Forum Tawerny Four Ways
Rozmowy Różne => Archiwum Sesji RPG => Sesje RPG => [Świat Mroku] Wampir: Maskarada => Wątek zaczęty przez: Claudie w Października 28, 2016, 14:17:56
-
Noc, deszczowa noc. Siedziałeś przy swoim biurku po godzinach, czekałeś na pilny telefon od swojego szefa, który nie przychodził. Zadzwoni? Nie zadzwoni? Sekundy wydłużyły się w godziny, minuty w dni. Stres powoli Cię zjadał od środka, czułeś na sobie spojrzenie wszystkich ważnych osobistości w tej firmie. Jeżeli szef i klient zaaprobuje twój projekt, staniesz się sławny! Takiego przetargu dawno nie było w tym mieście! Masz nadzieję, że wszystko się uda... Musi się udać! Gdzie ten cholerny telefon! Tutaj, nie uciekł. Sprawdzasz kabel, może któryś zazdrosny kolega Ci go uszkodził, nie wszystko jest ok... Telefon... cholerny telefon. Po chwili telefon zadzwonił a ty byłeś tak przejęty, że krzyknąłeś - tak się przestraszyłeś. Zestresowany nie mogłeś chwycić słuchawki, lecz w końcu opanowałeś się. Podniosłeś ją i usłyszałeś
- Pan Renfield proszony do gabinetu szefa - usłyszałeś głos Barbary, sekretarki szefa, po czym rozłączyła się dopełniając formalności. Odłożyłeś słuchawkę.
Co robisz? Którędy idziesz do gabinetu? Wykorzystujesz windę czy schody?
-
(https://media3.giphy.com/media/fmVYeTXA9BPt6/200.gif#0)
Tą niezwykle istotną decyzję podejmują z wrodzoną sobie bystrością, która na pewno zadziwia wszystkich obecnych w biurze.
Opuszczam pomieszczenie, pewnie pozostałym jest niesamowicie smutno, ale trudno, skoro trzeba.
Ehhh, w takim razie na schody, ... albo nie! WINDA! Tak winda, jest teraz w modzie.
Ah, w takim razie do windy, do windy, śmiało, zaakcentujmy to męskim gestem, śmiało i pewnie do windy.
-
Wykorzystując windę przyspieszyłeś swoje spotkanie z szefem, ponieważ wejście kilka pięter do góry na pewno by zajęło więcej czasu. Muzyczka grająca w windzie wcale Ci nie pomagała, lecz nie miałeś czasu by się zastanowić nad jej sensem, bo wjechałeś na piętro samego szefa. Pani Barbara siedziała sobie za biurkiem i gdy usłyszała twoje kroki, powiedziała - pan Helsing oczekuje na Ciebie, Renfield - po czym przycisnęła guzik i drzwi do gabinetu się otworzyły. Zauważyłeś, że poza bossem bossów (https://image.tmdb.org/t/p/original/ndFo3LOYNCUghQTK833N1Wtuynr.jpg) były tam jeszcze dwie inne osoby - mężczyzna (http://cdn1.stopklatka.pl/dat/movie/0000000082/0000082134/61116420.jpg) i kobieta (http://darlahaun.com/uploads/1/6/2/4/16248228/3192280_orig.jpg). Szef odezwał się do Ciebie:
- Renfield, przedstaw jeszcze raz naszym gościom tę umowę, nad którą tak pracowałeś.
-
(https://media4.giphy.com/media/mksegBDUo4A7u/200.gif#2)
- Co umowę? A tak umowę, oczywiście - umowę. Umowa, nad którą właśnie pracowałem.
Ponieważ kobieta magnetyzuje staram się tego nie okazywać, aby jej nie zapeszyć. Mimo wszystko przyznam, że ci faceci mają klasę, ah...
Ta mieszanka ekscytacji, ten ich styl, chociaż wiadomo, że nie będą tego okazywać marzą by móc nawiązać ze mną bliższą znajomość, stać się moimi,....
Nerwy, opanować nerwy. Wszystko spokojnie, wszystko spokojnie. Tylko bez nerwów, nic się nie dzieje, co to za perfumy, czego ona użyła? Jak pięknie pachnie też ten facet, tak WŁADCZO. Ah, to pewni Europejczyk, oni tam mają dopiero pyszne sery... Opanuj się, jesteś profesjonalistą.
- Pracowałem dzisiaj na państwa umowę, miałem ją nawet zabrać do domu, chociaż mam spotkanie w klubie mensy. Strasznie mi się ci ludzie narzucają, ale nie chce ich rozczarować. W każdym razie legalese, wymaga obecnie ubiustowienia umowy na poziomie, eee przepraszam, konsolidacji umowy z działem księgowości zagranicznej, i przeliczenia transakcji przy założenia stałej ejakulacji kursów walut.
W każdym razie do rzeczy, dzięki mojej pracy, obecnie umowa przedstawia się następująco....
Tu biorę głęboki wdech, odgarniam włosy z czoła, delikatnym muśnięciem, na jakie stać tylko prawdziwie wrażliwe osoby i przechodzę do spraw prawnych, jak zawsze z właściwą sobie charyzmą i profesjonalizmem.
-
Minął jakiś czas, zauważyłeś że klienci nie mieli pytań do twojego projektu. Obserwowali nie tylko twoje ruchy, ale również dykcję, zachowanie, wszystko. Gdy skończyłeś referować i przedstawiać wszystkie potrzebne umowy i dokumenty, odezwał się mężczyzna.
- Jak mniemam, wszystko zostało już przedstawione? Gdzie można podpisać?
- Tutaj proszę - odezwał się boss, po czym pokazał mu miejsce. Mężczyzna nachylił się i piórem podpisał się wszędzie gdzie mu kazano. Jedna kopia umowy dla szefa, druga kopia umowy dla niego. Po chwili mężczyzna odezwał się - Podana kwota zostanie przelana w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin. Mam nadzieję, że w przyszłości również będziemy przeprowadzać kolejne umowy.
- Dziękuję bardzo. Miło się z panem prowadziło interesy - odezwał się szef, po czym pożegnał się z mężczyzną i Tobą, po czym odprowadził Was do drzwi. Wsiedliście razem do windy a kobieta wybrała parter.
- Panie Renfield - odezwał się mężczyzna - czy kończy już pan pracę? Chciałbym pana zaprosić na kilka drinków. Trzeba opić tę umowę jak i pański sukces.
-
- Ależ z przyjemnością, mój zespół jest tak zgrany, że poradzi sobie bez mnie. To efekt ciężkiej pracy. Nigdy, ale to nigdy nie piję zbyt dużo, ale mogę polecić świetną knajpkę sushi, mogę też zabawić państwa karaoke, bez fałszywej skromności przyznam, że jestem w tym zaskakujący.
Idę po płaszcz, szybciutko.
-
Mężczyzna powiedział, że zaczeka na Ciebie w limuzynie. Ty szybko skoczyłeś po płaszcz, gdy wracałeś do windy czułeś na sobie spojrzenia reszty pracowników z twojego działu. Zadowolony wróciłeś do windy i zjechałeś na dół. Podpisałeś się u strażnika w recepcji, że wychodzisz i zacząłeś szukać wzrokiem limuzyny. Po chwili podjechała pod Ciebie limuzyna (http://cdn.barrett-jackson.com/staging/carlist/items/Fullsize/Cars/162317/162317_Side_Profile_Web.jpg). Zauważyłeś, że kobieta również robiła za szofera i w szybkim tempie wysiadła i otworzyła Ci drzwi. Mężczyzna siedział wpatrzony w widok po swojej stronie. Kobieta ręką zachęciła Cię byś wsiadł. Gdy to zrobiłeś, zamknęła za Tobą drzwi, po czym sama wsiadła za kierownicę i ruszyliście przez miasto.
- Drogi Renfieldzie - odezwał się mężczyzna i spojrzał na Ciebie - Rozumiem, że mogę tak się do Ciebie zwracać. Powiedz mi, czy całe swoje życie chcesz pracować w biurze?
-
- Oh, źle mnie państwo zrozumieli! Z tym karaoke, to taka zabawa. Nie zamierzam zostawać piosenkarzem. No co do biura, to coż... Skoro urodziło się tygrysem, nie można wieść zwykłego życia. Świat odważnych decyzji, wielkich pieniędzy, emocje, odpowiedzialność, RAUAAR!
Tu wykonuje ręką drapieżny gest, zaginając palce niczym Bruce Lee i mrucząc przy tym równie groźnie.
-
- Nie o to mi chodziło - odpowiedział mężczyzna delikatnie obniżając głos, do tonu takiego że aż Ci ciarki przeszły po plecach - Nie będę powtarzał pytania, odpowiedz na nie.
-
- Może nadszedł już czas na małe Pentimento. O co dokładnie chodzi?
-
- Interesuje mnie Renfieldzie pewna sprawa - odpowiedział mężczyzna - Co byś powiedział, gdybyś został moim prywatnym księgowym? Gdybyś rzucił tę posadę i firmę, w której aktualnie pracujesz na rzecz mojej? Oferuję Ci dużo lepsze warunki, elastyczne godziny pracy... Co ty o tym sądzisz?
-
(https://media1.giphy.com/media/xT8qBpuGXooJcGJseQ/200.gif#13)
- Co? JAK? mmmoje biuro? Eeeee...
Przecież to niemożliwe, to pewnie podstęp. Albo się zgodzić i zobaczyć co się stanie...
- Przypuśćmy, że się zgodzę, co wtedy?
Czy oni się perfumują, co to za zapach?
-
- To co Ci powiedziałem, Renfieldzie - powiedział mężczyzna - póki co więcej Ci nie oferuję. Mam nadzieję, że się sprawdzisz - po czym zamilkł i tylko wpatrywał się w Ciebie, to w mijające miasto. Po jakimś czasie dotarliście pod szpital (http://www.lhsigns.com/wp-content/uploads/2014/02/emergency-room-sign-night-resized-600.jpg). Mężczyzna spojrzał na Ciebie i powiedział - Widzisz Renfieldzie, troszkę Cię oszukałem... A teraz poczujesz lekki ból - i zanim zdążyłeś zareagować na jego słowa, poczułeś nagłe ukłucie w szyję. Chciałeś się ruszyć ale poczułeś, jak środek który był w strzykawce rozszedł się po twoim ciele i zemdlałeś.
Budzisz się. Pamiętasz wszystko jak przez mgłę... Rozmowę z mężczyzną, podróż limuzyną... Dziwne, co się stało wcześniej? Co się stało później? Rozejrzałeś się szybko po pomieszczeniu (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/e2/bb/f5/e2bbf54203ea6f7b7e674db94fd5f392.jpg). Znaczy na tyle, ile pozwoliła Ci unieruchomiona głowa i unieruchomione ciało. Słyszałeś jakiś ruch za sobą, ale nie mogłeś go dostrzec.
Co robisz?
-
- NO, BEZ JAJ! Co ta ma być, jakiś escape-room? Ja się nie zgadzałem przecież, takie zabawy są już nie modne....!
Próbuje się wyswobodzić, ale ostrożnie, żeby nie zrobić sobie jakoś głupio krzywdy. Jestem bowiem niezwykle przezorny.
-
Próbowałeś się poruszyć ale poczułeś, że z każdym ruchem obręcze na szyi i kończynach zaczęły się mocniej zacieśniać. Gdy już nie miałeś czym oddychać, ktoś poluzował ją tak, że miałem ponownie normalny przepływ powietrza. Gdy ty łapałeś powietrze, usłyszałeś głos mężczyzny z samochodu dobiegający gdzieś za Tobą - Wybacz mój drogi Renfieldzie za warunki panujące w tym pomieszczeniu. Jesteś mężczyzną... z potencjałem? A może jesteś tylko moją zabawką - po czym wyszedł zza Ciebie tak, byś mógł widzieć go - Powiedz mi, czego pragniesz najbardziej? Nieśmiertelności? Niezrównanej siły? A może uwielbienia rzeszy fanek? - i gdy miałeś się zwrócić do niego, mężczyzna teatralnych ruchem odwrócił się od Ciebie, wyciągnął telefon... i zrobił sobie zdjęcie z Tobą w tle.
-
Zachowuje spokój i godność w tej trudnej sytuacji.
- Wy nędzni tchórze, wypuście mnie! Wypuście mnie natychmiast, bo podam was do sądu za naruszenie cielesności! W tej chwili! Oj, macie przerąbane, obiecuje wam... Proszę, wypuście mnie, rozwiążcie mnie,... Aaa! Co z was z ludzie?! Czego chcecie, zrobię co chcecie tylko mnie wypuście! Proszę, błagam nie podam was do sądu, jeżeli natychmiast mnie rozwiążecie! To taki dowcip, ha, ha! HA! Ale zabawne, to nie jest śmieszne, nic a nic! O co tu chodzi! CO?! Czego pragnę? Żebyście mnie wypuścili! Proszę mnie uwolnić.
W nieco bardziej stanowczy sposób próbuję sprawdzić wytrzymałość wiązania, miotając się na różne strony. Przez cały czas zachowuje równowagę psychiczną, jest to zasługa mojej niezwykłej osobowości, której siła pozwala mi odnaleźć się w tym niecodziennym położeniu.
-
Gdy tak szarpałeś się poczułeś, że znowu obręcze zaczynają się zaciskać zbyt mocno. Mężczyzna odwrócił się, lecz tylko oglądał jak zadajesz sobie ból.
- Widzisz mój drogi Renfieldzie - zacząłeś go słyszeć bardzo cicho. Czułeś, że zaczynasz powoli tracić przytomność z niedotlenienia - Powiedziałem Ci żebyś się nie szarpał? Nie? Wybacz... więc nie szarp się, bo umrzesz tutaj na stole, a tego byśmy nie chcieli - po czym przysunął krzesło do Ciebie, usiadł na nim, nachylił Ci się do twojego ucha i spytał - Czy chciałbyś być nieśmiertelny? Czy chciałbyś być moim sługą, moją zabawką, moim dzieckiem?
-
- Oczywiście, jasne, no pewnie! Naturalnie, czy możecie już mnie rozwiązać? I będę dzieckiem, bo zawsze chciałem być właśnie dzieckiem. Och, jak ja będę służył, oj, oj oj. I zyskam nieśmiertelność, oj jak miło, to zupełnie jak te zabawki dodawane do płatków, jaka miła niespodzianka. Świetnie, świetnie - pewnie że się zgadzam, jasne. Co tylko chcecie, tylko mnie wypuście!
Zgadzam się służyć, och wszechwładni! TAK! Służba, służyć, proszę przewodzić.
Na tyle na ile pozwala mi obecna sytuacja staram się machać głową, by zasugerować pokłony i wyrazić skromność mojej postawy.
(https://media1.giphy.com/media/xT8qBpTDob0MnO6FdC/200.gif#108)
Ci ludzie to czubki!
-
Coraz bardziej czułeś jak obręcze wbijają Ci się w ciało. Krew powoli przestawała dopływać do kończyn, w piersiach paliło Cię od braku tlenu. Głosy, które słyszałeś dochodziły jakby z oddali.
- Czy ja Ci czasem nie powiedziałem, byś się nie szarpał? - spytał mężczyzna - Jak dla mnie nie słuchasz się, a to oznacza że nie nadajesz się na sługę. Najwyżej na warzywo. A może by tak faktycznie zrobić z Ciebie nawóz? Ludzkie ciało jest fascynujące, tyle potrzebnych minerałów... idealne na petunie. Co o tym sądzisz? - po czym mężczyzna przybrał pozę Myśliciela Auguste'a Rodina.
-
- Proszę natychmiast wyłączyć kamery, ha, ha, ha... Bardzo śmieszne. Ukryta kamera, wszystko jasne..
Próbuję się śmiać, ale niestety przeradza się to w płacz.
- Zgadzam się na wszystko, uuuu.....
-
Mężczyzna wyrwał się z zamyślenia, po czym gdy zobaczył że płaczesz poluzował Ci obręcze uciskające twoje kończyny, wyciągnął chusteczkę i gdy wycierał Ci łzy powiedział - No już mój Renfieldzie, spokojnie - czułeś, jak krążenie powoli wraca do twoich kończyn a płuca dostały ważnego dla Ciebie tlenu. Gdy drastycznie łapałeś powietrze mężczyzna kontynuował - Widzisz, gdy zgodziłeś się na wszystko, chyba nie byłeś do końca świadomy tego czego się zrzekłeś. No ale cóż... twoja wola - po czym wstał od Ciebie, przybrał teatralną pozę (http://sharing.abcactionnews.com/sharewrtv/photo/2012/10/08/Leslie-Nielsen-in-Dead-and-Loving-It_1349712965106_279567_ver1.0_640_480.jpg) i powiedział - mój drogi Renfieldzie, niedługo dołączysz i staniesz się taki sam jak ja. Na krawędzi życia i śmierci zadam Ci jedno pytanie. Jak na nie odpowiedz, będzie zależne od tego czy przeżyjesz... czy umrzesz. Jesteś na to gotowy?
-
- tak.
-
Mężczyzna podszedł do Ciebie od tyłu, zamontował mocniej obręcze, sprawdził je na wszelki wypadek po czym nachylił się odpowiednio i wbił w twoją szyję swoje zęby, a konkretniej kły. Czułeś, jak twoja krew powoli ucieka z Ciebie. Mówiłeś sobie, że zaraz go powstrzymasz, ale uczucie ekstazy zabijało twoje zwierzę i myśli by się bronić. Czułeś, że umierasz ale jednocześnie nie chciałeś by przestał. Chwila się dłużyła, twój wzrok powoli zachodził mgłą, twój słuch coraz bardziej się przytępiał, coraz słabiej czułeś własne bicie serca. W pewnej chwili gdy byłeś na krawędzi życia i śmierci usłyszałeś przytłumiony głos mężczyzny - THOMASIE RENFIELDZIE! CZY ZGADZASZ SIĘ DOŁĄCZYĆ DO MNIE JAKO MÓJ SYN I NASTĘPCA?!
-
- TAK, PANIE!
-
Wydawało Ci się, że wypowiedziałeś te słowa tak silnie, że wszyscy Cię słyszeli. Niestety, brzmiały one tak cicho, wydane praktycznie ostatnim tchnieniem. Mężczyzna wyciągnął szybko sztylet, przejechał nim po dłoni i dał Ci kilka kropel na twoje wargi, po czym się odsunął....
Minął jakiś czas. Budzisz się w sali pod ścianą, w której byłeś jakiś czas temu. Co się stało? Ile czasu upłynęło? A może to wszystko był zły sen? Niestety, szybko rozejrzałeś się po pomieszczeniu i zobaczyłeś że stół na którym byłeś został zniszczony, ściany zostały bardzo zniszczone... a pod jedną z nich jest zniszczone ubranie mężczyzny... bez ciała. Powoli zacząłeś wstawać po ścianie, ciągle byłeś mocno oszołomiony.
-
Coś dużo tu tych zniszczeń, myślę sobie.
Staram się przede wszystkim ocenie własny stan zdrowie, czy nic mi nie jest. Dotykam kości, czy nie są aby złamane, boję się że coś mogli mi złego zrobić. Nie podoba mi się to, że ktoś mną pomiata, a jednak...
docenili mnie, zrozumieli moją wartość i jakoś tak dziwnie było.
Czy mam w całości swoje ubranie? Czy mogę stąd jakoś wyjść?
Oglądam wszystko w pomieszczeniu, jeśli to możliwe - powolutku idę w kierunku wyjścia.
Nie można powiedzieć, żebym nie rozumiał że ostrożność to cecha ludzi inteligentnych.
-
Oceniłeś pobieżnie stan swojego ubrania, było one znośne, trochę potargane i osady z tynku, widocznie byłeś sprawcą częściowych tych zniszczeń. Gdy zacząłeś badać swoje ciało spostrzegłeś... że nie oddychasz ani nie czuć bicia twojego serca!
-
Kurcze, jestem tak zestresowany, że nie mogę wyczuć swojego, pulsu. Całe to wydarzenie strasznie mnie przygniotło.
Niejasno coś mi świta, że może mieć to coś wspólnego z mitami z rejonów, w których ludzie mówią z tym zabawnym akcentem - naglasak.
Zaczyna mi się robić gorąco, tłumię tę myśl!
To niemożliwe, po prostu nie mogę wyczuć swojego pulsu.....
Szybko zaczynam biec, szybciej, szybciej w kółko, potem przed siebie, potem w kółko...przed siebie
Raz zamykam oczy, raz je otwieram, by zatrzymać się i krzyczeć, potem staram się przekonać siebie, że muszę mieć puls, to nonsens!
LUSTRO! W mojej głowie pojawia się proste rozwiązanie - chce jak najszybciej znaleźć lustro, na pewno zobaczę swoje odbicie, na pewno.
Zaczynam biec, krzycząc "To niemożliwe, niemożliwe", jedyne co mnie interesuje to lustro, które muszę znaleźć.
Chce zobaczyć swoje odbicie! Za wszelką cenę.
-
Biegając wokół pomieszczenia co jakiś czas omijałeś zniszczone lustro... dopiero teraz je zauważyłeś i biegiem upadłeś na kolana i szukałeś jakiegoś większego odbicia. Wstrzymałeś oddech!... i zobaczyłeś swoje odbicie.
Co robisz?
-
Fiuuu...
a mi jakieś idiotyzmy przyszły do głowy!
Co za bzdury, wszystko w normie.
Widać jestem w stresie i zaczynam troszeczkę, odrobinkę wariować.
To zrozumiałe w moim położeniu. Więc, spokojnie, opanowany, nad wyraz opanowany zaczynam szukać drogi na zewnątrz.
Przechadzam się, to tu to tam, pochichoczę i tup, tup do wyjścia.
Zupełnie jak to bywa w tego typu sytuacjach, człowiek musi się otrząsnąć. Na pewno powinienem się wyspać i wziąć porządna kąpiel, może nawet w odwrotnej kolejności - tak.
Wychodzę z tego przebrzydłego miejsca. Potem zgłoszę się do lekarza na kontrolę, żeby wyjaśnić ten słaby puls, wręcz niewyczuwalny.
Na policję nie idę - bo zrobię z siebie głupka, zresztą nie chce urazić nikogo - tak na wszelki wypadek. Po co mi jeszcze większe problemy.
-
Gdy podszedłeś do drzwi i chciałeś je otworzyć, drzwi ani drgnęły. Naparłeś na nie silniej i drzwi otworzyły się... a dokładnie upadły z hukiem w stronę korytarzu. Zauważyłeś, że mnóstwo pyłu podniosło się po upadku drzwi... oraz jakieś ciuchy wystają spod nich.
Co robisz?
-
Hyc, hyc przed siebie.
Ani mi się śni sprawdzać, czy do tego ubrania pod drzwiami, nie jest ktoś dodany.
Szybciutko, byle na zewnątrz.
Trochę się pośmieję, trochę popłaczę - jak to człowiek wrażliwy, w takiej sytuacji i hyc!
HYC, czmycham stąd!
- AAAAAAAaaa!