(uwaga, dość długi tekst własny Czeremisa, niepolecany osobom mającym drgawki na widok historycznych gdybań)
Wszyscy znają bajkę o smoku wawelskim. O tym jak porywał owce, dziewice i dręczył miejscowch siedząc w swojej smoczej pieczarze, a wreszcie został pokonany przez wybawcę ludu, na którego cześć przekazywano sobie przez pokolenia tę historię. Dobre dla dzieci i ciekawe, dodające uroku odwiecznej stolicy Małopolski. Ale zapewne mało kto zdaje sobie sprawę, że legenda ta może mieć źródła w realnych wydarzeniach, będąc alegorią, fantastycznym zobrazowaniem tego, co mogło się dziać na tych terenach w mrocznych wiekach, o których wciąż tak mało wiemy.
Przewijały się tędy przeróżne grupy ludzi, zarówno osadnicy, jak i najeźdźcy, w tym Wikingowie, Awarowie, Madziarzy, inni wschodni koczownicy i oczywiście mnogie, niezjednoczone przecież plemiona słowiańskie. Niektórzy historycy wysnuwają teorie, że obecność tak licznych "Żmigrodów" (grodów żmija, czyli słowiańskiej wersji smoka) nie jest przypadkowa, a świadczy o tym, że bardzo często dochodziło do sytuacji, w której jakaś drużyna obcych wojowników zajmowała dany teren, umacniała się w budowanych warowniach i stamtąd sprawowała władzę (czyt. wymuszała siłą daninę i posłuszeństwo od lokalnych kmieci). A że nie był to ich własny lud, to mogli sobie pozwalać na prowadzenie najbardziej w tych czasach opłacalnego biznesu, jakim był handel niewolnikami (no niestety już w czasach rzymskich Słowianie byli uważani za idealny towar do wyłapywania i najprawdopodobniej stąd wzięła ich nazwa...).
Tyran (symboliczny ?skandynawski? smok) nękający ludzi ze swego grodziska (leża) i polujący na ludzki towar (dziewice)... Zapala się Wam jakaś lampeczka? :)
Nie jest to żadna obiektywna prawda historyczna. Jedynie sugestia, że tak kiedyś mogło się dziać w owianych tajemnicą czasach, kiedy na naszych ojczystych ziemiach nie rządził na stałe żaden król, kniaź, jarl, hrabia, ani nawet Thor czy jego słowiański odpowiednik Perun - jeno miecz, topór i włócznia oraz ktoś, kto umiał się tym sprzętem posługiwać i był na tyle obrotny, by to wykorzystać.
Mówi się, że każda legenda ma w sobie ziarnko prawdy. Inaczej - żadna historia tego typu nie bierze się z niczego, a czego tak naprawdę dotyczyła w oryginale, tego jak na razie możemy się tylko domyślać. To właśnie sprawia, że wczesne średniowiecze jest aż tak fascynujące - przynajmniej dla mnie, wielbiciela historii i jej odtwórcy, znanego tutaj jako Czeremis.