Jest tego tak mało, bo nie wiem czy te moje wypociny da się w ogóle czytać :) Jak będzie się podobać to może coś jeszcze "wysmaruję" (w ogóle jest to moja pierwsza taka praca wykonana z czystych chęci, czytaj: nie do szkoły)
Nad stolicą księstwa Meltronu, Keran, zachodziło słońce. Ciemnymi i cuchnącymi uliczkami dzielnicy portowej przemykała postać. Mijała kolejne rzędy nędznych lepianek zamieszkanych przez okoliczną biedotę. Po chwili zatrzymała się przed drzwiami karczmy „ Pod Spitym Skrzatem ”. Popatrzyła chwilę na kolorowy szyld, po czym weszła.
Podłoga była wyłożona kamiennymi płytkami, a na środku znajdowało się zabudowane cegłami ognisko. W lewym rogu sali, na drewnianej scenie grali wędrowni grajkowie. W tym zadymionym pomieszczeniu było niezwykle tłoczno, część ludzi tańczyła, inni siedzieli przy dębowych ławach i pili lub jedli rozmaite wiktuały, śmiejąc się i wrzeszcząc przy tym niesamowicie. Przybysz zajął wolny stolik i z podróżnej torby wyjął stare, wysłużone mapy. Był to młody mężczyzna o krótkich, czarnych włosach i niebieskich oczach. Na sobie miał spodnie i kurtkę wykonane z barwionej na czarno skóry, a u pasa miecz.
Po jakimś czasie podszedł do niego niski i chudy młodzieniec, pomocnik właściciela karczmy.
-Co chciałby wielmożny pan zamówić? - zapytał pomagier.
-Udziec barani i butelkę grogu. Byle szybko. -odpowiedział mężczyzna.
-Dobrze…. Już zanotowałem.
-Ile kosztuje wynajęcie pokoju na noc?
-5 srebrnych rahów.
-Trochę drogo… Ale niech będzie.
-Za chwilę wszystko przyniosę.
Chłopak odszedł, a jegomość zaczął ze skupieniem przeglądać wyłożone na stoliku mapy.
Po kilkunastu minutach zjawił się pomocnik karczmarza z kluczem i tacą z jedzeniem.
-16 rahów poproszę. -powiedział młodzieniec.
-Masz tu forsę i odejdź.
Mężczyzna odsunął mapy, położył talerz i zaczął jeść. Po skończonym posiłku ponownie poświęcił się wertowaniu papierów. Jednak po chwili, chcąc nie chcąc usłyszał głośne rozmowy trzech brodaczy, którzy usiedli do ostatniego wolnego stolika obok. Sądząc bo ubiorze, czyli kolorowych, bufiastych koszulach i kapeluszach z pawim piórem, byli to prawdopodobnie kupcy.
-Hej, Amsel, słyszałem, że cię żonka zdradza, co? – powiedział jeden z mężczyzn.
-Nawet mi nie przypominaj, Kirk, jak dorwę tego sukinsyna to mu…
-Na wielkiego Sanga, nie gorączkuj się tak. Takie rzeczy się zdarzają w związku. Lepiej porozmawiajmy o czymś innym. – przerwał mu Kirk.
-Słyszeliście, że Rzeźnik z Arhus uciekł z więzienia? – odezwał się siedzący dotąd cicho trzeci brodacz.
- No pewnie, Tom. Nie potrafię zrozumieć jak mu się to udało… Przecież więzienie Tiles to istna twierdza. - odrzekł Amsel.
-Na dodatek Dziki Wieprz się powiesił. Coraz trudniej będzie przeprowadzać śledztwo w sprawie tych napadów w okolicach Lasów Handlowych. – dodał Tom.
-Ach, co tak będziemy o suchym pysku prawić. Chodźmy zamówić jakiś napitek. – zaproponował Kirk.
Gdy odeszli, tajemniczy mężczyzna wrócił do wertowania map. Po chwili jednak dało się usłyszeć krzyki, które były słyszalne, mimo wrzawy jaka panowała w karczmie:
-To ty, bękarcie, zrobiłeś to z moją żoną! Widziałem to przez okno, gdy wracałem do domu! Pamiętam twoją parszywą gębę! Teraz zginiesz za to! – wykrzykiwał kupiec Amsel.
-Ale to jakaś pomył…- nie zdążył dokończyć młody blondyn w marynarskim stroju.
Kupiec Amsel błyskawicznie wyjął swój ozdobiony drogimi kamieniami kord i zaczął dźgać biedaka z niezwykłą wściekłością. Po chwili chłopak leżał na podłodze bez ruchu z krwawą pianą na ustach.
-Sku*wysynie! Zabiłeś mojego brata!- wrzasnął ktoś z tłumu.
W tym momencie rozpętała się prawdziwa wojna. Mocno spite towarzystwo zaczęło się okładać wszystkim co było pod ręką. Krzesła, talerze, nogi stołów, wszystko to dosłownie latało w powietrzu. Zespół grający na scenie, który nazywał się „Banda Wesołków” wykonywał właśnie swój największy hit – „Niesamowity Koń”.
-Pięknie, ku*wa, pięknie… - szepnął pod nosem mężczyzna, dotąd przeglądający mapy. Rzucił się do wyjścia, jednak zaatakował go jakiś mieszczanin.
-Nie uciekniesz, Verinen, nie tym razem… - powiedział agresor.
Verinen szybkim ruchem wydobył swój miecz. Był lekko zakrzywiony. Wykonał zamaszyste cięcie od lewej otwierając mieszczaninowi brzuch, z którego wylały się wnętrzności. Odwrócił się za siebie. Przez moment widział lecący w jego stronę szklany kufel. Ułamek sekundy później wszystko zrobiło się ciemne…