Cavaron
mag zaczął się oddalać
Oni wszyscy są chorzy! Ufają ledwo co przybyłemu elfowi. Muszę się stąd wynosić, a przynajmniej poczekać, na to co się stanie w bezpiecznym miejscu.
To powiedziawszy wyszedł na zewnątrz i czekał niedaleko wejścia na to, co się wydarzy, lecz jednocześnie nasłuchiwał, tego co mówi ta banda popaprańców
- Uważajcie na tego elfa! Nie wiadomo do czego jest zdolny, równie dobrze to on może, być jednym z magów krwi!
OT
We wcześniejszych postach się cofałem, więc znajduję się poza zasięgiem Radaah'ara, tak mi się wydaje przynajmniej
Aerandir
- Poszukam tropów...
Aerandir wychodzi z budynku
Schylam się i korzystając ze swoich umiejętności poszukuję śladów
Przepraszam za edit ale musiałem usunąć dwukrotne powtórzenie.
OT
Jest wrzesień więc czas ruszyć z sesją ;]
Cavaron
Mag przygląda się jak elf wychodzi, po czym przemawia do towarzyszy
-A Wy, na co czekacie, zajmijcie się czymś powiedział kiwając głową, a następnie zaczął się przyglądać wejściu do kaplicy
Grieva nie widziałem od dłuższego czasu - po prostu się gdzieś a)zaszył b)pochlał tak, że zapomniał adresu do tawerny :D. W każdym bądź razie na pewniaka gg ma zaspamione przeze mnie :D
Verator
Ciekawe, po prostu ciekawe - pomyślał Verator o zaistniałej sytuacji - pierwszy raz widzę ich w takim stanie. No cóż, czas pokaże co z tego wyniknie, póki co zamierzam stać z tyłu i obserwować całą sytuację z dalszej perspektywy.
Przepraszam, że tak późno - straciłem chwilowo wenę :D
Verator
-Dziwne, bardzo dziwne. Coś z nimi jest nie tak. Nigdy tak się nie zachowywali, a teraz wyglądają na jakichś bohaterów od siedmiu boleści. No cóż, trzeba by z którymś z nich pogadać, a nóż widelec się wygadają, co nimi tak wstrząsnęło? - pomyślał Verator i skierował swoje nogi i resztę ciała w stronę, gdzie stali najemnicy...
Cavaron
Nie oglądałeś się na nikogo. Interesował cię tylko ołtarz - wszystko inne było zbędne. Podbiegłeś do tej zwalistej skały, na której leżało chłodne truchło zadźganej ofiary i obchodząc go dookoła w tę i z powrotem przyglądałeś się każdemu detalowi. Tylko, cholera, tu nie było żadnych detali! Kamień nie krył żadnej tajemnicy. Wyglądał jak... kamień, zwykły kamień. Może źle odczytałeś sens zasłyszanych słów? Już miałeś dać za wygraną, tak definitywnie, kiedy do głazu zbliżył się jeden z krasnoludów i zaczął robić to samo co ty - badać skałę. Skoro jednak tobie się nie udało nic znaleźć, to jak marny podziemniak miałby dotrzeć do innych wniosków?! Gdy dostrzegłeś, że przygląda się jakiemuś elementowi, zdałeś sobie sprawę jak bardzo się myliłeś... Zbliżyłeś się do niego i zaglądając przez ramię zauważyłeś te same co on zadrapania na podłodze, które tak bardzo odznaczały się od pozostałych rys znajdujących się na posadzce [OBRAZEK NA DOLE POSTU].
Garwald
Widziałeś jak mag głowi się przy kamieniu, choć zdziwiło cię trochę czego on tam szuka. W końcu tyle czasu zmitrężyliście przy tym monumentalnym ołtarzu, że nic więcej chyba was nie mogło tam zaskoczyć. Zaciekawiło cię to na tyle, że dołączyłeś do niego, choć nie zauważyłeś żadnych inskrypcji. Może mag miał więcej szczęścia? Z drugiej strony według tego co wiesz, magia krwi jest dość prymitywną sztuką i jak wiele pierwotnych szkół magii, ona również cechuje się pewnym prymitywizmem założeń. Może stąd goły kamień bez zbędnych inkantacji? Jako pewien symbol czystości rytuałów, które tu odprawiano. Pewnie Cavaron wiedziałby na ten temat więcej, lecz twoje przeczucia również wydawały się być trafne. Nie zwracając uwagi na maga, okrążając po raz drugi skałę coś przykuło twoją uwagę. Drobne zarysowanie na kamiennych płytach podłogi. Tylko co one miały znaczyć? Były to po prostu podłużne, lekko zakrzywione rysy mierzące może 30 centymetrów, biegnące od podstawy kamienia [OBRAZEK NA DOLE POSTU].
Verator
Od niechcenie zbliżyłeś się do najemników. Byłeś w połowie drogi gdy zaciekawiło cię poruszenie w głębi pomieszczenia - przy ołtarzu. Rozpoznałeś krzątającego się tam maga i jednego z kransoludów, a przez myśl przeleciało ci klasyczne: Ciekawe co oni tam takiego znaleźli? Już miałeś ruszyć w ich kierunku, porzucając niemiłą rozmowę z wynajętymi przez ciebie najemnikami, gdy...
Wszyscy
Mało kto z was dostrzegł coraz dziwniejsze zachowanie Erdaar'a i Randhaar'a narastające z minuty na minutę. Znaleźli się nieliczni, którzy mimo panującego rozgardiaszu zaobserwowali dziwne pozy i niecodzienne zachowanie - jednak na tym poprzestali. Natomiast nikt nie dostrzegł wyrazu ich oczu... Gdyby komuś dopisało tyle szczęścia i w porę zwróciłby na to uwagę już dawno wziąłby nogi za pas jakby go stado ogrów ścigało. Cavaron, Garwald i Verator, zajęliście się wszystkim dookoła - nawet w tej chwili ta dwójka was zbytnio nie interesowała. Gdybyście wiedzieli to kilka minut wcześniej wszystko mogłoby zostać skierowane na inne tory. Teraz było jednak za późno. Wszystko rozegrało się w mgnieniu oka. Erdaar, który niektórym z was wydał się nad wyraz podejrzany bez żadnego widocznego ostrzeżenia przerzucił nagle ciężar ciała na lewą nogę, po czym zwinnym balansem tułowia zrobił wykrok prawą nogą. Usłyszeliście świst dobywanego miecza, który został brutalnie przerwany przytłumionym odgłosem ciętego ciała. To był Randhaar... Zwinnie cofając nogę ciął od dołu. Dokładnie. Precyzyjnie. Zabójczo szybko. Ręka jego kompana, która ledwie dobyła rękojeści miecza bezwładnie opadła na posadzkę. Krew z przeciętej ponad łokciem tętnicy zrosiła wszystko wokół siebie. Nim mózg Erdaar'a zarejestrował ból płynący z przeciętych nerwów, miecz Randhaar'a uderzył po raz drugi. Trafienie było paskudne. W innych okolicznościach wydałoby się iście karykaturalne. Przeciągając cios po uprzednim cięciu od dołu, najemnik zrobił krok w tył i z całym impetem uderzył ukośnie od góry odłupując niemal połowę czaszki przeciwnika. Nim ta dotknęła podłogi, Randhaar ukazując nadnaturalną koordynację i szybkość wykonał obrót z przyklęknięciem na kolano. Unikał elfiej strzały. Długouchy jako pierwszy zareagował. Nieskutecznie. Strzała tylko świsnęła nad przyklękającym najemnikiem, który nie dał mu drugiej szansy. Nawet nie wiedzieliście kiedy i jak, Randhaar znalazł się przy nieszczęśniku uderzając w niego z całym impetem. Ważący co najmniej dwkrotnie mniej elf odleciał jedynie - rzucony niczym szmaciana kukła - do tyłu i gdyby nie ściana może by przeżył. Może ocaliłby skórę. Fortuna nie okazała się jednak na tyle łaskawa. Odbił się jedynie od przejmujących chłodem kamieni muru i zanim zdołał zareagować Randhaar był już przy nim. Ciął. Przerzucając ciężar z prawej nogi na lewą uderzył powyżej kolana. Wydawało się, że do waszych uszu dobiegł zgrzyt ostrza tnącego kość. Elf upadł na jedno kolano i zanim zdążył jęknąć najemnik uderzył od góry. Miecz trafił w kark. Głowa elfa potoczyła się po posadzce z zastygłym wyrazem zaskoczenia i niedowierzania. Najemnik nie miał dość. Błysk jego oczu, który przez chwilę zauważyliście zmroził wam krew w żyłach. To nie był Randhaar. To nie był nawet człowiek... To coś pędziło w stronę przeciwległego kąta, gdzie z rozszerzonymi oczyma Thorgrim nerwowo sięgał po przerzucony przez plecy topór, a Weseley trzęsącymi dłońmi starał się nałożyć bełt na cięciwę kuszy. Oni wiedzieli. Wy też wiedzieliście. Śmierć przyszła i nie wypuści was ze swych skostniałych szponów.
Wybaczcie za karykaturalność tego "obrazka", ale to efekt dwóch minut w paincie. Ogólnie jest to (maił to być) widok z góry na ten fragment podłogi gdzie widać rysy biegnące od ołtarza.
(http://img15.imageshack.us/img15/1268/scratchesc.jpg)
Cavaron
Że też wcześniej tego nie odkryłem! Muszę to zba..
W tym momencie mag się obrócił, by ujrzeć scenę która się rozgrywała
Osz w mordę! Zdrajca!
To pomyślawszy rzucił na siebie zaklęcia ochronne i niemal jednocześnie zaatakował Randhaar'a zaklęciem ofensywnym z dziedziny ognia
Nie mogę znaleźć swojej karty z umiejętnościami, jak możesz to podeślij
Rozumiem, że tam miał być Verator, bo przez chwilę głowiłem sie, któż to jest Cerator :D
Verator
-To jakieś kpiny - pomyślał Verator - Co my możemy zrobić? Zramolały starzec, który już dawno powinien być na trakcie, krasnolud, który marzy o chwale, i ten ostatni... A teraz jeszcze mamy ratować Qunari.... Świat oszalał.
Verator spojrzał na krasnoluda i pomyślał - A ten to chyba również oszalał. Jeżeli myśli, że zdobędzie chwałę, to może się bardzo rozczarować. Najszybciej dostanie kopniaka w dup...w kręgosłup - bo kto schyli się tak nisko by kopnąć go w tyłek? - i na tym się skończy. A chrzanić to... - A mamy jakiś wybór? -zapytał Verator Garwalda -Jeżeli odmówimy tej zjawie, to pewnie będzie nawiedzać nas we snach, co i tak pewnie będzie robić. O czym on to wspominał? Trzeba zabrać ten sztylet oraz mapę i wyruszyć do Kirkwall. Zajmiesz się tym, ja idę zobaczyć, czy jeszcze nikt mi nie podpieprzył wozu...po czym Verator skierował swoje obolałe pośladki w stronę ukrytego wozu...
Nie chcę mi się pisać do was obu PW. Więc proszę pamiętajcie to co nie jest napisane kursywą (bynajmniej u mnie), jest myślą etc. Więc proszę nie czytać w myślach, ustaliłem już, że Cavaron nie jest telepatą, ty Corleone pewnie też.
Krasnal zdumiony tak pozytywnym wynikiem powiedział
- Zawsze masz wybór. Tylko sęk w tym, że nie jawi tu dwóch doobrych perspektyw. Tak czy siak zginiemy, z ręki Qunari, bądź Qun. Ja jednak zdecydowanie wolę spróbować.
Twarz Garwalda emanowała niepewnością.
Skoro z siłami Tal-Vashoth nie mogą sobie poradzić Qunari, bądź nie chcą czekać na posiłki z Par Vollen, to nie jest ciekawie. Myślę, że w dwójkę wiele nie zdziałamy, musimy zebrać sojuszników... Tylko skąd? Czy ktoś o tym wie? Pewnie wymordowali wszystkich i teraz nikt nie może przekazać wieści...
Cavaron
Zmęczenie, a może siła krasnoluda spowodowały, że uderzenie drzwi echem odbiło się w twojej głowie. Nawet nie zdążyłeś zorientować się w sytuacji nim padłeś tracąc przytomność.
Garwald
Trochę głupio ci się zrobiło, gdy skonstatowałeś, że mówisz do osoby, która poprzez uderzenie drzwiami straciła przytomność i bezładnie osunęła się na pobliski stół - dobrze, że tam był, gdyż w innym wypadku spotkanie z twardą posadzką mogłoby skończyć się dużo gorzej. Mimo to, rozejrzałeś się naprędce po pomieszczeniu dostrzegając spojrzenie wszystkich obecnych w izbie na swojej osobie. Zarówno trójka pijąca z rana jakieś pomyje po twojej lewej, jak i karczmarz patrzyli w twoją stronę nie widząc co dalej zrobić. Jedynie śpiący wieśniak pod ścianą błogo chrapał oraz współrozmówca karczmarza zachował zimną krew.
Thalmir
Karczmarz już otwierał usta by udzielić ci odpowiedzi, gdy rumot za twymi plecami spowodował, że zaskoczony przeniósł tam wzrok i zamilkł w pół słowa. Wiedziałeś, że ten harmider pochodzi spod drzwi, lecz nie miałeś pojęcia co się stało.
Jeśli tylko Wesch i Bloomy chcą grać, to dla nich będę robił odpisy. Niestety, lecz jeśli dla Was napisanie dwóch, czy trzech linijek (mimo obecności na forum) jest problemem to będę sesję prowadził tylko dla tej dwójki i poszukam ewentualnie innych osób do zabawy.
Ciężko jest pisać cokolwiek, jak kradniesz mi pomysły :D
Verator
-Ahhh - westchnął w duchu Verator - Nic się nie zmieniło. Te same stragany, tylko kupcowie różni. To jest mój świat, a nie jakieś duchy, qunari, wariaci. - pomyślał Verator i zamierzał wystawić swój towar na bazarze, gdy chcąc nie chcąc usłyszał rozmowę. -Ktoś wysłał oddział? - pomyślał Verator - Trzeba by dowiedzieć się czegoś więcej - po czym Verator skierował swoje kroki w stronę straganu...
sorry odkładam to zawsze na potem i zapominam
Cavaron
mag podniósł się z podłogi
-O cholera, ależ mnie ścięło.
spojrzał na krasnoluda
Co on tu robi!? Nieważne nic mnie nie przekona obojętnie co mi powiedzą
- Nie obchodzi mnie, co chcesz mi powiedzieć i nie chcę mieć nic wspólnego z tym co się wydarzyło w tamtej wsi!
Mi chodziło o to, że moja postać nie chce niczego słuchać, a oczywistym jest, że Ty jako, że tam zostałeś chciałbyś mnie znowu zachęcać a moja postać nie po to uciekła z tamtego miejsca, żeby nie mieć z tym nic wspólnego. Nie musi być telepatą...
Znowu jestem rozczarowany... Cavaron zobacz czy ja coś w dialogu wspomniałem o wiosce - nie bądź telepatą...
Garwald
Nieco zmieszany niepewnie podszedł do maga, aby udzielić mu ewentualnej pomocy po bliskim spotkaniu z solidnymi drzwiami.
- Spokojnie. Nie musisz drzeć się na cały lokal.
Gdy wypowiedział ostatnie słowo, spojrzał powątpiewająco na ściany rudery i spostrzegł, spojrzenia spode łbów, uzbrojonego człowieka i jakiegoś pijaczynę. Wciąż spoglądając na maga, podszedł do baru i usiadłszy na krześle zwrócił się do karczmarza:
- Ile kosztuje nocleg? Dla dwóch osób.
Obrócił się jeszcze i zmierzył wzrokiem pobliskiego żołnierza.