Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Powieść Rozdroże  (Przeczytany 3298 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Skarbnik

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 596
    • Piwa: 29
    • Płeć: Mężczyzna
    • Kończ waść, wstydu oszczędź.
    Powieść Rozdroże
    « dnia: Lipca 23, 2013, 17:15:47 »
    Przygotowałem pewne opowiadanie o Calradii. Przygotowałem na razie prolog. Mam nadzieję, że czytelnikom spodoba się moja powieść.

    Link do pdf - https://docs.google.com/file/d/0B0CAR8riAQBgalhsSUU0WncyN28/edit?usp=sharing

    Prolog - Wyrok
    Loch, brudne, zaszczane sitowie i dziewięciu osadzonych w skąpej celi.
    - Źle.
    Mężczyzna, który to powiedział miał nietypową fizjonomię – krótka brązowa broda, przycięte włosy o tymże kolorze. Rysy – rzekłbyś nieszczególne. Nos złamany ( pewnie w pijackiej rozróbie ), ale tutaj się zaczyna – przez czoło ciągnęła się długa, krzywa blizna. I te oczy – ślepia okrutnika, jasnoniebieskie, płonące żarem wściekłości.
    - Mógłbym być już w karczmie, gdyby nie ten patrol Kurta.
    Wszyscy znali Kurta – potężnie zbudowanego osiłka o twarzy tępego akolity. Ale nie był ani sługą ani głupcem. Należał do korpusu „Królewskich Psów” i co lepsze – był jej przywódcą. Organizacja ta założona w 1244 r. miała głównie dbać o bezpieczeństwo króla, ale szybko sobie zdali sprawę, że z łapówek od paserów, szybciej zarobią. Żeby dać mieszczanom choć odrobinę pozorów, że wykonują swoją pracę jak należy, patrolowali ulice oraz łapali przestępców. Złoczyńców takich jak ten człowiek. Siedział w kącie lochów, niepozorny, zbity i skulony.
    - Hej! - znienacka krzyknęło do niego czterech więźniów, wyróżniali się od reszty skazanych, głównie wątłych starców, pewnikiem żebraków. Człeku, przyjdź no do nas. Pogawędzim.
    Myśleli, że nie odpowie, zignoruje. Ale on podszedł, może raczej pokuśtykał.
    - To o czym tak chcecie gawędzić? - spytał ich więzień. Nie mogli nie usłyszeć pogardliwego tonu. Ale postanowili nie podchwycić zaczepki.
    - Jak masz na imię?
    Tamten się zawahał, lecz zaraz odrzekł – Brind.
    - Dobra, sprawa wygląda tak – nudzimy się niemiłosiernie, w tym lochu jest mało okazji. Zanim te gnoje postawią szubienicę, możemy umilić ostatnie chwile rozmową. Za co cię osadzono?
    - Hmm.
    Brind pomyślał – może dam radę uciec. Te pniaki mi nie pomogą, ale...
    - Dostałem zlecenie od gościa w tawernie – kupiec Styr miałby być moim celem. 500 denarów to sporo za ubicie ćwoka koło straganu. No to co, nóż pod żebro i wtopić się w tłum. Prosta na pierwszy rzut oka sprawa.
    Zabójca już wcześniej zauważył, że jego opowiadanie wzbudziło zainteresowanie osiłków. Ale teraz rozmowie zaczęło się przysłuchiwać inni skazani. Jak z tego bagna wyjdę to będę zarabiał na chleb jako gawędziarz.
    - Ale coś musiało nie pójść z planem, co nie?
    - Tak, nie poszła mi jedna sprawa. Ten Styr to nie była żadna kupczyna, tylko cholerny żołnierz. Pod kapotą nosił dobrze zakryty skórzany kaftan, a u pasa miał ukryty sejmitar. Heh no i co? Gówno! Kiedym go dźgnął, ten się obrócił i jak mnie grzmotnął! Kułak miał twardy psia jego mać. Ja tu leżę na bruku i wypluwam zęba, a ten suczy chwost drze się „napad”! A sam mnie kopał ile wlezie, nie mogłem nawet wstać, nazbyt byłem oszołomiony. Nim przyszedł ten patrol, zdążył mnie jeszcze chlasnąć tym szabliskiem, bo już wstawałem.
    - Hah, miałeś paskudny dzień. Nie trzeba było iść na mord, tylko uczciwie pracować – zawołał klawisz.
    Dopiero teraz wrócił z wychodka. Siedział tam dłuższy czas i dobrze bo zasraniec nie mącił. Zawsze przypełznie nie w porę.
    - Co tam kapcany? - krzyknął ponownie. Nie pleść pierdół tylko gęby pozamykać i do kąta. Brind!
    - Tak? - spytał spokojnie. Wiedział dlaczego tu przyszedł. Strażnik normalnie po wysraniu się by poszedł jeszcze się napić. Przyszła kolej. Postawili szubienicę.
    - Podejdź no do kraty. I nie zadawaj pytań. Wisielce ich nie zadawają.
    Podniósł się spokojnie z godnością, otrzepał gacie ze słomy i wygładził koszulinę. Nadszedł jego czas.

       Konnert się niecierpliwił. Jego przełożony posadnik Kurt siedział na podwyższeniu obok bojara Merigi i samego króla Yarogleka. Gdyby nie zwierzchnictwo nad „Królewskimi Psami” stałby podium niżej. Dziwne, że król nie nadał mu lenna – wtedy dostałby tytuł bojara. Pewnie i tak ma nawał roboty, po co mu zawracać dupę jakimiś wsiórami i ściąganiem z nich podatków. I tak był obrzydliwie bogaty od łapówek nielegalnych handlarzy. Mężczyzna zlustrował spojrzeniem miejsce przyszłej egzekucji. Wszystko jest już przygotowane, mieszczuchów nie było dużo, raptem dwudziestu. Mieli powiesić tylko jakiegoś nędznego zabójcę, który targnął się na życie weterana oddziału bojara Crashaka. Para się obecnie drobnym handlem.
    Plac miał kształt kwadratu, po trzech jego bokach ciągnął się szereg domów i kamienic. Przy czwartym boku rozciągało się strome wzniesienie. W samym jego środku postawiono szubienicę, pod nią już czekało paru piechurów oraz kat. Konnerta zastanawiała jedna rzecz. Po kiego grzyba sam król pilnuje egzekucji jakiegoś oberwańca? Będzie musiał o to spytać Kurta.
    - Oho patrz, nasz,,mistrz'' tu idzie. Pewnie już wylizał tyłki możnowładcom. Tfu!
    Członek „Królewskich Psów” spojrzał na człowieka, który przerwał mu rozmyślania. Jakżeby inaczej! Moric!
    - Przyjacielu, twój język ocieka sarkazmem i pogardą. Czy kolejny karczmarz przypomniał ci o twoich długach wobec jego?
    - Daruj te gadki. Zachowaj je dla fircyków i innych posrańców na dworze.
    Moric – wysoki, szczupłe zbudowany młodzian o przystojnej twarzy. Bardzo podobny do Konnerta, tylko ten drugi był nieco większy w barach. Obaj po 25 wiosen liczący sobie młodzieńcy. Urodziwi, sprawni, odważni – elita młodego społeczeństwa Vaegirów.
    - Wy dwaj za mną – zakomenderował ich dowódca Kurt. Więzień powinien lada chwila zostać dostarczony.
    - Jaki więzień? - spytał niewinnie jego podwładny?
    - Moric, wy wyżej wała nie podskoczycie, więc nie róbcie sobie jaj. Jako pierwsi dobiegliście do kupca Styra, gdy napadł na niego ów zamachowca. Pamiętajcie, na was spadnie odpowiedzialność, jeśli coś nie pójdzie po naszej myśli.
    Z tymi słowami odszedł.
    - Menda.- rzucił na odchodnym Konnert.
    - Kanalia.- dopowiedział Moric. Spojrzeli na siebie i roześmiali się głośno.

       Brind obserwował otoczenie. Planował ucieczkę od chwili, gdy wrzucli go wczoraj do lochu. Postanowił: „Co ma być to będzie, ten trep klawisz jest za głupi, żeby czegoś upilnować do końca. Nawet kajdan mi nie założył, idiota!”
    Strażnikowi idącemu jako pierwszy zasadził szybkiego kopniaka w plecy, obrócił się w prawo i walnął klawiszowi pięścią w nos, przyjemnie go łamiąc. Szybko kopnął leżącego strażnika w brzuch i pobiegł uliczką po lewej. „ Nie będą mnie ścigać, klawisz pewnie trzyma się za nos, a strażnik stęka na bruku. Zanim zaalarmują ludzi będę daleko”. Nie widział, jak istotnie klawisz ściskał pokrwawiony nos, ale strażnik o dziwo stał. Ręce przyciskał do brzucha, ale na jego twarzy widniał zimny uśmiech.
    - „Jest” - pomyślał uciekinier. Brama tuż tuż. Zauważył stojącego obok niej człowieka, ubranego w bury płaszcz. Nieznajomy nagle sięgnął pod ubranie i szybko wyciągnął małą, poręczną kuszę. I strzelił.
    - Cholera!
    Brind umarł, nim jego ciało stuknęło o bruk. Jego zabójca nakreślił w powietrzu dziwny, zamaszysty znak i poszedł w kierunku bramy i uwiązanego przy niej konia.

    Koniec prologu zatytułowanego Wyrok. Dla tych, którym prolog się spodobał napiszę następne rozdziały.

    Edit: Jeśli ktoś to czytał, niech odpowie co mu się spodobało, a co nie.
    Bloomy - przyjąłem, dzięki, rozdział pierwszy powinienem jutro wydać, przy odrobinie szczęścia dzisiaj.
    « Ostatnia zmiana: Sierpnia 12, 2013, 12:29:33 wysłana przez Skarbnik »
    Nie przywiązuj się do nikogo, kogo w razie wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund. - Neil McCauley

    Offline AdamKur

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1020
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #1 dnia: Lipca 25, 2013, 17:41:31 »
    Nawet fajne, choc na moj gust jest za malo opisow 'przyrody' (tzn. budynkow, pomieszczen). Ale ogolnie niezle :P
    "My name is Ozymandias, king of kings:
    Look on my works, ye Mighty, and despair!"

    Offline McAbra

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 640
    • Piwa: 50
    • Płeć: Mężczyzna
    • Vi Veri Veniversum Vivus Vici
      • Totalwar.ORG.PL
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #2 dnia: Lipca 25, 2013, 17:46:56 »
    A mi się właśnie podoba, dzięki temu akcja jest ''żywa''. :)
    Bardzo fajne opowiadanie, pisz dalej, bo dobrze Ci to wychodzi ;)

    Offline Skarbnik

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 596
    • Piwa: 29
    • Płeć: Mężczyzna
    • Kończ waść, wstydu oszczędź.
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #3 dnia: Sierpnia 02, 2013, 20:36:09 »
    Oto fragment rozdziału pierwszego, sporo nad nim pracowałem. W następnej części rozdziału postaram się na więcej opisu, w tym poniżej, chciałem się skupić na zebraniu.

    Rozdział 1
    Sala, w której zwołano naradę, była nieduża. Znajdowała się w piwnicach pałacu miejskiego. Krzesła ustawiono wokół długiego stołu. Konnert zastanawiał się, po co dla spotkania ośmiu osób postawiono o wiele więcej siedzisk. Na blacie widniały półmiski wypełnione stosami mięsiw i ryb przemieszanych z chlebem i gdzieniegdzie owocami. Jako trunki podano dzbany i antałki przeróżnych win. Zgłodniali mężczyźni rzucili się na jadło i trunki, nie przejmując się obecnością głowy królestwa. Było to spotkanie ściśle tajne oraz prywatne. Król milczał, pozwolił zaspokoić głód swym wasalom – sądy i egzekucje trwały nad wyraz długo. Kurt i jego zastępca jedli z umiarem, młodzieniec wolał się przyglądać możnowładcom.
    „ Bojar Meriga, władca Rivacheg, prawa ręka naszego władcy, zawsze z nim zgodny, podstarzały człowiek. Mówili o nim, że był zdolnym szermierzem i sprawnym politykiem. Wierutne bzdury! Na walce zupełnie się nie zna, unieść oburęcznego topora nie potrafi, a bogate ziemie zawdzięczał tylko intensywnemu włażeniu w dupę króla. Lizus, niedołęga i obłudnik. Te opowieści o jego męstwie pochodzą pewnie od trubadurów, którym zapłacił. Żałosna larwa.
    Bojar Ralcha, staruszek. Ojciec Rudina, którego poznałem przy wspólnym polowaniu  w lasach koło jego zamku. Uprzejmy i hojny. Razem zabiliśmy wielkiego odyńca, ale odstąpił mi jego szable. Całkowite przeciwieństwo swego rodziciela, który był nieufnym i wiecznie niezadowolonym starcem. Patrolował granice Swadii, wypatrując bandytów i dezerterów, gotowych do złupienia jego wiosek. Na tych wyprawach zgorzkniał zupełnie, nie słuchał nikogo oprócz swojego rozsądku.
    Bojar Vuldrat – jeszcze starszy od Ralchy, ale wiele od niego sprawniejszy. Ralchę  musieli odprowadzać służący. Wspierał się na lasce, ślepy na jedno oko, podczas gdy Vuldrat świetnie władał toporem, wspaniale jeździł konno i utrzymywał kochanki. Miał cięty język, ale nie brakowało mu też wad - między innymi niecierpliwości i niepohamowanego gniewu w niektórych sytuacjach. Jako pan Khudan ściągał wielkie dochody, utrzymywał z nich potężny garnizon liczący cztery setki pieszych i dwie sotnie jazdy, w tym pięćdziesięciu posadników. Ogromna siła, zbyt duża jak na jednego człowieka.
    Bojar Gastya syn Merigi. Gnida i arcyłotr. Powiadają, że bierze do łoża paziów i giermków. Sam myśl o tym psuje mi apetyt. W przeciwieństwie do swojego ojca ma talent do knucia intryg jak pająk tkający lepką pajęczynę. Mało o nim wiem, trzeba wynająć kolejnych szpiegów.
    Bojar Crashak – ten to tajemnica. Rządzi na jakimś totalnym zadupiu, bodajże wiocha Tismirr. Skryty, prawie nic o nim nie znam, żadnych haków, które by się przydały przy szantażu. Podobno ma siostrę na wydaniu. Na pewno jest silny, na moich oczach zwyciężył w ostatnim turnieju, wytrącając broń przeciwnikowi i pokonując go w walce na pięści. Przystojny, na pewno ma wiele bękartów.

    I król Yaroglek. Koło pięćdziesięciu paru lat, nadal dobrze się trzyma. Niedawno uczestniczył w turnieju, ale odpadł w ćwierćfinale. Gdyby chciał, mógłby być zwycięzcą, wystarczyłoby trochę pieniędzy i jego wola. Ale to trzeba mu przyznać, był sprawiedliwy. Lecz jego paskudną wadą był lęk przed śmiałymi postanowieniami. Nazbyt ostrożny, chociaż to chyba dobrze w tych niebezpiecznych czasach.
    - Posłuchajcie. - ponownie przemówił monarcha. -Królestwo Nordów wysyła do nas emisariusza, Jarla Gundura. Jego oficjalnym celem jest zawarcie paktu handlowego. Mój szpieg donosi także, że orszakowi towarzyszą żołnierze i jeźdźcy, których dostarczył bojar Khavel.
    - Widzę, że mój stryj będzie miał szansę się czymś wykazać – wtrącił się Gastya.
    Konnert spojrzał niechętnie na młodzieńca – jego stryj przynajmniej coś robi dla kraju – w przeciwieństwie do niego. Zaciekawiła go jedna rzecz – czemu król Ragnar wysyła jako emisariusza niedoświadczonego młokosa? Ale teraz skupił się na kontemplowaniu ciszy, jaką wzbudziła uwaga bojara.
    - Tak – ponownie przemówił  Yaroglek. -Ale teraz nie zbaczajmy na miałkie sprawy, jaką jest dogryzanie krewnym.
    - Oczywiście, ale chciałem zwrócić uwagę, że...
    - Zamknij jadaczkę - powiedział bez emfazy lord Vuldrat. Jadł pieczone prosię z przyprawami, poświęcając większą uwagę jedzeniu niż adresatowi.-
    Gdybyś miał więcej rozumu niż wyleniały kot, to byś się domyślił, że nie należy przerywać swojemu władcy. A teraz zapchaj czymś swoją gębę, żebym nie musiał jej za chwilę zatkać.
    Młodzik opadł naburmuszony na krzesło, widać jednak nie śmiał wywoływać kłótni na królewskim posiedzeniu.
    - Spokojnie, mój przyjacielu. - powiedział Meriga, który chciał ocalić choć resztkę honoru syna.- Nie ulegajmy emocjom.
    - Kóz z tobą nie pasałem, więc nie wiem, skąd masz czelność udzielać mi pouczeń. Jestem starszy od ciebie i to nie tylko wiekiem, ale też doświadczeniem. A teraz pozwólmy dojść do głosu naszemu władcy.
    - Dziękuję. - powiedział król. Czerwony jak burak Meriga chciał coś odrzec, ale wystarczyło jedno spojrzenie króla, by zaniechał dyskusji. -Wracając do poselstwa – moi szpiedzy donoszą także o niecnych zamiarach Nordów.
    - Jakich? - spytał z oburzeniem Crashak. - Pogwałcenie prawa gościnności to wielka zdrada, można rzec niewybaczalna.
    - To prawda. - przyznał beznamiętnie Kurt. Rok temu pewien swadiański lord zwołał w swoim zamku ucztę. Zaprosił także swego wroga, w celu pojednania, ale ten źle odczytał intencje. W rezultacie powyzywał służbę i damy dworu, po czym poszedł na spoczynek, myśląc, że mu ujdzie na sucho. Nazajutrz rano służący, gdy wszedł do pokoju gościnnego, ujrzał wielką plamę krwi wypływającą z łba gościa. Wkrótce po dokładnym śledztwie odkryto, że zabili go gospodarze podczas snu. Król Harlaus odebrał wszystkie lenna hrabi, a jego samego skazał na banicję. Tak się przestrzega prawa gościnności w Calradii i taka kara czeka tych, którzy to złamią.
    - Ciekawa historia, ale nie widzę powiązania z tym, co rzekł nasz król. - ponownie odrzekł Gastya.
    - Otóż, wiem wszystko o zamiarach młodego jarla – wysłannika. Planuje on dokonać morderstwa na...
    - Na mnie. - dokończył Yaroglek. -Jak widzicie panowie, sprawa to niemała.
    - Pewnie li to? - widać Vuldrat nie dowierzał. Może wykryli i podmienili szpiegów? Dali im trefne informacje.
    - Prowokacja? - odezwał się Ralcha. Dotąd siedział cicho, nie brał głosu w rozmowie, ale widocznie teraz poczuł się czymś zaintrygowany.
    - Nie sądzę . Król Ragnar jest za tępy, żeby coś takiego wymyślić.
    Wszyscy uśmiechnęli się pod nosem – znana była nienawiść bojara do Ragnara. Kilkanaście lat temu mocarny król Nordów pokonał w bitwie Ralchę. Niestety koń bojara przygniótł mu nogę. Do dzisiaj miał do niego żal, że musiał się podpierać kijem, ponieważ Ragnar nie udzielił mu lekarza, kiedy noga puchła. Gdyby nastawiono kończynę i oprawiono ją w łupki, Ralcha mógłby biegać. Obecnie nawet ciężko mu chodzić.
    - Może ten pomysł podsunął mu jakiś chorąży, doradca? - spytał Meriga.
    - E tam, nie przesadzajcie, są to pewne, sprawdzone informacje. Jarlom się zachciewa kolejnych włości oraz łupów.
    - Nie podzielam twojego optymizmu Kurt, ale niestety muszę zaufać.
    - Dobrze. - król przemówił. -Czas teraz na konkrety, co z tym zrobić?
    Bojarzy miny mieli nietęgie. Żadnemu z nich nie przyszedł choć jeden, trafny pomysł. Konnert miał ochotę wyskoczyć z propozycją, ale nie śmiał – był zaledwie posadnikiem, a oni możnowładcami. Pełnił tu rolę znikomą, nic nie miał do powiedzenia.
    Cisze przerwał Crashak:
    - Proponuję zaatakować konwój i schwytać Gundura. Na ogniu przypiecze mu się pięty i wszystko wyśpiewa.
    - Żadnego innego rozwiązania nie widzę. - uciął Yaroglek.
    - Ale... to niegodne – zaprotestował Meriga.
    - Cisza! Tak postanowiłem, mego zdania nie cofnę.
    - A co z Khavelem? - spytał Vuldrat.- Przecież on eskortuje Nordów.
    - Nie musicie znać wszystkich szczegółów, powiem je temu, kto to zadanie wykona. Dla was mam inne obowiązki.
    - Wedle rozkazu. - odrzekł Vuldrat.
    Po tych słowach król odszedł.
    Po chwili wszyscy bojarzy zaczęli wychodzić. Atmosfera zgęstniała, nijak było pić.
    - Coś mi tu śmierdzi – pomyślał Konnert.- To jakaś brudna sprawa.
    Szykował się już do wyjścia. Nagle zauważył, że na obliczu Crashaka widniała duma i triumf, zbyt duża jak na poparcie jego pomysłu przez króla. Co ten zasraniec planuje?

    Zachęcam do komentarzy.
    « Ostatnia zmiana: Sierpnia 03, 2013, 16:23:20 wysłana przez Skarbnik »
    Nie przywiązuj się do nikogo, kogo w razie wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund. - Neil McCauley

    Offline AdamKur

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1020
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #4 dnia: Sierpnia 05, 2013, 14:50:00 »
    No, nawet niezłe :) tylko ten Kurt coś mi nie pasuje. Kurt jest trochę za krótkie.... Można jakoś ulepszyć, nawet nie Kurt Kowalski :P, ale np. Kurt macKinnon, Kurt, syn Mścisława, Kurt Iwanowicz, Kurt von, i w ogóle Kurt nie brzmi średniowiecznie, a już w ogóle nie pasuje do Rusi (na tym wzorowane jest Królestwo Veagirów). Trochę też radził bym poczytać o realiach historycznych, czyli że na Rusi władca był bardzo autorytarny. Twój styl pasuje raczej na rozbite państwa w centralnej Europie, we wczesnym średniowieczu, gdzie władca był raczej 'primus inter pares'. Ale ogólnie niezłe :)
    "My name is Ozymandias, king of kings:
    Look on my works, ye Mighty, and despair!"

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #5 dnia: Sierpnia 05, 2013, 15:00:42 »
    AdamKur, chyba za bardzo skupiasz się na historii, a za mało na M&B-owym systemie, gdzie właściwie w każdym państwie jest taki sam system rządów, a przy jakimś ustalaniu lenn, itd., lordowie mają swój głos. Już nie mówiąc o roli marszałka, który właściwie jest jak rzymski dyktator wtedy. Mi się podoba jak to jest napisane.
    Nigdy nie słyszałem, żeby władca był uważany za 'primus inter pares' w systemie feudalnym, hmmm, w końcu to był ktoś namaszczony(co miało chyba w tedy istotne znaczenie)? W ogóle dziwna analogia z papiestwem :P

    Offline AdamKur

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1020
    • Piwa: 66
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #6 dnia: Sierpnia 08, 2013, 09:57:51 »
    System feudalny opieral sie na tym, ze wladca (ksiaze, krol, ogolnie lord) dawal ziemie swoich zolnierzom (druzyna), za zaslugi na polu bitwy. W tych druzynach bycie wodzem moglo byc chwilowe, wiec wladca byl po prostu pierwszym wsrod rownych. Na Rusi rozwinelo sie to jednak inaczej, gdzie bojarzy musieli byc posluszni cerki i wladcy (w czasie rozbicia nie az tak bardzo jak za Ivana Wasiliewicza, ale zawsze bylo wymagane jak najwieksze posluszenstwo)

    A co do historii, to za niedlugo bedzie monarchia absolutna w khanacie, gdzie gospodarka opiera sie na wykwalifikowanych rzemieslnikach, z wielki metropoliami i o wysokim poziomie edukacji :)
     
    PS: Skonczyl sie ten tydzien gdzie pisalem ze znakami polskimi, teraz znowu bedzie trzeba sie domyslac czy chcialem napisac sad czy sąd
    "My name is Ozymandias, king of kings:
    Look on my works, ye Mighty, and despair!"

    Offline Skarbnik

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 596
    • Piwa: 29
    • Płeć: Mężczyzna
    • Kończ waść, wstydu oszczędź.
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #7 dnia: Sierpnia 11, 2013, 21:54:49 »
    Przetransportowałem swą powieść do dysku Google, proszę - https://drive.google.com/?utm_source=pl&utm_medium=button&utm_campaign=web&utm_content=gotodrive&utm_term=carousel&usp=about_start#folders/0B0CAR8riAQBgc0lSOFd6eVpZWU0

    Chyba jest jakiś problem z poglądem, trzeba to pobrać ( kilkadziesiąt kilobajtów ).
    Następne rozdziały będę od razu tam to wklejał.
    Nie przywiązuj się do nikogo, kogo w razie wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund. - Neil McCauley

    Offline SantaClaus

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 216
    • Piwa: 5
    • Płeć: Mężczyzna
    • Hej! Hej! Tuhaj-Bej!
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #8 dnia: Sierpnia 11, 2013, 22:39:45 »
    Ja w ogóle nie widzę, żeby coś było, kliknąłeś "udostępnij"?
    Polacy nas do mieszka wsadzili, zapomnieli go jeno zawiązać.

    Offline Skarbnik

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 596
    • Piwa: 29
    • Płeć: Mężczyzna
    • Kończ waść, wstydu oszczędź.
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #9 dnia: Sierpnia 12, 2013, 12:21:49 »
    Dobra, teraz mam nadzieję, że możecie to przeglądać - https://docs.google.com/file/d/0B0CAR8riAQBgalhsSUU0WncyN28/edit?usp=sharing

    Jeśli coś tam nadal nie działa to piszcie, postaram się to zmienić. Ten plik jest w pdf.
    Nie przywiązuj się do nikogo, kogo w razie wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund. - Neil McCauley

    Offline Skarbnik

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 596
    • Piwa: 29
    • Płeć: Mężczyzna
    • Kończ waść, wstydu oszczędź.
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #10 dnia: Sierpnia 24, 2013, 17:35:22 »
    Sorry za kolejnego posta, ale będzie on bardziej czytelny.
    Kolejny rozdział - https://drive.google.com/?utm_source=pl&utm_medium=button&utm_campaign=web&utm_content=gotodrive&utm_term=carousel&usp=about_start#folders/0B0CAR8riAQBgTHpYQmhzZmJ1UkE
    Cała powieść ( to co napisałem do tej pory ) - https://drive.google.com/?utm_source=pl&utm_medium=button&utm_campaign=web&utm_content=gotodrive&utm_term=carousel&usp=about_start#folders/0B0CAR8riAQBgTHpYQmhzZmJ1UkE
    Mam nadzieję, że się spodoba.
    Bez tytułu 12 to cała powieść, a rozdział to... po prostu kolejny rozdział.
    Nie przywiązuj się do nikogo, kogo w razie wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund. - Neil McCauley

    Offline huth

    • Wiadomości: 6524
    • Piwa: 451
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #11 dnia: Sierpnia 24, 2013, 19:45:03 »
    Znów zapomniałeś zmienić opcję, żeby oglądać mogli wszyscy posiadający link :)

    Offline Skarbnik

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 596
    • Piwa: 29
    • Płeć: Mężczyzna
    • Kończ waść, wstydu oszczędź.
    Odp: Powieść Rozdroże
    « Odpowiedź #12 dnia: Sierpnia 24, 2013, 20:29:15 »
    Zapomniałem, masz rację, dzięki. Teraz już na pewno działa ( nie jestem obczajony w gmail to czasami coś mi nie wychodzi ).
    Cała powieść ( tyle co napisałem) https://docs.google.com/file/d/0B0CAR8riAQBgZm03aHZDOE5JTjA/edit?usp=sharing
    Kolejny fragment ( dla tych, którzy pamiętają poprzednie wydarzenia ) https://docs.google.com/file/d/0B0CAR8riAQBgVUhZUkdSM2JLaGM/edit?usp=sharing
    Mam nadzieję, że ktoś skomentuje, powie mi co mu się podoba, a co nie.
    Nie przywiązuj się do nikogo, kogo w razie wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund. - Neil McCauley