Czyżby ktoś tu się bał, że się na trzeci próg załapie? :D
Jeśli już to pod drugi i to tylko wtedy jeśli dostanę sporą premię świąteczną, a na to się raczej nie zanosi.
Trochę do tego tematu zainspirowała mnie książka Thomasa Pikettiego "Le Capital au xxi siècle" w której omawiana jest kwestia nierówności społecznych. Dla mnie jako neoliberała wyznającego szkołę chicagowską te teorie są dość hmmm... zbyt lewicowe, aczkolwiek faceta trudno zagiąć, gdyż nie popełnia błędów merytorycznych. Ostatnio skrytykował Macrona, który zajął się likwidowaniem podatku dla najbogatszych (dla zarabiających powyżej 1,3mln euro rocznie).
Głównie chodzi o zarzut, że w ciągu 25 lat dochody Francuzów wzrosły o 30%, ale dochody najbogatszych 1% zwiększyły się o 300%. W Polsce natomiast najbogatsze 5% kontroluje około 30-40% PKB, a 1% kontroluje około 15%. Z zasady progi podatkowe mają tą różnicę zmniejszać. Oczywiście tutaj się trochę bawię w adwokata diabła, ponieważ się absolutnie z tą ideą nie zgadzam, ale nie sposób odmówić pewnych argumentów osobom je głoszącym. Polecam książkę, trochę "lewacka" pod względem ekonomicznym, ale parę lat temu była bestsellerem.
Zwłaszcza, że nawet czołowi ekonomiści z Chicago powoli zgadzają się z tym, że największym problemem współczesnego świata są nierówności. Oczywiście można zachować status quo, ale to może skutkować czymś w rodzaju sytuacji z roku 1789 lub 1917.
Dokladnie, karanie ludzi bardziej zaradnych i bardziej przedsiebiorczych za to, ze wiecej zarabiaja, nie ma nic wspolnego ze sprawiedliwoscia - ot kolejny skok na kase. Tylko czekac, az kolejni Polacy zaczna sie rejestrowac w innych krajach, gdzie podatki sa nizsze...
(Adwokat diabła) - Większość miliarderów w USA dziedziczy swoje fortuny. Jedynie mniej więcej 1/3 dochodzi do swoich majątków od podstaw, ale nie oznacza to poziomu 0. Bardzo często są to osoby, których rodzice mieli środki na posłanie dzieci na MIT czy Harvard. Tak samo działa to w drugą stronę... "Bieda jest dziedziczna" - osoby urodzone w biedniejszych rodzinach, częściej otrzymują gorsze wykształcenie oraz gorzej zarabiają w przyszłości niż rówieśnicy z rodzin bogatszych. Czy więc mówimy o osobach bardziej pracowitych czy mających więcej szczęścia? Może progi podatkowe są opcją na zmniejszenie tej różnicy? U nas większość wielkich biznesów powstała w ciągu 25 lat od przemiany gospodarczej, więc nie ma takich badan jak w usa, ale nawet u nas mozna zaobserwować przekazywanie majątku (rodzeństwo Kulczyków, czy teraz Comarch).
A tak z innej strony to dziwię się, że dodatkowo nie odniosłeś się do uchwalonej przez sejm ustawy odnośnie składek emerytalnych dla najbogatszych, a mianowicie zniesienia bariery co do wysokości składek ZUS.
To o to chodzi, a ja trochę nie zauważyłem jak to przeszło :( Ta 30 krotność miała zabezpieczyć ZUS przed wypłącaniem zbyt wysokich emerytur. Teraz będzie to wyglądało tak, że bogaci będą płacić de facto znacznie wyższy podatek i to da budżetowi około 5 mld, ale może się okazać, że ZUS za parę lat bedzie wypłacał emerytury po 50k na miesiąc.
Takie działanie jedynie zachęci ludzi to tworzenia własnych firm, a następnie zatrudniania się w korporacjahc/dużych firmach, w których pracowali w ramach "outsourcing-u".
Ale to już tak działa. Np. większość specjalistów IT, którzy nie pracują w branży IT, a pracują w korporacjach np. bankach czy ubezpieczeniach mają swoje firmy i tylko sprzedają usługi. Można sporo rzeczy wliczyć w koszty otrzymania przychodu i overall można sobie podatki obniżyć do minimum. Oczywiście jak się jest bystrym.
Jak na mój tzw. chłopski rozum to jest to po prostu niepotrzebne komplikowanie rzeczy prostych. I przy okazji dowalanie bogatszym za to że mają czelność zarabiać więcej.
Ekonomia z zasady nie jest prosta. Nie ma jednej słusznej odpowiedzi, bo jest to nauka o społeczeństwie. Dlatego tak dużo można spekulować (z odpowiednią dozą prawdopodobieństwa) i na tym zarabiać. Banki de facto handlują ryzykiem, ubezpieczyciele też de facto handlują ryzykiem kalkulując jaka część z swojego portfela odesłać do kolejnego ubezpieczyciela, tak samo różnego rodzaju instytucje finansowe na giełdzie czy rynkach walutowych. Bank dając kredyt ryzykuje, że staniesz się niewypłacalny, ale własnie to ryzyko jest źródłem jego zarobku. A żadna z tych rzeczy nie jest możliwa do usystematyzowania. Ubezpieczyciela może pogrążyć pożar w fabryce fajerwerków, bank - kryzys finansowy...
Tak samo jest tutaj, ponieważ punkt widzenia może zależeć od punktu siedzenia. Osoba wykształcona zarabiająca 30k miesięcznie będzie niezadowolona, ale osoba na śmieciówce z 1,5 k. na rękę będzie jak najbardziej zadowolona, bo najczęściej istnieje poczucie niesprawiedliwości. "Oboje pracujemy a on zarabia 30x więcej, jakim prawem". Oczywiście wiadomo czemu zarabia więcej... Wynika to zazwyczaj z oceny wartości pracy człowieka na rynku pracy. Jak praca jest mało wartościowa, nie wymagająca wysokich kwalifikacji to jest słabiej opłacana. Ale prawda jest taka, że większość osób wykonuje taką pracę, więc większość osób czuje się pokrzywdzona wysokimi zarobkami innych.
Swoja drogą to i tak ostatnio spadliśmy w rankingu "wolności gospodarczej", także wiwat rząd...
Rząd wspiera centralne sterowanie gospodarki, nacjonalizacje itd. Trudno się dziwić... Swoją drogą uważam Morawieckiego za największego szkodnika w tym Rządzie... Nie wiem jak ktokolwiek może uwierzyć w to co on gada. Wzrost z wpływów z VAT jest niemalże równy wzrostowi PKB, sam wzrost PKB jest oparty na konsumpcji, a inwestycje od dawna nie były na tak niskim poziomie. Jedyne co robi to bierze na kredyt 500+ co jest kolejnym idiotycznym zabiegiem, bo kto normalny zadłuża gospodarkę w sytuacji dobrej koniunktury.