nosił wielki, dwuręczny miecz. Rozglądał się po arenie, podczas gdy wiatr muskał jego wygoloną czaszkę. Jego ludzie porozchodzili się na wszystkie strony. Najbardziej po lewej, przy wywróconym drewnianym wozie, Sebek dawał popis swoich umiejętności szermierczych, odbijając, blokując i parując ataki aż trzech przeciwników jednocześnie. Jego białawe wąsy, swoim kolorem przywodzące na myśl siwiznę oraz kościste policzki dodawały mu lat i postarzały. Jego obronę próbowali przełamać Freesh, RedBull i Aleksandros. O ile pierwszy był wyluzowany i ewidentnie rozbawiony zaistniałą sytuacją, o tyle pozostała dwójka dwoiła i troiła się w pełnym skupieniu, jednak bezskutecznie. Na prawo od nich rudobrody Error grzmocił swoją włócznią o migdałową tarczę Willa, zwanego Fietnamczykiem. Wyraz jego twarzy, która na co dzień i tak wyglądała, jakby przegalopowała po niej swadiańska ciężka kawaleria, a następnie przeciągnięto ich śladem rhodockie trebusze, tego dnia przywoływał rozmyślania nad sensem egzystencji przeciętnego człowieka w Calradii.
  Znowu palił to sarranidzkie zielsko - pomyślał poirytowany Carpe.
Nie pamiętał już, skąd wzięła się ksywka Fietnam, ale mogło mieć to jakiś związek z jego niezdrowym zamiłowaniem do zieleniny. Nie przeszkadzało to jednak dwóm mniej doświadczonym towarzyszom broni Errora i Willa, których wzrok był skierowany w szybko pomykający grot włóczni. Matios i Francuz najwyraźniej odbierali właśnie szybką lekcję tego zabójczego tańca. Swoim doświadczeniem dzielił się również Arthasan. Siedząc na koniu, uczył Cwanego Trolla, innego saraceńskiego kawalerzystę, którego przezwisko było ironicznie zbudowane na zasadzie kontrastu, jak przy pomocy zwykłego miecza i tarczy odbijać lance jeźdźca szarżującego z przykucnięciem w siodle. Za spieszony obiekt treningowy służył ..
  Habrak?! - zdziwił się.
Jego młodszy brat znowu dał się wykorzystać. Nie był taki, jak on. Brakowało mu tej charyzmy i wrodzonego talentu do przewodzenia ludziom.
  Zrobię z niego jeszcze mężczyznę - dopowiedział w myślach i dodał kolejny cel do zrealizowania na swojej długiej liście.
Kolejna grupa osób stała pod jedną z bliźniaczych wież strzelniczych, przy niskiej, drewnianej palisadzie. Rudowłosy wojownik o południowej urodzie ludzi pustyni nazywał się Abdullah. Po jego lewej stał Prusak, blondyn o nieco germańskich lub skandynawskich rysach twarzy. Jego krótka, spiczasta broda sztywno sterczała, gdy butnie unosił podbródek. Mimika jego twarzy rzadko się zmieniała, w przeciwieństwie do jego towarzysza, który mówił z wyraźnym ożywieniem. W centrum uwagi pozostawał jednak stojący naprzeciwko nich kędzierzawy szatyn. Nazywali go Dyktatorem lub zdrobniale Dykciem. W przeszłości był liderem Panów Ragnaroku, grupy, do której przynależała cała trójka, zanim zaciągnęli się do Saracenów.
  Tak łatwo mu nie zaufam. Nie dam mu prowadzić tutaj swoich gierek, widzę to w jego oczach. - myślał, patrząc na ciemnowłosego przywódcę upadłej już drużyny.
Tuż nad nimi stał Prince. Kolejny były lider, tym razem znacznie szerzej znanego ugrupowania Polskich Orłów, które również odeszło już do lamusa. Jego kadencja, która przypadała na sam koniec istnienia klanu, wraz z przejściem do Saracenów nieoficjalnie zakończyła długotrwały spór między tymi dwoma zespołami. Teraz stał na podeście wieży i trzymał w rękach długi, napięty łuk bojowy. To samo robił stojący w wieży znajdującej się w przeciwległym końcu areny Talar, znany również jako Amras. Najwyraźniej szlifowali swoje umiejętności strzeleckie.
  Nie wszyscy jednak preferowali cudze towarzystwo. Zawsze wesoły sucharmistrz Virus przykucnął na uboczu i naprawiał swój krótki łuk. Również samotnie, jeśli nie liczyć jego siwej maści konia, stał Dominique. Jego długie, blond włosy powiewały na wietrze, gdy cicho klnąc, mocował się ze strzemionami siodła.
  - Saraceni! - zagrzmiał CarpeDiem - Zapraszam wszystkich do kręgu. Ustawcie się wokół, przy ścianach muru. Dostałem bardzo ważne wieści z ratusza, przez co musimy omówić pewne istotne sprawy, ale do tego potrzebuję ..
Habrak opuścił łuk skierowany w odwracającego się Arthasana, gdy tylko zorientował się, że jego starszy brat przerwał swoją przemową otwierającą spotkanie i trening.
  - .. waszej niepodzielnej uwagi - dokończył. - Krzysiu, czy możesz przestać się bawić i posłuchać przez chwilę?!
  - Wybacz Michał, już idę - wolał nie denerwować teraz brata, bo wiedział, że nikogo przy nich nie będzie, gdy udadzą się w drogę powrotną, do domu.
  - IvE ogłosił wczoraj wieczorem kolejny Puchar Four Ways - kontynuował swoją przemowę. - W zeszłym roku nie poszło nam najlepiej, ale to srebro było tylko przedsmakiem do złota, po które sięgniemy w tym roku!
  - Ja tam mam już złoto - mruknął cicho Prince, uśmiechają się tajemniczo, jak to w jego stylu często bywało.
  - Nie wydaje mi się, aby w tym roku startował ktokolwiek, kto by mógł nam zagrozić - ciągnął Carpe, udając, że nie słyszał uwagi. - Nie znaczy to jednak, że nie będziemy trenować. Czeka nas długa droga i ciężka praca, ale obiecuję wam, że wrócimy ze złotymi krążkami!
Mówiąc to wyprostował się i wypiął dumnie klatkę piersiową. Musiał być silny. Tylko silni ludzie osiągają sukcesy.
  - Czy to oznacza, że ty również wracasz? - wypalił Sebek, po czym zapadła cisza.
  W ostatnich miesiącach sytuacja drużyny nie była najlepsza. Po osiągnięciu szczytu potęgi i szeregu perfekcyjnych występów na wielkich turniejach w Zendar, coś zaczęło się sypać. Ludzie tracili zapał, zaczynali się rozchodzić i jako drużyna byli coraz mniej skuteczni w starciu z czołowymi klanami. Upadek zaczął się od remisu z Synami Imperatora. Ostatnim gwoździem do trumny było leniwie nadchodzące lato oraz przegrana w remeczu z Renegatami. Saraceni postanowili wtedy odejść w cień, jednak nie wszyscy odłożyli swój oręż do najgłębszych zakamarków szafy. Niektórzy, tak jak Michał, odnaleźli swoje miejsce w zupełnie nowych szeregach. Wybrał Gwardię Istiniar ze względu na ich bogatą przeszłość, duże siły mobilizacyjne oraz jednego z najlepszych dowódców w całej Calradii - Harmana, który jeszcze pół roku temu pełnił rolę kapitana jego reprezentacji narodowej.
  Teraz jednak byli tutaj wszyscy. Pełni energii i gotowi, by stanąć raz jeszcze do boju z nieprzejednanymi szeregami wroga i sięgnąć po niezliczone tytuły mistrzowskie, które w przeciągu ostatniego roku zgarnięto im sprzed nosa. Najpierw zostali pokonani przez Polskie Orły w finale Pucharu Four Ways, a potem ten rozpad klanu, gdy sięgali już po podium prestiżowej Ligi Calradii. Po drodze udało im się zwyciężyć w mniejszej lidze ludów słowiańskich, ale to tylko zaostrzyło apetyty po więcej, dlatego też wraz z Sebkiem reaktywował radę klanu i zwołał wszystkie chorągwie.
  Cholera, wiedziałem, że ktoś o to w końcu zapyta.
  - Oczywiście, że będę z wami grał w tym Pucharze - słowa Carpego niemalże przecięły gęstniejącą ciszę.
  - A co z turniejami w Zendar? - podjął temat Arthasan - W nich wystąpi również twoja nowa drużyna, a nie można reprezentować dwóch klanów równocześnie.
  - Na razie nic się tam nie dzieje - odparł.
  - Z tego, co słyszałem, to w planach są zupełnie nowe mistrzostwa, rangą dorównujące Lidze Calradii - do dyskusji włączył się Dyktator - I mają się zacząć już niedługo, na jesień.
  To ja tu dowodzę, ciebie nikt nie pytał o zdanie!
  - Posłuchajcie - westchnął Carpe - na ten moment nic nie mogę obiecać. W tych lokalnych zawodach zagram z wami na pewno, nie wiem jednak, co będzie dalej. Mam nadzieję, że rozumiecie.. - urwał na chwilę, szukając odpowiednich słów - Po tym, co wydarzyło się ostatnio, nie mam pewności, czy ta sytuacja się nie powtórzy. Dlatego postanowiłem na razie pozostać w Gwardii, ale dalej będę tutaj dowodził. Tyle, że w meczach z zagranicznymi zespołami będę grał w masce i pod pseudonimem Machete.
Jego nowa ksywka rozbawiła wszystkich tak samo, jak tytuł Overlorda, który nadał sobie przed rozpadem i reaktywacją. Ale przynajmniej rozwiało to narastającą, ponurą atmosferę.
  Zamierzał przejść już do części treningowej żeby zmienić temat, gdy nagle usłyszał chrzęszczący piasek za swoimi plecami. W ułamku sekundy odwrócił się i zobaczył nadchodzącą postać.
  Jak zwykle się spóźnił. Ciekawe, jakie tym razem będzie miał wytłumaczenie. Lepiej żeby było dobre, inaczej pokażę mu miejsce w szeregu.
  - Blacha! - zawołał - miałeś stawić się tutaj przed rozpoczęciem spotkania, nie po.
  - Wiem, wiem. Ale słuchaj, co się wydarzyło ziom - mówił Blacha zbliżając się szybko - Była ta amnestia, nie? I w jej wyniku zostałem ponownie wpuszczony do Four Ways, tak jak wielu innych wygnanych. Ale dali mi jeden warunek - przez kilka miesięcy od amnestii miałem raz w tygodniu meldować się w ratuszu żeby mogli sprawdzić, czy nic nie odwaliłem, taka beka.
Pośród Saracenów przeszedł szmer westchnień irytacji, ale spóźniony kontynuował, jakby tego nie słyszał.
  - No to przychodzę wczoraj wieczorem i stoję w tej kolejce do sali audiencyjnej. I tak czekam i czekam i w końcu wchodzi ostatnia osoba przede mną. Strasznie się dłużyła ta ostatnia rozmowa, to w końcu zniecierpliwiony podchodzę, by zapukać i w tym momencie wrota się otwierają i wychodzi ten gbur z młotem, nie pamiętam, jak się nazywał. Mówię, że przychodzę do namiestnika, a ten mi odpowiada, że się zabawimy, no rozumiesz ziom? I zaczyna mnie ciągnąć do lochu, a ja krzyczę: stary, zmieniłem się!. A ten dalej swoje. Oszczędzę wam już opisu tego, co zrobił na miejscu, ale ostatecznie wypuścił mnie ten drugi, od bibliotek, ale stało się to dopiero dzisiaj, ledwie godzinę temu. Tak więc stary, plan jest taki. Nie zdążyłem dzisiaj nawet nic zjeść, więc wy sobie ustalcie wszystko, co musicie, a ja wpadnę jeszcze później i wszystko mi opowiecie. Narka!
Zapadła głucha cisza i trwała do momentu, aż ich głośny kompan opuścił arenę. Wtedy właśnie Carpe postanowił podjąć temat treningu.
  - Dobra, dosyć gadania. Trzeba przypomnieć sobie pewne podstawy - wszyscy zwrócili ku niemu swoje znudzone usłyszanym przed chwilą monologiem spojrzenia - stuny i hitslashe! Podzielimy się teraz na ..
  - Ale my już to umiemy - przerwał mu Error.
  - Zróbmy w końcu coś ciekawego - dodał Virus.
  - Na przykład trening z udziałem konnych! - zawołał Arthasan.
  Bądź silny, musisz być. To jedyna droga do sukcesu.
  - Czyżby? Zawsze tak mówicie, a potem wychodzą gdzieś braki w podstawach - odparł poirytowany Carpe.
  - A skoro już mowa o koniach - wtrącił Dominique - to czy naprawdę potrzebujemy tych południowych szkap? Raz się walnie i zaraz padają. Co innego taki Łowca. Albo w pełni opancerzony sarranidzki bojowy, o!
Carpe miał już go skarcić za narzekanie, gdy z trybun rozległ się donośny śmiech. Świetnie go rozpoznawał, jednak aby ujrzeć powstającą z ławy sylwetkę, musiał osłonić oczy dłonią, ponieważ słońce świeciło jasno w zenicie.
  - Netoman! - krzyknął- A co ty tam robisz? Mówiłeś, że jedziesz do mroźnych krain północy.
  - Mówiłem? - udał zdziwionego Netoman, gdy już zszedł na dół - Nie, coś musiałeś pomylić, bo jadę tam dopiero w przyszłym tygodniu.
  Mógłbym przysiąc, że mówił to samo w zeszłym tygodniu.
  - Ale cieszę się, że jednak tu wpadłem - kontynuował - bo nie wiedziałem, że z Dominika taki koniobijca - zaśmiał się.
Dominique poczerwieniał, ale odpowiedział szerokim uśmiechem.
  - Skoro jednak jeszcze tu z nami jesteś, to ustaw się z resztą i słuchaj - zaczął ponownie Carpe - a ty Error chodź na środek. Będziesz stunował ze mną, skoro takie to dla ciebie łatwe. A ty Sebek będziesz się bronił - zanim skończył mówić, odnotował jeszcze, że Netoman dołączył się do grupki Dykcia i zaczęli wymieniać się informacjami szeptem, ledwo powstrzymując śmiech.
  Bądź silny Michał. Nie ma tu nikogo innego, kto by mógł podjąć się tego zadania. Musisz wytrzymać te wybryki i poprowadzić Saracenów raz jeszcze ku chwale.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Prußak w Czerwca 08, 2016, 13:03:02
Prusak, daj mi rangę we Freikompanii, ale jakąś wyższą, ziom! ~ Blacha
Ciekawie się czyta, czekam na kolejne rozdziały, najchętniej ze mną w roli głównej :D
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Habrak w Czerwca 08, 2016, 14:54:49
Fajne, czekam na dalsze rozdziały!

#SRC
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: PriNce17 w Czerwca 08, 2016, 15:14:09
Momentami się uśmiałem, fajnie poczytać coś w tym stylu, niby dla śmiechu ale z zachowaniem szczegółów i niejako realizmu nadanego tym sytuacją z team speaka. Moment o płotku jest świetny, nadal tyle osób ma nieraz problem żeby tam wskoczyć.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Dominique w Czerwca 08, 2016, 15:17:58
Świetne! Naprawdę miło się czyta. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! :) Jak dla mnie mogłyby nawet być dłuższe :P
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Czerwca 08, 2016, 15:41:36
Świetne! Naprawdę miło się czyta. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! :) Jak dla mnie mogłyby nawet być dłuższe :P
Podpisuję się pod tym (a szczególnie pod ostatnim zdaniem) rękami i nogami.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Prußak w Czerwca 09, 2016, 18:56:22
10/10 mocny konkurent Zbigniewa z Tihr (prawdę mówiąc dziwnie on teraz wygląda jak nie napisał tego Groseltern, akurat w tym wypadku nie wyleciałem za czyste trollowanie xD)
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Czerwca 09, 2016, 22:43:08
Zgadłem. Jednak trochę tl;dr no ale wiadomo to było dla SRC bardziej pisane :P
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Kamillo18 w Czerwca 09, 2016, 23:45:32
Prawdopodobnie jestem najciekawszym wyborem, nikt nie miał takiego rozdwojenia jaźni jak ja tutaj, jak to kiedyś ktoś stwierdził - potrafie pomóc, działać na rzecz community, być miłym i oprowadzić nieznajomego po tawernie z wielką chęcią, by po chwili wszystko podpalić, a na koniec zwyzywać wszystkich i nasrać na środku, kończąc tym miłym akcentem cale to przedstawienie (moje słowa, ale sens ten sam)
W zasadzie Trebron jest ciekawszym przypadkiem - z banity na moda. Ja w zasadzie z normalnego usera, na banita, by potem znowu zostać normalnym userem, niczym Andrzje Kmicic :P
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Kavebern w Czerwca 10, 2016, 16:00:54
Wincej tego chcę sprężać się panowie!
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Czerwca 20, 2016, 09:23:46
Ja mam dalszą cześć, ze swojej perspektywy. Bez zgody Dykcia nie opublikuję. Bo to jego serias. Więc wywrzyjcie na nim presje xd
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Czerwca 21, 2016, 14:00:18
Czekam na wątki miłosne, mam nadzieję że oddasz wszystko wiernie Dykciu. Wszystko oprócz namiotów z Ivem, to niech zostanie między nami
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Ganczo w Czerwca 22, 2016, 13:57:19
Czekam na wątki miłosne, mam nadzieję że oddasz wszystko wiernie Dykciu. Wszystko oprócz namiotów z Ivem, to niech zostanie między nami

Koniecznie musi kiedyś wejść flashback z wojny między rodem Pająków a wielkimi wojownikami nordów
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Września 26, 2016, 12:22:59
Zastanawiam się ostatnio nad powrotem do serii, ale nie wiem, czy już się nie znudziło. Ktoś jeszcze w ogóle chce czytać dalej?* Przy okazji przypominam wcześniej, abyście mieli czas sobie odświeżyć fabułę, gdybyście czekali na kontynuację.

Na Rozdział II miałem planowane szersze opisanie sytuacji politycznej w Calradii (czyli poza granicami miasta-państwa Four Ways).

* jak co najmniej 12 osób napisze tu, że czeka dalej, to jeszcze dzisiaj spróbuję opublikować rozdział :P
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Kradus w Września 26, 2016, 12:24:45
Zastanawiam się ostatnio nad powrotem do serii, ale nie wiem, czy już się nie znudziło. Ktoś jeszcze w ogóle chce czytać dalej?*

* jak co najmniej 12 osób napisze tu, że czeka dalej, to jeszcze dzisiaj spróbuję opublikować rozdział :P

Pisz a nie żebrzesz o piwa, gałganie!

Jakie piwa? Napisałem o 12 wpisach, co ma na celu tylko pobudzenie tematu, dzięki czemu więcej osób go zobaczy .. // Dyktator
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Września 26, 2016, 12:48:03
Jak masz wene to pisz a nie atencji szukasz :D
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Września 26, 2016, 13:42:56
On chyba po prostu szuka osób, które poświęcą te 5 minut i przeczytają..

Masz mój głos.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Września 26, 2016, 14:19:30
Pisz, ale ma być wątek miłosny!
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 1
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Września 26, 2016, 14:42:37
Ja czekam jeśli pojawi się znowu IvE.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Dyktator w Czerwca 07, 2017, 01:16:46
spis treści (http://www.mountblade.info/forum/index.php?topic=17789.msg335303#msg335303) (http://i.imgur.com/uO3ZccN.png)
R O Z D Z I A Ł    II
Dyktator

  Pogoda w tej części świata potrafiła zmienić się diametralnie w przeciągu paru chwil. Jeszcze kilka godzin temu świeciło słońce, a teraz szli pośród wszechobecnego półmroku, wsłuchując się w przyspieszający rytm, jaki wybijały krople deszczu uderzające o kamienny bruk. Wracali prosto z treningu Saracenów.
  - Sytuacja wymyka ci się spod kontroli, musisz bardziej uważać - zaczął Dyktator.
  - Nie możesz uruchomić swoich wpływów i załagodzić znowu sytuację? W końcu jesteś w radzie namiestnika i masz odznakę w dzielnicy sportowej - odparł Prusak, podnosząc głos, by przekrzyczeć dudnienie deszczu i szum wiatru.
  Naprawdę myślisz, że jeszcze mnie tam słuchają? - myślał Dykcio. - Powinienem go chyba uświadomić. Ale nie o wszystkim...
  - Limit zaufania już się wyczerpuje - wyartykułował krótko.
  - Co masz na myśli?
  - Pifcio coraz częściej się wtrąca i przeszkadza w moich działaniach. Nie pomaga też fakt, że Corleone próbuje się mnie nieustannie pozbyć.
  - To co ja mam dalej robić z projektem Freikompanii? - poirytował się Prusak.
  - Nie wiem. Zawieś, rozwiąż, czy po prostu wycofaj się z tym w cień. To nie moja sprawa, co z tym teraz zrobisz. Ja cię tylko ostrzegam, że jest to bardzo ryzykowny okres na takie akcje. Chętnie ponownie by cię wygnali, szczególnie, że minął dopiero miesiąc z hakiem, odkąd mogłeś powrócić do miasta w wyniku amnestii. I wciąż masz zakaz pojawiania się publicznie w dzielnicy sportowej. Ja za to nie mogę reagować, bo wciąż nie ucichło echo po ostatnim incydencie z Freikompanią.
  Szli przez chwilę w milczeniu. Minęli ciemny zaułek, w którym zalegały tylko cienie i szczurze odchody. Jedynym większym obiektem znajdującym się na końcu tej uliczki był miejski burdel, dlatego też przeważnie nie widziało się tutaj żywego ducha. Było tak oczywiście od czasu dekretu Sonera sprzed ponad roku. W ramach projektu odnowy życia publicznego w Four Ways podejmowano wówczas wiele działań, wśród których znalazł się też zakaz parania się zawodem "kobiety lekkich obyczajów". Niestety znaleźli się ludzie, którzy wykorzystali to niedoprecyzowanie i po przejęciu namiestnictwa przez Lucę otworzyli dom publiczny na nowo, zatrudniając tym razem wyłącznie męskie prostytutki. Nowi właściciele pochodzili z Królestwa Swadii i to głównie z tamtych rejonów przybywali ich klienci. Zachęcił ich fakt, iż w Four Ways mieli coś w rodzaju raju podatkowego, co ułatwiało prowadzenie interesu, szczególnie w czasach, gdy Swadia była podzielona politycznie i pogrążona w chaosie. Sam namiestnik nie potrafił się uporać z nowym biznesem w jego mieście, gdyż zdążył się już zaplątać we własną biurokrację.
  Na rogu znajdował się najbardziej obskurny przytułek w całym mieście. W czasach namiestnictwa Jasona była tutaj karczma, w dodatku całkiem popularna. W wyniku donosów placówką szybko zainteresowały się jednak służby Four Ways. Nie były to jeszcze czasy namiestnika Daedalusa, ale już wtedy służby były bezwzględne. Właścicielom nigdy nie udowodniono ukrywania banitów, ale po piątej wizycie zbrojnych z nakazem rewizji do tego przybytku na stałe przylgnęła łatka miejsca, którego należy unikać. Nie trzeba było długo czekać, by zbankrutowali i zamknęli karczmę. Z czasem działkę odkupiono i otwarto tam schronisko dla wędrownych. Niestety nowi właściciele nie byli zbyt zaradni i dopuścili do sytuacji, w której w pokojach zalęgły się szczury, sufity obrosły w grube warstwy pajęczyn, a piwo dla gości podawano ze słomkami. Warunki z czasem się tylko pogarszały, a wśród mieszkańców miasta utrwaliła się obiegowa opinia, że nie jest to miejsce dla zasłużonych wojowników i osób z jakimkolwiek prestiżem społecznym. Odzwierciedlenie tego widać w nazwie, jaką przypisali lokalowi tubylcy, a mianowicie "schronisko dla niepełnosprawnych manualnie". Prawdziwej nazwy nikt nie zna, gdyż szyld odpadł niedługo po otwarciu i nie było nikogo skorego do zapełnienia tego ubytku.
  - Netoman twierdzi, że zbliżył się już dostatecznie do Pifcia i jego ekipy, by móc kontrolować sytuację - przerwał milczenie Dyktator, gdy już minęli niechlubny region okolic centrum Four Ways.
  - Wierzysz mu? - zapytał jego towarzysz.
  - Ani trochę - zamyślił się. - Tutaj się rozchodzimy, mam jeszcze ważne spotkanie. Najlepiej by było, gdybyś zniknął na trochę z życia publicznego miasta.
  - Pewnie tak zrobię. Skupię się w tym czasie na treningach do Pucharu. Będę grał z Żelaznymi Wojownikami, a oni bardzo będą potrzebować wyćwiczonych zawodników.
  Miał już zapytać, dlaczego Prusak gra z Żelaznymi, a nie Saracenami, ale po chwili przypomniał sobie, jak bardzo lubi błyszczeć i skupiać na sobie atencję, co byłoby niemożliwe w saraceńskich szeregach. Skinął więc tylko głową i odszedł w swoją stronę. Od targowiska dzieliło go zaledwie kilkadziesiąt metrów. Po przebiciu się przez gąszcz straganów i wozów wypchanych najrozmaitszymi towarami, trafiało się już bezpośrednio na główny plac. Co prawda było to od strony, przy której znajduje się ratusz miejski, ale nietrudno było trafić do położonej po przeciwnej stronie karczmy. A w zasadzie Tawerny. Nazwę odziedziczyła od miasta... albo miasto od niej, tego nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętają. Pewne jest tylko to, że stała tam od zarania dziejów i również od zawsze należała do osób z kasty rządzącej. Aktualnie właścicielem był namiestnik Luca. Jak na swoje lata oberża trzymała się nadal nader dobrze. Tak jak w czasach, gdy Soner był tylko triumwirem, tak i teraz, gdy jako król powierza władzę w mieście już trzeciemu namiestnikowi - cały czas jest najpopularniejszą gospodą w całym Four Ways. To tutaj zawsze można było napić się złocistego płynu przy akompaniamencie dźwięków wydawanych przez instrumenty najlepszych bardów z całej Calradii. Również tutaj odbywały się spotkania towarzyskie, jak i "biznesowe" największych grup miasta. Wytrawniejsze ucho mogło za to z łatwością podsłuchać wszelkich nowinek, jak i najnowszych plotek z okolic bliższych, jak i dalszych. Hazardziści mogli wytracać majątki, a moczymordy w zaawansowanym stadium upojenia tutejszym nektarem bogów mogły zawsze liczyć na małe mordobicie.
  Tego dnia Dyktator nie przybył tu jednak w celach rozrywkowych. Otworzył więc drzwi do połowy i wsunął się niepostrzeżenie, odnotowując wcześniej fakt, że ratusz był dzisiaj zamknięty wcześniej, niż zwykle. Miejsce spotkania było wcześniej umówione, więc od razu skierował krok w stronę stolika pod schodami prowadzącymi na drugie piętro. Mimo że znajdował się on w cieniu, widział już ze swojej pozycji oczekującego go rozmówcę. Siedział w swoim płaszczu z nałożonym kapturem, więc i on postanowił nie ściągać swego przemoczonego płaszcza. W środku było jak zwykle gwarno i duszno. Powietrze aż wibrowało od śmiechów i rozmów, które rozchodziły się i mieszały ze sobą po całej sali. Usiadł.
  - Paskudna dziś pogoda - zagaił nowego towarzysza i oparł łokcie o stół. - Zamawiałeś cokolwiek, Neto?
  - Tak, wypiłem już jeden mały kufel. Podobno codzienne picie piwa dobrze wpływa na zdrowie - mówiąc to Netoman zaśmiał się swoim charakterystycznym, jakby wymuszonym śmiechem cynika.
  - No dobrze, ale odstawiając już żarty na bok, powiedz mi, ale tak całkowicie na poważnie, po co ta cotygodniowa szopka z ogłaszaniem wyjazdu na północ? I tak już nikt nie wierzy, że naprawdę tam jedziesz.
  - Ale to prawda! - ponownie się roześmiał.
  - Czyżby? Więc gdzie i w jakim celu?
  - Jadę do Sargoth, po drodze jeszcze zawitam w Zendar, gdzie mam kilka spraw do załatwienia.
  - Sargoth?! Ale co zamierzasz robić w królestwie Nordów?
  - A pomyśl chwilę, co ma się wydarzyć w przyszłym roku?
  - W Zendar wydadzą tą nową grę stołową, którą zapowiadają od lat?
  - Nie! O tym mówią nawet częściej, niż ja o swoim wyjeździe. Wygasa traktat z Sargoth, wiesz co to oznacza?
  - Ten, który gwarantował wolnym miastom niezależność? Zgaduję, że jeśli nie zostanie przedłużony, to niektórzy władcy mogą chcieć zagarnąć niezależne od nikogo włości. Ale nam akurat chyba nic nie grozi. U Rhodoków rządzi przychylny nam Gavin, podczas gdy Swadia jest podzielona na dwie frakcje, z których każda ma swojego kandydata na króla. Obaj w sumie się nimi ogłosili. Na zachodzie Larec, a na wschodzie Esterich. Póki ze sobą walczą, nie mogą nam zagrozić.
  - Otóż to - odparł usatysfakcjonowany Netoman. - Tutaj trafiłeś w punkt Dykciu. Dopóki ze sobą walczą... A gdyby tak cała Calradia pogrążyła się w ogniu walki? Czy wtedy i Zendar nie mogłoby się poczuć bezpiecznie?
  - Nadal nie rozumiem, co ma do tego Sargoth, poza byciem miejscem, w którym podpisano ... - tutaj urwał, gdyż do ich stolika podeszła kelnerka.
  - Coś podać? - zapytała.
  - Kufel piwa poproszę, tego co poprzednio - odpowiedział Netoman.
  - Chyba co trzy poprzednie ... A dla ciebie, kędzierzawy?
  - Ja to samo - powiedział Dyktator i dodał, gdy kelnerka już odeszła - Trzy? Mówiłeś o jednym.
  - Ja? Nie, chyba coś ci się pomyliło - odparł doświadczony Saracen z dziwnym uśmiechem.
Na chwilę zamilkli, wtedy też do ich uszu dobiegły rozmowy z pobliskich stolików.
  - Podobno ci bandyci znowu zaczęli napadać na rubieże miasta - mówił jakiś mieszczanin z podnieceniem. - Spalili młyn i ukradli kilka krów.
  - Ja tam słyszałem, że to nie bandyci a swadiańskie bojówki - wtrącił się inny. - Ludzie gadają, że sam namiestnik musiał dzisiaj interweniować ze swoją gwardią.
  - Bzdury! - dodał trzeci - ja na własne oczy żem widział, jak dwa wieczory temu z mgły wyłoniła się armia nieumarłych. A dowodził nimi ich spragniony zemsty, martwy król Larec!
  - Przecież Larec żyje i ma się dobrze! - oburzył się ten pierwszy.
  - U nas, na prowincji, mówi się, że został zamordowany. Podobno ten król z Dhirim wysłał swojego młodszego kuzyna, jak on się tam zwał, Harlus jakiś chyba, by zdobył zaufanie tego z Praven, a następnie go otruł!
  - A więc? - podjął rozmowę Dykcio - Czemu Sargoth?
  - U Nordów wiele się ostatnio dzieje - wznowił Netoman z wyczuwalną nutką ociągania, jakby chciał jeszcze trochę posłuchać. - Mówi się ostatnio sporo o konflikcie jarla Hakrima i tana Ulfra. Podobno źródłem napięć jest młody książę Lethwin, syn jarla. Równocześnie zanosi się na wojnę Nordów z Vaegirami. Ci drudzy na razie wstrzymują się z działaniami ponieważ wiedzą, że tylko na to czeka Janakir Chan, by uderzyć na nich z południa na czele swojej hordy Khergitów. Sam Chan może być w niedalekiej przyszłości wielkim zagrożeniem dla wszystkich państw, a zwłaszcza miast-państw, takich jak Zendar, czy Four Ways. Już teraz mogliby tu maszerować, gdyby wcześniej nie stracił zbyt wielu żołnierzy w bojach z sarranidzkim generałem Baybakiem, podwładnym sułtana Ayzara. Swoją drogą, to według pogłosek z jego dworu, zanosi się na skandal obyczajowy w sułtanacie. Konkretnie chodzi o Ayzara i jego niewolnice, które mają rzekomo mieć przywileje godne lordów za to, że z nim sypiają.
  - Skąd ty to wszystko wiesz? - zdumiał się były lider panów ragnaroku.
Ale Netoman tylko mrugnął porozumiewawczo i zamilkł, gdyż wracała właśnie kelnerka. Tym razem jednak niosła ze sobą dwa kufle piwa. Gdy zabrali się za nie, leniwie sącząc i popijając, z głębi sali znowu zaczęły docierać rozmowy tubylców.
  - Podobno mają wrócić właśnie na Puchar. To by było coś, znów zobaczyć ich na arenie - dobiegało gdzieś z prawej.
  - No mówię ci, jakby się zapadł pod ziemię - tym razem odgłosy konwersacji dobiegały jakby ze środka karczmy, gdyż rozmówcy siedzący po prawej przeszli do szeptu. - Odkąd dostali porządne lanie, więcej się już nie pojawił na arenach miejskich.
  - Dziwisz się? - odparł mu dziwnie znajomy głos - Czy się stoi, czy się leży, BC wpierdol się należy! - w tym momencie zaniósł się śmiechem.
  - Oj, dajcie już spokój temu biednemu Apocalypsowi, Ganczo - odpowiedział jego towarzysz.
Dyktator słysząc to, przymknął lekko oczy i delektując się smacznym piwem przywołał wspomnienia odbytej kilka tygodni wcześniej bitwy.
  Ani kroku w tył! - grzmiał do swoich dzielnych wojów. - Nieposłuszeństwo będzie karane teamkillem!
Wtedy poczuł znowu ten ogłuszający i tępy ból w kręgosłupie po uderzeniu stępionym, bo turniejowym, toporkiem. To Cherokee z powiekami zalepionymi od krwi wroga ciął i pchał naokoło w ślepej furii.
  Trzech naszych padło! Nie przegraj tego do cholery! Został ostatni przeciwnik ...
  - Jak ty nie chcesz, to ja mogę je dopić - Netoman wyrwał go z zamyślenia. Jego kufel był już pusty.
  - Nie, spokojnie. Poradzę sobie. Wróćmy jednak do rozmowy. Dalej nie rozumiem co ci do tych konfliktów i co chcesz robić w Sargoth.
  - A to już moja sprawa.
  - Cóż. Rozumiem, że napływu nagłej troski o bezpieczeństwo Zendar również nie zamierzasz wyjaśniać?
  - A co w tym niezrozumiałego? Gdy upadnie Zendar, upadnie też nasza rozwijająca się dyscyplina drużynowa. Tyle turniejów przed nami, szkoda by było ich nigdy nie zobaczyć.
  Resztę wieczoru zajęły im pogawędki o nieco luźniejszej tematyce. Po wszystkim Dyktator wracał dokładnie tą samą drogą, która kilka godzin wcześniej przemierzał z Prusakiem. Gdy minął "schronisko dla niepełnosprawnych manualnie" zza rogu wyłoniła się nagle postać, przez co oboje wpadli na siebie.
  - Cholera, IvE! - wykrzyknął - Patrz, jak łazisz!
  - Ssij, sam uważaj.
  - Co ty tam w ogóle robiłeś? Przecież ta droga prowadzi do ...
  - Swoją drogą, skoro już się spotykamy - przerwał mu IvE - to nie byłbyś zainteresowany pomocą przy Czwartym Pucharze Four Ways? Potrzebujemy dobrych sędziów.
  - Eee, no w porządku. Ale ...
  - Super, dobra ja lecę jeszcze obudzić tego starego buca z ratusza, bo zapomniał dać mi kluczy do jednej z aren.
Po czym pospiesznie odszedł, sprawnie unikając niewygodnych pytań. Dykcio stał tam jeszcze przez chwilę i wpatrywał się, jak jego sylwetka niknie w oddali.
  W każdej historii kryje się ziarnko prawdy, z którego kiełkuje bajka opowiadana przez bajkopisarzy.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Czerwca 07, 2017, 10:09:48
Tak było potwierdzam.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Kradus w Czerwca 07, 2017, 11:03:00
(http://i.imgur.com/2FmUTfw.png)

<tutaj jest komentarz>
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: sir Luca w Czerwca 07, 2017, 11:39:47
Rozumiem, że chcesz generować ruch na forum ale nie czekaj na komentarze- pisz. Dobrze się to czyta przy kawie w czasie przerwy od roboty.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Czerwca 07, 2017, 12:11:25
Dobre to, więcej! Liczę, że następnym razem będzie coś z perspektywy IvEgo albo HUtHa
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Bojar w Czerwca 07, 2017, 12:34:31
Chcę Ivego. Pragnę zrozumieć co on ma w tej głowie ;D
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: sir Luca w Czerwca 07, 2017, 12:54:13
Siano...
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Trebron2009 w Czerwca 07, 2017, 13:21:13
(click to show/hide)
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Ganczo w Czerwca 07, 2017, 16:02:36
Czy sie stoi czy sie lezy huehue
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Kamillo18 w Czerwca 07, 2017, 16:49:45
fajne
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Baldwin w Czerwca 07, 2017, 16:59:21
Progres literacki.
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Czerwca 07, 2017, 21:43:45
Ja chciałem pisać, że swojej ake Dykcio nie chciał 😁
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Ganczo w Czerwca 07, 2017, 22:34:09
Ja chciałem pisać, że swojej ake Dykcio nie chciał 😁
Halo administracja, IvE znowu pije w Tawernie
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Czerwca 13, 2017, 17:54:46
GDZIE TEN WĄTEK MIŁOSNY
Jak dla mnie, to imiona władców i Jarlów można by było pozmieniać na imiona dowódców klanów, ale i tak jest super ; )
Ale za ten alkoholizm to Ci nie wybaczę!
Tytuł: Odp: Opowieści z Four Ways / Rozdział 2
Wiadomość wysłana przez: ^IvE w Czerwca 13, 2017, 19:02:25
Prędzej chyba Bannelord wyjdzie niż Dykcio napiszę kolejną część.