Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Gadanie przy Ławie (Offtopic) => Wątek zaczęty przez: Tyr w Sierpnia 29, 2013, 21:00:57
-
Zakładam temat, bo szukałem słowa-klucza w szukajce "Syria" i jakoś nic nie mogłem znaleźć na forum.
Oglądam właśnie sobie TV i wiadomości. Wygląda na to, że szykuje sie coś poważnego w związku z Syrią. Amerykanie mają tam jakieś swoje interesy, podobnie jak Rosjanie... Ktoś użył broni chemicznej przeciwko cywilom w Damaszku, co wywołuje zaniepokojenie wśród ważnych graczy politycznych na całym świecie. Amerykanie w związku z tą sytuacją planują wysłać swoje siły do Syrii, co nie podoba się Rosjanom i ONZ. Rząd syryjski natomiast twierdzi, że "będzie bronił kraju za wszelką cenę", że mają "obronę antyrakietową", "broń chemiczną", "pilotów kamikadze" i tym podobne środki.
Czyżbyśmy stali na progu trzeciej wojny światowej?
Zainteresowanych odsyłam do wiadomości:
http://wiadomosci.wp.pl/query,syria,szukaj.html?ticaid=11136c
http://wiadomosci.wp.pl/kat,132882,title,Bezczelnosc-rezimu-czy-prowokacja-rebeliantow-kto-stoi-za-potwornym-atakiem-w-Syrii,wid,15930267,wiadomosc.html
- wszystkie ostatnie media praktycznie trąbią o tym samym i każde z innej perspektywy. Poczytajcie i odpowiedzcie, proszę, co o tym wszystkim myślicie.
-
Bardzo ciekawy temat, takiego właśnie brakowało :)
Osobiście nie wiem, co o tym myśleć. Nie wykluczone, że to właśnie jest ten impuls, który ma rozpocząć trzecią, nuklearną wojnę światową. Syria, USA, Rosja, Iran, Chiny, ONZ... z tego coś naprawdę poważnego może wyniknąć.
Jednak na tą chwilę te alarmy są ( według mnie) trochę wyolbrzymione. Po trochu trwa propaganda medialna, na całym świecie. Ameryka chce po prostu ropy i teraz szuka pretekstu do kolejnej "wojny w imię pokoju".
-
Syria w tym temacie jest najmniej ważna...
Wszystkie 3 strony konfliktu(USA, Rosja/Chiny) mają interesy w Syrii. Interes USA polega na rozpoczęciu kolejnej wojny, bez wojny gospodarka USA podupadnie...
Za to Rosja i Chiny nie pozwolą ustanowić kolejnego marionetkowego rządu podlegającemu USA na "Bliskim Wschodzie".
Według kilku niezależnych mediów, to sami rebelianci z pomocą CIA rozpylili gaz musztardowy, żeby USA miały pretekst do wkroczenia.
Wkroczenie do Syrii może znacząca ochłodzić stosunki na linii Waszyngton-Moskwa/Pekin, ale z pewnością będzie to tylko konflikt lokalny, lecz z zaangażowaniem Mocarstw.
Jednakże wkroczenie do Syrii bez rezolucji ONZ powinno skończyć się bojkotem USA...
-
Tutaj się z panem Dyktatorem zgodzę, nagłaśniają wszystko i tyle, tak naprawdę to co najwyżej dojdzie do kolejnej wojny USA - PaństwoZRopą..
-
Pamiętacie jaki był wrzask, że ,,Wojna w Korei zaraz się zacznie!!! Już już, zaraz moment, za chwilę Kim Dzong wystrzeli rakiety! Jeszcze tylko chwileczka!''...... Trąbili tak w mediach przez bite dwa miesiące, a potem temat momentalnie ucichł. Oczywiście ani Kim, ani USA nie ruszyło nawet paluszkiem w stronę wywołania wojny, po prostu Korea Północna potrzebuje USA żeby straszyć swoich obywateli (terror to podstawowe narzędzie totalitarnych systemów), a USA potrzebuje Korei żeby napędzać swój wojenny biznes i uzasadniać inwestowanie bilionów dolarów w armię. W Syrii NIC się nie stanie. Rosjanie i Amerykanie nie odważą się wzajemnie zaatakować. Bardzo możliwe że państwa ościenne (Turcja, Izrael) dorzucą swoje trzy grosze (Izraelici zbombardowali już kilkakrotnie rządowe obiekty wojskowe), ale mocarstwa raczej nie interweniują. To polityczna gra, która nie zobaczy finiszu na polu bitwy.
-
Oby Ameryka trzymała łapy z daleka od Syrii. Nie wiem jakim prawem jaką atakować suwerenne państwo z legalnym rządem. Nie pokazano do dziś skrawka dowodów że to siły rządowe użyły broni chemicznej. A póki ich nie pokazano to one nie istnieją. Zresztą jaki interes miałaby władza w używaniu gazu, w sytuacji gdy przyjmowali inspektorów z ONZ?
Tylko prezydent Asad jest gwarantem spokoju w tym państwie. Może bajki nie ma, ale nikt Ci rąk ani uszu nie utnie. Ludzie mieli prace, dzieci chodziły do szkoły. Gdy wygrają "rebelianci" to nie będzie pracy, bo wszystko pójdzie z dymem, a w szkołach będą jedynie chłopcy.
Prezydent przez to że jest alawitą, jest gwarantem że tolerowani są zarówno chrześcijanie jak i muzułmanie. Niestety Ci drudzy chcą mieć w kolejnym kraju monopol na robienie chlewu.
-
Znalazłem przed chwilą na fb.
http://narodowcy.net/europa-i-swiat/3143-kto-poprze-atak-na-syrie
-
Użycie broni chemicznej zostało potwierdzone, kwestią pozostaje kto go użył... Dowód przeciwko rebeliantom to rzekomo znalezione w ich bunkrach (parę dni po użyciu) ślady broni chemicznej, które zostały nagrane przez państwową telewizję i jedynie przez nią, wniosek nasuwa się sam - prawdopodobnie zostały podrzucone. Zaś dowody przeciw Al-Asadowi - setki rannych i zabitych oraz nagranie z prawdopodobnego odpalenia jednego z pocisków, po obu stronach jest motywacja, ale dla mnie kto jej użył wydaje się dosyć proste.
W Syrii nie ma ropy, ani bogactw naturalnych... Sam Al-Asad ropę ściąga, aż z przyjaznego mu Iranu z pominięciem irackiego rurociągu. Sprawa Syrii to próba siły na arenie międzynarodowej, bo ważnym będzie czy na Bliskim Wschodzie powstanie kolejny prozachodni rząd, czy pozostanie tam państwo związane z Hezbollahem dokonujące rzezi na ludności cywilnej (nie wszyscy są uzbrojeni i występują przeciw władzom). Stąd oczywiste jest podejście Rosji, Chin, Iranu i malutkiego Libanu, z kolei nie dziwi "zawartość" koalicji państw opowiadających się za interwencją zbrojną przeciw reżimowi. Wszystkie kroki "operacyjne" zostały dokonane czas na odgórne decyzje. Nie wiadomo zaś jak zareaguje syryjska głowa państwa, która wykształcenie zdobywała na Zachodzie (co nie świadczy o jakości, ale o środowisku w jakim żył przez parę lat), która ogranicza się do werbalnych gróźb. Moim zdanie najgorsze do czego może dojść do zintensyfikowanie działań eksterminacyjnych ze strony Al-Asada, co może wpłynąć na pochopną decyzję Zachodu i w efekcie przynieść wiele nieodpowiednich decyzji.
P.S. Skoro USA tak ważna jest wojna, to czemu Barrack Obama właśnie wycofuje wojska z Bliskiego Wschodu i redukuje nakłady na wojsko?
-
Pamiętacie jaki był wrzask, że ,,Wojna w Korei zaraz się zacznie!!! Już już, zaraz moment, za chwilę Kim Dzong wystrzeli rakiety! Jeszcze tylko chwileczka!''...... Trąbili tak w mediach przez bite dwa miesiące, a potem temat momentalnie ucichł. Oczywiście ani Kim, ani USA nie ruszyło nawet paluszkiem w stronę wywołania wojny, po prostu Korea Północna potrzebuje USA żeby straszyć swoich obywateli (terror to podstawowe narzędzie totalitarnych systemów), a USA potrzebuje Korei żeby napędzać swój wojenny biznes i uzasadniać inwestowanie bilionów dolarów w armię. W Syrii NIC się nie stanie. Rosjanie i Amerykanie nie odważą się wzajemnie zaatakować. Bardzo możliwe że państwa ościenne (Turcja, Izrael) dorzucą swoje trzy grosze (Izraelici zbombardowali już kilkakrotnie rządowe obiekty wojskowe), ale mocarstwa raczej nie interweniują. To polityczna gra, która nie zobaczy finiszu na polu bitwy.
W Korei USA nie ma interesów. Na bliskim wschodzie owszem.
-
W całej dyskusji zapomina się o tym, że Rosja stoi twardo przy rządzie Syryjskim bo to ich ostatni bastion na bliskim wschodzie. Państwa które tam popierały ich lata temu, dzisiaj albo są neutralne albo sympatyzują z USA. Nie zgadzam się, że nie powinno się nic robić, dlatego najbardziej chciałbym widzieć tam interwencje Turecką, jako kraju świeckiego ale z podobną religią większości mieszkańców. Widzieliśmy w Iraku jak się kończy gdy państwo zupełnie innego kręgu kulturalnego próbuję narzucić swój wzór demokracji, na obcym gruncie. Turcy zaś mają przede wszystkim powód do wojny, który nie wzburzy całego świata. Nie będzie to interwencja supermocarstwa tylko państwa które obrywa rykoszetem.
Nawet samemu temu krajowi opłacałoby się to, w końcu wspólny wróg, wojna jakoś zawsze potrafiła uciszyć problemy wewnętrzne w kraju.
Zepchnąć je przynajmniej na drugi plan.
-
Aktualny rząd Turcji świecki nie jest i o to było zresztą całe zamieszanie w tym kraju. Ich interwencja będzie tak samo szkodliwa. Tym bardziej że poprą rebeliantów, którzy są zwyczajnymi terrorystami, tyle że walczą tutaj pod innym szyldem. :P
-
W dniu dzisiejszym rząd Zjednoczonego Królestwa odrzucił możliwość interwencji wojsk brytyjskich w Syrii. Co mnie zresztą nie dziwi, wkrótce wybory.
-
To jest całkiem dziwna sytuacja.W Syrii nie ma nic.Kompletnie nic co mogłoby zainteresować Amerykanów.Być może chcą wyzwolić "uciskany lud" Syryjski spod władzy dyktatora ale co to da? Aktualnie w Syrii pod szyldem rebeliantów walczą organizacje które są od siebie mocno oddzielone (a sporo z tych organizacji to Islamscy fundamentaliści którzy chcą prawa Shariiya) i nie wykluczone że po ewentualnym obaleniu Assada rozpocznie się wielka wojna domowa między właśnie tymi organizacjami.Być może zabrzmię kontrowersyjnie ale Al-Asad jest gwarantem spokoju,tolerancji i stabilizacji w Syrii.Przykro mi ale w sytuacji w Syrii rządy demokratyczne po prostu się nie sprawdzą.Kazda interwencja przeciwko Asadowi w Syrii i obalenie go skończy się tylko jeszcze dłuższa wojną domową a potem co najbardziej prawdopodobne powstaniem państwa Islamskiego które i tak będzie przeciwko Amerykanom.Jedynym konfliktem jaki w tej sytuacji między Rosją a Ameryką jest możliwy to obrażone spojrzenia Putina i Obamy.
-
Ameryce może też chodzić jedynie o zbrojenia... może Syria jest tylko pretekstem, by przygotować uderzenie w inne miejsce lub chociaż zastraszyć ;)
-
Amerykanie mają wystarczająco sprzętu aby przygotować atak w inne miejsce bez atakowania Syrii.To już nie te czasy że aby zaatakować kraj dalej od siebie trzeba maszerować przez państwa ościenne.
@EDIT
Zastanawiam się tylko jak po tej całej wojnie wrócić do normalności.Ta wojna trwa już bardzo długo i potrwa jeszcze dłużej bo nie zanosi się na koniec.Jeśli Amerykanie wkroczą i posadzą w rządzie swoje marionetki to trzeba będzie je finansować bo od Iranu ropy już nie dostaną.Amerykanie będą przerzucać pieniądze w torbach podróżnych i plecakach przez agentów CIA tak jak w Afganistanie? :)
-
Wyobrażam sobie zatem jak amerykańscy żołnierze powołani do jakiejś misji w bliżej niezindentyfikowanym państwie wsiadają do helikoptera w USA i lecą na Bliski Wschód... Bo nie wiem co masz na myśli Cherokee. Nie wszystko da się transportować przez ocean lub tysiące kilometrów...
-
Od czego są lotniskowce,transportowce i Izrael? W sumie to dzielni amerykańscy żołdacy stacjonują teraz w tylu miejscach że aż ciężko się połapać w tym wszystkim ale pewne jest to że ich obszar działań obejmuje już prawie całą kulę ziemską i mogą sobie atakować co zechcą bez atakowania mało znaczącej Syrii.
-
Ciekawe jest to, że Francja nie ma oporów, tak jak bombardowała Libię i Mali, tak teraz może Syrię... taka pół-interwencja.
-
Bo mitem jest to, że Francuzi to tchórze. W czasie drugiej wojny światowej walczyli dzielnie, tylko sztab dał się wykiwać. Spodziewali się uderzenia w Belgii, gdzie umieścili swoje lepsze jednostki, spychając Ardeny na dalszy plan. Czemu? Bo to zalesione wzgórza, gdzie czołgi zdawałoby się będą mało użyteczne. Jak się okazało, von Manstein opracował plan wykorzystujący te tereny. Potem we Włoszech poczytajcie o francuskim szturmie na Monte Cassino, także sporo bohaterstwa.
Dalej patrząc na historię Francji, ciągłych podbojów itd. można zauważyć, że to raczej zawsze był kraj w miarę agresywny. Wojnę Prusko-Francuską zapoczątkowała depesza, która nie uraziła do tego stopnia co Francuzów chyba żadnego narodu na świecie.
Teraz też, rząd Francuski, bardzo chętnie ostrzelałby sobie jakieś państwo. Taki pokaz siły, który nic ich nie kosztuje prawie.
-
Teraz też, rząd Francuski, bardzo chętnie ostrzelałby sobie jakieś państwo. Taki pokaz siły, który nic ich nie kosztuje prawie.
Prawie to dobre słowo. Jakby nie patrzeć pozycja Francji może i pozwala im na przechwałki ale to nie zmienia faktu, że ich działania tak czy siak dalej są pod obserwacją NATO / ONZ.
Ciekawe jest to, że Francja nie ma oporów, tak jak bombardowała Libię i Mali, tak teraz może Syrię... taka pół-interwencja.
Właśnie, pół-interwencja. Władze Syryjskie twierdzą, że takie oni też wykonują taką pół-interwencje, i każda próba udzielenia wsparcia rebeliantom zakończy się wojną.
Wczoraj czytałem artykuł gdzieś na Onecie, o tym, że Turcja prowokuje Syrie do działań militarnych. A gdzie ja się pytam, w tym wszystkim Turcja ?
Nie jestem za tym by interweniować w Syrii, to fakt, że to co się tam wyprawia to dla tych ludzi piekło ale coraz częściej się mówi o Paktach Rosyjsko-Syryjskich, które są już realnym zagrożeniem dla Europy jak i świata. To co się dzieje w Syrii zależy od ludzi, i to ludzie stoją za tym co się tam dzieje, więc skoro są to ludzie to bez krwi i przemocy sami mogą dojść do porozumienia.
-
Nachodzi refleksja: 6 tysięcy lat cywilizacji (licząc od Sumerów), a ludzie niczego się nie nauczyli. Dalej toczymy śmieszne wojny, dalej tworzone są "organizacje pokojowe", dyplomacja-sracja i inne takie pierdoły. A prawda jest taka, że każda wojna pochłania kolejne ofiary. Ludzie nie są idealni, wiadomo. Ale gdyby chociaż spróbowali. Gdyby chociaż w końcu przejrzeli na oczy i zrozumieli, że wojna to jest coś poważnego. To nie jest kaprys jakiegoś tam dowódcy, czy atak małej grupki zbrojnej, czy też jakieś inne powody. Wojna to ból, zniszczenie i cierpienie, także ludności cywilnej. Wojna zuboża kraj. Wojna niszczy i rujnuje.
a mimo to wciąż chcemy prowadzić wojny -.- w imię czego, pytam się?
Kiedyś pewnego dnia ludzie sami wyniszczą swoją planetę Matkę Ziemię tymi wojnami i doprowadzą do unicestwienia naszej rasy. Czytując pewnego poetę, którego imię umknęło mi: "To ludzie ludziom zgotowali ten los." oraz "Człowiek człowiekowi wilkiem."
A odnośnie tematu: moim zdaniem od tej władzy co niektórym, nielicznym osobom poprzewracało się w głowach. Prawda jest taka, że każdy tylko patrzy na potknięcie drugiego, zeby sam na tym skorzystać. To wszystko to polityka. Budowanie wpływów, zdobywanie coraz większej władzy, korzyści materialne i surowcowe. Ale nikt jakoś nie pomyśli o tym, że wszystko ma swoją cenę. A wojna zbiera żniwo w postaci setek, czasami tysięcy, a z obecną technologią nawet milionów ofiar. A ONZ wcale nie chce pokoju na swiecie. Bo gdyby pokój na świecie był, to ONZ byłoby niepotrzebne i nie miałoby racji bytu. Oni istnieją dlatego, żeby zapobiegać wojnom. Skończmy z wojnami raz na zawsze, a ONZ zniknie. Nie wiem, jakie rozwiązanie byłoby najlepsze, ale wolałbym, żeby do wojny nie doszło. Nie chcę znowu w wiadomościach czytać o stratach wśród ludności cywilnej.
Takie są moje osobiste poglądy na te tematy, jeśli powiedziałem coś kontrowersyjnego lub nieprzyjemnego, jest mi niezmiernie przykro, nie zamierzałem nikogo urazić itd.
-
ale wolałbym, żeby do wojny nie doszło. Nie chcę znowu w wiadomościach czytać o stratach wśród ludności cywilnej.
Pamiętaj, że w Syrii trwa już wojna, lecz domowa. Jednak tym więcej ludności ginie.
Nachodzi refleksja: 6 tysięcy lat [...]
Mądre słowa, lecz niestety większość ludzi nie stać na takie przemyślenia. Wojny były, są i będą nieodłącznym elementem rozwoju cywilizacji. Niestety, ale nic tego nie zmieni.
Poza tym, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze ;)
-
@ lygrys
Mi nie chodziło w ogóle o ten stereotyp, że Francuzi to tchórze, po prostu ostatnio dużo o militarnych działaniach Francji było słychać, a jeszcze niedawno(Irak, Afganistan) takiej polityki nie było.
W ogóle ta cała sytuacja pokazuje, że UE w ogóle na arenie międzynarodowej nie istnieje, przywódcy poszczególnych państw miedzy sobą dyskutują, a jeśli chodzi o Ashton, to może sobie gadać, więc po co w ogóle ma w swoim tytule coś o "bezpieczeństwie", w ogóle po co taki urząd...
@ Tyr
Jest znacznie(ogromnie) lepiej niż jeszcze niedawno... Konflikty zbrojne i niepokoje wybuchają właściwie tylko w krajach pokolonialnych i ogólnie tych powstałych z terytoriów zamorskich europejskich mocarstw oraz państwach związanych z ZSSR. To są często właściwie nowe państwa(wieloetniczne), o sztucznie ustalonych granicach, od dawna pozbawionych suwerenności(a teraz i tak pod wpływami obcych potęg), więc budowanie stabilizacji proste i szybkie nie jest.
-
Afera jest o to, że bronią chemiczną mogli zabić 200 ludzi. Ale bronią palną mogli zabić nawet kilkaset-tysięcy.
W Syrii aż tyle ropy nie ma, to fakt. Ale jeśli Amerykanie poprą rebeliantów, to będą im przecież sprzedawać broń. Po za tym są jakieś złoża gazu ziemnego i niektórych metali, jak żelazo czy chrom. Jakieś zyski to jednak są.
W rzeczy samej, Amerykanie mogliby obrać jakiś lepszy cel na którym jest więcej takiej ropy, ale zwróćmy uwagę też na to, że tam jest wojna domowa. Wymyślić do tego jakiś atak o broni chemicznej i mają "powód" do wojny. Po za tym, sami walczyć nie będą - przecież Francja z pewnością się przyłączy. Ułatwione zwycięstwo. Chociaż - o ile do takiej wojny dojdzie (a z pewnością nie dojdzie) - to za parę lat może się dowiemy szczegółów.
-
Tu chyba bardziej niż o ropę/złoża/interesy chodzi o strefy wpływów... Reżim jest wspierany przez Rosję, w ogóle to taki "ostatni bastion" na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony, ci którzy walczą o obalenie reżimu, niekoniecznie są Zachodowi przychylni/potrzebni... Szczerze mówiąc może dojdzie do rozpadu(jak Jugosławia) na państwa Kurdów, sunnitów i alawitów, choć to oznacza poważną destabilizację regionu i chyba nie jest to potęgom na rękę.
-
Siemka, mógłby ktoś wyjaśnić kto tak właściwie o co walczy? Przeczytałem cały temat i tylko troszeczkę się połapałem...
I też kto z kim, bo czytając na wikipedii o tym konflikcie, dowiedziałem się, że po jednej stronie walczy Syria, Rosja, Iran itd., a po drugiej między innymi rebelianci, Turcja, Arabia Saudyjska, Al-Kaida i inne. A niemilitarnie wspierają ich Niemcy, USA, Francja, Wielka Brytania. I wychodzi taki absurd, bo USA i trzy państwa europejskie wspierają nie tylko rebeliantów, a także Al-kaidę. A w ogóle USA pomagając rebeliantom, przyczynia się chyba w jakiś sposób do śmierci rosyjskich żołnierzy... Dobrze mówię, czy zupełnie już przekręciłem? :D
-
Al-Kaide to USA tak w ogóle to wyszkoliło. Ale że ją dalej wspiera - pierwsze słyszę, choć też możliwa rzecz.