Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Archiwum Sesji RPG => Sesje RPG => Novus Mundus => Wątek zaczęty przez: Ąrie w Marca 12, 2017, 22:04:23
-
Z ciężarem wynieśliście ciało Komandora na zewnątrz. Wychodząc dostrzegliście, że mroczne chmury ustąpiły, a deszcz również ustąpił...
//Piszecie sami, chyba, że będzie potrzebna moja ingerencja - wtedy wezwać mnie.
-
Kieruje Elyna z ciałem na teren byłej Komandorii.
-
Jean niósł posłusznie ciało tam, gdzie prowadzi go Claudia.
Niosąc je, szepcze doń:
- Proszę Pani, czy obieca mi Pani, że po opowiedzeniu o wszystkim mnie Pani nie zabije? Poza tym gdzie idziemy, jeśli mogę spytać?
-
- Nic nie obiecuję - burknęła dziewczyna będąc ciągle myślami gdzie indziej - A idziemy na teren... na teren byłej Komandorii. Tam powinien zostać spalony...
-
- Rozumiem. - odparł jej Jean, nie odpowiadając jej aż do znalezienia się w budynku Komandorii.
-
Tachaliście ciało Komandora przez całe Nowe Vordon dostrzegając, iż gdzieniegdzie gromadzą się grupki mieszczan, konspiracyjnie szepcząc między sobą. Coś jakby się dzieje...
Niemniej, nie niepokojeni przez nikogo trafiliście do Komandorii. Wchodząc przez główne drzwi od razu rzucił Wam się w oczy chaos, który wewnątrz panował - posiekana na wióry lada, porozrzucane meble, zerwane ściany...
-
- Połóż ciało na podłodze i pomóż mi zrobić stos - poprosiła dziewczyna i zaczęła zbierać meble i wszelakie inne rzeczy do zrobienia prowizorycznego stosu pogrzebowego.
-
Znalazłszy się w środku z ciałem, zamknął drzwi za sobą i inkwizytorką, wziął oddech, skulił głowę, pomagając inkwizytorce w paleniu ciała, szepcząc przy okazji doń w kyraliańskim:
- Miłościwa Pani, proszę o wybaczenie za ten strach i nieufność, ale zasadniczo muszę Pani wszystko opowiedzieć, a zrobiłem wiele złego i szczerze tego żałuję.
Zacznijmy od początku. Nazywam się Jean Babillon i jestem byłym jegrem. Służyłem w wojsku pod komendą kapt. Agnes de Baliciene, która wkrótce stała się moją ukochaną. - w tym momencie pierwsza łza spłynęła Jeanowi po policzku.
Przybyliśmy do kolonii. Marzył się nam własny folwark, w którym moglibyśmy osiąść i w którym Elyni mogliby znaleźć miejsce spokoju i ukojenia od trosk imperialnego świata. Pierwsze o czym pomyśleliśmy, to znalezienie uczciwej pracy. Zgłosiliśmy się do gubernatora i ta decyzja stała się początkiem pasma moich porażek. - odparł, płacząc coraz rzewniej.
Dostaliśmy zlecenie na zbadanie sprawy napadu na posterunki kompanijne, w które zamieszani byli Elyni. Już sama perspektywa pracy na szkodę własnych rodaków zabolała, ale rozkaz to rozkaz. Podeszliśmy do tego z Agnes rzetelnie, jak powziąłem decyzję, pierwszą z tych, które szczerze żałuję. Rozdzieliśmy się, ja udałem się do lasu zbadać obozy Elynów, moja Agnes zaś miała za zadanie zaciągnąć języka wśród miejscowych i później mnie poszukać. Nigdy więcej już jej nie spotkałem. Z tego, co wiem, trafiła do tej samej osady Elynów, do której ja trafiłem i wszelki ślad po niej zaginął. - ostatnie słowa dało się ledwo usłyszeć z potoku łez.
Później się już tylko staczałem. Gniew mnie ogarnął - gniew na Kompanię i Kyralian za stratę mojej Agnes - tak, że kiedy mnie posłano z misją do Kitajców, którzy teraz okupują miasto, łatwo dałem się im przekonać, by przejść na ich stronę z zemsty. TO JA STOJĘ ZA ZDOBYCIEM Nowego Vordon. To ja jestem katem kolonii! - płacz Jeana nabrał punktu kulminacyjnego.
Potem dostałem zlecenie, ażeby pod groźbą śmierci zmusić świątynię Światłości do złożenia hołdu Daimyo. Już wtedy czułem się winny. Udałem się do świątyni, ogłosiłem żądania Daimyo... po czym poprosiłem kapłana o możliwość spowiedzi. Tylko tyle mogłem zrobić, jako osoba nie wyznająca waszej religii. Potem wybuchła wrzawa, ja wróciłem do Daimyo by złożyć meldunek... i zostałem zmuszony do poprowadzenia oddziału egzekucyjnego. Miałem dość, serdecznie dość, dlatego po wejściu do świątyni po raz wtóry tak teatralnie, choć szczerze, wybuchłem płaczem. Potem do tego, kiedy ty Pani walczyłaś z demonem, jakiś inny demon czy heretyk czy cholera wie co za ustrojstwo zażądał ode mnie, bym Panią zabił.
A ja tego nie chcę robić! Mam dość! Dość już z powodu mej głupoty, zaburzenia osobowości i emocjonalności ludzi wycierpiało!
Mam dość! Proszę Panią o łaskę Rady, co zrobić, by wyjść z tego kręgu niegodziwości i odpracować choć część winy, zanim spotka mnie zasłużony los! - w tym momencie Jean już nie tłumił płaczu ani trochę.
-
Dziewczyna spojrzała się na niego i odpowiedziała cicho, lecz tak by ją usłyszał - Ogarnij się i przestań beczeć, jak zarzynany baran. Nie interesuje mnie to co zrobiłeś tej koloni. Chcesz odpracować kary? To żyj i daj innym żyć, a nie daj sobą manipulować jak chorągiew na wietrze, raz w tę stronę drugi raz w tę. Wybuchając płaczem okazujesz słabość, a masz być silny. Wyjdź stąd, posłuchaj czego chce ludność tego miasta. I poprowadź ich... ku zwycięstwu albo ku zagładzie, nie obchodzi mnie to.
-
Jean spróbował się uspokoić i odparł:
- ma Pani rację, jestem słaby. Prosiłbym jednak o możliwość towarzyszenia Pani przez jakiś czas, bym mógł się nauczyć tej siły woli, która od Pani bije.
-
Dziewczyna spojrzała się na niego ze zdziwieniem i powiedziała - Tego się nie na nauczyć. To masz poczuć w sobie - po czym podeszła do niego i popukała go palcem w miejscu, gdzie jest serce - żyj Wiarą. Prawdziwą Wiarą, a nie pomiotami ciemności. Zastanów się co czujesz, czego Ci brakuje?
-
- Wiary?
-
- Wiarą w Światłość, jedyną prawdziwą Wiarę, która może nas uratować - odpowiedziała dziewczyna żarliwie, wręcz fanatycznie - Nie interesuje mnie że jesteś Elynem. Szczerze nawet by mnie nie interesowało gdybyś tam zginął. Ale jesteś tutaj i stoisz przede mną rozbity. Ja nie potrafię Ci pomóc, nie pomogę Ci się pozbierać. Może to zrobi Wiara, może nie. Ale najpierw odnajdź swoją ukochaną, zajmij się czymś co jest ważne dla Ciebie. Rozwiąż to i powoli odbudowuj swoją wiarę w siebie - po czym odwróciła się i podeszła do zawiniętego ciała...
-
- Tak więc będę podążał za Tobą Pani, by służbą i towarzyszeniem Ci móc odbudować swego ducha... i poznać wiarę w Światłość. - odparł z pewną nadzieją Jean i zmotywowany zabrał się do pomagania Inkwizytorce przy paleniu ciała.
-
- Nie pomożesz mi podążając za mną. Moja walka to samotna walka, nie będę ryzykowała niczyim życiem w swojej sprawie - odpowiedziała, po czym po chwili dodała - sama go zaniosę. Jestem mu to winna - po czym wzięła ciało i położyła je na stosie, po czym rozpali ogień i położy je pod stosem, by spalić ciało... po czym zacznie odmawiać modlitwy za duchowość Komandora.
-
- Nie, Proszę Pani. Pani podniosła mnie na duchu po tym wszystkim, ja z kolei czuję się zbyt samotnym po stracie Agnes, tak, że wolałbym potowarzyszyć Pani przez jakiś czas, choćby by mieć z kim rozmawiać.
-
- Idź się przespać, przemyśl to co się dzisiaj wydarzyło - odpowiedziała stanowczo dziewczyna - Ja pracuję sama. Odbuduj co możesz... i zbierz zaufanych ludzi. Przydadzą nam się... w przyszłości - po czym wróciła do modlitwy...
-
- Nie mam takich. Miejsca do snu też za bardzo nie mam - odparł jej z opuszczoną głową Jean.
-
Claudia zbudowała prowizoryczny stos z tego co było dostępne, a następnie odnalazła krzesiwo w ruinach Komandorii. Wciągnęła ciało Komandora nań i podpaliła powoli ogień. Dym uniósł się, a płomienie zaczęły powolnie konsumować najpierw drewno, a następnie ciało Inkwizytora...
-
Dziewczyna odmówiła jeszcze jedną modlitwę w intencji Komandora oraz za to, by pomagał jej w tych ciężkich czasach. Po chwili upadła na kolana i całej siły krzyknęła - ANNAABEL!
-
Jean przyglądał się temu w milczeniu, życząc w duchu lepszego życia zmarłemu po śmierci.