Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Gadanie przy Ławie (Offtopic) => Wątek zaczęty przez: Gregoriian w Stycznia 06, 2013, 11:18:15
-
Witam! Niektórzy znają ten temat z np. WMASG, a niektórzy nie. Takie dyskusje są świetne, bo można się kilku rzeczy o survivalu dowiedzieć.
Nastała apokalipsa zombie, w waszym mieście/wsi co robicie? Gdzie sie udajecie? Czym się będziecie bronić? (w sensie jakieś domowe samoróbki, ale nie od razu kombajn z minigunem :P) Gdzie się osadzicie?
-
Barykada w domu, wiatrówka w rękę, może coś typu nóż, i bronie się ile tylko da radę.
Uważnie staram się obserwować skąd to coś nadchodzi, wyszukuje może jakiś skupisk ludzi, i próbuję opuścić zagrożone miejsce. Jeśli szanse są zbyt małe, zostaje na miejscu w którym jestem. Ale mimo wszystko szukam jakichkolwiek ocalałych którzy mogliby się przydać. Wiele zależy jednak od pogody.
Jeśli szukać mam jedzenia czy czegoś takiego, to (na szczęście) niedaleko mojego domu jest mały sklep ABC, troszkę dalej jeszcze jeden, a parę-set metrów dalej prawdziwy hipermarket (to się nazywa fart!). W celu dostanie się tam, wiadomo, kogoś muszę mieć do pilnowania "bazy", oraz kogoś ze sobą. Nigdy nie wiadomo co to będzie czekało w sklepie albo wkoło niego.
-
Taaak, a więc...słyszę, że coś się dzieje i od razu lecę do sklepu. W sklepie zabieram wszystkie konserwy, puszki z owocami, świeże owoce, czekolady(długi termin), ryż itp oraz wodę butelkowaną i pakuję to wszystko do plecaka. Biegnę do domu ok 150m, biorę klucze do piwnicy, po drodze trzeba otworzyć trzy kłódki i jedną zasuwę, wchodzę do środka znajduje się tam skrzynka z narzędziami, apteczka samochodowa(pełna), ziemniaki, węgiel, drewno... drzwi są bardzo wytrzymałe i jestem bezpieczny. Panuje tam niska temperatura co sprzyja przechowywaniu pożywienia, jedyne okienko jest małe, ale chronią je grube pręty. Ze względu na mnogość drzwi obszar do życia mogę dowolnie regulować, w sąsiednich piwnicach znajdują się dużo przydatniejsze rzeczy, koce, szafy, alkohol, piec kaflowy, narzędzia, pożywienie.
Jako broń obrałbym mojego wysłużonego bejsbola i składany nóż myśliwski do dobijania. Siekiery i młotki są raczej kiepsko wyważone do walki i nie chciałbym nimi walczyć :D
-
Nic nie robię bo zombie nie istnieją. A nawet jeżeli przyjmiemy że jest to prawdopodobne i wydarzy się taka epidemia to dlaczego wszyscy zakładają że będą jednym z nielicznych, dzielnych bohaterów odpierających bezmózgie hordy zombie a nie jednym z przegniłych trupów?
-
Nikt tak nie mówi. Mówimy o początku inwazji, a czy wyżyjemy do przybycia armii zbawienia (znaczy jakiejś regularnej armii USA czy coś takiego) to nie wiemy.
-
I Mat znowu wpada i naszej fantazji podstawia noge :P
Zakładacie że wpadniecie do hipermarketu, ale wtedy prawo nie istnieje i inni ocalali też mogą łączyć się w gangi, niekoniecznie przyjazne. Hipermarkety będą celem nr 1 wszystkich ocalałych i to w nich będą się barykadować, więc wpad i wypad odpada :(
-
Tylko ja mam np. wiatrówkę, oni nie koniecznie.
No a po za tym, 3 sklepy obok mnie, w tym malutkie, więc z nich da rade coś wydostać (może).
-
Nic nie robię bo zombie nie istnieją. A nawet jeżeli przyjmiemy że jest to prawdopodobne i wydarzy się taka epidemia to dlaczego wszyscy zakładają że będą jednym z nielicznych, dzielnych bohaterów odpierających bezmózgie hordy zombie a nie jednym z przegniłych trupów?
No co ty Mat, Mickiewicza nie czytujesz? Przetrwają tylko Polacy, oprą się atakom zombie a potem zbawią ten świat. Atomówką - najlepiej.
-
Można trochę popuścić wodze fantazji. Szkoda tylko, że to nie America i broń nie jest u nas tak dostępna. Poza tym ważne jest również to, gdzie złapałaby nas takowa apokalipsa. W domu czy kilka kilometrów od niego? A może na przeciwnych krańcach kraju? W każdym bądź razie ja poszukałbym kilku ludzi, stworzylibyśmy grupę, zdobyli pożywienie, narzędzia, apteczki i jakieś improwizowane bronie w niszowych sklepach i składach, unikając od razu supermarketów (masa ludzi). W zależności od odległości spróbowałbym złapać jakiś kontakt z rodziną albo i nie. Oprócz tego trzeba założyć, jaki byłby ten wirus, w jaki sposób się przedostawał i jak zarażał, jak długo trupy mogłyby funkcjonować. Kilka dni czy nieskończoność? Jeśli ta pierwsza opcja, to po prostu skryłbym się gdzieś i przeczekał, aż trupy by zgniły, korzystając z zebranych zapasów. Przy tej drugiej trzeba by było znaleźć odpowiednią kryjówkę, zabezpieczoną i z miejscem na uprawy. Regularne ćwiczenia ze strzelania, dążenie do samowystarczalności, wypady w okolice, tworzenie barykad, warty, zbieranie zapasów i dbanie o zdrowie psychiczne kompanów to byłyby priorytety. Lubię takie tematy, nawet jeśli szansa na wybuch takowej apokalipsy jest mała albo nawet żadna, to i tak jest to interesujące i można nieźle przy tym podyskutować.
-
Po pierwsze- nie zostałabym w domu. Mam duże okno w salonie na parterze. Drzwi do ogrodu są liche i zamykane tylko na zasuwkę. Drzwi wejściowe także nie należą do najmocniejszych. Jednym słowem- mój dom nie nadaje się na twierdzę. Ale w pobliżu jest stara kaplica anglikańska. Porządne dębowe drzwi. Wąskie okna, dodatkowo zakratowane, mur gruby, kamienny. Więc tak: kradnę samochód sąsiadów. Wrzucam do niego to, co mam niebezpiecznego w domu- miecze, szablę, hakownicę z całym oporządzeniem. Dorzucam zapasy z szafki- ryż, makaron, chleb, konserwy, alkohol, woda pitna. I pruję do kapliczki, zabierając po drodze ocalałych sąsiadów. Tam przerabiamy przybytek Boży na twierdzę i trwamy aż do przybycia odsieczy. Wypady po zapasy ograniczamy do minimum, korzystając z kilku okolicznych marketów.
-
No właśnie, zapasy. Jak wiadomo Apokalipsa, więc produkcja staje. Pierwsza faza mimo paniki jest wbrew pozorom najłatwiejszym etapem do przebrnięcia. Po 6-7 latach, wszystkie zapasy ze sklepów zostaną zjedzone/stracą ważność, a wtedy co?
Ja bym uciekł do siebie na działkę na wieś, tam bym wzmocnił ogrodzenie i zaczął sadzić coś aby być samowystarczalny, sprzętu tam na jakieś domowej roboty nadziaki do wbijania w czache nie powinno braknąć, studnia jest. Działka na zadupiu. Żyć nie umierać :)
-
Słuchał komunikatów w radiu i udał się gdzieś gdzie potencjalnie może być bezpiecznie, pewnie na lotnisko wojskowe do Powidza. Zabrałbym ze sobą oczywiście wszystko co może przydać się do obrony, a trochę tego już mam :P W domu bym nie został, to skazanie siebie na śmierć. Trzeba przemieszczać się z dużymi grupami ludzi. Choć wolałbym aby temat brzmiał co byś zrobił gdyby wybuchła wojna, byłoby sensowniej ;)
-
Może być i drugi temat :P
Duże grupy nie są wskazane. Dużo gęb do wyżywienia to raz. Większe prawdopodobieństwo zakażenia dwa. Potrzebny większy teren do życia trzy. Ciężko z początku byłoby to ogarnąć.
A propos zombie, w serialu the walking dead w Atlancie, wojsko przegrało walke z zombie, ale może mi ktoś powiedzieć, jak przegrali czołgiści? Zombie ich ostrzelali z rusznic?
-
Może być i drugi temat :P
Duże grupy nie są wskazane. Dużo gęb do wyżywienia to raz. Większe prawdopodobieństwo zakażenia dwa. Potrzebny większy teren do życia trzy. Ciężko z początku byłoby to ogarnąć.
A propos zombie, w serialu the walking dead w Atlancie, wojsko przegrało walke z zombie, ale może mi ktoś powiedzieć, jak przegrali czołgiści? Zombie ich ostrzelali z rusznic?
Włóż kij w mrowisko, a posypie się cała bardzo dobrze poukładana społeczność, gdzie każdy osobnik zna swoje zadanie.
Ludzie nie są ułożonym społeczeństwem, anarchia... czołgistów zabili by sami ludzie(ugryzieni, w okresie inkubacji), albo przerażeni.
Człowiek ugryziony nie przejmował by się innymi, tylko myślałby że może On jest odporny, może Mu się uda.
Nie ważne są okoliczności, wystarczy upadek 1 banku żeby cały świat klęczał na kolanach, wystarczy epidemia, żeby ludzie nawet Ci zdrowi zaczęli od nowa poznawać swój instynkt, pamiętajmy że człowiek jest drapieżnikiem.
Liczycie na wojsko...W naszych zbrojowniach nie ma tylu kul żeby zabić 40 mln. ludzi, wojskowi zakładali by samozwańcze grupy, ratowali swoich bliskich, niby cywilizowane społeczeństwo rozpadło by się w kilka dni, razem z rozkładającymi się ciałami.
Żyzna gleba? 40 mln. umarlaków zadbało by, aby ziemia była skażona.
Jedyną szansą są wysokie góry, prywatne odludne tereny, albo małe wyspy, statki, jachty itd.
w 10 minut sklepy zamieniły by się w puste chale z pustymi półkami, a większość ludzi jest nieprzygotowana.
Jak to powiedział pewien mądry człowiek:
21 grudnia... Gdyby koniec okazał się prawdą bylibyśmy "najdebilniejszą" rasą wszechświata, żeby wiedzieć o swoim końcu, a śmiać się z tego, i robić sobie durne reklamy elektroniki.
-
Ale jak by ich zabili skoro czołgiści są zamknięci w czołgu jak puszki?
Nie 40 milionów, ale tych okolicznych truposzy zawsze można spalić..
-
Wojsko to jest myśl... 5 mil stąd jest lotnisko RAF, tam pewnie mają sporo broni i magazyny żywności. Ewentualnie tutejsze koszary, ale to już dalej jest.
-
I na pewno Ci pomogą :)
-
Nie lubię zombie ani filmów i gier o nich
A nawet jakby jakieś zombie były to najpierw udałbym się do apteki bo leki których potrzebuję, przeżył rok i zmarł z powodu ich braku. Nie ma to jak przewlekła choroba
-
Od tego chyba jest wojsko. No chyba że dzielni wojacy zamieniliby się z zombie... wtedy trzeba by ich powystrzelać najpierw.
-
Ale jak by ich zabili skoro czołgiści są zamknięci w czołgu jak puszki?
Nie 40 milionów, ale tych okolicznych truposzy zawsze można spalić..
Mogli umrzeć na zawał albo się pozabijać. Zamieniasz się w zombie nie tylko po ugryzieniu, sam fakt że umarłeś zamienia cię w chodzącego trupa.
-
Zamieniasz się w zombie nie tylko po ugryzieniu, sam fakt że umarłeś zamienia cię w chodzącego trupa.
A no właśnie, na początku to warto by ustalić, w jaki sposób dochodzi do "uzombienia", jak długo to trwa i czy kiedyś się kończy (bo jeśli jest to coś w rodzaju np przedśmiertnego obłędu, trwającego kilka dni, to spoko).
No, ale dobra, przyjmijmy, że nagle rano komunikat specjalny o tym, że po serii nagłych zapadnięć w śpiączkę, po których stwierdzono zgon, ci niby umarli wstają i zabierają się za... konsumpcję? Zwykle tak, ale kiedyś czytałem horror o nieśmiertelnych zombi dążących do stworzenia własnej cywilizacji w USA... OK, pierwsze tygodnie dadzą odpowiedź. Wiem, jakie są objawy choroby w początkowym stadium, pierwsze co robię to sprawdzam stan bliskich (skoro też są w śpiączce - a mogą być, w końcu nie wiadomo, jaką droga przebiega zakażenie to pa-pa i chodu), następnie zbieram żywność i zapasy z domu (noże, wiertarka - nawet niepodłączona może być groźna, itp). Zabieram pierwszy samochód, jaki stoi na ulicy (bądź zabieram tatowi z garażu) i objeżdżam okolicę (na osiedlu są trzy spożywczaki, piekarnia i supermarket, w promieniu kilkuset metrów od domu kolejne 3 supermarkety i 2 apteki plus sklep ABC - może jakaś "broń" się znajdzie?). W międzyczasie cały czas wysłuchuję wiadomości, po zebraniu zapasów do domu nie wracam (od ogródka jest liche wejście, niby ogródek ogrodzony i zadrzewiony, ale czort wie co te martwiaki potrafią). Wyjeżdżam poza miasto, np do rodziny na wieś i liczę ,że epidemii tam nie ma.
-
Już lepsze by było "co zrobisz w przypadku wojny" - to może być naprawdę pomocne, a takie zombie-szajs ma 0% szans prawdopodobieństwa a jak sprawdziłem na kilku stronach niektórzy idioci traktują to poważnie
-
OK, to określ warunki początkowe. Wszyscy wiemy, że uchylanie się od poboru to jedno, a życie pod okupacją (i to jaką, to tez ważne) to co innego.
-
Warunki początkowe to po prostu atak na państwo, zakładając że nie mieszkamy przy samej granicy :P Nie atakują talibowie na rowerach a prawdziwa armia. Każdy by mógł wybrać z której strony :P
-
No dobra, dla utrudnienia wróg w ciągu tygodnia wejdzie do rodzinnej miejscowości, powiedzmy, że oszczędzi nadmiernych strat w ludności cywilnej. Tym niemniej, każde większe miasto (wszystkie wojewódzkie plus lokalne centra przemysłowe) zostanie i tak zbombardowane.
Przydałoby się chyba założyć nowy temat w tym celu...
-
Tylko ja mam np. wiatrówkę, oni nie koniecznie.
No a po za tym, 3 sklepy obok mnie, w tym malutkie, więc z nich da rade coś wydostać (może).
Co ci da wiatrówka skoro załóżmy będzie grupa takich ocalałych weteranów wojskowych/wstaw inną organizację, którzy wykorzystując moment zachwiania się zamierzają zabrać wszystko co się da i spieprzyć, dążąc do trupach do celu? Odbierze ci broń jednym chwytem i baju.
Co ja bym zrobił? Starałbym się z rodziną uciec do miejsc ewakuacji, ew. do miejsc zmilitaryzowanych gdzie jest większe prawdopodobieństwo że w pierwszych dniach epidemii będzie spora grupa osób nie zarażonych.
Sam temat nie ma sensu, równie dobrze można zrobić temat "Atak Niemiec na Polskę" i opisać jak można by było heroicznie się zachowywać, huehue. Był podobny temat na innym forum - więc powtarzam, nie ma sensu bo i z tamtego tematu nic pożytecznego nie wyszło.
-
Może dla ułatwienia przyjmijmy zombie takie jak z the walking dead (polecam serial i gre :)).
Wojsko niby jest po to by pomagać, ale z taką epidemią cała cywilizacje i wszystkie kraje szlag trafi.
Nie zapominajcie, że nie będziecie jedyni, pierwsza faza to setki tysięcy ludzi chcący uciec nie wiadomo dokąd, kosmiczne korki, chaos i zamieszki na ulicach. Skoro ludzie potrafią sie o karpia na wigilie pobić w supermarkecie, to pomyślcie co będzie jeśli w grę wejdzie przetrwanie.
-
Gdy tylko wybuchnie epidemia zombiee........... Wejdę na Tawernę i sprawdzę co robić.
-
Gdy tylko wybuchnie epidemia zombiee........... Wejdę na Tawernę i sprawdzę co robić.
(http://pl.memgenerator.pl/mem-image/miod-coraz-drozszy-a-sucharow-przybywa-pl-000000/d)
-
Oczywiście zabrałbym jakieś zapasy z apteki i sklepu, zapakował do jakiegoś wozu i próbowałbym uciec nad morze, tam podwędzić łódkę i do Nowej Zelandii, Islandii czy gdzieś tam, a tak na serio to pewnie zostałbym zombie-_-
-
Na szczęście mój ojciec jest policjantem, a ja jako pasjonat historycznego uzbrojenia mam u siebie trochę złomu. Miecze, wakizashi japońskie, shurikeny itd. :)
Zakładając, że nastałaby takowa apokalipsa, gdybym był w budynku, a nie na zewnątrz:
1) Najpierw biorę broń, potem żywność do jakiejś torby/plecaka. Rozglądam się w poszukiwaniu ocalałych. Wszystkich biorę jak leci. Przede wszystkim szukam swojej rodziny. Mam nadzieję, że nie zostali przemienieni. Bo jeśli zostali... to muszę im zapewnić wieczne odpoczywanie ;(
2) Niedaleko mojego domu jest posterunek policji. A ja hm... znam kody do zamków z bronią i amunicją nie chwaląc się. Bierzemy wszystko. Uzbrajam swoją drużynę.
3) W zależności od tego ilu jest zombiaków i ilu ocalałych: albo się barykadujemy, albo spierdalamy. Najlepiej zwinąć się autem (6 osób się zmieści max), a jeśli drużyna jest większa, to ciężarówkę jakąś buchnąć. Niedaleko mojego bloku prowadzone są akurat roboty drogowe :)
4) no a potem do jakiejś większej miejscowości spierdalać. Np. Żagań (całkiem niedaleko ode mnie, a tam stacjonuje nawet porządny garnizon wojskowy), informować armię i heja. Niech wojskowi posprzątają resztę :)
5)* jeśli po drodze zabiłbym jakiegoś zombiaka i byłaby taka możliwość, dobrze by było wziąć ciało ze sobą i oddać lekarzom do badań ;) a nuż, szczepionkę na zombiactwo znajdą.
-
Na szczęście mój ojciec jest policjantem, a ja jako pasjonat historycznego uzbrojenia mam u siebie trochę złomu. Miecze, wakizashi japońskie, shurikeny itd. :)
Zakładając, że nastałaby takowa apokalipsa, gdybym był w budynku, a nie na zewnątrz:
1) Najpierw biorę broń, potem żywność do jakiejś torby/plecaka. Rozglądam się w poszukiwaniu ocalałych. Wszystkich biorę jak leci. Przede wszystkim szukam swojej rodziny. Mam nadzieję, że nie zostali przemienieni. Bo jeśli zostali... to muszę im zapewnić wieczne odpoczywanie ;( Spokojnie, początek apokalipsy to nie od razu inwazja zombie, przecież one muszą się skądś wziąć nie :P? Pierwsza faza to panika lub znając życie ignorowanie niebezpieczeństwa.
2) Niedaleko mojego domu jest posterunek policji. A ja hm... znam kody do zamków z bronią i amunicją nie chwaląc się. Bierzemy wszystko. Uzbrajam swoją drużynę. I członkowie tej drużyny odpalają Ci w czerep i dają noge. Nie bierze sie każdego jak leci, lepiej szukać znajomych. Podstawa przetrwania.
3) W zależności od tego ilu jest zombiaków i ilu ocalałych: albo się barykadujemy, albo spierdalamy. Najlepiej zwinąć się autem (6 osób się zmieści max), a jeśli drużyna jest większa, to ciężarówkę jakąś buchnąć. Niedaleko mojego bloku prowadzone są akurat roboty drogowe :)Najlepiej zaje8&ć jakiegoś busa
4) no a potem do jakiejś większej miejscowości spierdalać. Np. Żagań (całkiem niedaleko ode mnie, a tam stacjonuje nawet porządny garnizon wojskowy), informować armię i heja. Niech wojskowi posprzątają resztę :)Wojskowi też ludzie, gdy cywilizacja upadnie, będą martwić się sami za siebie. Ale to dopiero w 3 fazie, na początku możesz się tam udać:P
5)* jeśli po drodze zabiłbym jakiegoś zombiaka i byłaby taka możliwość, dobrze by było wziąć ciało ze sobą i oddać lekarzom do badań ;) a nuż, szczepionkę na zombiactwo znajdą. Jeśli lekarze jeszcze będą, i nie będziesz uciekał przy muzyce Benny Hilla przed armią zombie z trupem na plecach:P Do badań sie "żywego" łapie.
-
Adnotacja ,,(3),,. Nie, najlepiej zapieprzyć monster tracka, z taką przybudówką z tyłu na resztę ludzi/sprzętu :D
-
Nie lepiej kombajna, a w kabinie zamontować miniguna?
-
Ohohoho kombajn! O fuck, jaka miellonka, czemu jeszcze tego w filmach nie wykorzystali, to epickie by było.
-
W realu kombajn na taką ilość zombie by po pierwsze nie wyrobił z mieleniem (mniam mniam) a po drugie przewróciłby się :D
-
To czołg z lemieszem! Ale serio, jak czytam Wasze założenia, to większość albo pieprznie na starcie, albo w krótkim czasie :P Polece do sklepu osiedlowego wezme to to tamto, potem do apteki to to i tamto potem dam noge samochodem na wieś. Zbiore byle kogo i dam im broń.
Sklep osiedlowy, zakładając że jest mały, to pół osiedla sie tam zwali i będzie walka o wszystko, apteki to samo. Samochodem uciekanie?? W czasie ewakuacji miast drogi będą zaje****ne samochodami. Byle kogo bierzeta i dajecie im broń? Wiecie to jak być postrzelonym w plecy/ zostawionym w czasie nieudanego wypadu po miche?
-
Ja bym popełnił samobójstwo bo po co żyć w takim przerytym świecie.
-
Ja bym popełnił samobójstwo bo po co żyć w takim przerytym świecie.
Nadzieja że CDC coś wynajdzie trzymała by Mnie przy życiu, na Polskie służby epidemiologiczne nie ma co liczyć.
-
Dobry temat :)
Zawsze uważałem, że dobrym miejscem będzie więzienie. Trochę jak w Walking Dead.
Ogrodzone wysokim murem osiedla też dadzą radę. Wyczyścić z zombiaków i hulaj dusza :)