Dobra, przyznam się na starcie, że jestem niejako weteranem tej gry i trochę pamiętam z niej, więc mogę mniej (lub bardziej ^^) zamierzenie oszukiwać, pamiętając co przynoszą różne paragrafy. Dobra, a teraz zapuszczam playlistę funccalikelite, na start Jungle Boogie autorstwa Kool and the Gang, ci co obejrzeli Pulp Fiction na pewno kojarzą ten kawałek. Bez zbędnego gadania, klikam Szybki start i ciśniemy. W rollu wypada Waleczność 17 i Wytrzymałość 23, całkiem spoko staty, choć wymiataczem szos nie jestem. Zawsze lubię być w grach all-aroundem, więc przeznaczam po punkcie na każdą cechę poza Prowadzeniem pojazdów, w końcu na co to komu potrzebne w grze, w której większość czasu spędzamy za kółkiem. Bierę Lornetkę, CB Radio i dwa posiłki. Nie pamiętam czy są do czegoś potrzebne szczerze mówiąc... ale zawsze je biorę na starcie :D W międzyczasie kawałek zmienił się na Fantastic Voyage Lakeside'u. Wybieram pistolet, to prawie jak Colt w końcu. Post-apo kojarzy mi się w 90% z westernowymi klimatami. Dobra, pierwszy paragraf mamy za sobą - jak wszyscy wiedzą, Wojownik Autostrady opowiada o bezimiennym tawernianym mścicielu, który ubezpiecza konwój Tawerny z supertajną przesyłką do Lusta. W każdym razie, wstęp prawie jak fabuła Mad Maxa, przekręcamy kluczyki w moim łowcy szos i ciśniemy Highway 75 (sory, zawsze grywałem na anglojęzycznej wersji, więc pozwolę sobie czasami zarzucić nazwą z oryginału) nie do Land of Funk jak Lakeside w swojej piosence, ale do Sherman. | (http://idreszcz.republika.pl/wa/0/media/obrazki/zakolkiem.gif) |
| (http://idreszcz.republika.pl/wa/0/media/obrazki/wrak.gif) | Teraz w tle leci Funky Worm Ohio Players, kawałek zsamplowany przez Dr. Dre w Dopemanie N.W.A. Pamiętam, że tutaj się coś zacznie, zobaczymy jak będzie. W mojej pierwszej przygodzie z tą grą zostałem tu chyba oskalpowany, teraz nie będzie tak źle, tak sądzę. Docieramy do celu, oczywiście już ktoś się na mnie zamierza, padają strzały, normalnie jak typowy dzień w Compton albo Stargardzie. Padam na ziemię i kryję się, chcę jeszcze pożyć. Odpowiadam ogniem zza samochodu, chybiam, rzuca się na mnie jakiś wygolony lamus w skórze, sześć ciosów po walce w parterze i zwija się bez ducha na ziemi, biorę jego kosę. Do wszystkiego przygrywa Flashlight Parliamentu, mocno z całą sytuacją kontrastujący. Dobra, rzucam się w stronę sklepu, czeka tam na mnie mój przyjaciel o długim, dwuczęściowym imieniu, nazwijmy go dla oszczędności słów Patrykiem. Bardziej jego uwagę zajmuje dziewczyna niż generalnie to że zewsząd do nas walą, a poza tym ta osiemnastka jest w typie forumowego Patryka, więc pasuje. Wybuchy, wystrzały, One Nation Under A Groove Funkadelic leci z głośnika, jakiś lamus dostaje ode mnie prosto w klatę, Patryk niestety też, R.I.P., obym nie podzielił jego losu. Wskakuję do auta, dziewczyna ze mną. Niby gadka szmatka, ale mój heros z Wild Westu trzęsie się. Może pierwszy raz gada z dziewczyną, a może Patryk był dla niego kimś więcej. W każdym razie dowiadujemy się, że Złe Lwy - prowadzone przez Lwa... to znaczy, Szalonego Psa Erevana - to źli ludzie i w ogóle są z HAVOCu i chcą przejąć władzę nad ponuklearną stertą kamieni i pustynią, znaną dawniej jako USA, a my im nacisnęliśmy na odcisk. Niektóre motywy są nieśmiertelne w grach, konfrontacja z Lwem... to znaczy Mad Doggiem nadchodzi. Właśnie, włączył się kolejny utwór - Atomic Dogg George'a Clintona. |
Dotarliśmy do grupy, oczywiście wysłali nas znowu na zwiady, widać w grupie mamy renomę popychadła i mięsa armatniego. Jedziemy przez wyjałowione nuklearną zimą tereny, a z głośników płynie wokal George'a Clintona. Hmm... w sumie dziwny wybrałem podkład pod post-apo. Aha, oczywiście ja tu sobie nad muzyką deliberuję, a punki mnie próbują z zaskoczenia brać. Już mi jeden na maskę wskoczył i przylgnął do niej jak skorupiak... Oho, w tym momencie Goldman miał pewnie rozkminę czy w post-apo skorupiaki z Somalii wyginęły. Dobra, bo ja tu rozważam problemy rangi światowej, a mam jeden bardzo przyziemny, kolesia na masce, którego trzeba rozwalić. Strzelam z beretty do oporu, typ szybko spada, innym frajerom nagle odechciało się pościgu. Wracam do moich towarzyszy, jedziemy, a mój kowboj z roadstera pije. To i ja, ostatecznie rolplej to rolpej. Z głośnika leci mocno chilloutowe Everybody Loves The Sunshine Roya Ayersa. Hmm... chyba gdzieś po drodze uciekł mi szpieg, nie jestem Clintem Eastwoodem, z 200 jardów spudłowałem z mojego Colta. | (http://idreszcz.republika.pl/wa/0/media/obrazki/welcome.gif) |
| (http://pre11.deviantart.net/6432/th/pre/f/2016/042/f/d/12189356_10208203073894538_8213718107254581610_o_by_ryanlovelock-d9rbq8b.jpg) | Muzyka przełącza się na Zapp&Roger - More Bounce to the Ounce, a nas otaczają jakieś łaki bez honoru. Poznaję tajemny plan, autorstwa Wujka i innego kolesia, ja ich będę dla wygody nazywał Dykciem i Octavianem, szybciej, wygodniej i wszyscy od razu znają cechy bohaterów. Wspólnie z niejakim Cutterem, którego ja zwał będę Kradusem dla jego charakterystycznej postawy, robimy zasadzkę na zasadzających się na nas. Playlista się skończyła, lecą randomowe kawałki, teraz wpadł akurat chyba wszystkim znany fragment soundtracku z Dobrego, Złego i Brzydkiego. Kradus jest dobry w te klocki, załatwił dwóch gości, mi przypada w udziale trzeci. Sprzątnąłem go wujczynym, to znaczy dykciowym, obrzynem, dobrze tak kłakowi, co on sobie myśli - napadać ekipę z Tawerny kiedy przewozi supertajną dostawę do Lusta przez postapokaliptyczne USA? Czas na małą zamianę w eq, uzupełniam zapasy amunicji, bandażów i wody, pozbywam się obrzyna - za duża kara za dwa gnaty na raz, by je nosić. W tle David Guetta i Lovers on the Sun, a ja ruszam na uniwerek, nie będę kłamał, ten etap kojarzę, wiem co tam znajdę i pamiętam że jest tam coś, co mi się przyda w end-gamie. Nic tam rzekomo nie znajduję, ale dla wytrwałych zawsze się coś znajdzie, jest i skrzynia! Jako wytrawny erpegowiec nie przepuszczę, otwieram. W środku NaCl - na szczęście moja postać nie jest tępakiem jak Szalony Pies - choć nie próbowałem zapisać się do Mensy jak Goldman, w każdym razie wiem, że to sól, zabieram go i wracam z nim do konwoju. Ruszam do Lakeside, miejsca o nazwie zespołu od Fantastic Voyage. Niestety, most zarwany. Rozmontowywuję za to autobus i zabieram ze sobą głowicę rozdzielacza i kondensator, wytrawnemu erpegowcowi wszystko się przyda. James Brown na głośniku. Kradus-patus wymyślił jak przebić się przez zaporę ustawioną przez bandytów, choć mi się ten plan nie podoba. Pamiętam, że to jeden z trudniejszych etapów gry - chyba najtrudniejszy poza samą końcówką aktu I - a na dokładkę moją piętą achillesową jest prowadzenie aut. No, na start -4HP, dobrze się zaczyna. Kiepsko to widzę, nawet jeśli pokonam ten etap fabularny to mam bardzo mało życia, raczej nie dotrwam do końca. Ale Bonus na głośnikach, nie wymiękam. Bonus nie pomógł, zresztą w międzyczasie utwór zmienił się. W każdym razie, mój heros nie opanował auta, spadłem z mostu i utopiłem się w jeziorze. Lajf is brutal end ful of zasadzkas, skończyłem jak Patryk. Nie będę wam w tym miejscu spoilerował co stanie się dalej, tylko zadam dramatyczne pytanie: czy Tawernowicze prowadzeni przez Dykcia dowiozą tajemniczy ładunek do Lusta? Czy osiemnastka w typie Patryka, a ze snów Kokosza dotrze z nimi do celu? |