Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Archiwum Sesji RPG => Sesje RPG => Novus Mundus => Wątek zaczęty przez: Ąrie w Marca 12, 2017, 16:53:08
-
Skryliście się w cieniu, deszcz momentalnie przestał padać. Chmury zaczęły się rozwiewać, jednak panowała już noc. Słyszeliście gdzieś w oddali wrzeszczących mieszczan.
- Precz z kitajcami! Wolność, wolność!
-
Evar rozgląda się po uliczce, po czym skupia wzrok na Marco i wzdycha.
- Więc... na początek potrzebujemy paru rzeczy. Zapomniałem wziąć jakiejś broni do walki wręcz, mam tylko dwa nieprzeładowane pistolety. W dodatku jesteśmy ranni, dosyć poważnie. Musimy udać się do jakiegoś medyka, znachora albo innego konowała. Co do Prawdy o której Ci mówiłem, to wpierw muszę... upewnić się, czy aby nie zdradzisz mnie przy pierwszej okazji. Wiedza, szczególnie ta tajemna nie jest dostępna dla wszystkich. Więc... proponujesz coś? Wiesz gdzie moglibyśmy się udać na początek?
-
- Hmm i jak zamierzasz się upewnić? - zapytał Marco podnosząc brew - Co do medyka to nie wiem. Wszyscy, których znałem zginęli przy oblężeniu miasta. - odrzekł krótko.
-
- Przez twoje działania, oczywiście. Rozumiesz... prawie skończyłem na stosie przez głoszenie prawdy, nie zamierzam powtórzyć tego błędu. Dobra, a znasz jakiegoś kowala, albo sprzedawcę broni?
-
- Nie pytałem o powód, tylko jak zamierzasz się upewnić, lubię wiedzieć co będę musiał zrobić. - odrzekł spokojnie - Również nie, jeszcze może trzy godziny temu bym znał, ale koszary ktoś wysadził. Podobno nikt nie przeżył.
-
- Niech Ci będzie. Załóżmy na razie tak... jeśli mnie nie zdradzisz w najbliższym czasie to przejdziesz "test" mojego zaufania. Ciężko uznać osobę, która strzeliła Ci w plecy za kogoś godnego zaufania. Wracając do lekarza i broni... sprawdzę na mapie, może jest tam coś zaznaczone. - mówi i powoli wyciąga mapę z torby z zamiarem zbadania jej.
-
- Tak samo ciężko ufać osobie, której Panem jest jakiś demon. Czy kim on był. - odrzekł Marco, wzdychnął - Ale rozumiem i jakoś postaram się zapracować na to zaufanie. W tamtej sytuacji kierowałem się intuicją. Jeśli masz gościa, który Ci rozkazuje, a wziął się ni stąd ni zowąd to automatycznie chcesz się zbuntować. I tak też wtedy zrobiłem.
-
- Dobra, dobra... rozumiem, przesadziłem nieco. - ucina, patrząc w mapę.
-
Szpital, jedyny w mieście, znajdował się w południowej części. Zasadniczo, znajdujecie się w centrum Nowego Vordon, więc jest to kawałek. Co się tyczy zaś jakiejś kuźni, czy sklepu z wyposażeniem - jest noc i prawdopodobnie nic nie będzie "otwarte", jednak najbliższy jest kilka uliczek dalej.
-
- Więc tak... Chodźmy tędy - wskazuje na uliczkę, która jest na mapie - Obecnie postarajmy się dotrzeć do szpitala, kuźnia jest po drodze. - mówi i rusza według mapy, w stronę kuźni.
-
- Prowadź zatem - stwierdził, po czym ruszył za Evarem.
-
Kroczyliście kilkaset metrów, a gwar podnoszącego się buntu osłabł. W końcu dotarliście do chaty z szyldem, na którym ukazane było kowadło, jednak po szarpnięciu drzwi okazało się, że są zamknięte...
-
- Eh... tak myślałem. Nieważne, i tak jesteśmy na drodze do szpitala. - rzuca i podąża dalej według mapy.
-
Marco przytaknął tylko i ruszył dalej za Evarem.
-
Szliście dalej, tak jak mapa wskazywała, idąc na południe. Na każdym rogu zbierały się niewielkie grupki mieszczan, którzy konspiracyjnie omawiali jakieś kwestie w kółkach. Z trudem udało Wam się dojść przed wrota szpitala, kiedy Marco upadł (wcześniej podtrzymywany przez Evara) i nie był w stanie kontynuować podróży z powodu bólu, wykończenia i sączącej się powoli krwi...
-
- Kurwa, tylko tego brakowało... a wydawał się nawet w porządku. - Evar próbuje ocucić Marco policzkując go lekko po twarzy.
Następnie rozgląda się po twarzach zgromadzonych ludzi przed szpitalem i łapie oddech.
- Pomocy! Na miłość światłości, pomóżcie mi go wnieść do środka, albo zaraz wyzionie ducha! - desperacko wykrzykuje i próbuje podnieść denata na nogi.
-
- Jeszcze dycham - odpowiedział niemrawo, krzywiąc się z bólu. - Ale chyba nie dam rady iść.
-
- Dasz, dasz... nie takie rzeczy się robiło dla Sprawy... - odpowiada, tym razem szeptem, następnie próbuje podnieść go i wspomóc tak jak poprzednio, aby doprowadzić go do wnętrza szpitala.
- Pomocy, ludzie! - wykrzykuje ponownie, mając nadzieję na jakikolwiek odzew.