Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Archiwum Sesji RPG => Sesje RPG => Novus Mundus => Wątek zaczęty przez: Ąrie w Lutego 07, 2017, 22:43:09
-
- Cóż, bez wahania go poinformuję. Udanego wypoczynku i zwiedzania miasta, Pani Inkwizytor. Proszę pamiętać, że w razie pytań jestem do usług. Może Pani odejść. - rzekł mężczyzna, ostatni raz uśmiechając się do Inkwizytorki. Ta wyszła z pomieszczenia i zeszła schodami, a tam natknęła się na Aymera Jaquemarta, swoje kompana, który odziany był w kolczugę, a przy pasie jego widniał potężny miecz.
Kobieta zaś miała na sobie czarny płaszcz z wysokim kołnierzem, czarny kapelusz z szerokim rondem i krwiście czerwony szalik. Na łańcuszku połyskiwał znak Świętego Światła, a na ramieniu wisiała niewielka torba.
//Zatem mili państwo prowadzicie tu sobie spotkanie. Zostawiam Was samych, jak się już rozejdziecie, napiszcie post w swoim dziale w fabule co robicie ;)
-
Aymer na widok inkwizytorki uśmiechnął się lekko:
- Claudia? Byłem przekonany, że wyślą mnie w kompletną dzicz, gdzie trafię na tabuny szukających szczęścia głupców, do tego mniej lub bardziej kompetentnych żołnierzy i tyle, poza Komandorem oczywiście. Od jak dawna tutaj jesteś?
-
Dziewczyna uśmiechnęła się, widząc "znajomą" twarz w tym "piekle" i powiedziała:
- Witaj Aymer. Od niedawna, praktycznie pierwszy dzień. A Ty? - spytała.
-
- Nie zdążyłem nawet rozejrzeć się po mieście, a już ten, taki tam - tu Aymer spojrzał za siebie, szukając wzrokiem nieznanego mu z imienia sługę Komandora. Nie dostrzegł go, więc dokończył:
- No, ten goniec Komandora, jakkolwiek by mu nie było, złapał mnie już w samym porcie i kazał się tu niezwłocznie stawić. To chyba coś bardzo pilnego. Choć, po prawdzie, to nie mam żadnych szczegółów póki co, czym miałbym się zająć, pozostają jedynie domysły. Ty jak rozumiem swoje zadanie już znasz?
-
- Mam - odpowiedziała dziewczyna - Jeżeli będziesz miał chwilę, odwiedź mnie w moim pokoju... ten w portierni powinien wiedzieć - po czym pożegnała się z kolegą i poszła w swoją stronę.
-
Aymer skinął jej na drogę głową i zapukał do drzwi prowadzących do komnaty Komandora.
-
- Proszę wejść - powiedziała służąca do Aymera, który odziany był w zwykły, mieszczański strój, wpuszczając go do środka. Mężczyzna ujrzał pomieszczenie bardzo podobne do swojego. Jednak jego uwagę skupiła wanna, w której oparta siedziała Claudia, kompletnie naga, świecąc swoim biustem do mężczyzny.
- Tak, Pani. - odpowiedziała służąca i prędko wymaszerowała z pokoju...
-
- Widzę, że chętnie korzystasz z luksusów nowego mieszkania - Aymer podszedł w stronę wanny, uśmiechając się - chyba, że tylko ja musiałem korzystać z publicznej łaźni na kontynencie, w ramach dyskryminacji za pochodzenie.
-
- Mieć własną łazienkę to luksus - odpowiedziała dziewczyna - Nie ma nic gorszego niż korzystanie ze wspólnej. Także wolę korzystać, dopóki mogę. Co sądzisz o naszym przełożonym?
-
- Ma imponującą kolekcję czaszek. Część chyba była ludzka. Nawet nie chcę wiedzieć, jak je zdobył...
-
- Na pewno nie jest nowicjuszem, musimy się mieć na baczności - odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się w stronę swojego gościa - A co sądzisz o naszym zadaniu? Chyba, że dostałeś coś innego niż ja.
-
- Właściwie, to nie powiedziałaś mi dokładnie, jakie jest twoje zadanie - odparł Aymer, po czym dodał - prawdę mówiąc, on też nie powiedział jakie mam dokładnie zadanie. Jego dziesięciominutową przemowę można streścić mniej więcej tak: przypłynęli tu heretycy, musimy ich wytropić i zniszczyć. A, no i kazał mi upodobnić się do tutejszych, stąd ta... metamorfoza - tu Aymer powiódł wzrokiem po swoim nowym stroju.
-
- Komandor wie co robi - odpowiedziała dziewczyna - pamiętaj, że walczymy dla lepszego jutra. Również wspominał coś o heretykach, ale ja się zajmę tym jutro. Dzisiaj musimy poznać miasto Aymerze. No i przydałoby się odwiedzić różnych kupców i innych mistrzów rzemieślnictwa. Również musimy się udać do miejsc nieczystych i skażonych. Dlatego ja się udam to wycieczki po karczmach... a Ty do burdelu. Co Ty na to?
-
- Dobry plan, ale najpierw muszę zdobyć nową brzytwę, skoro moja stara - tu wskazał głową na miejsce, gdzie poprzednio przytroczony był zweihander - rdzewieje w mojej izbie.
-
- Na pewno chcesz paradować z dużym mieczem? - spytała dziewczyna - Przyjrzyj się jak mężczyźni chodzą. Tobie prościej, równie dobrze możesz udawać drwala. Ja muszę posiłkować się... innymi sposobami - i gdy to mówiła, wstała i pozwoliła wodzie obciec, ukazując całą jej nagość.
-
- Owszem, wolę paradować z dużym mieczem, wiesz, kwestia zasięgu... Ale myślałem raczej o jakimś nożu, niż toporze - odpowiedział, równolegle taksując ją wzrokiem. Następnie, ponownie spojrzał jej w twarz i kontynuował z lekko głupawym uśmieszkiem na ustach:
- Cóż, nie wątpię, że twoje śledztwo po tawernach będzie obfite w skutki.
-
- Co? - spytała zdziwiona i spojrzała się po sobie - A tak. Nie mogę paradować po mieście w ubraniu roboczym, bo nic się nie dowiem. Znaczy dowiem się, ale za dużo będzie trzeba odsiewać. A tak? Będzie wygodniej - gdy mówiła, zaczęła wycierać się jakimś ręcznikiem, który znalazła - Wam, mężczyznom wszystko łatwiej przychodzi. Zastanów się, ile jest kobiet w Zakonie. Ja potrafię wymienić dwie, góra trzy. A was? Bardzo wiele. Dlatego muszę zdobywać informacje w różny sposób, nawet jeżeli balansuję i naginam prawo pod siebie. Mam rację Aymerze? Czy może popełniłam błąd, ufając Twojemu osądowi? - po czym gdy powycierała się, obwiązała się ręcznikiem wokół swojego ciała i zaczęła szukać jakichś perfum.
-
Do pokoju powolnie weszła Annabel, niosąc dla Was strawę - na tacy miała pieczonego kurczaka, szaszłyki, zaś w dużych kubkach wino. Postawiła tackę na stoliku, dygnęła i prędko uciekła z pokoju, jakby obawiając się Waszej obecności i nagości Claudii...
-
- Taki zawód wybrałaś, zdominowany przez mężczyzn. No, a co byś nie robiła, ostatecznie działamy dla Światła, dla dobra...
- To nie brzmiało przekonująco.
- Co?
- Masz brzmieć, jakby ci na tym naprawdę zależało, nie jakbyś wygłaszał utarty frazes w podrzędnej komedyjce dla kilku wioskowych prostaków.
David wrócił do rzeczywistości i szybko mrugnął, po czym spojrzał na Claudię. Chyba... nie rozmawiał ze sobą na głos. Oby.
- ...czy może się mylę? - zadał po chwili pytanie, udając że kontynuuje myśl i mając nadzieję, że tym razem zabrzmi choć trochę naturalnie.
-
Dziewczyna odprowadziła wzrokiem Annabel, wie że będzie musiała porozmawiać z dziewczyną na osobności. Spojrzała się na Aymera i spytała - Jesteś głodny? Proszę, częstuj się - po czym sama podeszła do stolika i zaczęła odmawiać modlitwę po cichu ale tak, by Aymer mógł ją usłyszeć - Światłości, dzięki Ci składamy za to, co pożywać mamy. Ty nas żywić nie przestajesz, bądź pochwalon za to, co nam dajesz - po czym podeszła do swojego świętego symbolu, ucałowała go i usiadła przy stole, obserwując Aymera.
-
Aymer również cicho pomodlił się, dostosowując się do zwyczajów gospodyni. Następnie również usiadł przy stole i nalał sobie trochę wina.
- Dzięki, od przybycia tutaj nic nie jadłem. To wszystko na koszt Komandora?
-
- Ja za to nie mam zamiaru płacić - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna i upiła trochę wina. Potrzymała je w ustach, przełknęła i powiedziała - nie jest to może najlepsze jakie piłam ale cóż, lepszego nie dostaniemy - po czym zaśmiała się radośnie i wzięła jednego szaszłyka. Nie widząc sztućców sięgnęła po swój sztylet i powoli zaczęła (z pomocą sztyletu) zjadać posiłek.
-
Aymer przez chwilę delektował się winem. Czuł jak cierpki trunek przelewał się przez niego. Tak dawno skończył mu się alkohol na statku. Trochę żałował, że napój już się skończył.
- Nie ma co wybrzydzać. Ciekaw jestem, ile nasz hojny Komandor za tę butelkę zapłacił - powiedział, po czym sam sięgnął po kurczaka.
-
- Czy to ważne? - spytała - Ważne, że jest w miarę świeże, nie śmierdzi ani robaki z niego nie wychodzą. Cieszmy się póki możemy, kto wie co nas czeka - po czym dokończyła szaszłyka. Upiła znów trochę wina i odłożyła kubek.
- To jakie masz plany?
-
- Zacznę od zdobycia broni. Nie byłoby najlepiej dla śledztwa, gdyby w pierwszym lepszym zaułku po zmroku grupka byle obwiesiów zasztyletowała mnie, bo nie miałbym czym się bronić - odparł, odrywając się od kurczaka.
- Później odwiedzę burdel, czemu nie. Myślę, że warto też odwiedzić miejsce, w którym ogłaszane i odczytywane są wszelkie oficjalne pisma, ale nie jest to moim priorytetem.
-
- Musimy mieć uszy i oczy otwarte - powiedziała dziewczyna - Nie wiadomo, gdzie się natkniemy na zalążki spaczenia i herezji. Ważne, byśmy nie przesadzili, nie spalmy od razu całej kolonii. Powoli, drobnymi kroczkami. Z racji tego, że jesteś starszy ode mnie, a zakładam że jesteś, będziesz przewodniczył śledztwu?
-
- Widać to po mnie? Coś takiego, a ja myślałem, że jestem nadal młody i piękny... - rzucił lekko zasmuconym tonem, po czym przypomniał sobie, że ten żart był jednym z najmniej udanych jego mistrza. Prawdę mówiąc, to był bardzo kiepski żart.
- Niemniej, mogę objąć śledztwo. O ile pan Komandor, nie postanowi inaczej.
-
- Dowiemy się tego w swoim czasie - powiedziała dziewczyna - Rozumiem, że omówiliśmy już wszystko? Jeżeli tak to wybacz, chciałabym jeszcze się chwilę odświeżyć przed wyjściem do miasta - po czym rozsiadła się wygodniej i obserwowała swojego kolegę.
-
- Nie ma problemu. Jeszcze raz, dzięki za posiłek - odpowiedział Aymer, nieznacznie skłonił głowę i ruszył w stronę drzwi.
-
Claudia odprowadza swojego gościa do drzwi.