Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Archiwum Sesji RPG => Sesje RPG => Novus Mundus => Wątek zaczęty przez: Bruce Campbell w Lutego 07, 2017, 22:03:47
-
rolplej i te sprawy
-
Wszyscy już rozchodzili się do swoich spraw, zarówno koloniści, jak i gapie, którzy zebrali się tutaj, aby wysłuchać orędzia. Podszedł przeto do Ciebie służący jakiś, z emblematem Zakonu Płomienia wyszytym na koszuli. Ukłonił się głęboko i rzekł.
- Mości Panie! Komandor Inkwizytor już Cię oczekuje w swym gabinecie, proszę za mną! - rzekł sługa, po czym szybkim krokiem ruszył w miasto, zaglądając przez ramię, czy za nim podążasz...
-
Aymer nie widział powodu, by odkłaniać się i tylko odpowiedział:
- Prowadź.
W drodze do siedziby Zakonu, uważnie rozglądał się po mieście, wypatrując różnych miejsc - jakiejś oberży, rynku, posterunków straży. Zawsze warto wiedzieć, gdzie są ulokowane - skonkludował, tym razem wyjątkowo pewien, że robi to bez otwierania ust i wyjawiania swoich myśli.
-
Młody sługa prowadził Cię przez kręte drogi i dróżki, w końcu zakręciliście w prawo obok karczmy o dźwięcznej nazwie "Końskie Podogonie", kilka uliczek w przód i znalazłeś się przed średniej wielkości budynkiem, na którym dumnie powiewał emblemat Inkwizycji. Sługa doprowadził Cię do drzwi, a raczej do ochroniarza, który przy nich stał - był to rosły mężczyzna o głowie łysej jak kolano, a obliczu srogim i groźnym. Odziany w ciężki pancerz, a przy boku jego dostrzegłeś naszpikowaną kolcami buławę.
- To jest Inkwizytor Varren Lofeyson, strzegący wejścia do siedziby Zakonu. Jego zadaniem jest odeprzeć wszystkich, którzy próbowaliby sforsować niepowołanie siedzibę. Pana będzie on wpuszczał.
Rosły Inkwizytor odsunął się od drzwi, a Ty wszedłeś nimi za sługą. Wnętrze siedziby utrzymane było w półciemnej tonacji, zaś jedyne światła rzucane były przez dopalające się, ascetyczne świece. Po prawej stronie od wejścia znajduje się ogrodzone biurko, za którym siedzi jakaś stara, spróchniała baba. Dalej, na wprost, pozbawione okien pomieszczenie ciągnęło się na jakieś dziesięć metrów, na końcu zaś znajdowały się schody prowadzące na górę. Oprócz tego, po prawej stronie, trochę dalej od biura baby stały jakieś drzwi, wszak pilnował ich inkwizycyjny gwardzista.
- Mój Panie, Komandor Inkwizytor oczekuje Cię na górze - powiedział sługa, kłaniając się i wskazując schody na górę.
-
Aymer skinął słudze głową i ruszył schodami na górę. Gdy dotarł do drzwi, bądź odrzwi, bądź kotary, lub czegokolwiek innego, co mogło odgradzać schody od komnaty Inkwizytora, zamiast wchodzić, zatrzymał się i zapukał.
-
Aymer skinął jej na drogę głową i zapukał do drzwi prowadzących do komnaty Komandora.
-
Strażnicy przy drzwiach odstąpili Ci ich, a po zapukaniu usłyszałeś zapraszający głos Komandora Inkwizytora. Wszedłeś do środka i ujrzałeś ascetyczne, długie pomieszczenie z szafką przy prawej ścianie, na której znajdowały się czaszki różnych zwierzą i... ludzi. Na końcu pomieszczenia znajdowało się ogromne okno, wykonane jednak z takiego szkła, iż przepuszczało jedynie nieliczne promienie. Pod oknem znajdowało się biuro samego Komandora Inkwizytora. Sam Komandor był to człowiek o długich, pięknie ciemnych włosach (lub wydawały się jedynie ciemnie, ze względu na panujący mrok). Miał na sobie czarne szaty i lekki pancerz na piersi. Siedział za biurkiem z rękoma złożonymi w piramidkę. Na oko wydawał się zaskakująco młody i bardzo przystojny...
Siedział z rękoma ułożonymi w piramidkę i wskazał Ci krzesło przed swoim obliczem. Kiedy już się na nim usadziłeś, rzekł.
- Panie Inkwizytorze, nazywam się Jacques di Villion, bardzo miło mi Pana powitać w Nowym Vordon - rzekł z zawadiackim uśmiechem. - Zdążył Pan już zapewne poznać swoją towarzyszkę, co mnie niezmiernie cieszy. Niemniej, chciałby Panu udzielić podstawowych informacji. Na piętrze znajduje się tylko i wyłącznie mój gabinet - na parterze, przy drzwiach jest portiernia, w której odbierze Pan klucze do swej kwatery. Znajduje się ona na tyłach budynku, wejście wyłącznie z zewnątrz. Pilnowane drzwi, na które zapewne zwrócił Pan uwagę to przejście do lochów, gdzie sprowadzać Pan będzie podejrzanych. Niemniej, będzie pan ich sprowadzał podziemiami, nigdy frontalnie. Cóż, czy ma Pan na tym etapie jakieś pytania?
-
- Nie, Wasza Ekscelencjo. Jak na razie wszystko jest proste i jasne - odpowiedział Aymer.
-
- Świetnie zatem. Objaśnię Panu pańskie główne zadanie. - odchrząknął. - Jak Pan zapewne wie lub nie, Zakon Płomienia wyśledził jeszcze w Kyralii jakąś bandę krwiożerczych heretyków. Sekta, którą założyli ewidentnie przeczy wszelkim przykazaniom i moralnym prawdom, a mordy, których dokonali, musieliśmy zatuszować, ażeby nie wzbudzać nadmiernej sensacji. O ile tożsamość heretyków nie jest nam znana, o tyle udało nam się trafić na ich trop, wedle którego przybyli oni do Vanabis... cóż, prawdopodobnie rozwinąć swą działalność tam, gdzie Inkwizycja jest nieobecna. Niemniej, zostałem wysłany tutaj tydzień temu, a teraz dotarliście Wy. Musimy wytropić i zniszczyć tę sektę, jednak nie możemy tu stosować pełnoskalowego terroru, przeto mogłoby tu wzbudzić niepokój i zniechęcić potencjalnych kolonistów do osadzania się tutaj... czego Imperator bardzo by nie chciał. Proszę zatem, aby udał się Pan do portierni po klucz do swojego pokoju, tam przeszedł i przebrał się w nieco... - otaksował Cię wzrokiem. - Cywilny strój i wraz z pańską towarzyszką rozejrzeć się po mieście. Po dalsze wytyczne przyjdźcie jutro. Jakieś pytania?
-
- Gdzie mogę dostać tutaj dobrej jakości nóż albo sztylet? Jeśli mam choć trochę przypominać cywila, noszenie tego - tu skinął nieznacznie głową na swój miecz - zdecydowanie nie wchodzi w rachubę.
-
Komandor zastanowił się przez chwilę, po czym odpowiedział.
- Cóż, podejrzewam, że noże i tasaki najłatwiej będzie dostać na rynku. Możesz Panie poszukać też jakiegoś kowala, u niego na pewno lepszej jakości, ale drożej. Coś jeszcze?
-
- Nie, dziękuję Wasza Ekscelencjo za informacje. Jestem wolny?
-
Mężczyzna przez chwilę w ciszy i bezruchu przyglądał Ci się, a w końcu odpowiedział.
- Tak, Panie Inkwizytorze, jest Pan wolny, może Pan odejść. W razie pytań, służę pomocą. - skwitował i powstał z krzesła, kierując się w stronę szafki, szukając czegoś w jej wnętrzu, zupełnie nie zwracał na Ciebie uwagi...
-
Aymer nieznacznie się ukłonił, po czym ruszył w stronę recepcji z zamiarem poproszenia o klucz do swojego mieszkania.
-
Udałeś się do recepcji, gdzie od starej baby otrzymałeś klucz do pokoju nr 4. Wyszedłeś, obszedłeś budynek i tylnym wejściem wszedłeś do strefy z pokojami. Ujrzałeś tam długi korytarz z drzwiami umieszczonymi po obu stronach. Podszedłeś do drzwi podpisanych numerem 4, otworzyłeś je i wkroczyłeś do środka.
Po prawej stronie znajdowało się dość spore łóżko z puchatymi pierzynami i grubym materacem. Tuż obok niego stała obszerna szafa, była jednak pusta. Po lewej stronie znajdowało się podłużne lustro, a w zagłębieniu stała drewniana wanna. Naprzeciwko wejścia było duże okno, które obecnie zasłonięte jest przed wścibskimi gapiami. Nie zdążyłeś do końca obejrzeć pokoju, gdy do drzwi zapukał i wszedł sługa, trzymając w rękach koszyk z nowym, mieszczańskim ubraniem.
- Panie. - ukłonił się głęboko. - Oto Pana ubranie, zgodnie z wytycznymi Pana Komandora. Życzy sobie Pan może kąpiel? Przygotować strawę? Mogę służyć w jakiś sposób pomocą Szanownemu Panu?
-
- Nie, jesteś wolny - odpowiedział Aymer i wziął ubranie. Następnie zdjął z siebie kolczugę i umieścił ją w szafie. Tam też włożył swojego zweihandera, krócicę zachował przy sobie. Po odpowiednim przyodzianiu się, umieścił krócicę w takim miejscu, by zbytnio się nie wyróżniała, ale równolegle, by była też łatwo dostępna. Po tych przygotowaniach, postanowił wyjrzeć jeszcze przez okno, w celu sprawdzenia co za nim się znajduje.
-
Sługa ukłonił się i wymaszerował, zostawiając Cię samego. Przebrałeś się prędko w mniej oficjalny strój, chowając pistolet w ukrycie. Roztwarłeś okna, jednak nic nie ujrzałeś - niewielka łączka, a po lewej stronie dróżka prowadząca do siedziby, opuszczona. Jakieś niewielkie budyneczki i domy, a gdzieś w oddali słychać gwar życia targowego...
-
Aymer ponownie zakrył kotarą okno i zamiótł spojrzeniem swoją komnatę jeszcze raz, sprawdzając czy o niczym nie zapomniał. Dostrzegł na stole mieszek ze swoimi denarami, wziął więc go i udał się ponownie do recepcji, tym razem z pytaniem o mieszkanie Claudii.
-
Zabrałeś swoją menażerię i udałeś się do recepcji. Stara baba skrzywiła się na Twoje pytanie, jednak odpowiedziała.
- Pani Inkwizytora mieszka w pokoju numer trzy.
-
Aymer udał się pod wskazany numer i zapukał, zastanawiając się, czy Claudia jest teraz w pokoju.
-
Drzwi otworzyła Ci służąca, która nie uchyliła ich zbyt obszernie. Wyściubiła głowę z pomieszczenia i zagadnęła.
- Szanowna Pani bierze kąpiel, kim Pan jest, jeśli mogę spytać?
-
- Jestem Aymer, znajomy.
-
Patrz -> Spotkanie z Claudią
-
Aymer ruszył na rynek, w poszukiwaniu dobrych jakościowo i nie za dużych noży.
-
Wyszedłeś na zewnątrz i spostrzegłeś, że wszędzie dookoła panuje mrok. Postanowiłeś jednak kontynuować swoją drogę na targ, gdyż dostrzegłeś również, że na rynku wciąż trwa życie. Droga zajęła Ci kilkanaście minut, a po dotarciu zacząłeś się rozglądać za jakimś stanowiskiem. Wiele było kramów i straganów, jednak broń sieczną udało Ci się wypatrzeć tylko na jednym.
- Panie! - zakrzyknał kupiec. - Nóż, kyraliańskiej produkcji, mocny i wytrzymały, stalowy, czterdzieści denarów! Okazja!
-
Aymer po chwili refleksji sięgnął po mieszek i zaczął przeliczać denary. Równolegle, nieznacznie brzęcząc monetami, zapytał:
- A pochwę stosowną do noża masz Waszmość może?
-
- Tak, Panie, dopłać cztery denary, a będzie stosowna i pakowna! - odpowiedział ochoczo kupiec.
-
- Hmm... czterdzieści cztery denary, cena znaczna... Z czegóż pochwa wykonana, jeśli wiedzieć można?
-
- Pochwa dobry Panie, wykonana jest ze skóry dormakki, lokalnego drapieżnika, jedna z najtwardszych i najtrudniejszych do obróbki skór!
-
- Hmm... no nie wiem, nie wiem... Mogę przyjrzeć się ostrzu?
-
- A proszę! - odrzekł kupiec i przekazał Ci ostrze. Faktycznie, nóż wykonany był całkiem solidnie, z dobrego materiału, był i dobrze wyważony i dobrze naostrzony.
-
- A, niech ci będzie. Właśnie stałeś się szczęśliwszym człowiekiem - powiedział po chwili Aymer i przekazał kupcowi sumę czterdziestu czterech denarów za pochwę i nóż.
-
// odejmij sobie.
Kupiec ucieszył się, przyjął pieniądze i przekazał Ci nóż wraz z pochwą nań.
-
Aymer przytroczył swój nowy nóż do pasa, po czym ruszył do siedziby Komandora Inkwizytora. Śledztwo, śledztwem, ale dziwne wydarzenia w porcie i utrata dwóch statków na pewno nie umknęły jego uwadze. Warto byłoby dowiedzieć się czegoś o tajemniczych napastnikach.
-
Dzwony zaczęły bić wszędzie w mieście, a straż miejska i armia wywołały poruszenie. Pospiesznie zaczęto zamykać bramy, a mieszkańcy chowali się do swoich domów i zabijali je dechami, zamykali na kłódki i zabezpieczali się jak da. Po chwili usłyszałeś jakiś wytłumiony bardzo dźwięk gwizdka i poruszenie gdzieś przy południowej bramie. Zapanowała cisza, a wówczas cała kolonia zaczęła trząść się okropnym, kującym w uszy dźwiękiem (https://www.youtube.com/watch?v=ArSZmPz6dAo). Zauważyłeś, że od strony portu w niebo wzbija się fala ognistych pocisków, przysłaniając niebo dymem. Pociski leciały w stronę miasta...
-
Aymer zakrył uszy, nie mogąc znieść tego dźwięku. Pragnął znaleźć się teraz... gdziekolwiek, z dala od tego... czegoś. Mimo wszystko, czuł że powinien dotrzeć do siedziby Komandora. Tam miał też broń, choć przeciwko temu raczej się nie przyda zbytnio. Po chwili wahania, ruszył w stronę siedziby Zakonu, nadal zakrywając dłońmi uszy.