Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Moja mała Calradia.  (Przeczytany 2159 razy)

    Opis tematu: Trochę moich wspomnień.

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Elraen

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 13
    • Piwa: 3
    Moja mała Calradia.
    « dnia: Marca 09, 2016, 03:27:14 »
    Byłem synem wojownika, porzuconym przez rodziców. Wylądowałem na ulicy, ale ojciec miał dosyć twardą rękę i wiedziałem, czym jest prawo silniejszego. Szybko wyrosłem, mając jedenaście lat byłem wyższy i tęższy niż nie jeden siedemnastolatek. Dorosłem, z moją inteligencją i dużą dozą szczęścia stałem się pierw przybranym synem szlachcica, a potem - poprzez intrygi - stałem się szlachcicem. Pamiętam ten dzień do dziś.
    Żyłem sobie tak, spokojnie, mając władzę nad wszystkim, do czasu.
    Jestem dosyć specyficzny - nie lubię poznawać ludzi, bo większość na wstepie jest przeze mnie skreślona. Ale tych których poznam i zaakceptuję - darzę szacunkiem. Wielu lordów wzięło mnie podstępem, i to przekreśliło mnie w mym państwie. Wielka intryga... Za dobry byłem dla poddanych. Wypędzono mnie z mego zamku. Miałem odkopane oszczędności, i tak - ruszyłem do Calradii.
    W mym państwie niewiele mówiło się o tej krainie - Calradia bowiem, jako państwo cały czas było w sporze. Dawien dawno temu na te ziemie wkroczyło kilka ludów - Swadianie, Sarranidzi, Vaegirowie i Khergici. Potem doszło do rozpadu państwa Swadiańskiego i teren górskie zaczęli zamieszkiwać Rhodokowie, bo tak się nazwali ci, którzy wyłamali się spod rdzawego sztandaru. Potem, dopłynęli jeszcze Nordowie. Cała kraina była w stanie ciągłej wojny - nie było tu podobno dnia bez pokoju.
    Znalazłem tam i okazję dla siebie... Na własnej skórze przekonałem się, czym są intrygi, i jak wielu ludzi może się na nich dorobić.
    Przypłynąłem więc do Calradii. Tak rozpoczęła się ma przygoda.
    « Ostatnia zmiana: Marca 14, 2016, 22:52:05 wysłana przez Elraen »

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Moja mała Calradia.
    « Odpowiedź #1 dnia: Marca 09, 2016, 10:03:57 »
    Ciekawie ubrany w słowa wstęp. Mam natomiast parę zastrzeżeń - o ile Nordowie przybyli statkami, o tyle nie sądzę, żeby w podobny sposób podróżowali Rhodocy i Sarranidzi. Pierwsi, jak myślę, to albo autochtoni zamieszkujący Calradii jeszcze przed powstaniem Cesarstwa, albo lud dawniej będący jednością ze Swadianami, którzy na skutek naturalnych barier terenowych - gór - wytworzył kulturę odmienną od sąsiada. Pytanie, czy miało to miejsce przed powstaniem państwa Rhodocko-Swadiańskiego, czy już po.
    Natomiast Sarranidzi nie kojarzą mi się w ogóle z morzem. Jeśli dodamy do tego fakt, że na południowy - wschód i południe od terenów grywalnych jest ląd, mający z Calradią normalne połączenie, myślę że można postawić tezę o przybyciu Sarranidów z południa do Calradii.

    Offline Elraen

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 13
    • Piwa: 3
    Odp: Moja mała Calradia.
    « Odpowiedź #2 dnia: Marca 13, 2016, 06:17:42 »
    Z mego kraju nieprędko mogłem dostać się do Calradii - jedynym wyjściem była emigracja (co sprzyjało mym planom, w końcu byłem wygnańcem) i tak postąpiłem. W łodziach Nordów dopłynąłem do portu.
    Kultura Calradii była zupełnie inna niż moja. Ale, za to - jakże wspaniała! Mój wynajęty przewodnik odprowadził mnie do wynajętego pokoju w karczmie i zmęczon - szybko usnałęm. Prędko się obudziłem - zapewne chęć poznawania przywróciła mi siły. Wyszedłem przed karczmę poobserwować, przezornie biorąc ze sobą cały mój skromny dobytek. Jakże piękna kultura! Wszystkie śmiałe marzenia były tutaj normą. Zahipnotyzowany szedłem ulicami, obserwując coraz to piękniejsze budynki i zdobienia.
    Nie pamiętam ile przecnic przeszedłem, gdy usłyszałem syk miecza wydobywającego się z pochwy... Aż przeszły mnie ciarki. Z uliczki, jakieś dwadzieścia kroków ode mnie wyszedł bandyta.
    - Skończyło się podziwianie, dawaj złoto!
    Serce podskoczyło mi do gardła. Nie byłem na to przygotowany, nie w tym momencie.
    Wiedziałem, że rozmowa na zasadzie "nie mam złota" nie przeszłaby. Sięgnąłem więc prawą ręką za plecy i szybko ściągnąłem kuszę. Bełt trafił zbója idealnie w mostek.
    To nie był jednak koniec moich zmartwień. Zza przecnicy wypadło kolejnych kilku zbójów. Szacując odległość wiedziałem, że nie zdążę znów napiąć kuszy, dobyłem więc miecza.
    Jakże chwalę teraz mego ojca i jego twardą rękę. Mimo swej surowości wiele mnie nauczył. Bandyci padali pod mym mieczem jak zboże pod kosą. Siekąc ich zastanawiałem się, jak wytłumacze się z tego strażnikom.
    Z drugiej strony - miasto było prawie puste, minąłem może trzy kałuże, z pięć kamieni i dwa śmietniki. Ani strażników ani ludzi nie było widać.
    Cios ostatniego bandziora podręcznikowo wręcz odbiłem, wyprowadzajęc kontrę prosto w szyje. Miecz może i był tępy, ale dalej potrafił ciąć.
    Już miałem zacząć przeszukiwać zwłoki, gdy usłyszałem kroki jeszcze jednej osoby. Zwróciłem się szybko w stronę tych odgłosów, lecz zza rogu wybiegł... Kupiec? Kramarz? Nie, prędzej jeden z uboższych kupców jednak.
    - Chodź, nie ma czasu do stracenia - powiedział, szybko łapiąc mnie za bark i ciągnąc mnie w jemu tylko znaną stronę. Przeszliśmy jedną precznicę i nieznajomy wciągnął mnie przez drzwi do środka izby. Szybko zamknął drzwi, poczym podszedł do okna i ostrożnie wyjrzał przez zakurzone szybki. Dopiero teraz zaczął mi ciążyć dzierżony dalej miecz - na szczęście, krew na nim już zakrzepła, więc nie miałem jak usyfić podłogi gospodarza.
    Powoli do mnie docierało całe zajście.
    Calradia... Cóż, ciepło mnie powitałaś, kraino. Cóż jeszcze mi zgotujesz?


    @Lew - No wychodzi na to, że wstęp będę musiał pozmieniać całkowicie, cóż... Ale już nie dziś. : D

    Offline Bruce Campbell

    • Lew
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 8470
    • Piwa: 937
    • Płeć: Mężczyzna
    • PodPułkownik 1ppS, Cesarz THD, Giermek 21pp
      • datadream2004 コギ花
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Moja mała Calradia.
    « Odpowiedź #3 dnia: Marca 13, 2016, 10:14:40 »
    Parę powtórzeń i literówek, ale nadal pisane w sposób interesujący. Co do samych zmian - i dobrze, czymś nowym nas zaskoczysz :)

    Offline Elraen

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 13
    • Piwa: 3
    Odp: Moja mała Calradia.
    « Odpowiedź #4 dnia: Marca 14, 2016, 22:51:34 »
    Rozdział trzeci.
    Jegomość zwrócił się w końcu do mnie. Zauważyłem stosunkowo młodą, pociągłą twarz o rysach podobnych, co moi nordyccy towarzysze na statku.
    - Hmm... Zanim się przedstawimy... W rogu jest wiadro z wodą i czysta ścierka. Jeżeli chcesz odświeżyć swą skórę i stal - nie krępuj się. Widzę, że nie pochodzisz stąd... A z resztą, doprowadź się do porządku, ja pogonię służacych za strawą.
    Nieznajomy miał również dosyć twardy, acz miły głos z kilkoma dziwnymi akcentami. Nic dziwnego, skoro był kupcem. Odprowadziłem go wzrokiem i usiadłem na stołku nieopodal kąta wskazanego przez gospodarza. Wysłużony miecz położyłem delikatnie na podłodze, szmatę zamoczyłem w wiadrze i przetarłem sobie twarz. Po kilku ruchach, gdy syf w jakimś stopniu opuścił mą facjatę rozejrzałem się po sali. Ściany z obrobionego drewna podpierały także drewniany sufit. Na podłodze z pięknie wygładzonego kamienia leżały wyprawione skóry. Po środku izby - stół, w kącie naprzeciwko mnie - kapusta, a na kapuście kot. Gdzieś na prawo od stołu znalazło się jeszcze palenisko z kotłem. Sama izba była porównywalna do niektórych mieszkań w moim byłym mieście, a tutaj jeszcze był pokój dla służby i zapewne jakaś sypialnia.
    Po westchnięciu zawinąłem mokrą szmatę na miecz, klingę wsadziłem do wiadra i oparłem się na rękojeści. Nie miałem siły by szorować skrzepów, więc wolałem je odmoczyć i na chwilkę zamknąć oczy.
    Obudziło mnie klepnięcie w ramie.
    - Wstawaj rycerzu. Jedzenie przyszło.
    Podniosłem się z rekojeści, miecz oparłem o ścianę. Powoli zrobiłem kilka kroków i klapnąłem na ławę.
    - Dziękuję. Za możliwość odpoczynku i za strawę.
    - Nie przejmuj się, nie będę żądał od ciebie niczego w zamian.
    - Czemu więc przygarnąłeś mnie pod dach? - Sięgnąłem po łyżkę i zacząłem wsuwać zupę.
    - Nie będę żądał, aczkolwiek - będę prosił. Widzisz, mówiąc prosto z mostu - porwano mi brata. Racja, nic nowego - porywania dla okupu to tutaj codzienność. Jednakże... Nie mam jak zapłacić za okup. Chcą astronomiczną cene za tego gnoja, a ja nie mam zamiaru dać nawet złamanego dinara. Potrzebuję kogoś obeznanego z mieczem, by wziął kilku chłopa i pokazał bandytom gdzie ich miejsce. Kazałem im pojawić się w tym mieście, w pewnej uliczce jutro rano. Miałbyś dzień i noc na zwerbowanie z wiosek kilku typa i odbicie mego brata, oby mu szczury na kapcie nalały.
    Uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie bandę szczurów lejącą gościowi na buty. Nie używało się u mnie takich zwrotów.
    - Tak w ogóle... Widzę, że bywałeś często na dworach.
    Zakrztusiłem się, a kawałek kartofla który miałem w buzi wyleciał z prędkością bełta. Zapewne trafiłby szczura, którego dalej miałem przed oczami, ale poszybował w kierunku drzwi i zaklinował się w szczelinie między deskami.
    - Przepraszam, ale nie... Jak... Po czym poznałeś?
    - Trzymasz łyżkę trzema palcami opierając ją pomiędzy kciukiem i wskazującym, a nie całą ręką. Poza tym - nie siorbiesz. A plucie ziemniakami i królowi się zdarzało, nie przejmuj się.
    Szczur w mojej głowie zaśmiał się i uciekł. Odłożyłem łyżkę.
    - Cóż... Nadano mi w mym kraju prawa szlacheckie, mimo, że wywodziłem się z biedoty. Byłem synem doświadczonego wojownika, ale wyrzucono mnie z domu, za dużo kręciłem. Wylądowałem na ulicy, troche się nakradłem, trochę za groszę nalatałem, ale gdy zobaczyłem jak chcą pobić kobiecinę to wparowałem z drągiem i wszystkich porozkładałem. Okazało się, że ta kobiecina zgubiła się w mieście gdy wyszła z zamku, nikt jej nie dopilnował. Ot, chciała pozwiedzać, kupić sukienki i tak dalej. Zaprowadziłem ją do zamku, nawrzeszczałem na strażników, przybiegł herald, dowiedział się, co się stało i zawołał lorda. Okazało się, że była to jego córka. Jej ręki mi nie dał, ale nakarmił mi, dał dach nad głową i wziął mnie za przybranego syna. No a potem... Intrygi, chcieli tego ojca zabić, wciągnęli mnie do spisku i w ostatnim wręcz momencie ich zdemaskowałem. Król uznał to za niezbyt czystą, ale bohaterską postawę i mianował mnie szlachcicem. Dostałem lenno, prawo do noszenia sztandaru... Rosłem w siłe, ale zgubiło mnie zaufanie. Odkopałem oszczędności i ruszyłem tutaj. Przespałem się, wyszedłem na ulice, zaatakowali mnie zbójcy... No a reszte już wiesz.
    - No... Ciekawie, ciekawie. Ja jestem kupcem. Wędruję, to tu, to tam. Tu taniej kupię, tam drożej sprzedam... Wiesz jak jest. Teraz zatrzymałem się na dłużej, bo spotkałem brata, ale wyszedł spity na ulice, i podskakiwał, więc zbili go i ukradli. Tak tu jest. Czekałem na kogoś, kto by podjął się tego zadania... No ale cóż, spotkałem ciebie i mam nadzieję, że nie odmówisz. Nie zmuszam Cię do niczego, pamiętaj.
    Co mam do stracenia? - pomyślałem.
    - Zgadzam się.
    Gospodarz wstał i wyciągnął rękę. Podniosłem się, i uścisnąłem.
    - Dziękuję. Słuchaj... Konia zapewnie nie masz? Bo i jak byś go przewiózł łodzią. Zbyszku!
    Przybiegł jakiś mały chłopak.
    - Zaprowadź proszę gościa do stajni. Niech wybierze sobie konia, którego będzie chciał.
    - Oczywiście proszę pana. Proszę za mną.
    - Ja idę po mapy, gdy przyjdziesz pokażę ci co i jak.
    Poszedłem za chłopakiem - wszedłem do drugiej izby, urządzonej podobnie co pierwsza. Chłopak poprowadził mnie przez drzwi i wyszedłem na podwórzę. W "Stajni" były ledwo trzy konie, ale wszystkie dobrze zbudowane i zadbane. Pachołek przyniósł trzy marchewki.
    Pierwszy, siwy ogier - upie**olił mnie w palce(inaczej tego nie można nazwać), więc skreśliłem go z góry.
    Dwie kolejne klacze były bardziej łagodne, aczkolwiek na nodze jednej z nich zauważyłem zgrubienie. Wybrałem czarnulę o bystrym wzroku. Poklepałem ją po szyi i chyba nawet się uśmiechnęła.
    - Wybiera pan ją? - spytał się chłopiec nieśmiale.
    - Tak.
    - Dobry wybór - rozpromienił się chłopak, zaraz jednak spochmurniał - dobrze o nią dbałem, proszę pana. Niech pan jej nie zajedzie.
    - Spokojnie, chłopaku - uśmiechnąłem się - potrafię dbać o konie.
    Wróciliśmy tą samą drogą. Miski zostały posprzątane, a na stole została rozłożona mapa Calradii.
    - Jesteśmy tutaj, w Sargoth - kupiec wskazał palcem - w tych wioskach zapewne zrekrutujesz kilku ludzi. W mieście nie próbuj, nikt nie zechce, tylko strażnicy złoją ci skórę. W wioskach znajdź starszego, spytaj się go czy ktoś nie zechciałby dołączyć. Chłopi często miewają pożary i nie mają co z sobą zrobić gdy biedakom spalą się chaty, albo biedota w wiosce jest tak wielka, że sami uciekają. Chętnie do ciebie dołączą, ale - nie dawaj im więcej niż dziesięć denarów na początek. Dla nich to i tak wiele. Nie zapominaj płacić im potem co tydzień żołdu i zapewnij im jedzenie. Trenuj ich i nie uciekaj od walki - załapią doświadczenia, za żołd kupią sobie lepszą broń, nauczą się poruszać w pancerzach i walczyć w szyku... Cała armia Calradii to chłopi.
    - Rozumiem. Gdy zbiorę kilku ludzi zgłosić się do ciebie, tak?
    - Tak. Wieczorem pójdę do karczmy, tam mnie spotkasz. Mapę zatrzymaj, żebyś się nie zgubił.
    - Dobra... W takim razie, wyruszam.
    - Czekaj! Masz tu sto denarów. Tyle powinno wystarczyć. Kup trochę jedzenia, nowi na pewno będą głodni.
    - Oczywiście - uśmiechnąłem się - do zobaczenia!
    - Do zobaczenia!

    Offline Bloomy

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1196
    • Piwa: 8
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Moja mała Calradia.
    « Odpowiedź #5 dnia: Marca 30, 2016, 23:28:13 »
    Nie lubię gdy ktoś pisze w pierwszej osobie ale tak ogółem to ujdzie.

    Offline RAFICK

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 53
    • Piwa: 1
    • Płeć: Mężczyzna
    • Steam ID: Mój status Steam
    Odp: Moja mała Calradia.
    « Odpowiedź #6 dnia: Kwietnia 11, 2016, 19:16:04 »
    Super opowiesć