Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: "Przeznaczenie" - mała powiastka  (Przeczytany 1191 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline matilon

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 269
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    "Przeznaczenie" - mała powiastka
    « dnia: Stycznia 24, 2011, 16:22:23 »
    Kilka osób opublikowało swoje teksty, więc ja nie bedę gorszy/
    Są w niej wątki z dwóch gier, kto w nie grał, to wie. :D

    PRZEZNACZENIE

    Prolog
    - Synu...
    - Tak, ojcze? – z krzesła zerwał się mający na oko dwadzieścia pięć – trzydzieści lat mężczyzna. Podbiegając do stojącego na środku komnaty łoża zawołał jeszcze raz – Ojcze?
    Na łóżku leżał siedemdziesięcioletni mężczyzna. Gdy młodzieniec nachylił się nad nim, ojciec powiedział słabym głosem:
    - Synu… Synu weź to… - włożył mu coś do ręki. Było to okrągłe i metalowe. Młodzieniec spojrzał na amulet. Wykonany był z platyny. Wyryta na nim klepsydra błyszczała i iskrzyła się – I… I uciekaj… jak najdalej stąd. Znajdź Sztylet i zniszcz…
    - Drax ci wszystko powie… Mnie przeznaczenie dopadło… Ale ty masz jeszcze szanse… Uciekaj! – po wypowiedzeniu tych słów ojciec zmarł.
    - Ojcze! – syn opadł na kolana i złapał się za głowę – Nie!
    Obok niego stanął Drax
    -Chodźmy. – powiedział – Nie mamy czasu.
    Kilka minut później młodzieniec wsiadł na konia i wyjechał za bramę. Drax odprowadzając go powiedział
    - Pamiętaj co mówił twój ojciec – spojrzał mu w twarz i powiedział – Argrag uważaj na siebie. Żegnaj.
    - Żegnaj - Argrag pognał konia i ruszył nie oglądając się za siebie.
    W bramie ukazał się żołnierz i ruszył ku Draxowi. Miał strój w kolorach żółto – niebieskim. Trzymał w ręce halabardę.
    - Generale – zasalutował – od zachodu zbliża się jakaś czarna chmura. Co robić?
    Generał wciąż patrząc przed siebie rozkazał:
    - Przygotować miasto do obrony!

    Rozdział I

    Nad Miastem zapadła noc. Zza chmur nie było widać księżyca. Gdzieś w Południowej Dzielnicy, pod latarnią przemknął cień. Strażnik stojący nieopodal krzyknął:
    -Co? Kto tam do cholery jest?
    Zgrabnie wyciągnął miecz z pochwy i zaczął się rozglądać. Po kilku chwilach westchnął, schował broń i mruknął:
    - Chyba mi się coś przewidziało.
    Tymczasem cień był już kilkaset metrów dalej. Podczas gdy strażnik był odwrócony, za jego plecami przemknął drugi cień. Nie przypominał niczego co istniało. Nazywano go Przeznaczeniem, Strażnikiem Czasu lub po prostu Dahaką. Demon ten gonił tamten cień, co było widać po wylatujących z niego macek, które tamten zręcznie unikał. Uciekinier był bardzo szybki. Widząc rzekę która przecinała jego trasę ucieczki, wskoczył na ścianę przebiegł po niej, odbił się od murku i lecąc przez rzekę w ostatniej chwili chwycił się balustrady i przerzucił się i lekko stanął na kamienie. Był na drugim brzegu rzeki. Po przeciwnej stronie demon zawył ze wściekłości, widząc jak jego niedoszła ofiara znika w cieniu.
    W Siedzibie Strażników młody adept podbiegł do swojego opiekuna.
    - Mistrzu co to było?
    - Nie wiem uczniu, nie wiem…

    Rozdział II

    Garrett wracał z rezydencji Lorda Grana obciążony łupami. Co raz częściej myślał o porzuceniu złodziejstwa. Sprzedałby mieszkanie i wyniósłby się raz na zawsze z Miasta. „Jestem coraz starszy i zmęczony – rozmyślał”. Nagle zatrzymał się i powiedział:
    - Nie lubię być śledzony.
    - A kto lubi Garrecie, kto lubi? – z cienia wyszedł wysoki, młody mężczyzna. Miał na sobie szarawy płaszcz.
    - Czego chcesz i kim jesteś? – warknął Garrett.
    - Jestem Argrag. Ponoć jesteś najlepszy w swoim fachu.
    - Pewnie tak. Co i za ile?
    Jeśli załatwisz tę sprawę dam ci to. – Argrag wyjął olbrzymi szmaragd z dużym metalowym „K” na czubku. Garrett wybałuszył oczy. Kamień warty był jakieś trzydzieści tysięcy. – Dostaniesz go jak wypełnisz swoje zadanie.
    - Nie szkoda ci rodzinnej pamiątki?
    - Mojej rodziny już nie ma. – mężczyzna spuścił oczy.
    - Aha. Co mam zrobić?
    W tym momencie w krąg światła weszło trzech strażników miejskich. Dowódca grupy krzyknął:
    - To Garrett! Brać ich!
    Nim złodziej zdążył zareagować Argrag z niewiarygodną prędkością dopadł od pierwszego strażnika i wbił mu ostrze w pierś, przebijając pancerz. Drugi naciągając łuk w jego kierunku, ale tamten był szybszy, rzucił sztyletem trafiając drugiego w szyję aż po rękojeść. Nim upadł, nieznajomy dobiegł do niego wyrwał mu broń z szyi i rzucił się na trzeciego. Dowódca uderzył mieczem z boku ale Argrag zrobił unik i jednym cięciem rozpłatał mu szyję. Wytarł sztylet w pancerz dowódcy i znikając w cieniu powiedział:
    - Bądź tu jutro o tej samej porze.
    Garrett również chwili również znikł w ciemnościach.
    Nikt nie zauważył małej postaci która od razu po walce popędziła do najbliższego posterunku straży miejskiej…

    Rozdział III

    Drax wyszedł ze swej komnaty na zalany słońcem balkon. Zmrużył oczy i westchnął. Oblężenie trwało już dwa tygodnie, a nie miał żadnej wiadomości od Argraga. Jak długo jeszcze wytrzymają? Miesiąc, dwa? Teraz gdy król , jego najlepszy przyjaciel, umarł cały obowiązek kierowania królestwem spadł na niego. Aż do chwili powrotu jego syna. Jeśli kiedyś powróci.
    - Zawołać do mnie kapitana Fallena. Szybko!
    Kilka chwil później do komnaty wpadł kapitan Fallen. Był to ogromnego wzrostu osobnik. Jego pancerz różnił się od zbroi zwykłego żołnierza dwoma czarnymi pasami wymalowanych na ramieniu.
    - Kapitanie – Drax odwrócił się w jego stronę – Zrobiliście już wstępny wywiad?
    - Tak generale. Na naszych ośmiu tysięcy żołnierzy, oni mają dwadzieścia trzy tysiące.
    - Rozumiem. Na ile dni starczy nam żywności?
    -Na jakieś pięćdziesiąt dni generale. Coś jeszcze?
    -Tak. Mam dla ciebie i twoich chłopaków bardzo ważne zadanie…

    Rozdział IV

    Garrett wyszedł z mieszkania i skierował się na umówione spotkanie. Na ulicy nie spotkał żadnego przechodnia, co było dziwne nawet na tak późną porę. Nawet na ulicy Kupieckiej nikogo nie było, a sklepy były pozamykane. Za to przy świątyni Budowniczego zostały podwojone straże. Złodziej wielce zdziwiony zaszedł do znajomego pasera, Roberta.
    - Wiesz co się stało? – zapytał wchodząc – Czemu na ulicach nikogo nie ma?
    - To ty nic nie wiesz? – paser był zszokowany – Naprawdę?
    - Naprawdę nic nie wiem.
    -Jakiś demon pałęta się po mieście, zabił już trzy osoby a ty nic nie wiesz?
    - Co? Nie.
    - Co ciekawe to coś pojawia się tylko jednej stronie rzeki. Tak jakby bało się przejść na drugą stronę. Ponoć my jesteśmy bezpieczni, ale nigdy nic nie wiadomo.
    Po chwili wyszedł od pasera i skierował swoje kroki w stronę Dzielnicy Zawietrznej. Powracając myślami do rozmowy z Robertem zaczął spoglądać w okna mieszkań. Prawie w każdym zauważył parę oczu, czasami dwie lub więcej. Już prawie wszedł w krąg światła, otaczający miejsce spotkania, gdy usłyszał szmer. Szybko znalazł się przy ścianie i zaczął nasłuchiwać. Po chwili szmery zamieniły się w głosy.
    - Mówię ci, go tu nie ma.
    - Jak nie ma, musi być.
    - Siedzimy tu już od dziesiątej i nikogo nie ma. Jeszcze na dodatek ten demon. Ciarki po mnie przechodzą.
    - To o której mieli tu być?
    - Chyba o drugiej.
    - Mi się zdaje że o trzeciej.
    - Nie, o drugiej.
    - No tak, masz rację.
    Złodziej usłyszał szelest, a potem odgłosy kroków i z ukrycia wyszło sześciu strażników, którzy po chwili znikli za rogiem.
    „Nieprawda, bo to było o trzeciej” – pomyślał Garrett wchodząc na plac.
    - A więc jesteś – z cienia wynurzył się Argrag.
    - Tak jestem.
    - Więc przejdźmy do konkretów. Masz ukraść Sztylet Mocy z Świątyni Starożytnych. Jakieś pytania?
    - Tak, kilka. Pierwsze, po czym rozpoznam że to ten sztylet?
    - Fioletowa stal rzadko się zdarza – Argrag uśmiechnął się.
    - Dobrze. Drugie, gdzie znajdę tą świątynię?
    - W górach Kirokoro, trzydzieści kilometrów na północny zachód od miasta. Część naziemna świątyni będzie przypominać wysoką wieżę. Ale prawdziwa świątynia będzie jest pod ziemią.
    - I ostatnie pytanie. Kim do cholery są ci Starożytni?
    - Są to magowie z których uleciała nie dusza, a ciało. Jest ich dwudziestu Uważaj też na ich strażników, jednych z najlepszych rycerzy na świecie. Jeszcze coś?
    - Nie.
    - Będę tu czekał za dwie noce – Argrag odszedł, znikając w cieniu.
    Garrett wyłożył się w wozie pełnym siana. Rozmyślał o tym jak łatwo zdobył transport. Tylko idiota krzyczałby na cały głos informując wszystkich, że będzie jechał przez Kirokoro, najdziksze miejsce na znanym świecie. Łatwizną było wśliznąć się do wozu. Dalsze rozmyślania przerwał mu pewien widok. Na tle gór stała wysoka, biała, murowana wieża. Miała jakieś dwieście metrów wysokości. Lekko zeskoczył z wozu, a po chwili stał przed wielkimi kamiennymi drzwiami. Nagle otworzyły się z łoskotem. Garrett pewnie przeszedł przez nie. Wrota zamknęły się za nim.


    Offline matilon

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 269
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Przeznaczenie" - mała powiastka
    « Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 24, 2011, 16:29:10 »
    Rozdział V

    Gdy tylko na murami zapadły ciemności czterech ludzi ześliznęli się na linach w dół. Jednego z nich było łatwo rozpoznać po olbrzymiej posturze. Kapitan Fallen na migi rozkazał reszcie by się przybliżyli.
    - Słuchajcie. – powiedział szeptem - Akcja ma być szybka, cicha i najważniejsze bez ofiar. Pamiętajcie.
    Prawie cała droga do Umruka – władcy Varraków była prosta. Ich wrogowie albo byli zbyt głupi, lub zbyt pijani by cokolwiek zauważyć. „ Cali Varrakowie – pomyślał Fallen - jedynie nadają się walki lub rabowania statków”.
    Varrakowie byli wyspiarskim narodem. Ich ojczyzną była Kremas – wyspa położona dwieście kilometrów na południe w linii prostej od Wybrzeża Śmierci. Tysiąc lat temu ich król Oksys Wielki rozbił się statkiem podczas strasznego sztormu. Fale wyrzuciły go na brzeg nieznanej mu wyspy. Prawię całą powierzchnie wyspy zajmował wielki zamek. Oksys wchodząc do środka, stanął twarzą w twarz z Dahaką, Strażnika Czasu. Król złożył demonowi propozycję. Oksys i jego naród będą żyli dwa razy dłużej niż normalni ludzie, natomiast musieli stawać na każde wezwanie potwora. Władca Varraków zapomniał poprosić o wieczną młodość, tak więc każdy z nich dożywając stu lat cierpiał ogromne katusze przed śmiercią.
    Grupa zatrzymała się pod namiotem Umruka. Przy wejściu stało dwóch żołnierzy na straży.
    -Gary – kapitan zwrócił się do niskiego człowieczka o chytrej twarzy – Twoja kolej.
    Gary uśmiechnął się i wyjął z za pasa dwa noże. Zamachnął się i rzucił strażnika po lewej, trafiając w szyję.
    - Yyyyyyyy…. Eeeeee….
    - Hej! Co się sta… - nie zdążył dokończyć, gdyż dostał w szyję.
    Wrzucili trupy do rowu, po czym weszli do namiotu. Na łóżku spał niski, tłusty człowiek o czarnych włosach poprzetykanych pasmami siwizną.
    - Dokładnie tak go sobie wyobrażałem. – powiedział Tod.
    - Dobra, chłopaki wiązać go. – kapitan Fallen wyglądał prze dziurę czy nikt nie idzie. Gdy skończyli go wiązać Umruk obudził się. Próbował krzyczeć i wołać o pomoc, lecz przez grubą szmatę, którą zatkali mu usta. Nie wydobywał się żaden dźwięk. Droga powrotna też obyła się bez zakłóceń. Gdy dotarli pod mury, Umruka przywiązali go do dwóch lin, a żołnierze na górze zaczęli go wciągać. Na górze czekał Namiestnik Drax. Gdy tylko zobaczył twarze pierwszej dwójki wchodzących powiedział:
    - Dobra robota chłopaki. – słysząc krzyki zdziwienia i wściekłości dodał: Albo się połapali że go nie ma, albo skończyło się i piwo.

    Rozdział VI

    Argrag wszedł do Gospody „pod kulawym Burrickiem” i rozejrzał się. Tylko jeden stolik, w samym rogu był wolny. Miejsce było tak ustawione że miał dwóch sąsiadów. Pijaczków. Zamówił piwo i zaczął ich podsłuchiwać.
    - Słyszałeś o tych strażnikach, co ktoś ich pochlastał?
    - No, straszne. A ten demon? Brrr. Dobrze że się trzyma drugiej strony rzeki. Ponoć boi się wody.
    - A wiesz że miasto Gulga jest oblężone? Król nie żyje, a dziedzic Terańskiego tronu, książę Argrag zniknął.
    - Słyszałem o tym. Ponoć dzisiaj miasto zostało zdobyte.
    - …
    Dalszej części rozmowy Argrag nie usłyszał. Wszelkie odgłosy dochodziły do niego jakby stłumione. Z trudnością wyszedł na zewnątrz. Dwóch strażników szło w jego stronę.
    - Bill popatrz co tu mam – pierwszy strażnik wyjął z kieszeni kartkę papirusu – to rysopis gościa, który załatwił Dave, Nevilla i Grega.
    - Czy to nie ten? – drugi spojrzał w miejsce gdzie przed chwilą stał Argrag – Hej! Gdzie on do cholery jest?
    Wysoko na dachach, Argrag szeptał:
    - Garrett, pośpiesz się…

    Rozdział VII

    W tym samym momencie złodziej zwiedzał górne poziomy wieży. Zostały one przerobione na obserwatorium astronomiczne. Składało się na nie: dwa duże stoły zastawione różnymi książkami i zapiskami w dziwnym, nieznanym języku; regały również były zawalone starymi księgami; wielki teleskop o długości pięciu metrów i zwykły, przenośny wykonany był w całości ze złota i wysadzany diamentami. Nic więcej wartego uwagi tu nie było wiec Garrett zszedł na sam dół wieży, a potem jeszcze jeden poziom w niżej. Tutaj było prawdziwe wejście do świątyni. Potężne dwukrotnie przekraczające wzrostem człowieka drzwi wyglądały tak jakby stworzono je wczoraj. Drzwi okazały się otwarte. Korytarz za nimi wydawał się nie mieć końca. Po kilku minutach drogi doszedł do wysokiego okrągłego pomieszczenia. Było tu dużo drzwi. Garrett podszedł do pierwszych z lewej oznaczonych tabliczka „PORTALE”. Bez wahania otworzył je. Pod przeciwległej ścianie pomieszczenia stały malutkie ołtarzyki. Na każdym kłębiły się rożnego koloru światła. Nad nimi były napisane różne nazwy – miejsca gdzie zapewne przenosiły. Podchodził do każdej z nich i czytał, tylko dwie rozpoznał: „Zaginione Miasto” i „Miasto”.
    - Hm – mruknął patrząc na portal do Miasta – To mi się przyda.
    Teraz udał się do dużych dwuskrzydłowych drzwi naprzeciw korytarza, skąd przyszedł. Chwilę zajęło mu otworzenie wytrychami drzwi. Kryjąc się w cieniu spoglądał na dziwną scenę. Dookoła ołtarza na którym leżał fioletowy Sztylet – zapewne o ten chodziło Argragowi – lewitując kilka centymetrów nad ziemią trzynaście postaci odprawiało jakiś rytuał. Dwunastu było w białych szatach i złotych maskach, a jeden był ubrany na czarno a maskę miał białą. Wszyscy mieli założone kaptury.
    - Może lepiej im na razie nie przeszkadzać? – zapytał sam siebie. Teraz skierował sie ku drzwiom oznaczonych jako biblioteka. Pomieszczenie miało kształt walca i zajmowało dwa piętra. Przypominało trochę jedno skrzydło Biblioteki Strażników. Na samym środku stał piedestał, a na nim książka której treść ogromnie Garretta zaciekawiła.
    „Kiedy dwa tysiące lat temu zostali wygnani z kręgu Magów, czarami wybudowali sobie tutaj nową siedzibę. Mowa oczywiście o Starożytnych, jednak oni nazywają się „Trzynastu”. Na początku swojego pobytu tutaj jedynie czego chcieli to złoto. Podczas pewnego rytuału, mającego dać im tyle złota ile zapragną, coś poszło nie tak i stracili swoje ciała. Zostały po nich tylko duchy. Wtedy zrozumieli że złoto nie jest najważniejsze i zaczęli zdobywać wiedzę. A ponieważ są nieśmiertelni doszli do wiedzy tak ogromnej, że nie wiedzieli co z nią zrobić. Wielu ludzi próbowało im tą wiedzę zabrać, więc wybrali nas by ich bronić.”
    SS Dan
    Resztę książek leżących na stole do końca wyrobiły Garrettowi mniemanie o nich. Były to tytuły takie jak: „Szybko i dobrze – Czyli jak preparować zwłoki” , lub „Sposoby wyjmowania narządów ludzkich bez uszkadzania ich”.
    - Ci ludzie… istoty są chore. – stwierdził – I nie mają nic co warto ukraść – dopowiedział po zwiedzeniu innych pomieszczeń, mając w torbie teleskop, kilka kielichów i złotych monet.
    Po chwili znów był w tej sali ze Sztyletem. Do ołtarza miał jakieś pięćdziesiąt metrów. Wyjął strzałę hałasującą i wystrzelił ją w odległy kąt pomieszczenia. Wszyscy zwrócili się w tamtą stronę, a w tym samym momencie Garrett przelatując w skoku przez ołtarz złapał za sztylet. Trzymając go w ręce czuł bijącą od niego energie. Wszystkie istoty odwróciły się w jego stronę i ta ubrana na czarno krzyknęła:
    - Straż!
    Do sali wbiegło pięćdziesięciu żołnierzy w czarnych zbrojach, hełmach i pelerynach. Garrett westchnął i wyjął nową zabawkę, którą dostał od pasera. Bomba Organiczna – nazwa za wiele mu nie mówiła. Stworzyli ją Mechaniści by szybko załatwić Pogan. Bombę trzeba było włączyć położyć na ziemi. Śmiercionośna fala zaczynała się metr od bomby, więc rzucający był bezpieczny. Miała zasięg dwustu metrów i niszczyła wszystko co organiczne. Garrett uzbroił ją i położył na ziemi. Usłyszał potężny hałas i zamknął oczy. Gdy je z powrotem otworzył strażników nie było, a duchy były oszołomione.
    - Co to było? – spytał ich przywódca.
    - Nowy sprzęt prosto od Mechanistów – Garrett uśmiechnął się.
    - Tym nas nie pokonasz. Niczym nas nie pokonasz! – śmiech ducha był diabelski.
    - Założysz się świrze? O kufel piwa? – zawołał rzucając granat błyskowy.
    - Gdy duchy oślepły, przemknął obok nich, przebiegł do pomieszczenia z portalami i wskoczył do portalu oznaczonego jako Miasto. Po chwili podróżowania tunelem światła, wyleciał na jakąś ulicę. Wielkie było jego zdziwienie gdy się obrócił. Wylądował przed Biblioteką Strażników…

    Rozdział VIII

    - A więc się nie dogadamy? – zapytał jeden z posłów. Na oko dobiegał do pięćdziesiątki Był wysoki i chudy. Miał rudawe włosy. Ubrany był w lekki strój szlachecki koloru czerwonego, wpadającego w róż. Dwóch mężczyzn towarzyszących mu było bliźniakami. Każdy z nich był średniego wzrostu, miał czarne włosy i tak jak poprzedni był ubrany na różowo. – Tak?
    - Znacie moje warunki. – Drax przechylił głowę – To ostateczna propozycja.
    - Nie możemy się zgodzić na odstąpienie od oblężenia. – powiedział jeden z bliźniaków – Dahaka…
    - Czyli wasz władca będzie sam na sam z gulgańskim lochem trochę dłużej – namiestnik wyszczerzył zęby – Coś jeszcze?
    - Nie…
    - W takim razie do widzenia panowie. Sierżancie! Proszę pokazać im drogę do wyjścia.
    Wartownik, który wcześniej stał przy drzwiach, teraz był obok posłów. Po chwili całą czwórka wyszła z sali. Drax pokręcił głową.
    - Takie propozycje to sobie mogą składać w…
    - Generale! – do sali wpadł młody, dwudziestoletni żołnierz – Goniec przyniósł jakąś wiadomość. Z Miasta.
    - Z Miasta? W jaki sposób się przedostał przez…
    - Po prostu go przepuścili! A oto ta wiadomość. – podał mu kopertę.
    Na kopercie było napisane:
    „Do Generała Draxa Luncsforta, namiestnika Terani”
    Szybko rozdarł kopertę i zaczął czytać krótką notkę.
    „Jeśli możecie wytrzymajcie jeszcze trochę. Już wkrótce to się skończy.”
    Argrag
    Drax westchnął i pomyślał. „To dobry znak. Znak że jeszcze żyje.”


    Offline matilon

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 269
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: "Przeznaczenie" - mała powiastka
    « Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 24, 2011, 16:31:17 »
    Rozdział IX

    - Garrett.
    Złodziej odwrócił się.
    - Co?
    - Źle zrobiłeś że tam poszedłeś. Wiedzą który portal był ostatni użyty. Wytropią cię.
    - O mnie się nie martw. Nie macie czasem czegoś do roboty? Jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o demona, który szaleje po mieście.
    - Garrett. Jeszcze nie jest za późno, oddaj nam Sztylet.
    - Nie. Właśnie, jest za późno.
    Argrag szedł ulicą Kupiecką na umówione z Garrettem. Ludzie znowu zaczęli pojawiać się na ulicach, ale nadal rzucali strachliwe spojrzenia w stronę pogrążonych w ciemnościach uliczek.
    „To wszystko przeze mnie. Ale jeszcze trochę i znów zapanuje spokój.” – pomyślał. Za rogiem był dziedziniec gdzie spotkał się wcześniej z Garrettem. On już na niego czekał.
    - Masz sztylet?
    - A jak miałbym go nie mieć? Masz klejnot?
    - Tak. Łap.
    Złodziej podszedł od Argraga, po czym podał mu Sztylet.
    - Takimi rzeczami lepiej nie rzucać. – uśmiechnął się.
    - Teraz trzeba wykombinować gdzie go zniszczyć.
    - Aha. To ja się tak namęczyłem, a ty chcesz to zniszczyć? Ale rozumiem to teraz należy do ciebie.
    - Nie wiesz gdzie można byto załatwić.
    -Mam pomysł.

    Rozdział X

    - Huta Darak – Drum? – Argrag był zaciekawiony – Nigdy o niej nie słyszałem.
    - Dużo osób też o niej nic nie wie. Praktycznie nikt nie wie. Jest to jedna z największych hut na świecie. Młotodzierżczy dobrze strzegą jej tajemnicy. W jej wielkim piecu temperatura jest najwyższa na świecie. Można tam spróbować.
    - Gdzie ona jest?
    - Pod jedną z gór w pasie Tarugerów. Dwadzieścia mil od Miasta. – Garrett uśmiechnął się – Z Miasta wszędzie jest blisko.
    Argrag spuścił oczy.
    - Czemu mi pomagasz?
    - Sam nie wiem. Kiedy chcesz wyruszyć?
    - Dobra, będę.
    Po tych słowach Garrett odwrócił się odszedł w stronę domu. Nie musiał mu pomagać, ale chciał. Pierwszy raz po wielu latach robił coś dla innej osoby, co wykraczało za chęć zysku. Idąc ciemnymi uliczkami Miasta, miał wrażenie że wszystko się zlewa. Czuł jakąś pustkę. Dziwną pustkę. Pomogę Argragowi i skończę z tym. Skończę z okradaniem. Skończę z przemykaniem z cienia do cienia. Skończę ze wszystkim. Wyniosę się z stąd. Raz na zawsze.
    Nagle kątem oka zauważył jakiś cień. Sądząc że to strażnik, skrył się w cieniu.
    Jednak nie był to człowiek. Na zbiegu dwóch ulic stała dziwny potwór. Wydawało się że widzi Garretta, skrytego w całkowitych ciemnościach doskonale. Po chwili demon rzucił się na złodzieja.
    - A więc jednak znalazł drogę na drugi brzeg. – mruknął, opuszczając bombę błyskową – Lepiej późno niż wcale.
    Napastnik nie zareagował na ostre światło, doskakując do miejsca gdzie stał przeciwnik. Jednak Garretta tam już nie było. Rzucił się z powrotem do pogoni. Złodziej chyżo biegł w stronę mostu, znajdującego się dwieście metrów dalej. Tuż za nim nie biegł, a leciał demon. Zostało sto metrów. Dahaka był już na wyciągnięcie macek, ale Garrett przebiegł przez most, goniący zatrzymał się. Złodziej odetchnął. Mało brakowało. Dzisiaj nie będzie mógł dostać się do domu. Postanowił, że przed wyprawą załatwi sobie trochę informacji. Skierował swoje kroki do gospody „U Benniego”. Był to dwupiętrowy budynek z czerwonej cegły, z dużymi oknami. Nie wszedł do środka, a okrążył gospodę i stał za nią. Ściany trzech budynków utworzyły tu mały dziedziniec. Było tutaj wielu złodziejaszków i innych typów z spod ciemnej gwiazdy. Garrett dobrze znał to miejsce. Nazywano je po prostu Dziedzińcem. Wszyscy rozchodzili się na boki, widząc sławnego Mistrza Złodziei. Podszedł pod przeciwległy kąt, o pewnego mężczyzny. Był wysoki, nawet bardzo wysoki, miał założony stary, czarny, zniszczony płaszcz. Twarz chował pod kapturem. Nikt nie wiedział jak się nazywał. Zwano go Informatorem.
    - Tak Garrecie? – spytał się Informator – Co sobie życzysz?
    - Darak – Drum. Wszystko się przyda.
    - Darak – Drum, Darak Drum… Hm… Nie mam zbyt dużo.
    - Mów.
    - Huta Młotodzierżców, dobrze strzeżona, ukryta w górach. Kilka lat temu panowała tam zaraza, prawie wybiła całą załogę. Do tej pory tylko w małej części uzupełniono braki. Jeśli chodzi o łupy, nic tam nie znajdziesz. Dosłownie nic. Wszystko co możliwe stworzono z kamienia.
    - A wielki piec? Gaszą go?
    - Nie, nigdy go nie gaszą. To by oznaczało zbyt wielkie straty. Każda godzina nie działania pieca, to straty około pięciu tysięcy.
    - Dobra, to tyle. Żegnaj. – Garrett odwrócił się i szedł w stronę ulic.
    - Hej! A moja zapłata?
    Złodziej nawet nie odwracając się odpowiedział:
    - Nadal spłacasz swój dług.
    - Mówisz tak od kilku lat.
    - Życie jest bezcenne.

    Rozdział XI

    Część naziemna huty wyglądała okazale. Mimo że to tylko cząstka całego kompleksu, była ogromna. Do wielkiej, okutej bramy prowadziła żelazna droga. Na zewnątrz, kręciło się około dwudziestu Młotodzierżców. Mimo że powoli zapadała noc, pochód wozów ciągnących do huty dłużył się nie miłosiernie. Wkrótce, ostatni pojazd wyjechał z za zakrętu, by po chwili zniknąć w ogromach huty. Garrett odwrócił się, w stronę leżącego na zboczu góry Argraga.
    - Teraz nasza kolej. – mówiąc to , wstał i przemknął jak cień na podnóże góry.
    Argrag bez wahania poszedł za nim. Gdy stanął obok niego. Złodziej odwrócił się jeszcze raz.
    - Tylko bez zabijania.
    Argrag uśmiechnął się cierpko i pobiegł w stronę znikającego już w cieniu Garretta. Obeszli szerokim łukiem jasno oświetloną bramę główną i przeszli na bok budynku. Były tam, przez nikogo nie strzeżone drzwi. Stara, zardzewiała latarnia umieszczona nad nimi, dawała nikłe światło. Garrett wyjął wytrychy i zaczął majstrować przy drzwiach. Po chwili stanęły otworem. Tak jak myślał, wnętrze było ubogie. Całość od podłogi i sufitu, jak się wydawało stanowiła lita skała. Całą przeciwną stronę zajął plan Darak – Drum. Jak z niego wynikało wielki piec znajdował się w sekcji 1, na poziomie -2.
    - Dwa piętra w dół. – mruknął Argrag
    Ruszyli w stronę najbliższej klatki schodowej. Cały poziom 0 i -1 zdawał się być wyludniony i opuszczony. Pierwsze i zarazem ostatnie straże spotkali dopiero na poziomie -2, przed samym wejściem do pomieszczenia z wielkim piecem. Wyminęli ją z łatwością. Młotki były bardziej zajęte chwaleniem Budowniczego, niż strzeżeniem. Pomieszczenie które chronili było dość duże, tutaj jednak na ścianach były wymalowane różne sceny z życia boga Młotodzierżców. Idąc podziwiali freski. Po chwili stali przed wielkim piecem. Nie był to piec, co wielki kocioł, w którym to żar był rozpalony do białości. Argrag wysunął się do przodu, po czym wszedł na pomost.
    - Muszę to zrobić. – powiedział – Muszę.
    W tym samym momencie jeden z strażników zobaczył szybko przemieszczający się w jego stronę cień. Nim zdążył zareagować upadł na podłogę. Nie poczuł bólu gdy umierał. Ostatnie obraz który widział to, cień wyważający drzwi do wielkiego pieca.
    Słysząc wielki hałas Garrett odwrócił się. W ich stronę mknął demon. Daraka. Powiedział do Argraga.
    - Wrzuć to! Szybko! – i znów stał oko w oko z rozjuszonym demonem. Widział jak czarne macki oplątują go. Nie czuł strachu. Nie czuł nic. Zamknął oczy i usłyszał wielki huk i demoniczny wrzask.
    Argrag widząc jak Dahaka oplątuje go mackami, nie czekał dłużej i rzucił dwa przedmioty w ogień. Ostatni raz widział jak Sztylet rozbłyskuje od ognia, znikając w nim. W górę wystrzeliła fontanna ognia, ziemia zatrzęsła się i usłyszał ostatnie tchnienie Daraki. Odwrócił się widząc leżącego Garretta. Nagle, nie wiadomo skąd, zadudnił róg. Złodziej szybko wstał i krzyknął, biegnąc w stronę wyjścia z sali:
    - Nie ma czasu. Uciekamy.
    Na zewnątrz wszędzie walały się trupy Młotodzierżców. Mieli niewiarygodnie powykręcane ciała i pochlastane twarze. Nie bacząc na to biegli ku powierzchni, ganiani przez Młotów. Argragowi zdawało się że droga dłuży się w nieskończoność, że nigdy nie dotrą nadwór. Po kilku minutach, dotarli do ściany na której wymalowany był plan, a stamtąd do drzwi.

    Rozdział XII

    Nad ranem Drax nie mógł zasnąć. Miał dziwne uczucie że coś się stało. Szybko się ubrał i wyszedł na mury. Mimo że w świetle księżyca nie wiele mógł widzieć, zauważył zasadniczą zmianę: w oddalonym o pięćset metrów obozie wroga ruch zamarł. Nie było ognisk żadnych odgłosów. Odwrócił się. W jego stronę biegł jeden z jego podwładnych.Gdy tylko dobiegł zasalutował.
    - Panie generale! – powiedział zdyszonym głosem żołnierz – Szukałem pana w całym mieście. Umruk zniknął. Jedynie co po nim zostało to mała kupka prochu.
    Drax uśmiechnął się.
    - To dobrze. Bardzo dobrze.
    - Co? Panie Generale…
    Nie mógł dokończyć gdyż Namiestnik śmiał się teraz na cały głos.

    Epilog

    Garrett i Argrag szli w milczeniu przez ulice Miasta. Wszelkie życie w nim zamlkło, nie licząc knajp, gdzie zawsze było głośno. Argrag rozmyślał o ostatnich dniach. Tyle się zdarzyło. O wiele za dużo. Po kilku minutach marszu, zza zakrętu dobiegły ich głosy. Garrett umknął w cień, Agrag nadal stał w miejscu. Wkrótce wyłoniło się kilku strażników. Dwóch idących na przodzie kłóciło się
    - No przecierz mówię ci że mieli być gdzieś…- urwał, widząc go, stojącego na środku drogi – Hej! Łapcie go!
    - Schowajcie broń! – zawołał, będąc otoczony – Pójdę sam. Prowadźcie.
    Po półgodzinie był już w swojej celi. Było tu chłodno i okropnie śmierdziało. Dookoła walały się odchody i wymiociny. Nie mając innego pomysłu, rzucił się na sennik i zasnął.
    Nie wiedział ile spał, obudził się po kopniaku w żebra, otrzymanym od zarządcy więzienia.
    - Wstawaj łacherze! Dziś po południu odbędzie się egzekucja. – zarechotał – Ponieważ jesteś szlacheckiego urodzenia zostaniesz ścięty. – odszedł, rechocząc.
    Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy cały Plac Tortur zapełnił się. Tutaj wykonywano wszystkie egzekucje. Straconych zostało tu więcej osób niż gdziekolwiek ińdziej. Garrett usadowił się w miejscu gdzie był niewidoczny i zaczął się przyglądać. Wkrótce na specjalnie przygotowane podwyższenie wprowadzono Argraga. Tuż po nim wzedł kat. Dwóch żołnierzy zmusiło Argraga by klęknął na jedno kolano i schylił głowę.
    - Wszyscy wiemy jaka jest kara za zabójstwo strażnika miejskiego. – Zabrał głos kat – Wiemy?
    - Tak! – zawył tłum.
    - To nie będę zawracał sobie i wam czasu – krzyknął i powiedział do swego pomocnika – Podaj miecz.
    Chwilę później miecz kotłował się nad skazańcem. Ostrze błysnęło w powietrzu i było po wszystkim. Po tłumie rozległy się krzyki zaskoczenia. Ciało rozwiało się w proch, który rozwiał wiatr. Garrett uśmiechnął się. „Została jeszcze jedna sprawa” – pomyślał, ruszając przed siebie. Jego sylwetka znikła w cieniu.


    Cholerstwo nie zmieściło się w jednym poście.

    Offline Grievous

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2438
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    • Chwała Konfederacji Niezależnych Systemów.
    Odp: "Przeznaczenie" - mała powiastka
    « Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 24, 2011, 16:37:58 »
    Cholerstwo nie zmieściło się w jednym poście.
    To trzeba było napisać te cholerstwo krótsze. 
    "I never risk my own skin if I don't have to."