Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Archiwum Sesji RPG => Sesje RPG => Novus Mundus => Wątek zaczęty przez: Kradus w Lutego 26, 2017, 15:17:56
-
.
-
Na kontynencie trwała wojna z nieznanymi najeźdźcami zza Wału - udało im się przełamać potężne fortyfikacje w kilku miejscach i sforsować pierwszą linię obronną Imperium. Wojna trwała w najlepsze, jednak do Vordon nie docierały transporty, ani żadne wiadomości z Vanabis, najnowszego nabytku kolonialnego Imperium. Wobec tego, Kompania Północnego Wybrzeża sformowała grupę żołnierzy w korpus ekspedycyjny, który miał udać się do Vanabis, aby wywiedzieć się co się dzieje.
Tobie przypadło dowodzenie trzyosobową grupą należącą do owego korpusu, zważywszy na Twoją przeszłość oficerską. Fregata, którą płynęliście do kolonii nosiła dumną nazwę "Ekspedytor". Podróż była dość długa i wyczerpująca, jednak w końcu dotarliście w pobliże wybrzeża.
- Cholera, nie wygląda to dobrze. - rzekł kapitan, spoglądając przez lunetę. - Port jest chyba zablokowany. Nie będziemy tam płynąć, bo stoją tam jakieś potężne statki. Zejdziemy nieco oddaleni od portu.
Ogółem na ląd, oprócz Ciebie wysadzono jeszcze dwudziestu jeden ludzi zorganizowanych w trzyosobowe drużyny. Oprócz nich, jeszcze jedna osoba - Major Beauvis, który dowodził całą operacją. Zarządził on zebranie kaprali (którym i Ty jesteś), aby podjąć decyzję.
- Sytuacja jest taka. - zaczął. - Mamy oblężone miasto, zablokowany port, otwarty las przed nami, po muszkiecie, po rapierze i dwudziestu trzech ludzi w sumie. Co robimy? Jakieś sugestie?
-
- Możemy spróbować nękać wroga szybkimi i niespodziewanymi atakami. Powinniśmy przedrzeć się na północ, podejść lasami pod miasto i atakować przeciwnika na drodze. Nie na tyle blisko, by szybko ściągnął posiłki z reszty oblegających, ale jednocześnie nie na tyle daleko by nasi w mieście nie mogli zareagować. Powinniśmy przede wszystkim atakować mniejsze oddziały wroga, na przykład te przeznaczone do zdobywania pożywienia w lesie czy patrole. Jednocześnie nie możemy pozwolić, by którykolwiek z oddziałów nie został rozbity w całości - gdyż Ci którzy uciekną, powiedzą swoim o naszych działaniach. Tak będą myśleć o tubylcach czy czymkolwiek innym i wolniej im przyjdzie do głowy myśl o wysłaniu poważniejszego oddziału... Tak więc proponuję utworzyć dwie grupy - jedną będzie dowodził Major, drugą jeden z kaprali. Trzeba się tak ustawić, by ucieczka drogą nie była możliwa. Do lasów będą się bali uciekać, bo ich nie znają... I trzeba powiedzieć tą smutną rzecz - nie możemy brać jeńców!
-
- Cóż... - zastanowił się głośno major (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/6a/c8/74/6ac874027a2a6e0224bac6206ad7ec5e.jpg). - Jakkolwiek plan nie jest zły, tak nie mamy żadnych, choćby podstawowych informacji na temat potencjalnych napastników. Wiemy natomiast, iż w lasach grasują dość sprawne bojówki Ruchu Oporu Elynów, które mogą nam przeszkadzać. Tym niemniej, wydaje mi się, iż Elynowie wolą opresję. - zaśmiał się delikatnie. - Naszą, niźli jakąś obcą. Co Panowie sądzicie o nawiązaniu z nimi kontaktu? Poza tym, potrzebowalibyśmy jakiegoś rekonesansu w mieście, aby wiedzieć z czym się uporamy, jak uważacie?
-
-Mógłbym spróbować z Nimi porozmawiać. Aczkolwiek lepiej by było, gdyby reszta się nie ujawniała - możecie mnie osłaniać z pewnej odległości, bądź po prostu poczekać na mnie w umówionym jakimś konkretnym miejscu o konkretnej porze. Jeśli faktycznie, jak major zauważył, "wolą nasza opresję", być może uda mi się wyciągnąć od Nich jakąś informacje o oblegających, ich stanie zaopatrzenia czy w ogóle zapytać o możliwość współdziałania...
-
- Zgłasza się więc Pan na ochotnika, Panie de Elynoix? - zapytał z uśmieszkiem major, a wszyscy zwrócili wzrok na Ciebie. - Zdaje sobie Pan sprawę z tego jak bardzo jest to niebezpieczna misja? Z tego co mi wiadomo, to do lasu nawet strażnicy bali się zapuszczać... ma Pan dość odwagi, aby wejść wgłąb?
-
-Owszem. *Zdejmuje niepotrzebny plecak* -Tylko musi mi major powiedzieć, jaki rodzaj komunikacji wybieramy? Umawiamy konkretne miejsce, czy będziecie podążać za mną w odstępie? Mniej dekonspirująca byłaby ta pierwsza... Jednak najpierw musiałbym zapoznać się chwilę z mapą okolicy, by później nie błądzić i nie natrafić na najeźdźców. *Zwraca się do najbliższego oficera* -Zaopiekuj się proszę Charlemagne, dopóki nie wrócę.
-
Jeden z oficerów wziął psiaka, a ten zaczął na niego groźnie (choć bardzo uroczo) warczeć. Kapral popatrzył na kolegów, a ci zachichotali pod nosem.
- Umówimy się. Niestety, muszę Pana zasmucić, gdyż nie posiadamy żadnych szczegółowych map lasu - jedynie oglądową. - podał Ci mapę (tę, która jest w dziale mapy). - Nie znamy też pozycji ich obozowiska, więc... to jest ten problem. Musiałby Pan w jakiś sposób natrafić na ich patrole, co z resztą ciężkie nie jest, zważywszy na ich kontrolę lasów.
-
-Najrozsądniej byłoby pójść na północ. Nie za blisko drogi portowej, ale również nie za blisko dzikusów. Jak sam Pan major powiedział, "gdzieś muszą być"... Umówmy się może w tym samym miejscu, za pięć nocy. Szóstego poranka przybędę tutaj. Nie szukajcie mnie, jeśli nie wrócę. Jednocześnie, gdyby sprawa na tyle radykalnie się zmieniła i te cholery przestały oblegać Nowe Vordon, znajdę Was po prostu w mieście... -Aha, jednak wezmę ze sobą plecak. Jak będzie pechowo, przez kilka dni nie znajdę Elynów, więc lepiej żebym wziął jakieś jadło.
-
Major spojrzał na swoich kaprali, a następnie z uśmiechem gruchnął w Twoją stronę.
- Cóż, ja jakoś chłopcom zorganizuję czas. Panie Elynoix... nie pozostaje mi nic, jak życzyć Panu powodzenia. Niech Pan nie zawiedzie Kompanii, a Kompania będzie Panu wdzięczna.
-
Odchodzę powoli od grupy, kierując się na północ, spoglądając od czasu do czasu na trzymany w lewej ręce kompas. Odchodząc myślę o tym, co pierwsze powiem swoim, jakby nie patrzeć, współziomkom. Jak oni zareaguje? Czy mnie przyjmą? Czy zobaczę jednak Charlamagne? A może ta córka profesora jednak była lepszym wyborem niż ta zapchlona i pełna niebezpiecznych typów kolonia? A może miała fajne cycu... Ahh przestań, przestań...
-
Ruszyłeś według wskazań na północ, zagłębiając się w leśną gęstwinę. Nie wiedziałeś za bardzo gdzie, jak kroczyć - po raz pierwszy w nowym, ogromnym świecie Vanabis nie mogłeś nawet choćby orientować się w przestrzeni. Wszelkie zaułki, drzewa, polanki były takie same - las ras zamieniał się w gęstą kolumnadę potężnych pni, raz w rzadką lesinę suchych i chudziutkich pieńków. Ty zaś kroczyłeś na północ, kroczyłeś kroczyłeś...
Nagle, zatrzymały Cię szmery w krzakach. Przystanąłeś na chwilę, a tuż przed Twoimi oczami wyrosła lufa karabinu...
- Kim jesteś i dlaczegoś tak głupi, aby się tu zapuszczać. - spytał głos gdzieś zza liści...
-
*W elyńskim języku* -W Elyne najlepsze kasztany są na placu Claudalle...
-
Przez chwilę panowała cisza, następnie po Twojej lewicy i prawicy wyszli ubrani w militarne, maskujące stroje mężczyźni, mierząc w Ciebie muszkiety. Przed nosem również miałeś lufę.
- Jak się nazywasz i po co przybywasz. - zapytał po elyńsku.
-
-Nazywam się Thadée de Elynoix, oficer wojsk Imperialnych. Ja wiem, że będą tutaj surowo oceniony, nie mniej nie czas na wszelkie animozje. Przybywam w związku z oblężeniem Nowego Vordon oraz Waszymi działaniami w tej sprawie. Należałoby bowiem odbić z rąk tych parszywców nasze miasto. Nie sądzicie, że mogłoby to również zaowocować w Imperium, choćby polepszeniem warunków życia naszych braci na kontynencie?
-
Muszkiet przed Twoim nosem powoli się wycofał, jednak nie zdążyłeś się nawet obejrzeć, gdy poczułeś ogłuszające uderzenie w głowę, a potem już tylko ciemność...
Obudziłeś się na krześle, w jakimś niezbyt wielkim namiocie. Przed Tobą stał wysoki mężczyzna o jasnej cerze, krótkich, jasnych blond włosach i z pokaźną szramą, ciągnącą się od linii włosów, przez prawe oko, aż do policzka. Ubrany był w kirys, zbrojone nogawice i militarne buty. Uśmiechnął się parszywie, gdy przebudziłeś się i dostrzegłeś, że jesteś do krzesła przywiązany.
- No proszę proszę. Elyn, zdrajca, zabójca, morderca, bezczelny do tego, bez instynktu samozachowawczego. - ciężkim głosem powiedział mężczyzna. - Po coś tu przylazł?
-
-Przede wszystkim nie zdrajca! Poszedłem do wojska głównie dlatego, że mój ojciec był oficerem wojsk Elynów i zginął w wojnie z Imperium... Zrozumcie, uciekanie do lasów i "nieuczestniczenie w życiu społeczeństwa" aby jeszcze bardziej nas pogrąża. Nie mówię tu o celowym podkładaniu się kirylanom, albo wiernopoddańczemu służeniu. Po prostu żeby nasze działania pozwoliły nam... Ahh, dobra, dobra. Możesz odsunąć ten nóż, przechodzę do meritum. Mianowicie. Zgłosiłem się na ochotnika, by próbować was przekonać do podjęcia wspólnych z kirylanami działań przeciwko tym dziwnym najeźdźcom. Oni nie są ani im, ani tym bardziej nam na rękę. Daję słowo honoru, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by nie zrobiono Wam żadnej przykrości z powodu walczenia i przebywania w lesie. Mam wpływowego stryja, który powinien przemówić do rozsądku temu ich całemu "imperatorowi"...
-
Mężczyzna z groźną miną przypatrywał się Tobie i słuchał co masz do powiedzenia.
- Dużo gadasz. Mało mnie interesuje co Ci tam we łbie przyświeca, bo to właśnie przez takich apartczyków jak Ty jesteśmy rozbijani od środka. Nam się nigdy nie będzie żyło lepiej i... na litość, przestań się z nami solidaryzować. Jesteś zdrajcą, a zdrajców w normalnych warunkach się wiesza.
Mężczyzna obrócił się i zaczął powoli spacerować po namiocie, obracając nożem myśliwskim w ręku.
- Nie mogę jednak zaprzeczyć, że nie mamy teraz warunków... normalnych. Twoje słowo honoru jest warte tyle, co chybiona w Kyralianina kula, więc nawet nie śmiej rzucać we mnie swoimi zdradzieckimi obietnicami. Ten ich Imperator to Twojego wuja powiesi zanim zdąży mu jakieś niekorzystne słówko szepnąć. Ale fakt - to, co ostatnio zaszło w Vanabis... cóż, niestety musimy współpracować. - zwrócił się do Ciebie i podszedł bliżej. - Ale jakie warunki miałaby mieć ta współpraca?
-
Wydaje mi się, że najoptymalniejszym rozwiązaniem zarówno dla Was jak i dla n... Nich, byłoby nie wchodzenie sobie w paradę, ale również działanie zmierzające do wspólnego celu. Można ustalić obszary działań obu grup. Nie zamierzam Was pytać o liczebność czy stany ekwipunku, bo i tak za pewne nie uzyskam tych informacji. Jednak, czy jesteście w stanie podejmować działania zaczepne na ich linie komunikacyjne? A w przyszłości, przy znacznym osłabieniu wobec takich działań nieprzyjaciela, np zmasowany, wespół z kirylanami, atak na główny obóz wroga?
-
- Skąd wiesz, że już tego nie robimy? Ilu Was jest, że tak tłumnie oferujecie nam pomoc? Macie armię? - obejrzał Cię od góry do dołu. - Z tego co mi wiadomo, to armia w Nowym Vordon została starta na proch przez najeźdźców. Skąd przybywasz?
-
- Powiedzmy, że "Imperium kontratakuje". Przybyła odsiecz. Co prawda na razie niewielka... Ale od czegoś trzeba zacząć. Musieliśmy wysadzić się przy oceanie, gdyż te cholery blokują port i jakakolwiek próba podejścia do miasta od strony morza jest niemożliwa.
-
- Zapytałem o dokładne liczby. - syknął mężczyzna, przykładając Ci nóż do gardła. - Ilu, jakich, gdzie? Żebyśmy Was przypadkiem nie ustrzelili... a może i nie przypadkiem. Żebyśmy Was celowo nie ustrzelili.
-
- Niecałe dwa tuziny, przy oceanie. Nie znam terenu to nie jestem powiedzieć dokładnie gdzie. Nerwy nie są potrzebne w tym momencie.
-
Mężczyzna oderwał się od Ciebie i zastanawiał.
- Cóż... nic więcej chyba powiedzieć nie mogę. Z moich informacji wynika, że te łajzy rozlazły się po całym Nowym Vordon. Pewnie wkrótce będą chcieli przejmować lasy. A my ich oddać nie zamierzamy. Kiedy przypłynie armia?
-
- Gdybym sam to wiedział, byłbym szczęśliwy. Kompania - bo to ona nas tu wysłała - zapewniała, że niedługo przypłyną kolejni żołnierze. Jednak wtedy - przed wypłynięciem do Vanabis - nie było wiadomości o tych potężnych okrętach, więc jest szansa, że przypłyną również większą flotą. Jednak niczego nie można być pewnym po tych dusigroszach...
-
- Faktycznie. - rzekł mężczyzna, wbijając nóż w niewielki stolik. - Oby jak najszybciej przybyli, bo to... cóż dość ważne. Dobra - interesuje mnie jeszcze jedna rzecz. Co teraz zrobisz? Wrócisz do swoich przyjaciół i co? Jakoś sobie nie wyobrażam... hah. Jakie Ty masz niby plany?
-
- Jeśli to nie był sarkazm, to przed powrotem do swoich kumpli, nie "przyjaciół", wolałbym jednak ustalić jakieś wspólne działania z Wami. Wydaje mi się, że pasywne "nie wchodzenie sobie w paradę" będzie najlepsze. Proponowałbym też ustalić jakiś punkt wymiany danych. Jest tu coś charakterystycznego, jakaś stara chatka tubylców, drzewa zdecydowanie wyższe niż pozostałe czy co innego, na drodze do oceanu?
-
Mężczyzna już chciał coś odpowiedzieć, a wtedy do namiotu wpadł inny mężczyzna, mówiąc.
- Poruczniku, dobrze pana widzieć. Co dzieje się w nowym Vordon? Chcieliśmy tam się dostać, ale to niemożliwe. Udało nam się pojmać sporą liczbę chłopa z cesarskiej floty, poza tym nieźle się obłowiliśmy, teraz musimy to sprzedać, przygotować podstawy pod osadę. Natomiast, u was stało się coś ciekawego?
- Nie teraz. - machnął rzekomy porucznik. - Prowadzę przesłuchanie.
-
*Czekając aż tajemniczy jegomość opuści namiot* - Faktycznie. Zależy Wam jak cholera na zniszczeniu wspólnego przeciwnika. Na pewno to pomogło naszej sprawie...
-
-Można się dołączyć do rozmowy? Wydaje mi się, że mamy trochę wspólnych tematów do porozmawiania z naszym przyjacielem... - rzekł mężczyzna nowoprzybyły.
//pisz w spotkaniach.
-
//Plottwist
Obudziłeś się rano w namiocie Elynów, strzeżony przez dwóch wartowników, którzy dokładnie Ci się przypatrywali. Gdy rozciągnąłeś się porannie, jeden z nich parsknął.
- Wyspała się księżniczka?
-
- Nie przypominam sobie, by tu Twoja kobieta spała.
-
Drugi Elynin zaczął cicho chichotać, a ten co gadał spiorunował go wzrokiem i zdarł z Ciebie pierzynę. Dostrzegłeś, że w nocy musieli Cię rozebrać do naga, gdyż na łóżku zaświeciły Twoje nagie jajka.
- Wyłaź i idź do swoich przyjaciół. - rzekł mężczyzna, uśmiechając się podle. - Ale już, bo Ci w dupę kulę właduję na rozpęd!
-
Pełen gracji i smaku podchodzę do wyjścia namiotu. Przed wyjściem puszczam oczko i całusa Elynowi, który zdarł ze mnie kołdrę, jednocześnie zabierając ze stoliku przy wyjściu kompas i wybiegam do lasu.
-
Elynin uniósł brwi na widok Twojego gestu, Ty zaś niczym sarenka opuściłeś namiot i wyszedłeś z obozu kierując się do lasu... i gdzie podążasz?
-
Trzeba sprawdzić czy tamci mówili prawdę. Patrząc na kompas kieruję się na południe by próbować dowiedzieć się co z moimi kompanami.
-
Kroczyłeś za wskazówkami kompasu na południe, na południe...
Gdy nagle w krzaczorach usłyszałeś jakieś groźne powarkiwanie. Zatrzymałeś się, nieco przerażony tym zjawiskiem, a wówczas powolnie z krzaków wyłoniła się euuyoma (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/26/65/c7/2665c718fd75eb765c5d4fefb41ce4cc.jpg), krocząc wokół Ciebie i uważnie Cię obserwując. W książce kiedyś przeczytałeś, że są to niebezpieczne drapieżniki, które przyciągane są przez ludzki feromon - pot. Feromon ten pobudza zwierzęta, zachęcając do kopulacji, przez co ich ludzkie ofiary najczęściej kończyły... cóż, niezbyt pochlebnie. Zwierzę zataczało koła w odległości około dwóch metrów od Ciebie.
-
Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy to *O kurwa*, po czym jednak zamienia się w *no dzięki, może jeszcze takie coś (http://pobierak.jeja.pl/images/6/e/1/39358_niedzwiedz-z-karabinem-plynacy-na.jpg) napotkam na swojej drodze?*... Także bez większego zastanowienia, jednocześnie oceniając co będzie lepsze, wybieram pomiędzy dwoma rzeczami - "braniem dupy w Troki" a "wgramoleniem się na najbliższe drzewo"; bo za pewne nie ma w pobliżu żadnego miecza świetlnego leżącego na ściółce ani harpuna na "grubą niewiastę w legginsach", czymkolwiek one są, bo kurwa do tej pory nie wiem co to legginsy...
-
Szybko myślałeś jak postąpić i dostrzegłeś tuż obok olbrzymie drzewo, którego gałęzie wydawały się dość stabilne. Bez namysłu zacząłeś się nań wspinać, a bestia bez nerwów kroczyłą za Tobą. W końcu udało Ci się wgramolić na gałąź, która tak ze dziesięć metrów nad ziemią było. Bestia pokręciła się trochę wokół drzewa, a następnie spokojnie usiadła tuż pod Tobą i wlepiła ślepia w Ciebie...
-
"No, Garfield! Zobaczymy kto jest bardziej cierpliwy!" krzyknąłem do zwierza i zacząłem czekać na jakaś "odsiecz". W międzyczasie z liści zrobiłem sobie przepaskę na przyrodzenie oraz coś na wzór dywaniku, na tym jakże niewygodnym konarze...
-
Kiedy Ty robiłeś sobie ubranka z liści, stworzenie chodziło wokół drzewa i ciężko sapało. Trwało to już dobre kilkanaście minut, gdy w końcu euuyoma postanowiła przyjść do swojego ludzkiego kochanka - zaczęła skakać na drzewo powodując jego wstrząsy, a co więcej udawało jej się coraz wyżej podchodzić na drzewie. Zalotnie omiatał pysk językiem i wydawała (lub wydawał!) piskliwe dźwięki i sapanie...
-
Nie ma czasu do stracenia. Dopóki zwierze trzyma się swoimi łapami drzewa mam przewagę. Chwytam więc w miarę solidną, prostą gałąź i po kilku próbach łamię ją. Odrzucam gałązki tak, by został sam jeden badyl. Pocieram go na szybko o twarde drzewo, by nabrał trochę ostrości i JEB! Rzucam się na stwora i kiedy ten otworzył paszczę, pchnąłem go w sam środek jego parszywej buźki tak szybko - z dodatkową pomocą grawitacji - że jego kubki smakowe nie zdążyły zareagować i nie wie co właśnie trafiło mu do przełyku...
-
Pochwyciłeś pasownego konara, który nieco dalej był. Zacząłeś go szarpać, szarpać i w końcu wyszarpałeś. Kiedy czyściłeś go z gałązek, bestia powoli, sukcesywnie zbliżała się do Ciebie. Potarłeś go o pień drzewa obok i wtem poczułeś coś okropnego - zwierzę weszło dostatecznie wysoko, aby wysunąć swój długi język i polizać Cię, od uda aż po jajka, zostawiając obślizgłą ślinę nań. To jednak dało Ci moment - kiedy ozor wracał między zębiska euuyomy, Ty w dodatku wpakowałeś jej konar w gardziel. Ta szybko zacisnęła zębiska, przegryzając go z trzaskiem, niemniej opadła na ziemię i zaczęła charczeć i stękać, rzucać się od lewa do prawa. W końcu, po krótkim tańcu euuyoma wydała z siebie piskliwy okrzyk i padła na ziemię nieruchoma, jej długi język zaś opadł tuż obok niej...
-
Hmm... Skoro to dziwne coś już nie żyje, czas iść w długą. Ale najpierw, jak to mawiają Vindoni, czas na fast food! Za pomocą kolejnej przygotowanej specjalnie gałęzi, naostrzywszy ją uprzednio, dostaję się do słodziutkiego mięska zwierza i nasilam się przed kolejną podróżą. Jednak zbliża się zmrok, więc wchodzę na wcześniej przygotowane "łoże" na drzewie i zapadam w głęboki sen... Po jakże przyjemnej nocy, ponownie smakuję mięska potwora i wyruszam w podróż na południe, tym razem biorąc "naostrzony kij" ze sobą.
-
Słońce wciąż figurowało na nieboskłonie, więc spróbowałeś naostrzonym kijem przebić się przez grubą skórę zwierza. Nie było to jednak łatwe zadanie - trochę się natrudziłeś, zanim udało Ci się przebić. W końcu jednak dostałeś się do wnętrzności i wyjąłeś jakiś organ, który wyglądał na wątrobę. Z trudem ugryzłeś i przeżułeś... jednak trzy kęsy to było wystarczająco, aby Twój żołądek odmówił surowego pokarmu. Poszedłeś dalej w drogę...
I dotarłeś do prowizorycznego obozowiska nad wybrzeżen, którego jednak namioty przypominały te kompanijne. Kiedy wszedłeś do środka dostrzegłeś, że wszyscy Twoi kompani leżą martwi, powystrzelani, a wszystkie skrzynie i cały majątek, jakiście ze sobą przywieźli, znikł...
-
Nie pozostawiło mi to wyboru. Poszedłem z powrotem do lasu nazbierać chrustu i w miejscu poprzedniego ogniska tworzę kolejne - przyda się na później. Kiedy w końcu ogień był na tyle stabilny by zająć się innymi sprawami, począłem kopać doły w których spoczną moi kompani...
-
Naniosłeś chrustu i rozpaliłeś ogień, podkładając doń coraz to grubsze kawałki drewna, aż w końcu płomień był stabilny. Miałeś zamiar kopać doły dla swoich kompanów, jednak... jednak czymże je kopać? Rękami, paznokciami ziemię drzeć? W pobliżu jeno stały puste namioty, ktokolwiek tu był, wszystko wyniósł i rozkradł.
-
"A pierdolę, nie robię" pomyślał Thadée i czym prędzej ruszył wzdłuż wybrzeża na zachód. "Czy można spotkać coś gorszego od wściekłych Elynów czy jakiś dziwnych wilko-kotów?" Kiedy plaża "się skończyła", przypomniał sobie mapę. Doszło do niego, że jest to droga do portu, więc bez wahania skierował się ku północy.
-
Ruszyłeś w stronę zachodu i gdy dotarłeś do portu, śmignąłeś bokiem, aby nie zostać wykrytym przez straże, na północ. Kroczyłeś traktem przy rzece i w końcu dotarłeś w pobliże południowej bramy Nowego Vordon. Ta jednak była zamknięta, a na murach i bastionie przy niej znajdowali się dziwni żołnierze, patrolujący wieczorną panoramę przedmiejską...
Klimat tutaj też był inny. Na niebie wisiały gęste, czarne chmury, pogrążając miasto w ciemności, z nieba zaś lał się, jakby dosłownie jedynie w granice miasta, gęsty, ulewny deszcz, drastycznie zmniejszający widoczność...
-
Obchodzę dookoła miasto by rozeznać sytuację i odpowiedzieć sobie na pytanie - na murach i przy bramach są imperialni czy kitajce? Przy okazji uważam na wszelkie lisy, borsuki, kuny, jenoty, wilki czy rysie (https://www.youtube.com/watch?v=ImD-xB493Jg)... By nic mnie nie zaskoczyło z lasu...
-
Na murach zdecydowanie znajdowali się tajemniczy najeźdźcy - obszedłeś miasto dookoła i niestety okazało się, że wszystkie bramy, wejścia i mury są zamknięte i dokładnie pilnowane. Na północy jednak zauważyłeś nieco w oddali jakieś osiedle, wioskę znajdującą się poza murami miejskimi. Była jakby... opuszczona, nikogo weń nie było widać.