Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Ogar na elfa  (Przeczytany 1356 razy)

    Opis tematu: wersja pdf na dole postu

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Zumbagi

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 310
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Ogar na elfa
    « dnia: Sierpnia 07, 2013, 20:54:37 »
    Narodziny

       To była trudna decyzja. Na dodatek musiała zapaść szybko, jeśli ten elf ma się narodzić. Krew matki skapywała na podłogę z dygoczących rąk siostry.
       Przez okno wpadały srebrne smugi księżyca, walcząc z ciemnościami panującymi na poddaszu. Wiatr hulał pomiędzy szczelinami w nieheblowanych deskach, jakby szukał zaczepki. Późno jesienna wilgoć wsiąkała w ubrania i włosy.
       Następny jęk wydarł się z gardła elfki, jakby wyrwany siłą. Krople potu spływały po skroniach i zmarszczkach, wydrążając tunele wśród brudu. Pierś unosiła się z niebywałym trudem, rzężąc gdzieś w środku. Brzuch napięty do granic możliwości kołysał się na boki, jakby dziecko domagało się wolności.
       Irel pogładziła siostrę po policzku. Nigdy nie odbierała porodu, nigdy też nie była wystawiona na tak ciężką próbę. Owszem – życie nie raz i nie dwa dawało się we znaki, rzucając kłody pod nogi. Każdy dzień był walką o przeżycie, ale też każdy dawał szansę na znalezienie kromki chleba czy nadgniłych owoców.
       Ale teraz trzeba było postanowić o życiu innej osoby! A raczej dwóch osób. Leri była bardzo słaba, brudna i niedożywiona. Nie było ich stać na doktora, bo kto chciałby pomóc za darmo, w dodatku elfkom. Nienawiść do tej rasy była pielęgnowana przez wiele lat, z każdym rokiem kwitnąc coraz bardziej i okazalej. W miastach kilka razy do roku organizowano publiczną chłostę elfów wyciągniętych z rowów czy rynsztoków. Na wsi nie było czegoś takiego, bo i też żółtawoskórych nie można było spotkać na terenach sołtysów, którzy skrupulatnie zgarniali pieniądze za złapanych przybyszów, dostarczając ich władzom.
       Ciszę rozdarł kolejny jęk ...
       - Czemu mi to robisz?! – krzyknęła z wyrzutem Irel. – Czemu siłą zrzucasz na mnie odpowiedzialność za czyjeś życie?!
       Do jęków dołączył teraz spazmatyczny płacz. Ręce Irel drżały jak w febrze, zamiatając kurz na podłodze. Z bezradności wcisnęła się w kąt, byle dalej od rodzącej siostry. Podkurczyła nogi i objęła je chudymi ramionami, wciskając brodę między kościste kolana i rozcierając ciemną krew po skórze.
    -Siostro, czy jesteś tutaj?
    -Jestem, Leri. Ale nie potrafię ...
    -Nie musisz – zabrzmiał cichy i urywany głos – los kieruje naszymi rękoma. Jeżeli to on zdecydował, że dziecko ma się rozwijać, to trzeba uszanować jego wolę ...
    - Nic nie rozumiesz! – wrzasnęła Irel z całych sił, nie bacząc na porę nocy. Jej oczy zabłysły w ciemności. – Nic a nic!
    Zapadła cisza. Słychać było tylko szybko wciągane powietrze przez młodszą z sióstr.
    - To ty nie rozumiesz, Ir – wycharczała jej siostra, nabierając tchu. – Już wybrałam za ciebie. Nie musisz podejmować decyzji, nikt nie obarcza cię odpowiedzialnością za moje postanowienia i błędy.
    Skulona elfka spojrzała na siostrę nierozumiejącym wzrokiem. Po błysku w oku została tylko matowość szarych tęczówek.
    Leri podniosła głowę, a na jej twarzy malowała się determinacja.
    - Dobrze myślisz. Oddam życie za tego malca, a ty wychowaj go, nie jako mojego syna, ale jako pierwszego godnego elfa, który pokaże światu, że ludzie nie są lepsi od nas ... – zemdlała, uderzając potylicą o twardą podłogę.



       Stał oparty o ścianę karczmy, naprzeciwko małego drewnianego domu. Chociaż czy można nazwać domem kilka desek zbitych gwoździami i szmatą zamiast drzwi? No, znając życie, niejeden pijaczek uznałby to za niezłe schronienie. Na uboczu, bez natrętnych sąsiadów. Może trochę śmierdzi z rynsztoku, który zapadł się w ziemię, wylewając nieczystości wprost pod ścianę domu, ale to da się przeżyć. W tak wielkim mieście jak Ithan nie sposób było odpędzić się od wszechogarniającego całunu ścieków, nieczystości i niemytych ciał.
       Nosił czarną, obszerną płachtę, okrywającą jego ręce i nogi. Biała chusta zasłaniała szyję, usta i nos, przez co mężczyzna wyglądał niczym drapieżny ptak. Spod chusty wybiegały dwie linie tatuażu, które sięgały do kącików oczu. Złoty kolczyk z wygrawerowanymi znakami zwisał z prawego ucha. Luźne szare spodnie łopotały na jesiennym wietrze, odsłaniając umięśnione łydki i jasne sandały na stopach.
       Twarzy nie było widać. Prosty nos dobrze trzymał chustę, nie ujawniając kształtu ust. Ale oczy. Oczy, które skrywały inteligencje i wieloletnie doświadczenie. Czarniejsze od panującej nocy. Czarna, niestrzyżona grzywka opadała na twarz niesfornymi strąkami.
       Obok jego głowy wbił się topór o potężnym stylisku skierowanym ku górze, rozsypując drzazgi na płachtę wysokiego mężczyzny.
    - I czego straszysz, Ghar? – wyszeptał spokojnym tonem mężczyzna.
    - Energia rozpiera pierś! Aż chce się przypieprzyć w czyjś pusty czerep...
    - Chyba mnie nie zrozumiałeś. Pytałem się, czemu próbowałeś mnie przestraszyć?
    - Spaczenie zawodowe – odpowiedział mu basowy głos z góry. Podniósł głowę i ujrzał Gharika siedzącego na poziomej belce ze zwisającym szyldem karczmy. Szczery, szczerbaty uśmiech jaśniał bardziej niż księżyc w pełni. Krótkie, umięśnione nogi dyndały mu jak u małego dziecka, a wielka głowa opierała się na tłustej tuszy. – Siedzimy tu od trzech godzin, nic się nie dzieje, nikt nie chce się bić. Jestem głęboko rozczarowany i rozgoryczony – powiedział z udawaną boleścią w głosie krasnolud, gładząc stylisko topora, niczym powabną kochankę.
    Przejeżdżający wóz zaturkotał o bruk. Stary i ogorzały woźnica nie szczędził bata na konie, które miały krwawe pręgi na zadach. Za woźnicą siedział pryszczaty młodzieniec, który z wielkim namaszczeniem zajmował się piersiami swojej panny do towarzystwa. Szkoda tylko, że musiała udawać swoje zadowolenie, bo, jak stwierdził z przykrością Max, młodzik był niedoświadczony i ślinił się niczym pies na kiełbasę.
    Nocne krzyki przebijały się przez cienkie deski zajazdu, niosąc za sobą przekleństwa, pijacki bełkot i piski dziewek. Jednak ponad tymi hałasami górowały głośne jęki i szloch z chałupy obok.
    - Słuchaj Max – powiedział Gharik, podciągając głośno nosem. – Jak świat szeroki a dupa ciasna, uważam, że marnujemy czas. Moglibyśmy wychylić kufelek albo dwa i noc stałaby się piękniejsza!
    Max nie skomentował. Bo i po co? Krasnolud miał być tylko pomocnikiem, w razie problemów machnąć parę razy toporem, ale w kwestiach natury delikatnej powinien siedzieć cicho i zostawić myślenie innym.
    Spojrzał na towarzysza zimnym wzrokiem. Ghar wydłubał coś z nosa i pstryknął palcami, wykazując się nie lada doświadczeniem w strzelaniu zielonymi glutami na odległość.



       Drzwi skrzypnęły i w progu pojawił się wysoki mężczyzna, a za nim niski i krępy krasnal. Irel nie miała siły się nawet podnieść, tylko wcisnęła się bardziej w swój kąt, zostawiając przed sobą ślady krwi zmieszane z kurzem/
       Człowiek podszedł i pochylił się nad nią. Niespokojnie drgnęła. Zauważył to i tylko się uśmiechnął pod chustą. Rzucił jej pod nogi złotą monetę.
       - Dobrze słyszałaś. Lerissa zgodziła się oddać życie za tego malca. Twoja w tym głowa abyś umiała spełnić tą decyzję. No i nie martw się – dodał, puszczając oko.

       Gharik tylko się żachnął.
       - Co ty gadasz, Max? Wymagasz od niej, aby poświęciła życie siostry za jakieś nienarodzone dziecko? Zresztą, biedaczka długo nie pociągnie, ledwo zipie – dodał wszechwiedzącym tonem i miną eksperta, pochylając się nad nieprzytomną.
       - Czy znowu mam tobie tłumaczyć, kto tu myśli a kto robi? – syknął.
       Irel siedziała na swoim miejscu i patrzyła na złotą monetę pod nogami. Iskrzyła się szczęściem i bezpieczeństwem. Może krótkotrwałym, ale jednak. Siedząc pod karczmą naprzeciw i żebrząc nie zarobi tyle w miesiąc. Wiedziała, co oznacza ten pieniądz. Kupię ciebie, jeśli tylko zechcesz. Dam ci pieniądze, a ty mi oddasz siebie. Czy miała wybór? Owszem, miała. Prostytucja, chociażby. Przemyt drogami, o jakich celnikom się nawet nie śniło. Jednak żadna z tych dróg nie biegła daleko, a mogła skończyć się w niespodziewanych miejscach oraz okolicznościach.
       - Ale dlaczego?
       Max i Gharik, idący w stronę wyjścia, obrócili się.
       - Co, dlaczego?
       - Skąd znacie moją siostrę? Skąd wiecie, że jest w ciąży? Kim jesteście i czego chcecie od jej dziecka?
       Mężczyzna potarł skronie ze zmęczenia. Miał duże dłonie, przyzwyczajone do wysiłku, ale niezniszczone przez ciężką prace.
       - Uznajmy, że wiernie służyła Zakonowi. Nieoficjalnie, ale jednak służyła. Jej raporty były zwięzłe i na temat. Dawała nazwiska osób niebezpiecznych i szkodliwych, które trzeba było usunąć. Bractwo jest jej coś winne – wyciągnął spod płaszcza rękę z prostym nożem, nie patrząc elfce w oczy.
       Irel zacisnęła dłoń na drewnianej rękojeści. Jej palce drżały.


       - Nie da rady. Zesra się ze strachu i ucieknie, jak każda kurwa.
       - Hamuj język, Ghar.
       Na zewnątrz było cieplej niż w środku chałupy, może dlatego, że nie okalało ich powietrze przepełnione strachem i niepewnością. Takie najbardziej śmierdzi.
       Max myślał podobnie. Bo czego można oczekiwać od elfki, w dodatku jeszcze nieletniej? Że sama podejmie decyzję? Że wybaczy siostrze ciężar, jaki na nią zrzuciła? Że przeprowadzi własnoręcznie trudny poród? Nie, nie da rady – pomyślał, uśmiechając się do siebie. Ale ...
       - To co, cwaniaku, mały zakład, że jednak przyjdzie do nas? – jego zęby zalśniły na ciemnym tle nocy.
       Gharik spojrzał na niego, jakby widział go pierwszy raz w życiu.
       - W dupie ci się poprzewracało? Od kiedy zajmujesz się hazardem ? – zapytał piskliwym z podniecenia głosem. Po chwili uderzył pięścią w otwartą dłoń, niczym kupiec z Dalekich Krain, który nagle dostał zniżkę na towar, przy czym dziwnie otworzył usta. – A o co?
       - O pieniądze?
       - Na kiego chuja mi pieniądze? Przecież nimi nawet sram, za przeproszeniem.
       - No owszem, głupi pomysł. To może ... – Max zniżył teatralnie głos, chcąc wypaść zaskakująco – wygrany stawia nam obu wypad do Lukry?!
       Gharowi opadła szczęka. Dosłownie.
       - Pomysł godny przywódców przestępczej bandy! Największy i najlepszy burdel mający specjalne oferty dla specjalnych klientów! - najczęściej tych w bogatych strojach i z pełnymi sakiewkami. Może tego pierwszego im brakowało, ale pieniądze zawsze się znajdą. Zresztą, ostatnio mieli wziąć zapłatę od ochrony księcia Fozza. Oczywiście całkiem dobrowolną zapłatę, za uczciwą robotę.
       Krasnolud zapomniał jednak, że Max ma darmowe wejście. Jakby nie było, sam ufundował cały budynek na urodziny siostry. Do tego zgarnia z ulicy najładniejsze dziewczęta, dając im jedzenie, ubrania i nutkę przyjemności, gdzie siniaki i podrapana skóry są niewielkim skutkiem ubocznym. No bo kto nie chciałby się pieprzyć w dobrze prosperującej firmie?
       - To jak, stoi?
       - Na samą myśl. Stoi. Skoro się założyliśmy, to może teraz sowicie polejemy ku chwale i szczęściu ... no nie wiem, za co pijemy?
       - Może za to pierdolone, bezsensowne życie? – machnął ręką Max w stronę księżyca.
       - Oblać można wszystko, a wziąłeś akurat najgłupszą rzecz, jaka istnieje. – powiedział marudnym głosem Gharik, dłubiąc w nosie.


       To najbardziej kochał w tym mieście. Wystarczyło przyjść do pierwszej lepszej karczmy. Obskurna, elegancka, biedna czy droga – to bez znaczenia. W każdej dziewczyny miały ładne tyłki. Każdy z osobna wołał do Maxa : „Patrz na mnie i podziwiaj, a jak będę pod ręką, to uszczypnij!”.
       - Dzięki za piwo – odpowiedział, ściągając chustę z twarzy i powalając uśmiechem młodą dziewkę, która ich obsłużyła. Akurat nachylała się, aby postawić ciężkie kufle na stole, przy czym z górnych okolic dobiegało trzeszczenie napiętej do granic możliwości koszuli, co nie umknęło uwadze Ghara.
        - Ależ do usług, prze pana. Gdyby coś jeszcze podać, wystarczy zawołać – z gracją tancerki dygnęła i poszła za ladę, kiwając biodrami.
       - Nie ma co, musimy tu jeszcze kiedyś przyjść. Ma zajebiste cycki.
       Jeden z obecnych wieśniaków zwrócił uwagę na jego słowa i odwrócił się.
    - Kto, karczmarz? – zachichotał z własnego żartu, plując jedzeniem na prawo i lewo.
    - Nie. Twoja matka. Ryj do michy i siedź cicho, obszczymurze – warknął Ghar, sięgając wielką łapą ku toporze za pasem, co zdecydowanie ostudziło śmiech chłopa.
    Max rzucił okiem na towarzysza i tylko się uśmiechnął. Ach, ta rasa. Nieokiełznana. Dumna. Pracowita. I wulgarna, zero kultury.
    - Rozmawiałeś z Lukrą? Podobno miała ciekawe wieści o nowopowstałej organizacji w podziemiach. – powiedział, wydrapując zaschniętą muchę z kufla.
    - Tylko ploteczki, nic konkretnego. Próbują działać jak my, tyle, że mają za małe wpływy i niedoświadczonych ludzi. Ich kryjówka znajduje się gdzieś w okolicach tych slumsów. O dziwo, mają informatorkę burdel-mamę, ale nie wiem jakim słowem można to określić.
    - Paradoksem?
    - Ot co, mój mózgu. – wycharczał Ghar, połykając piwo jakby ktoś miał mu je zaraz zabrać. – Ma na imię Siona i podobno wcale nie ma doświadczenia w najstarszym zawodzie świata. Jednakże posiada niezłą nutkę do interesów. Trzepie im kasę niczym jej pracowniczki ... – puścił porozumiewawczo oko do Maxa. – Nabili małą fortunkę i wykupują skrawek po skrawku dzielnicę. Co do ubioru, nie zauważyliśmy większego podobieństwa między nimi, poza tym, że noszą kwadratowe kolczyki w nosie.
    Zza lady dobiegło głośne stęknięcie i pojawił się za nią wysoki mężczyzna w brudnym płaszczu. Otrzepał się z piachu i nerwowo rozejrzał po wnętrzu karczmy, nie zwracając uwagi na siedzących w ciemnym kącie ludzi.
    Max spokojnie wstał, zrobił parę kroków w stronę lady i stanął na środku pomieszczenia.
    - Wypierdalaj z tego miasta – powiedział cicho.
    Nieznajomy spojrzał na niego jak na gówno, które nagle wstało i zamieniło się w krowę, która narobiła pod buty.
    - Tochę kultuly, smiesiu – wyseplenił, zaciskając zęby z wściekłości. Po chwili sięgnął płaszcz i upadł. Z boku głowy ziała czerwona dziura, która sprawiała wrażenie, jakby oddychała, zalewając podłogę soczystą czerwienią. Krasnolud stojący za nim pochylił się i wyrwał mu kolczyk z kawałkiem nosa. Pozłacany, z malutkim rubinem i diamentem.
    - Ech, nie starczy nawet na przeciętną dziwkę – westchnął w prawdziwą rozpaczą w głosie, chowając błyskotkę do kieszeni kamizelki.
    Max podszedł i obejrzał twarz trupa. Tutejszy, z oliwkową cerą i niebieskimi oczami. Pod płaszczem trzymał cały zapas borni. Od dwóch pozłacanych kunai, przez krótki puginał aż po kukri z rękojeścią z kości słoniowej.
    - Brawo Ghar. Kiedyś pieprzne ci w ten pusty łeb, a może dowiesz się, że nie należy zabijać ludzi, którzy nie mają przy sobie nic oprócz informacji. W głowie.
    W zadymionym pomieszczeniu zapadła cisza, przerywana mlaskaniem i siorbaniem ślepego, głuchego dziadka przy ladzie. Oczy ludzi były wytrzeszczone i wystraszone do granic możliwości. Znowu zaczęło śmierdzieć strachem. Z nutką śmierci.
    Nagle drzwi uderzyły o ścianę, zwalając z niej tynk. Do izby wpadła niewysoka elfka z bajecznymi niebieskimi oczami, z zawiniątkiem na plecach. Efekt niewinności psuła krew kapiąca z jej rąk i łachmanów. Wszystkie oczy zwróciły się ku niej
    Gharik warknął wściekle, rzucając pod nosem stek przekleństw. Szybkim krokiem podszedł do faceta, który przedtem się wtrącił do rozmowy, uderzył go w twarz otwartą dłonią i wrzasnął na całe gardło, szarpiąc jego kołnierz:
    -   Czy wiesz, ile kosztuje wejście do burdelu Lukry, do kurwy nędzy?!

    Kiedyś trzeba zacząć. Wyjść przed publikę, nawet tą anonimową czy hejterską. Czekam na opinie oraz konstruktywną krytykę.

    http://chomikuj.pl/Zik09

    Offline Netoman

    • Bajkopisarz
    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1736
    • Piwa: 162
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Ogar na elfa
    « Odpowiedź #1 dnia: Sierpnia 08, 2013, 10:59:37 »
    Mam pytanie, czy wzorowałeś się na jakiś książkach?

    Offline Zumbagi

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 310
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Ogar na elfa
    « Odpowiedź #2 dnia: Sierpnia 08, 2013, 18:11:57 »
    Na żadnej konkretnej, ale każda odciska swoje piętno na moim postrzeganiu świata ^^ Ale nie wzoruje się na żadnej.