Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Gadanie przy Ławie (Offtopic) => Wątek zaczęty przez: Plopp w Lipca 13, 2009, 01:46:17
-
Witam... Pewnego razu zastanawiałem się nad naszą dyscypliną sportową. Najdłużej rozważałem nad piłką nożną ale to jest sport zapożyczony, którym zajmujemy(my Polacy) się od niecałego wieku... Rozmyślając o piłce na myśl przyszły mi burdy na stadionach... i doznałem olśnienia:):):)
Jak świat światem, Ploak:
Z Niemcem nie będzie bratem... Będzie pić... będzie solidarny i będzie >>wojować<<.
No właśnie, ci be, źli pseudokibice są najzwyczajniej w świecie konsekwencją braku Wojny i słowiańskiego temperamentu. Bo dajmy na przykład takie rozruchy w flegmatycznej Anglii. Kiedyś oglądałem program na "Discawery" pt. "wojny na stadionach", pan redaktor był albo taką ciotą albo jak większość Jego Angielskich rodaków nie wie co to jest reszta świata... no więc opisując to co on nazywał zamieszkami, czyli kilka krzyczących "żółtozębych", kaleczniaków podnoszących szaliki... Opisując to mówił jakby miał się zesrać, przepraszam za użycie dialektu nadbużańskiego ale w podręcznikowej polszczyźnie nie znalazłem odpowiedniego słowa.
No więc stwierdzając, że mordobicie mamy w genach... a wojny przegrywamy tylko przez politykę... doszedłem do wniosku, że można by "zrobić" nowy sport, bitwę.
Zasady były by proste... na tzw. placu na przeciw siebie ustawiają się dwa przeciwne oddziały... każdy posiadałaby sztandary/horongwie i obóz/stolicę w którym będzie flaga... oraz dowódcę/stratega...
Zwycięża ten oddział który pierwszy zdobędzie flagę ze stolicy wroga, czyli po prostu zdobywa stolicę lub zdobędzie wszystkie horągwie "dziesiątek" nieprzyjaciela i przetransportuje je do swojej stolicy, to by oznaczało "rozbicie armii".
Sama rozgrywka była by połączeniem szermierki z tarczą, tej walki na drewniane miecze której nazwy już nie pamiętam i zapasów... Do walki używano by mieczów drewnianych-dębowych jak i tarcz... oczywiście także pancerz jako odzienie ochronne... Każda drużyna miała by swoje barwy umundurowania jak i dowolny fason pancerzy i broni, oczywiście warunkiem jest spełnianie norm...
Sorry, że tak bredzę ale spać się chce... a jutro bym miał do siebie wyrzuty, że zapomniałem co mam napisać...
pozdrawiam
-
pomysł fajny, tyle że bardzo łatwo oszukać "sędziów" - ktoś weźmie amfe i pwoie, że te uderzenie maczugą w łeb wogule nie bolało.
-
E tam... ja podczas takiej zabawy nie zdążyłem sparować ciosu i dostałem kilowym mieczem w głowę... zamroczyło mnie ale boleć zaczeło na następny dzień. Po zabawie miałem na czole, nad okiem krwiaka wielkości kciuka. Mimo to zabawa była tzw. zafajnista...
-
No bez jaj! Połowy nie zrozumiałem, bo, bez obrazy, nieźle namieszałeś , ale to co zrozumiałem przypomina mi jak jako dziecko podobnie się bawiłem z kolegami na cegły, potem na pistolety na kulki (bo niektórzy mieli niezłe guzy od tych cegieł). Do "walki" startowało się w grubych z kapturami i długich spodniach, aby mocno nie oberwać taką kulką. Twój pomysł na dodanie do tego szermierki z tarczami jest trochę śmieszny, ale chciałbym zobaczyć taką walkę...
pozdro
-
Jakby ci tą szermierkę opisać?... Widziałeś kiedyś rekonstrukcję bitwy średniowiecznej lub starożytnej, i walkę gladiatorów w jakimś filmie? To jeśli sobie wyobrazisz coś co jest pomiędzy to będziesz miał obraz tej walki.
ps
Sorry, że namieszałem... Byłem zmęczony po nieudanej podróży i tak jakoś wyszło.
-
Przybor, ja też wole strzelanie niż bezsensowne nawalanie pałką. Baa! w dzieciństwie (jak miałem 10 lat) Zrobiliśmy choroągiweki i bawiliśmy się w "capture the flag". Flagę odnosił sędzia, którym najczęściej byłem ja. Sędziowie w naszej (podwórka) zabawie wyrzucali uczestników, którzy naruszali regulamin np. bijąc kogoś patykiem albo rzucając w kogoś kamieniami. Do zabawy dopuszczane były tylko niektóre bronie. Ale jakiś gimnazjalista miał broń do ASG i zaczął strzelać do wszystkich. Po tym incydencie rodzice zakazali nam się w to bawić bo każdy miał w cholerę siniaków a jakiś idiota, który złamał zasadę gry i zdjął gogle ochronne (większosć nas używało basenowch i było dobrze) stracił oboje oczu.
-
ASG też jest fajne... tylko szczerze mówiąc jest to zabawa kosztowniejsza od tak zwanego nawalania się patykami... a poza tym w "kulkach z farbą" przewagę ma ten kto ma więcej kasy na lepszą replikę... np. ja mając ASG za 300zł z ABSu nawet nie zdążyłbym pierdnąć gdyby któryś z kumpli dostał w łapy metalową replikę na Co2 za kilka patoli... A w "nawalaniu pałką" zaś liczą się umiejętności, kondycja, siła i refleks... Do uprawiania tego sportu wystarczy łeb na karku, listwa z drewna lub zwykła gałąź i deska+pasek z paroma gwoździami...
-
Pomysł ciekawy ale nie wiem czy bitwę na drewniane miecze można nazwać "polskim sportem narodowym". W praktyce zabawa taka byłaby bardzo chaotyczna i trochę śmieszna. Myślę że dużo lepsze byłoby coś podobnego do rekonstrukcji średniowiecznej, czy innej historycznej bitwy. Tu liczy się taktyka i wygląda to trochę poważniej. Można byłoby wprowadzić jakąś organizację, np. każdy powiat czy województwo posiada swój oddział i organizuje bitwy, wykorzystuje własną taktykę, uzbrojenie itp.
-
Jakby ci tą szermierkę opisać?...
Plopp, wiem co to szermierka, widziałem choćby jak nasi zdobyli rok temu na olimpiadzie srebrny medal w zawodach z szermierki. Miałem na myśli jak wyglądałaby taka zabawa na żywo, czy byłaby zorganizowana i wszyscy biegali by jak robociki, czy byłby to jeden wielki chaos, w którym przetrwaliby najsilniejsi.
Pomysł ciekawy ale nie wiem czy bitwę na drewniane miecze można nazwać "polskim sportem narodowym".
Michal, zaufaj mi... to, co wymyślą Polacy nikt nie wymyśli ;)
Mój kolega kupił sobie taki pistolet i napchał do niego taniej amunicji i... zatkał się! Musiał go rozkręcać i czyścić lufę...
pozdro
-
Ja dałem tylko tylko ogólny pomysł z przykładem... Bardzo było by fajnie gdyby >>opancerzeni<< tłukli by się na zeszlifowane miecze z jakiejś lekkiej stali...
Celowo dałem przykład "rekonstrukcji i walki gladiatorów" bo ten Sport ma rozładowywać energię i uczyć panowania nad emocjami... A nie być przedstawieniem.
Niektórzy czytając pewnie pukają się w głowę myśląc "tylko kretyn dla zabawy wymachiwałby stalowym mieczem". No ale przypatrując się bliżej to zagrożenie zdrowia i życia było by mniejsze niż w boksie zawodowym czy w karate... bo w tych dyscyplinach okłada się kończynami po nieuzbrojonych organach... a w "bitwie" "zawodnik"- wojownik miałby na sobie kolczugę i pancerz a na dodatek tarczę... A walczono by w lidze Nowicjuszy drewnem... a w lidze zawodowej lżejszymi odmianami żelaza. Ponadto sport ten najpewniej wskrzesiłby wiele ginących zawodów takich jak zbrojeniowe odmiany kowalstwa. Zakładając, że dyscyplina się przyjmie i za kilkanaście lat na olimpiadę Polski Komitet Olimpijski zamawia jeśli nie w kuźniach to w manufakturach po 200 tarcz, mieczów, hełmów, pancerzy i innych pierdółek, wtedy wraz z zajęciem, do kieszeni rzemieślników wpłyneły by pieniądze... Tym samym ceny np. balustrad kutych stopniowo by spadała a tym samym stać by na nie było większe masy klientów... co tym samym zwiększyło by rynek czyli spowodowało by większą ilość zleceń co za tym idzie dalszą obniżkę cen, i tak dalej...
Więc na razie teoretycznie projekt daje same korzyści, oczywiście oprócz ryzyka które może czekać w każdej innej dyscyplinie.
Co się tyczy pytania przybora... Każda "armia" miała by dowódce/stratega... oraz oficerów, chorążych... Celem jest zdobycie stolicy lub sztandarów od chorążych przeciwnika:) A jak tego się dokona to już jest wolna wola Dowódcy... Jeśli zdecyduje się na ofensywę to może ustawić wojaków w ciasny szyk jak i dać rozkaz rozproszenia... może posłać np 1/3 na czoło formacji przeciwnika, 1/3 na flankę i 1/3 do obrony Stolicy... To czy szyk wytrzyma zależy już od wyszkolenia i determinacji jednostki jak i zgrania oddziału.
-
Chyba mało wiesz o ASG. Swego czasu takiego misia "Z wypasioną metalową (metalowa to standart, zdobedziesz za 350 zł...) repliką na Co2 miliard efpeesów" zaszedłem od tyłu i dźgnąłem gumowym nożem.
Jak gracz dupa to i sprzęt nie pomoże.
Osobiście wolę dostać kulką z 15 metrów nić kijem po głowie...
-
Boś cienki w uszach... do pewnych rzeczy trzeba mieć lekko pogmatwane w neuronach, podobnie jak do skakania z dachów lub kopaniu się po mordach... Poza tym ta twoja głowa była by zakuta w hełm... i nie zabraniało by się robienia uników i parowania.
-
Przestań kozaczyć przez neta, bo ostatnie 3 twoje posty są bardzo dresiarskie ; d
Nie wiem kto tu jest cienki. Najpierw narzekasz, że cię każdy w asg zjedzie, a potem jaki ty to koks nie jesteś, że chcesz być bity "dla sportu" kijem po twarzy ; d Powodzenia, twardzielu.
Poza tym nie wiem ile masz lat i doświadczenia w takich "walkach", ale ja osobiście jak po minutowej walce na drewniane kije w kolczuge zarobiłem prosto w żebro, to myślałem, że nie wstane. Bez kolczugi pewno miałbym roztrzaskane to żebro. Więc mi nie mów, jaki to lajt jak założyć kurteczkę.
W ogóle co to za pomysł? Co piłeś? ; d
-
Co się tyczy twojego żebra... To powiedz z kim ty się okładałeś, że cię koleś z całej pety w żebra walił... Z doświadczenia wiem, że żebra należą do tych kości które aby złamać trzeba uderzyć z odpowiednią prędkością i siłą... poza tym kolczuga chroni przed rozcięciem, dostaniem się żelastwa pomiędzy jedną kiszkę a drugą nerkę... lub w ogóle jakichkolwiek ciętych ran czy to na kończynach lub na karku (na głowie nie spełnia swojego zadania między innymi dlatego, że czaszka spełnia rolę pieńka do rąbania). Więc jako osłonę na żebra zalecałbym ci tą kurteczkę i to najlepiej skórzaną, i najlepiej aby była watowana:) Wtedy sztywna skóra rozłoży energię uderzenia a wata ją zamortyzuje...
... Nie wiem co ty widzisz w moich postach dresiarskiego??? Jeśli się obraziłeś na "cienki w uszach"... no to sorry że nie zrozumiałeś intencji, bo jest to zwrot raczej koleżeński...
ps
Dla uzupełnienia... nigdy nie napisałem, że To będzie polegało na obłędnym biciu wszystkiego co się rusza w zasięgu ręki... proszę czytać uważnie bo każde słowo ma znaczenie. Dajmy na to napisałem >szermierka<. Nie napisałem "na szpady"... "na florety" tylko >>>szermierka<<< czyli w wolnym wyłożeniu sztuka władania bronią białą, nie tylko dyscyplina olimpijska.
-
Zareagowałem tak, bo poprzednio coś żeś o dawaniu w ryj pisał, a teraz użyłeś tekstu, który używaja ostatnio dzieci neo. Ale możliwe moje przewrażliwienie ;)
Co do walki, miałem kaftanik pod kolczugą. Ale okej, gośc miał 2 metry i spore mięśnie, ale nie był szybki. Był pieruńsko wolny, ale bałem się podejść do normalnego ataku żeby nie zarobić z łokcia czy coś, miał przewagę zasięgu, ja mam 170 cm. Kiedy w końcu się odsłonił mi noga rozjechała się o korzeń. Żeby się nie wywalić opuściłem leko tarczę i gość się ostro zamachnał...
No po prostu, bolało ; d
-
Jeju... a ty mnie chyba jakoś przezwałeś... poza tym nic nie stwierdzałem... tylko stwierdzałem pytająco:):):)
-
Mi się prawdziwe ASG nie podoba. Co z tego że ma się strój ochronny jak i tak po kilku rundach przez tydzień się ruszać nie można? Po uderzeniu pałką przez chwile masz zaćmę a potem wszystko git.
-
Dla uzupełnienia... nigdy nie napisałem, że To będzie polegało na obłędnym biciu wszystkiego co się rusza w zasięgu ręki... proszę czytać uważnie bo każde słowo ma znaczenie. Dajmy na to napisałem >szermierka<. Nie napisałem "na szpady"... "na florety" tylko >>>szermierka<<< czyli w wolnym wyłożeniu sztuka władania bronią białą, nie tylko dyscyplina olimpijska.
Nie do końca zrozumiałem, może dlatego, bo się nie wyspałem, ale w szermierce chodzi o samo dotknięcie przeciwnika szpadą. Taka walka byłaby stuprocentowym chaosem, albo wszyscy byliby wyuczeni taktyki ;)
pozdro
-
Mi się prawdziwe ASG nie podoba. Co z tego że ma się strój ochronny jak i tak po kilku rundach przez tydzień się ruszać nie można? Po uderzeniu pałką przez chwile masz zaćmę a potem wszystko git.
Uśmiałem się jak nigdy, dość żałosna wypowiedź, pewno nigdy w ASG nie grałeś. :D
No ale cóż, w Tibii się nie dostaje malutką, białą kuleczką, to może nie jesteś przyzwyczajony do "bólu".
-
Prawda jest taka, że dostać pałą gdziekolwiek, ale mocno, to boli, a dostać kuleczką nawet z bliska da się przeżyć. Bo wiadomo, że się startuje w jakimś stroju ochronnym, ale Twoje określenie "masz zaćmę a potem git" jest takie, jakbyś urodził się w grze komputerowej, bo tam jest, że jak się dostanie mieczem w łeb to się wypije napój i jest dobrze, a naprawdę taki cios w łeb nieraz kończył się śmiercią, a nie "zaćmą". Weź się rozpędź i walnij na baranka o ścianę, zobaczymy, czy przejdzie, czy Cię odwiozą do szpitala. A taką kulką można cały dzień obrywać, a się przeżyje. Pomysł na walkę mieczami jest dość interesujący, ale poniesie za sobą wielu rannych. Za to pomysł na strzelanie się jest już ciekawszy, i ma mniej ryzyka ;)
EDIT: Nie szkodzi, że dziwny, można przynajmniej nabić posty ;)
pozdro
-
Moim zdaniem kwestia gustu.
Ja chodzę na ASG i jakby to powiedzieć... strasznie upierdliwe są te kulki. Gdy się taką dostanie, to ten ból nie jest "bolesny", a raczej "denerwujący". Tym się to odróżnia od dostania drewnianym mieczem.
Tak, na kendo też chodzę i przyznaję, że ból jest większy, ale przyjemniejszy i lepiej przyswajalny. To brzmi trochę dziwnie, ale ja poniekąd lubię ból, gdyż on kształtuje charakter. Na przykład wczorajszy trening zakończył się dla mnie rozciętym łukiem brwiowym, gdyż popełniłem błąd podczas sekwencji. Nie ważne, ale chodzi o to, że wolę poczuć ból z prawdziwego zdarzenia niż taki kłujący, denerwujący ból od kulki ASG. Ogólnie ból staram się akceptować, jakby nie był czymś szkodliwym.
Tak na marginesie, to bardzo dziwny temat -.-
-
No właśnie kwestia gust... jedni wola kendo czy jak mu tam... inni wolą ASG, jeszcze inni machanie kijami w stylu europejskim... a jeszcze inni wola siedzieć przed kompem i siepać w jakiegoś RPG... Wolna wola... ja wole europejski styl walki a fascynuję się Słowiaństwo i Sarmatyzm... inni wolą Japonię i samurajów a jeszcze inni wola świat fantazy... Czyli wymachiwanie pół-plastikiem wykrzykując niby elfie zaklęcia... Wszystko jest dobre co się dobrze kończy:) Jeśli jest zabawa to nawet bul żeber nie jest tak dokuczliwy... a i odciski po ASG nie przypominają już tak ukąszeń komara.
Temat może i jest dziwny... ale jaki pożyteczny:) Bo niby z kąt miałbym wiedzieć, że Alkhadias chodzi na Kendo:):):)
-
Wyjaśniam - dostałem pałą nie raz. Zaćmę naprawde ma się przez chwile, o ile ma się kask/hełm.
-
To albo dostałeś pałą z gąbki, albo biło Cię pięcioletnie dziecko, albo jesteś mutantem i masz super wytrzymałą głowę ;)
P.S. Mam taką ciekawostkę: podobno naukowcy odkryli, że ludzie z rudymi włosami (nie farbowani) są odporniejsi na ból xD
pozdro
-
Może i prawda... Mój wujek ma rude... i jak kiedyś spadł z drabiny, na plecy to nawet nie jękną... otem zaś okazało się, że ma uszkodzone 2 kręgi... ale jakoś żyje i nawet się nie skarży, choć powinien.
-
To albo dostałeś pałą z gąbki, albo biło Cię pięcioletnie dziecko, albo jesteś mutantem i masz super wytrzymałą głowę ;)
P.S. Mam taką ciekawostkę: podobno naukowcy odkryli, że ludzie z rudymi włosami (nie farbowani) są odporniejsi na ból xD
pozdro
Tak, podobnie jak ludzie, którzy nie mają genu odpowiadającego za bół - z jednej sttrony fajnie z drugiej ból to alarm dla człowieka. Każdy kto go ignoruje źle kończy.
-
No to jest mały offtop. A poza tym stwierdziłem to jako żart, bo to na prawdę bzdura, a wujek Ploppa jest po prostu twardy ;)
P.S. Ten post napisałem specjalnie dla niekumatego Prouda, który wyśmiał to zdanie w spamboxie i wziął to na serio nie wyczuwając mojego sarkazmu. Żarty są dla mądrych ludzi...