Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Archiwum Sesji RPG => Sesje RPG => Novus Mundus => Wątek zaczęty przez: Koxxus w Lutego 16, 2017, 21:16:01
-
Fabuła
-
Kawka podpłynęła do doków Nowego Vordon, a na statku zapanowała wrzawa.
- Panie kapitanie, podpłynęliśmy w pobliże kolonii. Szalupę już dla Pana przygotowujemy - rzekł Twój pierwszy oficer, Bervik.
-
Odpowiadam:
-Uzbrój po zęby piętnastu ludzi, my wyruszymy na rekonesans, w tym czasie ty przejmujesz wachte na Kawce, dokonajcie potrzebnych napraw, skorzystajcie z okazji spokoju. Miejmy nadzieję że tutaj odnajdziemy spokój.
Natomiast osobiście przygotowuje się do wyruszenia.
-
- Rozkaz rozkaz. - odpowiedział oficer i poszedł przygotowywać ludzi. Ty zaś powziąłeś swój wysłużony rapier i pistolet, przygotowałeś się i kazałeś opuścić szalupę. Zameldowało się do Ciebie piętnastu przygotowanych marynarzy, stanowiących załogę brygu o nazwie "Kawka". Przygoda życia właśnie ma się rozpocząć...
-
Wyruszam więc w głąb lądu, w celu znalezienia idealnego miejsca do wybudowania kryjówki. Przed wpłynięciem proszę tych, którzy pozostaną o to, żeby napelnili jedną z szalup prochem, oraz odplyneli nią od statku. W razie zagrożenia maja podpalic szalupe, wtedy powrócimy.
-
Wypłynąłeś na morze i masz wybór - przed Tobą znajduje się port u ujścia rzeki prowadzącej do Nowego Vordon. Możesz wpłynąć tam lub zboczyć i poszukać dogodnego wybrzeża z dala od miasta, pod ogromnym lasem, gdzie będziesz mógł osiąść...
-
Lepiej zboczyć- podróż do miasta może się źle skończyć dla mojej sakiewki.
-
Zboczyłeś więc z trasy i razem ze swoimi towarzyszami wylądowaliście z dala od portu, na względnie ładnym wybrzeżu. Przed Wami znajdowała się niewielka plaża, a tuż za nią rozpościerał się ogrooomny las...
- I co robimy, kapitanie? - zapytał jeden z wykidajłów.
-
- Zacznijmy od rozejrzenia się po tym obszarze, sprawdzimy okolicę. Potem, rozpalcie ognisko, przygotujcie dookoła konie fryzyjskie. Jest dość późno, także skorzystamy z okazji i pójdziemy spać, przed tym wyznaczymy warty.
-
//konie fryzyjskie to bardzo nietrafne określenie - Holandii nie ma, Fryzji też, a więc i koni fryzyjskich nie ma :D
- Dobrze kapitanie! Chociaż... co do koni to może być problem, bo ciężko ino konia znaleźć w dziczy. - rzekł jeden z piratów, reszta zaś zaczęła się rozchodzić, idąc na zwiad, poszukiwanie drewna, czy w celu wysikania się pod drzewkiem po długiej podróży.
-
-Mówiąc o koniach fryzyjskich, miałem na mysli chevaux-de-frise
Osobiście, oczekuje na dalszy rozwój wypadków.
-
//Hah, wybacz niekompetencję, nie zrozumiałem :D Zasieki więc.
Zajęło to nieco czasu, jednak po jakiejś godzinie piraci przytachali z lasu sporo drewna. Część została odłożona na ognisko, a te lepsze, grubsze powzięli i zaczęli ciąć, strugać i powoli wbijać w ziemię. Wtedy, z lasu na plażę wyłoniło się dwóch mężczyzn uzbrojonych w muszkiety i ubranych w stroje militarne, choć wykonane zapewne prowizorycznie, gdyż nie były to stroje ani Armii Imperialnej, ani Armii Kompanii Północnego Wybrzeża. Niemniej, piraci postawili się w gotowość, wyciągając pistolety i rapiery i czekali na rozkaz od Ciebie. Mężczyźni zaś wykrzyknęli z odległości (a dzieliło Was teraz jakieś sto metrów).
- Kim jesteście i czego tu chcecie?!
-
-Ta dwójka to to tylko prowokacja, w okolicy musi być ich więcej. My również zablefujemy, wyjdę tylko ja i jeden z was, zasymulujemy poddanie się. Wy w tym czasie schowajcie się w ciemności, oraz miejcie nas na oku.- szepczę do ludzi, po czym wychodzę, oraz krzyczę:
-Spokojnie panowie, jestem Napoleon, jestem rybakiem z ojczyzny. Wraz z bratem przybyliśmy tu, aby znaleźć szczęście na nowym kontynencie. Proszę, nie róbcie nam krzywdy.
-
Piraci zrobili jak im kazałeś, zaś Ty z drugim wyszliście naprzeciw dwóm żołdakom. Ci zbliżyli się do Was na odległość już tylko jakiś trzydziestu metrów.
- To dlaczego nie jesteście w Nowym Vordon? Czego szukacie na tym wypiździejewie? - zapytał jeden
- I czego szukacie. - drugi zapytał, jednak tym razem w języku elyńskim, który Ty dobrze znasz...
-
-Szukamy przede wszystkim spokoju- odpowiadam
-
Żołnierze spojrzeli się na siebie i podeszli do Was, już teraz bardzo blisko, jednak nie byli bojowo nastawieni.
- Elyni? - lakonicznie zapytał jeden z nich, wysoki mężczyzna o kręconych jasnych włosach, bladej twarzy, groźnym grymasie i krzaczastych brwiach.
-
-Owszem, ale jakie to ma znaczenie?
-
- Powiedziałbym, że witalne. - odrzekł mężczyzna. - Jesteście na usługach władz? Rządu? Imperatora? Kolonii? Kompanii? Macie z nimi coś wspólnego?
-
-Jesteśmy sami sobie sterem. Po tym co ci ludzie nam zrobili
-
Mężczyzna ścisnął powieki, przyglądając Wam się dokładniej. Najwyraźniej zaciekawił się historią, gdyż dopytał spokojnym tonem, z nieco łagodniejszą twarzą.
- Co Wam zrobili?
-
-Nie zastanawia cię, gdzie jest moja rodzina?- Odpowiedziałem, kierując wzrok w dół
-
- Skurwysyny... - syknął mężczyzna, wyraźnie przejęty. - Te psy mordują naszych zbyt długo. Moją żonę... spaliła inkwizycja. Publicznie. Przy mnie... i moich dzieciach. Chcieli nas nastraszyć. Ale się nie daliśmy. Przyłączcie się do nas. Do Ligi Wolności Elynów. Chwyćcie zemstę...
-
-Ilu was jest? Oraz kto wam przewodzi? Bądź co bądź, te utarczki społeczności, trochę nas przebranżowiły...
-
- Nas jest wielu, bardzo wielu. Armie, zagony. Przewodzi nam... Cóż, generalnie porucznik Gerber, wprawiony żołnierz. Potrzebujemy każdych rąk do pracy, każdego człowieka, aby pójść przeciw tym kundlom i zemścić się na nich, raz na zawsze!
-
- Cóż, osobiście planowałem się tu ustatkować. Zapewne słyszeliście historię o grupie Elynów rabujących okręty korony... Właśnie ja im przewodziłem. Wszyscy jesteśmy tutaj, wraz z silnym okrętem. Chętnie wam pomożemy, o ile wasz przywódca zgodzi się porozmawiać. Mam znaczne doświadczenie oficerskie, także będę w stanie zająć się waszymi ludźmi. Jednak muszę wiedzieć, na czym stoicie.
-
- O cholera... - spojrzeli się na siebie. - Toś się nam trafił! Cóż, wydaje mi się, że porucznik Gerber z chęcią z Tobą porozmawia, bracie. Przygotowujemy się powoli, wszak sukcesywnie do przejęcia Nowego Vordon... i pomoc z morza byłaby dla nas więcej niż nieoceniona! - entuzjastycznie zakrzyknął. - Jesteś więc zainteresowany? Idziesz z nami?
-
- Cóż, dobrze, pójdę sam, dajcie mi porozmawiać z bratem na osobności- Kiedy dwójka odejdzie, mówię do towarzysza:
-Gdy tylko tam pójdę, cała grupa ma poruszać się z tyłu, po cichu, obserwując tych gagatków. Mam złe przeczucia...
-
Pirat potaknął, a Ty udałeś się wraz z dwoma Elynami wgłąb lasu. Szliście... szliście... szliście w absolutnym milczeniu, aż po długim i forsownym marszu dotarliście do ogromnego obozu warownego otoczonego ostrokołem, palisadą następnie i nasypami. Wszędzie roiło się od buntowników ubranych w różne militarne i mniej militarne stroje, życie jako tako się toczyło. Jeden z żołnierzy został z Tobą, drugi zaś wszedł do jednego z budynków, a następnie wrócił. Wraz z nim szedł wysoki mężczyzna o jasnej cerze, krótkich, jasnych blond włosach i z pokaźną szramą, ciągnącą się od linii włosów, przez prawe oko, aż do policzka. Ubrany był w kirys, zbrojone nogawice i militarne buty. Stanął przed Tobą i zagrzmiał twardym głosem.
- A więc to sławetny Pan pirat, co to imperialnych napadał, tak? Co Cię sprowadza do nas, rzecz?
-
- To, co każdego Elyna sprowadziło w to miejsce. Proszę też nie mówić o mnie z taką ironią, o Kawce w imperium mówi się dzieciom, żeby je przestraszyć, zmusić do dobrego zachowania. Poza tym, wasz obóz średnio się trzyma; cały czas w drodze towarzyszyła mi grupa piratów, ci są w obozie, a wy nie zwróciliście na to uwagi... - Uśmiecham się :)
-
Twardy mężczyzna spojrzał Ci przez głowę, a następnie uśmiechnął się wrednie.
- Nie wątpię w potęgę Kawki, panie kapitanie. Jednak w kompetencję pańskiej załogi... - odwróciłeś się i ujrzałeś cały skład swoich piratów z rękami na karkach, prowadzonych przez elyńskich rebeliantów. - Zaś tutaj, mój Panie, dzieci straszy się lasami. Nikt o zdrowych zmysłach nie szpieguje i nie węszy w lasach kontrolowanych przez nas. Całe szczęście obyło się bez strzelaniny, jak widzę. No dobrze... - wrócił wzrokiem na Ciebie. - Więc nie ukrywam, że pańska pomoc może okazać się witalna. Co zatem Pan oferuje?
-
[//Kurwa,serio? :P]
-Cóż mogę zaoferować... Wydaje mi się, że potrzebuje pan kogoś z obyciem wojskowym, oraz osoby zaznajomionej z nawigacją. Poza tym, grupa kilkudziesięciu mężczyzn nie jest chyba bezużyteczna...
-
//Do lasów elyńskich to się nawet wojsko nie zapuszcza, a przynajmniej nie w składzie <100 :P
- To prawda... - zastanowił się, przeczesując palcami podbródek. - Ogromną zaletą, plusem byłby pański okręt. Wobec naszych planów, dość złożonych, potencjalny atak z morza mógłby okazać się strzałem w dziesiątkę. Poza tym, mógłby Pan zrewidować umiejętności swoje i swojej załogi służąc słusznej sprawie. Naszej, wspólnej sprawie, panie kapitanie. Jest pan świadom? I... i tak na dobrą sprawę co skłoniło Pana, aby do nas dołączyć, tak personalnie, gdyż nurtuje mnie to...
-
-Widzi pan, nasz okręt był okrętem niewolników. Po wydostaniu się z cel przeprowadziliśmy atak, po czym zaczęliśmy atakować konwoje cesarstwa. Jednak tam, flota jest zbyt silna, przez co samobójstwem jest działanie na własną rękę.
-
- To prawda. Imperium skrupulatnie broni swoich transportów... - zatrzymał się na chwilę. - Ale tutaj mielibyście większe szanse. O ile Kompania swoje konwoje chroni bardzo ciasno, tak pojedynczy kupcy zazwyczaj nie posiadają już eskorty. A bardzo często, na zlecenie Kompanii, przewożą broń, zaopatrzenie, czy materiały budowlane. Sabotowanie tychże mogłoby być dla nas dużym odciążeniem. Jak wielu ludzi Pan ma i jaki Pan ma plan na zagospodarowanie ich?
-
-Przede wszystkim płyniemy dość długo, musimy odpocząć. Ze mną jest wprawiona piętnastka, natomiast reszta jest na statku, łącznie z moim pierwszym porucznikiem. Ponadto, planowałem wybudowanie czegokolwiek, co mógłbym nazywać domem.
-
- Udzielimy Wam odpowiedniego schronienia, nakarmimy i przenocujemy. Jeżeli zaś chcecie sobie wybudować kryjówkę, droga wolna - możecie dokonać tego nawet i na naszych terenach, jednak nie mogę sobie pozwolić na dopomożenie Was.
-
-Z zaopatrzeniem damy sobie radę, w każdym razie skorzystam z oferty budowy.
-
- Cudownie! Więc, cóż. Moi ludzie zostaną poinformowani o Waszej obecności, postaramy się ją jakoś zatuszować. Tylko nie wpływajcie do doków, bo ostatnio... cóż, dzieje się tam obława i jak nie będziecie posiadać odpowiednich papierów, to Was wypieprzą i statek zabiorą. A na razie... cóż, pozostaje mi chyba życzyć Wam powodzenia!
-
-Dobrze, bywajcie.
Wyruszam więc w poszukiwaniu miejsca na osadę.
-
//Mały przeskok fabularny
Twoja załoga już zdołała się już nieco zadomowić. Nie odwiedzaliście portu Nowego Vordon w ogóle, a ukryliście swój statek za wzniesionymi plażami na południe od głównej kolonii. Przy pomocy buntowników Ligi Elynów udało Wam się w lesie wybudować póki co niewielki posterunek, jednak to wciąż zbyt mało - wykarczowaliście obszar i utworzyliście nasypy dookoła niego. Rozmieściliście kilka namiotów i zbudowaliście palenisko, dzięki czemu możecie mieszkać. Tym niemniej, aby realnie móc zapanować na wskazanym obszarze, musicie jeszcze bardzo rozbudować swoją placówkę.
(Znajduje się ona mniej więcej w centrum prowincji nr 19).
Właśnie przebudziłeś się w swoim namiocie kapitańskim i wyglądając zza niego dostrzegłeś, że słońce właśnie wspinało się na nieboskłony.
-
Rozpoczynam budowę chaty rybackiej, oraz chaty myśliwskiej. Sam, udaję się do miasta po wymagane przedmioty. Ludziom zlecam budowę palisady dookoła obozu, oraz magazynu.
-
- Panie kapitanie, a co dokładnie i jak mamy stawiać? - spytał pierwszy oficer, który jako tako zarządzał całą Waszą kompanią. - Jeno będzie nam potrzebne drewna dużo, a siekier nie ma, Panie! Te cośmy użyli do karczowania, cóż... zdatne nie są, Panie kapitanie.
-
-Dobrze, sporządzcie listę czego potrzebujecie.
Ja w tym czasie idę do porucznika dowiedzieć się o okolicznych konwojach- morskich czy lądowych.
-
Lista zawierała narzędzia rolnicze (w tym zawierają się siekiery również), co najmniej dwa wózki, choćby ciągane do transportu i nic poza tym. Ty zaś udałeś się do porucznika, który tak Ci odpowiedział.
- Cóż, Ciebie najpewniej interesują morskie. Otóż między kolonią, a kontynentem kursują liczne statki, kompanijne i niezależne, transportujące różne towary. Zdobyłem informację, iż kilka handlowych statków z materiałami budowlanymi pod port zboczyła mocno z trasy, a teraz na nią wraca, zmierzając w stronę Nowego Vordon. To może być pańska okazja...
-
Dziękuję za informacje, po czym biegnę, by postawić statek w stan gotowości i wyruszyć ich śladem.
-
Udałeś się do wybrzeża i szalupą popłynąłeś na Kawkę. Dopiero z jej pokładu dostrzegłeś unoszący się gdzieś w oddali dym, a na horyzoncie ogromne okręty, podpływające do portu Nowego Vordon.
- Panie kapitanie. - zwrócił się bosman. - Coś jest chyba nie tak.
-
- Jak widać, nie tylko my działamy przeciw cesarstwu. Unikajmy tych okrętów. Jesteśmy szybsi, ale gorzej uzbrojeni. Płyńmy na ostatnią pozycję transportowców.
-
- Tajest! - wykrzyknął bosman, a następnie marynarze zaczęli rozwijać żagle i wyprowadzać okręt z bezpiecznej kryjówki, szerokim łukiem omijając przedziwne budowle namorskie. Płynęliście dość długo, wszak w końcu wypatrywacz na gnieździe bocianim zakrzyknął.
- Dwa statki! Slupy, tak mi się wydaje! Tuż przed nami!
-
Wydaję polecenie ściągnięcia bandery, po czym przekazuję im sygnał wzywający pomocy, oraz wywieszam białą flagę. Powoli podpływam do okrętów. Ludziom każę przygotować uzbrojenie, oraz działa.
-
Wywiesiliście białą flagę, jednak slupy najwyraźniej nie chciały konfrontacji. Dostrzegliście obanderowanie Kompanii, a okręty-cele zaczęły skręcać ostro na lewo, chcąc wyminąć Was przed dziobem. Okręty ustawione były obok siebie, równolegle...
-
W trybie natychmiastowym zwijam żagle, po czym odbijam na sterburtę, po czym walę salwą kartaczy w jeden ze slupów.
-
Oglądowo (https://zapodaj.net/images/537c0c285d1c9.png)
Rozkazałeś załadował do dział kartacze i zwinąłeś żagle, wykonując prędki zwrot w ich kierunku. Wtedy załoganci rozwinęli żagle, gdyż płynęliście z wiatrem, dogoniłeś jeden ze slupów i padł rozkaz do strzału. Salwa poleciała w kierunku masztów przeciwnika, a łańcuchowe kule skupiły się na jedynym żaglu slupa. Bardzo prędko postrzępiły go, a maszt zaczął się zawalać. Wtedy, slup wystrzelił ze swoich nielicznych dział, tak samo poczynił drugi, a część z kul uderzyła idealnie w Waszą burtę.
- Kapitanie! Straciliśmy jedno działo!
-
Wydaję polecenie kolejnego strzału, po czym zajmuję się drugim okrętem, do którego strzelam salwą z przeciwnej strony.
-
Statki płynął liniowo po Twojej lewej burcie, dlatego tylko z tej możesz oddawać strzały (patrz rysunek który dałem). Kolejne kilka minut było nerwowych - marynarze przeładowywali działa i udało im się to zrobić szybciej, niż pokładowcom na wrogich statkach. Oddaliście salwę w kierunku slupa bez masztu, a wówczas nastąpiłą ogromna eksplozja - trafiony został skład z amunicją, przez co cały okręt wybuchł. Drugi slup jednak zaczyna Was wyprzedzać, wyrzucając ładunki materiałów budowlanych...
-
Staram się obrócić w jego stronę burtą, po czym walę kulami łańcuchowymi. Materiały powinny utrzymać się na wodzie.
-
Nakazałeś obrócić okręt burtą w stronę slupa, a następnie oddać salwę. Duża część kul nie trafiła, jednak kilka skutecznie poharatało maszty sprawiając, że okręt znacznie stracił na prędkości. Teraz on zaczął się do Was odwracać burtą, aby oddać salwę.
-
Ustawiam się do okrętu na sztorc, po czym podpływam, aby dokonać abordażu.
-
Załoga natychmiast obróciła okręt, co było dobrym wyjściem - jedynie jedna kula trafiła Wasz dziób, nie czyniąc żadnych poważnych krzywd. Po krótkim pościgu dogoniliście slup - zarzucono haki i zbito okręty burtami. Położyliście kładki i Twoi załoganci w bojowych nastrojach wkroczyli na statek. Tam jednak, załoga, wraz z kapitanem poddała się Wam bez walki... a Twoi chłopcy tak na nią liczyli.
-
Nadszedł więc czas, aby dowiedzieć się, ile są warci... Wydaję polecenie aby ich związać, po czym oddzielić naszych krajan. Resztę, związać. Część załogi niech zacznie przenosić zapasy z okrętu wroga na nasz, po czym, wydaję polecenie, aby zatopić okręt, po przeniesieniu niewolników oraz bogactw. Po tym, zajmuję się wyrzuconym balastem.
-
Oddzieliliście Elynów, których było ledwie trzech, reszta została związana i wprowadzona na okręt. Przenieśliście pozostałe (bo część wywalili) skrzynie, a następnie podpalono okręt. Gdy płynęliście po dryfujące skrzynie, kapitan tamtego okrętu zwrócił się do Ciebie nienawistnie.
- Ty obrzydliwie piracie! - splunął. - I tak Cię dorwą! Dorwą Cię i powieszą, jak kundla!
-
Szykować linę! Zobaczymy, czy obroni go teraz cesarstwo.
-
Marynarze zaczęli wiązać linę, a wówczas jeden z nich zwrócił się do Ciebie głupkowato.
- Panie kapitanie... ale tak wieszać kapitanów kompanijnych transportów, to niezgodne... z prawem jest i w ogóle, niefajne.
-
- A czy oni działają z prawem mordując naszych braci i siostry? Czy to jest dla ciebie nieważne? Walczą z nami jak tylko mogą, a teraz, mamy okazję zemsty. Pomyślcie o rozbitych rodzinach, o spustoszonych wioskach, tylko dla kaprysu króla. Zastanów się sam, czemu oni mają do tego prawo, a my nie...
-
- Ja... fakt. Fakt. Trzeba powiesić skurwysyna.
- Jak śmiecie! Jestem handlarzem, nie żołnierzem! - krzyczał kapitan, gdy marynarze podnosili go, aby powiesić. - Łamiecie najświętsze z praw! Nie możecie tego zrobić! To nieludzkie! Bandyci!
Piraci spojrzeli na Ciebie oczekując przyzwolenie, na włożenie mu pętli na szyi i powieszenie...
-
- Niezbyt mądre było się odgrażać- mówię, ale wyciągam do niego rękę- Ale niech ci będzie, porozmawiamy w innym miejscu. O wszystkim...
Zamiast niego wydaję ludziom oficera piechoty morskiej.
-
- Zwierzęta! Nieludzie! Nie ujdzie Wam to płazem! - miotał się kapitan, gdy zawieszaliście mu pętlę na szyi, stawialiście na skrzynce. - Nie wiecie kim ja jestem! Moja śmierć nie zostanie zapomniana! Jeszcze tego pokkkkhhhhh.... - zawisł. Jego bezwładne ciało wykonało kilka drgnięć, a następnie zawisło bezwiednie, w oczach zapanowala pustka.
- Kapitanie, zabraliśmy tyle ładunku, ile się dało. - zameldował bosman.
-
[Kapitan?]
-
//Noo tak, spójrz na wszystkie posty powyżej
-
Dobrze więc, dozbrójcie naszą załogę, po czym, zatopcie ten wrak. Potem, sprawdzcie czy ktos z tamtego okretu przeżył.
-
- Wrak już tonie Panie kapitanie, żadnych niedobitków nie ma - eksplozja musiała rozsadzić wszystkich. Jesteśmy już gotowi do powrotu. Jednak doznaliśmy uszkodzeń i... i gdzie my je naprawimy?
-
W naszej przystani się zatrzymamy, tam dokonamy wymaganych napraw. Tę grupkę macie odstawić do naszej bazy, oraz pilnować za wszelką cenę. Ja natomiast, wejdę do Nowego Vordon, zobaczę, co tam się stało.
-
- Ale panie kapitanie... my nie mamy przystani. A bez podstawowych zabudowań stoczniowych nie dokonamy kompleksowych napraw, ewentualnie załatamy jako tako dziury. Gdzie więc kierujemy okręt?
-
Musimy tam podpłynąć, aby odstawić jenców. Potem, podpłyniemy, zerkniemy, co się dzieje w porcie. Jak będzie bezpiecznie, podpływamy. Reszta, która zostanie w przystani, zajmie się jeńcami, oraz wybuduje zabudowania portowe. [//proszę o wycenę]
-
//daj do wyceny wniosków, opisz dokładniej co to ma być.
Płynęliście dość długo, w końcu docierając do Waszego posterunku. Odstawiliście jeńców, a potem zbliżyliście się do portu, który otoczony był przez olbrzymie okręty i omalże całkowicie odcięty...
-
Wejdziemy więc od strony lądowej- Nakazuje, aby część ludzi poszła ze mną do miasta, natomiast reszta wraz z okrętem wycofała się.
-
Część ludzi, czyli dziesięciu mężczyzn, wraz z Tobą udała się na zachód. Stając na brzegu lasu, po którym następuje polana i w końcu Nowe Vordon dostrzegliście, że bramy miasta są otwarte, wszak strzeżone przez zastęp żołnierzy, którzy ni w ząb nie przypominali żadnych żołnierzy żadnej armii - ubrani w dziwne pancerze i hełmy, z podłużnymi, lekko zakrzywionymi ostrzami. Na murach zaś znajdowali się podobnie ubrani żołdacy z bronią palną.
-
Próbuję się więc wycofać, aby porozmawiać z porucznikiem w obozie buntowników. Może on coś będzie wiedział...
[//Proszę o aktualizacje moich wątków]
-
// tematy masz zaktualizowane - popatrz co i jak. Zaczynasz bez struktur, tak mechanicznie :P
Wycofaliście się i zaczęliście kroczyć w kierunku obozu Elynów. Nie pamiętaliście drogi zbyt dobrze, jednak napotkawszy elyński patrol zostaliście doń doprowadzeni.
- Porucznik znajduje się obecnie w tym mniejszym namiocie, prowadzi przesluchanie. - poinstruował Cię jeden z buntowników, wskazując palcem na niewielki namiot stojący na uboczu.
-
Grzecznie wchodzę do namiotu, po czym mówię:
- Poruczniku, dobrze pana widzieć. Co dzieje się w nowym Vordon? Chcieliśmy tam się dostać, ale to niemożliwe. Udało nam się pojmać sporą liczbę chłopa z cesarskiej floty, poza tym nieźle się obłowiliśmy, teraz musimy to sprzedać, przygotować podstawy pod osadę. Natomiast, u was stało się coś ciekawego?
-
Wchodząc dostrzegłeś, że na krześle siedzi przywiązany jakiś mężczyzna w oficerskim stroju Kompanii.
- Nie teraz. - machnął porucznik. - Prowadzę przesłuchanie.
-
-Można się dołączyć do rozmowy? Wydaje mi się, że mamy trochę wspólnych tematów do porozmawiania z naszym przyjacielem...
-
- Faktycznie. Zależy Wam jak cholera na zniszczeniu wspólnego przeciwnika. Na pewno to pomogło naszej sprawie... - rzekł mężczyzna.
//pisz w spotkaniach
-
Po odejściu od porucznika, udaję się do obozu. Tam, części ludzi wydaję polecenie wybudowanie magazynu, oraz poletka. Natomiast, tworzę kilka grup patrolowych, które mają rozejść się w poszukiwaniu zaginionych. Każda z grup ma mi do wieczora złożyć raport.
-
//Magazyn już masz (skład), na wybudowanie czegokolwiek, cóż inaczej to musi wyglądać. Masz określoną liczbę ludzi i aby pozyskać zasoby, np. drewno musisz określoną liczbę ludzi skierować rozkazem do pracy w lesie przy wyrąbie drewna. Po końcu tury w raportach otrzymasz ile wyprodukowali :)
Określ dokładnie ile ludzi do grup patrolowych, bo wtedy nie będziesz mógł ich wykorzystać przy pracach polowych.
-
4 patrole po 5 ludzi
20 ma zająć się łowiectwem
20 ma zdobywać drewno
10 ma pilnować jeńców
20 ma pilnować obozu
10 ma pełnić wachtę na kawce
-
Patrole opuściły obóz, jednak jest już wieczór - raport złożą dopiero jutro (za turę), wszyscy zabrali się do roboty.
Teraz czekaj na aktualkę :)
-
Rano patrole powróciły z wieścią, że dostrzegli niedaleko wybrzeża, na południu, grupę żołnierzy kompanijnych w obozie, prawdopodobnie to Ci, których poszukujecie...
-
Ci, którzy patrolowali, mają teraz zmienić się z wartownikami. Ci, maja wyruszyć ze mną w stronę grupy żołdaków kompanii
-
Piraci udali się wraz z Tobą we wskazane przez zwiadowców miejsce. Powoli kroczyliście we wskazaną stronę i kiedy byliście już w krzakach obok ich obozu, kilkunastu żołnierzy w niewielkiej formacji skierowało na Was muszkiety.
- Kim jesteście? Czego tu? - zapytali.
-
- Podejrzewam, że szukacie swojego dowódcy, nieprawdaż?
-
- Zadałem pytanie, odpowiadaj! - ryknął jeden z nich, a pozostali mocniej ścisnęli muszkiety.
-
- Człowieku, jesteście otoczeni. Jeden ruch w złą stronę, i będzie po was. Chcę porozmawiać, ciesz się, że nie każę wam od razu broni złożyć.
-
- Po raz ostatni pytam, albo rozwalimy Was w drobny mak! - krzyknął donośnie...
-
- Odpowiedziałem ci dość jasno: chcę porozmawiać. Natomiast celowanie do mnie muszkietem nie ułatwia tego. Tak naprawdę, widzę z tej odległości, że nie jest naładowany. Jak chcesz mnie rozwalić, skoro jest was kilkunastu, kiedy reszta mojego regimentu właśnie mierzy w was z oddali. Daję ci ostatnią szansę na opuszczenie broni. Potem, dopilnuję, żebyś karmił rybki w morzu.
-
- Pal! - wykrzyknął mężczyzna, a wówczas oddział wypalił w Waszą stronę salwę z muszkietów. Bardzo celną salwę z muszkietów, gdyż w jej wyniku padło trupem sześciu Twoich ludzi. Pozostali nastawili swoje bronie i czekają na rozkaz...
//nie zapomnij odjąć sobie tych sześciu.
-
-Taki chuj, odpowiadać ogniem - Zakrzyknął Stanislas do pozostałych, po czym wystrzelił z pistoletu do herszta, po czym podniósł muszkiet jednego z zabitych, z którego ponownie oddał strzał. Po tym, zaatakował wręcz przeladowujacych wrogów z lewej strony.
-
Prędko wystrzeliłeś z pistoletu, trafiając mężczyznę w ramię. Twój oddział również ustrzelił i zabiliście aż pięciu z nich. Rozpoczęło się gorączkowe przeładowywanie broni, a Ty pochwyciłeś muszkiet i powaliłeś kolejnego z nich. Następnie rzuciłeś się na wrogów z lewej strony, jednak trzech z nich prędko skierowało swoje bagnety na Ciebie, skutecznie zniechęcając do kolejnego ataku... przeładowywanie trwa.
-
- Do szarży!- krzyczę, po czym, kiedy reszta z nich jest zwrócona w moją stronę, odskakuję, aby moi ludzie mogli zrobić robotę. Po cofnięciu się, atakuję z lewej flanki wręcz we wsparciu swoich ludzi z centrum. Klasyczny manewr wojskowy.
-
Piraci w łapy powzięli co ostrego mieli i zaszarżowali na przeciwników. Ci w zwartej formacji nastawili bagnety i wywiązała się walka. Rzuciłeś się samotnie na flankę, a tam przywitał Cię postrzelony przez Ciebie dowódca, zwarliście ostrza.
- Obleśny rzezimieszku. - syknął, siłując się z Tobą w zwarciu. - Nawet z raną w barku rozpłatam Cię na kawałki. - po tym odepchnął Cię i zamachnął się, aby wykonać cięcie poprzeczne zza lewego barku...
-
Wykonuję odskok w tył, po czym wykonuję wypad w przód, celując w klatkę piersiową tegoż człeka.
-
Odskoczyłeś w tył i wykonałeś prędki wypad w przód, jednak mężczyzna wykonał sprawny blok, poprzecznie odpychając Twoje ostrze z dołu do góry. Ręką Ci odskoczyła na prawo, on zaś wykonał pchnięcie wprost na Twoją pierś.
-
Uchylam się w prawą stronę, tak, że w chwili pchnięcia stoję to oponenta bokiem, po czym wykonuję serię uników, by zmęczyć rywala.
-
Uchylasz się sprawnie przed ciosem, a następnie tańczysz przed nosem oponenta, gdy on wymachuje rapierem. Okazało się jednak, że jest całkiem sprawnym szermierzem, gdyż udało mu się ciąć Cię lekko w ramię.
- Stój śmieciu i walcz ze mną. - rzekł, a następnie wykonał poziomie cięcie od lewego boku.
-
W momencie, gdy mężczyzna wykonuje zamach, wykonuję odskok w prawo, po czym robię wypad, dźgając go w krocze.
-
Wyprzedziłeś go dosłownie o sekundy, uderzając w krocze. Syknął z bólu i po chwili padł na ziemię, martwy lub nieprzytomny. Dojrzałeś też, że walka z żołnierzami się skończyła. Straciłeś w jej wyniku kolejnych czworo ludzi, jednak udało ich się pokonać. Twoja piracka banda była właśnie w trakcie rabowania ich ciał, a także czekali na polecenie zrabowania ich obozu...
-
Dla bezpieczeństwa, wydaję im polecenie przeładowania broni, oraz posyłam po dodatkową dziesiątkę jako wsparcie. Do obozu wchodzimy w nocy, tak aby wejść tam niepostrzeżenie. Sam, przeładowuję broń, oraz staram się załatać czymkolwiek ranę na ramieniu, oraz pobieram wyposażenie martwego rywala.
-
Sprecyzuj dokładnie czym łatasz ranę, bo czymkolwiek może być też lufa pistoletu :)
Przeciwnik miał przy sobie rapier, którym walczył, pistolet produkcji kyraliańskiej średniej jakości i 100 denarów. Obóz leżał pusty i nie był wielki - ledwo kilka namiotów, dlatego piraci nie czekając na noc weszli do środka i zaczęli przetrząsać go w poszukiwaniu kosztowności.
-
Łatam ją czystym skrawkiem uniformu oponenta, który odcinam. Jeżeli zaś piraci ruszają do obozu, to ja wraz z nimi.
-
Zatamowałeś krwawienie za pomocą materiału, chwilowo rozwiązując ten problem. Poszedłeś prędko do obozu i dostrzegłeś, że piraci zabierają wszystko, co się da. Jeden z nich podszedł do Ciebie i posłusznie zdał Ci raport.
- Panie kapitanie, znaleźliśmy trochę muszkietów, sporo prochu no i nieco złota do podziału. Jak dzielimy?
-
Każdy bierze po równo, moja działka idzie między was. Po zebraniu wszystkich materiałów, wycofuję ludzi do bazy. Ludziom nakazuję wybudować poletko, oraz chatę drwala. Sam, udaję się do porucznika.
[//Za moment odejmę sobie co trzeba]
#BUMP, widziałeś, że odpisałem?
-
//Z Twoich surowców wynika, że nie stać Cię na wybudowanie ani jednego, ani drugiego.
Poszedłeś w las, kierując się znaną sobie już ścieżką do obozu Ligi. Po dotarciu, dostrzegłeś porucznika Gerbera stojącego przy ognisku, patrzącego się w tańczące płomienie. Gdy do niego podszedłeś, ten nie zmieniając obiektu przypatrywania przywitał Cię.
- Witam kapitanie. Jakie wieści?
-
// Wczoraj odjąłem sobie to, miałem 150 golda, odjąłem 10, tak samo z drewnem. Przecież to logiczne że skoro zebrałem ileś drewna to nie mam jednego, skoro nic wcześniej nie budowałem.
- Z obozu nie ma co zbierać. Nieźle się tam urządzili. Natomiast, wiadomo co z bandziorami z Nowego Vordon?
-
//ach, chata drwala. Jeszcze jak wcześniej sprawdzałem figurowała tam chyba chata myśliwego, nvm.
Porucznik przekierował wzrok na Ciebie.
- Obóz? Jaki obóz?
-
- Na plaży natrafiliśmy na kontakt z tymi dziwnymi ludźmi. Wygląda na to, że znają nasz język. Bezpardonowo wypalili w nas salwę, ale pozbyliśmy się ich jak szybko się dało.
-
- Dziwni ludzie? - zapytał się porucznik raz jeszcze zdziwiony. - Na wybrzeżu? Moi szpiedzy donosili jedynie o tych kompanijnych, z którymi to mieliśmy współpracować. Kogoś spotkał na wybrzeżu jeszcze? Kolejni najeźdźcy?
-
- Cholera wie, jeżeli to byli ci kompanijni, to przywitali nas gradem kul. Na waszym miejscu wykastrowałbym tego jeńca za takie sztuczki...
-
- Mieli z nami współpracować... no nic. Teraz to już nieistotne. Jak tam kapitanie się powodzi? Przychodzisz do mnie z czymś konkretnym?
-
- Tak, bardzo potrzebujemy narzędzi. Bez tego będziemy mieć ogromny problem z rozwojem...
-
// Czy porucznik zasnął?
-
- Cóż. - pokręcił głową porucznik. - Narzędzi Wam nie dostarczymy. Sami mamy problemy z zaopatrzeniem wszelakim szczególnie teraz, gdy miasto jest zablokowane. Nie jesteśmy w stanie Wam pomóc dopóki miasto jest zamknięte zewsząd.
-
- Wypadałoby dokonać wypadu na okolice miasta, być może na obrzeżach są jakieś chaty, gdzie będzie można się dozbroić...
-
- Nie wydaje mi się. Z tego co donoszą moi zwiadowcy, to te bestie zagnały wszystkich ludzi do miasta. Ale... hmm, możesz udać się na północ od Nowego Vordon, tam jest małe osiedle. Może wieśniacy zostawili coś w domach poza murami miasta. Dobra myśl, sprawdź to!
-
- Dobrze, aczkolwiek ktoś musi mnie ubezpieczać. Bądź co bądź, idziemy na tereny wroga.- mówię, po czym zbieram piętnastu ludzi, oraz idę do osady porucznika, aby ustalić plan.
-
Halo? Pułkownikowi słabo?