Ja tam zanim podbiłem Calradię nie zawierałem żadnych sojuszów, bo i po co? Moje królestwo powstało w sercu (dużej, bo ich wspierałem) Swadii i szybko dobiłem to co zostało z Rhodoków, szybko zdmuchnąłem Swadię (mimo, że taka duża była), rozwaliłem Nordów, dobiłem mocno obolały Chanat, Veagirzy poszli leżeć i kwiczeć, Sułtanat bronił, aż z rok (w końcu przeszło do niego większość lordów z podbitych królestw) i był duży (zajmował większość stepów, trochę gór i całą pustynie), i było z nim strasznie ciężko, ale w końcu się udało mi się go podbić. Calradia podbita i zjednoczona, HURRA!!! A morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany - nie opyla się raczej robić sojuszów, chyba, że toczysz więcej niż jedną wojnę, bo sojusznik też się wzmocni, a ty przecież możesz mieć wszystko dla siebie.
Pozdrawiam!