Udałeś się na rynek i dostrzegłeś, że jest tam naprawdę niewielu ludzi. Straganiarzy i kramarzy było zaledwie kilku, a i samych nabywców było mało. Wszędzie dookoła krążyły patrole najeźdźców...
W moment dosłownie rozpętały się nad Nowym Vordon mroczne chmury, przysłaniając słońce i wszelkie światło. Alarm brzmiał, sygnalizując, że coś się dzieje i dostrzegłeś gdzieś jakby z koszar unoszący się dym. Po chwili zaczął padać ulewny deszcz, i dostrzegłeś, że maszeruje jakaś rozwścieczona grupa mieszkańców.
- Precz z kitajcami! Ludzie, do broni, powstajemy! - krzyczeli.