Jeśli chcemy wnikać w głosowania Parlamentu Europejskiego, to przyznam się że z tej kadencji kojarzę tylko 3 - w każdym z nich Korwin głosował zgodnie z moimi poglądami, czyli przeciw ACTA2, przeciw pakietowi mobilności i za zakazem sprzedaży produktów podwójnej jakości.
I musisz przyznać, że każdy z tych przykładów bez wzgledu na poglądy ma duży wpływ na to co się dzieje. Nie możemy, więc tutaj twierdzić, że PE nic nie może, bo wpływ PE jest większy niż się przeciętnej osobie wydaje.
Jeśli o to chodzi, to jestem zdania że liberalizacja gospodarki i wzrost bogactwa Polaków przyspieszy laicyzację naszego społeczeństwa. Także nawet jeśli doprowadzą do tego 'fundamentaliści religijni' to i tak uważam, że warto do tego dążyć.
Nie zapędzałbym się tak z utożsamianiem liberalizacja gospodarki + wzrost bogactwa Polaków. Ja owszem jestem wolnorynkowcem, więc zasadniczo jestem za większością z tych zmian, ale jednocześnie pamiętam, że tak jak każdy z nas jestem pewnym tworem ukształtowanym przez rodzinę, miejsce w którym się wychowuję i edukację, którą do tej pory odbyłem i odbywam nadal.
Jestem też świadom, że najprawdopodobniej w warunkach bardziej wolnorynkowej gospodarki będę w stanie uzyskać więcej niż w ramach państwa "opiekuńczego". Ale znowu trzeba powrócić do tego, że większość pieniędzy przepływa przez miasta, a najwięcej przez W-wę. Liberalizacja prawa podatkowego równie dobrze może spowodować wzrost inwestycji, ale równie dobrze może też spowodować wzrost wynagrodzeń kadry menadżerskiej czy też ogólnie zdominowanie przez korpo :)
I znowu mi to nie przeszkadza, ale pracując dla BIG4 trudno, żeby mi przeszkadzała potencjalna perspektywa wzrostu znaczenia korporacji. I teraz coś co wszystkim będzie wydawało się jasne obniżenie podatków, powoduje obniżenie wydatków, a co za tym idzie np. zatrzymanie dotacji dla małych miejscowości.
Dajmy przykład janosikowego:
Dane stare, bo z 2013, ale chodzi tu o przykład:
Oczywiście liberalizacja janosikowego jest mi bardzo na rękę, bo mieszkam w Warszawie, ale przeciętny polak mieszkający na ścianie wschodniej odczuje to w ten sposób, że wójt nie będzie miał kasy na drogę i jasne mi to odpowiada, bo do pewnego stopnia jestem egoistycznym d*pkiem, ale dzięki temu może Trzaskowski miałby kasę na 3 linię metra (zwłaszcza, że chyba są jakieś plany pociągnięcia metra przez zarówno Mordor jak i Daszyńskiego).
Owszem najprawdopodobniej wzrost gospodarczy byłby wyższy, bo rozsądne niskie podatki zachęciłyby kapitał z zewnątrz, ale wydaje mi się, że ten efekt nie miałby takiego wielkiego wpływu na tego mitycznego Polaka (o ile nie mieszka w większym mieście wojewódzkim - Kraków, Wrocław, W-wa, Gdańsk czy Poznań) no i o ile nie wykonuje zawodu "prostego".
Ale z drugiej strony zgadzam się z tym, że być może istnieje korelacja między zarobkami a religijnością.