W WMT to ja wygrałem mecz pomimo usilnych starań Kokosza żeby go przegrać, z pójściem przez niego po kanapkę na początku ostatniego spawna (kiedy trwała już gra) oraz świetnej koordynacji równieź przez niego oddziałów, przez którą gdy jeden doszedł na miejsce walki, większość ludzi była już wyrżnięta, włącznie.