1. Kwestia lenn - mam tu dość mieszane odczucia. Moim zdaniem huth ma jak najbardziej rację, że lenna kłócą się z ideą moda. Jednak z drugiej strony - no cóż. Wielu lordów ma jednak swoje włości, a ich głównym pozytywem w M&B jest znaczne ułatwienie gospodarowania własnymi siłami, że o magazynie nie wspomnę. Bez tego, trzeba wozić wszystko i wszystkich przy sobie (zamiast trzymać piechotę i łuczników za murami, a samemu rozwinąć trochę własną kawalerię). Tak więc wg mnie fajną opcją byłaby możliwość założenia własnego obozu warownego, coś jak strażnica w Ithilien.
2. Amunicja - bardzo szybko się wyczerpuje. I znam taktykę tym kierującą - jest oczywiście rozsądna, ale efekt jest taki, że najpierw tacy Strażnicy Ithilien wykoszą 70% przeciwników, potem wchodzą w kontakt i mrą jak muchy, w porównaniu do jakości i wartości tych jednostek - nieważne, jak się ich pozostałą piechotą nie obwaruje. Można by więc moim skromnym zdaniem:
- zwiększyć amunicję choćby najwyżej poziomowym łucznikom, żeby oczywiście jednostki miotające całkowicie nie zdominowały pola bitwy,
- obniżyć prędkość łuczników - prawda jest taka, że gdy dochodzi do kontaktu, nieważne jak żołnierzy się nie ustawi, formacje lżejsze wyprzedzają mających je chronić pancernych i w skórzanych koletach ładują się na mur włóczni z efektem wiadomym. Grzać tyłów też się nimi nie opłaca, bo mimo wszystko stanowią silne wsparcie ofensywne dla pozostałych i przy walce z liczniejszym przeciwnikiem (a innych bitew w M&B się w zasadzie nie toczy) mocno osłabilibyśmy w ten sposób impet ataku, możliwe nawet, że skazując się na porażkę. Jeśli zaś coś wyminie piechotę i dotrze do łuczników w większej liczbie, to już w ogóle robi się jatka. Za to nie opłaca się trzymać zbyt dużego stosunku piechoty kontaktowej, bo taka armia staje się wtedy zbyt narażona na ostrzał przeciwnika (i sama piechota bitew nie wygrywa. Łucznicy są nieocenieni),
- zahaczając o punkt powyższy - same statystyki łuczników jeszcze kosmetycznie (bo wiadomo - realizm zachowany być musi) mogłyby być poprawione w kwestii samej odporności.
3. Wioski - nie miałbym nic przeciw temu, żeby było ich dosłownie parę po stronie ludzi lub nawet elfów. Nie kłóci się to z ideą moda, a sam ogrom zniszczeń towarzyszących wojnie zyskałby na realizmie. Ciekawa byłaby też opcja odbudowania Bruzd i innych zrównanych z ziemią Emetów, przy wykorzystaniu odpowiednich umiejętności i na odpowiednim (bardzo wysokim) poziomie przewag. Aczkolwiek to też jest kontrowersyjne.