Sory, ale ode mnie to by było na tyle. Od jakiegoś czasu wgl nie czuję tej sesji. Bez jasnych zasad, celu. Rozumiem, gdyby ciągnęła się tutaj jakaś fabuła, spiski, cokolwiek. Ale tu jest po prostu wielka swoboda i totalny spontan. MG wchodzi i pisze, co mu przyjdzie na myśl.
Z początku nawet mi się podobało, czekałem na to, aż akcja się rozwinie (a reczej w końcu się zacznie). Czekałem, czekałem, czekałem... i tak przeczekałem 13 stron. W tym miejscu przestaję czekać. Ciagle łazimy bez celu, gdzie poza obrażaniem Lefcia nie mam nic ciekawego do roboty.
Magicy mają ułatwioną rozgrywkę. Telepatia, teleportacja, telekineza, telecojeszczebedzie. Co przeciwko temu może poradzić rycerz z rozdartymi gaciami? Bard z bębenkiem?
To miała być kompania nieudaczników, cieszących się z każdego sukcesu. Tymczasem taki mag gaszący światła i podnoszący miecze mocą umysłu, może zrobić cokolwiek chce.
Niech odejdę, zaginę, zgubię się, niech mnie zabiją, cokolwiek. Życzę powodzenia w dalszej części sesji :D