Uśmiechnięty mężczyzna zajął miejsce i rozłożył zawartość swojej teczki. Następnie poprawił fryzurę i spojrzał prosto w oczy.
- Tak, to prawda. I już spieszę z wytłumaczeniem. Jak zapewne Pan zdążył zauważyć, poszerzyliśmy nasze plany. Budowa osiedli, centr handlowych i infrastruktury, dosłownie zasadzenie miasta Vinteria okazało się być niebywałym sukcesem - w każdym kolejnym miesiącu osiedla się w mieście dwieście kolejnych rodzin. Popyt jest tak wielki, że nie jesteśmy w stanie nadążyć z budową nowych osiedli. Większość przybyłych to... cóż, emigranci z dwóch sąsiadujących państw. Uskarżają się na biedę, ubóstwo, brak pracy, słabe warunki sanitarne i socjalne, brak perspektyw. Vinteria to dla nich okno na świat. Vinteria jednak, administracyjnie, znajduje się de facto w obu tych państwach. Zarząd korporacji postanowił, że nie godzi się tak potężnemu miastu być jakimś bezpłciowym kondominium dwóch biednych państewek, które wycisnął z Vinterii ile się da. Dlatego też pracujemy nad projektem ustawy, która ustanowi Vinterię i okoliczne jej ziemie (zostanie to sprecyzowane w dalszej perspektywie) nowym, niezależnym państwem o nazwie Vinteria, nad którym władztwo posiadać będzie korporacja VinterO. Mam nadzieję, że wyczerpałem temat.