Żaden władza w Polsce nigdy nie potrafiła sobie radzić z klęskami i kataklizmami - więc ja się niczego spektakularnego w sprawie katastrofy nie spodziewałem.
Nikt się nie spodziewał niczego spektakularnego, ani tego, że władza w jakiś magiczny sposób zaradzi powodzi. Spodziewano się natomiast chociażby rzeczy tak oczywistej, jak wprowadzenie stanu wyjątkowego (klęski żywiołowej). Tymczasem Szanowny Pan Komorowski stwierdził, że takiego stanu wprowadzać nie trzeba, bo "woda ma to do siebie, że spływa" (sic!) i "nie słyszałem o zjawiskach powodziowych, które by trwały dłużej niż tydzień, czy dwa,(...) a do wyborów mamy jeszcze miesiąc". Gdybym był w pobliżu, gdy wypowiadał te słowa, to dałbym mu w pysk i poprawił solidnym kopniakiem, a potem napluł w twarz, jakkolwiek drogo przyszłoby mi za takie coś zapłacić. Ludzie ginęli, tracili dorobek życia, a ten złamany k...s martwił się tylko o to, że wprowadzenie stanu wyjątkowego przesunie mu wybory. Szczerze" gratuluję" tym osobom, które mimo wszystko będą na niego głosować.
Jeszcze niecały tydzień temu woda w Wiśle i Sole (mówię tylko o południu kraju, bo tu mieszkam i to widzę na własne oczy) wciąż sięgała szczytów wałów powodziowych i się przez nie przedzierała, zalewając ponownie te tereny, które już były zalane, niszcząc to, czego wcześniej nie zdołała, oraz zalewając tereny całkiem nowe. Ludzie nie zdążyli zacząć liczyć strat po pierwszej fali, a tu powtórka. Wiele rodzin zostało pozbawionych domów i środków do życia, wiele rodzin nie ma do czego wracać, wiele rodzin nie wie jak teraz związać koniec z końcem i jak przetrwać kolejny dzień, a tu każe im się iść na wybory prezydenckie, bo "nie słyszałem o powodzi, która by trwała dłużej niż tydzień, czy dwa" i "bo woda spływa"?!? No żeż k** mać!!!