//Tym razem byłem święcie przekonany, że zrobiłem odpis - pardon.
Arvaan
***
Gdy cały bitewny kurz opadł, niespodziewanie dołączyła do nich charyzmatyczna i nieprzebierająca w środkach kobieta, to jeszcze bardziej zastanowiło Arvaan'a. Jak "nasz ojciec" wybrał strażników jego tajemnic, czy to oznacza że będzie tu ściągać więcej poszukiwaczy, którzy mieli sen o Północy?
Nie poszedł pomóc w obchodzie wioski, a mógł się przydać, ponieważ czuł moralny obowiązek aby pomóc Kirze, która znów okazała się być tak oddana jak... nikt przedtem. Czego Arvaan bardziej bał się przyznać, to fakt iż znów zaczęło mu zależeć, chciał jej pomóc. Wspominając wydarzenia w traktu, czuł niedosyt, cała ta sytuacja z klarownej obróciła się w zamgloną... Jego zryw okazał się zbędny, co gorsza kosztował paru towarzyszy trochę krwi i bólu... Jedne co mógł - to starać się nie wychylać... Zaczął zbierać zioła na balsam dla Kiry. Gdy zebrał składniki przysiadł koło niej i rzekł:
- Czymże, Kiro, zasłużyłem sobie na Twoją pomoc? - spojrzał jej w oczy, a potem opuścił wzrok by dodać. - Czemu los pchnął Cię w życie awanturników, kim byłaś, zanim zaczęła się nasza szalona wypraw, domyślam się że nie miałaś przeciętnego zawodu?
Nim usłyszał odpowiedź, usłyszał dźwięk. Rogu wojennego. Spokój który tak cenił, znów musiał go zostawić...