-
Noc, jakiś czas przed północą. Ulica San Francisco, gdzieś w centrum miasta.
Budzisz się w miejscu i sytuacji, której nie pamiętasz. Znajdujesz się pośród zwęglonych ciał i karoserii, ciała jak i również karoseria mocno dymi, jakby tuż przed chwilą skończyły się palić. Na dodatek jeszcze zaczął padać deszcz (https://youtu.be/xoirXUhEpIo?t=1m54s). Mimo tego, że znajdujesz się w San Francisco, na ulicy pusto i jakby cicho. Widocznie to deszcz przegonił pozostałych ludzi z ulicy. Nie masz na sobie ubrania, być może pamiętasz co się z nim stało, nie masz również pojęcia, gdzie są twoje rzeczy osobiste. Przeszukanie pojazdu na niewiele się zda, wszystko zostało dokładnie zwęglone. Co robisz?
-
Im bardziej wsłuchiwała się w jazgot kropel spadających na wygiętą od płomieni i eksplozji karoserię, tym bardziej chciała spać ale coś nie dawało jej tego stanu osiągnąć.
Otworzyła oczy, skuliła się, była naga a w ustach wciąż czuła metaliczny smak, który po woli przechodził w słodycz. Nie znała dotąd takich zapachów, dźwięków jak i wrażenia, że pozostałe zmysły oszalały. Goniło ją w tysiąc miejsc, chciała być na dachu wieżowca, by po chwili tulić mokry asfalt, chciała tańczyć pomiędzy kroplami, by za chwilę lizać deszczówkę.
Wzdrygnęła się, coś wybudziła ją z tego amoku myśli - rozejrzała się podejrzliwie po okolicy...
-
Rozglądając się po okolicy nic zwykłego nie zauważyłaś. Niezwykłe było to, że nikogo nie było. Nikogo nie zainteresował wypadek, nikt nawet nie stał w oknie, by spojrzeć na to, co się wydarzyło. Zupełnie jakby ludzie nie słyszeli tej całej sytuacji. Część szyb była powybijana, również te z wystawami sklepowymi. Niektóre samochody również uszkodzone bądź nadszarpnięte latającymi dookoła odłamkami. Co robisz?
-
Czuła potrzebę, by uciekać, w uszach wciąż panował cichy gwizd i huk miażdżonej stali, lecz im bardziej się wsłuchiwała tym mniejszy ból ogarniał jej ciało. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że wzdycha choć nie musi, zalane oczy mrugają lecz i tak widzi przez deszcz....
- stało się ? - głos jakby wyrwany z koszmaru....jej głos. Wiedziała, że musi uciekać, wskoczyła do najbliższego sklepu, szukała czegoś ciemnego i wędrownego niż bogatego i rzucającego się w oczy....po wyborze w tym czy w kolejnym, gdzie wskutek zniszczonych szyb miała dostęp - oddaliła się od miejsca starając zachowywać normalnie i szukając miejsca gdzie mogła by się schować przed deszczem, pozbierać myśli - przeczekać chwilę.
-
Tymczasem, parę kilometrów dalej...
Strażacy dogaszali pożar i kończyli akcję poszukiwawczą na terenie zawalonej willi. Wszędzie wokół panoszyli się umundurowani policjanci, jak i również zastępca prokuratora. Nikt z obecnych nie zauważył pewnego mężczyzny, który pojawił się na miejscu tragedii. Zastępca prokuratora w końcu zauważył tę osobę. Podszedł do niego i spytał:
- Parszywa noc, co nie? - po czym przywitał się z mężczyzną.
- Nie owijaj w bawełnę Derek. Co wiedzą ludzie?
- Jeszcze nic, sam zajmuję się tą sprawą. Kto miał być tutaj?
- Dwie kobiety.
- A konkretniej?
- Książę dał zgodę Jane na przemianę dziewczyny - Kate Delgado.
- I chyba się dokonała, strażacy wyciągnęli jakąś rudowłosą i przekazali ją do karetki.
- A Jane? - Spytał mężczyzna.
- Nie udało jej się. Przemiana widocznie przerosła ją. Albo ta dziewczyna była zbyt silna na nią.
- Dowiemy się tego wkrótce. Pamiętasz, z którego szpitala była karetka?
- Z Dzieciątka Jezus - spojrzał na zegarek - Niedługo tam przybędą. Odnajdziesz ją?
- Muszę. Jest sama, prawdopodobnie zagubiona i nieświadoma swoich mocy. Załatwisz tę sprawę? - rozejrzał się po pogorzelisku.
- Jasne, wszystko dla Księcia. Zostanę tu jeszcze parę godzin, trzeba wszystko powypełniać itp. Powodzenia w szukaniu.
- Dzięki Derek.
Po czym uścisnęli sobie dłonie. Derek poszedł do kilku stojących strażaków, a mężczyzna do swojego samochodu. Znał najszybszą drogę stąd do szpitala. Odpalił silnik i ruszył spodziewaną trasą. Miał tylko nadzieję, że nic więcej nieprzewidzianego nie wydarzy się tej nocy...
-------------------------------------------------------------------------------
Po znalezieniu ubrania ruszyłaś dalej w swoją stronę. Wszystko było dla Ciebie jakby nowe. Czułaś, że możesz kontrolować swoje ciało, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłaś. Po przejściu kilkuset metrów zatrzymałaś się przed przystankiem autobusowym. Nie ma tam ludzi, lecz jest to miejsce, gdzie możesz schować się przed deszczem. Co robisz?
-
Szła powoli, z pod kaptura wystawały tylko mokre końcówki włosów, dreptała bez celu próbując sobie przypomnieć zajścia z ostatnich godzin, połączyć to jakoś z materiałami jakie odszukała w bibliotece, zmrużyła oczy,
- zwoje - pomyślała,
- zwoje i pismo - odtwarzała dalej w głowie,
- pismo ma jednak jakiś klucz ale skąd od tak znam go właśnie tera... - z mamrotania do siebie samej wyrwał ją przejeżdżający samochód, zwolnił na chwilę lecz się nie zatrzymywał i ruszył dalej.
- skup się - warknęła do siebie, zamknęła oczy i ruszyła szybciej przed siebie, chciała poczuć woń deszczu, i podmuch wiatru na skórze, kiedyś pomagało jej się to uczyć lub zasypiać,
- siódmej nocy o brzasku starsi odetną korzeń ludzkiej strony, nie będzie odwrotu i... - nagle poczuła pchnięcie na ramieniu, błyskawicznie otworzyła oczy,
- patrz gdzie leziesz ! - wrzasnął oburzony jegomość, który zrzucał pospiesznie krople wody z kaptura.
Kate nie odpowiedziała tylko zacisnęła zęby słysząc rytmiczną pieśń, której akompaniamentu kosztowała już nie jeden raz tej nocy,
- lecz się albo naucz łazić ofermo - wyraźnie nie słysząc odzewu poirytowany ciskał w nią kolejnymi frazami,
- idź stąd - szepnęła przez wysuwające się kły,
- że co ? - jegomość miał już dosyć stania w deszczu i ruszył w jej stronę,
- spieprzaj, bo pożałujesz - zacisnęła pięści i nachyliła się w jego stronę. Typ z obronnej pozycji przybrał karykaturalną, roześmiał się zdając sobie sprawę, że od początku ma do czynienia z kobietą a nie jak przypuszczał z jakimś łachem,
- zaraz ci... - piorun rozświetlił na chwilę okolicę a osobnik zamilkł. Zniknął głupkowaty uśmiech i stał jak wryty, kilkakrotnie mrugał oczami bo nie był do końca pewien co przed chwilą w ułamku sekundy zobaczył.
W jednej chwili jego puls przyspieszył choć sam nie wiedział dlaczego, zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio bo nagle odjęło mu mowę jakby przestraszył się burzy,
- nie szukam kłopotów i ty też tego nie rób - jej ton zelżał, słyszała wyraźnie jak serce podeszło mu pod gardło, czuła intensywny zapach potu, który nagle oblał jego ciało
- czy tak pachnie ludzki strach ? - zamyśliła się przez chwile jednocześnie zmuszała się siłą woli by nie podejść bliżej, pokusa była za duża,
- dziwaczka ! - wrzasnął w końcu mężczyzna i oddalił się pospiesznie we własnym kierunku, kilkukrotnie zerkając przez ramie czy czasem za nim nie idzie.
To całe zajście, uczucie głodu, fascynacja mordu, ustąpiło dopiero gdy mogła się ponownie uspokoić i zagłuszyć szalony głos w głowie,
- biblioteka...boże tam muszę znaleźć wskazówki, teraz wiem czego szukać - gdyby nie fakt, że był to wrzask w jej myślach - cała okolica wiedziała by gdzie zmierza.
Nagle poczuła to co jeszcze lubiła, wir tajemnicy...sprawy którą musi odkryć, jak za starych dobrych czasów.
Przyspieszyła krok i kierowała się w znajome miejsce.
-
Mężczyzna zwalniając samochodem przez chwilę obserwował dziewczynę. Niestety, nie mając jej zdjęcia nie wiedział, kogo szuka. Z informacji, które przekazał mu Derek stwierdził, że powinna być jeszcze nieprzytomna i ruszył dalej. Po kilku chwilach i momentach mężczyzna zatrzymał swój samochód przed wrakiem karetki. Zgasił silnik i wyszedł z samochodu, po czym skierował swoje kroki w pobliże wraku. Po krótkiej chwili obserwacji mężczyzna ustalił, że pożar zaczął się od wewnątrz, nie dając ratownikom szans na przeżycie. Wszystko zostało doszczętnie zwęglone a siła wybuchu była na tyle duża, że zniszczyła bądź uszkodziła inne wystawy sklepowe. Postanowił zostać tutaj jeszcze chwilę i rozejrzy się po okolicy, może ustali co się stało z Kate.
-------------------------------------------------------------------------------
Po jakimś czasie doszłaś do znajomego Ci miejsca. Niestety, biblioteka o tej porze jest zwyczajowo zamknięta. Wiesz, bądź pamiętasz o tym, że nigdy nie było większych problemów, by uzyskać od strażnika pilnującego biblioteki wejścia do "siebie". Co robisz? Będziesz próbować się włamywać czy zaufasz swojej elokwencji i pójdziesz do strażnika?
-
Wahała się co zrobić, to w końcu starszy człowiek. Zdecydowała się jednak, że podejdzie do głównych drzwi i skorzysta z domofonu, po jego naciśnięciu rozległ się cichy brzęczyk, a ona stanęła tak, by można było ją rozpoznać w kamerze tuż nad wejściem, kiedy usłyszała podnoszącą się słuchawkę podeszła ponownie do domofonu,
- dobry wieczór Panie Hormann, tutaj Kate przepraszam, że nie pokoje ale zdaje się że zostawiłam kilka notatek u siebie, wpuści mnie Pan ? - zawsze mógł tego nie zrobić, ale przywykł do jej nocnych eskapad i późnych godzin gdzie przesiadywała i szperała po księgach. Wiele razy też budził ją o świcie i ojcowskim palcem groził, że powinna już iść spać zamiast spać na notatkach i rozłożonych stosach ksiąg.
-
Rozbudzonym głosem strażnik odzywa się:
-do-dobry wieczór panno Kate. Już panience otwieram - po czym nacisnął przycisk od otwierania drzwi i sięgnął po klucz do pokoju Delgado. Gdy podeszłaś do okienka stróżówki zapytał:
-A cóż to się stało, że panienka tak w nocy przychodzi?
-
- muszę przejrzeć na szybko kilka rzeczy, pewnie posiedzę tu do rana albo jak mi się uda to czmychnę tuż przed świtem, proszę się mną nie przejmować - wciąż nie chciała ściągnąć kaptura nie chcąc go wystraszyć, pamiętała co stało się na tamtej ulicy...chciała wpierw sama sprawdzić to i owo.
-
-Dobrze, przyjdę pewnie gdzieś przed 6:00 do panienki, wtedy będę przed zmianą z Thomasem. - Powiedziawszy to wrócił z powrotem do czytania dzisiejszej gazety, albo po prostu starał się znaleźć znów powód do zaśnięcia. Tymczasem wzięłaś klucze od niego i skierowałaś się do swojego pokoju na pierwszym piętrze. Wiedziałaś o tym, że windy działają tutaj jak chcą, więc postanowiłaś skierować się schodami. W samym budynku panowała głucha cisza, przerywana tylko twoimi szybkimi krokami. Po krótkiej chwili znalazłaś się w swoim pokoju. Co robisz? Zostawiasz drzwi otwarte, czy zamykasz je na klucz? I czego szukasz w pokoju?
-------------------------------------------------------------------------------
Mężczyzna przeszukał szybko, lecz dokładnie całe miejsce wypadku oraz okoliczne sklepy. Zauważył, że brakuje pewnej części damskiej garderoby z pobliskiego sklepu. Zaczął kojarzyć fakty.
-Pewnie ta dziewczyna to była Kate! - pomyślał - Jasna cholera... - po czym skierował swoje kroki do samochodu. Nie przejmował się całkowicie tym, że jacyś postronni ludzie zaczęli się schodzić by obejrzeć miejsce wypadku.
- I tak nie zapamiętają tego, że ktoś tutaj był - powiedział po cichu sam do siebie, po czym odpalił silnik i ruszył do miejsca, gdzie widział ostatni raz dziewczynę...
-
Z ulgą zamknęła za sobą drzwi, przekręciła dwa zamki, jeden na górze a drugi na dole i jeszcze założyła łańcuszek. Oparła się o drzwi i próbowała pozbierać myśli.
Po dłuższej chwili w ciszy podeszła do biurka i zapaliła lampkę, zdjęła przemoczoną kurtkę, poprawiła włosy i rozebrała się, ciskając pod szafę mokre ubrania.
Po woli zaczynało do niej docierać, że tak bardzo chciała spotkać się z kimś o kim do tej pory czytała, że zapłaciła wysoką cenę, najwyższą jaką mogła do tej pory. Skuliła się w kącie i zaczęła płakać tuląc dłonie w ramiona, choć płacz nie był głośny czuła gorące łzy i coś co rozszarpywało jej serce od środka. Pragnęła zasnąć i obudzić z tego koszmaru. Jednak z każdą kolejną łzą upewniała się coraz smutniej w przekonaniu, że na nic szczypanie czy myślenie o powrocie do normalności, teraz to jest dla niej rzeczywistość a ona jest w niej sama.
Po kolejnej dłuższej chwili, wstała i podeszła do szafy, która swymi drzwiami przypominała ruchome lustro, nieśmiało widząc tylko zarys sylwetki w mroku, szarpnęła za sznurek i zapaliła nad sobą niewielką lampkę. Oczom jej ukazała się blada jak papier sylwetka kogoś, kogo przecież zna a jednak już nie była sobą. Czuła się jakby opanowała inne ciało, nawet blizna pod lewą piersią zniknęła i wszystko wyglądało tak jakby ktoś przeprowadził skrupulatny retusz. Zniknęły więc niedoskonałości natury i choć młodego to jednak wytartego wieku na skórze. Pewnie w innych okolicznościach zachwyciła by się sobą ale teraz stojąc i wpatrując się w rozmazaną krew na policzkach i dłoniach, miała ochotę zniszczyć obraz jaki widzi, chciała obrócić swój żal na jednym prostym przedmiocie - milczącym lustrze. Im dalej skupiała swój wzrok to tym bardziej czuła jak rośnie w niej temperatura i gdyby nie pamięć kilku wydarzeń, pewnie spotkało by to miejsce taki sam los,
- jestem potworem - wymamrotała do siebie. Choć ten stan i ostatnie godziny były najgorszą rzeczą jaka ją spotkała, zaczęła szukać jakiś pozytywów, tak więc spędziła kolejny czas na tym by ostrożnie uczyć się tego kim jest, choć robiła to na własną rękę to było jej łatwiej i łatwiej aż przypomniała sobie o notatkach. Przebrała się w stare malarskie ciuchy jakie jej tu zostały po odnowie tego pokoju, usiadła za biurkiem i spięła włosy w kucyk.
Choć czuła zmiany coś jej nie pozwalało tu siedzieć do samego rana, wiedziała że musi opuścić to miejsce i udać się do siebie nim słońce na dobre zagóruje nad miastem.
Starała się zatem przejrzeć dziwne księgi jakie ktoś jej podrzucił, stare zwoje, które teraz nie były już dziwnym językiem, lecz zrozumiałą treścią i ustalić jak najwięcej o sobie, nim będzie musiała stąd odejść.
-
W tym samym czasie, parę przecznic dalej...
Samochód zatrzymał się na poboczu w pobliżu miejsca, gdzie zauważył dziewczynę. Wyciągnął z kieszeni urządzenie, które przypominało dzisiejszy smartfon. Wykonał kilka operacji i zaczął poszukiwanie konkretnej kamery, która mogłaby zarejestrować dokąd udała się dziewczyna. Miał przeczucie, że powinno mu to pomóc w jej poszukiwaniu. Maskarada i tak została już mocno nadszarpnięta, mężczyzna nie może pozwolić, by wydarzyły się kolejne "incydenty". Przez chwilę przeszukiwał różne obrazy i odnalazł ją. Obejrzał całe zajście z facetem (całe szczęście, że nie rzuciła się na niego - pomyślał mężczyzna), po czym obejrzał całą drogę dziewczyny. Ostatnia kamera zarejestrowała ją, gdy wchodziła do Miejskiej Biblioteki. Mężczyzna wyłączył i schował urządzenie, po czym zapalił silnik samochodu i ruszył przed siebie. Wiedział, gdzie dziewczyna przebywała ostatni raz. Czuł pewne podniecenie z faktu na to, że poszukiwania przynoszą zamierzone skutki. A ofiary? Pal licho ofiary, są tylko przeszkodą w dążeniu do zwycięstwa...
-------------------------------------------------------------------------------
Tymczasem w bibliotece...
Przeglądając notatki, które kiedyś były dla Ciebie nieczytelne spostrzegasz, że wszystkie informacje łączą się w całość. Może jeszcze nie wiesz, kim dokładnie się stałaś ale zauważasz, że swoje moce można opanować. Ba, nawet wszystko jest wyjaśnione, trochę zawiłymi zwrotami i stwierdzeniami, ale układa się to logicznie. Gdy chciałaś sięgnąć po kolejną księgę podarowaną przez tajemniczego fana spostrzegłaś (http://i.imgur.com/mLtJaGy.jpg) pojedynczą kartkę, której wcześniej nie potrafiłaś odczytać. Oto jej treść:
Witaj Kate.
Jeżeli czytasz tę wiadomość, to znaczy, że twoje przeobrażenie powiodło się. Niestety, nie jest mi dane obserwować twoją przemianę, bo zginęłam podczas niej. Dziwne stwierdzenie jak na kogoś, kto nie żył od końca XIX wieku.
W każdym bądź razie stałaś się kainitką moja droga. Pewnie już odczułaś potęgę swoich mocy i strach przed nimi. Lecz nie obawiaj ich się! Z czasem nauczysz się je kontrolować. Miałam tyle wiedzy przekazania Tobie, lecz tak jak wspomniałam, a ty zauważyłaś, to nie wszystko poszło po mojej myśli. Pewnie niedługo ktoś zgłosi się do Ciebie. Będzie to mężczyzna, mój kolega po "fachu", który miał Ciebie odnaleźć jeżeli coś mnie się stało. Niestety, nie przekazałam mu dokładnie jak wyglądasz, więc zapewne teraz Cię szuka. Jeżeli możesz, zadzwoń do niego[tutaj podany numer] i poinformuj go gdzie aktualnie jesteś. On Ci wszystko wyjaśni kim się dokładnie stałaś.
Mówią, że miłość jest najpotężniejszą siłą tego świata. Obyś ją spotkała na swojej drodze.
Twoja "Matka"
Jane Monica Barnett
Co robisz? Wykonasz połączenie, zostajesz w pokoju czy coś innego?
-
Odłożyła kartkę i poczuła się dziwnie, z jednej strony chciała wiedzieć więcej ale bała się następstw, znów była wiedziona ku czemuś bez własnej kontroli,
- willa, teraz on kim on jest ? Jednym z nas ? To Tremerczyk czy może gbur...Ghul - klepnęła się w czoło,
- telefon gdzie on...mam - chwyciła za słuchawkę i wykonała połączenie, nie wiedziała co powiedzieć ale nie chciała też nie znając natury zajścia - narażać nocnego stróża.
-
Na zewnątrz Biblioteki
Mężczyzna zatrzymał swój samochód na parkingu. Zgasił silnik i już miał wychodzić, gdy zadzwonił jego telefon. Wyciągnął go i spojrzał na numer. Nie miał zielonego pojęcia kto dzwoni, lecz postanowił odebrać tą rozmowę.
- Tak słucham? Z kim mam przyjemność?
-------------------------------------------------------------------------------
Wewnątrz Biblioteki
Usłyszałaś, że ktoś odebrał połączenie i spytał Ciebie:
- Tak słucham? Z kim mam przyjemność? - głos, jaki usłyszałaś był wręcz nienaturalny. Nie w typie władczym, tylko wręcz zmysłowy, taki jak powinien mieć ktoś, komu można powierzyć pewne sprawy. Nie znając archetypów nie jesteś pewna, czy twoim rozmówcą jest Tremere, czy być może ktoś inny.
Jak reagujesz na ton i pytania? Odpowiadasz na nie, czy zrywasz połączenie? A może jeszcze coś innego?
-
Kate chwile milczała, raz po raz wertowała zapiski w ostatniej kartce od kogoś, kogo poznała tylko na chwilę,
- miałam zadzwonić pod ten numer na wypadek....sama nie wiem, ma sens zawracanie ci głowy ? - odłożyła kartkę i cicho pukała palcami o blat stołu.
-
- Miałaś zadzwonić pod ten numer... - usłyszałaś w telefonie - Owszem, jest sens zawracania mi głowy, o ile sama tego chcesz. Możesz mi zdradzić aktualne swoje imię, czy wolisz pozostać anonimowa? I od kogo, jeśli można wiedzieć masz ten numer?
-
Chwile to trwało,
- czy nazwisko Barnett coś ci mówi ? Bo jeżeli nie to widać mam dalej pecha i nie chce cię wciągać w coś co jest mi w tej chwili tak obce jak to, że w ogóle ze sobą rozmawiamy - w międzyczasie wstała i zaczęła pakować resztę rzeczy do swej torby, którą tu uprzednio zostawiła.
-
Wewnątrz
Usłyszałaś jak osoba po drugiej stronie połączenia cicho wzdycha, po czym kontynuuje :
-Owszem, mówi mi całkiem sporo. Rozumiem, że rozmawiam z Kate Delgado? - po czym usłyszałaś otwieranie i zamykanie drzwi od samochodu. Teraz w tle rozmowy słyszysz padający deszcz i od czasu do czasu grzmot pioruna.
-------------------------------------------------------------------------------
Na zewnątrz
Mężczyzna cicho wzdychnął, po czym powiedział:
-Owszem, mówi mi całkiem sporo. Rozumiem, że rozmawiam z Kate Delgado? - po czym otworzył drzwi od samochodu, wyszedł na zewnątrz i zamknął drzwi. Tuż po chwili jeszcze otworzył parasol i czekał na dalszą część rozmowy. Pogoda nic się nie poprawiła, można stwierdzić, że deszcz nasilił się a pioruny coraz głośniej brzmią.
-
Prawie skończyła pakować rzeczy i doprowadzać biurko do porządku,
- więc to pewnie ona podesłała mi te księgi i te zwoje, ciekawy materiał jak przetrwać, gdyby mnie jeszcze uprzedziła, że zamierza się spalić a przed tem mnie zmienić, no to hej może bym się zastanowiła czy w ogóle wiem na jakim świecie żyję... - po niemal wybuchu słów po prostu cicho westchnęła.
-
-Cóż, nie mogę stwierdzić co poszło nie tak. I tak, częściowo rozumiem twoje zarzuty i rozgoryczenie. Ale to chyba nie jest rozmowa na telefon. Chcesz się spotkać? - po czym skierował się wolnym krokiem do drzwi głównych biblioteki.
-
Skończyła się pakować i była gotowa do drogi, jeszcze tylko schowała ubrania w jakich tu przyszła - w szafie,
- sama nie wiem, gdzie jesteś ? - zapytała kierując się z torbą na ramieniu, która pomimo wagi nie sprawiała już takich problemów jak kiedyś z jej wiecznie obtłuczonym biodrem.
-
- Przed głównymi drzwiami, w sumie to wrotami Biblioteki Publicznej. Zakładam, że też tutaj jesteś. Czekam przed wejściem głównym. - odpowiedział, po czym rozłączył się. Co robisz?
-
Odłożyła słuchawkę, podeszła do lustra, wyglądała trochę komicznie, stary płaszcz malarski, szorty i bluza, na głowie czapka z logo jakieś już nie istniejącej firmy, pod którą schowała zręcznie włosy. Rzuciła jeszcze raz okiem na biuro i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Odłożyła klucze stróżowi, który zdaje się jednym okiem drzemał, uśmiechnęła się w jego stronę i opuściła bibliotekę. Osoba z którą miała się spotkać mogła bez przeszkód usłyszeć wpierw cichutki brzęczyk a po chwili postać wyłaniającą się zza drzwi, gdy tylko Kate je domknęła,
- masz pewnie jakiś środek transportu - powiedziała stawiając sobie kołnierz i chroniąc szyję przed zimnym i wilgotnym wiatrem jaki smagał zakamarki starego budynku.
-
Mężczyzna (http://pre14.deviantart.net/9f6f/th/pre/i/2013/115/6/2/____w____by_aenaluck-d62xp95.jpg) podszedł do Ciebie z rozłożonym parasolem. Rondo parasola jest na tyle szerokie, że spokojnie obejmie was obydwoje. Mężczyzna ubrany jest w czarną skórzaną kurtkę (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/62/3a/d4/623ad41a60d1c4b85c8e6248895716eb.jpg), bojówki (http://i.imged.pl/nowe-wypasione-bojowki-meskie-30-am2-2946849793.jpg) oraz ciemne buty (http://g02.a.alicdn.com/kf/HTB1lB4CHVXXXXaZXpXXq6xXFXXXW/2015-New-Military-Boots-Outdoor-Desert-Tan-Combat-Army-Boots-Male-Shoes-Mens-Tactical-Police-Boot.jpg). Uśmiechnął się życzliwie do Ciebie, po czym na usłyszane pytanie odpowiedział:
- Owszem. Pytanie tylko, czy dasz się zaprosić obcemu mężczyźnie do samochodu. Gdzież moje maniery. Mam na imię Seth. - po czym zaprasza Cię, byś podeszła do niego i schroniła się pod parasolem. Zauważasz w tle, że na parkingu stoi tylko jeden czarny samochód (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/12/c5/91/12c591d19a31af78417e44a2a63bddb8.jpg) - zapewne należy do tego Setha.
Co robisz? Stawiasz na niezależność i idziesz obok mężczyzny, czy zgadzasz się na zaproszenie mężczyzny?
-
- Katherine - odpowiedziała nasuwając sobie mocniej daszek - trochę zmroziło ją spotkanie z kimś kto jest taki jak ona, nie mogła i nie było czasu na zbędne pytania o klan, całość była na tyle dziwna, że po podaniu swego imienia po prostu go minęła i w strugach deszczu dotarła do drzwi pasażera czekając aż będzie mogła wejść. Po drodze obserwowała pusty parking i ponurą okolicę wypełnioną świszczącym wiatrem i rytmem kropel walącym we wszystko na swej drodze. Dawniej taki obraz by ją zachwycił, pomógł zasnąć odganiając koszmary, dziś wydaje się krajobrazem z innego świata,
- ... - westchnęła - wpatrzona w siną dal.
-
Seth z lekko zdziwioną miną podszedł do Kate, otworzył jej drzwi i zaczekał aż wejdzie. Gdy to zrobiła zamknął za nią, po czym złożył parasol i wsiadł do samochodu od strony kierowcy. Przekręcił kluczykiem, silnik zaskoczył od razu, a z radia zabrzmiała melodia (https://www.youtube.com/watch?v=H529fng2Sfw&nohtml5=False). Seth zwrócił głowę w kierunku Kate i powiedział:
- Pewnie masz wiele pytań i oczekujesz wszelakiej odpowiedzi. Więc ustalmy najpierw, gdzie chcesz jechać i możesz rozpocząć bombardowanie. Chyba, że wolisz dalej milczeć i pokazywać, że Cię to nie rusza.
-
Kate wsłuchiwała się w melodię przez chwilę, lecz gdy usłyszała bębny i ostatnią część wypowiedzi, poczuła znów ciepło w dłoniach,
- jednej nocy całe moje życie zostało wywrócone do góry nogami, mam na rękach śmierć niewinnych ludzi, straciłam też kogoś kogo chciałam poznać by zrozumieć tajemnicę, teraz ja nią jestem - spojrzała mu wyraźnie w oczy,
- gdyby mnie to nie ruszało, nie spotkalibyśmy się i już po kilku minutach dopuściłabym ten głos w głowie i to potężne uczucie, że nie mam dość. Opieram się temu jak tylko mogę ale chce znaleźć się w swoich kątach. Zawsze mnie uspokajają, tam możemy porozmawiać na spokojnie - podała mu adres, oparła się wygodniej i zamknęła oczy.
-
Seth uśmiechnął się, po czym gdy spostrzegł, że Kate zamknęła oczy przyciszył radio, w którym właśnie poleciała kolejna melodia (https://www.youtube.com/watch?v=Nco7qfrPG7I&nohtml5=False) na tyle, by była słyszalna, lecz nie była zagłuszana przez cichą pracę silnika. Samochód ruszył i skierował się pod podany adres. Postanowił milczeć, by nie przerywać ciszy. Odezwie się dopiero, gdy Kate go o coś zapyta, bądź dojadą na miejsce... Miasto miało swój urok w nocy, tym bardziej w deszczu, który wyraźnie zelżał. Gdzieniegdzie było widać różnego rodzaju osoby, które widocznie wracały z imprez wszelakich, bądź załatwiało swoje sprawy. Gdy melodia zmieniła się na lekko agresywniejszą, Seth wyłączył radio. Słyszeliście tylko ciche brzmienie silnika oraz od czasu do czasu pracę wycieraczek. Jeżeli patrzysz Kate przez okno, to zaczynasz powoli rozpoznawać, czy ktoś jest podobny do Ciebie, czy jest to po prostu człowiek. Jeżeli nie patrzysz przez okno, a dalej masz zamknięte oczy to możesz pierwszy raz stwierdzić, że lekko się rozluźniasz, pomimo obecności obcego dla Ciebie mężczyzny.
Co robisz podczas drogi do swojego mieszkania? Pytasz o coś Setha, czy wolisz by pozostała ta cisza nieprzerwana?
-
Kate często słuchała jakiejś muzyki więc zawsze reaguje na zmiany. Otworzyła oczy i wyglądała przez szybę, udało jej się nawet rozpoznać kilka miejsc, do których zaglądała sama lub jeszcze z rodzicami,
- uważaj bo spadnie - krzyknęła z troską matka widząc jak dziecko podskakuje na barkach swego ojca podczas "przejażdżki",
- jak spadnie to wstanie, nic się nie bój - odpowiedział z uśmiechem ojciec
- a jak złamię nogę tato ? - zapytała zamyślona dziewczynka, która już nie wierzgała na swym ojcu tylko przybrała poważną minę,
- kości zawsze się zrastają mój promyczku ale pewne rzeczy nigdy nie będą wstanie - ojciec zatrzymał się i również przybrał poważniejszy ton,
- to znaczy, że cały czas będzie leciała mi krew ? - zapytała przerażona dziewczynka, w tym samym momencie ojciec ściągnął ją z "barana",
- oczywiście, że nie skarbie, to coś co może zawsze boleć ale te takie małe ranki na serduszku czynią z nas tymi kim jesteśmy - usłyszała ciepły głos matki tuż za sobą,
- doświadczenie życiowe - szepnęła dziewczynka wpatrując się w huśtawkę - rodzice zaś zamilkli obserwując to siebie to swą pociechę zastygniętą jak posąg. Radio zamilkło a plac zabaw jaki mijali ponownie z radosnego i słonecznego dnia jaki zapamiętała wtedy, przybrał ponury deszczowy wieczór, pozbawiony dzieci i odrapany z biegiem czasu - straszył teraz pustką.
Kate chciała jeszcze raz zamknąć oczy by przywołać jakieś rozmazane wspomnienie ale w tym momencie samochód skręcił energiczniej pokonując esowaty zakręt docierając pod wskazany adres - była nim kamienica, w której mieszkała.
Dzielnica spokojna, głownie starzy ludzie, czynsz niski więc ostatnie pietro zawsze wydawało się jej małym azylem pośród tego wszystkiego co ją otaczało,
- to tu, mieszkam na ostatnim....nie są to luksusy do jakich pewnie przywykłeś ale jest tam cicho i spokojnie - po czym nabrała powietrza w płuca i je wypuściła jakby szła na jakąś rozmowę o pracę.
-
- Nie oceniaj książki po okładce - odpowiedział Seth na stwierdzenie Kate. Zgasił silnik, po czym pierwszy wyszedł z samochodu. Po wyjściu rozłożył parasol i skierował się na stronę pasażerki. Otworzył Ci drzwi, po czym zaczekał aż wyjdziesz i zamknął je, po czym zamknął całkowicie samochód. Skierowaliście się do wejścia do kamienicy. Zapewne masz zapasowe klucze do drzwi wejściowych, więc otworzyłaś je bez problemu i weszłaś pierwsza. Seth przed wejściem na klatkę rozejrzał się jeszcze dyskretnie po okolicy, po czym ruszył za tobą. Wchodząc na górę cały czas był za tobą, tak jakby starał się Ciebie obronić przed tym, co mogłoby Cię spotkać jeszcze tego wieczoru. Po krótkiej wspinaczce po schodach ujrzałaś znajome Ci drzwi. Podeszłaś do nich, po czym otworzyłaś je i wpuściłaś swego gościa przodem. Seth porządnie wytarł buty o wycieraczkę i wszedł do środka. Po chwili również i ty znalazłaś się w środku i pozamykałaś drzwi.
Co robisz? Co proponujesz swojemu gościowi? A może zaczynasz go bombardować pytaniami i czekasz na odpowiedzi?
-
Kate zapaliła światło - jak się okazało prawie w kuchni, była to mała kawalerka, zaraz po wejściu znajdowali się w malutkim przedsionku, gdzie ledwo dwie osoby mogły się pomieścić. Po lewej stronie było kilka wieszaków na płaszcze, po prawej zaś komoda z wieloma malutkimi szufladkami i drzwiczkami, na której stało duże lustro - wyglądało to trochę jak antyczna toaletka, lecz pewnie podróba jakich wiele - w końcu nie było jej stać na oryginały.
Kuchnia głownie zabudowana przydatnymi szafeczkami i również utrzymana w stylu mijanym na wejściu. Odruchowo włączyła elektryczny czajnik ale po chwili go wyłączyła i przeszli dalej, mijając po prawej stronie wejście do łazienki.
Pokój dzienny pełnił z reguły trzy zadania, można było tam pomieścić kilka osób, były tam krzesła, stół i tuż pod oknem, które kończyło się balkonikiem - jej biurko, jak i sypialnie, gdyby rozłożyć stary tapczan. Zaś gdy nikogo nie było - mogła wtedy pracować spokojnie nad różnymi projektami, które powinny wisieć na ogromnej tablicy korkowej zaraz po prawej stronie tuż nad tapczanem - lewa mieściła kilka mebli w których znajdowały się kieliszki, barek no i oczywiście pokaźna biblioteczka, gdzie ciasno zostały poupychane powieści, materiały naukowe jak i dużo starsze i dziwniejsze księgozbiory.
Na tablicy korkowej jednak nie było projektów jak to dawniej bywało, zostały zdjęte lub po prostu przykryte najnowszą i najbardziej priorytetową sprawą - Jane Monica Barnett.
Tuż pod nazwiskiem na samej górze znajdowały się notatki, wycinki z lokalnych gazet, słabej jakości zdjecia, liczby, godziny, nazwy miejsc i tak dalej,
- rozgość się - wskazała mu miejsce na jednym z wygodniejszych foteli przy stole,
- chciałabym się przebrać jeżeli pozwolisz - gdy tylko upewniła się, że Seth poczeka, podebrała kilka rzeczy jakie mogła wydobyć z szafy mijanej zaraz na wejściu do tego pokoju po prawej stronie i zniknęła w łazience.
-
- Twoje mieszkanie Kate, twoje zasady - po czym usiadł na wskazanym przez Kate fotelu. Rozejrzał się po pokoju, jakby starając się zapamiętać rozkład całego pomieszczenia. Gdy odeszłaś do łazienki Seth wstał, po czym podszedł do tablicy korkowej i prześledził wszystkie fakty, które Kate ustaliła na temat Barnett. Odpiął jedno czarno-białe zdjęcie, spojrzał na nie po czym znów je wpiął na to samo miejsce. Rozejrzał się jeszcze raz po całym pomieszczeniu, ściągnął kurtkę i powiesił ją na jednym z wolnych wieszaków. Wrócił na fotel, po czym zamknął oczy i starał się przygotować na pytania, które zada mu Kate jednocześnie starając się rozluźnić.
Co robisz podczas swojego pobytu w łazience? I co robisz po tym, jak w końcu zdecydujesz się na wyjście z niej?
-
Rozebrała się, ciuchy wrzuciła w czarny worek i wzięła szybki prysznic, stojąc jeszcze przed lustrem dostrzegła zmiany. Gdy tylko odpowiednio się skoncentrowała, nabrała rumieńców a nawet czułą bicie własnego serca !
Zrobiła porządek z włosami i jak zwykle delikatnie podkreśliła kredką oczy, a po chwili z kupki rzeczy jakie sobie przyniosła wyciągnęła bluzkę (http://www.fantasmagoria.eu/images/uploader/y_/564x752.g/y-559-punk-rave-shirt.jpg) oraz spodnie (http://www.fantasmagoria.eu/images/uploader/wo/564x752.g/wortex-trousers.jpg) i opuściła pomieszczenie, zgasiła światło w kuchni, to w pokoju dziennym - przyciemniła i rozpaliła kilka świeć poupychanych po kątach.
Taka atmosfera zawsze służyła jej skupieniu i relaksowi, w końcu poczuła że jest u siebie, wszystko wyglądało tak jak dawniej....prawie.
Odwróciła jeden z foteli i usiadła opierając się twarzą o oparcie, teraz Kate (http://wallup.net/wp-content/uploads/2016/01/27087-redhead-green_eyes-women-736x459.jpg) była gotowa do rozmowy.
Zastanawiała się bardziej nad jakością niż ilością pytań. Podstawy już opanowała, znała też kanon tradycji i podziału, na szybko też przyswoiła opisy klanów....
- co teraz ze mną będzie ? Co mam robić ? - zapytała.
-
Seth otworzył oczy i spojrzał na Kate. Uśmiechnął się życzliwie do niej widząc zmianę nie tylko w ubraniu, ale również w opanowaniu kolejnych umiejętności. Na zadane pytania odpowiedział :
- Dzisiejszej nocy już praktycznie nic nie załatwimy, za dwie godziny będzie świt, a dla nas światło słoneczne jest zabójcze. Może nie rozpadniemy się od razu, jak na jakichś tanich horrorach, ale odczujemy niewyobrażalny ból. Dlatego nazywają nas Dziećmi Nocy. A co będzie z Tobą? Dzisiejszej nocy to ja się tobą opiekuję, przynajmniej tyle jestem winny Jane. Odczuwasz zmęczenie bądź głód? Jeżeli nie, to sprawę pokarmu załatwimy następnej nocy. Lecz co się stanie z tobą, nie mnie decydować. Jutrzejszego wieczoru pojedziemy do Księcia, który zdecyduje o twojej przyszłości. On i jak podejrzewam Primogen bądź Protegowany. Pytaj, jeżeli chcesz. Postaram się dzisiaj odpowiedzieć na wszystko, co mogę.
-
Kate postanowiła spędzić jeszcze kilka tych chwil tak by bezpiecznie mógł wrócić do siebie, na tym by dopytywać go o szczegóły związane z klanem, jego pozycją w ty tym mieście oraz z jakiego on pochodzi i co łączyło jej matkę z nim.
-
- Tak jak sama już zauważyłaś, Tremere jest niezwykłym klanem - powiedział, po czym wstał z fotela i poszedł w stronę okna. Zatrzymał się przed nim i kontynuował:
- W sumie tak naprawdę to każdy klan jest na swój sposób niezwykły... W każdym bądź razie Tremere od zawsze pasjonowała wiedza. Nie tylko jej gromadzenie, ale przyswajanie jej. Można stwierdzić, że jeżeli ktoś potrzebuje pomocy w zakresie wiedzy historycznej, to powinno się zgłosić własnie do Czarodziejów. Taki Tremere posiada przydomek, ponieważ faktycznie na swój sposób czarują, jak chociażby ty uwalniając swoje pokłady energii, którą zamieniasz w ogień. Niektórzy sądzą, że nie jest to zwyczajny ogień, lecz może pochodzić z czeluści Piekieł. Szczerze? Nie dziwię się po tym, co zobaczyłem co zrobiłaś z karetki. Lecz nie wracajmy do złych wspomnień już dzisiaj. Jeżeli chodzi o moją pozycję w tym mieście, to nie jestem aż tak kimś ważnym, ot po prostu byłem pod ręką i Książę wysłał mnie w poszukiwaniu Ciebie i Jane... Jane. Jane to inna historia. Łączyło nas kiedyś uczucie, którym można by nazwać miłością. Niestety, tak jak my Dzieci Nocy mamy wieczność, tak uczucie czasem nie potrafi przejść próby czasu. No i wiesz, nasze klany raczej nie darzą siebie dobrym uczuciem...Primogen i Protegowany Tremere oraz Starszyzna Assamitów bardzo źle spostrzegały związek Assamity i Tremerki, tym bardziej przez pewne wydarzenia w przeszłości naszych klanów. Tak Kate, twoja Matka poprosiła o pomoc starego znajomego, który akurat był na kontrakcie w mieście... I dlatego wątpię, bym to ja został twoim opiekunem. Ba, mogę nawet stwierdzić, że to jest nierealne... Zostanę jeszcze jakiś czas w San Francisco, by doglądać twojego oswajania się i zawsze dać jakąś wskazówkę bądź poradę...
-
Wstała, podeszła do okna,
- dziękuje za opiekę nade mną i choć nie wiem co stało się w tamtej willi na pewno nie tak wyobrażałeś sobie rozmowę ze mną - wpatrywała się w uśpione miasto nad którym od strony wschodniej nieboskłon zaczął zmieniać kolor.
-
- Nie musisz dziękować - powiedział - W każdym bądź razie ostatnia rada na dzisiejsze spanie. Znajdź miejsce do spania tak, by nie padało na Ciebie światło słoneczne. Albo zakryj szybko czymś okno, albo po prostu schowaj się gdzieś. Nie tak powinien wyglądać twój pierwszy sen, niestety sam się zastanawiam czy jeszcze zdążę do siebie wrócić. W każdym bądź razie miło mi było Cię poznać Kate. Jeżeli będziesz chciała bym jutro Ci towarzyszył, to znasz mój numer. A tymczasem dobrego snu Ci życzę. I nie zamartwiaj się przez ten sen. Nie chciałbym jutro wieczorem przeszukiwać kolejnego spalonego pomieszczenia - Uśmiechnął się życzliwie do Ciebie, po czym poszedł do wieszaka, zabrał kurtkę i wyszedł przez drzwi. Odprowadziłaś go jeszcze wzrokiem jak schodził po schodach, po czym pozamykałaś drzwi.
Co robisz? Jak zabezpieczasz mieszkanie przed światłem słonecznym? I cóż Ci się tej nocy śni?
-
Została sama w pokoju po tym jak upewniła się, że drzwi wejściowe są zamknięte, myślała nad konceptem użycia rytuału, o którym czytała i starczyłoby jej na to czasu ale zamiast tego doszła do wniosku, że może się zabezpieczyć jeszcze inaczej.
Wpierw upewniła się, że okna są pozamykane i zasłoniła zasłony, po chwili przyniosła kilka czarnych worków na śmieci i połączyła je srebrną taśmą klejącą, tak że tworzyły prostokąt o wymiarach okiennicy, niestety nie posiadała niczego do obramowania więc przykleiła swe dzieło na zasłony. W takim wypadku z zewnątrz mogło to wyglądać jak zasunięte zasłony, zaś od środka worki stanowiły idealną barierę.
Rozebrała się, gdyż nigdy nie wyznawała sypiania w czymkolwiek i zanurzyła się w pościeli, którą uprzednio wyciągnęła z tapczanu - całość operacji zwykle zajmuje jej kilka sekund, tym razem jednak myśląc o wszystkim tym co ją dziś spotkało - zajęło jej to z pół godziny. Kładąc się czuła że wstaje dzień, znużenie i otępienie coraz bardziej dawało się we znaki.
Spoglądała na plastry foli które sztywno doklejone tworzyły tak jakby bardzo słaby witraż. W pokoju panował półmrok mimo iż na zewnątrz słońce promieniami penetrowało zasłony, zamknęła oczy i przekręciła się na bok zasypiając.
Stała w słonecznym pokoju ale w cieniu zasłony przyozdobionej gwiazdami widziała siebie leżącą w rodzinnym domu na Węgrzech, prawie zapomniała już jak wyglądało to miejsce. Jej pokój, choć dziecinny - miał regały z księgami i solidne biurko. Léna bardzo szybko nauczyła się pisać i czytać, stąd za sprawą jej ojca taka wizja pokoju i ukradkiem obserwacje jak czyta, notuje i później przy kolacji zadaje dorosłe pytania, lecz dziś był ten dzień gdzie leżała w gorączce i wpatrywała się w okno. Na łóżku tuż przy niej rodzinny lekarz zakończył badanie i chował stetoskop do swej starej i wytartej torby, siwiejący mężczyzna jeszcze chwile wpatrywał się w dziewczynkę po czym do pokoju weszła matka,
- co z nią ? - zapytała troskliwie podchodząc i chwytając dłoń córki i siadając na wolnej przestrzeni dużego łoża
- gorączkuje Pani Rufus, sugeruje antybiotyk i...,
- nie - stanowczo, choć ze łzami w oczach przerwała mu matka
- proszę posłuchać, jeżeli nie otrzyma leku to...
- nie zmienię decyzji męża
- rozmawiałem z nim i znam jego zdanie ale dziecku można zapewnić inaczej nabieranie odporności - powiedział spokojnym tonem,
- to jego wola by tak to wyglądało, pana obowiązkiem jest dbanie by to przerwać, gdyby zagrażało to jej życiu
- z całym szacunkiem ale pierwszy raz w swej karierze widzę dziecko z taką gorączką, które jest jeszcze w stanie kojarzyć...
- co mówisz różyczko ? - przerwała mu matka i nachyliła się nad nią
- ta pani jest smutna - charcząc i ledwo dobywając głosu, dziecko zwróciło uwagę na stojącą w rogu Kate,
- to twoja wina - nerwowo wrzasnęła w jej kierunku matka. Kate zastygneła w bezruchu, chciała coś powiedzieć ale usłyszała trzask i zobaczyła jak cały pokój przewraca się o 90 stopni,
- musimy uciekać Panie Rufus ! - krzyknął strażak,
- nie zostawię tu córki !
- tu jej nie ma ! To wszystko zaraz się zawali, na miłość boską człowieku uciekaj stad !
- nieeeeeeeee ! - mężczyzna wrzasnął i przewalił ostatkiem sił odłamek betonowego filaru. Tuż za nim siedziała umorusana Léna, tuląc nadpalonego misia trzęsła się i ledwo mogła cokolwiek powiedzieć
- już jestem promyczku, tatuś za chwilę cię stąd zabierze - wyciągnął ją z potrzasku i mocno utykając skierował się do strażaka,
- zajmiemy się nią, pana musi opatrzyć lekarz - strażak musiał krzyczeć a i tak był przerywany przez odgłosy gniecionej stali i sypiącego się im na głowy tynku oraz pomniejszych betonowych odłamków,
- karetki są na dole prawda ? - wycedził przez ból mężczyzna
- tak ale my się z nią udamy szybciej, Henk ! Weźmiesz pana ze sobą, obydwaj udacie się na sektor ósmy tam jeszcze ktoś jest - krzyczał do kolegi po fachu,
- to moja żona - kaszląc odpowiedział będąc kierowanym na dół po klatce schodowej. Nie chciał oddać dziecka ale dobrze zapamiętał drogę z tego miejsca mimo, że wielokrotnie musieli zmieniać klatki - nie wszystkie miały już schody.
Na dole było spore zamieszanie, setki policjantów i lekarzy, strażaków i opatrywanych ludzi, podziękował strażakowi i nalegał by ten zajął się swym obowiązkiem, on sobie poradzi. Minął karetki i odszukał swój samochód. Podszedł do niego, zaś ze środka pojazdu wysiadł starszy od niego siwizną jego kamerdyner,
- Winterson ! - krzyknął do niego,
- wszystko gotowe do odlotu i tak jak Pana żona...na nieboskłon Pana, gdzie ona jest ? - zapytał zatroskany przejmując dziecko od niego
- w środku, muszę po nią wrócić - krzyknął
- na wszystkie świętości, niech Pan tam nie idzie, to wszystko zaraz runie !
- wiesz, że muszę
- zaklinam Pana na ród i herb ! - wrzasnął ze łzami w oczach zaufany druh i przyjaciel
- zawsze byłeś mi kimś bliżej niż tylko przyjacielem ale teraz jedź już i zabierz ją stąd, ona musi żyć, zadbasz też o jej przyszłość
- Panie...
- nie przerywaj, w schowku masz listy i dyrektywy na taką ewentualność, ufam ci i wiem, że zrobisz jak należy a teraz jedź, zabieraj się stąd ! - krzyknął mężczyzna. Widząc, że kamerdyner z dziewczynką na ramionach nie reaguje tylko patrzy się na niego otępiały, podszedł do niego energicznie, zaciskając zęby z bólu i uderzył go w twarz,
- messze ! - wrzasnął, kierowca jakby na komendę wsiadł do auta delikatnie wnosząc dziecko na tył i zapiął pasy,
- prosze stąd odjechać, tu nie jest bezpiecznie, czy ktoś z krewnych tam jeszcze jest ? - zapytał policjant kierowcę,
- halo prosze pana ? Musze znać nazwisko jeżeli chciałby pan...
- nikogo tam nie ma - odparł sucho Winterson odpalając silnik,
- nikogo z żywych - powiedział przez łzy do funkcjonariusza i odjechał, ocierał twarz kilkakrotnie i zaciskał dłonie na kierownicy klnąc przy tym nie raz po węgiersku, dopiero po chwili poprawił lusterko i obserwował pasażerkę z tyłu,
- panienko Léno, niech się panienka nie martwi, wieczorem się wszystko uspokoi - rzucił w jej stronę zdanie, w które sam nie wierzył, na szczęście nie słyszała tego - zaraz by mu wygarnęła kłamstwo, zawsze umiała przewidzieć kiedy okłamuje ja dla jej własnego dobra. Raz po raz zerkał też na schowek w samochodzie.
Kate siedziała tuż obok niej i wpatrywała się w siebie samą, chcąc dodać jej otuchy jakiej nie miała wtedy wyciągnęła do niej dłoń,
- jeszcze ci mało ?! - wrzasnął jeden z mężczyzn
- zobacz co nam zrobiłaś szmato ! - krzyknął zaraz drugi. Nagle stała na pustej ulicy i widziała dwóch spalonych sanitariuszy
- jak ja teraz dziecko odbiorę ze szkoły ?
- a ja nie spłacę kredytu ! Wszystko przez ciebie ! - krzyczeli
- ja, ja nie chciałam, ja przepraszam
- przeprosinami nie nakarmię rodziny !
- to był wypadek - krzyknęła Kate,
- demon !
- nałożnica belzebuba ! - krzyczeli,
- NIEEE ! - wrzasnęła czując, że już nie jest w stanie pohamować żaru w dłoniach,
- nie ! - wrzasnęła zrywając się z łóżka i ściskając poduszkę, której poszewka była nadpalona, cisnęła ją w kąt i skuliła się na łóżku.
-
Idealna bariera, którą przykleiłaś do zasłonki zaczęła puszczać. Na szczęście nie puściła na tyle, by Ci jakoś mocno przeszkodzić w trakcie snu, lecz będziesz musiała się zastanowić nad czymś "trwalszym". Reszta pokoju została w podobnym stanie, jakim je opuściłaś przed dostaniem się w "objęcia Morfeusza". Postanowiłaś przeleżeć jeszcze chwilę na łóżku, lecz przypomniałaś sobie o wczorajszej propozycji Setha, by Ci towarzyszył dzisiejszej nocy.
Co robisz? Wykonasz połączenie do Setha, czy stawiasz na niezależność? Jak długo pozostaniesz w domu? I co planujesz na pierwszą część nocy?
-
Kate wstała, ściągnęła poszewkę i oceniła szkody, były nieznaczne, więc wrzuciła ją do śmieci i nałożyła nową, ubrała się i zabrała klucze do piwnicy, odnalazła tam kilka desek i gwoździ po remoncie jaki musiała za własną kieszeń dokonać by jej lokum nadawało się do mieszkania. Wróciła do domu i zbiła z nich ramę, którą mogła powiesić, tym razem wykorzystała zarówno worki, jak i koc a że ściany to cegła - bez problemu zrobiła na niej mocowania dla całości, w ten sposób nie będzie musiała zabijać deskami okna skąd ma ładny widok. Całość odstawiła w kąt, zasłony rozsunęła i wyszła na balkon.
Chwilę delektowała się spokojem nocy, po czym wróciła i zamknęła za sobą drzwi, nałożyła Buty (http://www.fantasmagoria.eu/images/uploader/hi/564x752.g/high-heel-boots-mtr001-s1-4-1.jpg) i płaszcz (http://www.fantasmagoria.eu/images/uploader/th/564x752.g/the-outcast-coat.jpg), po czym wykonała połączenie do Setha,
- jestem gotowa, czekam przed kamienicą - gdy tylko upewniła się, że będzie miał czas - wyjdzie i poczeka na niego.
-
- Będę w ciągu dwudziestu minut - odpowiedział Seth, po czym rozłączył się. W pewnym momencie zauważyłaś znany Ci samochód, który powoli się wtoczył na twoją ulicę. Weszłaś z powrotem do mieszkania, zamknęłaś balkon i zasłoniłaś zasłony. Wychodząc z mieszkania zabrałaś ze sobą swoją torbę, po czym zamknęłaś drzwi od mieszkania i zeszłaś schodami na parter. Po wyjściu z kamienicy zauważyłaś, że Seth stoi przed samochodem, a drzwi pasażera są otwarte. Widocznie ten "zabójca" wie przynajmniej, jak zachowywać się względem dam. Gdy podejdziesz do niego spyta Cię:
- Witaj Kate. Jak tam pierwsza noc? - po czym poczeka, aż odpowiesz i wsiądziesz do samochodu, po czym zamknie za tobą drzwi.
Co robisz?
-
Kate jeszcze upewniła się, że wygląda odpowiednio ludzko i wyszła, sprawdziła czy wszystko co jej potrzeba jest w torbie (https://images.stackcommerce.com/assets/productshot3-image/12308/8320dce211265e44ada75c5791272d2fba063d7e_main_hero_image.jpg) i wsiadła witając się uprzednio,
- koszmary, co dziś w planach ? - zapytała zapinając pasy.
-
Seth odpalił silnik, po czym z radia poleciała taka melodia (https://www.youtube.com/watch?v=OSW--QRNg1w). Seth przyciszył ją tak, by nie przeszkadzała w rozmowie, po czym odpowiedział:
- Trzeba Cię przedstawić Księciowi. On podejmie decyzję na temat twojej przyszłości. Wiem, że dzisiaj urzęduje w swoim klubie, dlatego tam się udamy - po czym samochód ruszył w swoją trasę. Seth kontynuował:
- Zapewne wiesz, czym jest Camarilla. Jane musiała zostawić Ci tego typu informacje w notatkach. Miastem San Francisco aktualnie rządzi Książę z klanu Ventrue. Może wydawać się trochę oschły i zimny, ale odwala kawał dobrej roboty, trzymając wszystkie klany we wspólnocie. Nazywa się Scott Blackburn i pochodzi z Irlandii. Za pewne gdy go ujrzysz, odczujesz jego potęgę, bo jest naprawdę starym Kainitą. Prawdopodobnie również dzisiaj spotkasz Primogen swojego klanu, jak i również Protegowanego. Pewnie to ta trójca postanowi o tobie. Zaakceptuj każdą ich decyzję. Nawet tą najgorszą w twoim mniemaniu, bądź najbardziej zaskakującą. A pójdę z tobą do niego, bo przy okazji muszę sfinalizować kontrakt. Prawdopodobnie zostanę dzisiejszej nocy w klubie, bądź będę gdzieś na mieście ale wiedz, że będę pod telefonem i przyjadę na twoją prośbę, Kate - powiedziawszy to, uśmiechnął się ciepło do Ciebie i zaprzestał już prowadzić monolog. Skupił się na prowadzeniu samochodu. Po kilkunastu minutach dojechaliście przed jeden z klubów w mieście. Drzwi zostały tobie otworzone, a otworzył je jeden z boyów klubowych, widocznie odpowiedzialny za przywitanie gości przed klubem. Wysiedliście i odczułaś, że klub emanuje niesamowitą energią. Seth spojrzał na Ciebie, uśmiechnął się półgębkiem i powiedział:
- Tylko nie zatrać się w "Odkupieniu" - po czym puścił Cię przodem. Przechodząc obok zauważyłaś, że są dwie kolejki. Jedna z czekającymi ludźmi i bramkarzami, którzy wpuszczali ich i "uprzywilejowana", którą weszliście bez problemów. Przed wejściem do samego klubu ściągnęliście kurtki i płaszcze, przy czym Seth oddał jeszcze w depozyt swoją broń. Nie przypuszczałaś, że może mieć tyle żelastwa na sobie i w niczym mu ono nie przeszkadzało! Seth oddał dwa pistolety w kaburach pod pachowych oraz dwa długie Kukri z pochwami. Uśmiechnął się do Ciebie, po czym przeszliście przez bramki do środka klubu. Stanęliście obok siebie. Pierwsze co usłyszałaś, to muzykę (https://www.youtube.com/watch?v=giq6Q57nSeU) puszczaną przez Dj'a. Rozpoznałaś w nim kainitę, dużo słabszego od siebie. Również na parkiecie, który zajmował centralną część klubu zauważyłaś, że wśród ludzi bawią się inni kainici. Po bokach klubu były wnęki z lożami do siedzenia, które można było odgrodzić niebiesko-czarnymi zasłonami, by poczuć trochę prywatności. Na pierwsze piętro prowadziły schody, również w podobnym oświetleniu. Na pierwszym piętrze znajdował się bar oraz luźno stojące stoliki z krzesłami, które można było dostawiać i przestawiać wedle uznania. Seth wskazał Ci dłonią kierunek pójścia, po czym zaczęliście się przebijać bokiem do wind, przed którymi stało dwóch ochroniarzy. Rozpoznałaś w nich Brujahów, którzy zatrzymali was przed drzwiami. Jeden z nich się spytał:
- Państwo do Księcia?
- Owszem - powiedział Seth - przekaż Księciowi, że Assamita Seth Underwood i Tremere Katherine Delgado proszą o audiencję.
- Chwila - po czym Brujah przycisnął palcem ucho i cicho porozmawiał przez komunikator. Po chwili Brujah przycisnął guzik od windy i rzekł:
- Książe was oczekuje. Życzę miłej nocy - po czym puścił was do środka. Gdy weszliście do środka Seth powiedział do Ciebie:
- No, to powodzenia - po czym uśmiechnął się do Ciebie. Po chwili winda zatrzymała się na drugim piętrze i Seth puścił Cię pierwszą. Stanęliście już przed obliczem Księcia (http://www.baku-panda.org/bounce/morgan_doyle.png). Wyczułaś od niego istną potęgę, musiał być dużo starszy od Ciebie, nie masz pojęcia o ile, ale na pewno jest silniejszy niż Seth. Ten zasiadał za swoim biurkiem, przeglądając jakieś wiadomości w laptopie. Gdy was zauważył, wstał i rzekł:
- Jak mniemam, to ty jesteś córką Jane Barnett. Bardzo mi przykro z powodu straty rodziciela, to nigdy nie jest łatwe. Witaj i Ciebie Seth, proszę usiądźcie - po czym wskazał wam dwa potężne fotele, w których na spokojnie mogły by zmieścić się dwie osoby. Usiadłaś na fotelu po prawej stronie, a Seth stanął za tobą.
- Na pewno nie usiądziesz Seth? - spytał Scott
- Dziękuję, muszę trochę kości rozruszać - odpowiedział
- Wy i wasze dziwne poczucie humoru - roześmiał się Scott, po czym skierował pytanie do Ciebie Kate:
- Jak się czujesz w naszym świecie, dziecko? Rozumiem, że Seth wprowadził Cię w nasz świat na tyle, na ile mógł Ci go wyprostować z podglądu assamity - spojrzał na Setha i puścił mu przyjacielskie oko, po czym kontynuował - Gdybym wiedział wcześniej, że dzisiaj się stawicie od razu wezwałbym Primogen i Protegowanego. Czemu nie poinformowałeś mnie Seth?
- Nie wiedziałem, jakie Kate będzie miała plany.
- Wiesz, że prędzej czy później musiałbyś ją mnie przedstawić.
- Owszem, Książę. Ale to była jej niezależna decyzja.
- No nic, zaraz wykonam telefon - po czym wziął słuchawkę od telefonu stacjonarnego i powiedział do niej - Wezwijcie proszę Olivię Waterson oraz Dominica Johnsona. Z naciskiem na proszę - po czym odłożył słuchawkę i spytał się Ciebie:
- Coś do picia Kate? O ile mogę tak do Ciebie się zwracać. Pytaj póki co o wszystko, jeszcze jest prowadzona nieformalna rozmowa. Gdy przyjdzie Olivia i Dominic, już tak sielsko nie będzie.
Co robisz?
-
Kate z uwagą obserwowała Księcia i gdy ten zakończyć kiwnęła przecząco na propozycję,
- z nimi czy też bez, świadoma jestem tego co mnie może czekać. Od zwykłego ścięcia, bo sprawa nie jasna po wygnanie, wiem też że najlepszą drogą dla mnie jest stały kontakt z klanem ale zdaje sobie chyba Książę sprawę z opiekuńczości naszego klanu, tak więc w oparciu o własny charakter wolałabym częściej z nimi przebywać niż mieć jednego tuż za swymi plecami, preferowałabym raczej stały kontakt, odwiedziny w Elizjum i takie tam - dopiero po fakcie zdała sobie sprawę, że wyszło to od niej jednym tchem.
-
Książę spojrzał się na Ciebie, uśmiechnął się lekko i powiedział:
- Dobrze, że jesteś świadoma tego, co Cię może spotkać. Lecz wybij sobie z głowy jakieś ścinania czy wygnania. Nic jeszcze nie przeskrobałaś na tyle, by mnie osobiście wkurzyć. Pewnie przyjdą oboje, obejrzą Cię i doradzą kogo wyznaczyć na twojego opiekuna. Ba, może nawet sami zaoferują, byś to ty sobie wybrała go. Niestety, ale przez kilka bądź kilkanaście następnych nocy sama nie będziesz przebywać. Być może naprawdę jesteś ogarnięta, czego Ci z całego pozostałego mi serca życzę, ale ktoś musi Cię pilnować - po czym upił łyk swojego drinka i skierował swój wzrok na Setha - Rozumiem, że chciałbyś sfinalizować kontrakt?
- Owszem, Książę - odpowiedział
- Dobra, dawaj go tu - powiedział Książę, po czym usiadł przy biurku. Seth podszedł do niego i wyciągnął z kieszeni plik dokumentów. Nie rozpoznałaś pisma, którym było ono wypełnione, ale przysiągłabyś, że charakter pisma wskazuje na staroarabski. Książę przejrzał jeszcze raz plik i spytał:
- Na pewno nie żyje?
- Owszem, tutaj jest dowód - po czym Seth podał Scottowi swojego smartfona. Książę wziął go do ręki i obejrzał sobie coś. Zauważyłaś, że nie przerzucał obrazu palcem, tylko wzrokiem. Po chwili uśmiechnął się, oddał urządzenie assamicie i podpisał dokument, po czym przegryzł sobie prawego kciuka i odcisnął czerwony ślad na podpisie. Seth odebrał dokumenty i schował je z powrotem do kieszeni.
- Tak jak w kontrakcie, środki znajdą się na twoim koncie w ciągu sześciu godzin - powiedział Scott
- Dziękuję, Książę - odpowiedział Seth i stanął z boku pomieszczenia.
- Seth, mam pewien szalony pomysł - powiedział Książę
- Mianowicie?
- A gdyby to tak Ciebie ustanowić opiekunem Kate? Co ty na to?
- Ekhem, nie chcę nic mówić, ale chyba to lekko nierealne.
- Co ty chrzanisz. A ty Kate, co myślisz o tym pomyśle?
-
Kate otworzyła szerzej oczy i spojrzała ze zdziwieniem na Księcia,
- zaopiekował się, był miły ale poza byciem stróżem niczego mnie więcej o mym klanie niestety nie nauczy - po czym opuściła głowę i zadumała się przez chwilę.
-
- Kate powiedziała prawdę - odparł Seth - Mogę być tylko jako ten doglądający. Tylko Tremere uświadomi ją, jaką naprawdę posiada moc.
- No już dobrze dobrze - odparł Książę - to były tylko luźne pomysły. I tak wszystk... - nie dokończył swojego wywodu, ponieważ został on przerwany sygnałem z telefonu. Scott podniósł słuchawkę, chwilę posłuchał i powiedział "Niech wejdą", po czym odłożył ją na swoje miejsce.
- Dziękuję Ci Seth, że przyprowadziłeś Kate tutaj, ale sam rozumiesz, sprawy Camarilli.
- Oczywiście Książę - odpowiedział - chciałem jeszcze poinformować, że przez jakiś czas pozostanę w mieście.
- Ta sama stara miejscówka?
- Tak, Książę.
- Nie ma sprawy Seth. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia Książę. Trzymaj się Kate, bądź dzielna - gdy Seth powiedział te słowa, skierował swoje kroki do windy. Scott tymczasem nacisnął jeden z guzików, a z biurka wysunęła się podstawa z księgą (http://vignette4.wikia.nocookie.net/evil/images/c/c4/The-Mummy-Hamunaptra-Book-of-the-Dead-1.jpg/revision/latest?cb=20150421100452). Książę przystawił do niej klucz, który również wysunął się z biurka i księga sama się otworzyła. Scott przerzucił kilkadziesiąt kartek i wypełnił kolejną rubrykę. Gdy to zrobił, przełożył kolejną zakładkę i zauważyłaś, że księga otworzyła się na nazwiskach Tremere. Książę zaczął wpisywać twoje nazwisko, po czym drzwi od windy otworzyły się. Seth przepuścił dwoje osób, po czym sam wsiadł do windy i zjechał nią na parter. W pomieszczeniu pojawiła się dwójka obcych Ci osób. Rozpoznałaś, że są oni podobnie jak ty Tremerami. Mężczyznę wyczułaś, że jest podobnej mocy co ty, ale kobieta jawiła się silniejsza, podobnej siły był Seth.
- Dobry wieczór Książę - powiedziała kobieta - wzywałeś nas.
- Owszem. Proszę, usiądźcie. DWAYNE! - ryknął Scott, po czym ściana odsunęła się na tyle, by mógł z niej wyjść wspomniany mężczyzna (https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/42/The_ROCK.jpg).
- Tak Książę?
- Przynieś dodatkowy fotel
- Jak Książę rozkaże - po czym Dwayne zniknął ponownie za ścianką. Po chwili wrócił z fotelem i postawił go pomiędzy twoim Kate, a drugim. Wtedy to Dwayne ukłonił się nisko państwu i wrócił do siebie, po czym ściana zamknęła się.
- Przepraszam moje maniery. Kate, poznaj proszę moich gości. Ta piękna kobieta (http://img09.deviantart.net/5cca/i/2011/247/b/4/vampire_countess_by_thebastardson-d48tpbk.jpg) to Protegowana twojego klanu, a nazywa się Olivia Waterson. Ten mężczyzna (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/8e/f5/b6/8ef5b616552b1b29251d374336ec975e.jpg) to z kolei Dominic Johnson, Primogen twojego klanu. Oby dwoje, wspólnie ze mną postanowią, co zrobić z tobą. Proszę, siadajcie - po czym Książę poczekał, aż pierwsza usiądzie Oliwia, po czym sam zajął swoje miejsce. Oliwia i Dominic mocno przypatrywali się Tobie. W końcu Oliwia przerwała ciszę:
- Kate, zgadza się? Uwierz mi, bardzo współczuję Ci utraty rodziciela. To nikomu nie powinno się przytrafić, tym bardziej tak młodej osobie.
- Jane była moją przyjaciółką - powiedział Dominic - Aż dziwne, że nikt z nas nie wiedział, że spokrewnienie ma odbyć się tak wcześnie.
- Nie przesadzaj Dominic - powiedział Scott - Jane pracowała długo, może nawet za długo na swoją nagrodę.
- Teraz jej nie przywrócimy życia - odezwała się Olivia - Kate, opowiedz nam co się wydarzyło wczorajszej nocy. Nie tylko co pamiętasz z willi, ale ogólnie noc. I dlaczego przebywałaś w jednym pomieszczeniu z zabójcą? - spytała się Olivia, po czym rzuciła Scottowi lekko pogardliwe spojrzenie.
-
- Katherine - spojrzeli się po niej,
- nazywam się Katherine Delgado, skrót zostawię sobie dla wybranych osób jeżeli pozwolicie - wstała i zaczęła się przechadzać po pomieszczeniu,
- przyznaje, obserwowałam swoją matkę ale tylko dlatego, że mi na to pozwoliła, domyśliłam się tego po jakimś czasie i już wtedy za sprawą listów twierdziła, że możemy się spotkać. Zaręczam, że nic w nich nie wspomniała o przemianie ale z jakiegoś powodu gdy jej podałam swe prawdziwe rodowe nazwisko....przyspieszyła całą operacje i zażądała natychmiastowego spotkania - podeszła do półki z książkami i chwile wpatrywała się w tytuły,
- Fazekas Léna Rufus - wypowiedziała to z zaciśniętymi zębami, lecz nie przestała oglądać księgozbioru, gdy jednak cisza narastała, odwróciła się w ich stronę,
- i jestem ostatnią z mego rodu, do tego wampirzycą, więc ktokolwiek chciał wcześniej doprowadzić do zamknięcia linii krwi, brawa mu - przyznała z powagą, smutkiem i nadal ze złością w głosie,
- pytacie mnie o rzeczy o których nie mam pojęcia ! Nie wiem czemu moja wampirza matka tak szybko chciała się ze mną spotkać jak tylko dowiedziała się kim jestem, ale pojechałam tam, a willa stała już w płomieniach, coś mnie ciągnęło do środka, nie wiem czy była to ona.....nie nawet na pewno nie ona, gdy tam weszłam poczułam jak me ubranie pali się i opuszcza me ciało ja zaś jak w transie podążałam w jedno miejsce bez skazy na mym ciele i w końcu dotarłam w miejsce, gdzie jeszcze nie było ognia i tam ją spotkałam. Według mnie musiała zadbać o wszystkich tylko nie o siebie i została uwięziona a mimo to jednak rozpoznała mnie..... - przestała gestykulować i w milczeniu usiadła na swoim miejscu,
- ona zachowywała się tak jak by mnie poznała....wtedy też ofiarowała mi bycie...tym kim jestem... - zamilkła, ponownie skuliła się na fotelu podkurczając nogi i chowając głowę w kolanach, które dodatkowo obejmowała rękoma.
-
- A jak poznałaś assamitę, Katherine? - spytała Olivia, cały czas obserwując twoje zachowanie - Czy on jest odpowiedzialny za to, co się stało w willi? A może jakoś inaczej Cię skrzywdził? - Scott oraz Dominic postanowili zamilczeć w tej sytuacji, niech jedna płeć póki co rozmawia.
-
Wysunęła głowę do połowy, że ledwo było widać czoło i zarys oczu,
- list od matki, tam go wymieniła, że jak się wydarzy by do niego dzwonić i to zrobiłam - półgłosem wydusiła z siebie.
-
- Poza tym to mogę również też trochę naświetlić sytuację - odpowiedział głębokim głosem Scott - Doszły mnie słuchy, że podczas przeobrażenia Katherine doszło do potężnego pożaru willi. Wiedząc, że będzie tam Jane wysłałem najpierw Dereka Burtona, który jest zastępcą prokuratora i odpowiednio pokieruje śledztwem. A TEN assamita - z naciskiem na słowa "TEN" podkreślił Scott - znał dobrze Jane, i dobrze o tym wiecie. Przypominam, że to wasz klan mocno przyczynił się do tego, że rozpadł się ich związek, Olivio. Rada z Alamut nie widziała nic złego w tym związku, dopóki wykonywał dobrze swoją robotę. A przypominam Wam, że Seth jest najlepszym assamitą, jakiego dane mi było spotkać.
- Tak, ale... - chciał powiedzieć coś Dominic, ale zamilkł pod wpływem druzgocącego spojrzenia Księcia
- Dobrze, nie będę osądzać tego assamity. Wykonywał twoje polecenie oraz przy okazji pomagał dziecku swojej byłej partnerki - powiedziała Olivia, po czym podeszła do Ciebie i usiadła obok. Chciała lekko Cię przytulić, o ile oczywiście pozwolisz się przytulić. Jeżeli tak, to pozwoli Ci się wypłakać w ramię.
- Kontynuując, chcę również wynająć go, by odnalazł tego, kto jest winny tej zbrodni - powiedział Scott.
- To nie jest czasem sprawa Camarilli? Hugo powinien się tym zająć - powiedział Dominic.
- Hugo zajęty jest sprawami ważniejszymi niż morderstwo pojedynczego kainity. Nawet, jeżeli to jest matka tejże dziewczyny.
- Czyli rozumiem, że assamita zostaje na dłużej? - spytała Olivia.
- Owszem - odpowiedział Scott.
- A co robimy z Katherine?
- To wasza decyzja. Katherine już odrzuciła mój pomysł, z resztą wiele przy tym partnerze wiele by się nie nauczyła, a ktoś musi jej pokazać, jak okiełznać swoją potęgę.
- Dominic, masz jakiś pomysł? - rzuciła Olivia mężczyźnie.
- Tak, i to całkiem niezły. Ilu znasz opanowanych Tremere z Taumaturgią Płomienia?
- Jane była w tym niezła. Poza nią tylko ja wiem, z czym teraz to dziecko się zmierzyć musi.
- NO widzisz moja droga, już sobie odpowiedziałaś na to pytanie.
Olivia zamilkła na chwilę, spojrzała się na Ciebie, po czym zapytała:
- Zaakceptujesz mnie Katherine jako swoją matkę zastępczą? Możemy dać Ci chwilę na zastanowienie się.
-
Kate nie płakała, choć łzy cisnęły się na samą wzmiankę o matce, będąc w objęciach Olivii wynurzyła się ze swej bariery i tylko kiwnęła głową. Coś jej podpowiadało, że tak będzie lepiej ale z drugiej strony czuła, że ma mało czasu,
- ucz mnie proszę jak się bronić i jak trwać w tym świecie - spojrzała wymownie i wzrokiem zdesperowanej, choć na pierwszy rzut oka przecież nic jej nie zagrażało,
- proszę - wydusiła - tuląc się do niej mocniej, co mogło nawet i ją zdziwić.
-
- Już spokojnie, cśś Katherine - powiedziała Olivia, po czym mocniej przytuliła Cię do siebie. Poczułaś spokojne bicie serca, jak i również coś, co wydawało się "matczyną opieką". Chciałaś trwać w tym uścisku, lecz Olivia na chwilę wypuściła Cię ze swoich objęć. Wstała z fotelu, podeszła do biurka, wzięła do ręki długopis i wpisała się w księdze jako matka zastępcza Katherine Delgado. Dominic również podpisał się jako świadek tego zajścia, Scott uśmiechnął się do Olivii, po czym zamknął księgę i przycisnął guzik, po czym księga schowała się w biurku.
- Tak więc zostało dokonane - rzekł Scott - Olivio Waterson, od tej chwili to ty opiekujesz się neonatką Katherine Delgado. Ponosisz z tego tytułu wszelkie konsekwencje i będziesz odpowiadała za wszelkie przewinienie wobec Camarilli za jej postępowanie. Nie ochroni Cię klan, jeżeli którykolwiek z praw zostanie złamane. Czy rozumiesz, co właśnie Ci powiedziałem?
- Tak Książę. Rozumiem i przyjmuję tę odpowiedzialność.
- A więc tak jak wspomniałem wcześniej, dokonało się. Życzę państwu miłej nocy, wszak właśnie Ty Olivio, spotkałaś własną córkę, a ty Katherine, spotkałaś własną matkę - po czym Książę zajął się swoimi sprawami, a wasza trójca poszła do windy. Gdy zjechaliście na parter i wyszliście na zewnątrz, Dominic was przeprosił i skierował swoje kroki do wyjścia. Olivia spojrzała na Ciebie i spytała się:
- Więc co chcesz robić resztę dzisiejszej nocy? Możemy tu zostać jakiś czas jak chcesz, bądź pojedziemy do Ciebie i spakujemy wszystkie rzeczy. Dopóki nie nauczysz się opanowywać swoim mocy, będziesz mieszkać u mnie. Dobrze, Katherine?
-
Pomysł przeprowadzki był tak samo kuszący co przerażający,
- to jest Elizjum ? - zapytała,
- oczywiście mogę spakować resztę rzeczy jak tylko dasz takie polecenie, w końcu to teraz muszę się ciebie słuchać tak ? - zapytała z lekkim przekąsem, wiedziała, że chce dla niej dobrze ale nie wiedziała jak mocno będzie to ją ograniczać w jej "codziennym" życiu.
-
Olivia poprowadziła Cię do jednej z pustych loży, która przed chwilą została zwolniona przez grupkę ludzi. Weszłyście tam, po czym Olivia zasłoniła zasłonką tak, by trochę stworzyć prywatności. W międzyczasie DJ zmienił melodię, która aktualnie brzmiała tak (https://www.youtube.com/watch?v=4XpDdIISlYo&nohtml5=False). Usiadłyście obok siebie, a na zadane pytania Olivia odpowiedziała:
- Tak, dla nas jest to Elizjum. Miejsce pokojowe, gdzie utrzymywane jest zawsze, bądź prawie zawsze status quo. Tutaj mogą się spotkać najwięksi wrogowie z zapewnieniem, że się tutaj nie pozabijają. A czy musisz się mnie słuchać? Nie jesteś ghulem, nie musisz robić dokładnie tego, co Ci rozkażę. Masz przecież swój umysł oraz swoje wartości. Tak jak córka, nie musisz się zawsze zgadzać z moim zdaniem bądź osądem, ale chciałabym, byś je tolerowała. Spakowaniem nie musisz się martwić, wyślę kogoś, by to zrobił. Jeżeli masz jakieś skrytki w mieszkaniu, to przekaż mi o nich teraz, odpowiednie osoby zajmą się tym. Dzisiejszej nocy nie będę się zajmować sprawami klanu, mogę sobie zrobić jedną noc przerwy - po czym uśmiechnęła się do Ciebie radośnie. Widocznie dopiero teraz do niej dotarło, że zyskała córkę.
Co robisz?
-
Kate zrelaksowała się i wsłuchując się w melodie zapytała,
- to tu rozlewają krew ? AAAA i jeżeli chodzi o kamienice, wszystko jest na widoku- nic tam nie chowałam - odpowiedziała, mając na uwadze muzykę i wygodne siedzenie była teraz jak gąbka do wiedzy.
-
- Owszem, jest tutaj podawane Vitae. Może być w jakimś drinku, bądź sama czysta. Za tę drugą zapłacimy trochę więcej, sama musisz określić dokładne proporcje. Widzisz, Elizjum jest tak zinformatyzowane, że - przycisnęła blat z prawej strony mocniej. Stamtąd wychylił się mały monitor dotykowy i Olivia zaczęła składać zamówienie - chcesz coś dokładnie, moja droga? Ja mam ochotę na malibu z Vitae, można dobrze się odprężyć przy nim. A jeżeli chcesz, to pytaj. Naprawdę, jestem tutaj, by Ci pomóc.
-
Kate zastanowiła się przez chwilę,
- nigdy zbyt dużo alkoholu nie spożywałam może parę piw i tyle, mocniejsze drinki też się zdarzały ale rzadziej, więc z czym tu mieszają vitae ? - zapytała ożywiona cała dyskusją.
-
- Z dowolnym alkoholem - odpowiedziała Olivia, po czym obróciła monitor w twoją stronę - wybierz sobie co chcesz. I nie patrz na kwoty, dzisiaj klan stawia - po czym cały czas uśmiechała się do Ciebie, lecz po chwili przypomniała sobie coś, co widocznie ją zasmuciło i spuściła głowę.
-
Jej palec zastygł na wyborze lecz jej garda czujności nigdy nie zniknie, tym bardziej teraz,
- mów - zelektryzowała się na jej postawę, gdyby przypisać jej walor koci to każdy pukiel włosów byłby nastroszony, była gotowa atakować, bronić lub uciekać, uczucie to potęgowało się gdy obserwowała Olivię.
-
- Nic Katherine - odpowiedziała Olivia - po prostu nic. Muszę się oswoić z faktem, że muszę roztoczyć nad kimś własną opiekę. Nie tylko nad klanem, ale również i nad tobą. Jest to uczucie, którego dawno nie doświadczyłam. Ale nie patrzmy w przeszłość, nie dziś. Dzisiaj jest magiczna noc, nawet w naszym rozumieniu Katherine. - Olivia przemilczała chwilę, po czym uśmiechnęła się ponownie i spytała Cię :
- A więc co zamawiasz?
-
Kate nadal przez chwilę ją obserwowała, wyczuła coś ale nie dopytywała,
- nie chce być dla ciebie ciężarem, uporam się ze sobą i usunę się w cień....a co do zamówienia - zerknęła na swój palec,
- to niech będą cztery...tak cztery manhatany, proporcje też mam podawać ? Bo bardziej ma tam być vitae niż NY - mówiła nie odrywając oczu od karty.
-
- Katherine, nie myśl o sobie jako o ciężarze. Jesteś dla mnie niespodziewaną nagrodą. - odpowiedziała - Gdy ktoś zaczyna stawiać klan nad własne potrzeby, zapomina o czymś takim jak potomstwo. Aktualnie jesteś dla mnie zagadką, a my Tremere lubimy zagadki. Uwierz mi, cieszę się z tego, że mogłam Cię spotkać. A co do proporcji, możesz zamówić cztery różne, by sprawdzić który najlepiej odpowiada twojej materii.
-
- polecę po szóstym zmyśle i niech będzie pół tego i pół tego w każdym - przyznała z lekkim uśmiechem i zamknęła kartę.
-
Zlecenie zostało zrealizowane, a monitorek schował się w blacie stołu. Siedziałyście chwilę same, po czym po chwili przyszedł kelner z zamówionymi drinkami. Rozpoznałaś, że jest to człowiek, lecz dziwnie zmodyfikowany. Nie był to wampir, ale też nie był to zwykły człowiek. Postawił przed wami drinki, po czym odszedł ponownie zasuwając zasłonkę. Olivia wzięła swojego drinka do ręki, po czym podniosła go do góry i spytała się Ciebie:
- To co, Katherine. Za znajomość?
-
Kate niemal wstała od stołu obserwując go i koncentrując się na zapachu jaki ze sobą przyniósł, usłyszała strzępy pytania,
- yyyy kto to był ? I tak tego o co pytałaś ? - wlepiła wzrok w szklankę i upiła łyk pozwalając przez chwilę wypełnić płynem usta.
-
- On? - spytała Olivia - To był ghul zarządcy Elizjum. Spotkasz pewnie zapewne jeszcze kilku. Wiem, że również zatrudniają kilku ludzi, ale nami zajmują się właśnie ghule. A o co pytałam? O toast. Wiesz, takie stare przyzwyczajenie. W sumie chciałam Cię najpierw trochę poznać zanim przedstawię Cię reszcie klanu, który z resztą jest też tutaj. Przynajmniej kilku z nas - powiedziała, po czym trochę wypiła drinka. Postawiła szklankę i powiedziała:
- Pytaj Katherine. Jestem tu po to, by Ci wszystko wyjaśnić. Zapewne wcześniej trochę wyjaśnił Ci ten morde...assamita, prawda?
-
Kate się zrobiło głupio, zanotowała sobie w pamięci zapach i skojarzenie oraz specyficzny wzrok, wszak oczy zwierciadłami duszy,
- za nas - cicho szepnęła, po czym wstała i uniosła szklankę,
- i za naszą rodzinę, niechaj trwa i ma się dobrze - uśmiechnęła się, choć było w tym uśmiechu coś jeszcze, stałą i czekała aż Olivia przyjmie toast.
-
- Niech wszystkie smutki dzisiaj przeminą, oto córka poznała matkę, a matka córkę - powiedziała Olivia, po czym przyjęła toast i wypiła drinka do końca. Po tej chwili atmosfera lekko się rozluźniła, a melodia, którą usłyszałyście znów przyjęła agresywniejszych tonów (https://www.youtube.com/watch?v=nwrbfKlW_Zo&nohtml5=False). Olivia wstała, po czym przysiadła się obok Ciebie i przytuliła Cię do siebie. Poczułaś jak jej serce wyraźnie bije lekko przyspieszonym tempem.
Co robisz?
-
- to co teraz ? Na co mam zwracać uwagę, czego się uczyć, jakich wrogów omijać, kogo traktować jak sojusznika... - pytań nie było końca.
-
- Musisz zwracać uwagę na wszystko co nietypowe - odpowiedziała Olivia - wiem, że dziwnie to brzmi, ale to prawda. My Tremere mamy nosa do zagadek, tajemniczości, ukrytych dla zwykłych widzów rzeczy. Musisz przede wszystkim nauczyć się opanowywać swoje sny i koszmary Katherine. To one są głównym powodem naszej siły, ale i również słabości. Musisz nauczyć się je opanowywać i przekuwać je w swoją broń. Podobnie jak ty, ja również umiem Taumaturgię Płomienia. Kosztowało mnie to wiele, by poznać tę ścieżkę, ale warto było poświęcić nie tylko dobra materialne. Z czasem nauczysz się to opanowywać i przywoływać ogień ot tak. Jakich wrogów omijać? Przede wszystkim musisz mieć na uwadze swoje dobro, ale i również dobro przyjaciół. Jeżeli ktoś będzie w potrzebie, spróbuj go uratować. Zawsze warto zbierać we własnym gronie przysługi. Nigdy nie wiesz, kiedy będziesz potrzebować kogoś pomocy. Kogo traktować za sojusznika? Przede wszystkim szukaj ich we własnym klanie. Dopiero potem u innych, a na końcu szukaj jej w osobach będących poza Camarillą. Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale wystrzegaj się Assamitów. Już to, że są tutaj w mieście jest podejrzane, bo nigdy nie wiesz czy przychodzi do Ciebie jako zabójca, czy jako przyjaciel - po czym puściła Cię i spojrzała Ci w oczy - Katherine, ja wiem że Seth Ci pomógł, i chwała mu za to. Ale nie potrafię zmienić o nim zdania. Może w przyszłości, jak faktycznie pokaże swoje dobre cechy to będę w stanie znów z nim normalnie rozmawiać. Za dużo złej krwi wylało się między nami,a sprawa jego zażyłości z Jane to nie był łatwy temat. Gdy go ujrzałam razem z tobą, pierwsze co wpadło mi do głowy, że już chciał wpakować się buciorami do twojego życia. Warto mieć go za przyjaciela, w najgorszym wypadku niech będzie do Ciebie neutralny. Jeżeli zrobisz sobie w nim wroga, to nie wiem czy sama zdołałabym Cię ochronić. Co jeszcze? Trzymaj się z dala od magów. Wiem, że występują w tym mieście i od czasu do czasu walczymy ze sobą. Jeżeli spotkasz takiego, natychmiast uciekaj. No i nie zapuszczaj się na obrzeża miasta bądź w tereny zalesione. Mamy informacje o występowaniu kilku grup wilkołaczych, ale to Gangrele są naszą tarczą przed nimi. No i unikaj kontaktu z Sabatem. Tutejsze grupy zostały wybite dzięki pomocy właśnie Setha, który koordynował uderzenie z Egzekutorem i oddziałami szturmowymi Brujahów i Torreadorów. Była spora rzeź, niektóre informacje wyciekły do wiadomości ludzkich, ale zrzuciło się je na terrorystów... Coś jeszcze, moja... moja córko?
-
Cały ten czas słuchała z uwagą uczennicy i odruchowo przytakiwała bądź przeczyła gdy mowa była by czegoś się wystrzegać i nawet nie zorientowała się kiedy poszła druga szklanka,
- hmm to trochę dziwne ale niech będzie...dziękuje matko za cenne rady postaram się wycisnąć z nich wszystko byś nie musiała za mnie poręczać komukolwiek. Od teraz pewnie będziemy mieszkały razem, pewnie się przy tobie wiele nauczę - może to za sprawą odrobiny alkoholu a może dlatego, że mogła kogoś nazwać matką, poczuła się silniejsza.
-
- Mam nadzieję, że będę dobrą nauczycielką dla Ciebie, Katherine - powiedziała Olivia - Gotowa na spotkanie się z resztą klanu? Czy chcesz coś innego robić?
-
- jasne akurat na dwie ręce dwie szklanki - choć była gotowa to też żywiła nadzieję, że nie ocenią jej zbyt szybko, teraz musi pracować nie tylko na swe ale i matki dobre imię.
-
Olivia wstała, odsunęła zasłonkę, po czym wzięła jeden z twoich drinków i poprowadziła Cię w stronę schodów prowadzących na piętro. Gdy wchodziłaś po schodach zauważyłaś, że Seth siedzi sam przy barze i coś sprawdza na swoim telefonie. Po krótkim spacerze doszłyście do jednej z grup kainitów. Gdy inni członkowie klanu zobaczyli Was, od razu powstali i skłonili głowami na wasze przybycie. Zauważyłaś, że każdy z nich mieni się zróżnicowaną siłą, ale nikt nie był tak silny jak twoja nowa matka. Może dwoje kainitów było równych tobie, ale większość była słabsza. Rozmowy w waszej grupie umilkły i wszystkie spojrzenia były skierowane w waszą stronę. Zauważyłaś, że nastawienie Olivii zmieniło się. Zaczęłaś czuć na nową jej potęgę oraz przywództwo. Olivia spojrzała się na wszystkich, po czym powiedziała:
- Witajcie dumni członkowie i członkinie klanu Tremere. Oto dziś staję przed Wami nie jako Protegowana, ale jako posłanka wiadomości. Jak powszechnie wiadomo, posłańców się nie zabija - po czym wybuchły śmiechy w grupie, lecz po chwili ustały - Dzisiaj przychodzę z dobrą i złą wiadomością. Zacznijmy od tej smutnej. Jane Monica Barnett zginęła wczoraj śmiercią tragiczną w willi w centrum miasta. Nie wiemy jeszcze kto jest odpowiedzialny za tę śmierć, ale odpowiednie osoby podejmą śledztwo i trop. Jeżeli ta osoba przyjdzie do was, udzielcie jej wszelkiej pomocy. Może to się wam wydawać dziwne, ale nie Szeryf będzie zajmował się tą sprawą, tylko ktoś bliższy pamięci Jane. Prawdopodobnie będzie to Seth Underwood. Jeżeli przyjmie to zlecenie, to możemy być pewni, że dowie się kto za tym stoi. Jane dostała zgodę na spokrewnienie pewnej bliskiej jej osoby. Katherine - zwróciła się do Ciebie - podejdź proszę do mnie - po czym magiczną siła podeszłaś do Olivii, lecz stanęłaś za nią tak, jak staje małe dziecko za rodzicem - Katherine jest córką Jane. Razem z Dominiciem i Księciem postanowiliśmy, że jeden z nas obejmie opiekę jako rodzic zastępczy nad Katherine. I tutaj dobra wiadomość moi drodzy. Wasza Protegowana we własnej osobie weźmie ochronę i naukę Kather - nie zdążyła dokończyć, bo inni Tremere już zaczęli klaskać i wiwatować na Waszą cześć. Wszyscy zaczęli podchodzić do Was i gratulować Wam. Po dłuższej chwili ktoś przyniósł szampany i zaczęliście świętować przyjęcie nowej członkini klanu Tremere.
Co robisz?
-
Czuła te spojrzenia, były przyjazne ale z tym błyskiem w oku jakiego już doświadczyła, na wszelkie pytania odpowiadała jak umiała najlepiej, nie starała się być duszą towarzystwa więc wszelkie większe tematy zostawiała matce ale gdy kończyła trzecią szklankę, ośmieliła się i stanęła tak by ją widziano dając znak, że chce coś powiedzieć,
- najbliżsi mi od dziś, wiem że to co się stało z moją stworzycielką jest okropne, nie dane mi było poznać jej wystarczająco by mieć prawo do tego by wypowiadać się tak jakbym ją znała, wiem że była nie tylko jedną z nas ale też i ważną członkinią, nie ujmując nikomu ze zgromadzonych roli i rangi, chce przyrzec, że nie spocznę póty nie dowiem się kto stoi za wyrwaniem szponami czarnymi jak noc jednej z nas ! Nasza rodzina o której wszak się wciąż uczę ma obowiązek uczcić jej pamięć odnajdując sprawców i jeżeli choć tym razem los będzie mi wiatrem w żagle przysięgam, że zostanie schwytany - upiła ostatni łyk i mocniej postawiła szklankę na znak ukończenia przemowy.
-
Wszyscy zgromadzeni Tremere wysłuchali Cię, po czym wstali i każdy z nich wylał część swojego napitku na podłogę. Wyraźnie zauważyłaś, że wszyscy zaakceptowali Cię w klanie, a teraz w tej chwili uhonorowali pamięć po Jane. Po czym spojrzeli na Ciebie, po chwili przenieśli spojrzenia na Olivię i skończyli swoje drinki i postawili szklanki i kieliszki tak samo jak ty. Po czym powrócili znów do swoich rozmów i bawienia się ogólnego. Olivia odstawiła kieliszek z szampanem, podeszła do Ciebie i powiedziała:
- Zrobiłaś na nich wrażenie, Katherine. To dobrze, bardzo dobrze. Jeżeli sama zajmiesz się tą sprawą, to nie śpiesz się. Poczekajmy na oficjalną decyzję Księcia co do niej. Nie chciałabym, byś wpadła pomiędzy siły, których natury nie rozumiemy jeszcze. Jeżeli chcesz, możesz odejść od nas i zająć się własnymi sprawami. Tutaj masz mój numer [podaje Ci go na wizytówce, chowasz ją sobie w kieszeni]. Jeżeli postanowisz opuścić Elizjum to proszę Cię, poinformuj mnie gdzie się udasz i z kim. Jeżeli będziesz nocować gdzieś poza domem to też prosiłabym o taką informację, bo zacznę Cię szukać. Może Ci się to wydawać zbyt matczyne, ale wierz mi, też się muszę nauczyć bycia matką.
Co robisz?
-
Kate podeszła do niej i trochę to wyglądało jak by się wahała z dłońmi, wszak takie odruchy były dla niej tak nowe jak dla Olivii cała ta sytuacja, jednak po chwili i z dziwnym uśmiechem objęła ją,
- dziękuje matko. Nie planuje na razie wychodzić ale może spróbuje potańczyć ze wszystkimi i trochę się wyluzować - gdy to powiedziała, przestała ja obejmować i jeszcze chwile patrzyły sobie w oczy a ona wzięła ostatnią szklankę i upijając kilka łyków zeszła niżej gdzie dochodziła najgłośniejsza część muzyki i bawili się zarówno ludzie jak i kainici.
Chwile przypatrywała się tańczącym lekko kiwając głową i dopijając ostatniego drinka, lecz gdy usłyszała zmiane na taką nutę (https://www.youtube.com/watch?v=EDdvcKqKqiU) postanowiła, że dołączy. Szybko odstawiła pustą szklankę i wskoczyła w tłum skacząc i tańcząc, raz po raz zamykała oczy ciesząc się dobrodziejstwami jej natury i tego jak ją odebrano. Ktoś mógłby pomyśleć, że teraz zachowuje się jak typowe dziecko ale tak właśnie było, nie zaznała w pełni opieki matczynej - ma ją, nie miała grona bytów ją rozumiejących - ma je, ma więc z czego się cieszyć choć przez chwilę.
Muzyka rozbrzmiewała głośno, kolorofony szalały a ona na krótka chwilę totalnie wyłączyła się z rzeczywistości, był tylko parkiet i ona. Tańczyła żywiołowo uśmiechając się do pozostałych, to zgrywając się z tłumem to tworząc własna kombinacje kroków, chciała by ta chwila trwała do końca, lecz po chwili ktoś ją popchnął, ktoś przesunął dłoń po jej szyi - wypadła z rytmu, bawiła się dalej ale nie mogła wskoczyć we wczesny stan, nagle znajdowała się pośród kompletnie nieznanych osób, a serce skoczyło jej do gardła, walczyła by nie pokazać kłów ale musiała zdać sobie sprawę z tego, że dominuje teraz zapach ludzki, czuła serca tętno i jak wąskimi kanalikami pompuje się krew, kolorofony tez nie były po jej stronie, oślepiały ją, traciła orientacje. Nie wiedziała gdzie ma się udać, nie widziała nikogo znajomego, nawet matki. Wpadła w panikę.
-
Walczyłaś z emocjami, walczyłaś ze wszystkim co wydawało Ci się obce. Wszelkie poczucie bezpieczeństwa minęło, a ty czułaś narastającą panikę. Chciałaś, by to przestało, by to się skończył, a Ci wszyscy ludzie przestali tańczyć. Czułaś, jak rośnie w tobie gorąc, dobrze Ci zresztą znany. Czułaś, jak chciałabyś znaleźć się blisko kogoś, kogo znasz. Wzrok zaczął Ci zachodzić mgłą, muzyka zaczęła coraz ciszej brzmieć. Poczułaś, że znowu stajesz się małą Leną, a Kate ucieka w głąb siebie. Zaczęłaś nerwowo się rozglądać w poszukiwaniu rodziców, lecz ich tutaj nie było. Było za to mnóstwo obcych Ci twarzy. Czułaś, że jesteś coraz gorętsza, lecz nagle zauważyłaś kogoś, kto szedł do Ciebie szybkim krokiem. Mienił się aurami bladą jasnoniebieską, która przechodziła w pomarańczową barwę. Osoba podeszła do Ciebie, po czym objęła Cię ramieniem i zaczęła prowadzić. Czułaś się przy niej dobrze. Wiedziałaś, że jest to osoba, która zawsze Cię wspomoże, a jak trzeba będzie, to obroni. Usłyszałaś, jak mówi do Ciebie - Kate, Kate, ocknij się. Wtedy to Lena spotkała się z Kate. Czułaś, że Lena powoli chowa się za tarczą Kate, a wszystko zaczyna wracać do normy. Zaczęłaś na nowo słyszeć muzykę, lecz wszyscy Ci obcy ludzie zniknęli. Widziałaś do góry nogami głowę Setha, który trzymał twoją głowę na swoich kolanach i mówił do Ciebie:
- Kate, słyszysz mnie? Wszystko w porządku? Zobaczyłem, jak tracisz orientację i przyszedłem od razu jak straciłem Cię z pola widzenia. Wszystko ok? Pomóc Ci jakoś?
-
Odzyskała świadomość i dźwięki ponownie wyrównały się z otoczeniem,
- tak, dziękuje - wstała i usiadła,
-dziękuje jeszcze raz za wsparcie - powtórzyła nieśmiało.
-
- Nie musisz dziękować - odparł Seth - Zauważyłem Cię i postanowiłem pomóc. Źle by się stało, jakbyś przestała panować nad sobą wśród tłumu. I to jeszcze w twoją noc, Kate. Pomóc Ci jakoś? Dasz sobie radę? Pójść po kogoś z twojego klanu?
-
- dam sobie radę - odparła sucho. Wstała i ponownie ruszyła na parkiet, musiała się nauczyć obcowania z ludźmi, blisko ciało z ciałem, raz po raz musiała się kontrolować ale tym razem nie chciała przynieść wstydu klanowi.
-
Seth odprowadził Cię wzrokiem, po czym sam wstał i skierował się ponownie do baru. Tknęło go coś i spojrzał się do góry. Zauważył, że patrzy na niego Olivia z obojętnym wyrazem twarzy. Seth podtrzymał jeszcze spojrzenie, po czym usiadł na swoim miejscu i ponownie zaczął przeglądać swój telefon. Olivia po odprowadzeniu wzrokiem assamity spojrzała na Ciebie i uśmiechnęła się lekko. Nie zauważyłaś tego, jak ona patrzała na Ciebie, starałaś się znowu dopasować do tłumu i poszło Ci lepiej. Tymczasem DJ zmienił melodię, brzmiała ona teraz tak (https://www.youtube.com/watch?v=AbSOYW1GmBs). Ludzie i inni kainici zaczęli łączyć się w pary. Tłum zaczął lekko balansować w lewo i prawo w rytm melodii. Zauważyłaś też, że wyraźnie tłum tańczących się powiększył. Dołączyła nawet twoja matka, która tańczyła z Dominiciem, który pojawił się. Z baru również odeszli ludzie i inni kainici, został sam Seth.
Co robisz?
-
Uśmiechała się do pozostałych, cóż mogła robić innego, wolała szaleć i skakać, w wolnych tańcach nie odnajdowała się, każda nuta wypełniała ją po brzegi co zmuszało ją do uśmiechów i ukłonów, kierowała się w stronę najbliższej ściany nie oświetlonej niczym, zawsze to robiła, była to jej strategia w takich chwilach, wyuczona jeszcze za ludzkiego życia sprawdzała się i teraz, każdy myślał, że po prostu schodzi z parkietu lub przemieszcza się po nim.
-
Magia chwili trwała. Ludzie i kainici wyraźnie połączyli się w jedno. Nikt nie przyspieszał, nikt nie zwalniał. Wszyscy jak jeden wąż tańczyli razem. Seth w końcu zebrał się, wstał i podszedł do DJ'a który wyraźnie próbował zbajerować jakąś ludzką dziewczynę. Chwilę pogadali, po czym DJ skinął głową na znak i podszedł do konsoli, a Seth skierował się w stronę ochroniarzy przed windą. DJ chwilę poczekał, aż kolejna melodia przestanie grać i powiedział do mikrofonu:
- A teraz dedykacja dla pewnej rudowłosej dziewczyny, cały parkiet bawimy się! - po czym zmienił melodię na tą (https://www.youtube.com/watch?v=dka22iXjjeo&nohtml5=False). Tłum od razu przyzwyczaił się do nowej zmiany. Zauważyłaś, że Olivia patrzy na Ciebie i uśmiecha się.
Co robisz?
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Tymczasem Seth podszedł do Brujahów stojących przed windą i przekazał im, że chciałby widzieć się z Księciem. Po chwili rozmowy drzwi windy otworzyły się i Seth wjechał na górę. Gdy wychodził z windy zauważył, że Scott stoi przy szybie i patrzy się na parkiet. Seth stanął i poczekał aż Scott odwróci się do niego. Po chwili Książę się odezwał:
- Chciałeś się ze mną widzieć.
- Tak Książę - odpowiedział Seth.
- Jesteśmy sami, nie musisz być taki oficjalny.
- Dziękuję Ci Scott.
- Co Cię do mnie sprowadza? - spytał Książę.
- Chciałem Cię poinformować, że wezmę się za sprawę Jane. Nawet jeżeli przydzielisz ją Hugowi.
- Widzisz, miałem Cię prosić byś sam się u mnie zjawił. Hugo ma ważniejsze sprawy na głowie.
- Kardynał Rottenford powrócił?
- Skąd wiesz?
- Chodzą plotki na mieście.
- Jesteś raptem tu tydzień, a wiesz możliwe więcej niż my. A więc to prawda?
- Ustalam. Jeżeli czegoś się dowiem, przekażę to Hugowi. Co do sprawy Jane, musimy sporządzić kontrakt.
- Masz papiery?
- Standardowy kontrakt na standardowe wynagrodzenie.
- Dobra, dawaj je - powiedział Scott, po czym usiadł przy biurku. Seth wyciągnął kolejny zwitek papierów i podał go Scottowi. Ten pobieżnie sprawdził go, po czym podpisał w miejscu przeznaczonym do tego i krwią przystemplował obydwie kopie. Jedną sobie zostawił, a drugą oddał assamicie.
- Od czego zaczniesz?
- Od raportu Dereka. Pewnie mundurowi już coś ustalili. Potem odwiedzę starych znajomych i popytam. Dowiem się, kto jest odpowiedzialny za śmierć Jane i nie wiem, czy uda mi się go bądź ją przytoczyć przed twoje bądź Kate oblicze.
- Przynajmniej spróbuj, bym miał sumienie czyste - powiedział Scott, po czym zaśmiał się. Seth spojrzał na niego neutralnie, po czym odkłonił się i wyszedł. Zjechał windą na parter, po czym skierował swoje kroki do wyjścia. Spojrzał ostatni raz na parkiet, zauważył Ciebie.
- Ale ty jesteś głupi, Seth - pomyślał - Dziewczyna drugą noc jest kainitką, a ty myślałeś, że uda się wam zawiązać jakąś nić porozumienia - Starał się zapamiętać ten widok, widząc Cię radosną i wyszedł z Elizjum, po drodze zabierając swój sprzęt i skierował się do jednego z boyów. Oddał mu blaszkę, a ten po dłuższej chwili przyjechał jego samochodem. Wsiadł do niego, po czym pojechał w swoją stronę...
-
Kate odwzajemniła uśmiech, kątem oka zauważyła osobę wychodzącą w pośpiechu, podbiegła do matki,
- proszę o możliwość wyjścia, mylę się pewnie i wyjdę na głupią ale Seth jeszcze nigdy nie jawił mi się tak pewnym krokiem, może coś ma, chce się upewnić czy to chodzi o Jane, mogę wyjść i ewentualnie go dogonić ? - spytała nerwowo przebierając stopami.
-
- Katherine, jeżeliby chodziło o Jane, to pewnie dowiesz się tego pierwsza, ewentualnie tuż po Księciu - odpowiedziała Olivia, cały czas się uśmiechając - Jeżeli faktycznie assamita ma coś znaleźć, to niech póki co pracuje sam. A teraz mi powiedz, co ty sądzisz o nim. Ale szczerze, córko.
-
Kate przygryzła wargę i zacisnęła pieści,
- to trochę nie fair, że nie mogę też pomóc szukać....Seth ? Assamita, co mam o nim sądzić...nie znam go, czemu pytasz ? - rozluźniła ręce.
-
- Rozumiem Cię Katherine - odpowiedziała Olivia, po czym(jeżeli nie stawisz oporu)chwyta Cię za dłonie i kontynuuje - Czemu pytam? Martwię się o Ciebie. Ale jeżeli chcesz, to jak dobrze pamiętam to powinnaś znać jego numer telefonu. Rozumiem, chcesz dowiedzieć się kto jest odpowiedzialny za śmierć Jane, ale jeżeli nie opanujesz swoich mocy, to możesz być większym zagrożeniem dla Setha, niż dla siebie. Rozumiesz, co chcę Ci przekazać? Jeżeli naprawdę czujesz, że przydasz mu się w tej chwili, to mogę dać Ci telefon i zadzwonisz do niego. Ale to musi być twoja decyzja, Katherine.
-
Kate walczyła z własnymi myślami przez chwilę,
- wiem, że jeszcze wiele nocy przede mną ale chce być przydatna dla klanu, jednak z drugiej strony powstrzymujesz mnie dla mego dobra i dziękuje ci za to, póki sama się nie oswoję ze sobą, póty ty będziesz się o mnie zawsze martwić.... - westchnęła,
- decyduj, me zdanie masz ale jako matka muszę się z twym zdaniem liczyć w pierwszej kolejności - odparła po chwili.
-
- Katherine, jako matka powinnam Cię przestrzec przed tym, byś nie wyruszała w miasto bez opanowanych umiejętności - powiedziała Olivia - Z drugiej strony, zostałaś brutalnie wpuszczona w ten świat. Nie tak powinno wyglądać twoje spokrewnienie, a już na pewno nie powinnaś stracić Rodziciela. Może faktycznie przydasz się Sethowi - po czym puściła twe dłonie i kontynuowała - Dobrze, jeżeli assamita się zgodzi, będziesz mogła mu pomóc. Potrzebujesz telefonu? - spytała i uśmiechnęła się do Ciebie.
-
Kate uśmiechnęła się chyba po raz pierwszy tego wieczoru, z nerwów i ekscytacji kilka razy pomyliła numer ale w końcu dodzwoniła się,
- hej Seth, tu Katherine - jak możesz to poczekaj chwile i oczywiście jak masz na to czas ale mam wrażenie, że lecisz za sprawą mojej matki więc się podpinam ! - jak tylko by wyraził zgodę chciała się pożegnać z matką i ruszyć, wpierw do szatni po płaszcz i torbę a później we wskazanym przez niego kierunku.
-
- Daleko nie odjechałem - odpowiedział Ci, po czym słyszysz pisk opon i głośniejsze brzmienie silnika - Będę za chwilę pod klubem, zaczekaj tam na mnie - po czym rozmówca, do którego dzwoniłaś rozłączył się. Uradowana oddałaś telefon matce, po czym przytuliłaś ją mocno i pobiegłaś do szatni. Zabrałaś szybko swoje rzeczy, po czym wyszłaś na zewnątrz i zaczęłaś wypatrywać znajomego Ci samochodu. Po kilku minutach dojrzałaś go, podjechał od twojej strony i drzwi zostały otwarte automatycznie. Wsiadłaś do środka, zapięłaś pasy i po chwili drzwi zostały zamknięte. Samochód zawrócił i ruszył w swoją drogę. W samochodzie brzmiała ta melodia (https://www.youtube.com/watch?v=n1BX0wYp8Ao).
- Co Cię skłoniło Katherine, że dołączasz do mnie? - spytał Cię Seth.
-
Kate przesunęła torbę tak by jej nie przeszkadzała, odrzuciła kaptur do tyłu i poprawiała włosy,
- myśl, że możesz coś mieć w sprawie śmierci mojej matki, chce ich dorwać tak samo jak ty - odpowiedziała nie przerywając czynności.
-
- Dopiero zająłem się tą sprawą oficjalnie, Katherine - odpowiedział spokojnie Seth. Czułaś od niego spokój i opanowanie, lecz i również pewną obawę - Pojedziemy teraz do zastępcy prokuratora, który zajmuje się tą sprawą. Nie jest ghulem ani jednym z nas, ale zna naszą naturę i nie boi się jej. Pomaga Księciu od czasu do czasu - Seth przerwał na chwilę i spojrzał na Ciebie, jak poprawiasz swoje włosy. Gdy to zauważyłaś, wyraźnie się speszył i patrzał już tylko przed siebie na drogę.
- Sporo zależy od tego co ludzie ustalili. Pomimo, że nie wierzą w magię ani nic takiego, to jednak ich opinie zazwyczaj są trafne - w międzyczasie melodia w radiu znów stała się ciut agresywniejsza, więc Seth przyciszył radio tak, by nie przeszkadzało w rozmowie.
Chcesz coś powiedzieć, podtrzymać rozmowę czy milczysz do końca? I jak zachowałaś się na sytuację gdy Seth obserwował twoje próby poprawienia włosów.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do samotnie bawiącej się Olivii podszedł Dominic, spytał się czy mogą razem zatańczyć. Olivia zgodziła się i zaczęli tańczyć w rytm muzyki. Po chwili Dominic powiedział:
- Jest bardzo podobna do Jane. Też nie mogła usiedzieć dłużej w jednym miejscu.
- Wiem Dominicu - odparła Olivia - I to mnie chyba najbardziej przeraża.
- Poleciała za Sethem?
- Tak. Podejrzewa, że zajął się sprawą morderstwa.
- Nie dziwię mu się. Gdybym tak samo kochał jak on Jane, zrobiłbym to samo.
Olivia wyraźnie zmieniła swoje nastawienie, przestała tańczyć i zeszła z parkietu. Skierowała swoje kroki do miejsca, gdzie przebywał jej współklanowicze, po czym zanurzyła się w rozmowach z nimi. W jej głowie ciągle brzmiały smutne, lecz bardzo silne słowa Dominica o tym, co by zrobił na jego miejscu. Otrząsnęła się z nich, uśmiechnęła się do jednej z Tremere i zaczęła z nią konwersować...
-
Kate poprawiła jeszcze bluzkę pod płaszczem i rozglądała się uważnie przez to co oferują szyby. Nie posiadała prawa jazdy i nigdy nie prowadziła auta ale wiedziała, że dodatkowa para oczu dla kierowcy to zawsze coś,
- w jednej z ksiąg, którą mi podrzuciła matka był ciekawy wpis...."są ślepi i mogą zebrać armie przeciw nam ale pochodzimy od tego samego, więc korzystajmy z dwóch światów", choćbym miała i tysiąc lat to nigdy nie odrzucę naturalnych dobrodziejstw Seth - widziała, że zerknął na nią kilka razy więc by go nie rozpraszać, zamilkła. Była podekscytowana śledztwem i przerażona jego finałem, chciała się wykazać ale też nie stać się problemem i im dłużej o tym myślała to tym bardziej dostrzegła, że źle interpretuje Taumaturgię i swą ścieżkę. Skoro ona może być ogniem to źle, że koncertuje go w dłoniach, całe ciało to większy teren do rozproszenia niepotrzebnych emocji i tak też uczyniła, korzystając z drogi uczyła się wyczuwać własną siłę krwi, która dotąd magazynowana w kończyna mogła być wszędzie, dzięki temu nie odwracało to jej uwagi.
-
Seth nie kontynuował rozmowy, musiał przyswoić informacje, które przekazała mu Kate. Po kilkunastu minutach zatrzymaliście się przed jedną z prokuratur. Wjechaliście na parking dla gości i wysiedliście z samochodu. Seth na chwilę podszedł do bagażnika, otworzył go i schował do niego swoje ostrza.
- Chcesz schować swoją torbę? - jeżeli tak, to kładziesz ją w bagażniku i Seth zamyka samochód. Jeżeli nie, bierzesz torbę ze sobą. Podeszliście do głównych drzwi i weszliście do środka. Parter był dobrze oświetlonym pomieszczeniem, na ścianach były wszelakiego rodzaju tablice korkowe. Na środku pomieszczenie znajdował się okrągły blat a za nim siedział policjant. Seth podszedł z Tobą do niego i powiedział:
- Dobry wieczór.
- Dobry wieczór państwu. Państwo w sprawie?
- Byłem umówiony z prokuratorem Derekiem Stonem. Moje nazwisko Underwood.
- Chwileczkę - po czym policjant podniósł słuchawkę, wykręcił jakiś numer i powiedział do niej:
- Dobry wieczór panie prokuratorze. Pan Underwood z dziewczyną do pana... Tak... Tak... - po czym odłożył słuchawkę i powiedział do was:
- Prokurator Stone oczekuje państwa u siebie. Wiecie jak trafić?
- Tak, dziękujemy - odparł Seth, po czym poprowadził Cię do windy. Wsiedliście do niej, po czym wcisnął przycisk odpowiadający odpowiedniemu piętru i ruszyliście. Po chwili winda zatrzymała się, a Seth przepuścił Cię pierwszą. Wysiedliście i stanęliście na korytarzu, na którym było kilka pokojów nie oświetlonych i jeden oświetlony. Podeszliście do drzwi, po czym Seth zapukał. Usłyszeliście "Wejść", po czym Seth otworzył Ci drzwi i wpuścił Cię pierwszą. Weszliście do pokoju bogato umeblowanego, widać było, że za koszt podatników można całkiem nieźle się urządzić. Po prawej stronie od drzwi zauważyłaś szereg zdjęć, widocznie było to sfotografowana kariera prokuratora. Po lewej stronie od drzwi ściana była umeblowana szeregiem różnych szaf, a w nich było widać mnóstwo segregatorów i ksiąg prawniczych. Na przeciw drzwi było potężne biurko, a za nim siedział wspomniany Derek Stone (http://pre05.deviantart.net/da60/th/pre/i/2010/297/3/e/byrne_offut_vi_by_eviori-d31goju.jpg). Gdy zauważył Was, wstał i przywitał się najpierw z tobą, potem z Sethem.
- Witajcie, proszę usiądźcie - powiedział, po czym sam zasiadł na swoim fotelu. Usiedliście, po czym spytał Was:
- Rozumiem, że jesteście w sprawie tej spalonej willi?
- Owszem - odpowiedział Seth - są już jakieś ustalenia?
- Pobieżne dopiero. Pełny raport będzie gotowy w ciągu dwóch tygodni. Wstępnie mogę wam powiedzieć, że pożar wybuchł od wewnątrz. Strażacy i nasi biegli od pożarów ustalili, że źródeł rozpoczęcia były cztery. Wszystkie w tym samym pomieszczeniu, tak jakby wybuchały po kolei. Możliwe, że jest to robota jakiejś cholernej grupy piromantów i tak pewnie będzie w oficjalnym raporcie, ale pewnie lepiej przyjrzycie się tej sprawie.. Z waszej perspektywy, że tak się wyrażę.
- Coś jeszcze?
- Świadkowie zauważyli, że z budynku wybiegły wcześniej dwie osoby. Dokładnie nie potrafiły ustalić kto to był, ale na pewno przed zawaleniem wybiegły.
- Możesz podać mi dane tych świadków?
- Niestety. Dzisiejszego wieczora ktoś ich dopadł. Zupełnie, jakby pozbywał bądź pozbywali się świadków. Sprawę jeszcze nikt nie wziął, ale będzie ona martwa.
- Czemu?
- Ponieważ ciała zostały spopielone. Nigdy wcześniej nie widziałem aż tak dobrze zwęglonych ciał. Podejrzewam, że nawet badania dentystyczne i biologiczne niewiele pomogą.
- Kate? - spytał Seth, zauważając, że jesteś nie obecna podczas rozmowy - Kate, co się dzieje?
-
Kate faktycznie błądziła myślami słuchając wypowiedzi,
- właścicielka była przygnieciona regałem - powiedziała
- wyglądało to tak jakby tylko to miejsce mogło być nie osnute przez ogień i najwyraźniej się broniła, kiedy technicy zakończa prace w tym miejscu ? - zapytała prokuratura, lekko przesuwając torbę tak by ta nie przeszkadzała.
-
Derek zapisał sobie twoje informacje w notatniku, po czym spojrzał na zegarek i powiedział:
- O tej porze już nie pracują. A nawet jeśli, mogę dać wam zaświadczenia, że jesteście upoważnieni do przebywania na miejscu zbrodni. Zaraz wam je wypełnię - po czym zabrał się do wypisywania jakichś papierów. Po chwili podał upoważnienia Sethowi i wstał. Również powstaliście i powiedział wam:
- Dziękuję za wizytę. Mam nadzieję, że przydałem wam się do czegoś.
- Owszem Derek. Pomogłeś nam, i to bardzo - odparł Seth, po czym poprowadził Cię do wyjścia. Pożegnałaś się również z prokuratorem i ruszyłaś za assamitą. Po dłuższej chwili wyszliście na zewnątrz budynku i skierowaliście swoje kroki do samochodu. Gdy wsiedliście do niego Seth spytał:
- Rozumiem, że chcesz teraz tam się udać i zbadać ruiny willi?
-
Kate zawahała się prze chwilę,
- wciąż się uczę więc poza oczywistościami na niewiele się zdam ale może coś przegapili, ruszajmy więc - podsumowała.
-
- Nie neguję twojego postępowania, Kate - odpowiedział Seth, po czym odpalił silnik i samochód ruszył. Po chwili kontynuował - gdyby też ktoś zamordował mojego stworzyciela, to też chciałbym go dostać w swoje ręce. Dlatego musimy działać ostrożnie. Mamy informację, że źródeł ognia były cztery, a to już wiele. Eliminując dwa źródła, czyli Jane i Ciebie możemy założyć, że za tym stoją osoby, które parają się magią bądź jej odmianą. Jeżeli to ktoś pokrewny nam, będzie prościej. Jeżeli Jane wnerwiła jakiegoś maga, mamy problem, i to całkiem spory. Sprawdzając jej notatki zauważyłaś coś dziwnego bądź zawiłego? Może Jane nad czymś pracowała i nacisnęła na odcisk osób dużo potężniejszych od niej.
-
Kate opierała łokieć o drzwi a brodę trzymała na dłoni wpatrując się w to co roztaczało się to na przemian przed przednią i boczną szybą,
- notatki które mi wysyłała były skierowane do mnie, tak bym zaczęła kojarzyć kim może być, chciała mnie przygotować, nie ma w nich nic dziwnego - odpowiedziała.
-
- Szkoda - powiedział Seth - Mogłyby nam pomóc w określeniu z czym mamy do czynienia - po czym skupił się na kierowaniu pojazdem. Mijaliście szereg budynków, ludzi, kainitów. Miasto wydawało się spokojne, lecz czuć było zbliżającą się burzę. Po pół godzinie dojechaliście w pobliże ruin willi. Zauważyliście, że jeszcze kręcą tam się różni mundurowi. Na szczęście mieliście upoważnienia od Dereka. Seth zgasił silnik i wyszliście z samochodu. Skierował najpierw swoje kroki do samochodu, otworzył bagażnik i wyciągnął z niego pochwy z kukrami, po czym przypiął je na plecach. Zamknął bagażnik i pozamykał ogólnie samochód. Ruszyliście do ruin. Pokazał jednemu z policjantów upoważnienia, a ten was przepuścił. Ruiny były już częściowo rozkopane, widocznie strażacy i ratownicy odwalili kawał roboty. Seth odszedł do Ciebie i zaczął badać ruiny. Chodził, co chwilę kucał i szukał.
Co robisz?
-
Kate poprosiła jednego z techników o rękawiczki, nie chciała wyglądać podejrzanie więc je nałożyła i ruszyła w tylko jej znanie miejsce. Sporo było tu już rozkopane więc stąpała po woli przypatrując się każdemu nienaturalnemu obiektowi lub czemuś co mogło by w świetle lamp rzucać cień. Choć zapach spalenizny był tu wszechobecny, to w jej nozdrza wpadł inny, zadarła głowę wyżej i po chwili zarzuciła kaptur na głowę,
- burza - szepnęła do siebie i przeskoczyła nad kupką gruzu, by chwili dotrzeć tam gdzie ostatni raz widziała matkę.
-
Podeszłaś do miejsca, gdzie ostatni raz widziałaś swoją matkę. Jedyne miejsce, które nie było osmolone ogniem. Czułaś... czułaś żal, tęsknotę, bezradność, bezsilność. Łzy zaczęły Ci spływać z oczu. Lecz niebyły to zwykłe łzy, tylko krwawe. Stałaś tak, lecz ta siła była silniejsza i upadłaś na kolana. Chciałaś wyć z bezsilności, lecz wiedziałaś, że kręcą się jeszcze tutaj ludzie. Potrzebowałaś oparcia, czyjejś akceptacji, czyjegoś zrozumienia. Poczułaś, że ktoś Ci kładzie swoją dłoń na ramieniu. Czułaś, że to Seth, chociaż nie odwróciłaś się w jego stronę. Ciągle patrzyłaś się w miejsce, gdzie widziałaś ostatni raz Jane.
-
Podparła się dłonią o wystający element,
- pod tą ścianą....a teraz jej nie ma, nawet nie wiem czy to ten podpuch jej prochy zabrał czy może jeszcze coś innego się stało. Miałam wtedy przeczucie, że nie była na to gotowa ale liczyła, że jednak jej plan się powiedzie i przekaże wiedzę i dar....no tak się stało - po czym opuściła głowę.
-
- Możemy teraz tylko domyślać się, że jest w lepszym świecie i patrzy na Ciebie z góry, Kate - powiedział Seth, po czym puścił twoje ramię i podszedł do miejsca, gdzie leżała. Klęknął i usłyszałaś, że mówi coś w niezrozumiałym dla Ciebie języku, ale domyśliłaś się, że jest to arabski. Po chwili wstał i miał już odchodzić, ale coś zauważył. Kucnął ponownie, przejechał dłonią po podłożu i coś podniósł. Zauważyłaś, że ściska jakiś pierścień. Odwrócił się i podszedł do Ciebie, po czym podniósł twoją głowę i podał Ci swoją dłoń. Przyjęłaś ją i podniósł Cię. Chwycił delikatnie twoją prawą dłoń i wsadził Ci na serdeczny palec pierścień (https://cdn-img-1.wanelo.com/p/d09/603/f13/0022f697810e8e898dc0485/x354-q80.jpg).
- Należał do twojej matki, Kate - powiedział Seth - dostała go ode mnie w Równonoc wiosenną 1899 roku. Chciałaby pewnie, byś go teraz ty nosiła. Przynajmniej będzie Ci o niej przypominał - po czym wyciągnął chusteczkę, otarł twoją twarz z łez i kontynuował - Zachowaj go. Ja nic z nim nie zrobię, a ty jako Tremere na pewno go odpowiednio zbadasz. Jak nie dzisiaj, to w przyszłości - po czym rozejrzał się jeszcze po ruinach, po czym powiedział - Nic tu po nas. Wszystko już sprawdziłem, teraz pora odnaleźć tę "parę". Zaczekam przy samochodzie - i poszedł w kierunku samochodu, zostawiając Cię samą.
Co robisz? Jak reagujesz na słowa i zachowanie Setha oraz na to, że oddał Ci jedyną pamiątkę po Jane.
-
Kate długo wpatrywała się w pierścień,
- matko - szepnęła do siebie,
- czemu ja i czemu tej nocy - kontynuowała,
- dlaczego tak szybko chciałaś się spotkać, co tak ważnego przekazać, że ograniczyłaś się tylko do zapewnienia mi przetrwania....matko, matko brakuje mi ciebie - powstrzymała łzy ale delikatnie ściągnęła lateksową rękawiczkę i owinęła pierścień w materiał, po czym schowała do jednej z przegródek w torbę. Zdjęła też drugą i jeszcze chwile wpatrywała się w miejsce gdzie widziała ją po raz ostatni. Przypomniała sobie też o innych źródłach. Wyjęła małą latarkę z torby i oświetlała ją sobie różne kąty. Źródła których szuka nie były naturalne, stały się nimi dopiero później, o ile były wynikiem działań kogoś z jej klanu. Jeżeli nie to nawet magiczny ogień mógł zostawić swą aurę, skupiła się przez chwilę i spróbowała rozejrzeć się jeszcze raz badając miejsce nadwrażliwością.
-
Poczułaś (http://i.imgur.com/7g2aGHn.jpg), że świat otaczający ruinę zasnuł się mgłą i zaczęłaś różnego rodzaju barwy. Skupiłaś się na tych najważniejszych. W miejscu, gdzie ostatni raz widziałaś swoją matkę zobaczyłaś bladą jasnoniebieską aurę. Trwała ona przez jakiś czas, a później dojrzałaś dwie nowe aury. Jedna była barwy purpurowej, druga czarnej i to obydwie dominowały nad jasnoniebieską. Chciałaś dojrzeć coś jeszcze, lecz aury poznikały i ujrzałaś ponownie miejsce, gdzie leżała Jane.
-
Oczy Kate po kilku mrugnięciach z typowo nienaturalnego czarnego przybrały ponownie odcień zieleni jaki posiada, nawet nie wiedziała kiedy ale trzymała mocno jakiś kawałek stalowej rurki, odrzuciła ją w kąt i poprawiła kaptur, spodziewała się deszczu lada chwila, ruszyła więc w stronę gdzie znajdował się Seth.
-
Seth otworzył Ci drzwi samochodu i weszłaś do środka. Zamknął je i sam wsiadł do niego. Zapalając silnik zapytał:
- Wyczułaś coś? A może dojrzałaś coś, co przegapiłem. Po chwili silnik zaskoczył i wyjechaliście z parkingu. Jadąc ulicą po chwili zaczął padać deszcz. Seth włączył wycieraczki oraz włączył radio, z którego dobiegła taka melodia (https://www.youtube.com/watch?v=40JYlSdBVfM). Chciał zmienić stację, lecz coś go tknęło i zaniechał tej czynności. Spojrzał się tylko na Ciebie, po czym wrócił spojrzeniem na drogę. Samochód jechał swoim tempem, mijał miasto, które szykowało się powoli do snu. Być może to z nadmiaru wrażeń, a może z panującego deszczu poczułaś się senna. Zapadłaś w lekką drzemkę. Gdy Seth to zauważył, przyciszył muzykę na tyle, by nie przeszkadzała Ci, a wręcz pomagała uspokoić się. Wydawało Ci się, ale nawet dźwięk silnika starał się wkomponować w melodię.
-
Kate otworzyła oczy, spojrzała na radio w samochodzie i na Setha, po czym przetarła dłonią twarz,
- nie, nic prócz gasnących emocji, co teraz zamierzasz ? - spytała się prostując na siedzeniu i wpatrując w krople spływające po szybie.
-
- Muszę pojechać do mojego Rafika, któremu zdeponuję kopię kontraktu - odpowiedział Seth - Być może również pomoże mi ustalić, kim są te tajemnicze osoby, które mogą mieć coś wspólnego z morderstwem Jane. Pewnie samo odszukanie ich potrwa ze dwie - trzy noce. Ale jeżeli będziemy wiedzieć kogo się spodziewać, będę wiedział jak się do nich przygotować. A ty? Masz jeszcze jakieś plany na dzisiejszą noc?
-
Kate wpatrywała się w jedną kroplę, która walczyła o swój byt na szybie, nie raz miotana przez wycieraczkę ponownie łączyła siły z innymi strużkami wody i spływała w dół, raz po raz będąc odpychaną morderczą wycieraczką, w końcu została wyparta przez wiatr,
- odstaw mnie do Elizjum jeżeli mam ci zawadzać - powiedziała jakby będąc bardziej przejętą ową kroplą niż całą sytuacją.
-
- Kate, to nie tak że mi zawadzasz - odpowiedział Seth - Nie potrafię wyrazić swojego zadowolenia, że zdecydowałaś towarzyszyć mi dzisiejszej nocy. Większość kainitów traktuje mnie i moich kolegów po fachu z góry. Ty jesteś nowa, zapewne jeszcze nie masz narzuconego zdania przez kogoś. Nie bez przyczyny wszyscy nas się obawiają, ale i tak dostaliśmy w historii mocno po kościach. Ale nic, nie będę teraz przypominał zażyłości między moim klanem a Camarillą. Chyba, że już masz wyrobione zdanie - po czym Seth przerwał i wpatrywał się w drogę. Po kilkunastu minutach wjechaliście na jedno ze złomowisk. Samochód zaparkował przed domem, po czym Seth spytał:
- Dołączysz do mnie, czy wolisz zostać w samochodzie?
-
Kate odpięła pasy i spojrzała na Setha,
- obydwoje wiemy za co macie prawo nas nienawidzić a my was się bać ale użyłeś słowa klucz...jestem nowa, może i naiwna ale potrafię oddzielić animozje, gdy chodzi o słuszną sprawę, - otworzyła drzwi,
- twój wybór, nie wiem kogo tam spotkam ani czy mogę iść z tobą - w oczekiwaniu na decyzję spoglądała w niebie z ukrycia,
- dziwna ta pogoda - mruknęła do siebie.
-
- Rafik powinien być sam - odpowiedział Seth - Zresztą, nie zostawię Cię na tym deszczu samej - powiedział, po czym poprowadził Cię do drzwi. Zadzwonił dzwonkiem, po czym odsunął się tak, by uchwyciła was kamera. Zauważyłaś, że kamera porusza się i zwiększa to zmniejsza obiektyw. Po chwili usłyszeliście brzęknięcie i drzwi się otworzyły. Wpuścił Cię pierwszą i wszedł za tobą. Gdy weszliście do środka zauważyłaś dwa automatyczne dwulufowe działka, które były wymierzone w Was. W pierwszej chwili chciałaś uciekać lecz zauważyłaś, że Seth tylko się uśmiecha. Działka po chwili przeszły w stan spoczynku, po czym Seth poszedł pierwszy schodami na dół. Podążyłaś za nim. Schodziliście przez jakiś moment. Odczuwałaś, że zmienia się atmosfera placówki. Gdy zeszliście na dół zauważyłaś duże pomieszczenie, w którym centralną część zajmowała interaktywna mapa miasta. Po prawej stronie od mapy wisiały holograficzne portrety Assamitów aktualnie przebywających w mieście. Lecz jedynym portretem podświetlonym był Seth, nad którym wisiała informacja, że jest na kontrakcie. Po lewej stronie od mapy znajdowało się ogromne stanowisko komputerowe z kilkunastoma monitorami. Cały czas coś pokazywały, widocznie Rafik miała pod obserwacją całe miasto. Po chwili spostrzegłaś, że nad mapą stoi kobieta (https://usercontent2.hubstatic.com/1947323_f260.jpg). Wyczułaś, że jest podobnej siły co ty.
- Sabah al hir Mirando.
- Sabah al hir Seth. Kim jest ta dziewczyna?
- To jest córka Jane Barnett. Jane zginęła podczas spokrewnienia.
- Bardzo mi przykro, moja droga - powiedziała do Ciebie Miranda - Jak to się stało?
- Ktoś nie chciał, by Jane spokrewniła Katherine. Podczas spokrewnienia doszło do walki i pewna willa spłonęła.
- Monitorowałam sytuację. Ale rozumiem, że nie przyjechałeś tylko mi ją przedstawić.
- Nie - odparł Seth - oficjalnie zajmuję się tą sprawą dla Księcia - po czym podszedł i wręczył Mirandzie dokumenty. Ta przejrzała je, po czym schowała je do jednej z szuflad.
- Potrzebujesz czegoś?
- Niech Kate Ci opowie, co do tej pory ustaliliśmy. Ja później dopowiem resztę, muszę się przezbroić.
- Znasz drogę - powiedziała, po czym odprowadziła wzrokiem Setha, jak ten znika w głębi pomieszczenia.
- Jak mogę wam pomóc? - spytała Ciebie.
-
Kate zsunęła kaptur przybierając poważną postawę,
- nazywam się Katherine Delgado, jestem córką Jane Monici Barnett, zamordowanej zeszłej nocy w niewyjaśnionych okolicznościach podczas mojego przeistoczenia - zaczęła chodzić po pomieszczeniu,
- kiedy jako człowiek weszłam do willi, ta już była zajęta ogniem, przyszła matka wzywała mnie, więc się do niej zbliżyłam. Musiała działać w dużym pośpiechu i mnie stworzyła licząc za pewne na to, że tuż po przeistoczeniu moja Bestia pokona lub zniechęci oprawców....przypłaciła to jednak życiem i chce wiedzieć kim oni są....prawdopodobnie były jeszcze dwie osoby które z jakiś powodów nienawidziły matki.....mnie, sytuacji ? To nadal badam - zatrzymała się i spojrzała w jej stronę,
- tyle ode mnie, pewnie Seth uzupełni o swoje wnioski - dodała na koniec.
-
- Rozumiem - powiedziała Miranda, po czym podeszła do komputera i siadła na fotelu. Zauważyłaś, że jej palce bardzo sprawnie operowały po klawiaturze. Można by stwierdzić, że jest to wirtuozja. Na swój sposób oczywiście. Po chwili obraz kamer zmienił się i zaczął pokazywać znajomą Ci willę. W życiu byś nie uwierzyła, że jest tam tyle kamer. Miranda zauważyła twoje zdziwienie i powiedziała:
- Ogólnie kamer ulicznych jest 10. Ale wykorzystuję również przemysłówki sklepowe i prywatne. Przy dzisiejszej technologii można sporo wyciągnąć. I pomyśleć, że 30-40 lat temu coś takiego, byłoby niemożliwe. Ale nie będę Cię zanudzać technologicznymi aspektami - po czym wstała, odpięła klawiaturę i podeszła z nią do mapy. Spostrzegłaś, że mapa zaczęła się przesuwać i została scentrowana na willi. Po chwili został pokazany obraz w trzecim wymiarze i Miranda zaczęła nim obracać tak, by znaleźć główne drzwi. Po chwili puściła obraz powoli do przodu i zauważyłyście, że przed twoim wejściem do willi faktycznie dwie osoby wybiegły stamtąd. Miranda próbowała znaleźć jak najlepszy kąt, by pokazać twarze ich. Przez dłuższą chwilę wpisywała różne wartości przez klawiaturę i w końcu, metodą prób i błędów znalazła kąt, pod którym były widoczne twarze. Chwilę poprawiała obraz i ujrzałaś wyraźne twarze (http://img10.deviantart.net/c488/i/2010/306/3/4/burcin_bulbul_by_tararseven-d322f1v.jpg).
- O nie - powiedziała z przerażeniem Miranda - tylko nie oni - po czym nerwowo obróciła się w stronę, gdzie poszedł Seth.
-
Kate stanęła w lekkim rozkroku z dłońmi wyraźnie splecionymi boleśnie za plecami,
- kim oni są ? - spytała.
-
Miranda usłyszawszy twoje pytanie spojrzała się na Ciebie. Dostrzegłaś, że jest przestraszona nie na żarty.
- Nazywają się Anna i Adam Tarvesen - odpowiedziała Miranda - Kilkanaście lat temu zdradzili twój klan oraz Camarillę i przeszli do Sabatu. Od tamtego czasu prowadzą rajdy przeciwko miastom Camarilli. Czyli pogłoski o Rottenfordzie okazały się prawdą - rzuciła po cichu do siebie, lecz na tyle głośno, że je usłyszałaś. Po chwili uspokoiła się i kontynuowała:
- Jak zapewne wiesz, bądź dowiesz się teraz tego, Seth koordynował uderzenie na grupy Sabatu w tym mieście. Wtedy to starł się z nimi i ledwo wyszedł żywy. Są silnymi Tremere i jak widać, wrócili do miasta...
- Kto wrócił do miasta? - spytał się Seth, który wrócił z głębi pomieszczenia. Zauważyłaś, że wymienił część swojego uzbrojenia, nie było już wystających rękojeści Kukri, tylko miał na plecach dużą pochwę z mieczem dwuręcznym. Wymienił również kabury na wygodniejsze, udowe. Całość uzupełniał płaszcz (http://ecx.images-amazon.com/images/I/71UjM43i%2BWL._UY606_.jpg).
- Dowiem się, kto wrócił do miasta? - spytał ponownie Seth, patrząc to na Ciebie, to na Mirandę.
- Tarvesenowie - odpowiedziała Miranda.
- I to oni wyszli z willi?
- Tak. - po czym Miranda spuściła głowę, a Seth podszedł do cyfrowego obrazu. Oparł ręce o model i skierował swój wzrok na cyfrowe twarze. Po chwili spojrzał się na Ciebie i powiedział:
- Jeżeli oni powrócili, to Rottenford planuje coś dużego. Ale nic mnie on nie obchodzi w tej chwili. Rozpoczynam łowy na tę dwójkę. Katherine, za wszelką cenę musisz opanować swoje umiejętności. I najlepiej nie wychylaj się z pod opieki Olivii.
- Waterson została matką zastępczą? - spytała Miranda Setha.
- Tak. W sumie to dobrze - odparł Seth - Będzie miała silną ochronę klanu. Jeżeli ta dwójka dowie się, że ktoś przeżył atak, będą chcieli dokończyć robotę...
-
Kate poluźniła dłonie, wyprostowała się i spojrzała to po jednym, to po drugim Kainicie,
- a kim jest Rottenford ? - spytała.
-
Seth patrzył się cały czas na twarze bliźniaków. Gdy usłyszał pytanie, odpowiedział:
- Rottenford jest kardynałem Sabatu na Stany Zjednoczone. Nikt nie zna jego wyglądu, zawsze wolał działać zza kulis. Potężny sukinkot, potrafił omotać niejednego kainitę. Już raz próbował zniszczyć tutejszego Księcia, na szczęście Camarilli uderzyliśmy prewencyjnie i rozbiliśmy ich. Jak widać niezbyt skutecznie, ponieważ powrócił. I tylko ostatni diabeł wie, co takiego planuje tym razem. Będę musiał poinformować albo szeryfa osobiście, albo Blackburna, że plotki się potwierdzają.
- Coś sugerujesz Seth? - spytała Miranda
- Wyślij wiadomość do Rady o tym, co się wydarzyło. Jeżeli faktycznie Rottenford jest w mieście, to powinienem działać. Ale nie zrobię nic bez zgody Rady.
- Wyślę natychmiast. Uważajcie na siebie - powiedziała, po czym siadła przy komputerze. Seth spojrzał się na Ciebie i zapytał:
- Pytaj i rzucaj sugestiami. Może wpadniesz na jakiś pomysł.
-
Kate poprawiła włosy i nałożyła kaptur,
- jedziemy do Elizjum, trzeba powiadomić Księcia i muszę natychmiast rozmówić się z matką, jeżeli masz do niej numer na swym telefonie, poprosze cię o jego wykręcenie w trakcie jak będziemy się tam zbliżać - pospiesznie powiedziała, po czym ruszyła w stronę wyjścia,
- dziękuje Mirando za pomoc, to dla mnie ważne, spróbuje odwdzięczyć się jakoś w przyszłości - krzyknęła.
-
Seth podziękował Mirandzie, powiedział jej, że będzie w kontakcie po czym wyszedł za tobą. Po chwili byliście już na zewnątrz i skierowaliście się do samochodu. Gdy wsiedliście do niego, Seth podał Ci telefon już z wybieranym numerem i wykonującym połączenie. Odpalił silnik i wyjechaliście ze złomowiska. Kierowaliście się przed siebie. Seth jechał szybko, lecz wystarczająco ostrożnie by nie stracić panowania. Deszcz rozpadał się mocniej, można było stwierdzić, że to kolejna ulewa przechodzi nad San Francisco... A radio włączyło taką melodię (https://www.youtube.com/watch?v=xJRBdLpTeso)...
-
Kate przyłożyła telefon do jednego ucha i od razu pogłośniła radio,
- Matko, zbierz kogo możesz z klanu w Elizjum będę tam za chwile, poproś Księcia by też tam był, mamy pilne rzeczy do przekazania, sytuacja alarmowa, trzeba też powiadomić Szeryfa - mówiła szybko i trochę bez ładu ale z drugiej strony zazdrościła też kroplom, że te bezpiecznie spływają po murach budowli, do której zmierza. Zakończyła połączenie i oddała telefon Kainicie,
- Seth pospiesz się - dodała, po czym wyciągnęła malutką księgę z torby, był to jeden z tych podarków od Stworzycielki który postanowiła mieć zawsze przy sobie, spis rad i wskazówek, które teraz były jej potrzebne,
- czerwona.... - nagle poderwała wzrok,
- Seth uważaj samochód ! - krzyknęła łapiąc za pas bezpieczeństwa, którego nie wiedzieć czemu ale tym razem nie zapięła.
-
Seth zauważył pędzącego czarnego SUV'a, który chciał wpieprzyć się w bok. Lecz zachowując (http://i.imgur.com/SjnwoWs.jpg) zimną krew wprowadził samochód w poślizg na tyle umiejętnie, że ten go wyminął i złączyły się bokami od strony kierowcy. Seth prowadząc jedną ręką, drugą wyciągnął armatę (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/8d/a1/05/8da105f4189368bce55fcc50986cfc79.jpg) i wystrzelił (http://i.imgur.com/A3SMzq5.jpg) kilka razy przez okno. Kierowca SUVa widocznie oberwał, ponieważ samochód skręcił w lewo i wbił się budynek, niszcząc jakiś sklep. Seth podał Ci armatę, spojrzał się w tylne lusterko, wrzucił wyższy bieg i powiedział:
- Przeładuj, proszę. Magazynki są w schowku pasażera tuż przed tobą. Wsadź magazynek z czerwonymi pręgami.
-
Kate skończyła dopinać pas akurat przy złączeniu pojazdów i uderzyła głową o szybę. Po chwili akcja ustała i dostała broń do ręki, wysłuchała i spojrzała się na kierowcę,
- jak ? - zapytała, nigdy nie strzelała i wiedziała o broni tyle co każdy dzieciak nim pójdzie do przedszkola, bo później już uczą się strzelać.
-
Seth spokojnym tonem wytłumaczył Ci:
- Zacznij od zabezpieczenia "kurka" w pistolecie tak, by przez przypadek Ci nie wystrzelił. Musisz go podciągnąć do góry. Później przyciśnij dźwignię zatrzasku zamku, z lewej strony tuż przy rękojeści. Gdy magazynek wypadnie, otwórz schowek i wyciągnij magazynek z czerwonymi pręgami. Na pewno go zauważysz. Gdy to już zrobisz, wsadź pełny magazynek z powrotem do pistoletu, odbezpiecz kurek i pociągnij za zamek do siebie. Powinno wystarczyć. Aha, mamy towarzystwo na ogonie, więc jakbyś mogła się pośpieszyć, było by niesamowicie miło - powiedział, po czym przycisnął pedał gazu.
-
Kate wykonywała podane wskazówki w trakcie jak je przekazywał,
- strzelasz czy prowadzisz ? - spytała.
-
- Mogę robić obydwie czynności na raz - powiedział - Nie przeszkadzają mi one. Chyba, że znasz się na prowadzeniu samochodu bądź na strzelaniu, to mogę Ci coś odstąpić - powiedział i uśmiechnął się, lecz nie spuścił wzroku i nie spojrzał się na Ciebie. Cały czas monitorował sytuację, która działa się za wami...
- Taak... Dwóch na ogonie. Jeżeli dobrze liczę miejsca pasażerów, przynajmniej ośmiu gości.
-
Odpięła pasy, chwyciła się siedzenia i oparła broń,
- przepraszam za szybę - po czym odbezpieczając...strzelała do pierwszego w zasięgu.
-
Wystrzeliłaś (http://i.imgur.com/qaF49jS.jpg) dwa razy do bliższego wozu. Poczułaś mocne uderzenie od broni, lecz dziwniejszy był sam wystrzał, ponieważ błysk przypominał otworzoną paszczę smoka. Pierwszy pocisk nie trafił, lecz postawił sporą ścianę ognia za samochodem. Drugi pocisk trafił w przedni zderzak i samochód eksplodował, zamieniając się w kupkę powykręcanego i palącego się złomu. Drugi samochód, który was ścigał wyraźnie przyspieszył, lecz kierowca starał się jeździć zygzakiem, by utrudnić Ci strzał. Gdy Seth zauważył wybuch powiedział:
- No proszę. Masz talent dziewczyno.
-
Kate odrzuciła kaptur do tyłu,
- szczęście neonaty - dostrzegając potencjał broni, krzyknęła,
- na mój znak skręć w jakąś uliczkę w twoje lewo ! - zamierzała wyraźnie się koncertując (pkt siły woli) wystrzelić w słup, by ten paląc się tuż po ich zniknięciu mógł zatrzymać goniący ich pojazd.
-
Seth na twój znak skręcił w lewo, wprowadzając samochód w ślizg. Wystrzeliłaś (http://i.imgur.com/ElyTFkW.jpg) dwa razy tak szybko, jak się dało. Oby dwa pociski trafiły w słup, tworząc ogromną ścianę ognia. Kierowca drugiego SUVa nie zdążył odskoczyć i samochód wpadł w ścianę, po czym eksplodował w przerażającej kuli ognia. Niestety, Seth stracił panowanie (http://i.imgur.com/BFaF5J7.jpg) nad samochodem i nie wyciągnął go z poślizgu. Rozbiliście się o stojącą naczepę ciężarówki. Uderzenie było tak silne, że wyrzuciło Cię z samochodu i odleciałaś na kilka metrów. Na szczęście (http://i.imgur.com/tsL2iUn.jpg) nic sobie nie zrobiłaś. Ba, w locie udało Ci się tak ustawić ciało, że spadłaś na nogi nie przewracając się, a pistolet ciągle miałaś w ręce. Niestety, o wiele gorzej było z Sethem. Został (http://i.imgur.com/NHc1qnQ.jpg) uwięziony w poskręcanym samochodzie, tracąc przy okazji przytomność. Samochód stał się jego pułapką. Zauważyłaś, że paliwo zaczęło się rozlewać po ulicy...
-
Kate podbiegła i oszacowała jak leży auto i czy nie ma zagrożenia zapłonem, dopiero wtedy chcąc wyrwać drzwi (2pkt vitae) i rozrywając pas - chciała go wynieść w bezpieczne miejsce.
-
Po wyrwaniu drzwi i rozerwaniu pasa wyciągasz Setha z samochodu. Ciągnąc go po ulicy zauważasz, że paliwo zapaliło się i samochód stanął w płomieniach. Było krok od tragedii. Seth nadal jest nieprzytomny. Poczułaś, że w kieszeni masz ciągle telefon assamity, ponieważ nie odebrał go od Ciebie...
-
Odciągnęła go w miejsce poza widokiem niechcianych oczu i szacuje odległość do Elizjum, później próbuje wybudzić Assamite potrząsając nim, w razie ostateczności, leci kilka plasków na twarz,
- Hej, śpiąca królewno, pobudka ! - wrzeszczała mu głośniej nad uchem.
-
Gdy chciałaś zadać kolejny cios poczułaś, że Seth złapał Cię za rękę. Otworzył oczy, spojrzał na Ciebie i powiedział:
- Za trzecim razem wystarczyło. Nie musiałaś więcej - po czym rozejrzał się po miejscu, w którym się znaleźli. Wstał z twoją pomocą, po czym otrzepał się i sprawdził całe wyposażenie. Poza pistoletem, który miałaś miał jeszcze miecz dwuręczny i drugą armatę. Sprawdził magazynek, odbezpieczył go, po czym spytał:
- Nic Ci się nie stało? Ogólnie co nas trafiło?
-
Kate również otrzepała płaszcz i oddała mu broń,
- to twoje, ja nie lubię broni.... - spojrzała na wrak,
- siła eksplozji poprzedniego, poślizg naszego i później wyciąganie cię nim twoje auto stało by się twą trumną na dobre....musimy iść dalej z buta. Nie podoba mi się to, że już ktoś na nas polował ale nie ma teraz czasu ustalać kto to był i szukać wzorców kto mógłby za tym stać....choć pewne przesłanki już mamy - była gotowa do drogi.
-
Seth odebrał od Ciebie broń, sprawdził magazynek i ponownie go załadował. Spojrzał się na samochód i zauważyliście, że ogień przypominał wijącego się ognistego smoka. Seth spojrzał się na Ciebie i powiedział:
- Amunicja do Deagle właśnie się zapaliła. Przez chwilę ten smok będzie się wił. Mamy dwa wyjścia Katherine. Albo przebijamy się górą, czego bym nie chciał, bo nie wiadomo ile jeszcze takich pułapek nas czeka. Drugim wyjściem jest przebijanie się kanałami do terenów Nosferatu, ale nie wiadomo czy zdążymy. Jesteśmy ok dziesięciu do dwunastu przecznic od Elizjum, zależnie którędy byśmy poszli...
-
Kate oglądała wąską alejkę i słuchała wypowiedzi Kainity,
- diabeł tkwi w szczegółach, jeżeli chcemy tam dotrzeć jak najszybciej musimy myśleć nieszablonowo....taksówki w trzy miejsca, dwa z nich opłacone dla nas, trzecia ma podebrać dwie osoby....co sądzisz ? - zapytała myjąc dłonie w deszczówce wylatującej z rynny.
-
Seth przez chwilę Cię poobserwował, po czym powiedział:
- Pomysł niezły, ale nie wiemy ile mamy czasu. O ile dzisiaj coś się jeszcze wydarzy, mogli nie mieć zaplanowanej przegranej, ale po Rottenfordzie wszystkiego można się spodziewać - przerwał, po czym wziął telefon, wymienił karty Sim i rozpoczął planowanie trasy. Po dłuższej chwili wykonał trzy połączenia z twoim pomysłem tylko z lekką modyfikacją. Zamówił taksówki w miejsca, by oczekiwały na jedną osobę. Rozłączył się i wyłączył telefon.
- Zapamiętaj teraz Kate - powiedział do Ciebie Seth - Pierwsza taksówka za dwie przecznice na północ oczekuje na nazwisko Walters. Druga taksówka, cztery przecznice na wschód, nazwisko Rollins. Trzecia taksówka, dwie przecznice na zachód i jedna na północ, nazwisko Kilroy. Wybierz jedną i jedź pod klub. Będę trzymał się w oddali obserwując, czy nikt za Tobą nie idzie. Jeżeli coś się stanie po drodze, przejmuj taksę i zasuwaj tak szybko jak możesz i przebijaj się do Księcia - po czym spojrzał na zegarek - Idź już, osłonię Cię.
-
Kate ruszyła przed siebie,
- wezmę Rollins, będziesz mnie mógł zabezpieczać, jak tylko wsiądę, leć do tej trzeciej - odpowiedziała pospiesznie i ruszyła w znanym jej kierunku by spotkać się z taksiarzem.
-
Ruszyłaś pewnym krokiem przed siebie, starając się nie oglądać do tyłu. Gdy spróbowałaś zobaczyć czy ktoś jest z tyłu w odbiciu wystawy sklepowej nic nie zauważyłaś. Po dłuższym momencie doszłaś do ulicy i spostrzegłaś, że przy ulicy stoi zamówiona taksówka. Podeszłaś do niej i wsiadłaś, wymawiając tylko zapamiętane nazwisko i nazwę klubu. Denerwowałaś się, lecz starałaś się tego nie okazać... Tymczasem taksówka odjechała i udała się we wskazane miejsce.
- Nie boisz się tak sama chodzić po nocy? - spytał taksiarz.
-
Kate nie podsłoniła kaptura a tylko lekko uniosła głowę,
- nie przypominam sobie byśmy byli na ty....pod wskazany adres proszę - starała się zachować czujność czekając aż dojadą we wskazane miejsce.
-
- Pani płaci, pani wymaga - powiedział i więcej już się nie odezwał. Taksiarz prowadził samochód wolno, ale nie na tyle by wydawało się to podejrzane. Po kilkudziesięciu minutach dojechaliście na miejsce, zapłaciłaś podaną cenę i wysiadłaś. Zauważyłaś, że nie ma boyów na zewnątrz, została już tylko ochrona złożona z kilku Brujahów. Wchodząc do środka....
PRZEJŚCIE DO TEMATU WSPÓLNEGO.
-
Kiwnęła tylko głową i nasunęła kaptur, w aucie myślała tylko o dwóch rzeczach, pomóc Sethowi i dorwać oprawców, domyślała się, że może mieć nijak do nich doświadczeniem i umiejętnościami ale jednak coś była winna.
-
Melodia (https://listenonrepeat.com/?v=YDpP4TNNg1M#Q-Factory_Music-_Sacred_Defilement_(Epic_Action_Dark_Choral_Death_Metal_Rock_Style)) na całą walkę ;)
Konwój jechał kilkadziesiąt minut. Gdy zbliżaliście się do Dworca usłyszałyście odgłosy wybuchów i strzałów. Widocznie walczący nie przejmowali się zasadą Maskarady, chcieli tylko zniszczyć swojego przeciwnika. Po chwili konwój zatrzymał się i wysiadłyście. Olivia podeszła do bagażnika, otworzyła go i wyciągnęła z niego kamizelkę kevlerową. Założyła na siebie ją, po czym podała Ci kolejną.
- Umiesz strzelać? - spytała, po czym sama wzięła pistolet maszynowy MP-5 i kilka magazynków, po czym wsadziła je w kamizelkę - Posiadanie umiejętności własnych to jedno, ale czasem wystarczy odrobinę techniki - powiedziawszy to podała Ci kolejny pistolet maszynowy i kilka magazynków. Gdy dozbrajałyście się podbiegł do was jeden z Tremere. Pamiętałaś, że wsiadał on do pierwszego samochodu.
- Pani, w środku dworca toczy się regularna bitwa. Również na zewnątrz trwa wymiana ognia między kilkoma assamitami a Sabatnikami. Są to głównie ghule, ale dojrzeliśmy również kilku odszczepieńców Gangreli. Assamici są w obronie, nie wiemy jak długo wytrzymają. Michaił i Diego poszli wyznaczyć bezpieczną drogę. Rozkazy?
- Weźcie jeszcze Bartolomeo oraz Viktorię i torujcie drogę do Assamitów - powiedziała Olivia - Okrążymy Sabat i uderzymy z flanki. Przede wszystkim technika, umiejętności w ostateczności.
- Rozkaz - powiedział Tremere, wziął ze sobą wyznaczonych kainitów i ruszył przodem.
- Niedługo powinny się zjawić posiłki w sile Huga i jego klanowiczów. Póki co jesteśmy sami. Ruszamy - po czym poszłyście razem z drużyną. Odgłosy walki cały czas się nasilały, co jakiś czas można było usłyszeć głośniejszy wybuch. Gdy byłyście prawie pod dworcem Olivia zatrzymała się, odwróciła się do pozostałych i powiedziała:
- Carmen, weź Sebastiana, Monicę, Marka, Zuzannę, Victora i wejdźcie do środka od tyłu. Ja z Katherine, Norbertem i naszą awangardą uderzę stąd by pomóc assamitom.
- Rozkaz, pani - powiedziała Carmen i ruszyła wyznaczoną drogą.
- Gotowa? - spytała Cię Olivia
-
Kate odruchowo nałożyła kamizelkę w taki sposób by ta chroniła ważniejsze części ciała, po czym zdała sobie sprawę, że to przecież bez sensu, jednak nie podważała zdania Olivii i obserwując broń i mając na uwadze wcześniejsze wskazówki przesunęła podłużny kurek przy lufie, słysząc znajomy trzask uśmiechnęła się pod nosem do siebie,
- urodziłam się by być gotowa Matko - szepnęła rozglądając się z uwagą po okolicy.
-
Przed wyjściem zza rogu Olivia, Ty oraz pozostała wasza grupa podeszła do awangardy złożonej wcześniej. Gdy Diego was zauważył, podszedł i powiedział:
- Próbują przydusić assamitów, lecz niezbyt im to wychodzi. Wchodzimy?
- Tak, znajdźcie coś do osłony i walcie w Sabat tak mocno, jak możecie. Ja z Kate spróbujemy się przebić do Assamitów, być może jest tam Seth.
- Rozkaz. Osłaniajcie panią! - powiedział Diego i wychylił się z awangardą za róg, jednocześnie otwierając ogień. Sabatnicy nie spodziewali się nowego zagrożenia od flanki, lecz po chwili chaosu odpowiedzieli ogniem w waszą stronę. Olivia póki co wstrzymywała ogień, podbiegała i chowała się za samochodami. Ty również szłaś za matką, co jakiś czas rozglądając się po polu bitwy. Po chwili dostrzegł Was jeden z assamitów (http://img01.deviantart.net/8533/i/2014/217/c/f/modern_day_assassin_concept_by_yellaboy23-d7tv5bx.jpg). Odgadł, że potrzebujecie osłony, więc przekazał pozostałym rozkaz i naraz cała trójca odpowiedziała zmasowanym ogniem w stronę Sabatu. Wykorzystałyście sytuację i dobiegłyście do nich. Schowałyście się za samochodami, które stały się istną barykadą.
- Kto was przysłał? - spytał assamita
- Seth Underwood zadzwonił do Księcia, że Rotteford przybył i walczy teraz z Sabatem
- O skurwysyn - powiedziała assamitka (http://www.usanetwork.com/sites/usanetwork/files/styles/629x720/public/wwe_profiles_hero_paige.jpg?itok=FomdSD4W). Czyli żyje - po czym otworzyła ogień z Colta 1911.
- My właśnie tutaj przybyliśmy go ratować, ale wpadliśmy pod zmasowany ogień - powiedział trzeci, sporych rozmiarów zabójca (https://cdn1.artstation.com/p/assets/images/images/000/391/041/large/tyler-ryan-warrior039-copy.jpg?1443928087) ,który właśnie przeładowywał taśmę w minigunie.
- Seth jest w środku? - spytała Olivia.
- Jak widać, tutaj go z nami nie ma. Na imię mam Jaiden. Ten ogromny to Viggo, a ta lokalna piękność to Claudia. Jak możemy was wspomóc?
- Jedna z moich grup okrąża teraz dworzec i uderzy z drugiej strony. Do tego czasu albo ich rozbijemy, albo utrzymamy pozycje
- Się robi szefowo - powiedział Viggo, po czym przeładował do końca miniguna i wystawił go na samochód, po czym otworzył ogień. W moment Sabatnicy przestali strzelać przyduszeni ogniem z obrotowca. Wtedy to dojrzałaś pewną ciekawską głowę Sabatnika, który chciał uciszyć olbrzyma...
-
Bez słowa oddaliła się na dogodną pozycję (brak opisu gdzie Sabatnik GM :) ) starała się być niezauważona i zaatakować, gdy tylko moment będzie odpowiedni.
-
(Wybacz ;) )
Sabatnik wcześniej przez Ciebie zauważony chował się na prawo od drzwi wejściowych, co jakiś czas starał się wychylić i odpowiedzieć ogniem. Gdy Viggo rozpoczął piekło próbował wykorzystać moment i trafić go. Obserwowałaś go i starałaś się wychwycić moment, gdy znów pokaże głowę. Ta chwila nadeszła, wróg wystawił łeb a ty posłałaś w niego serię (http://i.imgur.com/jjTLJ8a.jpg). Pociski dosięgły go i zauważyłaś, że głowa eksplodowała a mózg został rozrzucony w każdym kierunku. Wtedy to Jaiden, Olivia i Claudia dołączyły do Viggo i ponownie poszedł zmasowany ogień w stronę przeciwnika. Na to czekały dwie grupy Tremere, które uderzyły na główne drzwi i zdusiły opór Sabatników, zmuszając ich do wycofania się do środka. Wewnątrz dworca dobrzmiewały jeszcze walki, lecz wasza grupa powoli wygrywała.
- Musimy przeszukać Dworzec - powiedziała twoja matka, przeładowując pistolet maszynowy - Musimy zdusić tutaj Sabat, nikt nie może uciec.
- Nas interesuje tylko Seth - powiedział Jaiden - Ale póki działamy razem, jesteśmy do dyspozycji.
- A co potem? - spytała Olivia.
- To zależy co i kogo znajdziemy - odpowiedział.
- Dobrze, dołączycie do nas. Wykorzystajcie swoje umiejętności i wytropcie pozostałych uciekinierów. My zabezpieczymy Dworzec do nadejścia Szeryfa ze swoim klanem - po czym udaliście się wszyscy w stronę głównych drzwi. Tremere z dwóch innych oddziałów już zabezpieczyli teren, usłyszałaś strzały, które oznaczały dobijanie rannych. Zauważyłaś również dwóch zakołkowanych Sabatników, rozpoznałaś ich jako Lasombry, lecz byli dużo słabsi od Was.
- Zaczekajcie tutaj z nimi i oddajcie ich Szeryfowi - powiedziała Olivia do paru Tremere - Potem dołączcie do nas. My idziemy przeszukać dworzec - i ruszyliście do przodu. Dworzec wyglądał jak po bitwie. Dziury po pociskach, pył, mnóstwo krwi i sporo ciał ludzkich, ghuli, gdzieniegdzie kupka popiołu sugerująca, że tutaj zginął jakiś kainita. Ludzie ranni i pod wpływem szoku szukali jakiejkolwiek kryjówki, byle nie dostać się pod ostrzał. Widocznie walka trwała tutaj dłużej, niż na zewnątrz. Rozglądając się (http://i.imgur.com/zzz8Qg8.jpg) dojrzałaś pewien znany Ci telefon i pistolet, które leżały tuż obok wyjścia na perony.
Co robisz?
-
Kate kucnęła i schowała rzeczy Setha do torby, po czym krzyknęła do Olivii,
- matko tych tutaj nie możemy tak zostawić, zaraz do was dołączę ! - miała na myśli ludzi, nie potrafiła przejść obojętnie, gdy wokół tylu niewinnych cierpiało,
- już już, już po wszystkich, proszę tu uciskać - mimo, że miała w torbie apteczkę to wolała ją zostawić na ciężej rannych, przy większości wystarczył prowizoryczny opatrunek,
- halo, halo słyszy mnie pan ? Jest pan na dworcu, nie niech pan nie wstaje, jesteś z nim ? - spytała małej dziewczynki, która kuliła się u boku starszego mężczyzny,
- to,tt,ttt.....to mój....d..d.d.d..ddd.dddziadek - wymamrotała,
- spokojnie, utrzymuj jego głowę w takiej pozycji dobrze ? Za chwile przyjedzie tu pogotowie - pogłaskała ją po głowie i rozglądała się za kolejnymi, pył i jęki były wszechobecne,
- jejjjejjj jeee....jesteś....a....a..a...nnn..anio łem ? - zapytało dziecko,
- zwyczajną osobą ale ty będziesz bohaterką jak tylko mnie posłuchasz i zaopiekujesz się dziadkiem do czasu jak przyjdzie lekarz, dobrze ? Będziesz małą bohaterką dla dziadka ? - zapytała a dziewczynka ocierając łzy tylko kiwnęła na znak, że będzie i kucała nad głową starszego mężczyzny utrzymując ją w bezpiecznej pozycji.
Kate wstała i rozglądała się za matką, nie widząc jej podchodziła to do jednej osoby, to do innej grupy, nie wszyscy cieszyli się widząc uzbrojoną kobietę, dlatego czasem chwilę to trwało by ich przekonać, że jest z tych dobrych,
- kim pani jest ? - zapytał młody chłopak uciskając ranę młodszemu od siebie
- kimś kto chce pomóc, tylko wy dwaj tutaj jesteście ? - zapytała Kate
- to mój młodszy brat i nie, kogoś widziałem tam ale chyba uciekł jak pani podeszła - wskazał palcem,
- wyliże się, tylko dobrze uciskaj, kula na szczęście przeszła na wylot - delikatnie obejrzała chłopca,
- czy tamci byli terrorystami ? - zapytał
- tak, to terroryści a moim i moich przyjaciół zadaniem jest upewnić się, że nic wam już nie grozi. Póki nie zjawi się lekarz, nie wychodźcie stąd, ok ? - zapytała, gdy otrzymała odpowiedź ruszyła ostrożnie we wskazanym przez niego kierunku.
-
Idąc we wskazanym kierunku przez chłopca zauważyłaś, że po podłodze ciągnie się duża plama krwi. Jakby osoba ta nie mogła iść normalnie, tylko się czołgała zostawiając za sobą krwawą smugę, która znikała za rogiem. Podeszłaś do rogu, po czym bezpiecznie się wychyliłaś i zauważyłaś czołgającą się kobietę bez nóg... Rany były poszarpane i przypalone, tak jakby stała blisko eksplozji. Cały czas czołgała się nie zważając na swoje rany, a kierowała się do innego wyjścia na perony... Po chwili usłyszałaś w oddali pojedyncze strzały, które dobiegały z peronów.
Co robisz?
-
Kate ostrożnie bada, czy jest człowiekiem, jeżeli tak to próbuje udzielić jej pomocy. Dopiero później kierować się w stronę wystrzałów.
-
Podchodząc ostrożnie stwierdzasz, że kobieta jest zwykłym człowiekiem. Widać jest cały czas w szoku, bo czołga się na upartego w stronę wyjścia. Gdy podeszłaś do niej, usłyszałaś że coś próbuje szeptać, lecz nic nie potrafisz zrozumieć. Zatrzymałaś ją, obróciłaś na plecy i zobaczyłaś, że twarz kobiety wygląda tak (http://i.imgur.com/NSTWVnH.jpg).
Co robisz? Skracasz kobiecie cierpienie, czy starasz się jej pomóc?
-
Kate zszokowana przewróciła się na plecy i odczołgała metr do tyłu, szukała w głowie jakiegoś określenia, czegoś ale widziała jak kobieta wyciąga do niej poparzoną dłoń, jęczy i charczy, czołga się i próbuje ją chwycić, przez chwilę nawet zobaczyła w niej jednego z mężczyzn, który wtedy z willi wybiegł płonąc. Nie była lekarzem ale szybko oceniła jej stan, w duchu znienawidzi siebie za to ale ona nie może czekać na karetkę. Kate postanawia skrócić jej męki skręcając jej kark, ze łzami w oczach przykrywa ją skrawkiem foli i z gniewem odbezpiecza broń, przeskakuje za ladę sklepową i podąża w stronę odgłosów...już się napatrzyła, już ma dość, zamiast iść ostrożnie, pozwala by płomień zaczął ją wypełniać od środka, czuje to wyraźnie, zaciska zęby i wysuwa kły, biegiem kieruje się w stronę peronu.
-
Czułaś jak ogień ponownie wstępuje w Ciebie. Nie był to ogień zwykły, ani nawet podobny do tego, który czułaś w karetce. Czułaś, jak ten ogień był podsycany przez twoją Bestię. Chciała ona, by wybuchł, by spalił wszystko i wszystkich dookoła Ciebie. Wybiegając na peron nie widziałaś kainitów czy ludzi, oni wszyscy byli dla Ciebie celem. Lecz ogień nie zdążył opuścić twojego wnętrza, ponieważ odczułaś, że ktoś złapał Cię silnie za ramiona i mocno przytulił. Usłyszałaś znajomy głos mężczyzny, którego nie tak dawno wyciągałaś z samochodu-pułapki:
- Kate, spokojnie. Wszystko będzie dobrze - powiedział i trzymał Cię, dopóki się nie uspokoisz bądź wybuchniesz. Do twojego umysłu docierało, że akurat ten Kainita Cię nie wypuści, dopóki nie dasz mu wyraźnego znaku... Albo wybuchniesz i spalisz wszystko i wszystkich dookoła.
-
Kate szamotała się, odrzuciła broń i torbę, biła pięściami,
- nie żyją, wszyscy oni, umarli dlaczego ? Bo przyjechali i zaczęli strzelać, ty też jesteś martwy, nie ma cię tu, nie ma ! - jak wcześniej w Elizjum tak i tu świat też zaczął wirować niebezpiecznie szybko,
- Seth ! zostaw mnie ! Seth ! Musze znaleźć Setha, puść mnie mówię ! - krzyczała szamocząc się.
-
- Kate, jestem przy tobie - powiedział Seth spokojnym głosem, tak jakby rzeczywiście chciał Cię uspokoić - Wszystko już się skończyło, uratowałaś mnie. Nie tylko mnie, ale i również dużo innych osób. Gdyby nie twoja pomoc, nie rozmawialibyśmy w tej chwili oraz nie trzymałbym Cię w ramionach, starając się Ciebie uspokoić. Jestem tutaj i nigdzie bez Ciebie się nie wybieram - dawał się bić pięściami, zauważył, że musisz odreagować całą tą sytuację. Po chwili kontynuował:
- Spokojnie mała, Ciiii... - po czym podniósł twoją głowę tak, byś spojrzała mu w oczy - To naprawdę ja. Uratowałaś mnie.
-
Kate odskoczyła podbierając torbę i zrzucają kamizelkę kuloodporną, chwiała się na nogach choć nie była ranna, oddychała głośno choć przecież nie musiała tak robić. Po dłuższej chwili zdała sobie sprawę z kim rozmawia i wyprostowała się, pogrzebała chwilę w torbie i oddała mu jego własne rzeczy, nasunęła ponownie kaptur, tak że tylko było widać jej usta i powiedziała,
- dzwoń, żeś cały wybacz że dopiero teraz cię odnajduję - choć oschle to gniew jej był teraz skierowany w inną stronę. To już drugi raz gdy traci nad sobą kontrolę ale to nie tylko Bestia, coś w niej jest jeszcze, w wolnej chwili będzie musiała sprawdzić pewne nazwisko i teczkę jaką zawsze widywała będąc dzieckiem. Teraz przynajmniej ma możliwości i czas.....dużo czasu. podebrała broń i kamizelkę oraz ruszyła w stronę wyjścia,
- trzymaj się blisko mnie - rzuciła w jego stronę po czym kierowała się w stronę wyjścia ukrywając broń pod torbą a kamizelkę chowając pod płaszczem.
-
Seth odebrał od Ciebie broń i telefon, po czym wykonał krótkie połączenie z telefonu. Cały czas szedł za tobą tak, byś wiedziała że jest przy tobie, a to nie sen. Wychodząc na zewnątrz zauważyliście, że karetki i policja już tu jest i powoli zabezpieczają cały teren. Widać było, że ktoś nimi odpowiednio prowadzi. Spostrzegliście, że całą akcją koordynują Szeryf oraz znajomy wam zastępca prokuratora. Derek skłonił wam lekko głowę na przywitanie i wrócił do swych zajęć. Zauważyłaś Kate, że większość twojego klanu zniknęła, a przy jednym z ostatnich samochodów stoi twoja matka oraz Jaiden. Matka podeszła do Ciebie i przytuliła Cię, widocznie martwiła się o Ciebie gdy zniknęłaś jej z widzenia. Jaiden i Seth przywitali się po swojemu, silnym uściskiem dłoni do łokcia. Seth spojrzał na Olivię i powiedział:
- Nie wiem jak mam Tobie dziękować.
- Nie dziękuj mnie - odpowiedziała Olivia, próbując nie puścić Cię Kate z objęć - Podziękuj Katherine, że była przy tej rozmowie.
- Z nami wszystko ok? - spytał Jaiden Setha.
- Tak, jedź do Rafika i przekaż, że złożę stosowny raport na temat wykorzystania Falaqui.
- Przekażę. Miło Cię było widzieć Seth, chociaż tak krótko.
- I mnie było rad widzieć brata - po czym pożegnali się po arabsku, a Jaiden odszedł kierując się do jednego z motocykli, po czym po chwili odjechał. Seth odprowadził assamitę wzrokiem, po czym spojrzał na zegarek. Dochodziła czwarta.
- Musimy wracać do swoich domostw - powiedział Seth - Jeżeli mogę, to chciałbym się oddalić by pójść do siebie. A wolę się spytać o prośbę przez wzgląd na niedawne wydarzenia.
Co robisz Kate?
-
Kate wtuliła się w matkę i nie reagowała na cała sytuację, czuła jak emocje z niech schodzą a ona po prostu płacze, by nie okazywać tego po sobie nie mówiła nic, milczała i ściskała matkę czule i mocno.
-
Olivia trzymała Ciebie cały czas, pozwalając Ci się wypłakać. Wiedziała, że ronisz krwawe łzy lecz nikt nie obserwował was. Ludzie byli zajęci ratowaniem innych ludzi. Olivia słysząc Setha odpowiedziała:
- Jeżeli chcesz, możesz przespać się u nas. I tak czeka nas wszystkich spotkanie u Księcia. Oczywiście, jeżeli chcesz Seth. Zrozumiem, jeżeli odpowiesz nie.
- To tylko zależy od twojej córki - odpowiedział Seth.
-
Kate odstąpiła na chwilę od objęcia matki i otarła łzy, wyjęła kilka chusteczek i doprowadziła się do porządku, po czym stojąc plecami powiedziała,
- nie moja to domena, mam znikomy głos, jak masz pędzić na złamanie karku do siebie a po drodze jest jej domena, przenocuj u nas - po czym obróciła się w jego stronę,
- taktyczne, czyż nie ? - zapytała.
-
- Dziękuję za pozwolenie, Kate - powiedział Seth i spojrzał się na Olivię - Rozumiem, że oferta dalej aktualna?
- Naturalnie. Może... Może Katherine będzie czynnikiem, byśmy postarali się przynajmniej wrócić do dawnych zwyczajów, Seth.
- Też bym chciał, ale sama wiesz, że przez jakiś czas jest to jeszcze niemożliwe - odpowiedział assamita.
- Wiem... I poza współczuciem Kate należy się również je tobie.
- Żałobę przeżyję, gdy dorwę Annę Tarvesen.
- Adam nie żyje? - spytała Olivia, prowadząc was do samochodu.
- On oraz Martha Clarkson, biskup Rottenforda. To dlatego było tylu Sabatników tutaj - kontynuował, po czym wsiedliście do samochodu (http://www.gannett-cdn.com/-mm-/74f586ec9c7f871d0e9f31387065336f14cccb45/c=2553-0-7851-3984&r=x404&c=534x401/local/-/media/2015/02/18/USATODAY/USATODAY/635598689338096668-Mercedes-Maybach-Pullman.jpg). Kierowca odpalił silnik i ruszyliście szybko, lecz ostrożnie.
- A nie wiesz przypadkiem co planowali? I dlaczego dorwałeś tylko Adama?
- Bo rozdzielili się. Nie mogłem być w dwóch miejscach naraz. Uderzyłem w chwili, gdy byli jeszcze razem, ale jak się zaczęła strzelanina, to musiałem się wycofać. Zdążyłem zadzwonić tylko po wsparcie oraz do Księcia. Gdybym wiedział, że nie będą sami wstrzymałbym się. Ale przypomniała mi się Jane i zachowałem się jak szczeniak. Teraz podejrzewam, że Anna schowa swój paskudny łeb i to ona będzie polować, a ja będę zwierzyną.
Co robisz?
-
- niech zapoluje na mnie - burknęła Kate,
- i Seth....Katherine... przypominam - ponowne wywleczenie słów prze otwór gębowy i przykleiła się do szyby obserwując miasto,
- jak cię spotkam to wyrwę ci serce - pomyślała.
-
Seth uśmiechnął się tylko na przypomnienie twojego dłuższego imienia i spuścił z Ciebie wzrok. Podobnie jak ty on również obserwował mijające miasto, które powoli, powoli budziło się do snu. Samochód w pewnym momencie przyspieszył, lecz kierowca był opanowany i wiedział co robi. Po dłuższym czasie podjechaliście pod posiadłość (http://specials-images.forbesimg.com/imageserve/001qg9k4rO5cp/0x600.jpg?fit=scale&background=000000). Wysiedliście, po czym Olivia poprowadziła Was do środka. Posiadłość była umeblowana w stylu nowoczesnym, nie było zbędnych dekoracji, lecz wszędzie panowała tajemniczość i czuć było "magię". Zanim zdążyliście przejść dalej podszedł do was ten oto mężczyzna (http://bi.gazeta.pl/im/8/9279/z9279358Q,Michael-Gough-jako-Alfred-w-filmie--Batman-i-Robin.jpg).
- Dobry wieczór, a w zasadzie dzień dobry, Pani.
- Witaj Klaudiuszu - powiedziała Olivia - Dzisiaj jak widzisz będziemy mieć gości. A w zasadzie gościa, ponieważ ta dziewczyna to Katherine Delgado, moja córka.
- Dzień dobry panienko - ukłonił Ci się Klaudiusz. Wyczułaś, że jest ghulem - Jak mniemam, to panienki rzeczy są już w przygotowanym pokoju.
- Przygotuj również pokój gościnny na dzisiaj. Przenocuje tutaj również Seth.
- Jak Pani rozkaże. Tędy proszę - skierował swoje słowa kamerdyner do Setha, po czym poprowadził go korytarzem przed siebie. Po chwili zniknęli Ci za rogiem.
- Klaudiusz wydaje się staroświecki, lecz jest ze mną praktycznie od początku. Nie ma lepszego słuchacza niż on, wiem to po sobie - uśmiechnęła się do Ciebie Olivia i chwyciła Cię delikatnie za dłoń - Oprowadzę Cię po domu jak przeczekamy dzień, teraz pokażę Ci twój pokój - po czym poprowadziła Cię schodami na górę. Po chwilowym spacerze podeszliście pod drzwi i Olivia powiedziała:
- Wygląd pokoju jest tymczasowy. Dawno nie miałam w domu córki, więc pewne rzeczy mogą wydawać się obce - Otworzyła drzwi i wpuściła Cię do środka (http://www.uniquebedroom.com/wp-content/uploads/2011/03/Comfort-and-Beautiful-Bedroom-4.jpg). Przy fotelu na prawo od łóżka było sporo pudeł, widocznie twoja matka faktycznie zainteresowała się twoim mieszkaniem.
- W pudłach są twoje rzeczy, wszystkie jakie znaleźliśmy w twoim mieszkaniu. Póki co zostaje ono zamknięte, lecz będziesz mieć do niego klucze, jak i ja. Opłatami nie musisz się przejmować, sama je będę regulować. A teraz przepraszam Cię, muszę jeszcze iść do naszego gościa. Aha, wiem o twoich snach, córko. Możesz spać spokojnie, są odprawione specjalne rytuały tak, by nic złego nie przytrafiło się tobie i domownikom tej posiadłości. Tak więc do zobaczenia wieczorem - po czym pocałowała Cię w czoło i zamknęła za tobą drzwi.
Co robisz?
-
Kate rozejrzała się po pokoju, chwile zajęło jej zaznajomienie się ze wszystkimi kątami. Już od wielu lat nie przyszło jej mieszkać w takich luksusach, jej stare mieszkanie w porównaniu z samym tym pokojem wygląda żałośnie.
Po kilku minutach z wierzy poleciał kawałek (https://www.youtube.com/watch?v=60ItHLz5WEA).
Popatrzyła na pudła i otworzyła jedno z nich, po omacku wyciągnęła to zdjęcie (http://2.bp.blogspot.com/_pZO0lOEj1oo/ScbNuibvtrI/AAAAAAAABYk/H4EfrKAntIE/s400/322+redhead+family.JPG) i postawiła je zaraz przy wejściu.
- zobacz, to teraz twój pokój skarbie - powiedziała z troską matka,
- witaj w domu płomyczku - rzekł ciepło ojciec całując delikatnie głowę dziewczynki, dzięki spokrewnieniu teraz pewne wspomnienia widzi wyraźniej,
- witajcie w domu - szepnęła do siebie, po czym rozebrała się i wzięła długą kąpiel, po czym wsunęła się nago pod pościel i przyciszając wierzę, pstrykała po kanałach szukając czegoś w telewizji.
-
W telewizji jak to w telewizji, nic ciekawego nie znalazłaś poza informacjami lokalnymi, że w mieście był zamach terrorystyczny, lecz wszyscy sprawcy zostali zabici. Oczywiście miasto zostaje w podwyższonym stanie gotowości, będzie więcej policji na ulicach oraz poszedł apel burmistrza o to, by ludzie nie panikowali i wszystko jest pod kontrolą. Oczywiście, zginęło kilkunastu cywili oraz czterech ochroniarzy na służbie, a rannych jest kilkudziesięciu... Widocznie Camarilla wiedziała, jak takie sprawy tuszować. Chciałaś coś jeszcze przełączyć, lecz dostrzegłaś, że słońce zaczęło już wychodzić zza horyzontu. W pierwszej chwili chciałaś się schować, lecz zauważyłaś, że promienie słońca nie przechodzą przez szyby. Magia czy technologia? Nie zdążyłaś się domyśleć co dokładnie to powodowało, bo poczułaś się senna i po prostu zasnęłaś. Pierwszy raz bezpiecznie od jakiegoś czasu. Pierwszy raz od śmierci twoich ludzkich rodziców ktoś opiekował się tobą... I to nawet dwie różne osoby, lecz połączone historią i znajomością z Jane Barnett. Spałaś jak zabita, gdy po cichu wszedł Klaudiusz, lecz nie spojrzał się na Ciebie. Podszedł do telewizora i go wyłączył, po czym wyszedł po cichu zamykając drzwi. Wieża grała cały czas tę melodię po cichu, wyraźnie Cię uspakajała...
KONIEC NOCY DRUGIEJ
Przespałaś cały dzień bez jakiegokolwiek snu. Widocznie twoja matka miała rację odnośnie magii, wyspałaś się dobrze. Tak dobrze, że nie pamiętasz kiedy mogłaś tak pospać. Spojrzałaś na zegarek i zobaczyłaś godzinę 21:00 oraz karteczkę obok niego. Wzięłaś ją i przeczytałaś:
Katherine
Przepraszam, ale nie zastaniesz mnie jak się zbudzisz. Zostałam wezwana razem
z Sethem w sprawie wczorajszych wydarzeń. Nie wiem jak długo zejdzie zebranie
ale nie czekaj na mnie. W końcu mamy wieczność, a jeszcze się spotkamy, być może
nad ranem w domu. Klaudiusz został poinformowany, by Ci dzisiaj pomagać. Możesz
mu zaufać, jest powiernikiem tajemnic tego domu, a rada zawsze się przyda. Jeżeli
będziesz chciała gdzieś pojechać, spokojnie zawiezie Cię tam. Niech Cię nie zwiedzie
jego wygląd zewnętrzny. To wciąż sprawny mężczyzna, a wygląd to tylko "zasłona dymna".
Do zobaczenia później.
Twoja matka
Olivia Waterson
Po przeczytaniu kartki rozglądasz się i zauważasz twoje ubranie wiszące na wieszaku. Zostało ono wyprane i wyprasowane.
Co robisz?
-
Kate wstała i rozejrzała się, wokół niej panowała cisza, przeczytała notatkę i podeszła do okna. Dopiero po chwili do niej dotarło, że lepiej się ubrać, co też zrobiła. Przez najbliższą godzinę wypakowywała rzeczy i zaczęła urządzać pokój po swojemu, dopiero później wyszła z pokoju i zaczęła zwiedzać willę.
-
Willa okazała się większa, niż się wydawało z zewnątrz. Była to dwupiętrowa posiadłość. Wszystkie ważniejsze pomieszczenia dla "ludzi" były na parterze. Obejrzałaś salon, kuchnię, pokój wypoczynkowy, małą siłownię oraz pokój gościnny, który widocznie zajmował Seth. Na pierwszy piętrze, poza twoim pokojem były również trzy inne pokoje gościnne, w podobny sposób umeblowane co twój na początku. Nie zdołałaś otworzyć tylko podwójnych drzwi, widocznie było coś tam ważnego. Może twoja matka pokaże co jest za nimi później? Wchodząc na drugie piętro zauważyłaś, że jest to jedno ogromne pomieszczenie... A raczej to, za co każdy Tremere dałby się zabić - biblioteka (https://secure.static.tumblr.com/1f298182faf12c1520898a6fec34e6db/brxnjbb/JRjn02x1j/tumblr_static_old-library-4190.jpg). Poza książkami w pomieszczeniu również znajdowało się kilka sporych rozmiarów globusów oraz miejsce, gdzie można studiować książki, czyli komplet wypoczynkowy z barkiem oraz ogromne dębowe biurko z laptopem, póki co wyłączonym. Całości dopełniały duże oszklone drzwi prowadzące na taras, na którym było kilka teleskopów "wycelowanych" w niebo. Po pierwszym wrażeniu zauważyłaś, że podszedł do Ciebie Klaudiusz z tacą, na której był kielich z drinkiem. Uśmiechnął się do Ciebie życzliwie i powiedział:
- Długo kazała panienka na siebie czekać. Jak zwiedzanie domu?
-
Kate przez cały czas w milczeniu oglądała ściany, pomieszczenia i portrety, chwile nawet siłowała się z zamkniętymi drzwiami ale uznała, że nie ma prawa naruszać części zamkniętej, w bibliotece poczuła się już pewniej, Ghul mógł śmiało ją nakryć jak obłożona kilkudziesięcioma książkami prowadziła już własne notatki i nawet nie zareagowała w pierwszej chwili na jego obecność,
- hm? Tak? - mogła wyglądać komicznie, ołówek schowany za uchem, w dłoni pióro, w drugiej ręce długopis do żonglerki między palcami, potargane włosy i mina nastolatki nakrytej podczas studiowania o dziwo - erotycznego tekstu,
- proszę wybaczyć, nowe miejsce, nowy pokój muszę się przyzwyczaić, jeżeli to nie kłopot to proszę postawić tacę tam...chyba, że - zastanowiła się, po czym uśmiechnęła się i wypiła zawartość z kielicha,
- ta wieś nie leżała nad brzegiem tylko jej mały port.....i czemu miałabym mieć kota - mówiła do siebie jakby wertując w głowie zamknięte księgi do których wciąż nie ma dostępu,
- to wszystko jest wciąż takie mgliste i obce - ponownie wygłosiła monolog i spojrzała na Klaudiusza,
- przynudzam, wiem - usiadła na fotelu trzymając nadal pusty kielich i wpatrywała się przez chwilę w jeden z globusów,
- ojciec miał taki na Węgrzech, może ciut starszy i trzymał tam alkohol....chyba że ja tam zaglądałam to zawsze czekała na mnie malutka czekoladka - ponownie chwile się zamyśliła,
- przepraszam, mam tak czasami, matka wspomniała coś o której może być ? - spytała.
-
Po tym, jak zabrałaś i wypiłaś drinka odszedł od Ciebie z tacą, po czym zostawił ją na barku i wyszedł na balkon. Po dłuższej chwili, gdy usłyszał pytanie wrócił, wziął karafkę i nalał Ci z niej do kieliszka, odpowiadając:
- Pani Waterson sama nie wiedziała o której może być. Jest pod dobrą opieką, proszę się nie martwić. A czy panienka zanudza? Nie, na pewno nie. Proszę wybaczyć, ale nieczęsto mamy gości dłużej niż na krótki okres czasu. Trochę "zardzewiałem", że tak powiem. Ale służę pomocą - po czym podszedł do globusa i spojrzał na niego - Panienki ojciec musiał mieć dobry gust. Nie każdego stać na globus podwójnego przeznaczenia. Ale spokojnie, tutaj takich nie ma - po czym odwrócił się do Ciebie i uśmiechnął się, jak dziadek do wnuczki - po czym kontynuował - gdyby były tutaj jakieś ukryte pomieszczenia, Pani poinformowała by mnie. Oczywiście, poza tymi, do których nie mam prawa wstępu. Ma panienka jakieś prośby, życzenia?
-
- usiądź ze mną proszę o ile mogę zwracać się do ciebie po imieniu i masz czas - po czym wskazała na miejsca dwa blisko jednego z regałów,
- pewnie długo już służysz swej pani i wiesz dużo więcej ode mnie....nurtuje mnie pytanie....czemu zechciała się zaopiekować mną, równie dobrze mógłby to zrobić kto inny, czy na prawdę nie miała do tej pory czasu na potomka, czy też wiecznie była czymś zajęta ? Proszę....opowiedz mi coś o niej ale tak....ze swojego punktu widzenia i o sobie jeżeli zechcesz....proszę bo też potrzebuje zrozumieć, ze zrozumieniem płynie też wiedza - na chwile zamyśliła się i ponownie na niego spojrzała upijając łyk.
-
- Oczywiście panienko, może się panienka zwracać do mnie po imieniu - powiedział, po czym usiadł obok Ciebie. Po chwili wzdychnął i kontynuował:
- Pani nigdy nie miała potomka. Owszem, raz próbowała z pewnym chłopakiem... Jak on miał na imię.. Damian. Pochodził z Polski, taki kraj w Europie Wschodniej. Zginął podczas przemiany, nie potrafił stłumić w sobie Bestii. Przez długi czas Pani nie potrafiła pozbierać się emocjonalnie. Oskarżała siebie, wmawiała sobie, że to ona jest winna... Nie powinienem źle mówić o Pani, co było to było. Od tamtego czasu, a minęło już prawie osiemdziesiąt lat nie próbowała z kolejnym potomstwem. Ba, nawet prosiła Księcia, by nigdy nie dał jej zgody na Spokrewnienie. Widocznie coś w panience zobaczyła, a może faktycznie to przez wzgląd na panią Barnett? Nie mnie oceniać. A co mogę powiedzieć tak z mojego punktu widzenia? Pani długo pracowała na swój status. Nie tylko tutaj w San Francisco, ale i po świecie. Swego czasu byliśmy nawet we Wiedniu przez kilka lat. Niestety, przyszedł Anschluss Austrii i trzeba było się przenosić. Wtedy to trafiliśmy tutaj. San Francisco było piękne w latach trzydziestych i czterdziestych. A o sobie? Nie wiele mogę powiedzieć. Nie lubię o sobie mówić, to takie... samolubne. Ale pracowałem dla Pani jeszcze jako człowiek. To było we Włoszech, w Wenecji XIX wieku. Bale maskowe, parady, miasto było piękne. Wiedziałem, że dożyję spokojnej starości pracując jako kamerdyner. Owszem, wiedziałem że Pani jest niezwykła. Lecz chowałem przed nią tajemnicę. Jak każdy z nas. Miałem raka płuc, paskudna sprawa. Pewnego razu, gdy miałem atak w domu przyszła i zaproponowała mi jak to powiedziała "lek na każdą chorobę". A co ja mogłem zrobić? Każdy chce żyć więc przyjąłem dar. I tak to służę dalej, wykonując wiernie swoje obowiązki. Proszę wybaczyć "staremu człowiekowi" ale niech panienka zadaje pytania. Będzie prościej odpowiadać.
-
Kate w międzyczasie opróżniła kielich nadstawiając ucha i słuchając uważnie, co jak co ale nie mógł odnieść wrażenia, że ją to nie ciekawi, wprost przeciwnie. Nawet gdy na chwile milkł by przywołać jakieś wspomnienie, czekała jeszcze intensywniej,
- nikt nie jest na tyle stary by rozumieć, ten który nie chce zrozumieć innego człowieka już za w czasu jest martwym i pogrzebanym, co do mnie....bo pewnie przyjdzie nam się widywać od teraz nie raz...matka coś wspominała o mojej osobie, czy wczoraj poznałeś mnie po raz pierwszy ? - spytała.
-
Klaudiusz zauważył pusty kielich, wstał i wziął karafkę, po czym ponownie Ci go napełnił i postawił obok siebie na stoliczku. Usiadł i powiedział:
- Poznałem panienkę wczoraj po raz pierwszy. Pani zadzwoniła do mnie, bym udał się do panienki mieszkania i spakował wszystko, co można i co być może jest dla panienki cenne. Jak to mówią - Pani karze, sługa jedzie. Bez problemu odnalazłem panienki stare miejsce zamieszkania i po prostu wszedłem. Nie żebym się chwalił, ale zamki to panienka miała bardzo słabe. Zainteresuję się tym za dnia, by wstawić tam porządne drzwi. W każdym bądź razie pakując panienki rzeczy po części sobie wyobraziłem jaka panienka może być i jak wyglądać. A tak naprawdę poznaję panienkę dopiero teraz. Jak zapewne panienka zauważyła zająłem się również panienki ubraniem. Musi panienka coś wymyślić, by zabezpieczyć jakoś miejsce serca. Ot, wystarczyłaby pewnie tytanowa wstawka, która praktycznie nie popsułaby wyglądu, a na pewno zabezpieczyła przed niechcianymi akcjami. Jeżeli panienka pozwoli, wszyję za dnia taką płytkę, mamy tego trochę jeszcze po magazynku. Chyba, że coś bardziej elastycznego. Ale gdzie ja się zapędzam, to panienka decyduje.
-
- rozumiem, że to ma być dla mojego bezpieczeństwa ale mam prośbę - byle by nie uwierało - uśmiechnęła się do niego życzliwie i wstała przechadzając się po bibliotece i upijając kolejne łyki,
- pamiętasz wiele i dzielisz się tymi wspomnieniami, dziękuje...nie mogę zaoferować tego samego. Za sprawą dla mnie niezrozumiałą większość życia z rodzicami po prostu nie jestem w stanie pamiętać. Zupełnie jakbym była w ciele kogoś kim nie jestem - upiła łyk i dłonią gładziła kilka grzbietów ksiąg, były w idealnym stanie jak i pozbawione kurzu. Klaudiusz faktycznie wie jak to miejsce utrzymać.
- pochodzę z Węgier a tak mało o sobie wiem, archiwa, moja przeszłość....wszystko wydaje się obejrzanym filmem niż faktem, ponoć wiele materiałów mogło zniknąć po jednym z tamtejszych pożarów...przypadek ? Czy kiedy ratowałam koleżankę, przed próbą przedawkowania chciałam ją pozbawić życia ? Do takich absurdów dochodziło w mojej szkole, dlatego ucieszyłam się, gdy ją w końcu ukończyłam ale cały czas mam przeświadczenie, że kroczy za mną coś, co jest nieuchronne i śliskie, jak gadzi język, który mógłby sprawiać przyjemność gdy dorastałam i odkrywałam własną seksualność a teraz jest niczym gwałciciel wolnej woli, dlatego zmieniłam nazwisko i chciałam zacząć wszystko od początku ale trzymając się z dala od własnej przeszłości, której i tak ślady znikały jeden po drugim - upiła kilka kolejnych łyków w milczeniu i wróciła do rozmówcy,
- dlatego uprzedzam, że jestem nudną postacią szukającą bóg wie czego na tym świecie a w dodatku teraz resztki takowego mam wywrócone do góry nogami - usiadła ponownie obok niego.
-
- Nigdy nie ma nudnych Tremere - powiedział Klaudiusz - Nudni to mogą być inni Spokrewnieni. Po prostu panienka jeszcze nie odkryła swego przeznaczenia. Nie wiadomo, co siły wyższe od nas zapisały w gwiazdach bądź innych księgach. W końcu to panienki klan zajmuje się takimi sprawami. Większość Spokrewnionych nie ma pojęcia, co jest zapisane w księgach. Wolą żyć z nocy na noc, tylko dobrze się bawiąc. Przepraszam, ale mogę nastąpić na pewien drażliwy odcisk. Czy może panienka wie, dlaczego Pani pozwoliła przenocować dzisiaj temu assamicie? Pamiętam, że miał kategoryczny zakaz wchodzenia na posiadłość Pani, a Pani go tutaj sprowadziła.
-
Kate wpatrywała się po tych słowach w kielich, lekko nim kołysząc,
- Był kimś bardzo ważnym dla mej stworzycielki, wg Olivii to nie miało racji bytu a oni i tak ze sobą byli, ostatecznie ja zadecydowałam o tym by tu nocował, choć mogłam tego nie robić, nie chce by Seth widział we mnie potomka kogoś kogo kochał i że ma jakiś obowiązek opieki czy coś....nie istnieje takowy a przeze mnie będzie miał tylko same kłopoty. Nawet w najbardziej pokręconym scenariuszy nie dam mu tego co miał od niej, nie zastąpię, bo nie tylko nie jestem w stanie ale też nie potrafię kogoś kochać, nie po tym jak wydarto mi połowę życia z głowy i odebrano ludzkich rodziców. Wiesz....nikt nigdy nie nauczył mnie kochać a sama zauważyłam,że jak mogę pomóc to to robię - uśmiechnęła się choć bardziej do sobie i w pogardliwym stylu,
- pewien ksiądz u którego nocowałam gdy szukałam jakiegoś miejsca do zamieszkania powiedział mi, że pomoc obcym znaczy więcej niż zwykłe kocham cię w stronę tej tylko jednej osoby....z drugiej strony upośledzonemu dziecku też się wmawia że jest kimś wyjątkowym, więc jak można powiedzieć o mnie, że jestem normalna i będę kiedyś świetną Tremere, gdzie nawet ludzkich podstaw nie znam - dokończyła kielich i odstawiła go obok siebie na znak, że już jej wystarczy.
-
- Może to panience wydawać się dziwne, ale każdy Spokrewniony prędzej czy później zaczyna doceniać, co tak naprawdę utracili przez Spokrewnienie - powiedział Klaudiusz wchodząc na drabinę i szukając jakiejś księgi - Wtedy to Miłość, bądź po prostu forma opieki nad kimś odzywa się z całą skumulowaną przez czas siłą. I jeszcze raz przepraszam za te pytania. Kiedyś pan Underwood był częstym gościem tego domu. Lubiłem prowadzić z nim konwersacje, mimo tego że jest jaki jest a opinia o jego klanie jest jaka jest. Po tej aferze z panią Barnett... Pani była bardzo wściekła. Nie mnie oceniać co ich łączyło, ale to było chyba ludzkie poczucie zazdrości. Zresztą, to panienka jest kobietą, panienka to pewnie z biegiem czasu lepiej oceni. A, tutaj jest - powiedział, po czym wyciągnął księgę. Zszedł z drabiny, po czym Ci ją wręczył.
- Pani chciała, by się panienka z nią zapoznała. Księga jest dosyć wiekowa, została spisana w XVIII wieku przez anonimowego Tremere pochodzącego z Irlandii. Zapisana jest w dla panienki w zrozumiałym dla panienki języku, ale Pani powiedziała, że jest w nim opisane zachowanie ognia drzemiącego w panience oraz jak go pobudzać i gasić w sobie. Pani powiedziała, że jest to ważna rzecz by panienka opanowała swoje moce, przynajmniej częściowo. W piwnicy domu jest specjalne pomieszczenie odporne na ogień, gdzie panienka może próbować swoich umiejętności. Księga nie spali się, zostały odtworzone na nim specjalne rytuały, w dzisiejszych czasach częściowo zapomniane.
-
Wzięła księgę i dokładnie ją obejrzała, poczuła, że trzyma w dłoniach coś dziwnego, tak jakby księga na jakimś stanie podświadomości zaczęła komunikować się z nią,
- ciekawe, dziękuje, na pewno przestudiuję od deski do deski - powiedziała.
-
- Panienka wybaczy, muszę panienkę teraz opuścić - powiedział Klaudiusz, po czym skierował się do schodów - Do ćwiczebnego pokoju łatwo trafić, wystarczy schodami do piwnicy. A jeżeli panienka będzie chciała gdzieś się przejechać, niech panienka mnie powiadomi, będę w salonie - po czym zszedł schodami na dół. Zostałaś sama, książki, globusy, teleskopy i 1/4 karafki alkoholu z vitae.
Co robisz?
-
Kate uporządkowała naniesione wcześniej księgi i przy biurku usiadła tylko z tą, studiując uważnie jej zawartość, gdyby nie była zbyt obszerna i starczyłoby jej czasu, wtedy zaplanowała odwiedzić salę ćwiczebną.
-
Czytając księgę zauważyłaś, że jest ona bardziej w formie pamiętnika niż podręcznika. Dużo było prywatnych spraw, opisów ówczesnego świata jak i przyziemnych spraw. Odnalazłaś jednak w księdze fragmenty, które wyraźnie Cię zainteresowały, czyli ogólne traktaty i zasady korzystania z Taumaturgii Ognia bądź Płomienia, w zależności jak za których czasów była ona nazywana. W księdze były napisane wszelakiego rodzaju porady jak pobudzać w sobie płomień oraz jak go gasić. Rozchodziło się głównie o emocje i uczucia względem tym związane. Postanowiłaś wypróbować rady zawarte w księdze. Wzięłaś ze sobą karafkę i zeszłaś schodami do piwnicy. Gdy zeszłaś na dół zapaliły się jarzeniówki oświetlając całą piwnicę.. a przynajmniej korytarz. Zauważyłaś ogromne wrota (https://i.ytimg.com/vi/v7Q9tWaggns/maxresdefault.jpg), które były zamknięte. Podeszłaś do nich, a na drzwiach pojawił się napis w języku Tremere "Kim Jestem?"
-
Kate uniosła brew,
- gadające drzwi, za chwile pewnie ze ściany wyjdzie siwy starzec i zacznie rozdzielać punkty....echh. Jestem Katherine Delgado, z klanu Tremere ! - jak mamrotała pierwszą część tak ostatnią zaakcentowała stanowczo.
-
- Witaj Katherine Delgado z klanu Tremere - odpowiedziały (https://youtu.be/5VXlF5fZOz4?t=26s) drzwi, lecz nie otworzyły się, a napis "Kim Jestem?" znowu pojawił się.
-
Kate odłożyła księgę na ziemie i oparła się o ścianę,
- więc teraz mamy sobie gawędzić......ekstra, a tak to rzeczy, pytasz mnie kim jesteś czy mnie kim ja jestem ? - jakby dziwacznie to nie wyglądało, rozmawiała z wrotami,
- a sądziłam, że Malkavianie mają swój świat i własne zabawki - pomyślała.
-
Drzwi nie odpowiedziały tym razem, lecz napis nie chciał zejść. Co robisz?
-
- no jasne wrota strzelające focha.....yhhh jestem kainitką, teraz ci lepiej ? - warknęła poirytowana.
-
Drzwi zmieniły napis, litery ułożyły się teraz w "Prawie dobrze Katherine Delgado z klanu Tremere. Kim Jestem?"
-
- spokrewnioną, wampirzycą, dzieckiem nocy, nietoperkiem, draculą - wliczała patrząc na palce.
-
Przy wypowiedzeniu "dzieckiem nocy" napis na drzwiach zmienił się. Brzmiał on teraz "Witaj Katherine Delgado z klanu Tremere, Dziecko Nocy" po czym usłyszałaś i zobaczyłaś (https://listenonrepeat.com/?v=Y4w9qfrvboU&s=16&e=27#Vault-Tec_%C2%A9_-_extreme_Vault_Door_sound_effect) jak wrota się otwierają. Wchodząc do środka spostrzegłaś specjalną betonową podstawę, gdzie można było położyć księgę. Również w ścianie była wmontowana szafa na rzeczy osobiste. Gdy weszłaś do środka drzwi zamknęły się za tobą. Gdy zostały szczelnie zamknięte pojawił się napis "Co straciłaś, Dziecko Nocy?". Widocznie odpowiedź na to pytanie powodowało otwarcie ponowne wrót. Pomieszczenie ogólne było z betonu, lecz czułaś przepływającą przez nie potęgę i moc. Poczułaś również, że nie jesteś pierwszą tutaj Tremere, która będzie trenować bądź próbować swoich umiejętności. Po chwili wydobył się dźwięk z głośnika:
- Widzę, że panienka postanowiła wejść do ćwiczebnego pokoju - powiedział zniekształcony głos, w którym rozpoznałaś głos Klaudiusza - Może się pani ze mną komunikować za pomocą tej słuchawki (w następstwie czego podświetliła się na czerwono). Mam również podgląd na próby, jeżeli panience coś się stanie, będę w stanie zareagować szybko. Także proszę się nie martwić i ćwiczyć.
Co robisz?
-
Kate poustawiała kilka celi, mogły to być dowolne przedmioty, najdalej od siebie ustawiła kilka zgaszonych świec. Jej trening polegał na materializacji płonących kul, następnie siłą przemiany w żywy ogień ciskała nimi w dany cel.
Póki odbywało się to na zasadzie eksperymentów na mała skalę - było bezpiecznie, gorzej jak faktycznie wyobraziła sobie kilka rzeczy i doszły do tego emocje. Wtedy bez pomocy gaśnic było by i z nią krucho.
Najwięcej czasu jednak spędziła nad koncentracją knota oddalonego od siebie o wiele metrów, wyobrażenie sobie, że się pali a faktyczne go podpalenie, trwało długo i wymagało intensywnego skupienia się. Co kolejny było już jej łatwiej ale z drugiej strony skończyło się vitae i dalsze treningi owocowały by w coś, czego bałaby się wypuścić z siebie nawet w takim sejfie,
-ok myślę, że wystarczy na dziś, jest tu jakiś przycisk czy znowu gra słowna ? - spytała Klaudiusza.
-
- Proponuję grę słowną - zaśmiał się Klaudiusz - Wyrobi sobie panienka cierpliwości. Szykować samochód?
-
- owszem - po czym zebrała wszystkie rzeczy ze sobą i podeszła do drzwi,
- jak mniemam, zwykłe otwórz...nie wystarcz, no ok - westchnęła,
- siebie, rodziców, matkę, życie, śmiertelność, człowieczeństwo, nadzieję, wiarę, pamięc, czas.....czas też tu tracę - wyliczała ponownie po kolei.
-
Gdy wymieniłaś słowo "Człowieczeństwo" napis znikł, a wrota się otworzyły. Po chwili wyszłaś z pomieszczenia i skierowałaś się schodami na górę. Po dłuższej chwili i kilku momentach odłożyłaś księgę na miejsce w bibliotece i zeszłaś na parter. Zauważyłaś, że Klaudiusz czeka na Ciebie.
- Panienka gotowa? - spytał, po czym otworzył Ci drzwi do garażu i kontynuował - wyjdziemy przez garaż, jeśli panienka pozwoli, proszę iść przodem. Schodami na dół - po czym zeszliście do garażu. Poza miejscem na limuzynę zauważyłaś taki oto samochód (https://pixabay.com/static/uploads/photo/2013/06/07/17/51/duesenberg-122718_960_720.jpg). Klaudiusz otworzył drzwi garażu pilotem po czym powiedział:
- Proszę się nie obawiać. Stan igła, jakby wyjechał wczoraj z warsztatu gdzie go składali - po czym podszedł do niego i zawahał się. Obrócił się i spytał:
- Panienka woli siedzieć z przodu czy z tyłu?
-
Kate aż odrzuciła kaptur,
- jeeeeeeeeeeeeeezu Klaudiuszu, wyprowadzać coś takiego to aż skręca kolekcjonerów....żadna ze mnie dama by wozić się z tyłu, wskoczę obok ciebie i ruszajmy - po czym nasunęła kaptur, wsiadła i zapięła pasy (o ile są tu :P).
-
- Bo to raz mieliśmy natręta, który chciał kupić - zaśmiał się Klaudiusz, po czym otworzył Ci drzwi z przodu, byś usiadła. Gdy to zrobiłaś, zamknął je za tobą i sam wsiadł od strony kierowcy. Odpalił silnik (https://listenonrepeat.com/?v=CwsG2L0iKeY&s=26&e=44#Duesenberg_J_29_Murphy_Body_-_startup_and_drive_away) i dał mu przez chwilę popracować i spytał:
- Dokąd panienka chce się udać?
-
- która to już godzina ? Do Elizjum proszę - odpowiedziała.
-
Klaudiusz wyprowadził samochód z garażu, po czym przed posiadłością pilotem zamknął bramę garażową jak i bramę wjazdową.
- Dochodzi 22:30. Jak zapewne zauważyła panienka, piwnica jest przesiąknięta magią - powiedział, po czym zredukował obroty silnika - Pani wyjaśniła mi kiedyś, że w piwnicy jest pewne zakrzywienie czasu. Mogłaby panienka siedzieć tam i cały wieczór, a na powierzchni minęła by tylko godzina. Jest to dziwne, przyznaję. Ale nie mnie oceniać, jestem tylko prostym kamerdynerem - po czym skupił się na prowadzeniu. Pojechaliście, a raczej sunęliście przez miasto. Zauważyłaś, że w związku z wczorajszymi wydarzeniami jest więcej patroli policji na ulicach. Widocznie ludzie mocno reaguję na ataki terrorystyczne... gdy ich nawet nie ma. Co jakiś czas ludzie odwracali się i podążali spojrzeniem za samochodem. Robił wrażenie. Po kilkudziesięciu minutach dojechaliście do Elizjum. Boy klubowy otworzył Ci drzwi. Klaudiusz nachylił się ku tobie i spytał:
- Mam zaczekać na panienkę? W razie czego, bardzo proszę dzwonić pod ten numer [podaje Ci wizytówkę].
-
- dziękuje Klaudiuszu, odezwę się, gdy będę potrzebowała wrócić. Gdybyś spotkał Olivię, przekaż gdzie jestem - po czym schowała wizytówkę i weszła do środka zdając płaszcz.
-
- Przekażę, życzę panience miłego wieczoru - powiedział, po czym odjechał samochodem. Gdy weszłaś do środka zdając płaszcz wcześniej w szatni spostrzegłaś, że nie ma DJ'a, tylko jest podświetlona scena, na której śpiewa młoda dziewczyna (http://orig15.deviantart.net/06c9/f/2013/262/a/1/whispererweb_by_senju_hime-d6mwvog.jpg) ze swoim zespołem taką piosenkę (https://www.youtube.com/watch?v=AW4vejDcVe8). Wyczułaś, że jest to człowiek. Na parkiecie było dużo więcej ludzi i kainitów niż wczoraj, widocznie koncert na żywo jest dużo lepiej odbierany niż mixy z konsoli. Spostrzegłaś, że niedaleko Ciebie rozmawia pewien Kainita przez telefon... Rozpoznajesz go jako tego, który poprzedniej nocy całował się z Nosferatu...
Przejście do tematu wspólnego
-
Kate odstawiła pustą szklankę i poprosiła o ponowienie, po czym udała się w jej stronę,
- Claudia ? Hej ? Wiesz gdzie jest Seth ? - pytała jak tylko ją dogoniła.
-
Wychodząc na zewnątrz zauważyłaś, że pogoda się nie zmieniła. Claudia czekała na Ciebie pod klubem oparta o ścianę. Gdy podeszłaś do niej i usłyszała twoje pytanie odpowiedziała:
- Tak, ale nie wiem czy powinnaś się tego dowiedzieć ode mnie. Rozmawiałaś już ze swoją matką?
-
Kate rozejrzała się po okolicy z typowym błyskiem podejrzliwości w oku i podeszła bliżej,
- od zmierzchu jej nie widziałam, jesteś lepiej poinformowana więc jak nic nie stoi na przeszkodzie, mów - czekała na odpowiedź.
-
- Cóż, jedno spotkanie się skończyło u Księcia - powiedziała Claudia, odchodząc od ściany i kierując swoje kroki w stronę parkingu. Postanowiłaś pójść z nią - Szkoda, że nie widziałaś się ze swoją matką, byłoby w teorii prościej. Seth jest jeszcze u Księcia... ale nie w roli świadka, tylko oskarżonego. Książę w obecności Egzekutora i Rady mojego klanu debatują nad losem Setha. I miejmy nadzieję, że jeszcze go ujrzymy żywego - po czym przerwała i podeszłyście do ścigacza (https://www.expatads.com/adpics1/2013/9/2004-Yamaha-R1-300-Wide-Tire-Custom-for-sale524655a9bc022cc83ec7.jpg). Claudia wsiadła na niego i spojrzała się na Ciebie.
Co robisz?
-
Kate stanęła przed nią wyprostowana i skręciła dłonie na plecachw bolesny sposób po czym się nachyliła i przechyliła głowę,
- oskarżony o co ? - zapytała półszeptem.
-
- O zdradę Maskarady, tak bardzo ważnej dla Camarilli - odpowiedziała Claudia, odpalając silnik - Osobiście też bym zadziała w podobny sposób co on, no może trochę bardziej finezyjnie. Ale doszły uczucia, wspomnienia bla bla bla... Jadę teraz do Księcia, Rada mnie wezwała jako świadka. Pomyślałam, że zahaczę o Elizjum i miałam cichą nadzieję, że spotkam Ciebie, w końcu ty też tam byłaś. Jedziesz ze mną go bronić czy pokazujesz, że nic nie jest warty dla Ciebie?
-
Kate wyprostowała się sklecając dłonie mocniej aż można było usłyszeć przeskakujące kości,
- członek klanu niezależnego działający w obronie camarilli przed sabatem spotyka się z policzkiem w twarz....nic dziwnego, że wielu kainitów nie widzi w tej hermetyzacji nic dla siebie ale oszczędzę ci słownictwa i zachowam je na później. Daj mi chwilę - po czym rozluźniła się i wróciła do baru, cofnęła zamówienie i spodziewając się braku własnej odwagi po prostu grzmotnęła coś mocniejszego tak by być bardziej wyluzowaną. Potrzebowała luzu by nie przesadzić, jak i vitae,
- zawsze bądź gotowa, co Kate - szepnęła do siebie wypijając ostatnią szklankę i czując jak vitae rozchodzi się po jej ciele czyniąc z niej w pełni sprawną.
W pośpiechu opuszczała budynek, jeszcze tylko krótka kolejka po płaszcz, torbę i rzut okiem na scenę,
- jak jest taka możliwość to poproszę o namiary na te dziewczynę, jest świetna - rzuciła tekst w stronę szatniarza/szatniarki, nawet nie miała czasu się przyjrzeć. Wyszła pospiesznie nakładając kaptur i wsiadając za Claudię,
- gotowa - rzuciła, łapiąc się tak by nie spaść.
-
Gdy podeszłaś do Claudii zauważyłaś, że ma już założony kask, a drugi trzyma by Ci go dać. Gdy wzięłaś go i założyłaś usłyszałaś:
- Mam nadzieję, że Seth nie pomylił się co do Ciebie - i gdy siedziałaś już łapiąc się jej ruszyłyście. Claudia prowadziła motor luźno, ale czułaś że ma pełną kontrolę nad tym co robi. Szybkie pokonywanie prostych, zakrętów - widocznie była w swoim żywiole. Po kilkunastu minutach szaleńczej jazdy dojechałyście pod willę (http://cdn.homedit.com/wp-content/uploads/2011/08/San-Francisco-Villa-Matilija.jpg). Przed domem stało kilka samochodów oraz dużo ochrony złożonej z Brujah, Gangreli i kilku assamitów. Rozpoznałaś wśród nich Jaidena i Viggo, lecz byli zajęci obserwacją perymetrów. Gdy podjechałyście pod drzwi Claudia zgasiła silnik i ściągnęła kask, rozpuszczając włosy. Ty również ściągnęłaś go i podałaś go ghulowi, który podszedł do Was. Podeszłyście do głównych drzwi, przed którymi stał jeden z Gangreli. Spojrzał się po was i już miał coś powiedzieć, gdy w zdanie weszła mu Claudia:
- Po twoim trupie. Nie jestem uzbrojona, nie musisz przeszukiwać nas swoimi brudnymi i spoconymi łapskami - po czym spojrzała się na Ciebie i spytała - A ty masz coś do oddania, czy dasz się temu frajerowi obmacać?
-
Kate rozglądała się po okolicy i w myśl kilku zasad liczyła i obserwowała,
- ciasno tu, co ? No nic nie mam, nienawidzę broni - odparła.
-
- Słyszałeś panią. Nic nie ma. Chcesz się przekonać? - spytała Claudia, rzucając mu wyzwanie spojrzeniem. Gangrel tylko spojrzał po was, widocznie uznał że nie przegada Claudii i wpuścił Was. Weszłyście do środka i zauważyłaś, że dom jest urządzony w stylu nowoczesnym, lecz surowym. Dom zwierciadłem duszy właściciela. Tutaj tak naprawdę można było się przekonać jaki jest Książę. Po chwili podszedł do Was szeryf i powiedział:
- Spóźniłaś się, Griffin. I co ona tutaj robi, nie została wezwana.
- Też była na miejscu zdarzenia - odparła Claudia - Może rzucić inne spojrzenie na sytuację.
- Co neonatka może widzieć więcej?
- Więcej niż ty, przyjeżdżając na gotowe - zgasiła szeryfa Claudia i obserwowała go. Czułaś, że pomiędzy nimi rozgrywana jest jakaś bitwa i pewne niedokończone sprawy mogą wyjść na światło dzienne. Po chwili Hugo odpuścił i powiedział, byście poszły za nim. Poprowadził was wgłąb domu. Mijałyście korytarzem pokoje, w których było sporo ochrony. Widocznie sprawa była poważna. Po kilku chwilach i momentach doszliście do dużych podwójnych drzwi. Hugo odwrócił się i powiedział:
- Za tymi drzwiami odbywany jest proces o złamanie Pierwszej Tradycji. Rozumiem, że wiecie na co się piszecie?
- Zostałam wezwana tutaj jako świadek. Córka Primogenn była również tam, może rzucić inne światło na to co się tam stało.
- Dobrze. Katherine Delgado, zostań tutaj aż nie zostaniesz wezwana. Claudio Griffin, proszę ze mną - po czym otworzył drzwi i wpuścił Claudię do środka. Wszedł za nią i zamknął drzwi. Zostałaś sama...
Po kilkudziesięciu minutach drzwi otworzyły się i wyszła, a raczej wyparowała z nich Claudia. Wasze spojrzenia spotkały się i doczytałaś w jej oczach, że sprawa być może jest stracona. Claudia oderwała spojrzenie i poszła przed siebie, widocznie nie chciała być dłużej w tym domu. Po chwili w drzwiach stanął Hugo i powiedział:
- Katherine Delgado. Zostaniesz wpuszczona do środka na proces w charakterze świadka. Proszę, wejdź - po czym otworzył Ci drugie drzwi i poczekał aż wejdziesz. Gdy weszłaś do środka, a drzwi zostały zamknięte za tobą zobaczyłaś długi stół, za którym siedział Książę oraz inny assamita (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/9b/99/a0/9b99a00313f03b9fd41f7b49faa70a32.jpg). Czułaś od niego wiedzę i potęgę, podobną do potęgi Księcia. Za nimi stał Egzekutor, trzymający ogromny miecz ostrzem do dołu. Seth klęczał na obu kolanach ze spuszczoną głową, zauważyłaś że był zakuty w kajdanki. Gdy Książę zobaczył Cię powiedział:
- Katherine Delgado. Zostałaś wezwana tutaj w roli nadliczbowego świadka wydarzenia, które wczoraj wydarzyło się przy King's Street na dworcu kolejowym. Opowiedz nam co zastałaś na miejscu gdy przybyłaś tam razem ze swoją matką zastępczą, Olivią Waterson i klanem Tremere. Mów prawdę i tylko prawdę. Jeżeli skłamiesz, bądź zataisz pewne informacje, nie ty poniesiesz konsekwencje tego, a twoja matka. Czy zrozumiałaś? Jeżeli tak, zaczynaj.
-
Kate rozejrzała się po pomieszczeniu po czym podeszła do nie strzeżonego Assamity,
- przecież nie ucieknie, camarilla odeszła od karania kołem i ogniem jeszcze na długo przed tym jak mnie stworzono, mimo to sądzony tu jest traktowany jak sabatnik, bo chyba o tym zajściu będziemy mówić prawda ? - ponownie boleśnie skrzyżowała dłonie za sobą,
- przepraszam - szepnęła w stronę Assamity,
- wprosiłam się na to dochodzenie i proces za razem, proszę o wybaczenie książę - przyklękła na jedno kolano przed nim i zerknęła na Setha,
- przez wzgląd na mą matkę, nic nie rób - szept mógł być słyszalny tylko dla niego lub dla dowolnego Kainity który używał nadwrażliwości. Kainitka wstała i wyprostowała się z jeszcze boleśniej splecionymi rękoma za plecami,
- gdy dotarłam na miejsce ujrzałam rannych ludzi, doszło do strzelaniny gdzie z mej ręki co najmniej jeden nie ujrzy już blasku nocy, później rozdzieliłam się z matką znajdując rzeczy oskarżonego. Moja matka zastępcza ma tu większe doświadczenie dlatego liczyłam, że odnajdzie go szybciej, ja w tym czasie zaczęłam opatrywać rannych ludzi, nie jednemu tamtej nocy sprzedałam kłamstwo by kurtyna milczenia była nadal opadnięta i nie spałam tak długo aż w mym młodym kainickim umyśle nie wykształciła się myśl....załatwione, wiadomości wyglądają tak jak być powinny - podeszła bliżej biurka i spojrzała po siedzących, jej wzrok był surowy i pozbawiony emocji ale do tego stopnia wiercący duszę, że stał się oskarżycielskim,
- dziś się dowiaduje, że członek klanu Assamitów ! Staje przed moim księciem za zdradę ! - specjalnie akcentowała i podnosiła ton gdzie było potrzeba,
- dziś wszystkie tradycje blakną, bo jeden z naszego gatunku dopuścił się złamania najświętszej i najbardziej pilnowanej tradycji - ściszyła lekko ton,
- dziś widzę pod swymi stopami zdrajcę, który umrze o świcie, bo ośmielił się ją złamać - wyprostowała się i odeszła w stronę drzwi w milczeniu.
Jednak gdy prawie przy nich stała.....odwróciła się,
- widzę też kainitę, który pochodzi z klanu będącego poza camarillą - podchodziła powoli bliżej z ponownie splecionymi rękoma za plecami,
- widzę assamitę, który bronił camarilli przed zatajoną akcją sabatu - podeszła i stanęła przed księciem,
- widzę kainitę, którego nie zaślepiło uczucie a udźwignięcie barku jakiego mój klan ! Nie żaden inny tylko mój ! TREMERE ! Winien się podjąć bez oporu i zgasić życia tych dwoje, którzy śmieli wystąpić z klanu i wejść na drogę SABATU ! - nie szczędziła głosu,
- widzę gotowego na śmierć, choć chciał dobrze, widzę gotowego by umrzeć, choć tego nie planował, widzę....widzę was, stojących nad nim - tu mówiła już dużo ciszej, po czym podeszła do Setha i uklękła obok niego, przyjmując taką samą pozycję jak on,
- widzę siebie, członkinię klanu Tremere, spadkobierczynię wiedzy i ostatnią córkę mej stworzycielki i jako członek klanu żądam śmierci z ręki egzekutora za to, że jako członek własnego klanu, nie potrafiłam odszczepieńców klanu tremere zgładzić osobiście - pochyliła głowę i czekała.
-
- Ciekawa jest twoja prośba, Katherine Delgado - odezwał się Książę po ciszy, jaka zapadła od momentu twojej wypowiedzi. Po chwili kontynuował - Widzę, że bronisz assamitę za wszelką cenę. Jest w tym siła i pasja, ale teatralne zagrywki nie działają na mnie. Tak więc twojej prośby nie mogę uczynić, bo Ty nic nie zawiniłaś - po czym przerwał, ponieważ drugi assamita nachylił się do Księcia i chwilę porozmawiali w ciszy. Książę spojrzał się na Egzekutora i skinął mu głową. Egzekutor schował miecz i podszedł do Was. Seth cały czas patrzył się w podłogę, obojętny na swój los.
- Wstańcie, oboje - powiedział Egzekutor. Gdy powstaliście ściągnął Sethowi kajdanki, po czym podszedł z powrotem na swoje miejsce.
- Assamito Sethcie Underwood. O to jest mój wyrok - powiedział Książę, po czym wstał i kontynuował - Działając na kontrakcie w mieście San Francisco podpisanym osobiście przeze mnie miałeś rozwiązać sprawę morderstwa Jane Barnett i doprowadzić morderców przed moje bądź oblicze Egzekutora. W górę wzięły jednak emocje o których mnie informowałeś przy spisywaniu kontraktu. Zaatakowałeś grupę Sabatu eliminując nie tylko jednego z morderców Tremere Barnett ale i również jedną z Biskupów, czym być może opóźniłeś działanie Sabatu w tym mieście. Na temat wykorzystania bojowego Falaqui nie będziesz przede mną odpowiadał. Z oskarżenia o złamaniu Pierwszej Tradycji zwalniam Cię. Ale kontrakt cały czas obowiązuje. Pozostała druga morderczyni, Anna Tarvesen. Jesteście wolni, możecie odejść - po czym usiadł i obserwował was jak wychodzicie. Seth ukłonił się jak tradycja zobowiązuje i wyszedł. Ty również pożegnałaś się na swój sposób i wyszliście. Drzwi otworzył wam i zamknął za wami Szeryf. W milczeniu opuściliście dom. Gdy byliście na zewnątrz zauważyłaś, że assamici stoją osobno i o czymś rozmawiają. Nie zauważyli was. Wtedy Seth odwrócił się w twoją stronę i powiedział:
- Dziękuję Ci Katherine. W ciągu dwóch nocy już drugi raz ratujesz moje życie. A ja nie mam czego Ci zaoferować w zamian - powiedział, po czym spojrzał się na Ciebie i kontynuował - Jesteś bardziej podobna do Jane niż sądzisz. Trzymaj tak dalej, a Tremere będą mieć ważną członkinię swojego klanu.
-
Kate poprosiła jednego ze stojących na zewnątrz by ten powiadomił Claudię o sytuacji, po czym wróciła do rozmowy,
- nie jesteś mi nic winien Sethcie Underwood, obiecałam wtedy podczas rozmowy z twym rafficiem, że spłacę jakoś dług, o to jego spłata. Jeżeli ktoś chce widzieć absurd o jaki zostałeś posądzony, takie było me zachowanie. Uważaj na siebie i trzymaj się z dala od niepotrzebnych emocji a uwierz mi, radzi ci to ktoś kto musi stać nad nimi jeszcze silniej - uśmiechnęła się i ruszyła piesza przed siebie.
Przez krótką chwilę wpatrywała się w niebo, poczuła że zrobiła coś i dobrego i złego za razem, rozdarciu wciąż nie było kresu dlatego postanowiła odnaleźć sposób by się wyciszyć.
-
Odchodząc spostrzegłaś, że gdy Seth doszedł do swoich atmosfera rozluźniła się. Widocznie assamici naprawdę są "hermetyczni", potrafią bawić się tylko w swoim gronie... Seth i Claudia odprowadzili Cię wzrokiem do momentu, aż im nie znikłaś z widoku. Idąc ulicą zauważyłaś, że miasto powoli szykowało się do snu. Ruch na ulicy powoli zamierał, coraz mniej ludzi chodziło po mieście, większość z nich już spała, a noc służy złodziejom i innym machlojom... Podobno. Chodząc tak bez wyższego zamiaru rozmyślałaś o wszystkich za i przeciw całej tej sytuacji. Z zadumy wyciągnęła Cię pewien dźwięk, który nasilał się za Tobą. Zatrzymałaś się, odwróciłaś i zauważyłaś, że podjeżdża do Ciebie Claudia na swoim ścigaczu. Podjechała do Ciebie, podniosła szybkę i spytała:
- Będziesz tak się szlajać po ulicy, myśląc o zielonych migdałach i niebieskich nerkowcach, czy chcesz się zabawić?
-
- Wpierw do sklepu muzycznego, już za długo z czymś zwlekam - zapakowała się do niej na motocykl i podała kilka adresów które zna jeszcze z życia ludzkiego.
-
Gdy wsiadałaś na ścigacz Claudia dała Ci jeszcze drugi kask. Założyłaś go, usiadłaś i przykleiłaś się do niej. Claudia przycisnęła obroty i ścigacz ruszył. Tym razem jechała bardziej ostrożniej. Nigdzie jej w sumie się nie śpieszyło, czułaś od niej, że odprężyła się po tym, jak Seth został oczyszczony z zarzutów. Po kilkunastu minutach podjechałyście pod wskazany adres sklepu muzycznego. Claudia zatrzymała ścigacz, wyłączyła silnik i oparła go o nóżkę. Ściągnęła kask rozpuszczając włosy i spytała:
- Mam wejść tam z tobą czy poczekać?
-
Kate zsiadła i podała jej kask,
- to zajmie chwilę, bo jestem laikiem ale możesz poczekać.....zresztą zrobisz jak uważasz - po czym weszła do sklepu. Szukała tam ipod'a i kogoś z obsługi. Jako, że więcej za życia spędziła z książkami niż komputera to wolała by ją ktoś tego nauczył niż kupić w ciemno byle co.
Zależało jej na tym by ktoś ją zaznajomił z obsługą, wyjaśnił jak można utwory pobierać, przedstawił koszta, plus wstępny starter kilku utworów mogła sobie na miejscu już wykupić.
-
Obsługa o dziwo o tej porze była miła. Młody chłopak podpowiedział Ci, co powinnaś kupić, zaznajomił Cię z urządzeniem na tyle ile mógł, pokazał Ci jak go obsługiwać, wszystkie wady i zalety i wgrał Ci kilka piosenek na start. Po chwili uiściłaś wszystkie opłaty i wyszłaś ze sklepu. Claudia siedziała sobie na ścigaczu i nuciła jakąś wesołą melodię. Wydawało Ci się, że jak na swoją siłę (a czujesz od niej podobną siłę co od Setha i twojej matki) zachowywała się raczej beztrosko, jak na młodą dziewczynę przystało. Może nie znasz jej za dobrze (w sumie drugą noc, i to ledwo) ale czujesz, że może być ciekawą znajomością. Gdy zauważyła Cię spytała:
- Dokąd teraz, księżniczko?
-
- czochraj jeża za ogonek - rzuciła z przekąsem poprawiając torbę i wsiadając,
- była oferta "zabawić się" no to prowadź - założyła kask i była gotowa do drogi.
-
Claudia zaśmiała się, po czym odpaliła silnik i pojechałyście w miasto. Ścigacz mknął przez miasto swoim tempem. Po kilkunastu minutach dojechałyście pod miejsce zabawy. Claudia wjechała na parking, po czym zgasiła silnik i schowała twój i swój kask. Poprowadziła Cię przed klub. Zauważyłaś ochronę i sporą kolejkę... Rozpoznałaś, że w ochronie stoi Brujah! Claudia spojrzała się na Ciebie, po czym na twoje zdziwienie roześmiała się. Gdy Brujah was zauważył, od razu was wpuścił do środka. Zostawiłyście kurtki i torbę w szatni, po czym dostałyście "blaszki" z numerem i weszłyście do środka. W klubie brzmiała melodia (https://www.youtube.com/watch?v=v0uoVs7h4aU). Klub wyglądał podobnie do Elizjum tyle tylko, że był dużo bardziej przyziemny. Spory parkiet, na którym szalała młodzież, niektórzy siedzieli przy barze. Stolików i miejsc siedzących było mało, i były one oblężone przez ludzi. Zauważyłaś, że są schody prowadzące na pięterko, ale stoi przy nich ochrona i nikogo nie wpuszcza.
- Witaj w "Afterlife" - powiedziała Claudia, po czym poprowadziła Cię na bok. Gdy stałyście w miejscu, gdzie stroboskopy nie sięgały kontynuowała - Klub zarządzany jest przez Valentinę Hill. Jest Toreadorką, więc nie zdziw się, jak spotkasz młodą kobietę, która zacznie Cię uwodzić. Jeżeli będziesz chciała do picia coś dla "nas", pytaj o Matta. Jest poinstruowany, by nas obsługiwać. A tymczasem mam zamiar trochę się wyszaleć, chcesz to dołącz do mnie. Będę na parkiecie - po czym skierowała się do bawiących się i dała się porwać w tłum. Widziałaś ją, jakoś zbytnio nie kryła się przed tobą. Po chwili spojrzała na Ciebie i puściła Ci oczko, wyraźnie zapraszając do tańca.
-
Dla Claudii Kate stała w jednej chwili i po kilku stroboskopach po prostu zniknęła uśmiechając się upiornie. Tym czasem szwendała się po prostu od ściany do ściany, obserwując uważnie tłum.
-
Claudia uśmiechnęła się tylko gdy znikłaś jej z widoku i porwała się w taniec. Ty tymczasem obserwowałaś tłum, który bawił się bez jakichś zahamowań. Wszyscy byli niczym jedno ciało, bawili się, tańczyli, wszystko w rytm muzyki. Nikt się nie wybijał ponad tłum, każdy był sobą. W pewnym momencie zauważyłaś, że Claudia zniknęła z pośród tańczących i kieruje się do baru...
Co robisz?
-
Kate podpierała ścianę i zajęła się nową zabawkę ściągając to taki czy iny utwór, jednym okiem obserwowała tłum a drugim to co pokazywał wyświetlacz. Cały czas po głowie chodziły jej ostatnie wydarzenia, kto wie może ma taki styl zabawy a może źle wspomina ostatnią próbę ?
-
Zajęta swoimi sprawami nie zauważyłaś, gdy podszedł do Ciebie lekko podchmielony chłopak... Widocznie na trzeźwo nie był aż tak odważny.
- Hej Ruda... A co ty tak tutaj sama, nie boisz się?
-
- hm ? - spojrzała przenikliwie swymi zielonymi oczami, które niczym podgrzany szafir rozbłyskiwały na tle oświetlenia,
- a czego tu się bać ? - spytała.
-
- Na przykład tego, że przy..przyjdzie ktoś i postanowi skrzywdzić takie cudo? - spytał wyraźnie zaintrygowany twoją osobą - A może dasz się namówić na drinka, bądź kilka?
-
Schowała ipod-a i wyprostowała się nachylając się nad nim w upiorny sposób,
- krzywd się nie lękam, tylko bardziej o to, że w takim stanie możesz sobie większej biedy napytać....no ale dajmy temu szansę, prowadź - wskazała otwartym gestem dłoni, uśmiechając się kącikiem ust.
-
Mężczyzna nie zauważył tego, jak się do niego odezwałaś. Ważne było, że wydaje mu się, że wyrywa kolejną dziewczynę. Poprowadził Cię do baru lekko chwiejnym krokiem, ale doszliście. Gdy usiedliście przy barze, facet zamówił kilka drinków. Gdy barman podał je wam, wziął jednego i przysunął Ci go.
- To co.. co robi w takim lokalu taka piękność jak ty? - po czym poczekał na moment, byście razem je wypili.
-
- bada teren - uśmiechnęła się po czym przywołała barmana,
- jest może Matt ? - barman kiwną głową i odszedł,
- mam delikatne podniebienie i ognisty gust więc jeżeli pozwolisz, wybiorę coś sama dla siebie - czekała na wspomnianą osobę by złożyć zamówienie.
-
Barman usłyszawszy twoją prośbę skinął głową, po czym podszedł do innego człowieka. Powiedział mu coś, po czym podszedł do Was wspomniany barman (http://beards-growth.ru/wp-content/uploads/2015/05/gallery45723-45.jpg).
- Co podać? - Spytał się Ciebie widząc, że facet jest już lekko wstawiony.
- Ta pani wybiera - odpowiedział chłopak, wpatrzony w Ciebie jak w obraz... kolejnej zdobyczy?
-
- dwie wódki z pieprzem i wymieszane wiesz jak - złożyła zamówienie, po czym spojrzała na rozmówcę,
- a co taki łowca serc robi w tym miejscu, odpoczywa po ciężkim dniu pracy, której tak bardzo nienawidzi, że szefa wypchnął by za okno ? Bawi się bo nie musi już pracować a jedynie dba o to by kolejna noc była udaną....hm ? - spytała oczekując na drinki.
-
Barman uśmiechnął się tylko gdy usłyszał twoje pytanie skierowane do chłopaka, ale nic się nie odezwał, tylko zaczął przygotowywać alkohol. Po chwili podał Ci je i bez słowa wycofał się, ale był w zasięgu twojego głosu i zajął się swoimi sprawami. Chłopak tymczasem pierwszego już strzelił, brał się za drugiego. Gdy usłyszał pytanie, uśmiechnął się i odpowiedział:
- Kto powiedział, że pracuję? - po czym wychylił drugiego - I jaki tam ze mnie łowca se..serc. Raczej szukam niezobowiązanych przygód... A co? Masz jakiś pomysł? W sumie taka piękna dziewczyna jak ty musi mieć też piękne imię... - powiedział, po czym chwycił za trzeciego, ale czekał na Ciebie.
-
Uśmiechnęła się i wychyliła kieliszek,
- nim opowiem o sobie powiedź mi coś o sobie, bo kto wie może rozmawiam z kimś ważnym a nawet o tym nie wiem - zaśmiała się i wychyliła drugi kieliszek.
-
Wypijając drugi poczułaś, jak vitae przyjemnie rozchodzi się po twoim martwym organizmie [odzyskujesz 1pkt]. Gdy twój rozmówca usłyszał pytanie, wypił z tobą zawartość kieliszka i powiedział:
- Ja? Ważny? Wolne żarty - powiedział, po czym się zaśmiał - jestem nikim. Nikim ważny... Przynajmniej ja tak myślę.
-
- no ale....nie pracujesz więc może prowadzisz coś co daje zyski - mrugnęła okiem.
-
- Niee, też nic z tego - odpowiedział facet, który zaczął się bawić ostatnim kieliszkiem - Cóż, jest to... delikatna sprawa. Ale owszem, na brak gotówki nie narzekam. To może teraz twoja kolej? Zauważyłem Cię wcześniej, przybyłaś z koleżanką. Jak masz na imię, piękna? - spytał.
-
- mówisz tak zagadkowo, że niech będzie, podejmę rozdanie....Sara a z kim ja mam przyjemność ? - spytała.
-
- Nicolas - powiedział, po czym wypił zawartość ostatniego kieliszka i odwrócił go - No... Ja to już chyba odpuszczam... Wiedz Saro, że było mi miło, a teraz wybacz - po czym wstał i skierował się do toalet. Gdy odszedł od Ciebie wrócił barman z pytaniem:
- Coś jeszcze podać?
-
- raz to samo - po czym zmrużyła oczy i wpatrywała się przez chwilę w odchodzącego kompana gawędy.
-
Barman przygotowywał Ci przez chwilę alkohol, po czym Ci go podał i tak samo jak ostatnio, również i teraz pozostał w zasięgu twojego głosu. Minęło kilka minut, facet się nie zjawił... Minęło ponownie kilkanaście minut, zaczęłaś coś podejrzewać. Gdy miałaś już wstawać i sprawdzić, co się dzieje z twoim "partnerem od kieliszka" podszedł barman i spytał:
- A za drinki kto zapłaci?
-
Spojrzała na puste swoje i gawędziarza,
- bogaty jak złota nić - uśmiechnęła się pod nosem i uregulowała zaległości, po czym rozsiadła się wygodniej i obserwowała bawiący się tłum.
-
Usłyszałaś (https://www.youtube.com/watch?v=5SZ8c6c_2FM), że muzyka lekko się zmieniła. Lecz tłum na parkiecie dalej się bawił w rytm muzyki, dostosowując swój taniec do łagodniejszych i ostrzejszych brzmień, gdy się zmieniały. Po chwili podeszła do Ciebie Claudia, usiadła obok i spytała:
- A gdzież to twój rozmówca poszedł? - po czym się roześmiała.
-
- pan kropelek chwili ? Nie wiem, odszedł twierdząc, że ma na dziś dość, nie mam na palcu obrączki by go wyciągać z pod kolejnej lady lub pisuaru - uśmiechnęła się wystukując palcami o blat tego co aktualnie leciało.
-
- Sporo się kręci takich naciągaczy - powiedziała, po czym poprosiła Matta o drink z vitae. Gdy go dostała kontynuowała - Obiecałam Ci zabawę, ale chyba niezbyt dobrze się bawisz. Chcesz pogadać?
-
Kate poprawiła włosy i oparła się ramionami o blat za sobą,
- taniec ostatnio nie skończył się tak jakbym tego oczekiwała, rozmowa też odpada, widocznie mój milczący wewnętrzny pasażer czy czymkolwiek to coś co jest ze mną od narodzin - nie chce bym się dobrze bawiła - spojrzała na Claudie,
- mną się nie przejmuj wystarczy mi obraz tego co widzę, to że mi coś nie wychodzi to....to widocznie tak już ze mną jest - choć muzyka rozgrzewała jej słowa były stonowane i chłodne.
-
- Nie dasz się porwać chwili? - spytała Claudia, sącząc drink - Może powinnaś porozmawiać o tym wewnętrznym pasażerze. Rozmowa zawsze pomaga, nie pamiętam by kiedykolwiek szkodziła. A czy mam się tobą nie przejmować? Nie przejmuję się, jesteś wystarczająco dorosła, by sama decydować o swoim losie. Nie zostawiaj go komuś innemu, to ty jesteś tym kowalem.
-
Kate usiadła już normalnie splatając nogi i opierając o nie dłonie,
- zdrowa rada, biorę w ciemno - wstała i rozejrzała się po przybytku,
- dobre miejsce by zagłuszyć to i owo, dzięki za zaproszenie, niebawem podbierze mnie samochód więc nic się nie martw i szalej do rana - podziękowała jej i poprosiła Matta o telefon, wykręciła znany numer i poprosiła Klaudiusza o samochód, sama zaś skierowała się ku wyjściu.
-
Po kilkunastu minutach podjechał pewien starszy jegomość w starszym samochodzie. Otworzył Ci drzwi i wsiadłaś do środka. Uśmiechnął się do Ciebie ciepło i powiedział:
- No no, z Elizjum do Afterlife. Widzę, że panienka dobrze się bawi dzisiejszej nocy. Gdzie panienka chce się teraz udać?
-
Kate tym razem usiadła z tyłu, poczekała aż kierowca usadzi się wygodnie,
- do domu Klaudiuszu............do domu - powiedziała, po czym odpaliła (https://www.youtube.com/watch?v=dtHAPq5so1Q) utwór i wsunęła słuchawki.
Milczała całą drogę obserwując miasto, a w głowie kłębiły jej się wspomnienia z ostatnich godzin i tego jak mało wie i kim powinna być. Co prawda mija druga noc ale może przez pośpiech matka zapomniała o jednej istotnej rzeczy. Być może tak właśnie jest...najpierw test a później przedstawienie radzie i decyzja czy się nadaje. Była tak zadumana, że nie zwracała większej uwagi na to co dzieje się w aucie a tylko tępo wpatrywała się smutnym wzrok z pod kaptura na mijane uliczki, rozbawionych ludzi, zamknięte i otwarte sklepy, na domy w których paliło się światło i gdzie niegadzie młodzi hulali co sił.
-
Klaudiusz zawrócił samochód i poprowadził go do domu. Przez całą drogę milczał, widocznie było Ci to potrzebne. Co jakiś czas spoglądał na Ciebie w lusterku, ale Ci nie przeszkadzał. Po kilkunastu minutach podjechaliście pod dom, a Klaudiusz zaparkował samochód w garażu. Otworzył Ci drzwi i wysiadłaś.
- Pani domu wróciła już jakiś czas temu - powiedział, po czym zamknął drzwi i podszedł po płachtę, którą przykrywał samochód i kontynuował - Pani czeka na panienkę u siebie w gabinecie. To za tymi podwójnymi drzwiami. Na pewno panienka trafi.
-
- jedyne takie - podziękowała mu i udała się w tamtą stronę, jeszcze po drodze oddała mu swój płaszcz by go zaniósł do jej pokoju i udała się pod drzwi, wyłączyła zabawkę, i zapukała w drzwi, jak tylko usłyszała, że może wejść to przekroczyła próg zatrzaskując za sobą drzwi.
-
Gdy weszłaś do środka zauważyłaś, że gabinet urządzony jest w ten sposób (http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/211125_gabinet_regaly_ksiazki_biurko_bilard.jpg). Twoja matka siedziała za biurkiem, przeglądała jakiś zwój. Widocznie był wiekowy, ponieważ starała się obchodzić z nim bardzo delikatnie. Gdy zobaczyła Ciebie, uśmiechnęła się i zwinęła zwój, po czym schowała go do szuflady.
- Dobry wieczór Katherine. Czy chociaż ty miałaś ciekawy wieczór?
-
- witaj matko - oparła się o drzwi i zwiesiła głowę,
- byłam w elizjum, później podsunęłam się za assamitę pod topór twierdząc, że to absurd by go zabijano wobec takich zarzutów a na koniec chciałam się rozerwać ale chyba nie pasuję do tego całego świata, widzę rzeczy inaczej, smakuje ich a mimo to czuje się jakbym była obca tam....na zewnątrz bo tu pośród tych ścian i wiedzy...tu jestem jak u siebie - powiedziała.
-
Olivia podeszła do Ciebie i postanowiła Cię przytulić. Jeżeli się dajesz, po prostu Cię tuli jak matka córkę powinna. Jeżeli nie, staje przed tobą. Tak czy owak, mówi do Ciebie:
- Słyszałam, że broniłaś Setha. Owszem, zarzuty były absurdalne, ale takie obowiązki Księcia. A czy nie pasujesz... Katherine, każdy z nas przeżywał podobne rozterki. Nie jesteś pierwszą Kainitką i zapewne nie ostatnią. Po prostu jesteś jeszcze nowa, a to ja zawiodłam Cię. Powinnam być Ci przewodnikiem, a mam wrażenie że też się gubię w tym. To dla mnie nowa sytuacja, nigdy nie byłam w niej. A to, że pośród ksiąg czujesz się jak u siebie, to nic złego. Każdy Tremere woli przebywać wśród kurzu i ton ksiąg, niż pośród innych Kainitów. Ale to nie znaczy, że mamy się całkowicie od nich asymilować. Oni potrzebują nas w ten sam sposób, co my ich. W historii napsuliśmy trochę krwi, więc potrzebujemy sojuszników. A osiągnąć to możemy tylko i wyłącznie przez współpracę.
-
- kiedy spotkanie z wielką radą ? - spytała wychodząc z jej objęć.
-
Olivia poprowadziła Cię na fotel byś usiadła. Sama poszła po krzesło, przysunęła je i usiadła przed Tobą. Chwyciła Cię za dłonie i powiedziała:
- Może Ci się wydawać, że zbagatelizowałam prawa i zapomniałam o przedstawieniu Cię we Wiedniu. Nic z tych rzeczy, córko. Po prostu czekałam, aż sama podejmiesz decyzję. Choć prędzej czy później musiałabym zdecydować za Ciebie. Katherine, to ty decydujesz o swoim życiu. Ty decydujesz kim chcesz być. Ja mogę tylko stać trochę z boku i podpowiadać Ci, gdy źle robisz albo dobrze. Planowałam spotkanie z Radą, ale to nie jest proste patrząc na ostatnie wydarzenia.
-
- wiem matko, że dużo się ostatnio dzieje, nie chce tylko byś miała przeze mnie kłopoty, chce też zająć się zgłębianiem wiedzy a dużo raźniej by mi było wiedząc, że mogę nazywać jedną z członkiń tego klanu - powiedziała.
-
- Obiecuję Ci Katherine, że jak załatwimy sprawę z Sabatem to postaram się o to spotkanie - powiedziała Olivia, cały czas trzymając Cię za dłonie - Po prostu na tą chwilę jest zbyt niebezpiecznie. Musimy zdusić ich teraz. Dlatego tak ważne jest, byś opamiętała swoje umiejętności. No i przede wszystkim nie chciałabym, byś brała w tym udział, ale poznając twój charakter przez ostatnie dwie noce wątpię, byś chciała by Cię to ominęło. Mamy pewne rachunki do wyrównania. Szkoda tylko, że to inny Kainita zrobił połowę roboty za nas.
-
- dlatego czas byśmy jako zjednoczeni w klanie odszukali drugie pół i zakończyli to raz na zawsze - powiedziała z wyraźnym zdeterminowaniem w głosie.
-
- Łatwiej powiedzieć niż wykonać - powiedziała Olivia - Tarvesenowej nie tylko my szukamy. W polowaniu bierze udział Seth i sprzymierzeńcy Szeryfa. Egzekutor i jego podwładni nie pomogą nam, mają dużo większy obiekt pod obserwacją. Ale gdy się dowiemy, gdzie Anna przebywa, na pewno zostanę poinformowana. Seth zrobi to, bo go o to poprosiłam, chociaż nie było mi łatwo. Patrząc na to, jak szybko odnalazł ich za pierwszym razem, może być trochę trudniej, ale zna się na swoim fachu jak mało kto... mimo tego, że jest Assamitą.
-
- więc wystarczy czekać i być gotową, mam tylko nadzieje, że starcie tej łajzy na proch pokaże sabatowi, że nie mają tu czego szukać i że pewnych krzywd w rodzinie się nie wybacza - kontynuowała.
-
- Tak Katherine, wystarczy czekać - odpowiedziała Olivia, puszczając twoje dłonie i wstała. Podeszła do biurka i oparła się o nie. Po chwili spytała:
- Chcesz jeszcze o czymś pogadać? I nie, nie zbywam Cię. Jest to tak naprawdę pierwsza nasza rozmowa, że tak się wyrażę "normalna". Pytaj o wszystko, byle nie o politykę. Nie lubię jej mimo, że zajmuję się nią - po czym cicho się zaśmiała.
-
Kate chwile pomyślała ale mając dość duży mętlik w głowie wiedziała, że sama musi poukładać sobie na spokojnie pytania,
- część mam w księgach matko, a gdy się zagubię przybędę po twe światło - uśmiechnęła się w jej stronę.
-
- Nie śpiesz się Katherine, ja nigdzie nie wychodzę dzisiejszej nocy - odpowiedziała Olivia, po czym wróciła się po swoje krzesło i przysunęła je z powrotem do biurka i usiadła na nim. Wyciągnęła wcześniej badany zwój i zaczęła ponownie go czytać. Co jakiś czas robiła jakieś notatki na kartce obok.
Co robisz?
-
Kate po cichu opuściła pomieszczenie i udała się do biblioteki, gdzie wyciągnęła ową wskazaną jej wcześniej przez Ghula, księgę i zaczęła się wczytywać. Wkrótce pojawiło się kilka innych o podobnej tematyce i tak sterta urosła do sporych rozmiarów, gdyby nie fakt, że od czasu do czasu coś zapisywała we własnym notatniku po tremersku, mógłby ktoś pomyśleć, że pomieszczenie jest zupełnie puste.
Od czasu do czasu robiła też przerwę i ustawiała inny utwór, bądź kolejkę utworów na swoim ipod-ie.
-
Gdy tak siedziałaś w bibliotece kątem oka zauważyłaś, że do pomieszczenia przyszedł Klaudiusz. Nie spojrzał się na Ciebie, tylko spokojnym krokiem pomaszerował na balkon. Chwilę coś porobił przy teleskopach, jednym coś podejrzał i zapisał w notatniku. Po dłuższej chwili stanął i oparł się o balustradę. Spojrzał się na panoramę miasta, westchnął i wrócił do środka. Zauważyłaś, że usiadł przy jednym z pulpitów i coś przepisywał. Po dłuższej chwili zadzwonił jego telefon komórkowy, odebrał go. Wysłuchał rozmówcę i prędkim krokiem skierował się do schodów. Po chwili Ci zniknął z widoku.
-
Kate trzymając pióro w ustach a ołówek i notatnik w dłoniach, obserwowała go przez chwilę a jak tylko zniknął jej z oczu, cichaczem popędziła za nim zaciekawiona co też takiego go wywiało z biblioteki, jeszcze tylko szybki skok po torbę, gdzie zręcznie zrzuciła rzeczy do pisania i notowania do środka i ruszyła.
-
Podążając za Klaudiuszem zauważyłaś, że kieruje on się do gabinetu twojej matki. Szybkim krokiem podszedł do drzwi, otworzył je i gdy miałaś już wejść powiedział:
- Przepraszam panienko, musi panienka zaczekać za drzwiami - po czym zamknął drzwi przed Tobą.
Co robisz?
-
Kate strzeliła sobie facepalma,
- mogłam być niewidoczna - pomyślała, po czym starała się podsłuchać co dzieje się za drzwiami i być jednocześnie nie przyłapaną na tym.
-
Gdy podsłuchiwałaś pod drzwiami przyłożyłaś głowę do drzwi. Twój umysł i ciało nie zareagowało odpowiednio szybko, gdy drzwi zostały nagle otworzone do wewnątrz i wpadłaś do środka z hukiem. Olivia zaczęła się śmiać, a Klaudiusz tylko się uśmiechnął, po czym pomógł Ci wstać.
- Typowa natura Tremere - powiedziała Olivia wyraźnie ubawiona - Jak tylko gdzieś się zamkną drzwi, to trzeba podsłuchać - po czym usiadła za biurkiem. Zauważyłaś, że poza starym telefonem obok niego jest położona jeszcze komórka. Olivia przełączyła na głośnomówiący i powiedziała:
- Dołączyła do nas Katherine. Powiedz jej to samo, co mnie.
- W porządku - usłyszałaś głos Setha, który starał się mówić szeptem - Odnalazłem kryjówkę Tarvesenów, lecz nie zbliżałem się do niej. Anna jak i kilku sabatników pojawiło się w niej i pozostali tam. Rozumiem, że jesteście zainteresowane tym?
- Scott został poinformowany? - spytała Olivia.
- Tak, ale nie może nikogo przysłać. Od wczoraj wrze jak w ulu i Sabat stał się nie spokojny. Widocznie Rottenford wyjechał z miasta, albo siedzi pod ukryciem i obserwuje wydarzenia.
- Kogo mam przysłać?
- Wystarczy ktoś z Tremere i Siewca Śmierci - odpowiedział Seth, po czym Olivia wyłączyła mikrofon i spytała:
- Chcecie wziąć w tym udział?
- Cóż, trochę zardzewiałem od ostatniego razu, ale jak Pani rozkaże - odpowiedział Klaudiusz, który złowrogo się uśmiechnął.
- A ty Katherine? Czujesz się gotowa?
-
Przez całą rozmowę stała ze spuszczoną głową niczym siostra przyłapana przez rodziców, na podglądaniu starszego brata jak bierze kąpiel ale gdy usłyszała pytanie to w mig się wyprostowała i przybrała swą pozę spokojnej aczkolwiek napiętej jak struna osoby,
- nie musisz pytać drugi raz - nawet nie spostrzegła kiedy przegryzła sobie wargę jednym z wysuniętych kłów i dopiero po chwili doprowadziła się do porządku.
-
Olivia skinęła wam głową, po czym włączyła ponownie mikrofon i powiedziała:
- Przyjadą na miejsce spotkania. Gdzie to jest?
- Bayshore Blv 2800. Rozejrzę się jeszcze dookoła - powiedział, po czym rozłączył się.
- Będziemy tam w godzinę - powiedział Klaudiusz do twojej Matki, po czym odwrócił się i skierował się zapewne do garażu. W międzyczasie podeszła do Ciebie Olivia, przytuliła Cię mocno i powiedziała:
- Tylko nie zgiń tam, proszę.
-
Kate odwzajemniła uścisk,
- liczyłam na jakieś słowa podżegające do walki ale niech ci będzie - uśmiechnęła się i w drodze po płaszcz jeszcze uporządkowała zawartość torby. Gdy go nałożyła, była już gotowa, choć czuła ten dziwny smak w ustach i miała wrażenie jakby ktoś ją pogładził po karku, zamknęła na chwilę oczy i szybko nasunęła słuchawki, wrzuciła kawałek (https://www.youtube.com/watch?v=LPXJXxfauis) oczywiście odpowiednio go ściszając by słyszeć pozostałych i mogła ruszać.
-
Poszłyście razem do garażu. Zauważyłyście, że Klaudiusz już był gotowy do drogi, samochód miał już odpalony silnik i czekał na Ciebie, Katherine. Wsiadłaś do samochodu. Olivia powiedziała jeszcze:
- Tylko wróćcie cali. Wszyscy.
- Postaramy się, prawda panienko? - odpowiedział Klaudiusz, po czym drzwi garażowe się otworzyły i samochód wyjechał na ulicę. Zauważyłaś, że Klaudiusz zmienił swoje nastawienie. Prowadził samochód szybko, lecz ostrożnie. Nie przejmował się sygnalizacją świetlną, po prostu wykorzystywał skróty, w teorii "ślepe uliczki", które okazały się nie być ślepe. Prowadził samochód w milczeniu, starając się maksymalnie skupić na prowadzeniu.
- Chce panienka o coś zapytać? - spytał, nie patrząc się na Ciebie.
-
Kate uśmiechnęła się,
- tak, daleko jeszcze ? - spytała.
-
Melodia (https://listenonrepeat.com/?v=lVPWa94k0qg&s=2166&e=2411#Dark_Ambient_Playlist_2015) na jakiś czas ;)
- Kilometr z hakiem - odpowiedział Klaudiusz, po czym uśmiechnął się ale wzroku nie spuścił. Po około czterdziestu minutach dojechaliście na miejsce spotkania. Klaudiusz zatrzymał samochód przy czarnym vanie stojącym na poboczu. Zgasił silnik, po czym wysiedliście. Zauważyłaś, że Klaudiusz podszedł do bagażnika, po czym ściągnął marynarkę i schował ją do bagażnika. Wyciągnął z niego dwa perskie bułaty (http://www.weapons-universe.com/Medieval/Medieval-Swords/6321122613722.jpg) z pochwami i przewiesił je sobie przez plecy. Sprawdził, czy wygodnie mu leżą, po czym wyciągnął jeszcze pistolet (http://14544-presscdn-0-64.pagely.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2015/09/Maxim-9-cover.jpg), przeładował go i spytał:
- Panienka potrzebuje jakąś broń?
-
- wiesz, że nie lubię broni - również podeszła do bagażnika i zostawiła tam torbę,
- sami będziemy szukać czy na kogoś czekamy ? - spytała.
-
- Cóż, zapytać nie zaszkodzi - powiedział, po czym zamknął bagażnik i pozamykał samochód. Gdy usłyszał drugie pytanie odpowiedział:
- Osobiście bym się przyjrzał z daleka. Seth powinien być niedaleko, ale nie chciałbym czekać na niego długo. Jeżeli mamy szansę dorwać zabójczynię panienki matki, to wolałbym zmaksymalizować nasze szanse. Chyba, że ma panienka lepszy pomysł? - po czym wyciągnął telefon, puścił krótki sygnał gdzieś i wyłączył telefon. Poprawił sobie jeszcze raz ostrza, sprawdził czy dobrze opuszczają pochwy i powiedział bardziej do siebie, ale tak byś mogła usłyszeć:
- Za stary jestem na to - po czym oparł się o vana i zaczął się zastanawiać.
Staliście jakieś sto metrów na parkingu przy vanie. Po waszej stronie ulicy znajdował się długi płot, za którym była jedna z elektrowni miasta. Po drugiej stronie ulicy były ruiny jakichś budynków oraz długi mur, za którym stała opuszczona fabryka. To prawdopodobnie o tej kryjówce wspominał Seth. Wejść do samej placówki od waszej strony było kilka. Niestety, nie wiedzieliście co czai się za murem. Po chwili dumania odezwał się Klaudiusz:
- Powinniśmy się rozejrzeć. Możemy wykorzystać albo do tego celu tę elektrownię za nami, albo przejść przez mur i rozejrzeć się tak. Nie możemy czekać w nieskończoność na Assamitę. Każda strata czasu to możliwość, że interesujący nas cel opuści kryjówkę. Co robimy, panienko?
-
Kate rozglądała się po okolicy i analizowała w głowie kilka scenariuszy,
- spotkałam ostatnio dwójkę kainitów będących napadniętymi przez sabackie ogary i podejrzewam, że to nas może czekać zaraz po przekroczeniu głównej bramy. Jeżeli mnie podsadzisz na tamten słup to spróbuje zajrzeć za mur nie wchodząc za niego. Może coś dostrzegę a może wypatrzę alternatywę wejścia, dzięki której nie będziemy się tak narażać próbując sforsować wejście do budynku, co ty na to ? - spytała.
-
- I przeżyli to spotkanie? Ciekawe - odpowiedział Klaudiusz, po czym poszedł za tobą do wskazanego słupa i Cię podsadził. Rozejrzałaś (http://i.imgur.com/OHnGNfl.jpg) się i zobaczyłaś, że przed fabryką jest kilka zniszczonych samochodów oraz po placyku krążą dwa psy. Z tej odległości nie byłaś pewna, czy są to Ogary, czy zwykłe psy. Zauważyłaś również, że od tyłu jest lekko zawalony mur, który mógłby Wam dać możliwość bezpiecznego wejścia do środka. Niestety, więcej nie udało Ci się dojrzeć. Dałaś znak Klaudiuszowi by Cię opuścił. Gdy to zrobił zapytał:
- Coś panienka wypatrzyła?
-
- nie wyczułam Klaudiuszu, czy te dwa psy to ghule ale bezpieczniej będzie jeżeli tak założymy, od tyłu jest wejście, trochę się pobrudzimy ale na tej pozycji wieje wiatr w ich stronę więc od tyłu nie powinny nas wyczuć...ruszajmy - rzuciła i skradając się zmierzała ku tylnemu wejściu.
-
Klaudiusz nic nie odpowiedział i tak samo jak ty zaczął się skradać. Po chwili dotarliście do zauważonej przez Ciebie dziury. Klaudiusz wyciągnął pistolet, szybko wyjrzał zza mur czy nikt tutaj nie obserwuje tej części. Widocznie stwierdził, że nie, po czym przeskoczył szybko i przykleił się do ściany fabryki. Dał Ci znak, po czym ty również przeskoczyłaś i przykleiłaś się obok niego. Klaudiusz nie odwracając się do Ciebie powiedział szeptem:
- Nie rozdzielajmy się. Pójdziemy wzdłuż ściany aż do rogu i tam się wychylę. Zobaczymy, czy mamy jakieś inne wejście - po czym ruszył ciągle uważnie stawiając kroki (http://i.imgur.com/vE3EBpy.jpg). Ty również skradałaś (http://i.imgur.com/dqRVenw.jpg) się i po chwili doszliście do rogu. Klaudiusz wychylił się szybko, rozejrzał się i wrócił z powrotem.
- Nie ma tam wejścia - kontynuował szeptem - mogę panienkę podsadzić tutaj i panienka spróbuje wejść tą klatką schodową. Ja znajdę inne wejście.
-
- no to plan by się nie rozdzielać właśnie spłonął - szepnęła. Widziała, że czas ich goni,
- niech tak będzie tylko zachowaj ostrożność, ja spróbuje się rozejrzeć i poczekam na ciebie....tylko wiecznie tego robić nie będę - dodała z przekąsem ostatnią część, wiedziała że jest wiekowy ale to jak się teraz ruszał stawiało pod wyraźnym znakiem zapytania jakie atuty jeszcze może posiadać.
-
- Jeżeli mnie kawaleria nie zatrzyma, to postaram się dotrzymać panience kroku - powiedział szeptem uśmiechając się, po czym podsadził Cię "lekko" i podciągnęłaś się do zewnętrznej klatki. Gdy to zrobiłaś spojrzałaś jeszcze za siebie, ale zauważyłaś, że Klaudiusz już zniknął. Starałaś się po cichu iść schodami, lecz co jakiś czas wybrzmiewał głośniejszy chrzęst. Miałaś nadzieję, że klatka nie zawali się z Tobą i bezpiecznie dotrzesz na górę. Nie mogłaś dostać się na dach, bo schody tutaj się kończyły. Podeszłaś do miejsca, gdzie kiedyś powinny być drzwi i rozejrzałaś się (http://i.imgur.com/GCIog2u.jpg). Zauważyłaś korytarz, który kończył się wewnętrzną klatkę schodową prowadzącą na piętra wyższe i niższe. Po bokach korytarzu walały się jakieś śmieci, papiery, puste butelki. Po prawej stronie były zamknięte drzwi, prowadzące do jakiegoś pomieszczenia. Po lewej stronie korytarza były również drzwi, lecz te były wyłamane i leżały obok.
Co robisz?
-
Nie spieszyła się i uważnie stawiała kroki starając się wpierw zajrzeć do pokoju po lewej stronie a później podsłuchać prawe drzwi i ewentualnie zajrzeć i tam do środka.
-
Ciągle skradając trzymałaś się lewej strony korytarza. Zatrzymałaś się przy zniszczonych drzwiach, kucnęłaś i wychyliłaś się. Zauważyłaś, że całego pomieszczenia nie było, a podłoga została zawalona do pomieszczenia piętro niżej. Zauważyłaś przyszpiloną nagą dziewczynkę do ściany w pozycji odwróconego krucyfiksu. Jej usta były zaszyte, a raczej zrośnięte. Z ran, w których wbite były gwoździe leciała krew, która zbierała się w dużej wannie. Wyczułaś, że dziewczynka jeszcze żyje, ale są to ostatnie jej chwile. Po chwili wyczułaś, że umarła... Gdy miałaś już odwrócić wzrok zauważyłaś pewnego ogromnego Kainitę (https://i.ytimg.com/vi/41TXPSw2g_k/maxresdefault.jpg)(broni aktualnie nie posiada), który podszedł do wanny i ją wziął. Nie potrafiłaś stwierdzić, do którego klanu należy. Kainita odwrócił się z wanną i wyszedł z pomieszczenia, patrząc się tylko przed siebie.
Co robisz?
-
Wzdrygnęła się tym co widziała i choć miała przez chwilę tysiąc pytań do całej sytuacji, to wolała myśleć o tym później. Ostrożnie skierowała swe kroki pod następne drzwi postępując według wcześniej założonego planu.
-
Przesunęłaś się tak, byś mogła cokolwiek podsłuchać. Niestety, nie byłaś w stanie usłyszeć cokolwiek więc postanowiłaś zajrzeć przez dziurkę od klucza. Niestety, tak jak w przypadku próby podsłuchania nic nie zauważyłaś, więc postanowiłaś otworzyć drzwi. Przekręciłaś gałkę i drzwi z lekkim oporem otworzyły się. Pomieszczenie było zagracone zniszczonymi meblami, zdezelowanym sprzętem komputerowym i jakimiś starymi gazetkami. W skrócie - nic ciekawego.
Co robisz? Będziesz schodziła klatką schodową, czy postanowisz zejść piętro niżej przez zapadniętą podłogę?
-
Kate postanowiła wybrać klatkę schodową i ponownie jak poprzednio....po woli i z rozmysłem stawiała kolejne kroki. W międzyczasie też rozglądała się za Ghulem, który miał do niej dołączyć, niepokoił ją fakt tego co widziała i miała tylko nadzieję, że tragarz wanny na niego nie wpadnie.
-
Podchodząc do klatki schodowej miałaś przeczucie, że dobrze wybrałaś. Wychyliłaś się bezpiecznie i zauważyłaś, że schodami na dół schodzi wielki drab z wanną. Zaczęłaś powoli schodzić schodami...
Na drugim piętrze zauważyłaś, że korytarz prowadzi na pewnego w swoim rodzaju galerię, z której zapewne można było dojrzeć co jest na parterze.
Na pierwszym piętrze zauważyłaś zamurowane miejsce, gdzie powinny być drzwi.
Gdy byłaś na parterze wychyliłaś się i zobaczyłaś korytarz, który miał tylko jedne drzwi prowadzące do środka.
Co robisz?
-
Jeżeli tragarz oddaliła się wystarczająco, Kate podeszła ostrożnie do tych drzwi i ponownie, wpierw nasłuchiwała, później chciała zajrzeć.
-
"Tragarza" nigdzie nie było, co nie znaczy, że gdzieś się nie szwenda. Skradając się (http://i.imgur.com/05Bc5Xg.jpg) podeszłaś do zamkniętych drzwi. Niestety, tak jak i na górze nie udało Ci się nic podsłuchać, otworzyłaś powoli drzwi... lecz nie do końca, ponieważ drzwi otworzyły się z hukiem, a "Tragarz" chwycił Cię i mocno pociągnął do siebie, wrzucając Cię do środka... Zdążyłaś obrócić się (http://i.imgur.com/4ZnxjXK.jpg) w powietrzu tak, że wylądowałaś na jednym kolanie. Nagle zapaliły się płomienie w rogach sali i zauważyłaś, że oprócz Ciebie i Pariasa (założyłaś, że to jest Parias bo Kainitą na pewno, tylko nie mogłaś określić do którego klanu należy) stoi Anna Tarvesen.
- Proszę proszę - powiedziała - Kogo ja tutaj widzę? Przecież to kochana córeczka Barnett. Przepraszam, teraz Waterson... I cóż takie słodkie dziewczę sprowadza do tej fabryki? Nieważne. Tutaj zdechniesz, tak jak twoja stara. Zajmij się nią - powiedziała do Pariasa, po czym szybkim krokiem skierowała się do klatki schodowej.
Melodia (https://listenonrepeat.com/?v=TTFhZptSn-Q&s=5&e=190#Resident_Evil_Afterlife_Soundtrack_-_Axeman) na walkę ;)
Parias wziął opartą "Halabardę Zagłady" o ścianę i zaczął do Ciebie podchodzić... A ognie zgasły, lecz było na tyle jasno, że spokojnie mogłaś go dojrzeć, a on Ciebie.
-
Kate w jednej sekundzie była gotowa, by kolejnej żałować każdej swej decyzji, tysiące igieł przeszyły ją, gdy spojrzała oponentce w oczy, stała jak wryta, gdyby wtedy podeszła wiedziała że nie miała by szans, zaskoczyło ją to tak mocno, że prawie czuła w nozdrzach zapach Olivii, ten uścisk i ta prośba....wysunęła kły,
- Tarvesen !!! - wrzasnęła i skoczyła na ścianę robiąc w niej niewielkie pękniecie i dalej odbijając się od niej i wirując jak śruba z wyprostowanymi pięściami poszybowała w stronę oponenta. Bogu ducha winna przeszkoda musiała teraz przyjąć jej gniew.
-
Parias próbował zatrzymać twój atak wyprowadzając poziome cięcie (http://i.imgur.com/Mag4Gkb.jpg) tak, by przychwycić Cię w locie. Niestety, byłaś zbyt szybka (http://i.imgur.com/wQGtdch.jpg) i uderzyłaś go pięściami w nogę. Parias przyjął twój cios, zachwiał się cofnął się parę kroków. Zatrzymał się i nadając pęd swojemu ciosowi uderza od góry. Wylądowałaś w zasięgu uderzenia.
Co robisz?
-
Próbuje się od turlać na bok chcąc uniknąć i jak tylko potężna broń zetknie się z ziemią, będzie chciała wskoczyć na nią i biegnąć wyprowadzić kopniak w głowę. Tak by oponent przewrócił się lub chociaż upuścił broń.
-
Uderzenie (http://i.imgur.com/6ZQE0dG.jpg) nie trafiło Ciebie, zdążyłaś go uniknąć (http://i.imgur.com/qtEh9mD.jpg), odskakując na bok. Cios nie był silny, lecz zostawił sporą dziurę w podłodze. Niestety, nie zdążyłaś zaatakować go tak jak zaplanowałaś, ponieważ mocno wyszarpnął halabardę i obrócił się z nią, nadając impet uderzeniu. Wyprowadza ponownie poziomy cios, tym razem częścią obuchową. Jesteś w zasięgu uderzenia.
Co robisz?
-
- jest większy, wykorzystaj to - pomyślała i kucnęła pozwalając by cios świsnął tuż nad nią jednocześnie rozpalając swą dłoń żywym ogniem, jeżeli uda się jej uniknąć, to będzie chciała cisnąć kulą prosto w jego pierś.
-
Uniknęłaś (http://i.imgur.com/snCVhtS.jpg) uderzenie kucając i pozwalając by halabarda przeleciała nad Tobą. Zauważyłaś, że Pariasem również zarzuciło, widocznie w pełni nie ocenił swojego uderzenia (http://i.imgur.com/05aX5DW.jpg). To była ta chwila, na którą czekałaś. Szybko przypomniałaś sobie zmasakrowaną twarz kobiety, którą spotkałaś wczoraj na dworcu. Czułaś, jak ogień (http://i.imgur.com/SzYYPgX.jpg) w Tobie zapłonął. Skumulowałaś go w dłoni i rzuciłaś w Pariasa. Kula ognia pomknęła szybko i uderzyła w jego ogromną klatkę piersiową. Ogień wybuchł i objął go całkowicie. Wypuścił swoją broń i upadł na kolana... Po chwili zauważyłaś, że ogień zgasł (http://i.imgur.com/wUL5C1l.jpg), lecz on ciągle był na kolanach...
-
Kate sięgnęła do torby i wyciągnęła długopis, chciała do niego podbiec i wbić mu go w serce używając przy tym vitae (3pkt).
-
Podbiegłaś do niego i próbowałaś wbić (http://i.imgur.com/mXRCGHc.jpg) długopis w jego serce. Niestety, potknęłaś się o halabardę, a twój przeciwnik to wykorzystał, wyprowadzając potężny cios (http://i.imgur.com/inB3Xf1.jpg) pięścią w Ciebie. Oberwałaś solidnie i odleciałaś na kilka metrów, niszcząc przy okazji jeden z filarów, a na drugim się zatrzymałaś... Parias powoli wstał, podniósł halabardę i wolnym krokiem zaczął zmierzać w twoją stronę.
-
Kate osunęła się z kolejnego filara na ziemię, uderzenie było tak silne, że przez chwilę widziała tylko mgliste kształty, wstając czuła palący ból w plecach, zacisnęła zęby i wyprostowała się, słyszała jak nadchodzi, zacisnęła pięści i chciała wytworzyć dwie kule ognia wirujące do o koła niej.
Przybrała też postawę obronną.
-
Powoli wstałaś i ponownie przypomniałaś sobie silne uczucie, by ponownie pobudzić ogień. Czułaś jak narasta w Tobie i powoli zamienia się w swoistą tarczę. Wypuściłaś (http://i.imgur.com/f5rnf9T.jpg) dwie kule, które powoli zaczęły latać wokół Ciebie. Podniosłaś wzrok i zauważyłaś, że Parias nie dzierży broni, tylko ją ciągnie za sobą jedną ręką... Parias gdy zauważył latające kule ognia postanowił, że nie zaryzykuje ponownie "przytulenia się z nimi" i potężnym zamachnięciem rzucił w Ciebie halabardą...
-
Postanowiła ponowie się przeturlać tym razem w jego stronę tuż pod lecącą halabardą. Gdyby jej się udało, chciała umieścić kule i na torsie i na twarzy.
-
Broń uderzyła w filar, mocno się w niego wbijając (http://i.imgur.com/BaDSboC.jpg). Ty cały czas obserwowałaś tor lotu i w odpowiedniej chwili rzuciłaś się do przodu i przeturlałaś (http://i.imgur.com/S8jmsml.jpg) się pod halabardą. Gdy byłaś już w miarę stabilna cisnęłaś obiema kulami w Pariasa, trafiając go w twarz i w tors. Ogień ponownie objął Pariasa, a ten przewrócił się na plecy. Próbował (http://i.imgur.com/IbvnEFN.jpg) z nim walczyć, lecz tym razem nie udało mu się. Parias przegrał, a jego ciało zamieniło się w popiół... Coś Cię tknęło i obróciłaś się za siebie. Zobaczyłaś, że w w miejscu dużej bramy wjazdowej stoją dwa ogary (http://static1.squarespace.com/static/51b3dc8ee4b051b96ceb10de/51ce6099e4b0d911b4489b79/53b2dfc0e4b089f11470e1e0/1404327078331/growing-up-geek-the-hounds-of-hell-preview.jpg?format=1000w), które wypatrzyłaś wcześniej na podwórzu i patrzą się na Ciebie, szczerząc swoje kły. Po krótkiej chwili rozdzieliły się i zaczęły Cię zachodzić z dwóch stron... W chwili gdy zrozumiałaś, że zaraz Cię zaatakują poczułaś dziwny pęd obok Ciebie i przed Tobą stanęli Seth, dzierżąc miecz dwuręczny oraz Klaudiusz z wyciągniętymi szablami.
- Przepraszam panienkę - powiedział Klaudiusz do Ciebie - zatrzymała mnie jednak kawaleria.
- Leć za Tarvesenową - rzucił Seth - gdy skończymy z nimi pójdziemy twoim śladem.
-
- nim zadźgam sukę pragnę zapytać, ma ktoś może flaszeczkę ? - zerknęła na spopielone zwłoki,
- nie łatwo go było powalić a co dopiero spalić - dodała poprawiając płaszcz i kręcąc biodrami by rozmasować wciąż obolały kręgosłup.
Jednym wciąż też obserwowała Ghule,
- ostatecznie możemy spróbować wykorzystać je zamiast z nimi walczyć - przestała się kręcić i chwile zastanowiła,
- ghule w jakiejkolwiek formie posiadają wole do życia...a co by było gdym zmanipulowała ową siłę do walki po naszej stronie ? - pomyślała, a dla obserwatorów wyglądała troszeczkę jak dziecko, które ślini się na widok czegoś ciekawego...gdyby mogła to też by to zrobiła...tym bardziej, że w jej głowie zaczął kiełkować diaboliczny plan. Niemal zaśmiała się widząc go w swym umyśle.
-
- Jeżeli masz zamiar coś z nimi zrobić, to rób to teraz - powiedział Seth, przyjmując postawę obronną - Później się zastanowimy skąd Ci vitae załatwić.
- To nie problem akurat - odpowiedział Klaudiusz, lecz i on przyjął postawę obronną. Ustawili się po bokach tak, by w razie czego Cię obronić przed atakami ogarów.
-
Kate wciąż słabo znała się na oswajaniu zwierząt jednak podstawy bez doświadczenia to zawsze pole do eksperymentów, a że nie w laboratoryjnych warunkach tylko teraz...trudno. Przybrała pozycję na czworaka i odsunęła kaptur, widziała jak jeden podszedł bliżej ale się cofnął i ją bacznie obserwował, kątem oka obserwowała drugiego ale najwidoczniej patrzyła na odpowiedniego,
- postaram się nad nim zapanować ale gdyby coś poszło nie tak to wiecie co macie robić - powiedziała, po czym nie odrywając wzroku od pierwszego bardzo powoli szła na kolanach i dłoniach w jego stronę,
- uspokój się....nie jestem twym wrogiem - nie mogła sobie pozwolić na rozdział ze zdobyciem zaufania i dzieleniem się zapachem, to nie był zwykły pies a w dodatku nie mieli czasu,
- Tarvesen to twój wróg, rozszarpiesz ją jak tylko wywęszysz, ja ci daję wole życia więc jestem nietykalna, Tarvesen to twój wróg, tu wrogów nie masz, jestem po twojej stronie tak jak i moi kompani, szukaj Tarvesen, szukaj ! - oczywistym było, że używa na nim dominacji.
-
Ogar, którego uznałaś za samca alfa trochę się zdziwił jak usłyszał twoje słowa, lecz usłuchał (http://i.imgur.com/zCxrqWL.jpg) Cię. Szczeknął na drugiego, a tamten na znak poddaństwa ledwo skinął Tobie głową. Zaczęły obydwa węszyć, po chwili "alfa" szczeknął i rzucił się w stronę schodów, omijając Was. Drugi ogar spojrzał się po Was niepewnie, lecz podążył za przywódcą. Gdy minęły Was Seth rozluźnił się, lecz ciągle obserwował czy nikt jeszcze się nie pojawi.
- No, jedno mamy z głowy - powiedział Klaudiusz, chowając szable do pochew - A co do vitae, niestety nie mam flaszki, lecz jakby to powiedzieć, ofiaruję swoją krew panience.
- Zróbcie to szybko - powiedział Seth, po czym skierował swoje kroki na zewnątrz fabryki rzucając na odchodne - Będziesz mi potrzebny, zaraz pojawi się tutaj kolejny oddział Sabatu.
- Tak, postaram się nie być Ci kłodą u nóg - powiedział Klaudiusz, po czym klęknął przed Tobą - No, proszę się nie bronić. Od tego jestem.
-
Kate chwile ze sobą walczyła, jednak jedyne co Klaudiusz usłyszał to trzask chowanych kłów, był na tyle nieznośny, że sam dźwięk mógł kojarzyć się z tysiącem łamanych kości lub mielonych za sprawą echa przez złowrogą maszynę....bo miał taki być,
- dość ! Potrzebny nam będziesz w pełni sił, trudno poradzę sobie, biegnę za ogarami i liczę, że zajrzycie na czas - nie czekając co powie oddaliła się, nasunęła kaptur i zacisnęła mocniej zęby, czekało ją coś co na pozór jest łatwe ale znała cenę i liznęła okładkę pod tytułem przeciwnik, spodziewała się najgorszego nawet własnej śmierci ale widok stworzycielki, jej oczy, to spojrzenie.....gotowało wręcz w niej krew, może szła by i dalej lecz jeden z ogarów szarpnął za jej nogawkę widząc, że zmierza nie w te stronę. Jak z amoku do rzeczywistości, wzięła kilka głębszych oddechów i rozluźniła się, pozwalając krążyć vitae jak powinno,
- panuj nad sobą - pomyślała i ruszyła za psami.
-
Melodia (https://listenonrepeat.com/?v=ZkW-K5RQdzo#Rammstein_-_Feuer_Frei!_(Official_Video)) na tę walkę ;)
Gdy odchodziłaś usłyszałaś jeszcze od Klaudiusza, że przybędą tak szybko, jak to będzie możliwe i pobiegł śladem assamity. Ty tymczasem skierowałaś się ponownie do klatki schodowej. Po chwili zauważyłaś podniesioną klapę w podłodze. Ogary czekały, aż się zjawisz i zeskoczyły na dół. Ty również poszłaś w ślad za nimi i zeszłaś drabinką... Czułaś potężną siłę dochodzącą z niedaleka. Ogary zjeżyły sierść, lecz ciągle Cię prowadziły. Cały czas szłaś za nimi, do chwili gdy nie weszliście do ogromnej komnaty. Komnata była oświetlona magicznym płomieniem, lecz doszłaś do wniosku, że nie mogła go stworzyć Tarvesen. Czułaś wszędzie starożytną magię, dużo potężniejszą niż Tremerska... Na ścianach były wyryte różnego rodzaju napisy, lecz nie potrafiłaś ich odczytać w tej chwili. Zauważyłaś, że na swego rodzaju ołtarzu stoi naga Anna, na którą wylewa się fontanna krwi. Po chwili usłyszałaś w nieznanym dla Ciebie języku wykrzyczane słowa przez twoją przeciwniczkę:
- Rukt Venzh ZAN! - i po chwili z krwi ją otaczającej, jak i również z jej własnej zaczęło formować się życie. Przybrało ono kształt golema (https://switkhomapat.files.wordpress.com/2013/02/blood-golem-final.jpg). Golem wyprostował się i usłyszałaś głośny bulgot dochodzący z jego ust. Anna odwróciła się i uśmiechnęła się złowieszczo.
- No proszę. Widzę, że Pupilek zawiódł - po czym zeszła z Ołtarzu i czekała na Ciebie - Cóż, nie doceniłam Cię. Drugi raz się nie pomylę. Bierz sukę - powiedziała do golema, który zaczął szarżować w twoją stronę. Ogary aż rwały się do ataku, lecz czekały na twoją komendę.
Co robisz?
-
Kate mimo niebezpieczeństwa jakie groziło ze strony stworzenia ze ścieżki taumaturgicznej zsunęła płaszcz na ziemię i odłożyła torbę, cały czas uśmiechała się, czuła że powinna się skupić ale z jakiegoś powodu miała ochotę się śmiać. W pewnym momencie wystraszyła się nawet własnych słów,
- nikt cię już nie poliże - zdała sobie sprawę, że głos przybrał znienawidzoną przez nią barwę. Był niższy i lekko ochrypnięty.
Psy trzymała cały czas bez komendy, czekając aż będą tak mocno toczyć pianę, by mogły być przydatne, w oczekiwaniu na stworzenie przybrała pozycję obronną, choć cały czas kierowała się w stronę swej realnej oponentki.
-
Ogary aż skręcało, byle tylko rzucić się na golema. Ten tymczasem nabierał prędkości i był coraz bliżej. Ogar "Alfa" spojrzał głową na Ciebie, w oczach jego widziałaś, że chce zaatakować, by zapewne odciągnąć go od Ciebie, byś zajęła się główną przeciwniczką. Tymczasem Anna zaczęła "podgrzewać" atmosferę. Wyczuwałaś, że wokół niej zaczyna gromadzić się potężna magia i po chwili wokół niej zaczęły płonąć ogniste obręcze. Anna spojrzała się na Ciebie i cisnęła jedną w twoją stronę...
-
Kate wskazała palcem golema i widziała jak psy nawzajem próbują się prześcignąć, który pierwszy skoczy,
- jeść - powiedziała po chwili, gdy skoczyły i ona odskoczyła w bok,
- stać cię na więcej niż marne popisy moja droga, widać faktycznie ktoś się pomylił by cię spokrewnić, już twój braciszek był bardziej kreatywny - mówiła skacząc.
-
Ogary rzuciły się na golema, starając się odciągnąć go od Ciebie. Gryzły, szarpały, uderzały tak szybko, byle ten nie mógł wykorzystać swojej przewagi siłowej. Tymczasem gdy odskoczyłaś zauważyłaś, że Anna uśmiecha się tylko, a obręcz wybuchła, tworząc swoisty piekielny okrąg.
- To nie mnie gwałtem spokrewniono wbrew własnej woli - powiedziała Anna, uśmiechając się złośliwie - I to nie ja zabiłam swojego stworzyciela. Podejrzewam, że naprawdę ładnie się jarała, gdy córeczka pokazała pazur... Ten swąd spalonego ciała, smród ognia otaczającego Cię wokół... Było to przyjemne prawda? Uciec od prawdy i spalić wszystko - powiedziawszy to zaczęła ponownie zbierać w sobie ogień. Widziałaś, jak wokół niej zaczyna powiększać się "ognista" aura, która prawdopodobnie czekała na uwolnienie...
-
Kate otrzepała się od wybuchu i wstała, podniosła głowę i spojrzała na nią,
- może i dużo wiesz o wydarzeniach o których ja nie pamiętam, szybciej będziesz przekręcać to i owo, właśnie tym jesteś, kłamliwą suką, która zdechnie jak jej braciszek, powiedź mi jedno - ruszyła dziarsko w jej stronę,
- też będziesz skomleć o dobicie czy jednak pokażesz, że między tymi chudymi nóżkami jednak jest jakaś ikra ? - zaczęła biec.
-
Anna nic nie odezwała się, skupiła się na Tobie i na utrzymaniu ognia. Zauważyłaś, jak wokół niej coraz bardziej magazynuje się, tworząc pewnego rodzaju ścianę ognia.... W pewnym momencie pchnęła ją w twoją stronę. Nie masz za bardzo gdzie uciekać, możesz albo spróbować się przebić przez nią, albo odpowiedzieć ogniem na ogień...
-
Kate mając tylko parę metrów aż żałowała, że nie wystawiła oponenta na większe zużycie krwi, postanowiła skoczyć, przybierając formę strzały, mając na uwadze realność ognia utworzyła przed sobą tunel z własnego, licząc, że ten się nie zapadnie i da jej ochronę.
-
Tworząc tunel, a właściwie własną tarczę ognia przebiłaś się przez ścianę. Twój płomień jak i płomień Anny znikł. Gdy wylądowałaś zauważyłaś, że twoja przeciwniczka jest już blisko Ciebie i wyprowadza uderzenie mierzone w twoją szczękę...
-
Kate przeturlała się i zamierza złapać jej pięść i wykorzystując jej zamach i siłę, przewrócić pociągając, gdy jej się to uda mówi,
- łapy precz !
-
Próbowałaś przechwycić jej uderzenie, lecz nie udało (http://i.imgur.com/EjEk1hK.jpg) Ci się. Anna uderzyła (http://i.imgur.com/lvlJBHt.jpg) Cię pięścią w twarz i wykorzystując twoje lekkie zamroczenie, chwyciła Cię i dwa razy wyprowadziła uderzenia kolanem w twój brzuch, po czym wyprostowała Cię i potężnym kopnięciem odrzuciła na kilka metrów. Upadłaś i przejechałaś parę metrów po podłodze. Anna spojrzała się na Ciebie z politowaniem i powiedziała:
- Tylko na tyle Cię stać? Barnett musiała już nieźle się smażyć, gdy spokrewniała takie gówno jak ty...
Tymczasem ogary powoli wygrywały walkę. Golem gubił się, nie potrafił przewidzieć ataków ghuli, uderzał raz za razem w miejsce, gdzie ich już nie było... Ogary cały czas próbowały pokonać golema, lecz jak zabić coś, co jest stworzone z vitae? Lecz nie poddawały się, były ciągle pod wpływem twojej dominacji...
-
Kate usiadła i spojrzała na oponentkę,
- niczego cię w tym sabacie nie nauczyli jesteś kurwą, bijesz jak ona i jeszcze te teksty z międzystanowej. Liczyłam na godniejszy pojedynek a ty jesteś po prostu zwykłym zerem i zaczynasz mnie nudzić - wstawała powoli nawet w jej stronę nie zerkając a skupiając się na słuchu, być może to by pomogło w lepszej defensywie.
-
- I mówi to osoba, która nie zna nawet siebie - odpowiedziała Anna podchodząc do Ciebie bardzo powoli - Pozdrowienia dla twojej dziwki-stwórczyni. Niedługo dołączysz do niej - po czym odbiła się ze swojego miejsca i zaczęła biec w twoją stronę, by Cię znów zaatakować.
-
Kate wysunęła zęby i czekała na właściwy moment by ją powalić na ziemie i wskoczyć na nią.
-
Anna próbowała ponownie zaatakować (http://i.imgur.com/tZd0jqc.jpg) twoją twarz. Lecz spodziewałaś się tego i brutalnie (http://i.imgur.com/UENSMyO.jpg) ją obaliłaś, przy okazji wdeptując jej twarz w podłogę... Usłyszałaś dźwięk, jaki wydają łamane zęby...
-
Kate z furią wbija jej kły w krtań, miażdżąc ją i rozrywając. Jeżeli jest w stanie upić kilka kropel vitae, to tym lepiej.
-
W międzyczasie, gdy Ty kosztujesz krwi swojej przeciwniczki golem przejął inicjatywę. Przewidział atak Alfy i jednym potężnym ciosem zabił psa, przebijając się przez jego głowę i wyrywając jego kręgosłup z ciała. Resztki psa padły, a golem triumfalnie zawył. Drugi ogar był zbyt długo wpatrzony w śmierć swojego "kolegi" i golem wykorzystując tę chwilę nieuwagi pochwycił ghula i rozerwał go na dwie części, po czym go porzucił. Obydwa mniejsze zagrożenia zostały wyeliminowane... Golem obejrzał się w Waszą stronę. Zauważył, że jego stwórczyni jest w niebezpieczeństwie i zaczął biec w Waszą stronę...
Ty tymczasem wypijałaś vitae Anny, czując jak z każdą chwilą twoja przeciwniczka słabnie [odzyskujesz 3 pkt vitae, Anna traci 3 pkt vitae]. Anna w końcu zebrała swoje siły (http://i.imgur.com/Rkeh5lu.jpg) i odrzuciła Cię od siebie. Zakryła się dłonią tam, gdzie wbiłaś się swoimi kłami i wstała, a raczej próbowała bo tylko zmieniła swoją pozycję tak, że siedziała i obserwowała Ciebie. Ty tymczasem zdążyłaś obrócić się (http://i.imgur.com/yjozLin.jpg) w powietrzu i wylądowałaś na jednym kolanie. Podniosłaś głowę i spostrzegłaś, że golem szarżuje na Ciebie...
-
Nim golem dobiegnie Kate zdąży rzucił kulę na głowę swego wroga, pozbawiając go koncentracji, siły i w rezultacie życia, problem z golemem rozwiązał by się sam.
-
Koncentrując płomień w sobie odczułaś prawdziwą potęgę tego miejsca. Czułaś, jak magia przepływa przez Ciebie, potęgując płomień wewnątrz Ciebie. Być może był to efekt połączenia vitae twojej i Anny, a może faktycznie było tutaj coś starożytnego, magicznego wartego odkrycia... W tej chwili się tym nie zastanawiałaś. Posłałaś w golema kulę ognia (http://i.imgur.com/1VNJ4T0.jpg) która zmieniała swoją barwę od głębokiej purpury aż do białości. Golem nie mógł wyminąć trafienia i przyjął go na siebie. Kula ognia trafiła golema, całkowicie go obejmując, a płomień zamienił swoją barwę na czystą piekielną biel. Usłyszałaś (http://soundbible.com/1458-Monster-Roar.html) potężny ryk, w którym zawarty był ból i zwierzęca walka o przetrwanie. Golem walczył o życie, lecz ogień był potężniejszy od niego. Po chwili stwór rozpadł się, lecz ogień którym był oblany rozlał się po podłodze, tworząc swoiste morze ognia i płomieni...
-
W oczach Kate niemal plunęły ogniki,
teraz twoja kolej szmato ! - podbiegła chcąc chwycić ją i wrzucić w ogień.
-
Gdy odwróciłaś się w stronę Anny zauważyłaś, że Anna czołga się, zostawiając za sobą smugę krwi. Podbiegłaś do niej, kopniakiem ją obróciłaś i spojrzałaś na jej twarz. Widziałaś w jej oczach prośbę o darowanie życia, ale nic z tego. Chwyciłaś ją za nogę i mocno rzuciłaś nią w ogień. Gdy upadła, usłyszałaś krzyk (http://soundbible.com/1627-Female-Scream-Horror.html). Anna próbowała walczyć z ogniem, lecz na próżno. Spłonęła żywcem, a jej ciało zamieniło się w proch. Wtedy to ogień sam się stłumił... Chciałaś krzyczeć, odejść, ale wiedziałaś, że zrobiłaś tak jak mówiły Ci umysł i serce. Poczułaś czyjąś obecność. Wydawało Ci się, że na ołtarzu siedzi osoba, którą widziałaś ostatni raz w willi. Była to twoja prawdziwa matka - Jane Monica Barnett (http://pic.1fotonin.com//data/wallpapers/42/WDF_891885.jpeg). Uśmiechała się do Ciebie tak jak matka do córki... po czym zniknęła. Dosłownie chwilę później do pomieszczenia wpadli Seth i Klaudiusz. Rozejrzeli się po pomieszczeniu i schowali broń. Klaudiusz podszedł do Ciebie i spytał:
- Nic się panience nie stało?
W tym samym czasie Seth podszedł na skraj miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą był ogień i spojrzał się na prochy po Annie Tarvesen. Podszedł do nich, kucnął, wyciągnął fiolkę i wsypał tam część prochów. Schował fiolkę i wyciągnął drugą z jakąś cieczą. Otworzył ją i rozlał po pozostałości Anny. Prochy zapaliły się niebieskim ogniem, po czym po chwili zgasły i prochy zniknęły. Wstał i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu.
-
Kate chwile stała i wpatrywała się w ołtarz i patrzyła po nich, po czym wciąż jakby nie obecna, wycierała dłońmi usta i ocierała twarz z krwi,
- to dla ciebie - szepnęła i ruszyła przed siebie nie odzywając się do nich, zebrała swoje rzeczy i trochę żałowała, że płaszcz został w wozie, nikt by nie widział jej krwawych łez. Szła więc dalej spokojnie i ze łzami wspominała mgliste wydarzenia z willi nie do końca rozumiejąc czemu nie jest jej teraz lżej. Myślała że jak się to wszystko skończy - odetchnie, tym czasem coś ściekało jej serce tak mocno, że chciała jak najszybciej znaleźć się w domu i okryć samotnością.
-
Ty i Klaudiusz opuściliście pomieszczenie, kierując się schodami na górę. Seth jeszcze chwilę został, jakby starając się zapamiętać co tutaj zastał i również skierował swoje kroki na górę. Jednak po chwili zatrzymał się i spojrzał się na ołtarz. Zauważył to samo co Ty, lecz zjawa wskazała mu dłonią na górę tak, jakby prosiła go by się kimś zaopiekował. Skinął jej głową na zgodę i zjawa zniknęła. Po chwili dołączył do Was. Wyszliście razem i skierowaliście swoje kroki do samochodów. Po drodze minęliście kilka ciał, jak i również kupek popiołu - widocznie zagrożenie było większe niż na początku się wydawało. Spostrzegłaś również, że na miejscu już jest Szeryf i jego "ludzie", którzy widocznie zabezpieczają teren. Odprowadził Was wzrokiem, lecz nie zatrzymywał. Po chwili doszliście do pojazdów. Klaudiusz jakby wyczuł napiętą atmosferę i szybko wrzucił broń do bagażnika, wziął torbę i podał Ci ją, po czym wsiadł do samochodu. Zostaliście tylko Ty i Seth.
- Nie tego się spodziewałaś, prawda? - spytał, patrząc na twoje uciekające łzy.
-
Jej usta zatrzęsły się jakby chciała coś powiedzieć ale nawet nie miała siły na niego patrzeć, opuściła bezradnie głowę i kiwnęła przecząco. Wyjęła swój płaszcz, ubrała się, nasunęła kaptur na głowę i wsiadła do środka, podkuliła nogi i schowała głowę w kolanach.
-
Melodia (https://www.youtube.com/watch?v=iUjrAc4lvQc) na drogę ;)
Na pożegnanie usłyszałaś jeszcze, że jeżeli będziesz chciała, to możesz zadzwonić do Setha o każdej porze nocy. Klaudiusz odpalił silnik i pojechaliście. Czułaś, że wracacie do domu. Ghul nic się nie odzywał, od czasu do czasu spojrzał na Ciebie, ale wolał nie komentować. Minął jakiś czas i przyjechaliście do domu. Gdy wjeżdżaliście do garażu zauważyłaś, że w drzwiach między garażem a domem stoi Olivia. Klaudiusz zgasił silnik, po czym wyszedł i otworzył Ci drzwi i poszedł zamykać garaż. Wyszłaś i jeżeli się dajesz, to Olivia Cię przytula, widząc w jakim jesteś stanie. Jeżeli nie dajesz się przytulić, odprowadza Cię wzrokiem tam, dokąd będzie nim sięgała.
-
Kate wyminęła Olivię ruszyła prosto do pokoju, rozebrała się i odpaliła wierzę. (https://www.youtube.com/watch?v=5wES4Vvdlxw)
Rozebrała się i cisnęła ze złością cichy w kąt, weszła do łazienki i schowała się w kabinie prysznicowej. Dość długo tam kucała i płakała pozwalając by woda mieszała się ze łzami, raz po raz gdy mocniej coś do niej docierało zalewała się łzami jeszcze mocniej waląc pięścią w kabinę, to znów spokojnie i lekko kołysząc się w takiej pozycji.
Gdzieś po godzinie dopiero wyszła w szlafroku i podeszła do okna, zrzuciła kilka rzeczy i usiadła tuląc się bokiem do szyby, na wierzy (https://www.youtube.com/watch?v=PcKnlhL97rs) zapętliła inny kawałek pozwalając kroplom spływać i kapać z wciąż mokrych włosów, nasunęła kaptur od szlafroku i oparła głowę o szybę.
-
Po chwili usłyszałaś ciche pukanie do drzwi.
- Katherine, chcesz porozmawiać? - usłyszałaś pytanie Olivii.
-
Kate nasunęła mocniej kaptur i położyła dłoń na szybie, ignorując pytanie przypomniało się jej jak będąc małą dziewczynką chciała przez szybę zmusić płatki śniegu do rozpuszczania się tam gdzie trzyma dłoń, ale tak szybko jak było to migawką to i uśmiech z jej twarzy zniknął, siedziała dalej z dłonią na szybie i wpatrując się w widok zza oknem wsłuchiwała się w melodię.
-
Usłyszałaś, jak Olivia odchodzi od twoich drzwi. Nie wiesz gdzie zmierzała, ale podejrzewasz, że do swojego gabinetu...
Muzyka zapętlona miała magiczną moc. Przypominała Ci utracone chwile, była niczym lustrem przeszłości. Być może chciałaś zatracić się w przeszłości, być może próbowałaś wyciągnąć z nich nauki na przyszłość - wiedziałaś to tylko ty.
Co robisz?
-
Kate zrzuciła szlafrok na podłogę i pogrzebała we własnych ciuchach, wyciągając dżinsy i bluzę z kapturem, odnalazła w tym bałaganie też torbę z ipodem gdzie włączyła utwór (https://www.youtube.com/watch?v=V6Gzly1HGeo) i wciskając sobie słuchawki, opuściła pokój i swój dom, postanowiła że pospaceruje po okolicy.
-
Spacer po okolicy dobrze Ci zrobił. Poznałaś sąsiedztwo (a raczej psy pilnujące), uliczki, zakamarki, przejścia - w każdym bądź razie wg. Ciebie spożytkowałaś ten czas dobrze. Przy okazji również myślałaś o tym, co dzisiaj się wydarzyło? Czy zawsze będzie tak napięcie? Czy zawsze będziesz musiała kogoś ratować bądź zabijać? Ostatnie trzy doby wydawały się tak mocno przesiąknięte emocjami, że poprzednie "ludzkie" życie wydawało Ci się "nudne". W takim rozmyślaniu i kolejnym szukaniu minęło ok. pół godziny. Wróciłaś pod swój dom. Dom, który dawał Ci schronienie, zrozumienie, wiedzę i znajomości... oraz rodzinę. Rodzinę w pewnym sensie. Być może było Ci to pisane? Nie wiesz tego...
Co robisz?
-
Kate nie chciała wchodzić do środka. Znała porę ale siedzenie na schodach lub nie i tak tego czasu nie skróci więc wybrała schody, usiadła i tępo wpatrywała się przed siebie.
-
Po chwili, gdy tak siedziałaś sama otworzyły się drzwi główne i z domu wyszedł Klaudiusz. Zamknął drzwi i usiadł obok Ciebie, lecz nie odzywał się. Podejrzewał, bądź przewidywał w jakim stanie jesteś więc postanowił dotrzymać Ci towarzystwa. Będziesz chciała coś powiedzieć, nie będziesz - to tylko zależy od Ciebie.
-
Kate oparła głowę o jego ramię i zamknęła oczy. Nie chciała myśleć o czymś konkretnym po prostu dwoje ludzi siedzących na schodach w milczeniu, niby z tego samego obcego świata a jednak różni.
-
Klaudiusz postanowił nie przerywać tej ciszy. Widocznie potrzebowałaś kogoś bądź czegoś, kto w teorii rozumie, co przechodzisz. Wyciągnął starą czarno-białą fotografię i spojrzał na nią. Ty również spojrzałaś na zdjęcie. Przedstawiała ona jego, tutaj akurat w wersji młodszej, jakiegoś chłopca w wieku dziesięciu lat oraz dorosłą kobietę. Mogłaś podejrzewać, co znaczyli bądź znaczą Ci ludzie dla Klaudiusza, lecz czy się odezwiesz? Twoja sprawa. Potrzymał chwilę to zdjęcie, spojrzał się jeszcze raz na nie i je schował.
Miasto tymczasem powoli, bardzo powoli budziło się do życia. Słońce jeszcze nie wstawało, ale było widać, że ludzie przejmują "panowanie" nad miastem. Zaczęły jeździć śmieciarki, pojedyncze samochody, taryfy. Ludzie podążali ku swoim przeznaczeniom, a wy tak siedzieliście. Trwaj chwilo trwaj można by rzec...
Co robisz?
-
Kate niechętnie chciała opuścić widok jaśniejącego nieba, tęskniła za dniem, w nocy już nie jest wszystko takie same. Nawet litery przy sztucznym świetle wyglądają inaczej. Wstała i pokiwała znacząco głową w jego stronę na znak podziękowania i udała się do swego pokoju.
-
Wróciłaś do siebie. Zauważyłaś, że jest w takim samym stanie, w jakim go zostawiłaś wychodząc. Muzyka ciągle grała ta sama co poprzednio, ubrania leżały w kącie lecz mokre ślady zniknęły. Tak jak poprzednim razem wiedziałaś, że ten pokój to twoja mała twierdza i mieszkający w nim "domownicy" uszanowali to.
Co robisz?
-
Zrzuca ciuchy w kąt i kładzie się do łóżka, za dużo wydarzeń za mało czasu na zrozumienie siebie.
-
Położyłaś się na łóżku i praktycznie od razu zasnęłaś. Zaczęłaś śnić...
Śniło Ci się, że stoisz na klifie. Wiatr mocno rozdmuchiwał twoje włosy, lecz nie przejmowałaś się tym. Spoglądałaś w dal, szukając po zburzonej wodzie czegoś, co zgubiłaś. Nie wiedziałaś co to było. Stałaś tak, czas jakby stanął w miejscu. Jedynie grzmot wzburzonej wody uderzającej w klif zagłuszał ciszę... Po chwili woda się uspokoiła a ty usłyszałaś swoje imię. Odwróciłaś się i zauważyłaś swoją matkę... tę którą utraciłaś podczas swojego spokrewnienia. Jane otoczona była bladą jasnoniebieską aurą, przechodzącą w cynober. Uśmiechała się do Ciebie i gestem pokazała Ci, byś dołączyła do niej. Podeszłaś lecz nie mogłaś nic powiedzieć, tak jakby słowa były cięższe od tego, na co patrzysz. Zaczęłaś płakać, lecz Jane otarła Ci łzy swoją dłonią i powiedziała:
- Ciii, moja córko - po czym podniosła twoją głowę tak, byś patrzyła jej w oczy - Wiem, że widziałaś mnie poprzedniej nocy. Cieszyłam się widząc Ciebie dojrzałą, być może zadowoloną, ale też nieszczęśliwą. Nie próbuj być obojętna na innych. To zawsze się źle kończy. Ale nie mogę być z Tobą dłużej. Dzień przechodzi, noc już wstaje. Nie trzymaj się tylko zemsty! Masz całą wieczność na nią... I nie odtrącaj pomocy i uczuć innych.... Żegnaj córko. Może się jeszcze zobaczymy - po czym pocałowała Cię w czoło i puściła. Widziałaś jak odchodzi, po czym po chwili rozpłynęła się w powietrzu. Chciałaś coś krzyknąć, lecz nagle przebudziłaś się. Rozejrzałaś się po swoim pokoju i zauważyłaś, że jest ono posprzątane. Muzyka została wyłączona, ubranie leżało obok na fotelu uprane i wyprasowane. Spojrzałaś na zegarek i zobaczyłaś, że pokazuje on godzinę 20:00.
Co robisz?
-
Kate usiadła i przykryła się kołdrą.
Rozejrzała się po pokoju i zamyśliła.
Starała się porównać sen z zeszła nocą z tym kogo zna i szukać odpowiedzi we własnej głowie, po kilku minutach jednak postanowiła wstać, wykąpać się u brać oraz zadbać o to by wyglądać odpowiednio naturalnie jeżeli chodzi o skórę (dodatkowy pkt vitae), później postawiła krzesło na wprost okna i spoglądała przez nie siedząc.
-
Zakładając koszulkę, poczułaś że jest ona "cięższa". Nie tak bardzo, by Ci utrudniała ruchy bądź się wyróżniała, ale odczułaś różnicę. Zapewne Klaudiusz zrobił to, o czym rozmawialiście poprzedniej nocy. Po chwili gdy byłaś gotowa i siedziałaś przed oknem zauważyłaś, że pogoda była ładna. Ani jednej chmurki, księżyc ładnie stał w pełni...
-
Wstała i odłączyła ipod od ładowarki, wsunęła sobie słuchawki i włączyła pierwszy lepszy utwór z listy, którą aktualizuje kiedy czuje, że czegoś tam brakuje.
Ubrała się do wyjścia i wyszła z pokoju, z nikim nie rozmawiała tylko opuściła mieszkanie i skierowała swe kroki w stronę sklepów. Dotarło do niej, że powinna umieć się jakoś bronić, a że kiedyś natknęła się na takie ostrza (http://www.sageblades.com/wp-content/uploads/2016/04/DSC06134.jpg) to postanowiła odszukać coś w podobie, chodziło o lekkość i konstrukcje bardziej niż wygląd i im trwalszy przedmiot to tym lepiej. Omijała więc antykwariaty i tanie sklepy, szukała bardziej kogoś, kto mógłby się podjąć zrobieniem czegoś takiego niż tanizny, która mimo antycznej łatki rozpadnie się w dłoni po chwili.
Buszując po sklepach, raz po raz odsłuchiwała sobie (https://www.youtube.com/watch?v=bvjNyJ8TBNk) ten utwór.
-
Chodząc po mieście i szukając odpowiedniego warsztatu trafiłaś do Chinatown. Być może mieniło się jako dzielnica taniości i małych chińskich rączek, ale były tutaj też dobre zakłady rzemieślnicze i być może trafisz akurat do tego, czego tak mocno poszukiwałaś. Stojąc zamyślona przed wejściem podleciał do Ciebie chłopczyk i łamaną angielszczyzną zapytał się:
- Pseplasam Pani. Pani potcebować pzewodnik? Li Mu Bay znać wsytko i wsytkich w Chinatown!
-
Oglądała wystawy i przyglądała się budownictwu, na pierwszy rzut oka można było ocenić co jest podróbą a co czymś więcej lub droższą podróbą, chłopiec ją wyrwał z zamyśleń. Spojrzała na niego i wyłączyła muzykę, wyciągnęła słuchawki i schowała wszystko w torbie mocniej ją zamykając, po czym kucnęła przed chłopcem i się uśmiechnęła,
- znasz kogoś kto potrafi wykuć twarde ostrze na zamówienie ? Jeżeli tak, to tego wieczoru nie położysz się spać z pustą kieszenią - po czym wyjęła z torby mały portfel i wręczyła mu kilka dolarów, ponownie go chowając i upewniając się, że torba jest dobrze zapięta. Nie miała nic przeciw tej dzielnicy ale czy to z książek czy też z opowiadań, takie miejsca były przesiąknięte podwójnym obliczem, tajemniczym i pozostawiającym specyficzny dreszczyk dla kogoś takiego jak ona.
-
Zauważyłaś, że gdy chłopak dostał pieniądze od razu zmienił swoje nastawienie. Wziął Cię za rękę i pociągnął biegiem wgłąb Chinatown. Mijaliście sklepy, restauracje, kantor i po chwili zaprowadził Cię w boczną uliczkę.
- Pani pójdze tędy i spyta o Chen Fanga! Chen Fang kowal najlepsi! - po czym uciekł Ci z pola widzenia. Uliczka była opuszczona, a ściany były pomalowane we wspaniałe stare murale. Nie widać było wandalizmu czy innych oznak zniszczenia, widocznie mieszkańcy dzielnicy dbali o siebie i swoją okolicę. Podeszłaś do drzwi, które były zamknięte. PRzy drzwiach zawieszony był mały gong z pałką, widocznie był to swego rodzaju dzwonek.
Co robisz?
-
Wedle podanych wskazówek tak też uczyniła, użyła owego dzwonka i zapytała o osobę, która miała ponoć być w tym miejscu, gdyby się okazało, że to ta osoba, lekko skina głową na znak przywitania i prosi o możliwość rozmowy w środku.
-
Gdy uderzyłaś w dzwonek zdziwiłaś się, że gong nie wydał żadnego dźwięku. Po chwili drzwi otworzył Ci mężczyzna, wspomniany wcześniej przez chłopaka Chen Fang (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/b2/aa/b1/b2aab1f0052671ca46f76101d04fe291.jpg). Wyczułaś, że jest kainitą jak ty, lecz było w nim coś niezwykłego. Nie potrafiłaś określić, do jakiego należał klanu. Spojrzał na Ciebie, po czym delikatnie się ukłonił i zaprosił do środka. Gdy weszłaś do środka ukazał Ci się widok sklepu połączonego z kuźnią. Po lewej stronie ciągnął się duży drewniany blat, za którym zawieszone były wszelakiego rodzaju broń biała pochodząca z Dalekiej Azji... Na przeciwko drzwi był ogromny piec kowalski, kowadło z młotem, maszyny do ostrzenia broni i wiadra z wodą... Po prawej stronie było miejsce przeznaczone do testowania wyrobów oraz pozostała część kolekcji, łącznie z kilkoma zbrojami samurajskimi. Całości dopełniały ściany pomalowane w azjatyckie obrazy bitewne oraz mitologii chińskiej i japońskiej. Gdy obejrzałaś już wszystko Chen Fang zapytał:
- Nazywam się Chen Fang i jestem właścicielem tej kuźni. Z kim mam przyjemność i czym mogę służyć, Dziecię Nocy?
-
Kate z lekką fascynacją oglądała pomieszczenie, czuła się jak w żywym muzeum i to jej wystarczyło by stwierdzić, że jest we właściwym miejscu. Lekko żałowała, że nie rozmawia z człowiekiem ale z drugiej strony wampir mógł poszerzać swą wiedze całe dekady,
- nazywam się Katherine Delgado i przychodzę do pana w pewnej sprawie - wyciągnęła swój notes, naszkicowała w nim koncept ostrza i wyrwała stronę podając mu ją,
- potrzebowałabym takie dwa, nie znam się na metalurgii ale wiem, że we właściwych rękach można stworzyć prawie wszystko na zasadzie łączenia lekkości i ogromnej wytrzymałości....podjął by się pan takiego zlecenia ? - spytała zamykając torbę.
-
Chen odebrał od Ciebie kartkę z rysunkiem, spojrzał na niego i powiedział:
- Każde ostrze wykute przeze mnie ma swoją historię. Czy będzie służyło tylko jako narzędzie, czy może zostać przeznaczone do wyższych celów? Wykucie takich ostrz nie zajmie dużo czasu, chyba że potrzebuje pani precyzji i kunsztu. Rozumiem, że kuku machan, które mi tutaj pani pokazała mają być odpowiednie. Jakieś konkretne wskazówki? Nóż musi pasować do właściciela oraz właściciel do noża... Jakieś specjalne upodobania?
-
- precyzja i kunszt jest tym czego szukam, kwestie wzornictwa możemy omówić dalej - odpowiedziała. (GM może być i taki wzorek jaki był wysłany wcześniej).
-
Chan Feng podrapał się po swojej łysej głowie i powiedział:
- Zrozumiałe.. Kuku Machany będą gotowe na jutrzejszą noc. Mogę je wysłać pod wskazany przez panią adres, albo pani sama się po nie wybierze. Decyzja należy do pani.
-
- osobiście zgłoszę się po nie lub kogoś tu przyśle, po nie....ile będzie mnie kosztować pana usługa ? - spytała.
-
- Przysługę - odpowiedział Chan Feng - Nie dzisiaj, nie jutro, ale w przyszłości. Powiedzmy, że moje wyroby są inwestycją w przyszłość. A lubię wiedzieć, gdy moje wyroby trafiają do właściwych odbiorców. Proszę zostawić mi jakieś dane kontaktowe, dam znać jak Kuku Machany będą gotowe - po czym ukłonił Ci się i odprowadzał Cię wzrokiem...
-
- przysługę pan powiada, teraz tylko zależy o jakich mówimy bo raczej obydwoje nie chcielibyśmy się postawić w sytuacji, gdy przysługa przerośnie wartość zlecenia bądź moje możliwości, proszę mieć to na uwadze....na przyszłość rzecz jasna - po czym wręczyła mu malutką karteczkę z własnym imieniem i nazwiskiem oraz adresem korespondencyjnym.
-
- Umie się pani targować - odpowiedział Feng - Przysługa będzie wprost proporcjonalna do pracy włożonej przeze mnie oraz wartości noży. Nie będzie się pani czuła wykorzystana - po czym podziękował Ci i odprowadził Cię do wyjścia [Jeżeli chcesz się jeszcze o coś go zapytać, to jest to dobra pora].
-
- dziękuje za wszystko i oczekuję rezultatów o jakie proszę, w zamian postaram się stanąć na wysokości zadania jakie w przyszłości od pana otrzymam i odpłacić się w równym stopniu - ukłoniła mu się i opuściła pomieszczenie.
-
Wyszłaś na zewnątrz i skierowałaś się z powrotem na ulice. Zauważyłaś, że miasto powoli szykowało się do snu, ale nie Chinatown. Dzielnica powoli zaczynała ożywać do wieczorno-nocnego trybu. Widziałaś, jak młodzi ludzie stali przy tuningowanych samochodach, cały czas popisując się i puszczając głośno muzykę. Pewien sklepikarz chodził cały czas w kółko, widocznie na kogoś czekał. Panie najstarszego zawodu na świecie wyszły i czekały pod czerwonymi latarniami czekając na okazję do zarobku...
Gdzie się kierujesz?
-
Póki co spotkanie na tej drugiej stronie przynosiło dla niej owocne profity dlatego Kate postanowiła powłóczyć się jeszcze przez jakiś czas po tej malowniczej dzielnicy.
-
Melodia (https://www.youtube.com/watch?v=4RgcU_AZ3vI) na jakiś czas ;)
Chodząc po dzielnicy nic ciekawszego nie zauważyłaś. Chodziłaś po targu, odwiedziłaś park, oglądałaś uliczki, ogólnie było spokojnie. Mieszkańcy dzielnicy dbali o swoje bezpieczeństwo i wygląd dzielnicy, nie pozwalali na dewastację swojej małej ojczyzny. Spojrzałaś na zegarek i zobaczyłaś, że jest 21:42. Gdy wróciłaś na główną ulicę przemknęły obok Ciebie szybko poruszające się ścigacze. Gdy motocykle były na wysokości młodych ludzi przy swoich samochodach, motocykliści otworzyli ogień z pistoletów maszynowych. Mężczyźni nie spodziewali się ataku i każdy z nich oberwał serią, po czym motocykliści przerwali strzelać i szybko wyjechali z dzielnicy. W moment zrobiło się pusto na ulicy, wszyscy po uciekali. Po chwili z jednej z restauracji wybiegło kilku kolejnych facetów, uzbrojonych w pistolety i pistolety maszynowe. Szybko rozejrzeli się po okolicy, dwóch z nich pobiegło w stronę uciekających ścigaczy, a reszta pobiegła w stronę zabitych
-
Kate postanowiła się nie mieszać, była tu obcą i mało kogo mogło by obchodzić co ma do powiedzenia, postanowiła po prostu mało widocznie opuścić dzielnicę i skierować się do centrum miasta.
-
Opuściłaś Chinatown od strony północnej i skierowałaś się do centrum miasta. Mijałaś ludzi, samochody, ogólnie miasto powoli szykowało się do snu... Przynajmniej dla tej ludzkiej części. Kierując się bez ładu i składu dotarłaś w centralny punkt, z którego mogłaś udać się do Elizjum, swojego domu bądź do Afterlife.
Gdzie się udajesz?
-
Kate wybrała Elizjum i tam też się udała, po drodze z pustym umysłem tempo wpatrywała się w różne napotkane rzeczy i ludzi lub kainitów.
Podmuch mijanych aut, szepty i pourywane zdania przechodniów, to znowu samotny kot drapiący się w jednej z uliczek; obojętnie mijała wszystko aż dotarła pod wskazany adres.
Weszła i oddała płaszcz, z torbą na jednym ramieniu a zwisającą na przeciwległym boku - udała się lekko przeciskając do baru.
Chciała odnowić zapas vitae do maksymalnego poziomu jaki jej żyły były w stanie znieść, więc zamówiła to i owo i wybrała jakiś kąt barowy, gdzie w spokoju usiadła i delektując się smakiem drinków zaczęła analizować notatki jakie już posiada.
Wykreślać nazwiska, uzupełniać informację i gdy tak przeglądała poprzednie zapisy dopiero teraz to do niej dotarło....tropiąc wiedzę, notując wydarzenia, punktując myśli i rysując małe karykatury lub inne bazgrołki - stworzyła pamiętnik.
Coś czego nie posiadała nawet jako nastolatka, tzn chciała iść z prądem i mieć oraz zachowywać się jak inne rówieśniczki....przynajmniej udając w ten sposób, że jest normalną ale....ale jakoś nigdy nie umiała się za to zabrać.
Uznała więc, że skoro już ma tu tak wiele rzeczy, które są niczym powyrywane strony tekstu z różnych książek, to będzie to kontynuować, tym bardziej, że pierwsze zapisy a raczej nauki języka tremerskiego pokrywają się z jej pierwszą nocą.
-
Będąc w Elizjum słyszałaś muzykę (https://www.youtube.com/watch?v=2pda8kv6JQY) puszczoną przez DJ'a, lecz przy konsoli nikogo nie było. Widocznie był czymś zajętym... Pomimo tego kainici i ludzie bawili się na parkiecie, dopasowując swoje tańce i pląsy do muzyki. Z zamówionymi drinkami usiadłaś w rogu baru tak, by nikt Ci nie mógł przeszkodzić [odzyskujesz pełny zapas vitae]. Czułaś lekkie upojenie alkoholem, lecz nie przejmowałaś się tym. Zajmowałaś się swoimi notatkami, starałaś się wszystko sobie posortować, spisywałaś głupie myśli, wydarzenia poprzednich nocy. W pewnym momencie przeciągnęłaś się i od niechcenia rozejrzałaś się po sali. Zauważyłaś, że w Elizjum pojawił się Underwood, który skierował się do ochroniarzy Księcia. Chwilę z nimi porozmawiał i wszedł do windy... Z zapatrzenia wyrwał Cię barman:
- Jeszcze raz to samo?
-
- nie dziękuje, póki co to mi wystarczy - choć miała jeszcze połowę ostatniej szklanki, oparła się wygodnie o ścianę i obserwowała całe zajście,
- ktoś tu dziś pracuje - przyznała sama sobie.
-
Barman odszedł od Ciebie, zajął się zamówieniem innego kainity. Ty tymczasem siedziałaś sobie dalej i myślałaś. Po chwili do klubu weszli egzekutor i szeryf, po czym oni również zniknęli w windzie...
-
Siedziała dalej sama notując, to znowu przeglądając notatki raz już wparowała bez ważnego zaproszenia a z drugiej strony wspomnienia z zeszłej nocy wciąż były żywe, nawet po alkoholu nie była w stanie pozbyć się obrazu ostatniego spojrzenia kainitki którą wrzuciła w bryje ognia. Postanowiła więc dopić szklankę i skupić się na notatkach chcąc odgonić myśli.
-
Po jakimś czasie doszło do Ciebie, że muzyka zmieniła się na bardziej agresywną (https://www.youtube.com/watch?v=nwrbfKlW_Zo). Podniosłaś głowę i spojrzałaś na miejsce, gdzie była konsola DJ-a. Za konsolą stał inny DJ (http://rockrevoltmagazine.com/wp-content/uploads/2013/12/Zardonic-mask-white-background.jpg) , którego rozpoznałaś jako człowieka. Tłum na parkiecie od razu powiększył się i przystosował się do nowych brzmień.... Po chwili do baru podszedł znany Ci assamita, usiadł i zamówił jakiegoś drinka.
-
Kate skończyła pić, odstawiła szklankę i zerkając raz po raz na kainitę i obserwując nastrój - zajęła się własnymi sprawami.
-
Wyczułaś, że Underwood jest niesamowicie spokojny. Po chwili spojrzał się na Ciebie, lekko się uśmiechnął i przysiadając się zapytał:
- Wolne miejsce, czy zajęte? Nie zauważyłem Cię wcześniej.
-
Przesunęła swoje rzeczy by miał miejsce,
- wolne - odpowiedziała,
- pracowita noc ? - spytała śledząc notatki z piórem w ustach i ołówkiem za uchem.
-
- Pracowita? Zakończyłem wczoraj kontrakt dzięki Tobie - odpowiedział Seth - W sumie powinienem tobie wypłacić część honorarium, w końcu to ty dorwałaś Tarvesenównę. Chcesz pogadać o czymkolwiek?
-
Przygryzła pióro i się na niego spojrzała,
- nie jesteś mi nic winien jak już wcześniej wspomniałam - wróciła do lektury rozluźniając uścisk szczęki,
- jednego psa sabatu mniej....co do tematów, nie jestem wybredna - odpowiedziała po chwili.
-
- Racja, im mniej Sabatu tym lepiej - odpowiedział Seth, upijając trochę drinka - Nie miałaś wrażenia, że miejsce w którym walczyłaś było... intensywne? Miałem dziwne odczucia jak schodziłem do tej piwnicy...
-
- było przepełnione magią, dawało niezłego kopa jeżeli o to pytasz a co ? - spytała nie przerywając wertowania własnych stron i robieniu na ich podstawie kolejnych dopisek na ostatniej.
-
- Gdy zszedłem na dół, czułem wszędzie śmierć. Tak jakby była to jakaś komnata rytualna - odpowiedział Seth - Gdy odjechałaś z Klaudiuszem, chwilę badaliśmy teren z Hugo ale i tak tylko zabezpieczyliśmy wejście. Ktoś z twojego klanu miał przybyć na miejsce i dokładnie je zbadać. Poza tym widziałem Jane, co było... dla mnie dziwne. To ty się będziesz znała na tych sprawach, może mi będziesz w stanie wytłumaczyć kogo wczoraj widziałem.
-
Kate jakby przełknęła ślinę i schowała przybory do pisania i sprzątnęła własny bałaganik,
- moją prawdziwą matkę a twą lubą, nie wytłumaczę ci dlaczego i czemu nawet mnie nawiedza we snach. Może ma taką moc a może to tylko my chcemy tak myśleć....ale tamtego wieczoru i ja ją widziałam, więc w tym szaleństwie nie jesteś sam - choć słowa były skierowane w jego stronę, twarz miała zwróconą w stronę jakiejś półki na alkohole, gdzie próbowała jakby wiercić wzrokiem całą zawartość.
-
- Cóż, pozostanie teraz tylko w naszych wspomnieniach - odpowiedział, po czym wypił resztę swojego alkoholu. Podążył spojrzeniem za twoim wzrokiem - Masz na coś ochotę?
-
- uzupełniłam braki - oderwała wzrok i rozsiadła się wygodniej nie sprawiając już wrażenia takiej spiętej,
- jeżeli musisz to uzupełniaj ja mogę co najwyżej zamówić coś latowego - dodała.
-
Assamita zamówił kolejnego drinka, a tobie lżejszą wersję tego, co do tej pory piłaś. Uiścił wartość i spytał:
- Dziennik prowadzisz, czy jakieś luźne notatki?
-
- pół na pół z tego co piję - zażartowała i upiła łyk,
- raczej nie znajdziesz tam nic z wartościowych rzeczy - dodała po chwili.
-
- Dla jednego mogą być to najcenniejsze zapiski, dla innego same bzdety - odpowiedział Seth, wypijając drinka na raz. Spojrzał na zegarek, po czym ponownie spojrzał na Ciebie i powiedział:
- Na mnie już pora. Muszę odwiedzić jeszcze kamieniarza i załatwić sprawy związane z pochówkiem. Dam znać Olivii kiedy będzie pogrzeb - po czym wstał i skierował się do wyjścia.
-
Kate zmarszczyła czoło,
- czekaj z jakim pochówkiem ? - spytała.
-
- Ktoś musiał się zająć pochówkiem Jane - odpowiedział Seth, po czym kontynuował - Jako ostatnia "krewna" masz prawo decyzyjne, czy chcesz stworzyć symboliczny pochówek dla niej. W moim odczuciu przydałoby się.
-
Kate zastygła, do tej pory nie myślała, nie odczuwała tego w taki sposób, być może nawet sądziła że to już zostało zrobione i myliła się....gorzko się myliła,
- nie waż się iść beze mnie - w swoim stylu przymrużyła oczu to mówiąc po czym zawołała barmana, szepnęła mu coś na ucho po czym czekała chwilę i barman przyniósł dwa małe drinki,
- to na drogę - podała Sethowi jeden i nie czekając wychyliła swój wyraźnie się krzywiąc,
- szlag, a myślałam, że mi ze studiów przeszło - poprawiła włosy i odstawiła pusty kielonek,
- prowadź - odparła zbierając rzeczy.
-
Assamita podziękował Ci za drink, lecz nie wypił go tylko go oddał Tobie. Poczekał aż go wychylisz i poprowadził Cię do wyjścia. Odebraliście swoje rzeczy z szatni i Seth poprowadził Cię na parking. Zmierzaliście do czarnego vana, którego widziałaś wczoraj. Gdy weszłaś do środka zauważyłaś, że jest on zmodyfikowany. Z tyłu było kilka szafek, zapewne z uzbrojeniem oraz zwinięty wojskowy śpiwór. Widocznie ten samochód to był cały dobytek assamity. Seth odpalił silnik i skierował vana na ulice.
- Chcesz o coś spytać, Katherine? - spytał assamita.
-
- jedź - nasunęła kaptur i włączyła (https://www.youtube.com/watch?v=xrb65FwVQog) sobie utwór na stopniu takim by go słyszeć, przykleiła nos do szyby i chciała zagłuszyć kolejne myśli i oskarżycielskie pytania siebie samej tak długo jak to możliwe.
-
Seth wykonał twoje polecenie, kierując vana ulicami miasta. Ulice miasta były spokojne. Gdzieniegdzie minęliście taryfę, jakieś inne samochody, ludzi i kainitów udających się własnymi ścieżkami ku własnemu przeznaczeniu. Po dłuższym czasie przyjechaliście na parking jednego z cmentarzy San Francisco. Seth zaparkował, po czym wyłączył silnik i powiedział:
- Cóż, w sumie możemy to załatwić dzisiejszej nocy. Mam ze sobą... urnę z prochami Jane. Muszę tylko dopełnić formalności z miejscowym grabarzem i możemy dzisiaj ją... pochować. Tak jak powinno to być zrobione - po czym wszedł w głąb vana i podszedł do jednej z szafek. Otworzył ją i wyciągnął urnę (http://morteart.pl/49-thickbox_default/urna-czarna-roza.jpg), po czym wysiadł z samochodu. Ty też wysiadłaś, po czym Seth podał Ci ją i pozamykał samochód. Udaliście się do domu grabarza, który zajmował się tym cmentarzem. Seth zapukał do drzwi i po chwili otworzył je Wam grabarz (https://assets3.thrillist.com/v1/image/634117/size/tl-horizontal_main/movember-inspiration-from-the-master-of-the-lip-bonsai). Wyczułaś, że jest to człowiek.
- Dobry wieczór Samuelu, nie przeszkadzamy? - spytał Seth.
- Nie - odpowiedział grabarz - Proszę, wejdźcie - po czym wyszedł z domu, by was wpuścić. Seth przepuścił Cię pierwszą i wszedł za tobą. Samuel zamknął drzwi i zaprosił was do salonu. Gdy weszłaś do środka zauważyłaś, że salon grabarza jest skromnie umeblowany. Stare drewniane meble, jeden fotel bujany, stara lecz nie zniszczona sofa, drewniany stół oraz kilka witryn z książkami.
- Usiądźcie, proszę - powiedział Samuel, po czym sam usiadł na bujanym fotelu. Usiedliście, po czym grabarz kontynuował pytając się Ciebie:
- Rozumiem, że Wy w sprawie pochówku?
-
Kate stała lekko drżąc trzymając urnę i co najwyżej było widać jej spokojne usta spod kaptura, nie odzywała się ale im szybciej mogli opuścić ten pokój i udać się ponownie w szum drzew cmentarnych tym lepiej.
-
- Tak Samuelu - odpowiedział za Ciebie asamita - Mamy ze sobą urnę z prochami ważnej dla nas osoby. Znajdziesz jakieś odpowiednie miejsce?
- Nie będzie z tym problemu. A o biurokrację się nie martwcie, załatwię to sam - odpowiedział grabarz, po czym wstał, podszedł do szafy i wyciągnął z niego płaszcz i kapelusz, po czym założył je i poprowadził was do wyjścia. Gdy wyszliście na zewnątrz Samuel podszedł jeszcze na chwilę do szopy i wziął z niej dwie łopaty. Grabarz poprowadził Was w zachodnią część cmentarza, w stronę bardziej zalesioną i usytuowaną na niewielkim wzniesieniu. Zatrzymaliście się przed dziurą, nad którą była już usytuowana czysty kamienny nagrobek.
- Jak nazywała się osoba, którą dzisiaj pochowamy? - spytał grabarz.
- Jane Monica Barnett - odpowiedział Seth.
- Chcielibyście coś jeszcze na nagrobku?
- Lubiła róże. Jeżeli byłbyś w stanie wykuć jedną...
- Załatwione. Coś jeszcze?
- Nie wiem, Katherine może ty coś zasugerujesz? - Spytał się Ciebie assamita.
-
Kate tylko kiwnęła przecząco głową. Nie była w stanie wydusić z siebie słowa, choć jego wrażliwy słuch mógł wyłapać jak pokrywa od urny lekko drga.
Oto w jej dłoniach spoczywał ktoś kogo ledwo znała ale sama myśl, że nigdy się nie spotkają, nie będą mogły rozmawiać...doprowadzało ją do łez, złości i łez jednocześnie.
-
Melodia (https://listenonrepeat.com/?v=d-FzCJNKfR8#31_-_Fate) na jakiś czas.
- To chyba wszystko Samuelu - powiedział Seth, patrząc na twoją reakcję - Możemy zacząć?
- Oczywiście. Proszę, wsadźcie urnę do wykopu - odpowiedział grabarz, obserwując Wasze zachowanie. Postanowiłaś, że sama ją umieścisz w miejscu. Zeskoczyłaś i położyłaś ją ostrożnie na ziemi. Seth podał Ci rękę i pomógł Ci wyjść z wykopu, po czym otulił Cię ramieniem, byś nie czuła się osamotniona. Jeżeli nie pozwalasz mu tego zrobić, stoi obok Ciebie. Zauważyłaś, że Seth nic nie mówił, patrzył się tylko w urnę i w miejsce, w którym ją złożyłaś. Widocznie nie miał w sobie odpowiedniej siły, by przełamać tą stratę. Grabarz również to zauważył i powiedział:
- Panie, prosimy Cię przyjmij zmarłą naszą siostrę Jane Monicę Barnett do swojego Królestwa Niebieskiego. Jane była ważną osobą dla tych dwojga ludzi, prosimy Cię zatem nie patrz na jej grzechy, tylko dopuść ją do swojej światłości i obdarz nas pokojem. Amen - po czym uczynił znak krzyża i odszedł od Was. Po chwili zauważyłaś, że Seth klęknął na kolana i zaczęły mu lecieć krwawe łzy. Nie płakał, lecz nie potrafił zapanować nad tym uczuciem...
-
Kate nie dała się objąć ale widząc towarzysza w bólu sama zapłakała, znacznie głośniej od niego.
Uklękła na kolana i przytuliła go do siebie, płacząc raz po raz ocierała mu łzy i tuliła do własnej piersi jednocześnie bijąc pięścią w ziemię. Wymusiła nawet kiwanie się w tym szlochu razem z nim, trwało to długo...przynajmniej z jej strony, musiała się uspokoić i przestać tulić go do siebie i co chwile upewniając się czy już nie płacze.
W myślach dźgała się wszystkim czym mogła, że nie było jej więcej dla niej, że nie umiała się przekonać co do niej w listach, że tak bardzo bała się tego spotkania, że wiedza i mistyczność wygrała z ludzkimi odruchami,
- precz - szepnęła w stronę grabarza,
- wdzięczna ci jestem za pochówek ale sama ją pochował a teraz precz mi z oczu ! - wrzasnęła podrywając się z ziemi, co mogło go wystraszyć, a gdyby przywykł to zignorowała go i sama zabrała się za łopatę i zaczęła zakopywać dół, raz po raz ocierając zakrwawione oczy i zaciskając zęby z bólu.
Ból był w każdej komórce jej ciała im więcej ziemi ją zakrywało tym bardziej ją to bolało, drżały jej ręce i kolana ale chciała i musiała to zrobić, choć tak bardzo dusiło ją w środku jakby zakopywała ją żywcem.
-
Seth dał się porwać chwili, razem z tobą dzielił się bólem. Przyjmował również twój i po chwili zauważyłaś, że opanował emocje. Wziął drugą łopatę od grabarza i pomógł Ci zakopać dół. Po jakimś czasie zakopaliście go. Stanęliście nad grobem i pożegnaliście się z Jane. Po chwili podeszliście do grabarza i oddaliście mu narzędzia pracy. Seth powiedział:
- Co do zapłaty...
- Jesteśmy teraz kwita - odparł Samuel, po czym skinął głową na pożegnanie i odprowadził was wzrokiem. Wyszliście z cmentarza i skierowaliście się do samochodu. Seth spojrzał się po swoim ubraniu oraz po twoim i powiedział:
- Nie możemy tak się pokazać na mieście... Gdzie Cię zawieźć?
-
- jedź do Olivii i uprzedź Klaudiusza by mi przygotował nową bluzkę, dla ciebie pewnie też się coś znajdzie - odpowiedziała wsiadając i cała drogę milczała.
-
Gdy wsiedliście do vana Seth podał Ci telefon komórkowy z wybranym numerem do Olivii. Sam za to odpalił silnik i skierował pojazd na ulicę.
- Słucham? - usłyszałaś w telefonie głos Olivii.
-
- to ja, potrzebuje się przebrać niech Klaudiusz przygotuje mi nową bluzkę....i coś dla Setha, wracamy z pogrzebu Jane...będę wdzięczna - po czym zakończyła połączenie i oddała telefon.
-
Olivia gdy usłyszała od Ciebie chciała coś powiedzieć, ale szybko się rozłączyłaś. Spojrzała się ze zdziwieniem na słuchawkę, po czym odłożyła ją. Spojrzała na Klaudiusza, który również był w jej gabinecie i powiedziała:
- Dzwoniła Katherine. Będzie tu niedługo z Sethem i prosiła o nowe ubrania... dla niej i dla niego.
- Dziwna prośba. Czy panienka powiedziała Pani, skąd wracają? - spytał się ghul.
- Tak - odpowiedziała Olivia - z pogrzebu Jane. Czyżby... - po czym urwała swoją przemowę, spojrzała w okno i przez chwilę wpatrywała się w nie. Nie odrywając wzroku powiedziała do Klaudiusza:
- Przygotuj im ubrania. Gdy będą gotowi, niech przyjdą do gabinetu. Muszę z nimi szczerze porozmawiać.
- Tak, pani - odpowiedział ghul, po czym wyszedł z gabinetu i zamknął za sobą drzwi, zostawiając Olivię z własnymi myślami...
Tymczasem oddałaś telefon Sethowi. Odebrał go od Ciebie i schował w kurtce. Mknęliście powoli ulicami miasta, mijając znów innych użytkowników dróg i chodników w milczeniu. Do waszych uszu dochodził tylko dźwięk zmodyfikowanego silnika dodge'a, którym się poruszaliście. Po jakimś czasie przyjechaliście pod dom Olivii. Brama wjazdowa była otwarta, więc assamita wprowadził vana na podjazd. Gdy to zrobił, za wami zamknęła się brama. Seth zgasił silnik i przeszedł do tyłu ciężarówki. Zaobserwowałaś, że ściągnął brudną kurtkę i schował ją do szafki, w której wcześniej była urna. Po chwili wyszliście z pojazdu i podeszliście do głównych drzwi. Nim zdążyłaś zadzwonić drzwi otworzyły się i ukazał się wam Klaudiusz. Ocenił was szybko spojrzeniem, lekko się uśmiechnął i wpuścił was do środka. Gdy byliście już w domu, powiedział:
- Jak panienka poprosiła, ubrania są już gotowe. Proszę się odświeżyć. Pani domu czeka na Was u siebie w gabinecie, ale przyjmie was dopiero jak się odświeżycie. Proszę Seth, pójdź ze mną - po czym poprowadził Setha korytarzem zapewne do wcześniej przygotowanego pokoju. Zostałaś sama...
-
Kate obejrzała uważnie płaszcz, poza okruchami ziemi, nic mu nie dolegało natomiast bluzka i jej rękawy były do niczego. Skierowała swe kroki do pokoju rozbierając się po drodze i dopiero w nim ułożyła stertę ubrań,
- muszę poprosić o kosz na takie rzeczy - powiedziała do siebie po czym naga weszła pod prysznic, chwile tam posiedziała pozwalając by woda spłukała krew i brud, obserwowała jak strumienie wody opłukują jej piersi i brzuch, po czym tępo wpatrywała się w krople kapiące z jej łona aż w końcu wyszła i wytarła ciało. Wysuszyła włosy i przebrała się. Spojrzała na fotografię rodziców i odczuła puste miejsce,
- ciekawe czy gdzieś jest fotografia Jane - pomyślała i wyszła z pokoju chcąc sprawdzić czy Seth jest już gotowy i czy mogą iść na spotkanie z Olivią.
-
Gdy wyszłaś z pokoju zauważyłaś, że na końcu korytarza oczekuje na Ciebie assamita. Ubrany był w czarny garnitur z białą koszulą oraz czarnym krawatem. Jedyne, co miał "starego" to lekko wyróżniające się szelki z kaburami pod pachami. Gdy zauważył Cię uśmiechnął się, widząc Cię lekko odmienioną. Gdy podeszłaś do niego zapytał:
- Gotowa na spotkanie z przeznaczeniem? - po czym delikatnie zapukał w drzwi. Po chwili otworzyły się one i ujrzeliście ghula. Wpuścił was do środka, po czym opuścił gabinet i zamknął za sobą drzwi. Olivia stała pod oknem i wciąż wpatrywała się w nie.
- Usiądźcie proszę - powiedziała, nie patrząc się na was. Usiadłaś na fotelu, Seth stanął za tobą i nic się nie odzywał. Po chwili jednak odwróciła się w waszą stronę i zapytała:
- Możesz mi Katherine wyjaśnić co się stało? Po twoim telefonie byłam... lekko zaskoczona.
-
Kate tempo wpatrywała się w odblask na jej biurku,
- odbył się pogrzeb mej stwórczyni....więc ją pochowaliśmy, bez zbierania wszystkich i ogłaszania tego wszem i wobec....kwatera 12, wykopek 7, na Lange Bolivard Street, co jeszcze mam dodać ? - spytała mówiąc spokojnym głosem i dalej wpatrując się w "świecidełko" na biurku,
- a ja nawet nie mam jej zdjęcia - po chwili dodała.
-
- Nie próżnowałeś - skierowała swoje słowa do assamity - Załatwiasz wszystko z prędkością wystrzelonego pocisku.
- W moim przekonaniu należał się pochówek Jane, chociażby symboliczny - odpowiedział Seth - Nieważne czy była Kainitką czy nie, to wciąż była kobieta.
- I nikogo o tym nie poinformowałeś?
- Poinformowałem Scotta o moim planie. Wyraził aprobatę, ale ze względu na ostatnie wydarzenia wolał nie ujawniać swojej obecności.
- A jak Katherine się tam pojawiła?
- Spotkałem ją w Elizjum, była zajęta swoimi sprawami. Chwilę porozmawialiśmy i rzuciłem na odchodne, że zajmuję się pochówkiem. Stwierdziła, że też chce być przy tym a ja nie oponowałem - odpowiedział, po czym po chwili kontynuował - Zresztą, powiedziała Ci wszystko. A teraz wybaczcie, mam jeszcze parę spraw do załatwienia - po chwili podszedł do Ciebie od przodu, kucnął, wyciągnął portfel i wyciągnął z niego fotografię Jane. Podał Ci ją i powiedział:
- Zapewne rozpoznajesz osobę na fotografii. Zostało wykonane kilkanaście lat temu w Wenecji. Zachowaj ją - i wyszedł z gabinetu oraz zamknął za sobą drzwi. Słyszałyście milknący dźwięk kroków odbijający się coraz ciszej od podłogi. Olivia podeszła do Ciebie i powiedziała:
- Przepraszam, że ja się tym nie zajęłam. Pewnie uważasz, że popełniłam mnóstwo błędów i sporo niedokończonych spraw muszą załatwiać inni... Jak stawia mnie to jako twoją matkę i jako przywódczynię klanu, prawda?
-
Trzymała zdjęcie i wpatrywała się chwile gładząc opuszkami palców fotografię jakby głaskała Jane po policzku,
- przedstaw - powiedziała i spojrzała na Olivię, widząc w jej wzroku brak zrozumienia,
- przedstaw mnie starszyźnie, chce wiedzieć, czy mam być tym kim wszyscy oczekują bym się stała...przedstaw mnie radzie we Wiedniu - dodała,
- proces, obyczaje i tradycja w naszym klanie jest najważniejsza, ja mogę długo składać się w środku ale klan stawiam nader wszystko na pierwszym miejscu - szepnęła i wtuliła się w Olivię,
- myślisz, że teraz zazna spokoju ? - spytała.
-
Olivia przytuliła Cię do siebie i trzymała Cię cały czas w objęciach. Gdy usłyszała twoje pytanie, powiedziała:
- Zapewne tak. Szkoda tylko, że Seth nikogo teraz nie dopuści do siebie. Klan klanem, ale ciągle pozostał mężczyzną. Co do twojego pytania o przedstawienie Radzie, chciałam Cię poinformować, że mamy dzisiaj lot do Wiednia. Sprawa Tarvasenów została zamknięta, a Dominic może przez kilka nocy sam porządzić. Zresztą, poinformowałam go już o tym. Polecimy prywatnym samolotem, ale i tak zajmie nam to przynajmniej dziesięć godzin. Dlatego zaplanowałam lot tak, że prześpimy dzień podczas lotu, a jutrzejszego wieczoru będziemy w stolicy Austrii...
-
Kate wysunęła się z objąć i pocałowała Olivię w policzek,
- dziękuje matko - zdobyła się nawet na sztuczny uśmiech mimo smutnych ostatnich wydarzeń,
- pójdę się spakować, niech Klaudiusz da mi znać co i jak - po czym pożegnała się z nią i wróciła do pokoju, zatrzasnęła drzwi i poszperała we wciąż stojących pudłach,
- Jezu muszę się tu w końcu wprowadzić - rozmasowała swoją twarz ale w końcu znalazła pustą ramkę, w którą mogła włożyć zdjęcie i ustawiła je obok zdjęcia rodziców,
- mamo tato....poznajcie Jane....Jane to jest moja biologiczna rodzina, rodzino to jest....boże jakie to głupie - usiadła na łóżku,
- szkoda że się nigdy nie poznaliście - szepnęła do siebie,
- dziękuje Seth za zdjęcie - pomyślała po czym wstała i spakowała kilka rzeczy w torbę, teraz byłą trochę cięższa ale wolała mieć coś na przebranie się niż paradować w tym co nosi.
Usiadła na łóżku i zaczęła rozczesywać swe długie włosy.
-
Po jakimś czasie, gdy rozczesywałaś swoje włosy usłyszałaś pukanie do drzwi. Wstałaś z łóżka i otworzyłaś je. Przed nimi stał Klaudiusz. Uśmiechnął się do Ciebie ciepło i powiedział:
- Pani domu prosi panienkę, by panienka udała się ze mną do garderoby. Razem z Panią wybierzemy suknię odpowiednią do wydarzeń, jakie są zaplanowane na następną noc. We Wiedniu odbędzie się jeden ze słynnych balów, więc Pani prosi by panienka była ubrana stosownie. Będzie to dobra okazja, by poznać elitę panienki klanu. Proszę za mną - po czym poczekał na Ciebie aż się pozbierasz i pójdziesz z nim do celu "przeznaczenia".
-
Odłożyła szczotkę i ruszyła za ghulem,
- bal ? Yhhh - pomyślała.
-
- Nie mnie oceniać co Pani domu planuje, ale może panienka zawsze odmówić uczestnictwa - powiedział ghul - Bądź co bądź to tylko bal, a ważniejsze jest to drugie spotkanie. Ale ja jestem prostym ghulem, co ja tam wiem - po czym zaśmiał się po cichu i poprowadził Cię do sypialni Olivii. Otworzył Ci drzwi i weszłaś do pomieszczenia (http://i.imgur.com/0Ust1Lr.jpg), a ghul zamknął za Tobą drzwi. Olivia siedziała przy biurku czytając jakąś książkę. Gdy zobaczyła Cię, wstała i powiedziała:
- Chodź ze mną - po czym wzięła Cię za rękę i poprowadziła do garderoby (http://cdn.decoist.com/wp-content/uploads/2012/06/Luxurious-closet-design-for-women.jpg).
- Zapewne Klaudiusz wprowadził Cię w mój pomysł - powiedziała Olivia - Możesz się oczywiście nie zgodzić, wtedy poproszę o audiencję by odbyła się wcześniej. Ale jeżeli się zgodzisz, to trzeba by jakoś wyglądać na tym balu. Nie jest to może jeden z największych, ale na pewno ten z tych bardziej "luźnych", jeżeli można tak nazwać... Wybierz sobie coś, można by podkreślić twoją barwę włosów i kolor oczów... [Luna, do wyboru. Szalej ;) - GM]
-
Spędziła chwile i wybrała (https://img1.etsystatic.com/050/3/5745881/il_fullxfull.662957227_bckp.jpg) to. W miejscu ciemnego oczka w naszyjniku - zielony szmaragd.
Wyszła po chwili ubrana i spytała,
- może być ? - jeszcze chwila bawiła się kapturem, po czym go zrzuciła i rozpuściła włosy tak by spływały po bokach jej twarzy.
-
- Oczywiście - odpowiedziała Olivia, uśmiechając się do Ciebie - W tym stroju z twoją urodą na pewno będziesz zainteresowaniem, pomimo tego że będzie tam naprawdę sporo osób. Dobrze, przebierz się z powrotem i zostaw tą suknię razem z biżuterią na wieszaku. Klaudiusz zapakuje ją i będzie czekała na nas w samolocie. Mamy jeszcze dużo czasu, po prostu bądź na czwartą w domu. Wtedy pojedziemy na lotnisko i wsiądziemy do samolotu - po czym sama zaczęła szukać czegoś, co by pasowało do niej...
-
Przebrała się i opuściła dom, na mieście wybrała się do kainity u którego zamawiała noże uprzedziła, że nie będzie jej następnej nocy więc nie musi się spieszyć aż tak bardzo, odbierze zamówienie jak wróci, po czym zaczęła się włóczyć po okolicy.
-
Gdy byłaś u Chan Fenga widziałaś, że akurat pracował nad twoim zamówieniem. Gdy usłyszał, że nie będziesz w stanie odebrać ich następnej nocy zapewnił Cię, że będą czekać na Ciebie aż ich nie odbierzesz. Po opuszczeniu Chinatown chodziłaś bez większego celu po mieście. Rzadko mijałaś ludzi, kainitów praktycznie na ulicy nie było, co jakiś czas przejeżdżała taryfa bądź inny samochód czy motocykl. Po jakimś czasie takiego bezcelowego chodzenia zauważyłaś, że przed pewną czteropiętrową kamienicą stoi zaparkowany motocykl. Był to motocykl należący do Claudii. Czyżbyś trafiła na miejsce zamieszkania assamitki?
Co robisz? Sprawdzasz, czy "koleżanka" jest w domu, czy idziesz dalej?
-
Skierowała swe kroki w stronę motocykla, kładąc dłoń na baku upewniła się, że nie dawno był używany. Mogło to również oznaczać, że to czyjś inny motocykl a ona po prostu je myli, wszak nigdy nie była maniakiem motoryzacji i pewnie z wymianą koła w aucie miała by nie lada problem nie mówiąc już o prowadzeniu go.
Podeszła do drzwi i zapukała.
-
Po jakiejś dobrej chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął podstarzały czarny mężczyzna przeciętnego wzrostu. Obejrzał Ciebie od góry do dołu i spytał:
- Dziecko, wiesz która godzina? Nie ważne, kogo przyszłaś odwiedzić?
-
- przepraszam, pomyłka - wróciła do motocyklu i próbowała albo wprawić autoalarm w buczenie albo nim zatrąbić rozglądając się po oknach za znajomą twarzą.
-
Gdy uruchomiłaś alarm w motocyklu, przed kamienicę wyszedł wcześniej "poznany" mężczyzna.
- Ej, co ty kradniesz czyjąś własność?! Zaraz zadzwonię po po..
- Panie James, proszę wrócić do siebie. Znam ją. Wejdź Katherine - powiedziała Claudia, którą zobaczyłaś stojącą na balkonie czwartego piętra i usłyszałaś, jak wyłącza zdalnie alarm. "Pan James" spojrzał się jeszcze na Claudię, po czym na Ciebie i zaczął coś tam mruczeć pod nosem, lecz zaczekał na Ciebie aż wejdziesz do kamienicy...
-
Minęła go bez słowa i poszła pod wskazane drzwi i zapukała.
-
Weszłaś i usłyszałaś zamykanie drzwi... oraz drugich drzwi, widocznie do mieszkania Jamesa. Po krótkim spacerze po schodach dotarłaś do punktu przeznaczenia. Zapukałaś i drzwi otworzyła Ci Claudia, ubrana w czarną koszulkę i czarne krótkie spodenki.
- Wejdź proszę - powiedziała, po czym wpuściła Cię do mieszkania. Kawalerka bardzo przypominała twoje stare mieszkanie, podobny wystrój i umeblowanie, rzeczy spakowane w torbach, lekki bałagan. Gdy Claudia zobaczyła, że rozglądasz się po pokoju powiedziała:
- Wybacz bałagan, nie spodziewałam się nikogo w odwiedzinach... Napijesz się czegoś? Usiądź proszę, czuj się jak u siebie - po czym skierowała swoje kroki do aneksu kuchennego umiejscowionego w rogu pokoju. Usłyszałaś, że ma włączone radio, a z głośników brzmiała po cichu muzyka (https://listenonrepeat.com/?v=Vm5gNk8TPAo#Claire_Guerreso_-_Skipping_Stones_(Lulleaux_Remix)) jakiejś lokalnej stacji radiowej.
-
- jakiś latowy drink - odpowiedziała, po czym postawiła torbę przy fotelu i narzuciła na oparcie swój płaszcz. Rozglądała się jeszcze chwilę i usiadła na nim,
- co takiej klasy assamita robi w takim miejscu. Rozumiem swoje ludzkie życie w takich warunkach ale ty ? - spytała.
-
- Takiej klasy? - spytała się Claudia, po czym zaśmiała się - Nie mierz mnie za wysoko. Jestem tylko "szeregową" assamitką, to Underwood gra w tym mieście pierwsze skrzypce - po czym po chwili wróciła do Ciebie i podała Ci drink. Sama usiadła na sofie po turecku i spojrzała się na Ciebie. Pomimo tego, że czułaś od niej że jest starsza od Ciebie pokoleniem to zachowywała się normalnie... jak na młodą dwudziestokilkuletnią kobietę przystało. Po chwili powiedziała:
- Nie zdążyłam się jeszcze dobrze rozejrzeć po mieście. Koleżanka po fachu szuka jakiejś dobrej i w miarę taniej oferty, a póki co jest jak jest. Przynajmniej nie muszę spać w zacienionych uliczkach w pozamykanym samochodzie, tak jak to wcześniej wspomniany przeze mnie Seth. Ale dobra, koniec o mnie na tę chwilę. Co Cię do mnie sprowadza?
-
Upiła łyk i słuchała rozglądając się jeszcze przez chwilę,
- dla mnie każdy kto biegle włada bronią jest o klasę wyżej - uśmiechnęła się,
- szwendałam się po mieście i przypadkiem natrafiłam na twoje koła za oknem więc można powiedzieć, że się wprosiłam niż przychodzę z konkretną sprawą - powiedziała.
-
- Umiejętność posługiwania się bronią to nie jest coś niezwykłego - odpowiedziała Claudia, upijając swojego drinka - Każdy może nabyć te umiejętności. Co innego wykorzystać je w sposób zabójczy dla drugiej strony. Ale co ja się będę rozciągała nad swoimi sprawami, to wy jako Tremere macie większą pulę wiedzy i umiejętności. Przynajmniej jak nałożyliście na nas klątwę krwi. Ale cieszę się, że trafiłaś do mnie. Przynajmniej jesteś jedną z nielicznych tutaj osób, z którą mam nadzieję mogę pogadać o wszystkim i wszystkich, a nie zakładają z góry, że przyszłam ją wyeliminować. Powiedz mi Katherine, co tam u Ciebie słychać.
-
- my tremere znamy wszystko i wiemy wszystko do tego stopnia, że sama gówno z tego pojmuje yhhhh - odstawiła drink i rozsiadłą się wygodniej opierając się i wpatrując w sufit,
- dziś lecę do Wiednia by mnie namaścili znakiem klanowym albo obrócili w popiół bo jaki ze mnie tremere, który nawet własnej matki nie umie bronić, bez sens mówię ci. Wolałbym już biegać w trybie ninja - powiedziała.
-
- Nigdy nie byłam we Wiedniu - odpowiedziała Claudia, a stacja radiowa w tle przeskoczyła do następnego nagrania (https://listenonrepeat.com/?v=R9Mk_ytruLY#LIGHTS_-_Slow_Down_(WRLD_Remix)) - Najbliżej tego miejsca to byłam w Bawarii w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Ciekawe czasy i miejsce. Przykro mi z powodu twojej matki, ale z tego co wiem to podobno ktoś dorwał tych skurwysynów, którzy byli za to odpowiedzialni, prawda? Chyba, że nie chcesz o tym rozmawiać, możemy zmienić temat.
-
- nie luzzz Seth załatwił brata a ja złapałam za kudły tą wywlokę, jego siostrę i wrzuciłam w moje ognisko tylko wiesz co ? Wcale mi nie jest lepiej no ale hej dobrze się stało nie ? Dwoje odszczepieńców tremere mniej ehh - usiadła normalnie i upiła kolejny łyk.
-
- Powinnaś wyrzucić to z siebie - odpowiedziała Claudia - Sama przechodziłam przez to i wiesz, rozmowa pomogła. Może nie jestem pierwszej klasy specjalistką od psychologii, ale wiem z doświadczenia, że rozmowa pomaga. Zaufaj starszej "koleżance" - po czym cichutko się zaśmiała - No więc słucham. Czego się spodziewałaś po tym, jak ich dorwiesz? Ulgi, nagrody?
-
- z jednej strony powinność wobec klanu a z drugiej oprawcy matki w końcu gryzą glebę i chyba powinno mi ulżyć nie ? A jak pomyśle to ciągle mnie ciśnie w środku może się po prostu do tego nie nadaje ? Niby szybko się adaptuje i ten cały kainicki świat jakoś zgryzłam za pierwszym razem i radze sobie jakoś ale pewnie za sto lat inaczej na siebie spojrzę....o ile dożyje, kto to wie - powiedziała.
-
- Wiesz, teoretycznie mamy wieczność na nasze plany - odpowiedziała assamitka - owszem, czasem potrzebujemy już teraz natychmiast je wypełnić. Jak działasz na kontrakcie, to zleceniodawca najczęściej chce czegoś "na wczoraj". A na pewno będziesz się widziała inaczej za sto lat, gwarantuję Ci to - odpowiedziała z uśmiechem Claudia, po czym dopiła drinka - Ale ważne, że już ich nie ma i nikomu nie zaszkodzą, prawda? Owszem, zostały jeszcze inne grupy Sabatu, ale jakoś nie widzę ich przyszłości w San Francisco, nie przy takiej władzy i takiej pomocy, że tak się wyrażę z "zewnątrz".
-
- no to za SF - wzniosła szklankę na toast.
-
Wzniosła swoją pustą szklankę do twojego toastu, po czym opuściła ją kiedy wypiłaś swojego drinka. Wstała, po czym podeszła do okna i stanęła przy nim, opierając się o parapet. Tymczasem w radiu poleciało następne nagranie (https://listenonrepeat.com/?v=g6T9BGVMvFM#Elephante_-_Closer_feat._Bishop_(Virtu_Remix)).
Co robisz?
-
- twój ojciec lub matka nadal żyje ? - spytała.
-
Gdy usłyszała twoje pytanie, usiadła na parapecie i spojrzała się na Ciebie. Po chwili odpowiedziała:
- Matka. Moja stworzycielka nie żyje, przegrała walkę w imię wyższej sprawy. Nie pytaj mnie jakiej, nigdy nie zostałam dopuszczona do tej informacji. Ty przynajmniej mogłaś się zemścić, a ja nie wiem kto i dlaczego zabił Sabrinę. I czy jeszcze żyje, czy dalej chodzi po tym świecie.
-
Upiła większy łyk, a po chwili dopiła resztę,
- wybacz, że spytałam, skoro nie dopuszczono cię do tego może to i lepiej może ktoś zajął się tym jak trzeba tylko pewnie wolałabyś wiedzieć. podobnie jest ze mną niewiedza mnie wkurza, móc wiedzieć i zrozumieć mnie pociąga ale ważąc jedno i drugie może czasem lepiej nie wiedzieć ? Może inaczej bym to przyjęła gdyby mi ktoś o mnie i o matce po prostu opowiedział....sama nie wiem - po czym westchnęła.
-
- Nie musisz wybaczać. Pogodziłam się z tym - odpowiedziała, ciągle siedząc na parapecie - Jeżeli moja Rada postanowi dopuścić mnie do tej informacji, nie mam pojęcia jak wtedy się zachowam. A co do twojej... Nikt Ci jeszcze nie opowiedział o twojej matce? Wiem, że znaczyła sporo dla Setha. Parszywa z resztą ta sprawa tej miłości. Może powinnaś wypytać go jak jest jeszcze w mieście?
-
- na pewno coś ustalę wściubiając nos tu i ówdzie, nie po drodze mi z gotowymi odpowiedziami, zresztą...przedstawił by ją po swojemu a nie na tym zależy - powiedziała.
-
- Chcesz poznać pełną wersję, nie tylko od jednej osoby - stwierdziła Claudia i kontynuowała - Chwali się za to. A czy przedstawiłby ją po swojemu? Zapewne. Najlepszym wyjściem byłoby wziąć wszystkich, którzy znali twoją matkę w jedno miejsce i niech opowiadają o niej. Ale coś takiego może być lekko nierealne.
-
- i nienormalne, nie zamierzam nikogo odrywać od własnych spraw, może i wyjdzie ze mnie typowa tremerówna ale tak to już z nami jest, że większość rzeczy po swojemu - westchnęła.
-
- Dobrym pomysłem byłoby prowadzenie dziennika bądź notatnika. Wtedy mogłabyś spisywać wszystko, co dana osoba wiedziała o Twoim stworzycielu - odpowiedziała assamitka.
-
- mam dobrą pamięć a dziennik już i tak prowadzę - powiedziała.
-
- Noo, to zapewne za jakieś kilkaset lat pewnie będzie ważnym manuskryptem w twoim klanie - powiedziała Claudia, po czym się zaśmiała. Płynnym ruchem zeskoczyła z parapetu i podeszła znów do lodówki.
- Chcesz jeszcze coś do picia? Ja i tak nie mam w planach nigdzie się ruszać - spytała.
-
- nie dzięki, już jest późno a ja mam samolot o czwartej, dziękuje za gościnę - podniosła się i zaczęła się szykować do wyjścia.
-
- Jak chcesz to mogę Cię podwieźć, gdzie mi będziesz się sama szlajała po ulicy... Jeszcze ktoś Cię napadnie i co będzie - powiedziała assamitka i jeżeli się zgodzisz, to skieruje się do szafy z ubraniami. Jeżeli nie, to odprowadzi Cię do drzwi.
-
- ugościłaś mnie i uraczyłaś rozmową, nie mal jak stare dobre zwyczaje, nie chcesz się ruszać to nie musisz jak i tak się muszę w ciebie wtulać bo inaczej zlecę - zaśmiała się.
-
- Przynajmniej ktoś się do mnie przytula, chociażby na ścigaczu - zaśmiała się Claudia i zaczęła ubierać się. Po krótkiej chwili była już gotowa i przy wyjściu podała Ci kask. Zeszłyście na dół i wsiadłyście na ścigacz. Po chwili już sunęłyście po mieście. Miasto powoli, baaardzo powoli budziło się do życia. Słońce jeszcze nie wstawało, ale już można było zaobserwować, jak to ludzie przejmują znów władanie miastem. Po kilkunastu minutach dojechałyście pod wskazany przez Ciebie adres. Gdy zsiadałaś, powiedziała:
- No no, może i ja kiedyś dorobię się takiego domu. Powodzenia Katherine. Na pewno Ci się przyda.
-
- heh a nawet nie jest mój, jestem tu tylko gościem - po czym objęła ją i uściskała,
- no trzymaj kciuki za urnę albo tak ich zanudzę tam, że podpiszą mi cyrograf - zaśmiała się i skierowała swe kroki do domu, jeszcze odwracając się i machając na pożegnanie.
-
Odwzajemniła twój uścisk i po chwili Cię puściła i powiedziała:
- Na pewno wywrzesz na nich odpowiednie wrażenie. Do zobaczenia z powrotem - I gdy odwróciłaś się, przycisnęła trochę mocniej ścigacz i poszedł jak rakieta. Podeszłaś do drzwi i zapukałaś. Po chwili drzwi otworzyły się i wpuścił Cię ghul do środka. Gdy byłaś w środku, powiedział:
- Wszystkie potrzebne rzeczy są już zapakowane. Czy panienka życzy sobie coś jeszcze dopakować? Mamy dwadzieścia minut do czwartej, ruszamy punktualnie.
-
Wszystko mam ze so....a nie czekaj - wyminęła go i ruszyła do biblioteki gdzie wygrzebała tą jedną księgę, usiadła i wertowała kilka stron po czym zatrzymała się na jedneym z rozdziałów o Wiedniu, pospiesznie coś przepisała i ją odłożyła na miejsce,
- teraz jestem gotowa - stwierdziła na dole.
-
Na dole czekali na Ciebie wszyscy zainteresowani. Klaudiusz poprowadził Ciebie i Olivię do limuzyny, która już czekała przy ulicy. Po chwili siedziałyście z tyłu, a samochód prowadził Klaudiusz. Olivia spojrzała się na Ciebie i spytała:
- Jak Ci minęła reszta nocy? Mam nadzieję, że owocnie.
-
- można to tak nazwać, to jest prywatny samolot czy lecimy komercyjnymi liniami ? - spytała.
-
- Prywatna firma - odpowiedziała Olivia - odpowiednia ilość gotówki zamknęła ich usta. Samolot jest przystosowany do "naszych" potrzeb. Odpowiednio zabezpieczony, specjalne szyby i tym podobna technika. Ludzie jednak czasem są głupi, wynaleźli świetnego Concorde'a, w ciągu trzech - czterech godzin byłybyśmy we Wiedniu. Jak wrócimy do San Francisco to będę musiała pogadać z Caroline Griffin, czy by czasem nie pomyślała o wydobyciu naddźwiękowego potwora z czeluści złomowisk. Ułatwiłoby to życie większości Kainitów, którzy podróżują przez ocean - po czym Olivia zamilkła, patrzyła się przez okno na miasto. Klaudiusz prowadził samochód szybko, ale ostrożnie. Po godzinie samochód wjechał na teren lotniska, w pobliże jednego z hangarów. Przed hangarem czekał już samolot (http://i.bnet.com/blogs/pfizer-private-jet-gulfstream.jpg) z otwartymi schodami. Klaudiusz zaparkował limuzynę i wysiadłyście z niej, po czym wsiadłyście do samolotu. Olivia poprowadziła Cię do miejsc przeznaczonych dla Was. Usiadła na jednym z wolnych foteli i przypięła się pasami. Po kilku minutach za Wami wszedł Klaudiusz, który oznajmił:
- Jesteśmy gotowi. Samochód będzie na nas czekał w hangarze.
- Dobrze. Przekaż kapitanowi, by już startował. Świt niedługo - odpowiedziała Olivia, po czym odwróciła głowę w twoim kierunku i powiedziała:
- Gdy samolot wystartuje, będziesz mogła się rozpiąć z pasów i przystosować swój fotel jak będziesz chciała. Podczas naszego snu Klaudiusz będzie się nami opiekował. Także dobrego snu, Katherine. Do zobaczenia we Wiedniu - po czym Olivia rozłożyła swój fotel do pozycji leżącej i zauważyłaś, że w locie usnęła. Klaudiusz uśmiechnął się do Ciebie, powiedział Ci na pożegnanie "Słodkich snów" i poszedł do kapitana. Po chwili samolot zaczął kołować na pas, a słońce zaczęło powoli wysuwać się zza horyzontu...
-
Kate nigdy nie leciała samolotem dlatego też póki mogła to podziwiała start i zajęcie pozycji do przelotu, mogła też podziwiać pogodę i chmury, słońce i....zasnęła.
-
Ułożyłaś się wygodnie w fotelu i zaczęłaś śnić...
Śniło Ci się, że jesteś w domu Olivii. Twoim domu, ponieważ zostałaś adoptowana przez nią. Znalazłaś się w gabinecie swojej matki, ale nie jako osoba fizyczna, tylko jako jedna z figurek stojących na półce. Próbowałaś rozejrzeć się, ale nie mogłaś poruszyć głową. Miałaś dobry kąt widzenia na część z biurkiem twojej matki... Obraz Ci się wyostrzył i zauważyłaś, że Olivia siedzi przy biurku i przegląda jakąś książkę. Po chwili zadzwonił telefon, Olivia podniosła słuchawkę i usłyszałaś:
- Tak, słucham?....Aha....Dobrze, niech wejdzie - i odłożyła ją. Zauważyłaś, że jest zła, ale starała się tego nie okazać po sobie. Odstawiła książkę na bok, złożyła dłonie i wbiła swoje spojrzenie w kierunku drzwi. Po chwili otworzyły się i do gabinetu wpadła Jane Barnett. Czułaś od niej wściekłość, miała rozmazany makijaż przez łzy, lecz starała się również opanować. Podeszła do biurka i głośnym głosem powiedziała:
- Musiałaś to zrobić, prawda?!
- To było dla twojego dobra, Jane - odpowiedziała spokojnym tonem Olivia.
- Pieprzysz! Nienawidzisz go i nie mogłaś znieść, że odnalazłam szczęście!
- Przy zabójcy? To assamita, mam nadzieję, że jeszcze pamiętasz naszą historię.
- Sram na historię! Zrobiłaś to tylko przez to, bym ja nie mogła być szczęśliwa!
- Zapominasz się Barnett. Jestem twoim Protegowanym, moja uczucia do tego... zabójcy się nie liczą.
- Dlaczego aż tak nas nienawidzisz? Dlaczego nie pozwolisz nam cieszyć się sobą?!
- Bo nie tylko ja widzę, że ten związek nie ma przyszłości. Jak myślisz, czemu assamita wyjechał z miasta?
- Po..podobno dostał jakiś kontrakt - odpowiedziała Jane, próbując zapanować nad emocjami.
- Nie, moja droga. Został wezwany przed własną Radę również z tego samego powodu, z którego ty tutaj stoisz. Z powodu waszego zakazanego związku. Assamici nie mogą kochać i być kochanymi. To maszyny do zabijania. Potrafią tylko niszczyć.
- To kłamstwo! To... to wszystko kłamstwo! Jeden wielki stek bzdur!
- Niestety, taka jest prawda. Wy nie potrafiliście zakończyć tego... związku. Trzeba było działać za Was.
- Doigrasz się jeszcze Waterson! Przysięgam, nigdy Ci tego nie wybaczę! - po czym obróciła się na pięcie i wybiegła z pokoju. Zauważyłaś, że Olivia zachowywała spokój i wróciła do czytania książki. Spostrzegłaś, że poleciała jej jedna krwawa łza...
Obudziłaś się w nie swoim łóżku. Czułaś, że jesteś rozebrana, ale nie pamiętasz kiedy i gdzie zrobił to Klaudiusz. Rozejrzałaś się po pokoju i zauważyłaś piękny widok na panoramę Wiednia. Wieczór już był w całości, księżyc stał wysoko na niebie. Ponownie się rozejrzałaś i zauważyłaś swoje ubranie wyprane i wyprasowane zawieszone na wieszakach... Oraz to, w które miałaś się ubrać na dzisiejszą noc. Drzwi do twojego pokoju były zamknięte.
-
Usiadła na łóżku i przykryła się szczelniej, rozmyślała o śnie i o tym jak ją potraktowana i bardzo ale to bardzo jej się to nie spodobało. Zamiast palić pościel wstała i wzięła prysznic, po czym ubrała się w szlafrok i rozłożyła rzeczy do ubrania się. Usiadła po turecku i wpatrywała się w nie tak długo aż ktoś przyjdzie.
-
Po jakimś czasie wpatrywania się w drzwi usłyszałaś pukanie do nich. Po krótkiej chwili usłyszałaś głos Olivii przez drzwi:
- Katherine, śpisz jeszcze? Mogę wejść?
-
- nie, nie śpię - po tym jak weszła spojrzała się na nią i ponownie na ubrania,
- co tam twój ghul nie przyjdzie mnie ubrać ? - spytała.
-
Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Olivia, ubrana w taki strój (http://www.devilnight.co.uk/134-266-thickbox/red-and-black-gothic-wedding-dress.jpg). Gdy usłyszała twoje zarzuty, spytała:
- Co się stało? Czyżby Sylvia coś zrobiła od siebie?
-
- pytam o Klaudiusza - syknęła pod nosem.
-
- Klaudiusz tylko nas przetransportował do tego mieszkania - odpowiedziała Olivia - Później zajął się moimi sprawami we Wiedniu. W mieszkaniu zajmowała się nami Sylvia, mój drugi i ostatni ghul. Jeżeli zrobiła coś źle, mogę ją wezwać i ją odpowiednio ukarzesz.
-
- nie znam jej ale nie przywykłam do bycia rozbieraną, nawet jak bywałam na imprezach i urywał mi się film, każdy jakoś potrafił to uszanować....nich się do mnie nie zbliża bo skończy z lajem pod okiem i mam nadzieję, że to był pierwszy i ostatni raz, są jakieś granice nawet w naszym świecie - dalej była naburmuszona.
-
- SYLVIA! - krzyknęła Olivia, a po chwili przybiegła młoda dziewczyna (http://img05.deviantart.net/fbd9/i/2013/311/f/8/photoshoot___ginger_winter_8_by_tanuki_tinka_asai-d57qlc7.jpg). Rozpoznałaś, że jest ghulem ale nie dasz jej więcej niż piętnaście lat. Ukłoniła się Wam i spytała:
- Wzywała mnie Pani. Coś się stało?
- Owszem - odpowiedziała władczym tonem Olivia - Co zrobiłaś Katherine?
- Pan Klaudiusz powiedział, że panienka lubi spać tak, jaką ją natura stworzyła - odpowiedziała dziewczyna, po czym spuściła głowę - Nigdy nie podglądał, tylko wiedział to z porozrzucanego ubrania. Pomyślałam, że wyręczę panienkę i przygotuję ją do nocy. Bardzo przepraszam jeżeli przekroczyłam swoje kompetencje i poniosę każdą karę, nawet ścięcie - po czym dziewczyna padła na kolana, ciągle wpatrzoną w podłogę. Zauważyłyście, że zaczęła się trząść.
- Decyzja należy do Ciebie, Katherine. Czekam na Ciebie w salonie - odpowiedziała Olivia, po czym wstała i opuściła twoją sypialnię, zamykając za sobą drzwi.
-
Kate powoli odwróciła głowę w jej stronę,
- WSTAŃ ! - krzyknęła a echo dobiło się od ścian ze zdwojoną siłą. Widząc natychmiastowe wykonanie polecenia sama też powoli wstała i przeciągnęła się, stanęła za nią obserwując jak jej ciało przechodzą dreszcze strachu,
- chcesz żyć ? - spytała prawie szepcząc jej do ucha ?
-
Dziewczyna wstała natychmiast, gdy usłyszała polecenie. Głowę jednak miała ciągle spuszczoną, nie ośmielała się podnieść jej do góry. Gdy usłyszała pytanie, odpowiedziała przestraszona nie na żarty:
- T..tak P...Pani. Ch..chcę żyć.
-
Kate złapała ją za włosy i szarpnęła do tyłu tak mocno, że mogła usłyszeć chrzęst kości w karku. Zbliżyła swe usta jeszcze bliżej jej ucha i w ciszy ta mogła bardzo dobrze usłyszeć szczęk wysuwanych kłów,
- mogę rozerwać twoją krtań jednym ruchem własnego języka, spopielić twe ciało a na końcu karmić się wciąż za sprawą magii ocalonym i bijącym sercem, mogę zafundować ci takie katusze, po których będziesz się budzić przez co najmniej dziesięć lat i wciąż żyć - mówiła powoli i wciąż szeptem akcentując nie które frazy widziała jak pojawia się na jej karku gęsia skórka,
- wiem że jesteś nie moim ghulem ale twoja pani zdecydowała i mogę uczynić z tobą wszystko więc sprawdzimy jak bardzo trzymasz się woli życia, zlekceważysz to co się stanie a będziesz umierać co noc i ożywać przez co najmniej dekadę, spostrzeżesz właściwe trzecie drzwi a wyjdziesz stąd w przeświadczeniu że popełniłaś błąd ale już nigdy go nie powtarzając....będziesz żyć dalej bez cienia bólu i zagrożenia z mej strony............gotowa ? - puściła ją i lekko odepchnęła, krążyła wokół niej kilka razy obserwując jak jej ciało obejmuje strach a na oczy cisną się łzy,
- nie mam zamiaru tolerować obchodzenia się z mym ciałem w taki sposób, chcesz się bawić to powiedź, niewiedza nie jest dla mnie wymówką. Klaudiusz wyraźnie powiedział to co widział a raczej czego nie....przynajmniej był na tyle dżentelmenem by zanotować coś sobie w głowie a nie sprawdzać tego, ty odpowiadasz za własne myśli moja droga. Myśli które przekułaś w czyn...hm ? Co tam myślisz sobie ? Aaaaa tak to przecież niby nic takiego, chciałaś dobrze prawda ? Piekło moja droga jest też wysłane dobrymi chęciami ale jesteś ghulem i poza służbą wymaga się od ciebie reagowania a nie tylko myślenia.....jeżeli Olivia jeszcze ci tego nie uzmysłowiła to wiedź jedno...służysz masz nagrodę, giniesz, zamieni cię na kogoś innego a tylko najbardziej odpowiedni będą mogli zostać przeistoczeni, ale dość o teorii....teraz czas na test - po czym ścisnęła sznurek od własnego szlafroka na sobie jakby poprawiała strój i bez słowa rozebrała ja do naga ciskając ubrania w kąt.
Ponownie obeszła ją kilka krotnie w milczeniu zmuszając by stała wyprostowana i na baczność,
- jesteś tam, czy już strach tobą kieruje ? Nie trzęś się tak tylko myśl.....chcesz żyć więc walcz w sobie w tym chudziutkim ciele o to - położyła palec wskazujący na lewej piersi,
- mile być traktowaną jak rzecz ? Może ci się to podoba....tego nie wiem ale wróćmy do meritum i mojego ostatniego pytania....pytania ! Skup się i przeanalizuj to jaką wskazówkę dałam wcześniej....gotowa ? - uśmiechnęła się upiornie i cofnęła kilka kroków tak by mogła ją widzieć całą,
- potrafię władać ogniem który widać lub nie, jest na me rozkazy może palić i chronić....więc wybierz, czy za sprawą płomienia zostawiam mała szparkę na siusiu a resztę przypiekam czy też twe piersi na które nikt już nigdy nie spojrzy bo nimi nie będą....nie bądź zdziwiona za traktowanie jak przedmiot spodziewaj się tego samego - wysunęła przed siebie dłonie jakby chcąc błogosławić lecz były nadal pozbawione płomienia.
-
Sylvia cicho stęknęła, gdy chwyciłaś ją za włosy. Starała się nie okazywać strachu lecz wiedziała, że tym razem przeholowała. Cały czas starała się zrozumieć, co córka Pani ma jej do przekazania. Gdy wysunęłaś swoje dłonie przed nią, dziewczyna powiedziała:
- Wiem, że moje zachowanie jest karygodne, naruszyłam Pani prywatność pozwalając sobie na więcej niż miałam prawo. Wtedy wydawało mnie się, że czynię dobrze. Jak widać, było to błędem, przez które mogę stracić życie. Podejrzewam, że moje obietnice na temat tego, że to się nigdy więcej nie powtórzy nie zapewnią Panią w stu procentach. Nawet twierdzenie, że jestem młodym ghulem na niewiele się zda, chociaż to prawda. Dopiero uczę się swojego jakby to ująć, "zawodu". Nie jestem aż tak doświadczona jak pan Klaudiusz - po czym spuściła ponownie głowę. Po chwili podniosła ją, ze łzami w oczach i kontynuowała - Nie chcę umierać, chcę żyć. Chcę służyć, pomagać, uczyć się, nawet... nawet kochać i być kochanym. Moja Pani dała mi szansę na lepsze życie, teraz druga Pani prawdopodobnie je odbierze. Widocznie takie przeznaczenie było mi pisane...
-
- stek bzdur z tym przeznaczeniem sama kreujesz swój los dałam ci dwa wybory umiej wybrać korzystając z mej wskazówki....czekam i nie każ mi czekać za długo - powiedziała czując jak dłonie stają się coraz cieplejsze a dla niej, gdy to obserwuje - zmieniają kolor.
-
- Cóż, Pani karze korzystać ze wskazówek - powiedziała Sylvia, po czym przysunęła się do Ciebie tak, by twoje dłonie dotykały jej ciała. Spojrzała się na Ciebie i kontynuowała:
- I tak poniosę konsekwencje, niezależnie od tego co zrobię. Więc zrobię to - po czym nadnaturalnie szybko jej i twoje usta złączyły się w pocałunku. Przytuliła się do Ciebie i czułaś, jak jej gorąc przechodzi na Ciebie...
-
Musiało to komicznie wyglądać, gdy Kate wciął miała wyprostowane dłonie przed sobą, lecz szybko skręciła ręce tak by ją objąć, a po chwili namiętnego pocałunku oderwała twarz i na nią spojrzała,
- drugi raz robisz coś czego ci nie wolno - opuściła jej ręce i strzeliła w jej twarz z otwartej dłoni,
- nie jesteś mym ghulem bym miała decydować ale czyniąc pierwszą myśl - czynem....długo nie pożyjesz a teraz ubierz się i dołącz do Olivii - czekała aż ta wypełni polecenie by móc ponownie zostać samą w pokoju.
-
- Tak Pani - odpowiedziała Sylvia, po czym szybko ubrała się i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Pozostałaś sama... Czułaś jeszcze na ustach jej pocałunek...
-
Kate wytarła usta i ponownie usiadła po turecku przed rozłożonymi ubraniami, odpaliła ipod-a ale dla odmiany włączyła w nim radio ustawiając pasmo na szumy i wpatrywała się w ubrania oraz utrzymując pustkę w głowie.
-
Po jakimś czasie zadumy i rozterek z tego trybu wyrwało Cię ponowne pukanie do drzwi.
- Przepraszam panienko, czy panienka jest gotowa? - usłyszałaś głos Klaudiusza przez drzwi - Czy można wejść? Jeżeli nie, Pani prosi, by panienka pośpieszyła się. Za dwadzieścia minut mamy samochód.
-
- będę na czas Klaudiuszu - nie wpuszczając go wstała i się przebrała się (https://img1.etsystatic.com/050/3/5745881/il_fullxfull.662957227_bckp.jpg) w strój po czym opuściła pokój i kierowała się na dół.
(oczko w naszyjniku to zielony szmaragd)
-
W salonie czekała na Ciebie Olivia i Klaudiusz. Sylvia gdzieś się zmyła, nie widziałaś jej bądź nie chciałaś jej widzieć. Gdy Klaudiusz zobaczył Ciebie, jak stajesz obok Olivii powiedział:
- Obie panie pięknie wyglądacie. I jak ja sobie dam radę z odganianiem adoratorów...
- Wierzę w Ciebie Klaudiuszu, dasz sobie radę - powiedziała Olivia, po czym zaśmiała się. Klaudiusz otworzył Wam drzwi, po czym gdy wyszłyście z domu ghul pozamykał go. Przed domem stała limuzyna, podobna do tej co jechałyście w San Francisco. Klaudiusz otworzył wam drzwi i wpuścił was do tyłu, a sam po chwili wsiadł od strony pasażera. Kierowcy nie byłaś w stanie dojrzeć. Po chwili limuzyna ruszyła i zaczęłyście jechać po Wiedniu w nocy.
- Chcesz o coś spytać Katherine? - spytała Ciebie Olivia.
-
- nie wiedziałam, że masz drugiego ghula, w niczym nie przypomina Klaudiusza i na twoim miejscu pozbawiłabym ją życia nim narobi ci kłopotu, jeżeli jeszcze raz ją kiedykolwiek zobaczę, potraktuje gorzej niż ostatnio, jak ośmieli się odezwać, to straci język a jeżeli zbliży się na mniej niż metr to wyrwę jej serce....poza tym ciesze się że jestem tu z tobą matko, ważą się me losy którym będę się przyglądać i co by nie postanowiono to dziękuje za opiekę i szansę - choć powiedziała to jednym tchem to słowa były jak lód, tak bardzo mocno była przejęta wydarzeniami przyszłymi i przeszłymi, że nawet nie zdała sobie sprawy jak protekcjonalnie mówi.
-
- Nigdy nie pytałaś, czy mam więcej ghuli - odpowiedziała Olivia - Cóż. Sylvia jest młoda, dopiero uczy się swojego fachu. Może faktycznie było błędem dawanie jej nadziei. Zobaczymy jak sprawa się rozwinie. Ale postaram się mieć na uwadze to, by Ci nie wchodziła w drogę. Tylko zastanów się nad jednym. Potraktowała Cię źle, przyznaję. Również powinnaś ukarać Klaudiusza za to, że przekazał takie informacje. Czy i jego też powinnam zabić? Zastanawiałaś się nad ukaraniem Sylvii. A może to zamiast Ciebie to ja stracę głowę za to, że nie przybyłam z Tobą tej samej nocy, co wzięłam Cię pod opiekę? Może będą Ci kazać patrzeć na to, a może sama będziesz musiała wykonać polecenie Rady? Zabić jest prosto. Nie przejmować się stratą już gorzej. Ale nic, spotkanie z Radą mamy zaplanowaną na później. Teraz naszym jedynym obowiązkiem będzie się dobrze bawić... Mam przynajmniej taką nadzieję - po czym zamilkła, spojrzała się jeszcze na Ciebie i skierowała swoje spojrzenie na miasto, którego tak dawno nie widziała. Mijałyście domy, kamienice, inne samochody... Po ok. dwudziestu minutach limuzyna się zatrzymała i Klaudiusz wyszedł pierwszy z samochodu. Otworzył Wam drzwi i wyszłyście z samochodu. Stanęłyście na czerwonym dywanie, który był odgrodzony barierkami od sporej ilości ludzi i paparazzi. Gdy tylko was przyuważyli, od razu zaczęli "strzelać" w Waszą stronę. W milczeniu szłyście dywanem aż do drzwi. Dwóch boyów otworzyło je Wam i weszłyście do ogromnego przedpokoju, który był bardzo bogato zdobiony. Rozpoznawałaś celebrytów, przedstawicieli pierwszych stron gazet, być może polityków. Część było kainitami, część ghulami, ale pośród nich też byli zwykli ludzie. Po chwili otworzyły się ogromne drzwi prowadzące do sali głównej. Olivia poprowadziła Cię w stronę schodów, przy których stała ochrona. Gdy podeszłyście do nich, bez pytania przepuścili Was i poszłyście schodami w stronę lóż VIP-owskich. Dotarłyście na pierwsze piętro i weszłyście na balkon. Klaudiusz był cały czas za Wami i gdy byłyście na balkonie, zasunął zasłonę za Wami, tworząc lekką część prywatności. Podszedł do barku, który był wcześniej i przygotował Wam drinki, z których składało się vitae oraz szampan. Podał je Wam i stanął obok was, opierając się o balustradę. Olivia również delikatnie oparła się i powiedziała:
- Za chwilę się zacznie początek balu. Wyjdzie czterdzieści par ubranych w identyczne suknie i garnitury i zatańczą walc pod specjalną muzykę. Gdy pierwszy raz to widziałam, chciałam być na miejscu jednej z tych par. Szkoda, że nigdy strzała Amora nie trafiła w moje martwe serce... Zaczynają. - po czym umilkła. Orkiestra zaczęła grać melodię (https://www.youtube.com/watch?v=xSQrGAQZM5Y) a pary zaczęły tańczyć walca synchronicznie. Był to widok, który na pewno był warty zapamiętania...
Co robisz podczas trwania walca? Jaka jest twoja reakcja na słowa Olivii?
-
Kate tylko zaprzeczyła głową gdy ta wspomniała o śmierci Klaudiusza, w swoim przekonaniu nie widziała jego winy, wg niej jest inną rzeczą słyszeć, inną interpretować a z goła inną czynić na podstawie zasłyszanej wiedzy.
Gdy były na balkonie obserwowała taniec podpierając ścianę i dopiero teraz Olivia mogła to dobrze dostrzec - jej nastrój nie zmienił się od wyjścia z pokoju, mogła nawet przypominać Jane, spojrzenie podejrzliwego obywatela ją nie opuszczał, to zerkała na tańczących to na tych co przebywali pd nimi i też byli świadkami przedstawienia.
Jednak nie odezwała się ani słowem, dalej stała utrzymując ścianę by ta nie zawaliła się a jako że nikt nie uniósł wyżej kielich powiedziała,
- w waszą i moją noc tego samego ranka - po czym upiła łyk i dalej robiła to co wcześniej.
-
Gdy tańczący na dole przestali usłyszałaś, jak cała sala zaczęła bić brawo. Po chwili przestali, orkiestra zaczęła przygrywać kolejną melodię (https://www.youtube.com/watch?v=Rb0UmrCXxVA). Część obserwatorów zaczęła zajmować się swoimi sprawami, część dalej oglądała tańczących. Olivia odwróciła się i spojrzała na Ciebie. Zauważyła wyraźną zmianę w Tobie i powiedziała:
- Katherine, coś Ci wyraźnie leży na sercu. Podzielisz się ze mną? - po czym zauważyłaś, że Klaudiusz odsunął się od Was tak, by nie przeszkadzał Wam swoją obecnością i nie komplikował sytuacji.
-
- jestem po prostu skupiona na przyszłych wydarzeniach a zabaw i bali unikam tak samo jak ongiś w ogólniaku - powiedziała.
-
- Trzeba było powiedzieć, że nie chcesz brać udziału w balu. Zrozumiałabym to, naprawdę - odpowiedziała Olivia, po czym zaczęła uważniej Ci się przyglądać. Po chwili kontynuowała - Nie tylko to Cię męczy. Podzielisz się? Ja naprawdę chcę Ci pomóc. Wiem, że nie znamy się na tej samej stopie co powinno być naturalne między córką a matką, ale staram się jak najlepiej, byle tylko... byle tylko nie zawieść Cię.
-
- gryzie mnie werdykt i tego co powiedzą więc to nic takiego prawda ? - spytała spoglądając w jej stronę.
-
- Zadecydują o tym, czy nadajesz się na Tremere bądź nie. Ale w sumie nie przypominam sobie sytuacji, by kiedyś stracili neonatę bądź stwórcę... Także bądźmy dobrej myśli - powiedziała, po czym odstawiła swój kieliszek i podeszła do Ciebie. Jeżeli się zgadzasz, to chwyciła Cię delikatnie za dłoń i przysunęła ją do swojego policzka. Jeżeli nie, stoi po prostu przed Tobą i uśmiecha się do Ciebie, po czym tak czy siak mówi:
- Katherine, jesteś moim największym skarbem. Nawet nie wiesz, jak ciężko byłoby mi teraz gdyby... gdyby się okazało, że jest to nasza ostatnia noc.
-
Zgodziła się i wtuliła się w nią,
- przepraszam jest mi po prostu ciężko. Nie chcę nikogo zawieść i postawić w dwuznacznej sytuacji, walczę o swoje jak lew ale czuję, że cały czas coś tracę, z nocy na noc to gaśnie....już teraz prawie jest martwe matko.....powiedź co tracę... - koniec praktycznie wyszeptała tuląc się do niej jeszcze mocniej.
-
- Chciałabym móc odpowiedzieć na twoje pytanie Katherine - powiedziała Olivia, tuląc Cię do siebie niczym prawdziwa matka prawdziwą córkę. Chrzanić publikę, niech się patrzą zboczuchy! Czułaś Kate, jak przechodzi na Ciebie ciepło twojej matki zastępczej. Po chwili kontynuowała - Musisz sama odkryć to, co tracisz i postarać się zachować tego jak najwięcej. Gdybym wiedziała to co dzisiaj, to zamiast mnie stała by tutaj Jane...
-
- ona wybrała i ty wybieraj tak jak wolisz - wyłoniła się z uścisku i ucałowała ją w policzek,
- zabierz do tańca tego starego lunatyka nim do końca wzrokiem zeskrobie tynk ze ścian - wskazała na Klaudiusza i śmiechem starała się odciążyć smutną atmosferę.
-
Olivia zaśmiała się, po czym odpowiedziała całując Cię w czoło i podeszła do Klaudiusza. Spytała się coś go po cichu, a ten wyraźnie osłupiał lecz zauważyłaś, że zgodził się. Gdy przechodzili obok Ciebie, powiedział do Ciebie tak, że tylko ty mogłaś to usłyszeć:
- Dziękuję panience - po czym opuścili balkon. Po kilku minutach zauważyłaś ich, jak dają się ponieść muzyce. Klaudiusz był wspaniałym partnerem do tańca, prowadził Olivię perfekcyjnie. Aż tak perfekcyjnie, że w pewnym momencie stworzył się okrąg z tańczących wokół nich, a ludzie zaczęli bić brawo na znak aprobaty. Zauważyłaś, że potrafią przykuć uwagę nie tylko ludzi, ale i również kainitów.
Co robisz?
-
Kate wciąż z połową napoju wpatrywała się w nich przez dłuższą chwilę, w uszach miała muzykę a przed oczami świetną parę i ta namiastka obrazu i dźwięku poprawiła jej humor na tyle by w końcu szczerze się uśmiechać obserwując wszystko a szczególnie ich na dole.
-
Po chwili gdy orkiestra przestała grać Olivia z Klaudiuszem przestali tańczyć, a wszyscy którzy obserwowali zaczęli głośniej bić brawo. Para zaczęła się kłaniać w każdą stronę, po czym zeszli z widoku. Zauważyłaś, że ktoś do nich podszedł i przekazał Olivii jakąś wiadomość na pergaminie. Odwiązała wstążkę i rozwinęła papier. Po chwili zwinęła go i spojrzała się w stronę balkonu. Gdy wasze spojrzenia spotkały się, kiwnęła Ci głową, po czym Klaudiusz z Olivią opuścili główną salę, skierowali się do przedpokoju...
-
Kate "obleciał zimny pot" a przynajmniej powinien, skierowała w pośpiechu swe kroki na dół, gdy do nich dołączyła, upewniając się że nikt ich nie podsłuchuje zapytała,
- co się stało ? - po czym skupiła swą uwagę na niej.
-
- Wzywają nas wcześniej niż było to zaplanowane - odpowiedziała Olivia. Zauważyłaś, że zmienił jej się nastrój. Jest lekko przestraszona - Chodź, musimy iść na spotkanie. Klaudiuszu...
- Wiem Pani. Będę tutaj czekał - odpowiedział, po czym ukłonił się Wam i poszedł do rogu sali. Po chwili rozmawiał z jakimś celebrytą (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/99/00/7f/99007fd702af647f275ba03e3f1d9d25.jpg). Wy tymczasem podeszłyście do drzwi, przy których stało dwoje Tremere.
- Protegowana klanu na miasto San Francisco Olivia Waterson z przybraną córką Katherine Delgado stawiają się na wezwanie Rady - powiedziała twoja matka.
- Jesteście oczekiwane - powiedział jeden z nich, po czym otworzył Wam drzwi. Weszłyście do korytarza, drzwi za wami zostały zamknięte. Gdy szłyście korytarzem pochodnie zapałały się w miarę waszych postępów. Po chwili stanęłyście przed kolejnymi drzwiami. Olivia wzdychnęła i powiedziała:
- Nie odzywaj się nie pytana, nie patrz im w oczy. Odpowiadaj prosto, rób i zgadzaj się na wszystko, co Ci rada powie. Nie rozum, akceptuj - po czym pchnęła skrzydła drzwi. Weszłyście do komnaty (https://41.media.tumblr.com/44f7267bb46f9eb3590abdb889d4f27d/tumblr_mvc8qjxdW51rwqwy4o1_1280.jpg), w której znajdował się półokrągły stół, a za nimi siedziało siedmioro członków rady ubranych w płaszcze z narzuconymi głębokimi kapturami. Gdy byłaś w komnacie, czułaś podobną magię do tej, w której walczyłaś z Anną. Usłyszałaś głos, który rozchodził się w twojej głowie "Podejdź dziecko", lecz nie potrafiłaś ustalić, czy był to głos kobiety, czy mężczyzny. Podeszłaś bliżej i gdy chciałaś zrobić jeszcze jeden krok, ten sam głos powiedział "Wystarczy". Stanęłaś wyprostowana i czekałaś aż padnie jakieś pytanie. Po chwili usłyszałaś ponownie w głowie "Jesteś Léna Rufus urodzona na Węgrzech. Zgadza się?".
-
Kate jak tylko weszła to zrzuciła kaptur i właśnie w tej chwili tego żałowała, mogła by schować swą twarz i spojrzenie, pytali o tak ważne dla niej rzeczy, czy nzlai odpowiedzi których ona szuka ? Może znali już całość a teraz tylko weryfikowali ? Musiała temu poświęcić czas dłuższy niż zaplanowali bo spostrzegła w gestach siedzących wyraźne zniecierpliwienie,
- tak rado, to ja - odpowiedziała z tak mocną postawą, że sama siebie zaskoczyła.
-
"Co wydarzyło się w twoją noc przeistoczenia. Gdzie jest twoja prawdziwa matka, Jane Monica Barnett?" - usłyszałaś w głowie. Tym razem był to głos męski.
-
- zbyt mało pamiętam swe przeistoczenie poza nagłym impulsem ochrony mnie i przekazania mi daru, cała willa była w płomieniach a z jej wnętrza wyszło dwóch odszczepieńców, jednego zabił zaprzyjaźniony assamita, drugiego ja, wierzę, że poza faktem że byli to odszczepieńcy z naszego klanu to też byli odpowiedzialni za śmierć mojej matki - powiedziała na chłodno, nawet nie podnosząc wzroku i nie przypatrując im się.
-
"Jesteś pewna, że to Tarvesenowie odpowiadają za śmierć twojej matki? A może to nie wszystko, dla kogo działali? Kto ich tam wysłał? Jest wiele pytań, czy masz na nie odpowiedzi?" - tym razem głos żeński.
-
- do tej pory nie odnalazłam innego wytłumaczenia. Mogli pracować dla jednego z kardynałów ale co było ich realnym celem oraz czemu akurat moją matkę obrali sobie za cel ? Tego niestety nie udało mi się ustalić - odpowiedziała.
-
"Może powinnaś szukać odpowiedzi w przeszłości swojej matki? Zdążyłaś ją zbadać?" - głos męski, po chwili inny głos żeński "Zaprzyjaźniony assamita? Rozwiń temat. Co on znaczy dla Ciebie? Co może znaczyć dla Ciebie?"
-
- Jeszcze nie zdążyłam się tym zająć, wpierw chciałam się tu stawić by dopełnić obowiązku a gdy zostałabym uznana godną bycia w tym klanie, wtedy na pewno rozpoczęłabym śledztwo. Co do assamity, nie jest to ktoś dla mnie ważny, przez wzgląd na moją matkę i to, że jej nie ma najwyraźniej chce się mną opiekować, dla mnie to jest członek innego klanu nikt ważny w moim życiu, z różnych powodów nie podejmuję relacji bliższych z kimkolwiek - powiedziała.
-
"To assamita, strzeż się go. Nigdy nie wiesz, czy przychodzi jako przyjaciel, czy jako wróg" - ten sam głos kobiecy, po chwili znów ten, który nie mogłaś dopasować - "Potrafisz opanować swoje umiejętności? Potrafisz przyzwać płomień w każdej chwili? Czy nie panujesz nad nim? Wiemy, że były z tym problemy."
-
- zdaje sobie sprawę z zagrożenia co do płomienia to myślę że go kontroluje bardziej niż on mnie....choć wciąż się uczę i poznaje techniki jego natury - przyznała.
-
Tym razem usłyszałaś wszystkie głosy, które brzmiały tak samo. Potęga ich głosu była nie do wytrzymania, z bólu aż upadłaś na kolana. "Co oznacza bycie dla Ciebie Tremere?! Co chcesz osiągnąć przez nasze nauki?!"
-
Kate odruchowo zatkała uszy.
- zgłębiać tajemnice, chronić niepożądanych przed zgubnymi skutkami jej szerzenia i należeć do was ! - odruchowo chyba krzyczała.
-
"Wstań Léno Rufus! Wstań i podejdź do nas!" - usłyszałaś z podobną siłą słowa w swojej głowie, lecz nie bolały one tak jak ostatnio...
-
Kate oczywiście wstała i poprawiła kreację po czym podeszła.
-
Podchodząc do Rady, słyszałaś odbicia swoich kroków. Po chwili podeszła do pierwszego członka Rady, a on wyciągnął przed siebie swoją dłoń. Przeciął nadgarstek i wypiłaś vitae członka. Tak było za każdym razem i po chwili w twoim ciele krążyła vitae Starszych. Czułaś, że każda kropla od nich wyróżniała się na swój sposób, ale potęga w niej zawarta była... niesamowita. Gdy ponownie podeszłaś przed Radę, usłyszałaś w swojej głowie głos wszystkich "Léno Rufus, oficjalnie witamy Cię w rodzinie klanu Tremere. Pogłębiaj swoją wiedzę, staw czoła swemu przeznaczeniu i pracuj w imię klanu. Służ nam dobrze, a nie zapomnimy o tobie. Możesz odejść. Zaczekaj na zewnątrz. Gdy będziesz odchodzić, przekaż Olivii Waterson, by podeszła przed oblicze Rady."
-
Bardzo nisko im się ukłoniła i opuściła pomieszczenie,
- no to mnie przyjęto - orzekła jak tylko ją zobaczyła,
- rada ciebie też wzywa a ja tu poczekam na ciebie - po czym podparła ścianę.
-
- Życz mi powodzenia, mam nadzieję że się jeszcze z Tobą zobaczę - po czym uśmiechnęła się na koniec do Ciebie i przeszła przez drzwi. Stanęłaś pod ścianą i czekałaś. Mijały sekundy, minuty... Być może godziny. Miałaś wrażenie, że stoisz tutaj przez wieczność. Ba, nawet zaczęłaś się zastanawiać, czy czasem nie staniesz się częścią tej ściany jako nie-żywy przykład tego, że piękno można odnaleźć wszędzie.... Po kilkudziesięciu minutach drzwi się otworzyły i wyszła Olivia, po czym drzwi się zamknęły. Widziałaś, że jest uradowana i gdy tylko wasze spojrzenia się spotkały, podeszła do Ciebie i mocno Cię przytuliła. Usłyszałaś w swoim uchu:
- Oficjalnie jestem twoją matką. Rada zgodziła się, bym to ja dalej opiekowała się Tobą, do czasu aż nie uznam, że przestaniesz być neonatką.
-
Uściskała ją mocno,
- tak się bałam, że cie nie wypuszczą i to fantastycznie, że w końcu mnie przyjęto a tobie przybyło obowiązków hihih - zaśmiała się.
-
- Nie jesteś obowiązkiem, jesteś nagrodą Katherine - powiedziała, po czym puściła Cię i poprowadziła Cię do wyjścia. Po dłuższej chwili stanęłyście w przedpokoju i podszedł do Was Klaudiusz, po czym powiedział:
- Już się bałem o Panią i Panienkę. Tak długo to trwało... Ale widząc was obydwie szczęśliwe to mam zrozumieć, że wszystko się udało?
- Tak Klaudiuszu. Katherine stała się oficjalnie moją córką, a ja jej matką - po czym Olivia odwróciła głowę w twoją stronę i spytała:
- Chcesz coś robić, córko? Ten wieczór należy do Ciebie.
-
Wzruszyła ramionami i nałożyła kaptur,
- nie wiem pewnie się pokręcę trochę - powiedziała.
-
- Nie bądź taka poważna, proszę Cię - powiedziała Olivia, otaczając Cię ramieniem - Nie dzisiaj, nie tutaj. Wiedeń to wspaniałe miasto, niestety nie zdążymy zwiedzić go w całości. Być może kiedyś będziemy mogły albo sama będziesz mogła zorganizować sobie tutaj wakacje. O czwartej mamy lot powrotny do San Francisco, więc mamy - po czym spojrzała na zegarek - jeszcze pięć godzin do wylotu...
-
- taka już jestem na takowych imprezach - powiedziała i jak zwykle rozglądała się po pomieszczeniu podziwiając to i owo.
-
- Miejmy nadzieję, że zmienisz swoje nastawienie - odpowiedziała Olivia, po czym pocałowała Cię w czoło i puściła, po czym spytała ghula:
- Klaudiuszu, czy jeszcze orkiestra gra?
- Naturalnie, Pani. Czy Pani chce zatańczyć?
- Prowadź - po czym Klaudiusz wziął Olivię pod rękę i poprowadził ją do głównej hali, prawdopodobnie na parkiet.
Co robisz? Idziesz z nimi, czy jeszcze rozglądasz się po pomieszczeniu?
-
Kate po prostu włóczy się bez konkretnego celu obserwując to tą czy inna parę ludzi czy też kainitów, ghuli bądź podziwiając ściany i meble.
-
Gdy stałaś tak pod pewnym obrazem (https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c3/Canaletto_(I)_058.jpg) i zastanawiałaś się, co autor miał na myśli malując go podszedł do Ciebie pewien mężczyzna (http://blindgossip.com/wp-content/uploads/2014/05/handsome-man-4-e1400173154591.jpg). Rozpoznałaś go jako człowieka. Po chwili spytał:
- Co taka piękność robi tutaj sama i bez opieki?
-
- wpatruje się w obraz a czemu taki przystojny mężczyzna zaczepia ? - spytała.
-
- A bo może liczy na jakąś nową znajomość? - odpowiedział pytaniem nieznajomy - Może ta znajomość będzie owocna? Nikt tego nie wie. A może ta piękna osoba go spławi? Pozostawi go tutaj, tak jak stoi?
-
- korzyść musi być też dla mnie....pomijając miejsce i czas i to, że jakimś magicznym cudem mówimy sobie na ty.....co ktoś taki jak ty tu robi ? - spytała dalej nie odwracając wzroku od płótna.
-
- Ktoś taki jak ja? Przyjechał głównie w interesach - odpowiedział mężczyzna, podążając za twoim wzrokiem i spojrzał się na płótno po czym kontynuował - Ty zapewne też, obserwowałem Cię przez chwilę. Masz bardzo ciekawych znajomych, ta piękna kobieta która wyszła z tobą musi być kimś ważnym dla Ciebie. No i ten starszy jegomość również, ale w moim odczuciu to się nim.. wyręczacie. Tak jakby był lokajem albo kimś w tym stylu.
-
- owszem ciotka ma kamerdynera, nie powiesz mi chyba, że ty służby nigdy byś nie zatrudnił ? - spytała.
-
- Zależy od tego, czy będziemy traktować służbę jako faktyczną służbę, czy jako przyjaciela rodziny - odpowiedział mężczyzna - Ten kamerdyner zachowuje się bardzie jak partner, ewentualnie bliższy przyjaciel rodziny niż typowa służba, mam rację?
-
- jest starym i zaufanym sługą domu, który wystarczająco udowodnił swą lojalność na przestrzeni lat, więc na swój sposób jest jak członek rodziny. Choć nie zapomina o tym kim jest i jaka jest jego rola - odpowiedziała.
-
- Cóż, patrząc po jego wieku, musi być naprawdę zaufanym sługą - odpowiedział - Przepraszam, gdzie moje maniery... Widocznie za bardzo jestem oczarowany twoją urodą, która rozjaśniła ten bal, pomimo tego że jest tu wiele pięknych dam. Nazywam się Cesar de la Croix - po czym jeżeli mu pozwalasz, chwyta Cię delikatnie za dłoń i całuję Cię w nią. Jeżeli nie, tylko Ci się kłania.
-
Kate mu pozwala po czym sama się przedstawia,
- Katherine Delgado, miło mi pana poznać - powiedziała.
-
- A więc jeżeli mamy formalności za sobą... Naprawdę przybyłaś tutaj tylko podziwiać obrazy? - spytał - To Ciebie powinien ktoś namalować, ewentualnie wykuć jako pomnik by ludzkość nie zapomniało, że miało kiedyś takie piękne przedstawicielki.
-
- dziękuje za komplement ale bardziej byłam tu w prywatno-biznesowych sprawach a całość jest raczej otoczką dla oczu, a ty ? - spytała kierując na niego wzrok.
-
- Cóż, można też tak stwierdzić - odpowiedział Cesar - Bardziej w sferach prywatnych, biznesowe to tylko, gdy uda się coś komuś kupić bądź odebrać - po czym spojrzał Ci w oczy - Pewnie nie jestem pierwszy, który Ci to mówi, ale masz wspaniałe zielone oczy... By móc widzieć je codziennie, pewnie musiałbym nielicho się napracować by je zdobyć, prawda?
-
- typ zdobywcy ? Mnie się nie zdobywa drogi panie - po czym oparła się o jeden z łańcuchów jakie zagradzały bezpośrednie podejście do obrazu.
-
- O, naprawdę? - odpowiedział pytaniem Cesar - Czyli jak musiałbym zasłużyć sobie na nie? Jeżeli nie zdobywać, czyżby poprosić? A może coś jeszcze innego?
-
- nie do tych drzwi pukasz, dopuść do świadomości, że po prostu mogę nie być zainteresowana a do czasu odlotu jedynie pragnę podziwiać to miasto nocą, tak bym je odpowiednio zapamiętała - powiedziała rozglądając się za kolejnymi dziełami sztuki.
-
- Odlotu? Ciekawe. Czy zdradzisz mi o piękna, gdzie szukać twojej piękności na tym smutnym świecie? - spytał. Ty tymczasem rozglądałaś się po holu za kolejnymi dziełami sztuki, ale obejrzałaś praktycznie wszystko... Mogłaś spróbować jeszcze wejść z powrotem do głównej sali, być może tam jest coś ciekawego.
-
Westchnęła i się uśmiechnęła,
- za noc spędzoną ze mną musiałbyś ślubować szatanowi lojalność a wtedy ja bym pożarła twe serce a ostatnio co byś pomyślał to to, że ten wieczór mogłeś spędzić rozsądniej - ukłoniła mu się i jeszcze chwile wpatrywała się w niego,
- spokojnej nocy - szepnęła i udała się na główną salę.
-
- Spokojnej nocy, piękna - odpowiedział tak, byś mogła usłyszeć i odprowadził Cię wzrokiem aż mu nie zniknęłaś... Ty tymczasem wróciłaś na główną salę. Spostrzegłaś, że ponownie twoja matka z Klaudiuszem tańczą, tym razem otwierają korowód tańczących walc. Widziałaś jej szczęście, które wprost wylewało się z niej. Stałaś tak przez chwilę, lecz przypomniałaś sobie po co się tutaj udałaś. Zaczęłaś rozglądać się za innymi dziełami sztuki, lecz po jakimś czasie praktycznie nic nie przykuło na dłużej twojej uwagi. Ponownie wybuchły oklaski od publiczności i spojrzałaś się na tańczących. Olivia z Klaudiuszem ukłonili się w każdą stronę i odeszli od korowodu. Po chwili podeszli do Ciebie i Olivia się spytała:
- I jak zwiedzanie? Poznałaś kogoś wartego poznania? Zauważyłaś coś ciekawego?
-
- trochę wartościowych lub nie dzieł sztuki i jeden ludzki napaleniec a wam jak wieczór mija ? - spytała.
-
- Cóż, tak jak widać. Przy tańcu - odpowiedziała Olivia, uśmiechając się do Klaudiusza - Jesteś wspaniałym partnerem. Lepszego przyjaciela rodziny nie mogłam sobie wyobrazić.
- Pani również wie jak tańczyć, to nie tylko ja prowadziłem taniec. No i to Pani zawdzięczam życie - odpowiedział ghul, po czym spojrzał się na Ciebie - A może panienka by chciała spróbować? Obiecuję nie gryzę, a mogłaby panienka przekonać się, jak to jest.
- Tylko nie odmawiaj Katherine, proszę. Klaudiusz wspaniale prowadzi, na pewno dasz radę - odpowiedziała Olivia, uśmiechając się do Ciebie.
-
- z całym szacunkiem dla was ja nie tańczę i mogłabym tu setki razy wymienić gdzie próbowałam, zniechęciłam się latka temu i wole robić to na czym się znam może za sto lat się przekonam - uśmiechnęła się,
- kiedy mamy samolot ? - spytała.
-
- Za mniej więcej trzy godziny - odpowiedział Klaudiusz, sprawdzając czas na zegarku - Być może wrócimy jeszcze do domu, by Pani i panienka odświeżyły się przed lotem?
- Dobrze, wyślij Sylvię, by oczekiwała na nas na lotnisku - odpowiedziała Olivia, obejmując Cię Katherine ramieniem i spytała - Chcesz jeszcze tutaj zostać, czy wracasz z nami?
-
- nie mam już tu czego szukać, zaakceptowano mnie i teraz będę musiała swą uwagę skupić na tropieniu prawdziwego doktora WHO, który stoi za zleceniem bądź również czynnym udziałem w zamordowaniu mej stworzycielki matko....to ważne i pewnie nie od razu odnajdę i odsłonię wszystkie karty ale jestem wytrwała i cierpliwa - szła tak do niej przytulona i mówiła dalej,
- czekają mnie jeszcze godziny jak nie setki godzin w zatopionych w treningu, ostatnio nawet wpadłam na pomysł by załamywać ogień w określone wzory i takie tam, nie będę cię zanudzać ale skoro mogę nazywać się tremere, to od teraz ważniejsze zadanie nader wszystko....nie zepsuć tego i sprawić by twe zaufanie jak i rady nie poszło na darmo - uśmiechnęła się i szły dalej razem.
-
- Załamywać we wzory? - spytała Olivia - Może być ciekawe. Być może to ty mnie czegoś nauczysz - zaśmiała się po cichu, wyprowadzając Cię z budynku. Klaudiusz otworzył wam drzwi, po czym wsiadłyście i pojechałyście z powrotem do wynajętego domu. Gdy byłyście w środku, Olivia udała się do swojej sypialni, zapewne odświeżyć się przed lotem. Klaudiusz pozostał w salonie, usiadł na sofie i włączył telewizor, przerzucając kanałami aż trafił na powtórkę wiedeńskich wiadomości...
Co robisz po powrocie do domu?
-
Kate również się odświeża i przebiera się w coś bardziej wygodnego, po czym oczekuje na cynk do zejścia i udania się na samolot przy kawałku (https://www.youtube.com/watch?v=aCy-12iVXdI).
-
Po jakimś czasie usłyszałaś pukanie do drzwi. Był to Klaudiusz, który poinformował Cię, że już pora. Wstałaś, zebrałaś swoje rzeczy i dołączyłaś do Olivii i ghula w salonie. Wyszliście z domu i limuzyną pojechaliście na lotnisko. Wsiedliście do tego samego samolotu, którym przyleciałaś do Wiednia, po czym wygodnie się rozsiadłaś obok Olivii i oczekiwałaś na start. Zauważyłaś, że Sylvia siedzi na samym końcu i wyraźnie unika twojego spojrzenia. Klaudiusz tymczasem poinformował kapitana, że mogą startować po czym również się wygodnie rozsiadł. Gdy samolot zaczął się wznosić, słońce już wstawało, a ty poczułaś się senna. Ułożyłaś swoją głowę na ramieniu Olivii i usnęłaś.
Opisz proszę swój sen.
-
Ground ahead, pull up, ground ahead pull up ! - wyrwało ją to ze snu, czuła jak samolot pikuje w dół i słyszała chrzest metalu, Chciała złapać matkę za rękę ale usłyszała jej przeraźliwy wyk z tyłu. Wyrwała pas i chwytając się oparcia wyjrzała na tył samolotu. Olivia leżała z rozerwanym brzuchem na tyłach a nad nią nachylała się Sylvia, która raz po raz zanurzała dłonie w niej wnętrznościach i coś wyjmowała by po chwili ssać i pić krew. Olivia krzyczała przeraźliwie i w bólu i na skutek objedzonej już jednej ręki jak i rozszarpanej nogi,
- zapier - chciała krzyknąć kumulując krew w dłoni - wtedy wstała Sylvia i się uśmiechnęła,
- marny puchu - zaśmiała się i rzuciła w Kate jedną z kul ognia a ta w panice chciała ją przechwycić i już czuła jak zbiera moc, gdy ta nic nie dając poparzyła jej dłoń i połowę twarzy jakby swych mocy nigdy nie miała. Sylvia doskoczyła i rozszarpała jej krtań jednym zwinnym ruchem spijając ze strzępów krew,
- zostawiłaś mnie tam i nie pamiętałaś o mnie, sprawiłaś by o mnie zapomnieli a ja wciąż czekam - z jakiegoś powodu słyszała zamiast głos Sylvii, głos Jane,
- brzydzę się tobą, udław się własnymi sikami i kałem - usłyszała jej krzyk próbując tamować krwawienie lecz nagle poczuła piekący ból między nogami, gdy tam zerknęła to zobaczyła rodzeństwo przepoławiające ją na pół własnymi dłońmi rozszarpując jej miednice jak ciasto makowe, kawałek po kawałku i śmieli się przy tym tak głośno, że Kate wrzeszcząc obudziła się z koszmaru i wciąć miała przed sobą mocno zwęglone oparcie od sąsiedniego miejsca.
Jej pasy były zerwane a ona leżała na tym zwęglonym siedzisku, które było po przeciwnej stronie, gdzie wciąż wbijając swe paznokcie tkwiła z wysuniętymi kłami
Po woli wracała jednak do rzeczywistości, gdzie nawet obraz zaczął przypominać wnętrze spokojnie lecącego samolotu.
-
Niestety, nie obudziłaś się w samolocie, lecz już we własnym łóżku, tym razem ubrana tak, jak wsiadałaś do samolotu. Widocznie to Klaudiusz się tym razem tobą opiekował, nie dopuszczając Sylvii do Ciebie... Ale kto to wie? Może Sylvia nauczona już tym razem zachowała się tak jak powinna? Rozejrzałaś się po pokoju i zauważyłaś, że twoje standardowe ubranie jest już przygotowane, tak jak co noc zostało wyprane i wyprasowane. Dodatkowo na stole było pewne zawiniątko z kartką przyczepioną na wierzchu...
Co robisz?
-
Kate zrywa zrywa się i przebiera, jeszcze kilkukrotnie przed lustrem upewnia się, że real to ten real po czym otwiera drzwi na oścież i woła Klaudiusza.
-
Po chwili przybiegł do Ciebie Klaudiusz, który stanął na progu i pyta:
- Coś się panience stało? - po czym rozgląda się po pomieszczeniu, szukając jakichkolwiek anomalii...
-
- wejdź proszę do środka - przepuściła go i gdy ten wszedł zamknęła za nim drzwi,
- Klaudiuszu, kto mnie tu odprowadził i czemu tak późno wstałam, stało się coś podczas podróży ? - spytała wciąż nie podnosząc na niego wzroku i oczekując odpowiedzi w napięciu.
-
- Późno? - spytał zdziwiony Klaudiusz, po czym spojrzał na zegarek, tak jakby chciał się upewnić - jest dopiero 21:00. Panience jakiś koszmar się śnił. zaczęła panienka dymić więc Pani postanowiła odprawić jakiś rytuał uspakajający i doglądać panienkę, ale została wezwana przez Księcia w ważnej sprawie. Sylvia udała się z Panią, poza tym Szeryf też ubezpiecza, więc panienka nie musi się martwić. A to ja osobiście panienkę przeniosłem z samochodu do łóżka, słyszałem co się wydarzyło we Wiedniu. Jest to karygodne zachowanie, ale Sylvia dopiero się uczy... Aha, jest tutaj paczka zaadresowana do panienki od jakiegoś kowala nazwiskiem Fang. Przyniósł ją jakiś mały chłopczyk, powiedział że panienka robiła zamówienie. Znam pana Fanga, jest to jeden z najlepszych kowali w mieście, jak nie najlepszy w tej części USA. Czy coś jeszcze panienka sobie życzy? Drink, samochód, cokolwiek?
-
Kate łatała fakty w całość jak opowiadał,
- jak zwykle bogatszy - miała na myśli drinka który by połatał te dwa pkt vitae, gdy go dostała, w zaciszu kąta odpakowała zawartość oglądając zamówienie popijając.
-
Klaudiusz obrócił się, podszedł do szafki pod telewizorem i odsunął prawą dolną szufladę. Kątem oka zauważyłaś, że był tam mini-barek. Wyciągnął szklankę, dwie butelki i zmieszał Ci je, po czym schował je i zamknął w szufladzie i podał Ci go [drink, dwa pkt vitae]. Stanął z boku i obserwował Cię, czekał na każdy rozkaz. Tymczasem ty podeszłaś do stolika i odpięłaś karteczkę, na której było napisane:
Do Pani Katherine Delgado
W paczce znajdują się dwa zamówione przez
Panią Kuku Machany. Dołożyłem również do
nich dwie pochwy oraz pasy tak, by Pani mogła
je sobie wygodnie założyć. Proszę nie pojawiać
się w Chinatown, wybuchła tzw. Mała Draka, która
może się przeistoczyć w Wielką Drakę.
Z poważaniem
Chen Fang
Odłożyłaś karteczkę i odpakowałaś paczkę. Broń przez Ciebie zamówiona była faktycznie wsadzona w ręcznie zdobione pochwy, już sama ta praca prosiła się o miano mistrzowskiej. Wysunęłaś jeden z nich i twoim oczom ukazały się lekko inkantowane znaki chińskie, które były niczym żywe na ostrzu. Przejechałaś palcami po nich i czułaś, że każdy z nich jest nie ludzko tworzony. Chen Fang widocznie był prawdziwym mistrzem w swoich fachu. Wzięłaś do ręki jeden z nich i odczułaś, że jest wyważony dla Ciebie perfekcyjnie, pomimo że Fang widział Cię przez krótki okres czasu...
-
- dziękuje Klaudiusz, to wszystko - powiedziała wciąż oglądając rzeczy z paczki.
Po jakimś czasie jak ją zostawił przypomniało jej się słowo - karambit,
- gdzie widziałam to słowo ? - zapytała samą siebie.
Dopiero po chwili przypomniała sobie o bibliotece i tam też się udała, gdzie szperając jakieś pół godziny wygrzebała jedną z ksiąg, która traktowała o wykorzystaniu tych ostrzy w walce. Odnalazła tam postawy bojowe, atak na wrażliwe punkty takie jak tętnice czy też nerwy i sporo tekstu jak i ilustracji ręcznie rysowanych. Postanowiła więc wrócić do pokoju, przebrać się w luźny strój do ćwiczeń i jak mało kiedy - upięła włosy.
Udała się na dół do piwnicy do sali ćwiczebnej lecz tym razem zamiast władać ogniem zaczęła się uczyć podstawowych ruchów i szybkości, wyprowadzać ciosy i atakować manekina.
Dopiero po chwili do niej dotarło, że może go ustawić na platformie a przestrzeń pomiędzy nim a nią wzbogaci o sprężynę. Dzięki temu będzie mogła kłaść się z nim obserwując jednocześnie ruch ostrza po fantomie zaś on sam po skutecznym ataku lub nie - zawsze wracał do pozycji pionowej.
Doskonaliła przez kilka godzin podstawy a jak coś opanowała to rozszerzała o własne pomysły i sprawdzała jak to działa.
Próbowała też pracować nad szybkością i wyprowadzaniem pierwszego ciosu w taki sposób by był śmiertelny lub zranił dotkliwie oponenta, zyskując na zaskoczeniu mogła przecież przejść do otwartej ofensywy lub utrzymując dystans - zachować postawę obronną.
-
Po jakimś czasie zauważyłaś, że wrota otwierają się i do pomieszczenia weszła Olivia, ubrana w sportowe ciuchy. Gdy zobaczyła Cię, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Nie myślałam, że będziesz tutaj. Ale nic, daj znać jak skończysz.
-
Kate zeszła z manekina i odstawiła go na miejsce,
- nie, zostań mnie na dziś wystarczy - po czym zabrała swoje rzeczy, otarła czoło ręcznikiem i przewiesiła go przez szyję. Choć nie było mowy o tym by się spociła, to wciąż wiele rzeczy ludzkich wykonywała odruchowo,
- idę pod prysznic a później pewnie mnie znajdziesz szwendającą się to tu to tam - uśmiechnęła się i opuściła pomieszczenie.
W drodze do pokoju zastanawiała się od czego ma zacząć w sprawie Jane. Dopiero po chwili zorientowała się, że stoi przed jednym z okien w holu i gładzi się po ustach,
- co do - drgnęła cofając rękę. Rozejrzała się, czy czasem nikt jej nie widzi w tak dziwnej sytuacji.
Udała się do pokoju, gdzie zrzuciła z siebie ubrania i wzięła prysznic.
Gdy już wysuszyła włosy zaczęła przebierać w pudłach i w końcu je rozpakowywać sprawiając, że to miejsce nie jest już takie blado sterylne. Na wierzchu zwykle miały znajdować się rzeczy potrzebne, po szafach pochowała więc ubrania, które podzieliła na różne okazje jej zdaniem pasujące.
Dopiero układając bieliznę i przeglądając pudełeczko z opisem "pierwsze dni", zaczęła sobie zdawać sprawę, że przecież wielu rzeczy już nie będzie potrzebować. Skończyło się bowiem magazynowanie rzeczy do higieny intymnej czy też góry tabletek jak i wciskania w każdy kąt tamponów, połowę tych rzeczy spokojnie mogła by nawet teraz wywalić za okno.
Nie chcąc jednak by Klaudiusz czymś takim oberwał pochowała mało zdatne przedmioty i gdy skończyła, zajęła się układaniem bielizny po szufladach i lżejszych i częstszych w noszeniu rzeczy po szafkach, które były w zasięgu ręki. Kiedy tak przebierała wymacała pomiędzy starszą parą majtek instrument, na którym samotnie grała nocami, w których nijak nie wychodziło jej spanie i najlepszą metodą był kilkukrotny orgazm, który ją w końcu uśpił.
Zaśmiała się stwierdzając, że baterie są wciąż na chodzie,
- no ty chyba już mi potrzebny nie będziesz co ? - przez chwile wpatrywała się w kolorowe wykonanie,
- ciekawe jak to by teraz miało wyglądać - zmarszczyła czoło, wyłączyła zabawkę i spakowała ją z innymi rzeczami, które razem z pudłem trafiły do szafy i były przykryte kilkoma innymi pudłami, bo przecież trudno jej było wpakować w ten pokój zawartość całego mieszkania.
Nie było tych rzeczy dużo ale z każdą miała jakieś mniej lub bardziej wyraźne wspomnienia.
W pewnej chwili poczuła dreszcz na plecach i zorientowała się, że wciąż lata po pokoju nago, więc poszukała czegoś domowego i tak o to znalazły się trampki, powycierane skórzane spodnie i bluza z kapturem, w której rękawów by pozazdrościł nie jeden magik, można by było tam zapakować wiele rzeczy.
Kiedyś co prawda mieszała style i starała się dopasować do grona w którym przebywała ale po przeistoczeniu wśród Tremere widziała tyle różnych wariacji ubrań, że postanowiła iż sama też stworzy swój styl.
Ubrania w których się pokazuje w Elizjum już zaczęła uważać za to czego winni szukać inni by móc ją tam odnaleźć a teraz nawet nie przeszkadzało jej, że nie ma bielizny pod ubraniem.
Nie była przyzwyczajona do takiej swobody ale w końcu od czego ma wieczność jak nie od poszerzania własnych horyzontów i nauki.
Kiedy wyglądała przez okno widziała, że miasto przybrało inny odcień, nie miała tu zegarka i nie wiedziała która jest godzina ale wcale jej to nie przeszkadzało w tym by udać się do biblioteki i pomyszkować po starych dziennikach. Szukała czegoś związanego z Jane, może było w tym pomieszczeniu coś od czego mogła by zacząć poznawać po czasie kogoś komu z jakiegoś dziwnego powodu tak bardzo zależało by dać jej życie wieczne.
-
Podczas wyciągania jednej z ksiąg przez przypadek wyleciała Ci druga (http://ladylike.hr/upload_data/ckeditor/old-diary.jpg), która była zawarta w niej. Zdziwiona podniosłaś ją, przetarłaś wierzch i zauważyłaś (http://i.imgur.com/26PDHWn.jpg), że znasz pismo, które jest na okładce. Było to pismo Jane... Zaczęłaś oglądać księgę i próbowałaś ją otworzyć, ale nie udało Ci się.
Co robisz?
-
Wpierw robi miejsce na stoliczku, kładzie ją i uważnie ogląda z takiej pozycji, gryząc jeden z ołówków, podnosi i ogląda w powietrzu szukając zamków lub mechanizmu zwalniającego oraz kilka razy upuszcza ją na biurko.
Ostatecznie trzeba będzie znać zaklęcie, z tym gorzej nic o niej nie wie.
-
Księga posiadała trzy zamki, które wyglądały jak zwykłe zapięcia. Lecz gdy próbowałaś je nacisnąć, nie poddawały się i cały czas trzymały. W pewnym momencie zauważyłaś (http://i.imgur.com/IYu50Yh.jpg), że przy ustawieniu pod kątem na zamkach jest coś wygrawerowane.
-Na górnym zamku grawer przypominał profil kobiety, który pasował do twarzy Olivii;
-Na środkowym zamku grawer przypominał płomień;
-Na dolnym zamku grawer przypominał dziwny jeden znak. Nie spotkałaś się jeszcze z takim znakiem, nic Ci on nie przypominał.
-
Trzy ustawienia razy trzy możliwości każdego, matematycznie nie jest to skomplikowane to próbuje jakoś je zamieniać kolejnościami.
-
Niestety, zamki nie chciały się ruszyć, nie ważne jak silnie bądź inaczej próbowałaś je przesunąć. Być może działają jakoś na głos? A może był specjalny rytuał odprawiony tak, by zatrzaski puściły na daną komendę?
Co robisz? Bądź co planujesz zrobić? A może spróbujesz poradzić się kogoś? A może zabierasz księgę do siebie i chowasz ją, by pozostawić to na kiedy indziej?
-
Szuka odpowiedzi w księgach póki co, czegoś co podobnie da się zabezpieczyć i sposobu złamania, odgarnięcia, itp.
-
Przeglądając różnej tematyki księgi, listy, podania i tego typu rzeczy odnalazłaś pewien rytuał, który pasowałby do tego, co odkryłaś. Gdy wczytałaś się w niego dowiedziałaś się, że jeżeli chce się otworzyć daną zaklętą rzecz, trzeba znać odpowiednie klucze-słowa, które wypowiedziane w odpowiedniej kolejności sprawią, że dane zabezpieczenia puszczą. Rytuał nie jest trudny i czasochłonny - problemem mogą być te słowa... Być może jest ktoś, kto zna chociażby część odpowiedzi? A może jest coś w notatkach Jane, które Ci przysłała przed swoją śmiercią?
Co robisz?
-
Udaje się do pokoju z dziennikiem i tam szuka odpowiedzi w notatkach. Zabrała również książki taktujące o rytuałach.
-
Będąc u siebie w pokoju usiadłaś przy stole i rozłożyłaś wszystko, co dostałaś od Jane. Wertowałaś kartkę za kartką, strona za stroną, czasem nawet czytając dwa razy jedną rzecz. Niestety, nic wartego uwagi poza ogólnymi informacjami, które już wcześniej przeczytałaś nie odnalazłaś. Mogłaś stwierdzić, że to tak naprawdę pierwsza twoja zagadka jako dla Tremere...
Co robisz w tej sytuacji?
-
Postanowiła więc przepytać pod tym kątem zarówno Olivię, Klaudiusza jak i Setha. Od tej chwili pamiętnik Jane będzie zawsze w jej torbie.
-
Pamiętając, gdzie była Olivia zeszłaś na dół do piwnicy. Wrota były zamknięte, ale nie były dla Ciebie już problematyczne, gdy zna się odpowiedzi. Po chwili, gdy się otworzyły weszłaś do środka i zauważyłaś medytującą Olivię, wokół której krążyły niebieskie płomienie. Płomienie co chwilę zmieniały prędkość z jaką krążyły wokół niej, raz szybciej, raz wolniej. Gdy otworzyła oczy spostrzegłaś, że jej tęczówka zmieniła się na bladoniebieską. Po chwili uwolniła całą swoją potęgę i już miałaś odskoczyć, gdy ogień w kontrolowany sposób ominął Ciebie. Gdy zauważyła Cię, szybko się opanowała i jej tęczówka wróciła do normalnej barwy. Otrzepała się i spytała:
- Przepraszam, długo tutaj stoisz?
-
- chwilę - odpowiedziała pokazując jej dziennik z którym tu przyszła,
- to należy do Jane, próbuję go otworzysz, potrzeba kilka znaczących słów, wiesz może jakie to mogą być ? - spytała.
-
- Dziennik Jane? Ciekawe, nigdy o tym nie wspominała - powiedziała Olivia, podchodząc do Ciebie. Wzięła go od Ciebie, zaczęła go uważnie oglądać i po chwili również zauważyła te same grawery co ty. Uśmiechnęła się i powiedziała - Naprawdę ciekawe. Trzy zapięcia, każdy przedstawiający kogoś bądź coś innego, wszystko z jej historii. Gdzie go znalazłaś? - spytała, oddając Ci go.
-
- w twojej bibliotece, dlatego pomyślałam, że coś możesz wiedzieć na ten temat - powiedziała.
-
- Hmh, w mojej bibliotece powiadasz - powiedziała, po czym przeciągła się tak, że usłyszałaś jak przynajmniej jej większość kości strzeliło. Zrobiła jeszcze jeden skłon, po czym powiedziała - W sumie to by się zgadzało. Była tutaj niedługo przed tamtą nocą, potrzebowała coś z biblioteki a ja jej nie broniłam, bo i dlaczego... Musiała go wtedy tam umieścić... Grawer górny przypomina mnie, więc chyba będę wiedzieć o jakie słowo chodzi. I gdzieś chyba czytałam o takim rytuale. Przypomnij swojej matce, czy czasem nie trzeba je wypowiedzieć w odpowiedniej kolejności?
-
- tak zgadza się, już czytałam na ten temat - powiedziała.
-
- Widzę, że już zaczęłaś wgłębiać temat. To dobrze - odpowiedziała Olivia - Cóż, nie wiem kiedy Jane go spisywała ani kiedy dokonywała rytuału. I pytanie, czy otwierają się z góry do dołu, czy z dołu do góry. A może od środka? Jest kilka kombinacji. Pytanie, czy ten dziennik nie jest jeszcze jakoś zabezpieczony. Ale słowem kluczem, które tutaj powinno pasować będzie "siostra", tylko pytanie w jakim języku? Zastanawiałabym się nad tremerskim albo włoskim.
-
- może okoliczności jego powstania naprowadzą mnie na trop ? Wiesz ja nic o niej nie wiem i nie mam żadnegu punktu odniesienia i każdy krok moze doprowadzić do zniszczenia tego dziennika - przyznała.
-
- Rozumiem Cię - odpowiedziała - W sumie faktycznie, nigdy dłużej o niej nie rozmawiałyśmy... Ale może to nie jest dobre miejsce? Chyba, że chcesz wykorzystać jak najdłużej różnicę tak, by jeszcze dzisiejszej nocy odkryć resztę. Klaudiusz Ci mówił, że możemy tutaj siedzieć całą noc a i tak najwyżej godzina zleci? Kiedyś zamknęłam się tutaj na cały tydzień gdy poznawałam pewien bardzo niebezpieczny rytuał. Oczywiście, miałam zapas vitae, a gdy wyszłam ze schronu, minęło raptem pół nocy. Dziwnie czasem to działa. Więc tutaj, u Ciebie w pokoju czy u mnie w gabinecie?
-
- wszędzie tam gdzie będzie ci się myśleć najlepiej, poproś też Klaudiusza, może i on pomoże - powiedziała.
-
- Możemy tutaj. W sumie będzie najlepiej, nie stracisz reszty nocy na słuchaniu naszych opowieści - powiedziała, po czym podeszła do znanego Ci komunikatora i usłyszałaś:
- Klaudiuszu, zejdź proszę Cię do schronu. Katherine chce porozmawiać z nami.
- Oczywiście, już idę - odpowiedział, po czym rozłączyła się. Po kilku chwilach wrota ponownie się otworzyły i gdy wszedł, zamknęły się.
- Dom zabezpieczony, nikt nieuprawniony nie wejdzie nawet na trawnik - zameldował Klaudiusz, zakładając ręce do tyłu.
- Dobrze, cóż... nie ma gdzie usiąść, ale podłoga nie jest tak zimna - po czym sama usiadła po turecku. Klaudiusz i ty poszliście w jej ślady. Po chwili Olivia powiedziała:
- Katherine chciałaby poznać jaka była Jane.
- Dobry temat. W sumie rzekłbym, że najważniejszy - odpowiedział ghul.
- Pytaj Katherine. Co chcesz wiedzieć o swojej matce? - spytała Ciebie Olivia.
-
- najchętniej wszystko, nie wiem co się przyda a by próbować kogoś poznać nawet z opowieści to winno jej wysłuchać dokładnie i z uwagą - po czym podsunęła torbę i wyciągnęła notatnik, gdzie jak zwykle pogryziony ołówek trzymała w ustach, pióro było gotowe do notatek a zwykły długopis był założony na prawe ucho.
-
- Od czego by tu zacząć... - powiedziała Olivia.
- Może od pierwszego spotkania? - podsunął Klaudiusz.
- Można i od tego. Widzisz, Jane była niezwykłą kainitką. Nie wiele znam z jej przeszłości jak była człowiekiem, wiem że urodziła się w przełomie XVIII i XIX wieku. Pochodziła z Wiednia, była córką jakiegoś żołnierza. Spokrewnił ją pewien arystokrata z Wiednia, wybacz, nie pamiętam nazwiska. W podobnym okresie byłyśmy neonatkami, w sumie gdy nie wyjeżdżałyśmy gdzieś w różne rejony świata, trzymałyśmy się razem, niczym siostry rodzone. Sporo miałyśmy przygód, mniejszych bądź większych. Przed wybuchem Wielkiej Wojny ja przeniosłam się do San Francisco, a ona wylądowała w Wenecji. Wtedy poznała Setha, pomimo najpierw ostrych animozji, assamici byli wtedy jeszcze objęci klątwą - to na przekór wszystkim i wszystkiemu zakochali się w sobie. Spędzili trochę czasu ze sobą, oczywiście ukrywali swój związek jak tylko mogli. Ale Rada Assamitów i Wiedeń nie spali, wiedzieli o wszystkim. Najpierw myśleli, że gdy wyślą ich w różne strony świata to uczucie zostanie zerwane. Gdzież tam. Tylko spotęgowało ich, aż wylądowali w San Francisco. Wtedy to Rada przez moje ręce postanowiło zakończyć ich związek. Nie powiem, byłam trochę zazdrosna o niego i o nią, jemu zakazałam pojawiania się w moim domu a ona się mnie wyrzekła. Cóż... Widocznie tak musiało być. Ich związek nie przetrwał próby i uderzenia z dwóch stron, Jane pozostała w mieście, ale nie odzywała się do mnie, a assamita podobno był wysyłany po całym świecie... Jane była wspaniałą osobą. Zawsze radosną, uśmiechniętą, nie bała się nigdy ratować kogoś, nawet gdy ryzykowała własnym życiem... Prawdziwa mistrzyni płomienia, potrafiła z nim wyprawiać różne cuda. Podobno była pod tym względem szkolona przez kogoś z Rady, ale nigdy to się nie potwierdziło... Po rozłące z Sethem, jej radość umarła. Pozostała tylko taką, która ratowała dalej innych, ale nie widziała już w tym radości. Ale chyba się zmieniła gdy poznała Ciebie. Szkoda, że jej nie poznałaś...
- W sumie niewiele mogę uzupełnić - powiedział ghul - Pani Olivia wszystko praktycznie opisała. Być może Seth jeszcze coś może rzucić, pod pewnymi względami znał ją najlepiej.
- Tak, ale nie ma go w mieście - odpowiedziała Olivia - monitoruję sytuację i wiem, że wyleciał w nieznanym kierunku tuż po tym, jak wyszedł od nas wtedy, gdy dał Ci zdjęcie Jane.
- Cóż, panienka ma wieczność na poznanie swojej matki.
- Chcesz jeszcze o coś dopytać? Sprecyzuj pytania, będzie łatwiej na nie odpowiedzieć.
-
- Skoro Wiedeń to może niemiecki z tym hasłem ? Jedno mamy, co tam dalej płomień który może to samo wyrażać lub mistrzynię go i tajemniczy znak ? Ktoś go kojarzy ? - spytała pokazując po raz kolejny dziennik.
-
- O niemieckim nie pomyślałam - przyznała Olivia - Płomień może wyrażać wiele aspektów. Przyjaźń, miłość, gorąc. Może to być również samo słowo "płomień" w określonym języku.
- Może również oznaczać chaos, cierpienie, spaleniznę, strach, lęk - dopowiedział ghul, oglądając z zainteresowaniem dziennik z odległości.
- A mistrzynią była. Nie raz widziałam, jak jej ogień potrafił przybrać odpowiednią formę i tonację. Nie znam połowy tego co ona - powiedziała twoja matka, po czym westchnęła.
- Może ktoś z Rady by wiedział? - podsunął myśl Klaudiusz.
- I jak się z nimi skontaktować? Proszę Cię, są zajęci ważniejszymi sprawami niż słuchania próśb Protegowanej z San Francisco... - odpowiedziała mu Olivia.
-
- a symbol ? - spytała ponownie.
-
- Znak jest rzeczywiście dziwny - odparła Olivia - nie przypomina żadnego znaku bądź litery ze znanych mi alfabetów.
- Trochę przypomina znak cechowy assamitów, ale jest jakby zniszczony - odpowiedział ghul.
- Czemu tak uważasz? - spytała ghula.
- Bo był ważny dla Jane. Być może on zna to słowo-klucz pasujące. Setha nie ma owszem, ale jest jego przyjaciółka... jak ona się nazywała... - zaczął się zastanawiać Klaudiusz.
-
- Claudia - odparła Kate bardzo dokładnie przerysowując symbol na małą karteczkę, którą później umieściła w swoim dzienniku.
-
- No, to słyszę że panienka ma jakiś trop - odpowiedział Klaudiusz uśmiechając się ciepło do Ciebie.
- Czy jeszcze chcesz o czymś pogadać, Katherine? - spytała Olivia - Może jeszcze coś Cię dręczy?
-
- mam zagadkę do rozwiązania i to mnie póki co będzie męczyć, póki co to wszystko i dzięki za naradę - uśmiechnęła się do siedzących.
-
- Typowa Tremere - zaśmiała się Olivia, po czym wstała i powiedziała do Klaudiusza - Póki co nie będziesz mi potrzebny, ale może Katherine będzie chciała podwózki, wspomożesz ją?
- Naturalnie Pani - powiedział wstając. Ukłonił się wam, po czym powiedział hasło do wrót i gdy otworzyły się na tyle szeroko, że mógł przejść to zrobił to i zniknął wam z widoku. Olivia zwróciła się w twoją stronę:
- Rozumiem, że będziesz teraz pracować nad tą sprawą? W sumie masz rację. Zdrajcy gryzą piach, Radzie zostałaś przedstawiona, wypełniasz swoje życie kainickie z prędkością światła, córko. Pracuj tak dalej, a wysoko zajdziesz.
-
- nie oczekuję pochwał i uznania, chce tylko wypełniać wolę klanu i chronić go przed zagrożenia z zewnątrz i z wewnątrz Jane na moim miejscu też chciała by poznać prawdę dla tego też po części robię to dla niej. Jeżeli noc jeszcze młoda to pewnie z podwózki skorzystam - powiedziała kierując się do własnego pokoju by się przebrać.
-
Gdy żegnałaś się z matką usłyszałaś jeszcze od niej, byś uważała na siebie, po czym wyszłaś ze schronu, a wrota za tobą się zamknęły. Widocznie Olivia postanowiła jeszcze pomedytować. Po chwili dotarłaś do swojego pokoju, zastałaś go tak samo, jakim zostawiłaś.
Po przebraniu co postanawiasz? Przy okazji, jak chowasz ostrza?
-
Jeżeli pora zezwala przebiera w swój standardowy strój + torba, ostrza wraz z kaburami montuje na biodrach po prawe i lewej stronie by mogła je szybko palcem chwycić. Kieruje się do wyjścia by poprosić Klaudiusza o podwózkę we wskazane miejsce jakim jest schronienie Claudii.
-
Gdy wysiadałaś ze starszego samochodu, Klaudiusz zapytał:
- Mam na panienkę czekać, czy wrócić do domu i być pod telefonem?
-
- jeżeli możesz to poczekaj - po czym udała się do Claudii, gdzie pewnie ponownie musiała się tłumaczyć do kogo idzie, gdy jednak jej się udaje to puka do jej drzwi mając nadzieję, że jest w środku.
-
Przechodząc przez strażnika wiedziałaś, że nie jest zbyt zachwycony twoimi odwiedzinami, ale nic nie mógł na to poradzić. Gdy zapukałaś, chwilę postałaś i otworzyła Ci Claudia, która była ubrana w dłuższy podkoszulek... i praktycznie tyle mogłaś zaobserwować. Uśmiechnęła się na twój widok i zaprosiła Cię do środka. Gdy byłaś w środku, zauważyłaś że nic się nie zmieniło, może poza tym że z głośnika radia brzmiała melodia (https://youtu.be/qWvOHT0zfXY?list=PLEj_oa_EeoZdHvFbQfqAS8DC3Vek9AFH-).
- Chcesz się czegoś napić? - spytała Claudia - Przepraszam za bałagan i za moje ciuchy, nie spodziewałam się nikogo... Zresztą, mnie nikt praktycznie nie odwiedza...
-
- hejjjj, wyluzuj - ściągnęła torbę i zawiesiła ją na tym samym krześle co ostatnio podobnie jak płaszcz po czym usiadła,
- mam sprawę więc się nie kłopocz - po czym wyjęła kartkę z rysunkiem i jej podała,
- rozpoznajesz to może ? - spytała.
-
Odebrała od Ciebie kartkę, przyjrzała się chwilę znakowi i spytała:
- Gdzie to znalazłaś?
-
Kate wpatrywała się w nią tak przenikliwie, że mogła to odczuć,
- to ślad po Jane, co to jest ? - spytała.
-
Usiadła na sofie, widziałaś że jest wyraźnie zaniepokojona. Spojrzała się jeszcze raz na rysunek, wciągnęła powietrze i powiedziała:
- Jest to mój znak klanowy, tyle że przysługiwał on tylko wybitnym assamitom. Wiesz tacy, którzy ruszą natychmiast po otrzymaniu zadania, bez oglądania się za siebie. Uczeni byli w tym, że gdy przy zleceniu pojawi się ten znak, jest on szalonego ryzyka. Takiego, który wykorzystuje wszystkie twoje umiejętności w trzystu procentach. Szansa na śmierć jest niesamowicie ogromna. Ponawiam pytanie, gdzie go znalazłaś. Bo ślad po Janie niewiele mi mówi.
-
- jest jednym z haseł jakie muszę podać by coś otworzyć....coś jej, nie znam jej i...i choć w ten sposób mogę ją poznać, więc wraz z symbolem musi też iść werbalne hasło, słowo klucz. Nie bez powodu je znała i go użyła - powiedziała.
-
- Mhm, teraz rozumiem - powiedziała Claudia, po czym oddała Ci kartkę. Po chwili kontynuowała - Jeżeli to jest z nią związane, to zależy Ci pewnie by to odkryć. Ten znak w arabskim to "Alttadhiat Alkubraa", co w wolnym tłumaczeniu oznacza najwyższe poświęcenie bądź ostateczną ofiarę. Nie wiem skąd Jane to może znać, może Seth jej to zdradził. Jeżeli tak, to niepokoiłabym się tym, co możesz odnaleźć w miejscu, które pragniesz otworzyć. Czy jesteś pewna, że to bezpieczne?
-
- jestem Tremere, moja matka nią była, nic co robimy lub czego poszukujemy nigdy bezpieczne nie jest. Pragnę ją nie tylko w jakiś bezosobowy sposób poznać ale też dowiedzieć się co ją pchnęła ku temu by mnie przeistoczyć, czego oczekiwała ode mnie i dlaczego wybrała kogoś tak beznadziejnego jak ja. Claudio ja dopiero zaczynam i już stwierdzam, że jest ciężko a co będzie za dekadę ? Za wiek ? O ile dożyję i wytrwam we własnych przekonaniach. Choć nawet one musiały uleć zmianie, szereg zasad trzymał mnie z dala od wszystkiego jak byłam człowiekiem a teraz popatrz na mnie, ktoś kto nie umiał żyć musi się teraz nauczyć jak być martwą dla świata i żywą dla współklanowiczów - wyznała ze smutkiem.
-
Gdy tak żaliłaś się trochę, podeszła do Ciebie Claudia i przytuliła Cię. Jeżeli się dajesz, to tak chwilę jesteście w uścisku, jeżeli nie - siada przy tobie. Tak czy siak mówi:
- Każda z nas coś takiego przechodziła. Pewien kryzys tożsamości. Kim się jest, kim się powinno być i jak Ciebie powinni odbierać - odpowiedziała - Widzisz, po części nie rozumiem tego, co utraciłaś. Po części rozumiem, bo ty wiesz przynajmniej, że jest pomszczona. A ja? Nie ma za wiele assamitek. Musimy pracować trzy razy ciężej niż męskie grono, a i tak nie spojrzą na nas łaskawym wzrokiem. Ty masz przynajmniej to, że płeć u Tremere nie gra większej roli. U assamitów - tak. Cały czas musimy udowadniać, że się do tego nadajemy. Najmniejszy błąd jest nam wytykany. Masz nową matkę, do tego wysoko postawioną. Silną, związaną. Masz na kim się oprzeć. Ja nie mam nikogo. Mogę sobie wmawiać, że mam kolegów, przyjaciół - ale to tak nie działa. Ba, kilka razy prosiłam o zgodę na potomka - odmawiano mi. Także widzisz sama, z nas to możliwe że ja mam bardziej przejebane...
-
Teraz to Kate wstała i ją przytuliła,
- masz mnie nowicjuszkę która łamiąc stare waśnie i zgrzyty potrafi dostrzec to co w kimś siedzi i nawet tu i teraz ryzykuję, bo jak to mówią - nie wiesz kiedy przychodzi po pracy - zaśmiała się i usiadła z powrotem na swoim miejscu,
- może jak z tą sprawą skończę to uda mi się dowiedzieć czegoś w twojej sprawie....niby mamy czas - dodała.
-
- Dziękuję Ci za... za to wszystko - odpowiedziała Claudia - wiele to dla mnie znaczy. No i to cholerne powiedzenie - nie wiesz nigdy, czy assamita przychodzi do Ciebie jako zabójca, czy neutralny. Szlag mnie trafia, jak to słyszę dookoła...
-
- hej o nas są jeszcze lepsze, więc nie tylko wy macie przechlapane u innych....zdaje się, że każdy klan ma do powiedzenia coś o innych tylko nie o sobie - powiedziała.
-
Uśmiechnęła się, ale spuściła spojrzenie na podłogę... Widziałaś, że coś zaczyna w niej pękać, coś się powoli zaciera.
Co robisz?
-
- stało się coś, mam sobie pójść ? - spytała bacznie ją obserwując.
-
- Nie to nic - odpowiedziała Claudia, ciągle patrząc się w podłogę - Jak chcesz to zostań. Po prostu miło się rozmawia, gdy wiesz że druga strona nie traktuje Cię jak... jak potwora, który przyjdzie i będzie chciał twoją vitae, bo tak było kiedyś...
-
- no za dnia wracać nie będę ale zostanę tak długo jak mnie nie wywalisz tylko wyrzuć to z siebie w końcu....chyba, że często wpada do ciebie stuknięta Tremere i zawraca ci głowę - uśmiechnęła się.
-
- To by było, gdybyś wróciła za dnia - powiedziała Claudia, powoli się rozweselając - wiesz, działasz na mnie pozytywnie. Nie wiem jak to wytłumaczyć, po prostu w twoim towarzystwie mi lepiej.
-
- przynajmniej to mi wychodzi, nie smutaj się tylko odpuść sobie ten plecak klanowy i od czasu do czasu postaw go w kącie. Olivia jeszcze nie wie w co się wpakowała wybierając mnie na córkę i pewnie nie raz będzie tego żałować za moje wybryki, mam tylko nadzieję, że nic jej się z tego powodu nie stanie z księciem mam już zadrę bo mu się wpakowałam na chate jak Setha sądzili - powiedziała.
-
- Zadrę? Nie zapominaj kto Cię tam przywiózł - odpowiedziała Claudia - Nie wiem, czy powinnam się zwierzać. W sumie nigdy tego nie robiłam, tak jak wspominałam nigdy nie miałam przyjaciółki, może nawet kogoś bliższego...
-
- w braku przyjaciół i znajomych to wybacz siostro ale klan Tremere nie ma sobie równych, więc nie siłuj się przynajmniej w tej sprawie proszę, bo z góry leżysz na łopatkach i po tobie - zaśmiała się, przeczesała włosy i rozsiadła się wygodniej,
- mam wieczność by i rozgryźć ciebie tylko zamiast zaklęć i ostrzy, wole zapytać, co ci w duszy gra - spytała.
-
- Rozgryźć mnie? - spytała, po czym spojrzała Ci się w oczy. Zauważyłaś, że są krwawe, ale nie uroniła jeszcze łzy - I co mi w duszy gra? Sama chciałabym wiedzieć, nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Jest to dla mnie nowość, nie wiem czy to ty mi tak zawróciłaś, czy po prostu wydarzenia, rozmowy, to wszystko...
-
Kate uniosła brew i wyprostowała się w fotelu,
- jeżeli poruszyłam coś czego nie powinnam to jestem tu ostatnią osobą jaka powinna tu być, wybacz - wstała zbierając się do wyjścia.
-
Gdy już wychodziłaś, poczułaś jak ktoś Claudia Cię delikatnie łapie za dłoń. Gdy odwróciłaś się w jej stronę, usłyszałaś - To chyba ty mi tak zawróciłaś w głowie, Katherine...
-
Spojrzała w jej oczy, nastąpiła migawka, zmrużyła oczy bo obraz wkradł się w jej głowę tak nagle, gdy nastąpiła kolejna przypomniała sobie siebie stojącą przed oknem w holu, wtedy jeszcze była zagubiona, teraz poczuła strach. Nawet w rozmowach z Sethem zawsze utrzymywała odstęp na długość ramienia, w jej przypadku stała na wyciągnięcie ostrza lub wbicie kłów,
- ccco ? - spytała zbita z tropu cofając się energicznie w tył.
-
- Przepraszam, nie powinnam tak się zachować - powiedziała, po czym puściła Cię i zjechała po ścianie na podłogę...
-
Kate po raz pierwszy poczuła się źle, obserwowała ją chwilę a wydawało się jej, że trwa to kilkadziesiąt minut, każdy szelest ubrania każdy ruch głowy, zupełnie jak podczas,
- willi - szepnęła, po czym podeszła do niej i na siłę ją podciągnęła w górę,
- ubieraj się, czekam na dole - pobiegła do pokoju i wyjrzała za samochodem. Stał tam gdzie go zostawiła więc wróciła w stronę wyjścia,
- na dole za chwilę...czekam - powiedziała czochrając jej włosy i próbując rozweselić, lecz gdy znalazła się za drzwiami poczuła duszenie w piersi które już znała. Nie rozumiała czemu ten widok tak bardzo przypomniał jej Jane ale otrzymała wiele ważnych wskazówek od Claudii i nie chciała jej tak zostawiać. Zastanawiała się co się z nią dzieje, z tą sytuacją i czy dobrze robi ale musiała coś zrobić.
Czekała na dole na odpowiedź.
-
Po chwili z domu wyszła Claudia, ubrana w takie ciuchy (http://img.szafa.pl/forum/1/foto_cache/81e/783/35c/c32/794/437/320/72e/018/e54/0a_500x640.jpg). Nie zauważyłaś, czy wzięła coś ze sobą z uzbrojenia, ale może miała tak to dobrze schowane? Dalej była przygnębiona, trochę się bała twojej reakcji. Podeszła do Ciebie wolnym krokiem, uciekała spojrzeniem przed tobą i spytała - Co planujesz dalej?
-
Kate złapała ją pod rękę i podeszły do samochodu gdzie już za pewne czekał Klaudiusz,
- pojedziemy tam gdzie nikt ci nie będzie przeszkadzał w myśleniu, musisz zbastować z tym wszystkim siostro albo wylądujesz w... - puściła ją i spojrzała się na Klaudiusza,
- znasz ten adres ? - spytała przekazując mu informację, po czym wsiadła po tym jak Claudia zajęła swoje miejsce. Liczyła, że być może w Afterlife Claudia trochę się rozchmurzy, ucisk jej wciąż nie opuszczał ale jeszcze jako mała dziewczyna poprzysięgła sobie by nie odpuszczać jak już się czegoś uczepi, może nie kosztem wszystkiego ale przeczucia zawsze były ważne w jej życiu, tylko nie zawsze kończyły się oczekiwaniami....zwykle nadchodziła rzeczywistość.
-
- Znam - odpowiedział Klaudiusz, po czym wpuścił was do samochodu i pojechałyście pod wskazany adres. Przez całą drogę Claudia nie odzywała się, patrzała się tępo przez szybę na miasto. Widziałaś że się zmieniła, i to mocno. Straciła poczucie ochrony, być może samokontroli? Wydawało Ci się że cała jej "skorupa" gdzieś przepadła, zostało tylko to, co starała się schować. Po ok. dwudziestu minutach dojechałyście na miejsce. Ghul wyszedł pierwszy i otworzył wam drzwi, po czym zamknął je gdy wyszłyście. Zapewnił Cię, że będzie czekał na Was. Poprowadziłaś Claudię do środka, bez problemu przeszłyście przez bramkę. W klubie brzmiała taka muzyka (https://youtu.be/aL0lyDC_dCI?t=17s). Widać było tańczących na parkiecie kainitów i ludzi, widocznie dobrze się bawili.
Gdzie prowadzisz Claudię? A może zostawiasz ją samą w miejscu gdzie stoicie i sama idziesz załatwić swoje sprawy?
-
Nie umiała wyczuć w jakim stanie głodu jest Claudia ale zadbała o swój, gdy jechali to raz po raz w dłoniach tworzyła świetlik a że miała dłonie pod płaszczem to nikt tego nie widział,
- chodź - ciągnęła ją za sobą, w szatni rzuciła tylko płaszcz pozwalając by ona też coś zostawiła,
- my razem - krzyknęła do szatniarza a ten wybałuszył oczy,
- tak razem w taki czy inny sposób zresztą co cie to interere dawaj numerek - zaśmiała się i biorąc go mrugnęła do niego okiem.
Wkroczyły na sale a tam tłum i stroboskopy, zapachy wymieszały się i trzeba by kogoś chwile poobserwować, by zorientować się kto jest kim, Kate to nie przeszkadzało, trochę się rozpychając trochę tanecznym krokiem ściskając Claudie za rękę i raz po raz odwracając się do niej, w końcu przebiły się pod bar,
- Matt ! - krzyknęła,
- cooo ? - nachylił się barman widząc jak Kate sadza Claudie przy barze,
- naćpana ?
- pierdol się, nic jej nie jest wołaj Matta ale już ! - wolną ręką złapała go za koszulę na znak wzburzenia ale po chwili go puściła, gdy ten odszedł zwróciła się do Claudii puszczając już ja i opierając się o blat łokciem, gdzie dłonią podtrzymywała głowę,
- wrzuć na luz, kiedyś ty mi pomogłaś teraz ja chce to zrobić a to jeden z dwóch powodów - powiedziała.
-
Claudia po chwili ocknęła się. Rozejrzała się po sali, lekko się zdziwiła gdzie jest. Widocznie się zastanawiała jak tutaj trafiła. Gdy spojrzała na Ciebie, znów się wycofała i spuściła wzrok na podłogę. Gdy usłyszała twoje słowa, spytała - A drugi powód?
Nim zdążyłaś odpowiedzieć, podszedł do was Matt i spytał:
- Jak podać?
-
- cześć Matt, słuchaj moja kumpela jest mocno przygnębiona a chce ja zabrać na parkiet by mogła ostygnąć od tego co nam zaserwujesz dasz radę ? - po czym wręczyła mu banknot, gdzie dla drugiej kainitki był to jakiś pieniężny zwitek, zaś jego oczom ukazało się sto dolców,
- drugi powód to tajemnica, no nie bądź taka zaskoczona w końcu jestem kim jestem - zaśmiała się,
- o i masz to już drugi raz, rzadko to mam ale jak widzę cię w takim humorze to zamiast zapewniać cię, że ci się ułoży wole głupkowato się śmiać i robić problemy matce - odpowiedziała czekając na zamówienie.
-
Claudia ponownie spojrzała się na Ciebie. Zauważyłaś w jej oczach nić porozumienia? Jakieś światełko? A może to tylko stroboskop się odbił od jej spojrzenia. Milczała, lecz ciągle patrzyła się na Ciebie tak, jakby próbowała odczytać twoje intencje. Po chwili wrócił Matt, podał wam odpowiednie drinki. Gdy przesuwał ten przeznaczony dla Ciebie, nachylił się i powiedział:
- Uważaj na nią po tym, co jej podałem. Różnie podobni Tobie reagowali na niego. Jeżeli nie zareaguje na to, to z twoją koleżanką naprawdę coś jest nie tak - po czym odwrócił się i zajął się czyimś innym zamówieniem. Claudia tymczasem zaczęła obracać drinkiem w dłoniach, tak jakby się zastanawiając czy go wypić, czy nie. Mogła podejrzewać, co jest w nim dokładnie, ale może tylko się w niego tępo patrzyła? Po chwili wzięła go i wypiła go naraz. Odstawiła kieliszek, spojrzała się na Ciebie i nic nie powiedziała, tylko patrzała się na Ciebie pytająco... Tymczasem stroboskopy zaczęły strzelać częściej światłem. W jednym przebłysku widziałaś ją, w kolejnym zniknęła Ci z widoku. Zaczęłaś rozglądać się za nią i wypatrzyłaś ją na parkiecie. Tańczyła, porywała się chwili, ale jej spojrzenie cały czas szukało twojego...
Co robisz?
-
Kate wypiła swojego i ruszyła tanecznym krokiem im bliżej była tym częsciej wraz z kolejnym stroboskopem przypominała sobie uczucie dzień po,
- dzień po - powiedziała, przeciskając się i mówiąc do siebie. Oczywiście kto by to słyszał, lecz gdy łagodny likier rozlał się jej po palcach od wewnątrz stwierdziła, że powinna jednak zachować kartę w kieszeni i dotarła do niej. Chwile wpatrywała się jakby z ukrycia kilku osób jak samotnie tańczy po czym biorąc głębszy wdech ruszyła,
- hej ! nie było toastu a ciebie już nosi, tylko krokami mnie nie morduj bo słabo ruszałam się na studiach - zaśmiała się i przyłączyła się do tańca.
-
Gdy usłyszała twój śmiech, również się uśmiechnęła widząc Cię zadowoloną. Próbowałaś dostosować się do tańczących, lecz trochę Ci nie wychodziło. Claudia coraz szerzej się uśmiechała widząc twoje próby i postanowiła Ci pomóc. Stanęła za tobą, chwyciła Cię delikatnie za biodra, przytulając się do Ciebie po czym zaczęła Cię prowadzić do rytmu melodii. Jeżeli oczywiście pozwalasz na to, jeżeli nie, to trzyma się lekko na dystans od Ciebie, cały czas wprowadzając Cię głębiej wśród tańczących tak, byś poczuła się jak jedna z nich...
-
Kate przypomniała sobie o zagubieniu pierwszy raz ale tym razem czując wyraźny ucisk postanowiła naśladować kroki i kołysanie, próbowała narzucić nogom rytm jednocześnie słuchając prowadzenia ciałem przez Claudie. Stroboskopy raz po raz rozświetlały przestrzeń dookoła a kolorofony wariowały jakby za chwile miały wypalić wszystkie swe źródła.
-
Po jakimś czasie, nie wiesz dokładnie jakim twoje ciało przystosowało się do ruchów Claudii. Coraz lepiej Ci wychodził taniec, Assamitka była wyrozumiałą partnerką i nie opuszczała Cię dopóki nie poczułaś się pewnie. Cały czas była przy Tobie, wasze ciała i ruchy zlały się praktycznie w jeden organizm. Po chwili usłyszałaś jej głos, który starał się przebić przez panującą głośność. Był inny niż zazwyczaj. Ten był ciepły, koleżeński, figlarny - Teraz mi zdradzisz, co to za tajemnica?!
-
- ty nią jesteś i twoje słowa - szepnęła jej do ucha po czym odkleiła się od niej i tańczyła przed nią już śmielej wykonując figury i dając się prowadzić muzyce, póki nie był zmian po między nagraniami udawało jej się zachować rytm....inaczej musiała się na nowo dostrajać.
-
DJ zaczął puszczać nową muzykę (https://listenonrepeat.com/?v=pdQ3eth1WG0#Noisuf-X_-_Blow_This_Pain_out_of_Me). Stroboskopy i inne oświetlenie przestawiło się automatycznie pod tę melodię. W blaskach stroboskopu zauważyłaś, że assamitka wyraźnie się odprężyła i rozluźniła słysząc twoje słowa. Jej ruchy i taniec stał się żywszy, bardziej śmielszy. Podczas tańca cały czas uśmiechała się do Ciebie, trochę figlarnie, trochę zmysłowo, radośnie. Zmieniła się. Być może teraz dopiero widzisz ją taka, jaką jest naprawdę, a nie taką jaką chce pokazać światu. Taniec trwał, muzyka trwała, trwaj chwilo trwaj... W pewnym momencie znów Ci zniknęła z widoku, ale tylko po to by jeszcze bardziej przybliżyć się do Ciebie...
-
- i co można się wyluzować ?! - przekrzykiwała muzykę,
- żebym ja cię musiała tego uczyć ! - zaśmiała się,
- więc może mi wyjaśnisz co miałaś na myśli, bo jeszcze się nauczyłam czytać w głowie - ponownie się uśmiechnęła.
-
- Można się wyluzować, jak najbardziej! - przekrzyczała muzykę assamitka - Tylko w świetnym towarzystwie! - po czym podeszła do Ciebie tak, że jej głowa znalazła się obok twojej. Usłyszałaś szeptem - Zawróciłaś mi w głowie, Katherine... - po czym ciągle przy tobie zaczęła obserwować twój odbiór na te słowa, ciągle się do Ciebie uśmiechając.
-
- musisz sprecyzować, bo nadal nie wiem o co ci chodzi i jest najlepsze....nie tylko ty tak mieszkasz. Nim zostałam przemieniona też potrafiłam wywracać wszystko do góry nogami a po przemianie moje życie wywrócone zostało do góry nogami ot taka ze mnie bałaganiara widać dawny sposób życia przeniosłam na ludzi i ich wywracam ale to nie celowe ten typ postrzelonej dziwaczki tak ma - również próbowała przekrzyczeć muzykę.
-
- A możemy pogadać gdzieś indziej na ten temat?! - starała się przekrzyczeć muzykę - Chyba, że chcesz tańczyć, dopóki ten tam nie stwierdzi, że zmienia muzykę!
-
- jak chcesz mnie zaciągnąć w ciemna uliczkę to pamiętaj, że umiem się bronić - zaśmiała się i rozejrzała,
- nie wiem o jakim miejscu mowa, sugestię ? - spytała.
-
- W ciemną uliczkę?! A co ja jestem?! - zaśmiała się również i powiedziała - Możemy pogadać z Mattem, na zapleczu są pokoje dla takich jak my! - próbując przekrzyczeć melodię (https://listenonrepeat.com/?v=kBYwMOPKuPo#Industrial_Dance_-_God_is_in_the_Rain_-_Suicide_Commando_-_Pitite_Oudy_Cyber_Goth).
-
Kate kierowana dalej założeniami udzielenia pomocy zgodziła się widząc, że jak do tej pory to się udaje i assamitka w końcu mogła się wyluzować, ruszyła za nią.
-
Claudia wzięła Cię delikatnie za dłoń tak, byś nie myślała że siłą Cię chce zaciągnąć. Ciągle tańcząc wydostałyście się z parkietu, po czym podeszłyście do baru. Matt was zauważył, nachylił się i spytał, przebijając się przez muzykę:
- Nastrój poprawiony?
- Owszem! Zaplecze jest wolne? - spytała.
- Tak! Nikogo tam nie ma - odpowiedział.
- To rezerwujemy! - odpowiedziała assamitka i obróciła głowę w twoją stronę, uśmiechając się radośnie. Po chwili Matt dał jej klucz i poszedł zajmować się swoimi sprawami. Claudia ponownie Cię poprowadziła za dłoń do drzwi, których wcześniej nie zauważyłaś. Otworzyła je kluczem, po czym weszłyście do korytarzyku. Było tam cztery drzwi, widocznie prowadzące gdzieś dalej. Klaudia podeszła z tobą do drzwi z numerem trzy, otworzyła je kluczem i wpuściła Cię do środka. Weszłaś i twoim oczom ukazał się mały pokoik w stylu kawalerek. Łóżko podwójne, dwa fotele ze stolikiem, mały barek przy ścianie. Całości dopełniała lampa z wiatrakiem podwieszona pod sufitem, która się leniwie kręciła. Claudia nacisnęła dwa przełączniki, jeden puszczający cicho muzykę dobiegającą z klubu, drugi nie wiesz co robił. Assamitka zamknęła drzwi, przekręciła zamek i zostawiła kluczyk w zamku. Usiadła na jednym z wolnych foteli, po czym powiedziała:
- Drugi przycisk służył do tego, by poinformować Matta, że trójka jest zamknięta. Poza tym i tak nikt nie usłyszy na zewnątrz co tutaj się dzieje, pokoje są bardzo dobrze wytłumione. Do tego nie ma tutaj podsłuchu, kiedyś sprawdzałam pokój. Przynajmniej ten, nie wiem jak z resztą, ale Valentina dba o prywatność swoich gości... Chciałaś bym wytłumaczyła Ci swoje postępowanie wobec Ciebie. Mogę to zrobić, tylko nie chciałabym, byś mnie wyśmiała. Zgoda? - po czym obserwuje twoją reakcję.
-
Kate jak to ona myszkowała przez chwilę to tu, to tam, zaglądała w każde zakamarki choć nie z premedytacją detektywa czy też policji przy przeszukaniu pomieszczenia, po prostu wychodziła z niej Tremere, w końcu usiadła na wolnym fotelu,
- nie umiem wyśmiewać kogoś za poglądy czy też przekonania, sama miałam paskudne dzieciństwo po stracie rodziców i dorastając bez nich ciągle separowałam się od każdego i wszystkiego będąc tylko cieniem jakiegoś wydarzenia bądź kolejną osoba na fotografii. Nabrałam dzięki temu dystansu do samej siebie i do innych lecz z drugiej strony to zawsze staram się pomóc jak mogę a ty wydałaś mi się taką osobą może lekko zagubioną, może to wszystko i tak nie ma celu ale udało mi się choć na chwilę polepszyć ci humor i z tego jestem zadowolona.....ciekawe co inni by powiedzieli, siedzimy tu same wbrew wszelkim stereotypom to czasem zabawne jak się może wszystko zmienić - powiedziała rozsiadając się w fotelu ale będąc wciąż pochyloną w jej stronę, opierając łokcie o kolana i oczekując dalszego przebiegu rozmowy.
-
Assamitka uśmiechnęła się do Ciebie, na chwilę spuściła spojrzenie na podłogę. Ciężko wzdychnęła, ponownie się spojrzała na Ciebie i powiedziała:
- A gdybyś tak dowiedziała się, że ktoś się w Tobie zakochał? Nie tylko w twoich wyglądzie ale w tym co robisz, jak robisz, charakterze... Nie wiem czy to by było uczucie odwzajemnione, mogę się po prostu teraz wygłupiać, zrzucając z siebie resztę skorupy, którą i tak straciłam wtedy w mieszkaniu... - po czym ponownie zrzuciła spojrzenie na podłogę, być może oczekując od Ciebie wyroku.
-
Kate zastygła, migawka z ustami, migawka wspólnego tańca, by po chwili pomrugać oczami i wrócić,
- gdybyś pytała w imieniu kogoś odpowiedziałabym bez wahania....czemu mam wrażenie, że pytasz o nasze relacje ? - ponownie poczuła ucisk w piersi i przestała się podpierać na łokciach tylko opuściła je na kolana.
-
- A jeżeli to prawda? - odpowiedziała, ciągle patrząc się na podłogę - Jeżeli mówię w swoim imieniu? Jeżeli to co mówię to prawdziwa ja, którą zobaczyłaś wtedy jak siedziała na podłodze pod ścianą?
-
Kate uniosła obydwie brwi a rzadko to robi, spuściła głowę i siedziała długo wsłuchując się w ściszoną muzykę,
- wtedy bym ci jak i teraz współczuję...ja nie umiem kochać i nigdy tego nie robiłam, już za czasów studiów widziałam to coś w ludziach to coś pomiędzy nimi ale dla mnie to zawsze była ściana to taka sama na której się osunęłaś, nie umiem i nie potrafię.....choć pełno we mnie empatii ale mam wrażenie, że przeze mnie Seth wyjechał i teraz ty znikniesz i znowu zostanę sama tylko dlatego, że nie spełniał czyiś oczekiwań, przepraszam masz pod tym względem do czynienia z wybrakowaną istotą - powiedziała wpatrując się w podłogę.
-
Patrząc się w podłogę nie zauważyłaś, gdy assamitka podeszła do Ciebie i kucnęła tak, by jej głowa była na równi z twoją. Delikatnie podniosła twoją głowę za podbródek i powiedziała - Nie zniknę. Nie zostaniesz sama. Masz matkę. Masz jej ghula. Nie wiem czy masz mnie, ale tak jak ty zniszczyłaś moją skorupę, ja spróbuję zniszczyć ten mur, który sobie postawiłaś sama. Może zajmie mi to dzień, miesiąc, rok, wiek - nieważne ile. Będę próbowała go zniszczyć, ale tylko jeśli będę wiedziała, że ty też tego chcesz... - po czym, jeżeli pozwalasz całuje Cię w usta. Jeżeli nie, cały czas patrzy się w twoje oczy i stara się odczytać twoje emocje.
-
Kate miała chaos w głowie, po czym energicznie wstała nie pozwalając się pocałować,
- wszyscy chcecie dla mnie dobrze nie akceptując mnie i nie słuchając tego co mam do powiedzenia, nie potrafię kochać bo nie umiem i skoro życia mi nie starczyło by się uczyć i przełamać w sobie czarną dziurę to tym bardziej nie odważę się na to by manipulować kimś i później mieć z tego tytułu wyrzuty na setki lat. Nie wiem co zrobiłam takiego, że odczytałaś moje intencje w twą stronę jako oczywiste ale czuje się winna i wybacz mi - chciała coś jeszcze dodać ale ucisk w piersi był tak potężny, że odruchowo złapała się za pierś i opuściła pomieszczenie z hukiem.
Muzyka uderzyła w nią z taką siłą, że zaczęła tracić kolory tego co widzi, zmrużając oczy próbowała się przebić przez tłum.
-
Tłum jednak powiększył się od waszej wizyty na zapleczu, próbowałaś się przebić przez niego, lecz ponownie poczułaś się zagubiona. Ktoś Cię szturchnął, ktoś uderzył, ktoś popchnął... Przewróciłaś się i czujesz, jak zaczynasz tracić nad sobą kontrolę. Próbujesz się opanować, ale to co się wydarzyło wystarczająco odbiło się na Tobie. Leżąc, przyjęłaś pozycję embrionalną i czułaś, jak coś zaczyna przejmować nad tobą kontrolę. Poczułaś się gorętsza, coś wewnątrz Ciebie zaczęło pobudzać ogień. Wiedziałaś, że nie możesz zapanować nad nim ale próbowałaś jak najdłużej zatrzymać go w sobie. Panicznie zaczęłaś się rozglądać, w pewnym momencie twój wzrok spoczął na Jane. Wydawało Ci się, że szybkim krokiem podchodzi do Ciebie i pochyla się nad Tobą, jednocześnie odpychając tłum tańczących, robiąc Ci trochę więcej miejsca. Szybko obejrzała Cię od góry do dołu i szybkim i silnym ruchem podniosła Cię z podłogi i wyprowadziła na zewnątrz. W jednej chwili, gdy wpatrywałaś się w jej twarz jej rysy zmieniły się i z klubu wyprowadziła Cię Claudia. Widziałaś, że coś się w niej zmieniło, ale widziałaś, że zależy jej byś natychmiast wyszła na zewnątrz. Po chwili wyszłyście (zahaczając o szatnię, Claudia o mało nie rozszarpała wzrokiem szatniarza, który się ociągał), zarzuciła na Ciebie twój płaszcz i ciągle Cię trzymając wyprowadziła na zewnątrz. Klaudiusza i jego samochodu nigdzie nie było, więc poprowadziła Cię w uliczkę. Po chwili, gdy byłyście w głębi zatrzymała Cię i mocno Cię przytuliła. Bez słowa, bez niczego. Twój gorąc powoli zaczął przechodzić na nią, czułaś jak uchodzi z Ciebie panika... Po chwili usłyszałaś po cichu - Już spokojnie, nie chcesz mnie, trudno. Przeżyję. Ale nie myśl, że pozwolę Ci tak wybuchnąć ogniem. Jeżeli miałabym wybierać ich życie bądź twoje, bez wahania wybrałabym Twoje, tamci mogą zdychać... Już spokojnie, wycisz swoje myśli, nie myśl o niczym, myśl o głupotach...
-
Kate rozmazywały się obrazy i słyszała tylko półsłówka, tak jakby nagle ziemia była dla niej za lodowata a wiatr niósł ze sobą szpikulce lodu,
- skąd w ogóle pomysł by ją tu przynosić, odebrało ci kompletnie rozum ?! - wydzierał się jakiś męski głos w sali piwnicznej,
- teraz nie jest groźna i nigdy tego nie zapamięta, zresztą sam chciałeś ją zobaczyć na własne oczy - odpowiedział jej znajomy i też męski głos,
- ale do ciężkiej cholery na własnych warunkach a nie w tej przez boga zapomnianej piwnicy, co będzie jak jej ojciec się dowie ?
- nie dowie się, obydwoje są na przyjęciu a ja mam się nią zajmować jako lekarz rodzinny - teraz sobie przypomniała kim on jest, ale kim jest ten drugi ?
Poczuła schody i płaszcz na ramionach, przez chwilę nawet widziała Claudie, która nie wiedzieć czemu zaczęła przypominać Jane,
- matko - szepnęła, obraz ponownie się rozjechał i słyszała już tylko głosy,
- woła matkę, przeholowałeś ! - krzyknął męski głos,
- chociaż zobacz co ona ma, nigdy czegoś takiego nie widziałem i jak żyję przysięgam ! Musisz się temu przyjrzeć, a bractwo...
- ani słowa więcej, od dziś pracujesz na własny rachunek, jeżeli jeszcze raz będę musiał przez ciebie marnować swój czas....
- ale panie - jęknął lekarz,
- ani słowa więcej ! Zejdź mi z oczu i odstaw to dziecię boże nim się ktoś zorientuje - po czym usłyszała kroki wychodzące z pomieszczenia jak i po chwili ktoś do niej podszedł,
- gdyby tylko zechciał, gdyby tylko wiedzieli, że nie wolno ci żyć - mówił lekarz przez zęby,
- twoja egzystencja to wbrew wszelkiej logice dopilnuję i klnę się na boga, że stracisz wszystko aż sama zaczniesz błagać o śmierć... - cedził jeszcze bardziej zdenerwowany,
- gdyby nie śluby....gdyby nie ONE ! Złamałbym ci ten maluczki kark najpierw dusząc o takkk - poczuła ucisk na szyi,
- i obserwując jak gaśnie w tobie ta ludzka strona i ciesząc się, że ta druga też zgaśnieeee - czuła jak zaczyna jej brakować powietrza, jak jej serce bije coraz szybciej.
Zerwała się na nogi w uliczce a Claudia nie poznała jej przez chwile, szamotała się jakby z kimś walczyła i poczuła wyraźnie wzrost temperatury, gdzie dosłownie po sekundzie czułą się jak w piekarniku. Postać Kate zaczęła jaśnieć a ubranie topić się. Claudia nie miała wyboru, musiała uciekać.
Kate natomiast czuła jak mróz wypełnia jej ciało i gdzieś w głowie usłyszała coś znajomego, było to jakby słowem lub częścią pieśni....znała ją, matka śpiewała ją zawsze gdy spała ale nigdy gdy zasypiała i im bardziej próbowała przypomnieć sobie o co chodzi, tym bardziej traciła czucie w kończynach, w końcu jednak zobaczyła coś czego nie widziała od kolebki i usłyszała jak lód którym według niej była pokryta - pęka a ona skierowała dłonie ku górze i wrzasnęła,
- SZZZAAAAAAAAAAAARRRRKKKKKKKKKKKKKAAAAAA AAAAAAAŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃ - po czym zamieniła się w żywą pochodnię zaś dwa słupy ognia wystrzeliwały z niej ku górze, wijąc się niczym robaki, skręcały się na wzajem tańcząc jakby podczas ognistego tornada. Temperatura była tak wielka, że wszystko w okolicy 30 metrów poczerniało, stopiło się bądź spłonęło.
Dopiero gdy zapas vitae skończył się, Kate zaprzestała krzyku i opadła z sił na rozgrzany do czerwoności beton zapadając w letarg.
-
Muzyka (https://listenonrepeat.com/?v=d-FzCJNKfR8#31_-_Fate) przez czas letargu ( obudzisz się gdy dam sygnał ;) )
Gdy byłaś w letargu zaczęłaś śnić... Śnił Ci się ponownie ten sam klif, tym razem nie stałaś na nim, tylko powoli zmierzałaś w stronę krawędzi. Po chwili zauważyłaś, że ktoś siedzi na nim, patrząc się w dal... Gdy podeszłaś bliżej, zauważyłaś że ta osoba ma długie czarne włosy... Aury nie wydawała żadnej, ale wiedziałaś, że to Jane. Gdy byłaś bardzo blisko jej usłyszałaś - Ponownie się tutaj spotykamy... Nie wiem co to oznacza dla Ciebie, ale ja tutaj lubiłam znikać... Patrzeć się w dal, niczym latarnia morska poszukująca swym światłem statku, by go ostrzec że ląd już niedaleko... Usiądź proszę Katherine, mamy chyba o czym rozmawiać, prawda?
-
Kate usiadła i w milczeniu wpatrywała się w Jane, szukając w głowie słów,
- co to za miejsce ? Jeszcze przed chwilą byłam chyba gdzie indziej i co ty tu robisz, jakim cudem ze sobą rozmawiamy ? Czy jesteś Jane ? Czy to tylko wytwór mej wyobraźni ? - pytania poleciały dopiero po dłuższej chwili, gdy już jej nie obserwowała a rozglądała się po okolicy próbując dostrzec jakiś znajomy kąt, punkt odniesienia, który by jej wskazał gdzie właściwie się znajduje.
-
- Jest to miejsce, w którym ostatni raz widziałam swoją miłość, zanim nie odpłynęła za horyzont - odpowiedziała Jane, po czym po chwili kontynuowała - Wybrzeże Wielkiej Brytanii, niedaleko Dover. A jakim cudem rozmawiamy? Będę zawsze przy Tobie, nieważne czy mnie widzisz czy nie. Zawsze będę w twoim sercu, bądź w myślach. Chyba że o mnie zapomnisz, wtedy po prostu ta część zostanie zasłonięta mgłą. To wszystko co tutaj widzisz, to jest kumulacja twojej wyobraźni plus tego, że część mojej vitae krąży w twojej. Stąd wiem, że odnalazłaś mój dziennik. Nie wiem, czy go już otworzyłaś, czy dopiero zbierasz informacje jak go otworzyć. Wiem też, że coś potężnego drzemie w tobie. Ten potencjał starałam się odkryć, no ale wpadli Tarvesenowie i się nie skończyło to dobrze, jak pamiętasz. Chodź ze mną - powiedziała, po czym wstała i podała Ci dłoń, by Ci pomóc wstać. Gdy to zrobiłaś, powoli Cię prowadziła przy klifie tak, że można było cały czas widzieć wodę kanału. W czasie spaceru słyszysz - Widzisz, byłam na tropie pewnego śledztwa, które tak naprawdę przez przypadek odkryłam. Wiedziałam, że jest to z Tobą powiązane. Ale tak jak wspomniałam, nie wszystkie części układanki odkryłam i zebrałam...
-
- ja wciąż mam mgliste wspomnienia, lecz po tym co się tam wtedy stało coraz częściej myślę, że moja częściowa amnezja nie jest dziełem przypadku, ktoś mi zaszkodził lub robi to nadal a jeżeli jest świadom, że nie jestem już człowiekiem to wszyscy w okół są w piekielnym niebezpieczeństwie, może powinnam odejść ? Ukryć się tak by mnie nikt nie odnalazł i próbować odkryć to po swojemu, bez narażania innych....poza tym to uczucie odpowiedzialności jest jak ciężki głaz na mych plecach.....czuję, że to coś ważnego lecz z drugiej strony ten głaz jest tak mało dla mnie widoczny, że nie wiem czym jest..... - po tych słowach zamyśliła się na chwilę,
- owszem dzięki twojemu dziennikowi chcę móc cię poznać i nie powiem łatwo go otworzyć się nie da, dlatego zbieram przydatne informacje by odczynić rytuał, który mi to zapewni....no chyba, że trzymasz tam same sprośne rzeczy to może nie powinnam ? - spytała się z lekkim uśmiechem na ustach.
-
Uśmiechnęła się słysząc twoje pytanie i odpowiedziała - Sprośne? Zależy. Dziennik ma jeszcze sporo innych zabezpieczeń, trochę się natrudziłam by nikt niepowołany go odczytał tak łatwo. Zresztą, gdy go otworzysz to sama się przekonasz. A czy powinnaś się ukryć? Zdecydowanie nie. Powinnaś przygotowywać się na to, że możesz z tym kimś się skonfrontować. Wcześniej, później, nie ma różnicy. Pytanie, czy staniesz do tego sama, czy z kimś, kto będzie mógł Ci pomóc. Wyciągnij lekcje z tej nocy gdy zginęłam. Jak myślisz, gdyby Seth był tam był to by inaczej się to potoczyło? A może to było zaplanowane przez kogoś? Ale wtedy miałabym pewność, że ktoś jeszcze mnie wspiera. Podejrzewam, że wtedy to on by zginął, ale poświęcając się nie tylko dla mnie, ale i dla Ciebie. Przez chwilę widziałam też tą sytuację z tą dziewczyną w klubie. Uważasz, że lepiej wszystko pokonywać samemu, niż mieć kogoś, komu można zaufać do końca? Też tak uważałam po pewnej sytuacji. Czy to wyszło mnie i tej osobie na dobre? Oceń sama.
-
- sama już nie wiem co wybrać i im dłużej na ten temat mysle tym mniej wiem i mniej jestem w stanie pojąć. Wiem natomiast jedno...nic nie dzieje się bez powodu i od zawsze nawet było tak w mej ludźkiej rodzinie, wszystko miało na uwadze jakiś ważny cel - powiedziała.
-
- No widzisz, masz już jakieś zalążki tego, czego możesz się chwycić - odpowiedziała Jane - Ale tak, nic się nie dzieje bez powodu... A co z tym, co powiedziałam na temat bycia samej bądź z kimś? Owszem, może to być za wcześnie. Ale może tak nie jest? Któż to może wiedzieć. Nigdy nie wiadomo, co się trafi.
-
- muszę sobie to i owo poukładać w głowie, by móc cokolwiek na ten temat powiedzieć. Póki co wolę tak postępować, mam również nieodparte uczucie, że tak jest najbezpieczniej i wierz mi nie w smak mi krzywdzenie najbliższych bądź patrzenie jak ich decyzje względem mnie doprowadzają do staczania się, inaczej na to spoglądałam jako człowiek a inaczej teraz to widzę i ludzie pod tym względem górują nad nami, my mamy bowiem wieczność na smutek i żal a oni mkną przez życie - gdy tak rozmawiały, jej oczy bardzo często były skierowane na krawęż klifu jak i na to co się dalej rozpościera.
-
- Pamiętaj o tym, że to też wpływa na tę drugą osobę. Twoja decyzja wobec niej może być różnie odebrana. Najważniejsze to to, by się od nich nie dystansować. Utrzymywać jakąś nić porozumienia, może przyjaźń? Któż to wie jak to się potoczy dalej - po czym zauważyłaś, że sceneria zaczęła się zmieniać. Wszystko pojaśniało, i poczułaś potężny podmuch wiatru. Nie potrafiłaś mu się przeciwstawić i spadłaś z klifu. Nie mogłaś się niczego złapać, wszystko wokół Ciebie zaczęło się rozpadać.
Muzyka (https://www.youtube.com/watch?v=EkRpT_xUmrY) na tę część letargu.
Niebo się ściemniło, zamiast chmur zaczęły pojawiać się czerwono-złote obłoki. Po dłuższym spadaniu uderzyłaś o coś, co kiedyś było ziemią. Wszystko jest spalone do cna. Wstałaś, otrzepałaś się z pyłu a twoim oczom ukazał się widok... zagłady świata. Wszystko spalone, zniszczone, opuszczone. Po chwili usłyszałaś cichy jęk za sobą i odwróciłaś się. Zobaczyłaś Claudię, Olivię, Jane, Setha oraz Klaudiusza... którzy byli nabici na pal, a wokół nich krążyły ogniki płomieni, raz za razem kogoś raniąc. Usłyszałaś potężny głos w swojej głowie. Był on tysiąc razy boleśniejszy niż ten, który słyszałaś podczas spotkania z Radą - Spójrz na swoje dzieło dziecko! To jest to, co czeka Ciebie i wszystkich, z którymi będziesz! Nikt nie ocaleje, NIKT!
-
Kate padła na kolana krzycząc i łapiąc się za uszy, wrzeszczała tak głośno jak tylko mogła by zagłuszyć głos i ból który rozrywał ją od środka.
-
Potężna siła podniosła Cię z ziemi, prostując twoje kończyny. Próbowałaś z tym walczyć, ale to było silniejsze, dużo silniejsze od Ciebie. Ponownie usłyszałaś głos - SPÓJRZ NA NICH! TO PRZEZ CIEBIE CIERPIĄ! NAJPIERW ONA, TWOJA PRAWDZIWA MATKA! POŚWIĘCIŁA SIĘ DLA CIEBIE, RATUJĄC TWOJE BEZUŻYTECZNE TRUCHŁO! - po czym ogień skumulował się na Jane. Usłyszałaś jej krzyk cierpienia, którzy przeszył twoje całe ciało. Po chwili ogień spopielił ją całkowicie, pozostał po niej tylko skrwawiony pal. Ponownie usłyszałaś - POTEM BYŁ ON! JEGO TEŻ ODRZUCIŁAŚ! JAK MYŚLISZ, CO SIĘ Z NIM STAŁO?! - po czym ogień przeskoczył na Setha, również go spalając do prochu... - DOBRZE WIESZ KTO BYŁ PO NIM! TO WSZYSTKO TWOJE DECYZJE, ALE TY ZA TO BĘDZIESZ CIERPIEĆ! - po czym ogień po kolei spalił Olivię, Klaudiusza i na końcu Claudię. Ona ostatnia starała się z ogniem walczyć, widziałaś że nawet go pokonuje, ale w końcu i ona przegrała walkę. Siła, która utrzymywała Cię przestała to robić i upadłaś jak kłoda na spaloną ziemię...
-
Kate ledwo ściśnięta w środku przez niebotyczny ból czołgała się po ziemi, jej całe ciało drżało, nie mogła nawet patrzeć na te pale tak bardzo miała zalane oczy krwią.
Próbowała odnaleźć w sobie jakiekolwiek pokłady siły by móc wstać, czuła się zepsuta od środka, bezbronna i upokorzona. Ból którą ją rozdzielał palił ją tak mocno, że mogła jedynie zaciskać zęby i czuć potworny gniew.
-
Po jakimś czasie zebrałaś w końcu na tyle sił, że podniosłaś się najpierw na czworaka, a potem wstałaś. Zauważyłaś, że stoisz obok słupów, byłaś przy tym, na którym wbita była Claudia. Opuściłaś wzrok i zauważyłaś jej naszyjnik (http://orig13.deviantart.net/c66d/f/2014/081/7/f/axareel___silver_and_moonstone_by_lunarieen-d7b58dh.jpg), który był lekko zakopany w jej prochach. Wyraźnie lśnił, niczym światło w ciemnym tunelu...
-
Kate otarła oczy i rozejrzała się dookoła, ruiny przypominające kamienne potwory o tysiącach oczu wlepionych właśnie w nią. Miejsce bólu w jednej chwili zastąpił spokój i pustka. Sama nawet nie wie ile czasu minęło gdy tak się rozglądała po krainie niczego, w której nawet nie czuła wiatru na swej skórze a pył wzbijał się ku górze przy nawet najmniejszym ruchu.
Przez dłuższą chwilę wpatrywała się też w naszyjnik, czując jak jej własna pustka drąży ją niczym czarna dziura, zamknęła oczy i chwyciła naszyjnik.
-
Gdy chwyciłaś naszyjnik światło, które na nim świeciło wybuchło i oślepiło Cię. Czujesz, jak jakaś inna siła wyciąga Cię z dna nicości... Budzisz się nagle, widzisz że Claudia podaje Ci swoją vitae i mówi do Ciebie - Katherine, do jasnej cholery! Aleś mnie nastraszyła tym wybuchem - po chwili odrywa swoją rękę od twoich ust, liże ranę i pomaga Ci usiąść. Zauważasz, że ma ten naszyjnik, który widziałaś będąc w letargu. [odzyskujesz pięć pkt vitae, Claudia traci pięć] - Spokojnie, spokojnie mała, już wszystko dobrze. Możesz siedzieć? - po czym cały czas Cię podtrzymuje do momentu, aż nie poczujesz się pewnie. Powoli rozglądasz się, widzisz że jesteście u niej w mieszkaniu. W saloniku na sofie siedzi Klaudiusz, jeszcze nie wie że się obudziłaś...
-
Kate usiadła tuląc się w koc i chowając głowę w kolana. Nie odzywała się tylko próbowała poskładać myśli, obrazy z klubu, tej siły w uliczce, wizji jaką przeżyła i im więcej obrazów sobie przypominała, to tym mocniej zaciskała dłonie w pięści.
-
- Jak... jak będziesz coś potrzebowała, to daj znać. Będę niedaleko - powiedziała asssamitka, po czym powoli wstała i skierowała się do ghula.
-
Kate wysunęła twarz i widziała jak odchodzi ale się nie odezwała, oparła twarz na policzku i wpatrywała się w okno po którego zewnętrznej stronie spływały krople deszczu. Czuła się wypalona w środku, czy naprawdę wszystko co robi aż będzie mieć takie znaczenie ? Czy też była to tylko wizja błędnych decyzji, jeżeli tak to jakie powinna podjąć by temu zaradzić ?
Pytania pozostawały bez odpowiedzi, mnożyły i hałasowały w jej głowie jak rój pszczół. Setki tysięcy były w tonie oskarżycielskim, mimo że pytania domagały się odpowiedzenia na nie, to ona nie potrafiła,
- jak długo pada ? - rzuciła pytanie w stronę szyby, chcąc zagłuszyć własne myśli.
-
Niestety, szyba nie była w stanie udzielić Ci odpowiedzi. Widocznie nikt więcej Cię nie usłyszał, bo nikt z obecnych nie zareagował na twoje pytanie. Spojrzałaś się ponownie w stronę gdzie Claudia wychodziła i zauważyłaś, że prawie przewróciła się. W odpowiednią porę podchwycił ją Klaudiusz i pomógł jej usiąść na sofie. Coś powiedziała mu, być może prosząc go, po czym podszedł do lodówki...
-
Odwróciła ponownie głowę w stronę okna i zamknęła oczy wsłuchując się w dźwięk deszczu za oknem.
-
Po kilku minutach wróciła do Ciebie Claudia. Oparła się o framugę i spytała - Potrzebujesz czegoś? Jeżeli nie chcesz, bym była przy tobie to powiedz, przyślę tutaj ghula i posiedzi z tobą. Chyba, że tego też nie chcesz...
-
- możesz posiedzieć - odparła patrząc się w szybę,
- co się wydarzyło ? - spytała.
-
Claudia podeszła i usiadła na łóżku obok Ciebie, podążając za twoim wzrokiem na szybę. Usłyszałaś - Do końca nie wiem. Dla mnie to było dziwne. Straciłaś panowanie chyba nad sobą po... po tym... po tym co się wydarzyło w klubie. Widziałam to jak chyba panikujesz i wyprowadziłam Cię stamtąd. Nie mogłam odnaleźć ghula, więc zaprowadziłam Cię do uliczki. Wtedy... wtedy to było dziwne. Czułam twój gorąc jak przechodzi na mnie, myślałam że spłoniesz więc postanowiłam Cię obronić swoimi umiejętnościami. Ale nie byłam przygotowana na to, co odczułam. Nie tylko ty, ale i cała okolica zaczęła się palić, a ty byłaś tego źródłem. W ostatniej chwili uciekłam, ale usłyszałam jeszcze okrzyk.. bólu? Słowo które padło to szakrań, cokolwiek znaczy. No i wtedy wybuchłaś... Potężnym ogniem, niczym burza ogniowa. Wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów zostało stopione. Twoje ubranie też. Wydostałam się z kryjówki, musiałam użyć siły by zniszczyć ścianę budynku... Szybko oceniłam sytuację, schowałam Ciebie i poleciałam szukać ghula. Był niedaleko, też to widział. Podjechał samochodem parę przecznic dalej, ja Cię przeniosłam kanałami. Potem zapakowałam Cię do samochodu i spanikowałam, nie wiedziałam gdzie Cię zawieźć. Stwierdziłam, że jedynym bezpiecznym miejscem jest moje mieszkanie i tak się tu znalazłaś. Podałam Ci swoją vitae i tak, resztę już wiesz - po czym spojrzała się na Ciebie, gdy podchwycisz jej spojrzenie zobaczysz w nim wyrzuty sumienia i troskę o Ciebie.
-
Kate wtula się w Claudie, mocno ją przyciskając,
- przepraszam- usłyszała szept ale bardziej był on wyduszony bo Kate miała zaciśnięte i wysunięte kły. Dotarło do niej to czego się domyślała.....o mały włos nie doprowadziła by do śmierci znanej jej osoby,
- nie chciałam - dodała.
-
Claudia najpierw doznała lekkiego szoku, lecz gdy usłyszała twoje słowa odwzajemniła uścisk. Trzymając Cię usłyszałaś po cichu - Ciii, spokojnie. Nigdzie się nie wybieram. Rozumiem to, co mi przekazałaś wtedy i akceptuję to. Po... po prostu tak musi być. - po czym poczułaś jej ciepło ciała, wcześniej było ono chłodne...
-
- zrozum ja krzywdzę - szepnęła,
- ja nie dość, że nie znam to teraz ogniem mogę cię unicestwić, ja....ja jestem zła, ja powinnam być trzymana z dala - Kate nadal utrzymywała uścisk.
-
- Nic sobie nie robię z tego, że krzywdzisz - powiedziała szeptem Claudia - Nie jesteś zła. Po prostu nie odkryłaś jeszcze siebie. Jeżeli tylko mnie dopuścisz, postaram się pomóc Ci na swój sposób. To ty znasz wszystkie tajne magie i przepisy, ja jestem tylko prostą assamitką, co nie znaczy że nie będę się starała. A czy możesz mnie unicestwić? Trudno, ale jeżeli będę wiedziała, że na coś się przydałam to przynajmniej nie będzie to bezsensowna śmierć, prawda? - Cały czas Cię trzymała, po czym jeżeli pozwalasz, to podnosi delikatnie twoją głowę i patrzy Ci w oczy. Jeżeli nie, trudno - i tak Cię cały czas trzyma.
-
Spogląda w jej oczy,
- jestem siewcą śmierci i mówię ci bardzo poważnie, nie znasz mojego ludzkiego życia a ma to z nim wiele wspólnego, chcesz być blisko, doceniam ale nie bądź zbyt blisko - powiedziała.
-
- Będę tak blisko, jak tylko będziesz chciała - odpowiedziała - nie bliżej, nie dalej. I... i dziękuję za zaufanie.
-
- po prostu nie umiem inaczej - szepnęła.
-
- Z czasem nauczysz się wszystkiego - odpowiedziała assamitka i puściła Cię. Podeszła do szafy, otworzyła ją i zaczęła przeglądać swoje ubrania w celu znalezienia takich, by pasowały na Ciebie. Chwilę przerzucała ciuchami, mówiąc do siebie po cichu, ale tak byś mogła ją usłyszeć - Hmh, to nie.. to też nie... O, a co tutaj to robi? - po czym rzuciła za siebie biustonosz (https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/8b/dd/8b/8bdd8b3a1bbc0bfedd66723403efcb35.jpg) dodając - Nieważne, to też się nie nadaje, to za ciężkie, to też nie dla Ciebie... - po czym odwróciła się w twoją stronę, szybko Cię obejrzała na tyle, ile Cię było widać i wróciła do poszukiwań...
-
- wiesz ostatecznie może być worek na kartofle, u Olivii pewnie coś znajdę, mam tylko nadzieję, że Klaudiusz nadal wozi moją torbę - powiedziała, zaglądając pod koc,
- no i przyrznic by się też przydał - dodała.
-
- Worek na kartofle? - odpowiedziała Claudia, ciągle z głową w szafie - Po co ci worek? Jakbym miała takie ciało jak ty, to bym go nie kryła - po czym usłyszałaś cichy figlarny śmiech. Po chwili kontynuowała - Łazienka jest przy drzwiach wejściowych, po prawej stronie. Musiałabyś tak przeparadować przed ghulem. Ale możesz wziąć kocyk, dopóki Ci czegoś nie znajdę. Obym coś znalazła - dodała po cichu do siebie...
-
-"nie mogę śnić jak do tej pory, Śniłem wsłuchany w nieb Klangory"...jak to mawiał E.A.Poe.....raczej współczuję widoku takiego cielska niż czegoś radosnego no i Klaudiusz chyba by zawału nie dostał jakbym skoczyła bez kocyka...ale po jego minie widziałam na odległość, że też się przejął...w sumie mu się nie dziwię - powiedziała zbierając się z kocykiem z łóżka.
-
Gdy wstałaś, minęłaś Claudię, która cały czas szukała... Tak mała szafa, a ma tyle ubrań? Ciekawe... W każdym bądź razie gdy przechodziłaś przez salon, usłyszałaś pytanie Klaudiusza - Czy coś panience potrzeba? Naprawdę napędziła nam panienka strachu... Osobiście bym wolał być już w domu Pani, ale ta tutaj się uparła.
- Ej! Słyszałam wszystko - krzyknęła assamitka, słysząc ton Klaudiusza. Ten tylko pokręcił głową i szepnął tak, byś usłyszała go tylko ty - sama panienka widzi... i słyszy.
-
Jeżeli chcesz mnie wieźć w kocu to możemy wyjść choćby i zaraz ale wpierw chce się odświeżyć i przepraszam, że musiałeś być tego świadkiem ale ciesze się, że nic ci nie jest - po czym udała się pod prysznic.
-
Łazienka była bardzo podobna do twojej. Mała ubikacja, pralka, umywalka z szafką oraz lusterkiem na nim.. i duża kabina prysznicowa, przynajmniej na dwie osoby. Puściłaś kocyk i weszłaś do niej, ustawiając odpowiednio wodę. Po kilku minutach stania pod prysznicem, usłyszałaś że ktoś wszedł do łazienki. Nie mogłaś tej osoby dojrzeć, ponieważ wszędzie były kłęby pary. Usłyszałaś głos Claudii - to tylko ja! Nie bój się, nie patrzę. Znalazłam wreszcie coś, co będzie pasowało na Ciebie. Położyłam ciuchy (http://g03.a.alicdn.com/kf/HTB1pO2vLpXXXXcDXpXXq6xXFXXXP/2016-Direct-Selling-Promotion-Cotton-Polyester-Regular-V-neck-Broadcloth-Full-Tumblr-Tops-Blusa-Up-Sleeve.jpg) na pralce, buty (https://slm-assets0.secondlife.com/assets/8594299/lightbox/Female_Goth_Boots.jpg?1382108743) obok. Lusterko nad umywalką jest też schowkiem, jest tam parę rzeczy potrzebnym nam. Suszarka bądź ręczniki w szafce pod umywalką. Potrzebujesz jeszcze czegoś? - spytała na koniec assamitka.
-
Kate odsunęła kabinę i wychyliła się z mokrą głową,
- dzięki, to mi powinno wystarczyć - powiedziała kilkukrotnie mrugając i pozwalając kroplom opuścić jej oczodoły.
-
Usłyszałaś, że drzwi od łazienki zamykają się. Zostałaś sama.
Jak długo spędzasz pod prysznicem? Jakie myśli do Ciebie trafiają? A może się całkowicie wyciszasz, szykując się na rozmowę z Olivią? Co postanawiasz po prysznicu?
-
Długo się myła chcąc jakby zetrzeć pył z jej wizji, później wpatrywała się w krople opuszczające jej włosy,
- nie jestem schronieniem - powiedziała do samej siebie,
- nie może tak być, że... - poczuła mrowienie w ramionach oraz ogromny ból w brzuchu,
- ... - jedynie stęknęła kuląc się i po chwili przybierając pozycję embrionalną.
Jej powieki drżały, widziała skalne podłoże i ogromną jamę ale wiedziała, że jest połączona z innymi, gdy weszła do środka, śpiew (https://www.youtube.com/watch?v=zub9Bg1TdVE) zaś po prawej i po lewej spostrzegła sylwetki wymalowanych mężczyzn, którzy jak tylko przechodziła pomiędzy nimi, padali na kolana i dotykali czołem ziemi.
Obraz nie co się rozjaśnił, gdy weszła głębiej, wtedy też zorientowała się, że ogląda wszystko jakby z wyższej perspektywy, lecz nim się tym zainteresowała na dobre, dostrzegła palenisko, przy którym siedziała młodziutka kobieta i jakby w odświętnych szatach przyzywała ją swą pieśnią, gdy się tylko zbliżyła i chciała zamachać na powitanie, jej oczom ukazał się jej własny cień. Był ogromny i przerażający i w niczym nie przypominał jej własnych kończyn, choc przecież widziała je doskonale,
- powróciłaś - usłyszała głos siedzącego starca przy kamiennej ścianie. Mówił do niej, choć nawet nie otwierał ust a wyglądał jakby był w stanie jakiegoś uniesienia duchowego i jedynie mamrotał coś pod nosem,
- gdzie ja jestem ? - spytała, choć również i ona nie prowadziła konwersacji słownej a jakby w myślach,
- w domu,
- a gdzie to jest ?
- zgubiłaś drogę więc cię przyzwałem, już czas
- czas do czego, co do za miejsce i kim jesteś ?
- jestem po to by prowadzić a ty mi mówić jakiego koloru będzie jutro słońce
- nic z tego nie rozumiem
- obdarto cię ze wspomnień ale wciąż tli się w tobie płomień prozodków i tych co przyjda po tobie jak zdecydujesz,
- jest nas więcej ?
- rodziny czekają na wieści a my na znaki z ust twych,
- nie umiem, ja nie potrafię ja stałam się...
- silniejsza i to też nam powiedziałaś,
- ale skąd mogłam wiedzieć ?
- wróć i odnajdź nas gdy czas będzie ku temu,
- jak was szukać ? - spytała lecz starszy mężczyzna otworzył oczy i spoglądał na nią ze łzami w oczach,
- jak ?! - chciała wrzasnąć lecz zamiast słów zobaczyła przed soba kulę ognia, która rozproszyła się nim dotarła do pobliskiej ściany,
- czas zapomnienia mija, odnajdą cię i zgładzą a tylko ty możesz opowiedzieć im jak ma być dalej. Tam gdzie tęczowy wąż zanika pod płaszczem sokolego oka, zwróć swój wzrok w przestworza i nie szukaj ich na ziemi, lecą z tobą od wieków i tylko tam gdzie horyzont kładzie się do snu znajdziesz swe bezpieczne miejsce. Jeżeli jednak postanowisz bronić rodu, znaj cenę decyzji i wagę samotności w niej, bo samotnie stoczysz bój tak jak to sama przewidziałaś - powiedział i wstając pokłonił się w jej stronę,
- nie ! - krzyknęła, budząc się w kabinie. Woda nadal się po niej lała tak jakby było wszystko jedynie snem na jawie,
- kompletnie mi odbija ? -powiedziała wstając i przykręcając kurki,
- dlaczego ja, a nie ktoś inny na co komu jakieś sowy i....to wszystko nie ma sensu....może Oli...nie nie ona - wyszła susząc się i spoglądając na siebie w zamazanym od pary lustrze,
- przerażę ją i odepchnę od siebie...cóż... - westchnęła i przybrała pokerową twarz, po czym ubrała się w przyniesione rzeczy i opuściła łazienkę.
-
Chwilę po twoim krzyku drzwi otworzyły się nagle i szybko, w progu stanęła Claudia. Rozejrzała się szybko po łazience [nawet uber szybko] i zobaczyła Cię gdy się ubierałaś. Spytała w progu - Katherine, stało się coś? Usłyszałam twój krzyk i...
-
- i teraz drugi raz mnie nago widzę więc 2:0, musisz wyregulować te kurki, czasem się ma wrażenie, że lodowata woda leje ci się na brzuch - skłamała by niczego nie podejrzewała, nawet nie spoglądała w jej stronę tylko dokończyła ubieranie się.
-
Melodia (https://listenonrepeat.com/?v=T0OaH0rLNco#Bangkok_Dangerous_-_Fon_s_Theme) na scenę
Próbowałaś okłamać (http://i.imgur.com/aefwP3b.jpg) Claudię, wsadzając jej ten kit. Niestety, ona odczytała (http://i.imgur.com/yk77EiY.jpg) twoje kłamstwo. Zdradziło Cię zachowanie, mowa ciała, spuszczony wzrok. Assamitka odwróciła się, zamknęła drzwi od łazienki i usłyszałaś po cichu tak, że mogłaś tylko ty to usłyszeć - Czemu mnie okłamujesz? Kurki są dobrze wyregulowane, sama je naprawiałam wczoraj. Po tym, co sobie dzisiaj powiedziałyśmy ty teraz tak mi się odpłacasz? Czyli widocznie nie zasługiwałam na to... Powiedz prawdę, nie zniosę kłamstwa. Nie po tym, co uznałam za prawdę wtedy, gdy byłyśmy w sypialni. A może to wszystko jest jedna wielka manipulacja, bawisz się mną i moimi uczuciami do Ciebie? Może traktujesz to jako zabawę? - po czym spuściła wzrok na podłogę i usłyszałaś, że cicho łka...
-
Kate drgnęła,
- zaczęło się - pomyślała. Po czym podeszła i ją wtuliła w siebie, gładziła ją po włosach i ściskała, tuliła niczym matka tuli własne dziecko,
- przepraszam, moje życie jako kainitki w niczym nie przypomina tego jakie powinno być jako Tremere. Drzemie we mnie coś co dopiero uczę się rozumieć bo ktoś albo coś zatarło moje wspomnienia jako człowieka a tym kim byłam jako on sprawiło, że ma własna matka oddała życie bym tu była. Zabolało mnie to, że musiałaś przede mną uciekać, że miasto widziało, że mogłam kogoś zranić a nawet zabić. Tak bardzo się boję, że nie wiem jak ci mam to wszystko wytłumaczyć ale wiedź jedno....wszystko co robię, jaką decyzję bym nie podjęła....ma na celu ochronę, nie chce patrzeć jak giniesz w imię czegoś czego nie rozumiesz, co ja ledwo pojmuje a w przyszłości bez tej wiedzy zginę....próbuje się z tym pogodzić i czuję, że mam mało czasu, więc muszę odstawić wszystko inne na boczny tor tak by trwało w takiej formie jak mnie przyjęło do swego świata. Nie mam prawa niczego zmienić i trzymać was blisko siebie, gdy za chwilę wydarzy się coś czego nie zrozumiesz - usiadły na podłodze, gdzie Kate dalej ją tuliła do siebie i nie pozwalała się wyrwać z objęć,
- nie spotkałaś nikogo takiego jak ja i nigdy takiej osoby nie spotkasz, jestem Tremere a z drugiej strony czymś co wykracza poza wszelkie wyobrażenie, czuję to i nie wiem jak przekuć drzemiącą we mnie siłę....tego potwora który we mnie jest w coś pożytecznego....smucą mnie twe łzy ale nie mogę ci powiedzieć nic więcej, nikomu nie mogę i tak wiesz już za dużo - podniosła jej głowę i spojrzała się głębiej w oczy gładząc ją po policzku, po czym przysunęła swe usta do jej, przez chwile czując drżenie, w końcu słysząc jak ktoś gdzieś w pionie spuszcza wodę, tak i ona całość strachu, emocji i wątpliwości zatopiła w jednym i namiętnym pocałunku., nie dbając o czas, miejsce i o okoliczności.
Usta splecione w jeden dotyk, języki wymieszane żarem namiętności a po policzkach spływające i równie za żarcie walczące o swe miejsce na skórze - łzy.
Cichy pocałunek zagłuszył w jej głowie jakiekolwiek odgłosy otoczenia. Dla Kate czas stanął w miejscu, chwila przypominała lodowy posąg, z którego nie budziła się nie widząc innej reakcji. Czująć powinność chwili i zapominając na chwilę o bólu jaki niesie ze sobą zrozumiała, że wizja nadejdzie jeszcze szybciej, może za chwilę, za tydzień lub miesiąc...lecz wkroczy z kopytami depcząc każdy zasadzony przez nią kwiat.
-
Assamitka przez chwilę nie odwzajemniała go. Do momentu, aż się nie otrząsnęła i również dała się porwać chwili. Wasz pocałunek był głęboki, namiętny, z pasją... Przez chwilę czułaś, że kolejna wizja nadchodzi ale została ona odegnana. Coś w tobie zapłonęło innego... inny płomień, tym razem ochronny. Nie był tak silny jak inne, które odczuwałaś ale miałaś wrażenie, że ten będzie Cię bronił do samego końca... Pomimo panującego ciepła w łazience czułaś jej żar ciała, nie taki znowu zwykły, bardzo możliwe że jesteś pierwszą osobą, która czuje coś takiego od... od assamitki. Trwaj chwilo trwaj by się chciało powiedzieć...
Tymczasem u ostatniego aktualnego domownika mieszkania.
Klaudiusz trochę się przejął twoim krzykiem, już chciał wejść do łazienki ale assamitka była szybsza. Puściła mu mordercze spojrzenie, wiedział że tym razem musi odpuścić. Po chwili zauważył, że drzwi do łazienki zamknęły się. Stwierdził, że widocznie Pani tego mieszkania musi sobie pogadać prywatnie z panienką Katherine. Podszedł do okna i wpatrywał się w okolicę. Deszcz cały czas padał. Starał sobie ułożył w głowie jakąś dobrą mowę i linię obrony przed pewnymi zarzutami... Ale czy ktoś oprócz jego i Claudii mógł wiedzieć, że to Katherine była źródłem wybuchu? Chyba nie, bo właśnie assamitka pomyślała racjonalniej od niego... Może to właśnie tego potrzebuje panienka? Miłości innej osoby? A może to tylko przygoda? Czas pokaże...
-
Kate siłą przesunęła ją pod drzwi nie odrywając się od pocałunku. Jedynie walniecie głową w przeszkodę sugerowała, że nie trzeba przesuwać się dalej.
Przybrała postawę postawę półklęczącą, tak, że jedno kolano zakotwiczyła w jej kroczu i rytmicznie nim pocierając nie przestała całować dalej, chwytając za dłonie i splatając ze swymi, ściskała mocno i rozciągała je na tyle ile się da, raz po raz przygniatając je do drzwi.
W tym czasie opuściła usta i agresywnie całowała ją po szyi napierając na nią sobą coraz mocniej i dynamiczniej.
-
Melodia (https://listenonrepeat.com/?v=0hMgUsIiTa0#Spiller_-_Cry_Baby) na scenę.
Czułaś, jak wasze ciała oplatają się. Twoje gorące wargi mocno całowały szyję. Wiedziałaś, że liczy się tylko ta chwila, te momenty. Wszystkie troski, problemy zniknęły. Ot tak, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki... Po chwili oderwałaś się od jej szyi, a ona wykorzystała chwilę i podniosła Cię za biodra, sadzając Cię na pralce. Teraz to ona wykorzystała przerwę i namiętnie pocałowała w szyję, poddałaś się tej chwili... Jej dłonie i twoje znalazły się w uścisku, lecz nie silnym, tylko zmysłowym, delikatnym...
-
Odgięła głowę do tyłu pozwalając dreszczom panować nad jej ciałem, raz po raz wysuwając i chowając kły, gdy jednak uczucie to przekroczyło pewną granicę i znów poczuła w sobie ten sam zew, rozerwała jej bluzkę i stanik i wtuliła się w jej piersi, dłońmi masowała jej plecy, raz po raz po nich przejeżdżając również paznokciami.
Usta zatopiła to w jednej, to w drugiej brodawce, ssąc i liżąc, to znów przygryzając i krzyżując nogi na jej udach przycisnęła ją mocniej do siebie tak by móc wędrować językiem również po brzuchu i wracać do piersi.
-
Usłyszałaś ciche wzdychnięcia assamitki, czułaś jak jej ciało powoli poddaje się twoim pieszczotom. W pewnym momencie zauważyłaś, że i ona nie zerwała z Ciebie ubrania, tylko ściągnęła je. Położyła Cię na tyle ile mogła (i pozwalała ściana + górna część pralki), po czym zaczęła delikatnie pieścić twoje brodawki. Podobnie jak przy twoich zabawach, najpierw bawiła się z jedną, potem z drugą, po czym powoli zjechała językiem po twoim brzuszku, niżej...
Po czym zabrzmiało pukanie do drzwi, troszkę zbyt głośne. Obejrzałyście się w stronę drzwi i usłyszałyście pytania ghula:
- Przepraszam, że przeszkadzam ale czy na pewno wszystko w porządku? Usłyszałem trzask i jakieś odgłosy dziwne, czy na pewno tam jest wszystko ok?
Claudia najpierw lekko zdziwiła się, po czym odpowiedziała cicho - Faceci... Tak, wszystko w najlepszym porządku. Zaraz wyjdziemy! - odpowiedziała mu. Wstała, spojrzała się na Ciebie i spytała:
- Między nami... wszystko gra?
-
Kate nagle oprzytomniała chowając kły i rozglądając się dookoła, po wymianie słów zeskoczyła z pralki i zebrała swoje rzeczy, dopiero w tym momencie myśli do niej wróciły. Czemu nic nie słyszała w głowie i czuła tylko ten zwierzęcy zew ?,
- hm ? - spojrzała się na nią będąc wyrwaną z zamyślenia,
- tak dobrze - odpowiedziała urzędowo i jako pierwsza skierowała się do drzwi, kiedy chciała wyjść to jeszcze raz spojrzała się na assamitkę upewniając się, że jakoś się doprowadziła do ładu, nawet chciała coś powiedzieć ale jedynie zmarszczyła czoło bardziej wyrażając troskę niż smutek,
- uwaga wychodzimy - powiedziała i otworzyła drzwi.
-
Claudia spojrzała się jeszcze raz na Ciebie, po czym podeszła do umywalki i puściła wodę tak, by zagłuszyć cokolwiek co będzie robić. Ty w międzyczasie wyszłaś i zauważyłaś, że Klaudiusz stoi w saloniku, obserwuje twoje zachowanie. Po chwili mówi do Ciebie:
- Czy możemy już jechać? Panienka widzę, że... odprężona. Czy wszystko na pewno w porządku? Wszystko czego byłem tutaj świadkiem zostaje między nami, Pani nic nie musi wiedzieć.
-
- prawie cię spaliłam i połowy ze swojego zachowania nie pamiętam Klaudiuszu a ty mówisz o odprężeniu się ? Ale masz rację dość na dziś eksperymentom i czas wracać - mówiła tak by tylko on słyszał, po czym oczekiwała na Claudie, by się pożegnać.
-
- Przepraszam, nie tak to miało zabrzmieć. Proszę pożegnać ode mnie panienkę Claudię, zaczekam na dole - po czym zabrał się i wyszedł. Po chwili usłyszałaś, że woda jest zakręcana i wyszła z łazienki Claudia, ciągle w takim stanie jak ją... pozostawiłaś. Twarz miała mokrą, ale nie jesteś pewna czy od łez, czy od wody. Oparła się o ścianę i spytała:
- Rozumiem, że już jedziesz? I pewnie nie zobaczymy się przez jakiś czas, prawda?
-
Kate podeszła do niej i rękoma wytarła jej twarz z wody i przeczesała włosy,
- mam co układać w głowie a obiecać nie chcę, a to z łazienki to....to był impuls a może....nie wiem, nie umiem tego nazwać, ty pewnie lepiej się w tym odnajdujesz niż ja - opuściła głowę i skierowała swe kroku ku drzwiom,
- Klaudiusz cię pozdrawia - powiedziała otwierając je.
-
- Pamiętaj, że jak będziesz chciała pogadać... zwierzyć się... czy niewiem, cokolwiek to zawsze jestem pod telefonem. Chyba że będę na zleceniu, wtedy będziesz miała przekierowanie - odpowiedziała assamitka, podążając wzrokiem za Tobą. Gdy wyszłaś, zamknęła drzwi...
Gdy zeszłaś na dół i byłaś przy samochodzie ostatni raz obejrzałaś się na balkon, z którego kiedyś ją widziałaś. Była tam, wpatrzona w Ciebie. Zauważyłaś, że uśmiecha się do Ciebie. Wsiadłaś do samochodu i ruszyliście przed siebie.
Co robisz podczas powrotu do domu? O czym myślisz? I jak reagujesz na słowa assamitki na pożegnanie?
-
Zatrzymała się na znak, że słyszy co do niej mówi ale nic nie odpowiedziała. Na zewnątrz chciała pomachać ale wtedy Klaudiusz wręczył jej torbę, ucieszyła się bo przynajmniej ona nie spłonęła, szybko wygrzebała ipod-a i odpaliła utwór (https://www.youtube.com/watch?v=BQeMxWjpr-Y) ale jej już tam nie było, światło było wyłączone ale miała wrażenie, że wciąż ją obserwuje.
Nim wsiadła do auta to przytuliła się też do Klaudiusza dziękując mu za opiekę, po czym wsiadła i była gotowa do drogi.
-
Po jakimś czasie nie niepokojeni przez nikogo dojechaliście do domu. Wysiadłaś z samochodu, Klaudiusz pozostał jeszcze w garażu. Po chwili znalazłaś się w przedpokoju.
Co robisz, gdzie się kierujesz?
-
Ściszyła zapętlony utwór tak by słyszeć co się dzieje dookoła, ruszyła do swego pokoju. Oczywiście zerkała w stronę gabinetu Olivii ale nie miała odwagi przed nią stanąć dlatego im dłużej jej tu nie ma, tym szybciej będzie mogła się pojawić w swoich czterech ścianach, gdzie odetnie się od tego wszystkiego i spokojnie pomyśli.
-
Gdy weszłaś do swojego pokoju zauważyłaś, że jest w tym samym stanie, w jakim go opuściłaś. Zamknęłaś drzwi na klucz i....
I co robisz w pokoju? Przebierasz się w swoje ciuchy, czy zostajesz w ubraniu Claudii? Nad czym myślisz, od czego się odcinasz. Ile czasu spędzasz w pokoju?
-
Rozebrała się i przebrała w swoje ciuchy a z bluzki zrobiła sobie poduszkę na której trzymała głowę i wpatrywała się w krople na oknie leżąc na łóżku.
Starała się przywołać zapach jej ciała i wygląd, jest to dla niej coś nowego, nigdy przedtem nie próbowała realnie z nikim i nagle spotkało ją coś takiego. Lecz z drugiej strony bała się by nic jej się nie stało w przyszłości, nie chciała odwiedzać kolejnego grobu, to by ją zabiło doszczętnie,
- czy chcąc kawałek nieba dla siebie tak bardzo muszę ryzykować ? - wypowiedziała to sobie na głos mimo, że nie mogła dostać odpowiedzi i tu trochę żałowała, że nie została u niej na dłużej ale poza obawą o jej stan, przypomniała sobie jak skandowano związek Jane z Sethem, co by teraz powiedziano ? Idzie w ślady matki ! by krzyczeli, nie dość, że tak samo jak ona staje się słabą to jeszcze z kobietą by krzyczeli.
Zamknęła oczy i delektowała się zapachem jaki pozostał, do ostatniego ulatniającego się pyłku wyobrażała sobie, że leży za nią i ją delikatnie gładzi by ta się przestała bać,
- nie pozwolę by coś ci się stało - poczuła już trzecie pęknięcie w sobie i wiedziała co to oznacza, lecz z drugiej strony miała zadanie do wykonania i temu też winna poświęcić uwagę.
-
Zadanie.... zadanie do wykonania. Po chwili dumania, zatraceniu się w wyobraźni wróciłaś myślami do tego, co powinnaś wyjaśnić na początku. Masz kilka tropów do różnych spraw. Sprawa słowa wykrzyczanego przez Ciebie mogłaby być priorytetowa, ale czy jest aż tak ważna w tej chwili? Również dziennik Jane mógł być dobrym źródłem informacji... Nie tylko na temat Ciebie i tego wszystkiego wokół Ciebie, ale może i na temat związku jej z Sethem? Dziennik to w końcu dziennik. Przypominając sobie jej słowa zaczęłaś się zastanawiać, jak on jeszcze mógł być zabezpieczony. Słowa i zatrzaski jedno.. ale co jeszcze mogło w nim być? Przypomniałaś sobie również, że w twoich żyłach krąży vitae assamitki... Może przydałoby się uzupełnić jej stan? Możesz tak długo nie pociągnąć, zapewne.
Co robisz? Co postanawiasz?
Tymczasem...
Claudia odprowadziła Ciebie i samochód wzrokiem do momentu, aż nie zniknęłaś jej za rogiem. Stała jeszcze przez chwilę w oknie, po czym doprowadziła się do porządku. Spakowała wszystko potrzebne do toreb, wszystko co mogło zdradzić ją że była w tym mieszkaniu, wszystkie prywatne sprawy. Wzięła telefon, wybrała jakiś numer i po chwili powiedziała:
- Potrzebuję przysługi. Masz jakąś nową kwaterę? ... Coś się wydarzyło, to mieszkanie nie daje odpowiedniej ochrony ... Znasz mnie, potrzebuję czegoś z przestrzenią ... Wystarczy mieszkanie ze świetnym widokiem i kilkoma drogami ewakuacji... Ile kosztuje? ... Aha... Aha... Biorę na własność... Uregulujesz wszystko?... Tak, wiem gdzie to... Nie, jutro tam się przeprowadzę, dzisiaj jeszcze tutaj zostanę... Nie, to mieszkanie może pozostać, byle nikt go nie wynajął... Tak, awaryjne... Dziękuję, odwdzięczę się - po czym rozłączyła się, sprawdziła dokładnie czy zamki są zamknięte i inne zabezpieczenia są włączone, po czym wyciągnęła z jednej torby colta i zaczęła go czyścić, byle zabić czas...
-
Poszperała po domu vitae i chciała uzupełnić braki, później zabrała się za dziennik, wyciągnęła swój i przejrzała notatki, ale wciąż brakowało jej ostatniego słowa. W bibliotece odnalazła nawet kurs komputerowy i starała się skorzystać z komputera celem odnalezienia znaczenia trzeciego znaku bądź jakiegoś tropu który mógłby ją naprowadzić.
-
Odpowiednią ilość vitae miałaś przygotowaną przez Klaudiusza w kuchni. Jego nigdzie nie było, ciekawe co robił... W każdym bądź razie wróciłaś do siebie i sącząc napój układałaś sobie wszystko w głowie i w notatkach co do tej pory ustaliłaś. Chwilę zatrzymałaś się przy kartce, którą podawałaś Claudii, lecz myśli szybko zgasły, wiedząc że masz aktualnie zadanie do skończenia. Wczytywałaś się w rytuał, nie był on jakiś ciężki...
Opis rytuału
Potrzebne przedmioty:
Gliniane naczynie.
oliwa z oliwek.
karteczki z zapisanymi słowami oraz kroplą własnej vitae (w tym wypadku trzy karteczki i trzy krople).
Przedmiot, który chciało się otworzyć (w tym wypadku dziennik).
Pudełko zapałek.
Przeprowadzenie rytuału:
Do glinianego naczynia wlewa się oliwy na trzy palce. Odczekuje chwilę, by oliwa się wyrównała. Po kolei wrzuca się karteczki ze słowami, za każdym razem wypowiadając odpowiednie słowo zapisane.
Po wszystkim zapala się pudełko zapałek i wszystkie się wrzuca do naczynia.
Jeżeli płomień będzie miał barwę zieloną, zabezpieczenia puszczą a przedmiot otworzy się. Jeżeli płomień będzie miał barwę niebieską, trzeba wszystko powtórzyć, lecz dopiero następnej nocy...
-
Rozpisała sobie na tabeli wszystkie znaki i znaczenia, matematycznie też rozpisała kolejność i różnorodność znaczenia jeżeli chodzi o język i próbuje wpierw po kolei będzie każdej nocy próbować aż do skutku, skreślając jednocześnie układ jaki już przetestowała poprzedniej nocy (sama GM zdecydujesz który układ i której nocy zadziała, za dużo by było babrania się z tym na forum).
-
Chwilę Ci zajęło zebranie odpowiednich przedmiotów do wykonania rytuału. Wróciłaś do pokoju, zamknęłaś drzwi na klucz i przygotowałaś się. Powoli nalałaś oliwy do naczynia, odmierzając tyle ile było w opisie rytuału. Po chwili, gdy poziom oliwy się wyrównał. Po kolei wrzucałaś kartki z kroplą własnej vitae. Wrzuciłaś pierwszą, mówiąc w języku tremere - Siostra - Po chwili wrzuciłaś kolejną kartkę, mówiąc w tym samym języku - Płomień - po czym wrzuciłaś ostatnią, przypominając sobie, jak to powiedziała assamitka - Alttadhiat Alkubraa - po czym wzięłaś pudełko zapałek, zapaliłaś je i wrzuciłaś. Przez chwilę nic się nie działo, po czym płomień zaświecił się na... zielono (http://i.imgur.com/0EwvrfJ.jpg). Zapalił się dużym ogniem i zgasł, po czym usłyszałaś, że zamki się otworzyły. Twój plan się powiódł! Co robisz?
-
Uprzątnęła po rytuale, wyciągnięcia z pudła świeczki i poroznosiła je po kątach. Zabezpieczyła by nic innego się nie zapaliło i po woli każdą zapalała wspominając Jane, dopiero po takim własnym rytuale usiadła na podłodze po turecku, oparła się o ścianę i z lekkim drżeniem rąk, otwiera dziennik.
-
Po chwili, gdy wciągnęłaś i wypuściłaś powietrze kilka razy, otworzyłaś pierwszą stronę. Twoim oczom ukazał się napis:
Dziennik Jane Monici Barnett - Tremere. Spisywany za życia i nieżycia właścicielki.
Poniżej tego napisu był obrazek Jane, narysowany ołówkiem. Widocznie Jane miała duży talent do rysowania i nie tylko. Odwróciłaś kolejną stronę i zauważyłaś, że dziennik składa się z dwóch rozdziałów - tego jak była człowiekiem, i tego jak była kainitką.
Co robisz, czego szukasz w dzienniku?
-
Chciała ją poznać więc zaczyna od ludzkiej strony.
-
Otworzyłaś zakładkę w miejscu, gdzie powinna zaczynać się informacja o niej... Tymczasem ukazały Ci się puste kartki. Szybko zaczęłaś kartkować dziennik i praktycznie był on niezapisany... Pusty. Kolejne zabezpieczenie? Coś Ci świta, że Jane mówiła o kilku stopniach zabezpieczenia. Czyżbyś trafiła na kolejny? I jak go zdjąć? Tysiące pytań wpadało Ci do głowy...
Co robisz?
-
- Jane tu twoja córka, czemu twe strony milczą ? - chyba liczyła na myk z drzwiami.
-
Całkowicie nie spodziewając się odpowiedzi na twoje słowa, usłyszałaś pukanie do drzwi. Po chwili usłyszałaś głoś Olivii - Katherine, masz chwilę? Możemy porozmawiać?
-
Zamknęła dziennik i schowała go pod poduszką, po czym wstała i otworzyła jej drzwi wpuszczając do środka,
- jasnę...siadaj - wskazała jej miejsce, po czym sama po turecku usiadła na łóżku.
-
Olivia rozejrzała się po pokoju, zauważyła zapalone świece ale nic nie skomentowała. Usiadła na wyznaczonym miejscu i zapytała:
- Masz odpowiedzi na dręczące Cię pytania odnośnie dziennika? Ta... Claudia pomogła? I jak Ci minęła reszta nocy?
-
- zamki nie były problemem, teraz muszę rozgryźć ukazywanie się treści, pewnie i na to coś znajdę i tak...pomogła z jednym z symboli a co do reszty nocy ? Hmmm dziwne, Klaudiusz się nie chwalił ? - spytała.
-
- Milczy jak ściana - odpowiedziała Olivia - Cieszę się że pomogła. Przynajmniej poznasz jaka była naprawdę Jane, oczywiście gdy uda Ci się obejść kolejne zabezpieczenia. Jane była pomysłowa, pewnie nie jedno jeszcze tam odnajdziesz.
-
Kate spojrzała na zegarek i na Olivię, po czym westchnęła i ponieważ była równa godzina, odpaliła wierzę z nastawionym radiem lokalnym i długo czekać nie musiała na dziwną ale treściwą wzmiankę o prawdopodobnie uszkodzonym zaworze z gazem, który kilka godzin temu rozświetlił nocne niebo,
- też bym nie miała słów, gdyby mnie ktoś o mało co nie ugotował żywcem - po czym opuściła głowę,
- nie zdziwię się, jak się Książę wścieknie - powiedziała.
-
- O co ma być Książę wściekły? - spytała zdziwiona Olivia, po czym przysłuchała się wiadomościom. Gdy minęły, wstała, usiadła obok Ciebie i powiedziała:
- Naprawdę co się stało? Muszę wiedzieć, jeżeli mam Cię chronić przed gniewem Blackburna.
-
- okłamałam radę, nie panuje nad płomieniem w sobie, prawie rozniosłam dzielnicę, do tego przeszłość miesza mi się z teraźniejszością, jestem potworem w ludzkiej skórze. Do mojego przeistoczenia nigdy nie powinno dojść. Nie dość, że nie panuję to o mało co bym ich nie spopieliła - wysunęła dziennik i spojrzała na niego,
- głupi dziennik, jest pusty - łup w ścianę,
- każ mnie zgładzić nim kogoś skrzywdzę bezpowrotnie ! - wrzasnęła.
-
Widząc twój wybuch Olivia przytuliła Cię... mocno, tak jak matka swoją córkę. Usłyszałaś po cichu:
- Ciii, spokojnie... Już, spokojnie... Jestem tutaj, nic Ci się nie stanie. Nie przy mnie, nie pozwolę na to. Nikomu, niczemu. Już już.... spokojnie... - Olivia starała się Cię uspokoić, wiedziałaś że mogła to zrobić... Assamitka również, ale od niej czułaś matczyną miłość i troskę o swoje dziecko. Kontynuowała - Nie jesteś potworem... jesteś po prostu... wyjątkowa.. już, spokojnie... Pomyśl o czymś miłym.. Coś, co Ci przynosi radość... Na pewno do tej pory na coś bądź kogoś takiego trafiłaś... Ciii, córeczko, cii....
-
Wystraszyła się powtórki z przed kilku godzin, więc wyczyściła umysł, wtuliła się w Olivię i zamknęła oczy.
-
Olivia trzymała Cię, aż całkowicie się nie uspokoiłaś( i będzie trzymać, dopóki będziesz chciała ;) )...
- Jestem przy tobie... już, córeczko... Będę zawsze, jak tylko mnie będziesz potrzebować... już... ciii..... Wszystko załatwimy.... uspokoimy... Wspólnie nauczymy się kontrolować twoje.. siły... ciii, spokojnie... Już, jestem przy tobie....
-
Kate nie spodobało się to,
- siły ? Wyjątkowa ? - odrzuciła dłonie i wstała chodząc nerwowo po pokoju,
- ty też to widzisz, prawda ? Nie jakąś tam Tremere tylko jest coś więcej, wyczuwasz to i starasz się pocieszać ale wiesz, że to nie pomoże - mówiła szybko i głośno.
-
Olivia wstała i podeszła do Ciebie. Jeżeli się dajesz, ponownie Cię przytula. Jeżeli nie, stoi ciągle. W każdym bądź razie słyszysz - Nie ma nudnych Tremere, każdy na swój sposób jest inny. Ty od początku potrafisz taumaturgię płomienia. Jest to.. wyjątkowe. Większość Tremere uczyło się innych ścieżek, ty przeciwnie - ty jesteś płomieniem. Musisz, bądź musimy dowiedzieć się kim jesteś jeszcze... Staram się pocieszać? Mimo naszych różnic, jestem twoją matką i chcę jak najlepiej dla Ciebie. Możesz tego nie zrozumieć, ale tak już jest...
-
- gdybym była zwykłą Tremere płomienia jak Jane, nie martwiło by mnie go używanie i zgłębianie, tu chodzi o coś więcej. A co jeżeli za życia mogłam tak samo go używać jak teraz ? Jak to się może spotęgować, jakie zagrożenie ze sobą niesie ? Może powinnam przestać i uczyć się innej ? Co jeżeli wcale nie byłam do końca człowiekiem tylko jakąś hybrydą ? Może nawet moi rodzice też nimi byli i ich dopadli a mnie usiłowali i im się nie udało, co jeżeli jestem....potworem w ludzkiej skórze i w końcu co jeżeli wampirza bestia przy tym to pikuś ? - Dalej chodziła po pokoju nie zważając na jej chęci uspokojenia, chodziła i zadawała pytania wyliczając je na palcach, tak jakby oskarżała samą siebie o brak odpowiedzi.
-
- Nie mów tak o sobie! Nie jesteś potworem! Nigdy, przenigdy tak nie myśl! - zapewniała Cię Olivia - Nie przestawiaj pogłębiać swojej wiedzy! Odchodząc teraz od taumaturgii płomienia stwierdzisz, że to oni, kimkolwiek są wygrają! A szkolenie się dwóch ścieżek naraz jest niesamowite trudne, praktycznie nierealne w tak krótkim czasie... Opowiesz mi, co się stało?
-
Kate się coś przypomniało, coś co od razu można dostrzec, zastanawiała się tylko czy tak jest wszędzie,
- patrz ! - podwinęła rękawy i pokazała jej wewnętrzne części rąk. Niby nic nadzwyczajnego ale jak się dobrze przyjrzeć można zobaczyć symetryczność żył, wszystkie układały się w esowate kształty,
- dalej uważasz, że to normalne ? Założę, że na prześwietleniu mam tak zbudowany cały układ krwionośny i nie, to nie efekt przeistoczenia - powiedziała.
-
Olivia podeszła do Ciebie, chwyciła Cię delikatnie za dłoń i przejechała Ci palcem po ręce. Poczułaś, jak za jej dotknięciem budzi się w tobie płomień i zanika. Tak, jakby to specjalnie robiła. Spojrzała się na Ciebie i zobaczyłaś w jej oczach zrozumienie.
- Normalne? Nie. Unikalne? Być może. Szukałaś informacji, z czym to może być związane?
-
Wyrwała dłonie i otrzepała jakby z wody po czym schowała je w głębokich rękawach,
- z moim rodowodem, nie pamiętam nic o nim i o tym kim byli moi rodzice mam tylko te obrazy ale mam przeczucie, że oni wiedzieli, sami mogli być nawet tacy jak ja - powiedziała.
-
- Obrazy to zawsze coś. Ale rozumiem, że chcesz się sama z tym zmierzyć. Pamiętaj tylko o jednym - nie jesteś sama. Masz mnie, masz Klaudiusza... Może masz Sylvię, chociaż staram się byście się nie spotykały. A czy jeszcze kogoś masz? To zależy tylko od Ciebie i twoich relacji z tą osobą. Nic, nie będę Ci dłużej zawracała głowy. Będę u siebie w gabinecie - po czym rzuciła Ci jeszcze ostatnie matczyne wspomnienie, spojrzała się na dziwną poduszkę i wyszła, zamykając za sobą drzwi...
-
Kate podeszła do ściany, podniosła dziennik i rzuciła go na łóżko i zaczęła się zastanawiać nad kolejnym zabezpieczeniem. Badała strony pod kątem światła, dotyku, szeptu, etc.
-
Przy dotyku kartki poczułaś, jakby niewidzialny napis był grawerowany... niczym alfabetem Breila, ale coś nietypowego było w nim. Niestety, nie byłaś w stanie dokładnie rozpoznać języka... bo go nie znałaś. Mógł przypominać ten alfabet, a mógł być tylko naśladownictwem.
Co robisz?
-
Koncentruje się na dotyku jedną ręką i z zamkniętymi oczami piszę w notatniku co widzi przez dotyk, później szuka po książkach w biblioteczce czegoś co by temu odpowiadało.
-
Niestety, nie znając alfabetu wychodziły Ci jakieś gryzmoły. Próbując nawet z komputerem wiedziałaś, że to nic nie da. Mogłaś zakładać, że jest to nietypowy alfabet Breila - w końcu Jane sama stwierdziła, że jest kilka zabezpieczeń...
Co robisz?
-
Zamyka się w bibliotece na dobre, robi dużego drinka, zapala kilka świec i robi sobie dużo miejsca,
- skoro to inny język to taki ma klucz i trzeba wszystko od początku rozpisać - po czym ze zdań zaczęła selekcjonować głoski i spółgłoski, powtarzane akcenty i rozpisywać alfabet. Robi to dokładnie i przykłada się jak może by rozpisać sobie taką mapę, później przyjdzie czas na kminienie języka.
-
Po jakimś czasie wydawało Ci się, że stworzyłaś taką mapę. Wyglądała ona tak, jakby litery, znaki były spisane wspak. Ciekawe, na co jeszcze Jane wpadła, by zabezpieczyć dziennik przed obcymi oczami.
Co robisz dalej?
-
Najpierw chodziła dookoła próbując złapać kąt lecz nic jej to nie dało,
jak zobaczyć coś czego nie widać, w dodatku pisane wpa... - po czym pobiegła po lustro i ustawiła je tak by móc w nim widzieć zawartość dziennika, sprawdzając czy to w ogóle pomaga.
-
Gdy to zrobiłaś, zauważyłaś... że ma to sens. Wreszcie wszystko układało się w całość. Znaki, litery, po jakimś czasie pojedyncze słowa, krótkie wersy... Ciężko Ci było, ale czułaś, że cały czas posuwasz się w odkryciu tajemnic dzienniczka...
-
Więc tak jak założyła na początku - czyta i notuje ważniejsze dla niej rzeczy w swoim.
-
Notując sobie informacje o Jane odkryłaś, że pochodziła z Wiednia. Rodziny nie chciała znać, ojciec żołnierz wystarczająco uprzykrzył jej życie. Uciekła od nich mając szesnaście lat. Jej życiorys był podobny do twojego - zero znajomych, ciągły pościg za wiedzą i zrozumieniem... Odsunęła wszystko, cały dzień spędzała w bibliotekach. Tak poznała swojego przyszłego Ojca, George Barnetta. Najpierw rozmówki, pytania, zagadnięcia. Pierwsze wypady na miasto, spotkania w kawiarni, rozmowy o wszystkim i o niczym. Zaiskrzyło między nimi. Zastanawiało ją, dlaczego spotykają się tylko w nocy, tak jakby w dzień nie mogła. W dniu swoich dwudziestych drugich urodzin Barnett wyznał jej wszystko. Kim jest, dlaczego jest przy niej, czego oczekuje, co może się stać. Zgodziła się. Niestety, podczas swojego spokrewnienia zabiła własnego Ojca. Błąkała się przez kilka dni, nie rozumiejąc swoich umiejętności. Wtedy to lokalny Książę, za zgodą Rady wydał polecenie odnalezienia jej. Udało się to, została przedstawiona Radzie i jedna członkini wzięła ją pod własne skrzydła. Jane rosła w siłę, zaczęła rozumieć kim jest, co może zrobić dla klanu... i może dla siebie? Przez lata pracowała na to, kim miała pozostać. Przez kilkadziesiąt stron informacje powtarzały się - nauka, służenie, misje. Poznanie Olivii, wspólne przygody, nie tylko te właściwe, ale i również "zakazane"....
Czego jeszcze szukasz?
-
Momentami czuła się jak na podglądaniu rodziców, ominęła kilka stron na których mogło być opisane szersze "poznanie" i zaczęła szukać informacji na swój temat, czy może zostawiła jakąś minimalną wzmiankę.
-
Na "siebie" dopiero natrafiłaś pod koniec. Zauważyła Cię pewnej nocy w bibliotece, zaczęła badać Cię. Nie tylko twoje zainteresowania, ale również historię, przeszłość. Natrafiała na ogromne problemy, większość ludzi bardzo szybko można "zbadać". Ciebie odkrywała po trochu. Zainteresowania, kim byłaś, skąd pochodzisz... Pewnego razu wysłała Ci swoje notatki, jakieś wskazówki. Dziennik kończy się na informacji, że macie się spotkać w tej feralnej willi...
Co dalej?
-
Poderwała głowę,
- jakie problemy, musi to tu gdzieś być - zaczęła energiczniej szukać po dzienniku,
- ojciec ? matka ?, pochodzenie ? Nooooo na pewno to zbadałaś inaczej byś mnie nie brała na potomka.....noooo.....gdzie to jest - szukała.
-
W pewnym momencie wydawało Ci się, że są informacje o rodzicach... Tych prawdziwych? Zero. Nic. Nie zdążyła ustalić. Za to ustaliła pochodzenie. Węgry. Pochodziłaś z Węgier. Tyle ustaliła. Brak adresu zamieszkania, brak danych pobytowych, brak jakichkolwiek danych. Jane zaczęła podejrzewać, że ktoś skrupulatnie usuwał wszelkie informacje na twój temat. Tak jakby Cię chronił. Przed kim? Przed czym? Nie zdążyła ustalić...
Co dalej?
-
- czyli wie tyle samo..... - szepnęła do siebie i upiła kilka głębszych łyków bardziej alkoholowego niż krwistego płynu, po czym oparła się wygodniej i zaczęła przygryzać ołówek,
- jak znaleźć coś co ktoś chowa nie wiedząc czego szuk....może ten lekarz ?! - pomyślała i przysunęła kartkę papieru,
- noooo dalej zakuty łbie, jak on się nazywał.....yyyyy...yyyyyyyyyyhhhhh.... .no pusto ale nawet jakbym wiedziała to co, mógł używać fałszywego imienia czy nazwiska albo zmienił je jak ja, ehhh - ponownie oparła się o fotel i pogrążyła w myślach.
-
Zaczęłaś ponownie wertować dziennik w poszukiwaniu informacji. Może było coś zapisane między wierszami? Ukryta wiadomość, kolejny raz zabezpieczona? Powoli, czytając (http://i.imgur.com/ckAH7P5.jpg) znak po znaku, "s-á-r-k-á-n-y". Cóż to znaczy? Cóż on oznacza? Przypominasz sobie, że Claudia usłyszała podobny wyraz, gdy wybuchałaś płomieniem. Przypadek? Zbieg okoliczności? A może coś w tym było..
-
- nie możliwe, że wiedziała albo przewidywała swoje odejście i chciała, yhhh rebusy - nowa kartka i akapit z dziennika o jej informacjach, spisywanie wierszy zaczynających się na te litery, analiza liczbowa i zapis liter, szukała w ten sposób wiadomości.
Jednocześnie poczuła strach, bo nagle do niej dotarło, że mogła wiedzieć o niej więcej niż ona sama.
-
Powoli, pisząc litera za literą w każdym rozpoczynającym zdaniu, zapisałaś po kolei A-M-O-R O-M-N-I-A V-I-N-C-I-T oraz datę.... datę waszego spotkania! Wszystko układałoby się w jedną całość? A może naprawdę była mądrzejsza, niż wszyscy myśleli? Może w tym chaosie był plan?
-
Kate miała mętlik w głowie, tłumaczenie nie było trudne ale co właściwie miał znaczyć ten przekaz ? Wertowała dalej szukając kolejnych wyrwanych być może z kontekstu tak by móc później to połączyć w całość, jeżeli nic nie znajduje, zerka w końcu na zegar ile czasu jej to pochłonęło i która jest właściwie godzina.
-
Nic więcej nie znalazłaś. Sprawdziłaś godzinę, dochodziło w pół do piątej. Przydałoby się szykować iść spać...
-
Kate pozbierała rzeczy i dokończyła drinka, pogasiła świece i z materiałami udała się do swego pokoju, jeżeli nie była na odchodne zaczepiana, to po prostu pochowała w pokoju swoje rzeczy w torbę, rozebrała się i ułożyła do snu, chowając przyniesione ubrania również do torby. Chciała je przy najbliższej okazji oddać.
Jak zwykle do ostatnich sił obserwowała okno i myślała o Jane, swej przeszłości i przyszłości, o tym jak ciężko będzie jej ją kontynuować w pojedynkę ale też nie chciała nikogo narażać, nie zniosła by myśli o stracie. Może zbyt łatwo się przywiązuje ? Może powinna przestać ?
Nie zdążyła nawet odpowiedzieć a zza budynku wyłoniło się słońce, szyba spełniała swą role, zaś Tremerka odpłynęła we śnie.
-
Zasnęłaś. Śniło Ci się, że jesteś w nieznanym Ci miejscu. Szłaś korytarzem, nie wiedziałaś jak się tutaj znalazłaś. Korytarz był oświetlony nie jarzeniówkami, lecz pochodniami. Chciałaś się obrócić, iść w drugą stronę lecz dziwna siła ciągnęła Cię przed siebie. Ciekawość? Przez chwilę myślałaś, że zostałaś tutaj specjalnie wysłana. Przez kogo? Dlaczego? Nie potrafiłaś skojarzyć. Wiedziałaś, że jest z Tobą jeszcze dwóch innych kainitów, ale rozdzieliliście się... Po co? Dlaczego? Kolejne pytania bez odpowiedzi... Po chwili skręciłaś w kolejny korytarz... Po czym ukazały Ci się drzwi. Wydawało Ci się, że drzwi były ozdobione w wijące się węże. Podeszłaś do nich ostrożnie, zza drzwi dobrzmiewały dziwne odgłosy... Nienaturalne. Chwyciłaś za gałkę, przekręciłaś ją i otworzyłaś drzwi...Zalała Cię fala światła.. I obudziłaś się.
Co robisz?
-
Kate przeciągnęła się i usiadła wyjmując swój dziennik i pióro oraz zanotowała co zapamiętałą ze snu. Gdy się przebierała szukała w głowie czegoś z czym może porównać te drzwi oraz czy osoby które zna z tego snu również po za nim występują.
-
Gdy przebierałaś się, skojarzyłaś jednego z kainitów jako Davida Jacksona - rozmawialiście ze sobą jakiś czas temu, konsultował się z Tobą w sprawie sabackich Ogarów. Drugiego z nich nie kojarzyłaś, nie potrafiłaś nawet dopisać go do odpowiedniego klanu... Węże mogły być charakterystyczne, lecz nie wiedziałaś z czym je skojarzyć.
Co robisz?
-
Nim wyjdzie rysuje sobie na karteczce owy wężowy wzór, pakuje wszystko do torby i opuszcza pokój,
- ciekawe czy Setyci są w mieście - mówiła sama do siebie podążając w zamyśleniu i pukając raz po raz palcem o rękojeść jednego z karambitów.
-
Z zamyślenia wyrwała Cię Olivia, która rozmawiała z Sylvią w przedpokoju. Sylvia ukłoniła się i szybkim krokiem opuściła dom. Olivia obróciła się i zobaczyła Ciebie. Spytała się - Witaj Katherine. Jak się czujesz?
-
- witaj, w porządku przejdę się po mieście i pewnie zahaczę o elizjum a co u ciebie ? - spytała.
-
- Trochę spraw klanowych, tak to wszystko ok - odpowiedziała - Jak będziesz chciała podwózki, to daj znać. Sylvia będzie dzisiaj jeździła z Tobą, ja muszę z Klaudiuszem pojechać do Dominica i parę spraw wyjaśnić.
-
- w takim razie pójdę pieszo - naciągnęła kaptur i lekko ukłoniła się w jej stronę i opuściła rezydencję.
Wstępnie planowała szwendać się to tu to tam, bez większego celu, mając jednak na uwadze, że wszystkie drogi w końcu prowadzą do elizjum.
-
Szwendając się to tu to tam, spędziłaś troszkę czasu. Owszem, kierowałaś się w stronę Elizjum, ale przy okazji zwiedzałaś sobie miasto. Pogoda dopisywała, na niebie ani jednej chmurki... Po jakimś czasie doszłaś w okolice Elizjum. Zauważyłaś ponownie dwie kolejki. Ta dla "zwykłych" gości sięgała aż rogu ulicy, a pewnie i tam jeszcze stali. Czyżby kolejny jakiś event w klubie? A może po prostu ludzie muszą się bawić codziennie.
Co robisz?
-
Stanęła w tej dla kainitów, nie spieszyło się z wejściem do środka, umilała sobie czas rozglądaniem się po okolicy i od czasu przysłuchiwaniu się nawet nie patrząc - ludziom.
Jak są weseli, jak podekscytowani, że znów lub dopiero pierwszy raz odwiedzą to miejsce, o ich problemach dnia codziennego, kilka kłótni i smutne wylewane łzy panien bo przez te burdy cały wieczór poszedł w piach.
Po prostu stała w kolejce i czekała na swoją kolej.
-
Po kilku minutach weszłaś do klubu. Będąc już w szatni, usłyszałaś że ktoś wykonuje muzykę na żywo. Była ona dziwnie znajoma. Oddałaś płaszcz i broń szatniarzowi, po czym jeszcze przeszłaś przez bramkarzy i znalazłaś się wewnątrz klubu. Ludzi i kainitów było mnóstwo, nigdy tak wielu ich nie widziałaś w klubie. Muzyka (https://youtu.be/AW4vejDcVe8?list=PLEj_oa_EeoZeMTfOiJ27q42wP2O0JHcjI) brzmiała głośno wykonywana przez nią (http://orig15.deviantart.net/06c9/f/2013/262/a/1/whispererweb_by_senju_hime-d6mwvog.jpg), parkiet pękał w szwach, stroboskopy dostosowały się do melodii...
Gdzie się kierujesz?
-
Wpierw kieruje się do baru by sobie zamówić coś większego, by w domyśle odzyskać jak najwięcej, jak nie starczy to pewnie coś domówi.
Sama zaś kieruje się do jakiegoś wolnego stolika lub podpieralni, gdzie chociaż może drink postawić na cokole i móc obserwować scenę.
Jako że tym razem torbę wzięła ze sobą postanowiła sprawdzić czy wciąż pamięta jak się rysuje ludzi. Kiedyś uczył ją tego ojciec i była w tym dobra. Wybrała sobie kąt i obserwując wykonanie i prawie nie zerkając na papier, zaczęła rysować piosenkarkę.
-
Niestety, stolików nie było wolnych. Za to znalazłaś pewne miejsce, z którego mogłaś spokojnie obserwować scenę. Poszłaś (a raczej przeciskałaś się) przez tłum, aż znalazłaś się na balkonie tak, że widziałaś całą scenę. Dziewczyna i jej zespół tymczasem zaczął grać kolejną piosenkę (https://youtu.be/StIZ-2ni91U?list=PLEj_oa_EeoZeMTfOiJ27q42wP2O0JHcjI). Rozsiadłaś się i powoli, powoli zaczęłaś szkicować piosenkarkę... Ciągle była w ruchu, ale nie było to dla Ciebie większym problemem...
-
Kilkukrotnie zauważyła, że pokazuje ten sam schemat ruchów, za pewne wyuczonych, przy takim tłumie i wrażenia pewnie nie da się tego zauważyć od razu ale dla niej był ważny kąt, gdzie widać ją tylko przez ułamek sekundy, odnawiała sobie ów, gdy obserwowała a artystka akurat wykonywała obrót.
popijała drink i starała się wiernie odwzorować oryginał.
-
Po jakimś czasie udało Ci się naszkicować piosenkarkę (http://i.imgur.com/D80C5Oc.jpg?1). Zadowolona ze swojego efektu co robisz dalej? Tymczasem kapela zaczęła grać kolejne nagranie (https://youtu.be/U1Ov4c7cxZ4?list=PLEj_oa_EeoZeMTfOiJ27q42wP2O0JHcjI). Zauważyłaś, że lekko zmieniła swoje nastawienie podczas wykonywania tego nagrania...
-
Kate pochowała rzeczy i zaczęła się przyglądać występowi z takim skupieniem na jakie mogła sobie pozwolić. Jednocześnie bawiła się kolejną pustą kartką i ołówkiem.
-
Obserwując dziewczynę zauważyłaś, że podczas kolejnego wykonywanego nagrania (https://youtu.be/8SGVRcJARxQ?list=PLEj_oa_EeoZeMTfOiJ27q42wP2O0JHcjI) kolejny raz się zmieniła. Tak jakby nie traktowała tego wszystkiego jak tylko zarobku, ale jako pasję. Coś, czemu mogła się oddać całkowicie. Było to ciekawe zjawisko, ponieważ zmieniała ton, mowę ciała - wszystko. Tak jakby stawała się inną osobą. Po chwili takiej obserwacji zauważyłaś, że ktoś z ludzi starał się wejść na scenę. Prawie mu się to udało, lecz ochrona zadziałała w porę i faceta po prostu wynieśli. Dziewczyna gdy to zauważyła ocknęła się, przestała śpiewać i tylko wpatrywała się w niego. Na szczęście wszystkiemu zaradził DJ, który zaczął puszczać nagrania z playbacku, a cały band zszedł za kulisy...
Co robisz?
-
Zebrała ze sobą rzeczy, trzymając w ręku kartkę z jej szkicem i długopis zaczęła się przeciskać na dół orientując się jak może i o ile w ogóle może dostać się za kulisy by spotkać się z zespołem.
-
Chwilę Ci zajęło przeciskanie się przez tłum, który dalej się bawił do muzyki. Chciałaś przejść na tyły, lecz uniemożliwił Ci ochroniarz (http://cdn.coresites.factorymedia.com/rideukbmx_new/wp-content/uploads/2014/01/Large-security-guard-008.jpg), który stał przed drzwiami prowadzącymi za kulisy. Gdy podeszłaś do niego usłyszałaś szorstkie - Przejścia nie ma.
-
- ja do artystki po autograf, jeżeli nie wolno przeszkadzać w tym momencie to podeprę ścianę w taki sam sposób jak pan utrzymuje drzwi by nie wyleciały i poczekam - po czym tak zrobiła. Sztywnie jedną nogą zaparła się o wspomnianą powierzchnię i odpaliła sobie kolejny zapętlony utwór (https://listenonrepeat.com/?v=m-IuNfdXYEA#Ma%C3%AEtre_Gims_-_Bris%C3%A9_%28Audio%29) tak by słyszeć otoczenie. Nie mogąc przejść skupiła się na własnym dzienniku, śledziła ostatnie notatki i jak coś jej się przypomniało to robiła wpis z obecną datą, od czasu do czasu zerkając na brzuch....bo drzwi nie mogła dojrzeć.
-
Zauważyłaś, że strażnik przez chwilę po cichu mówił do mikrofonu. Po chwili ochroniarz się Ciebie pyta - Twoje nazwisko i imię? I dlaczego tak bardzo chcesz dostać autograf?
-
- Katherine Delgado z...okolicy - powiedziała nawet na niego nie patrząc,
- jakiś czas temu poprosiłam szatniarkę by dała im znać, o tym że ich podziwiam, skoro nadal mnie nie znają to widać szatniarka.... - spojrzała na niego chłodno,
- straci pracę...- po czym ponownie zagłębiła się w lekturę tylko lekko poprawiając torbę tym samy symulując jej ciężar, który w rzeczywistości był niezauważalny dla niej.
-
Ochroniarz ponownie chwilę mówił do mikrofonu, obejrzał Cię z góry na dół i powiedział - Jeżeli chcesz wejść, muszę przeszukać twoją torbę. Inaczej nici.
-
Kate zamknęła z cichutkim hukiem własny dziennik i schowała go do torby, po czym chwile w niej pogrzebała wyciągając wszystko co ostre lub kłuto podobne i położyła mu pod nogami oraz cisnęła w niego torbą,
- reszta to książki ale sprawdź -
Odsunęła się by mógł sprawdzić, jeżeli nie miał zastrzeżeń to zacznie zbierać rzeczy z ziemi.
W takiej sytuacji żałowała że nie ma naleciałości innego klanu lub nawet własnej śmiałości, już dawno kazała by mu się udławić jego koszulą i skręciła by mu kark.....no może faktycznie przesadziła z wyobrażeniem siebie w innym klanie ?
-
Ochroniarz przechwycił torbę w locie, sprawdził czy wszystko jest w porządku i nic czasem nie chowasz (tak jakby sprawdzenie na bramce nie było dokładne...), po czym oddał Ci ją i powiedział - Pozbieraj swoje rzeczy. Masz chwilę - po czym jak posprzątasz to otworzy Ci drzwi i wpuści za kulisy...
-
Kate zebrała wszystkie swoje rzeczy po czym weszła do środka,
- hejka, fajny występ i nie zajmuję czasu po proszę tylko o autograf - po czym wyciągnęła szkic i długopis w stronę artystki.
-
Gdy weszłaś do środka twoim oczom ukazał się cały zespół, lecz każdy był zajęty sobą. Gitarzysta rozmawiał przez telefon, perkusista robił co innego - każdy był zajęty sobą. Piosenkarka podeszła do Ciebie, uśmiechnęła się i wzięła od Ciebie rysunek. Obejrzała go dokładnie i powiedziała - Masz piękne oko. Długo szkicujesz?
-
- od ósmego roku życia - po czym rozejrzała się po pomieszczeniu,
- szkoda że dziś krócej ale macie w sobie to coś niż ktokolwiek inny szczególnie w tym mieście....szczególnie ty - po czym wzrok przeniosła na nią.
-
- Dziękuję. Gdyby nie ochrona... W sumie nie wiem co jest nie tak ze mną, podobnie było w Fallen Angel i w Remedium. Może to miasto tak wpływa na nas? - odpowiedziała dziewczyna. Podchwyciła twoje spojrzenie i spytała - na co tak patrzysz?
-
Kate dopiero jakby po chwili do niej przemówiła,
- nie zatrać się i uważaj jak nie w tym to następnym, z takim głosem i podejściem po nocach w knajpach jesteście jak magia światła i mroku, która budzi wszystko do życia...ze światłem nikt nie ma problemu prawda ? - uśmiechnęła się i ponownie rozejrzała,
- długo ze sobą jesteście jako zespół ? Nie słyszałam o was wcześniej - powiedziała.
-
- Noo niewiem - odpowiedziała piosenkarka - Już i tak praktycznie dzień przesypiam, cały czas w trasie potrafi przestawić zegar biologiczny... Dwa lata? Tak, dwa lata gramy ze sobą. No i mogłaś nie słyszeć, jesteśmy nowym zespołem, staramy się jakoś wybić. Niedługo ruszamy dalej... A co? - po czym zaśmiała się ciepło.
-
- publika was tu polubiła, wiem, że ciężko się z jakimś miejscem związać jak się goni po szczyt wciąż do góry ale wg mnie macie tu aż za dużo fanów którzy pewnie ruszą za wami by być wszędzie tam gdzie wy - uśmiechnęła się.
-
- Polubiła aż za bardzo, jak widać... A ty? Jedziesz za nami? - odpowiedziała Ci z uśmiechem - Przy okazji, nie przedstawiłam się. Jestem Nicole.
-
- Katherine - podała dłoń do uścisku,
- poszalałabym z wami ale mam masę roboty na uczelni i jak się za siebie nie wezmę to będzie krucho - uśmiechnęła się,
- mam tylko nadzieję, że wpadniecie na jakiś kawałek do SF przejazdem - dodała.
-
- Jeszcze trochę tutaj pobędziemy. Mamy jeszcze jeden koncert tutaj i w Fallen Angel. Po tym ruszamy dalej. Ale nic, nie będę Cię zatrzymywała, Katherine. Mam nadzieję, że jeszcze Cię dojrzę wśród tłumu - po czym odprowadza Cię do drzwi. Mocniej uderzyła kilka razy i ochroniarz otworzył drzwi od zewnątrz. Wyszłaś, po czym drzwi się za tobą zamknęły.
Co robisz?
-
Kate wraca do elizjum, by strzelić jeszcze kolejnego drinka przed wyjściem i poprzyglądać się tym którzy tu są.
-
Siedząc przy barze zauważyłaś pewne poruszenie między dwoma grupami kainitów. Oczywiście między kim? Między Brujah a Gangrelami. Nie wiesz o co poszło, ale dużo nie brakuje, by skoczyli sobie do gardeł. Pijąc drink [odzyskujesz jeden pkt vitae] wyczuwasz, jak atmosfera gęstnieje wokół nich... W pewnym momencie z grup wyłonił się potężny Brujah (http://vignette4.wikia.nocookie.net/wweallstars/images/6/6c/Kane.png/revision/latest?cb=20110403005057), a na przeciw niego stanął równie wysoki i umięśniony Gangrel (http://www.catch-arena.com/photos/catcheurs/triple-h/triple-h-69triple-h-30-1370087144.jpg). Zmierzyli się spojrzeniami, po czym rozeszli się w swoje strony...
Jak reagujesz? Co planujesz robić dalej?
-
Jako niezależny obserwator próbuje się dowiedzieć o co poszło Gangrelom i o co poszło Brujahom, więc pyta i zaczepia z troską w oku to jednych i drugich, wszak nie sposób znać jedno zdanie w sporze tyczącym się dwóch.
-
Wypytując delikatnie jedną i drugą stronę dowiedziałaś się tyle, że to nie twój zasrany interes. Pewne sprawy nie wychodzą poza klany, a to co tutaj było to kolejna odsłona sporu.. Być może jest ktoś, kto wie o co poszło? Zaczęłaś podejrzewać, że to tak może się skończyć...
-
Wraca na swoje miejsce z pustymi rękami,
- jeżeli nawet ktoś wie to nie objawi się jak mojrzesz - pomyślała.
-
Siedząc przy barze spędzasz jeszcze jakiś czas. Sytuacja między dwoma klanami opadła, ale czułaś że coś się święci i w pewnym momencie ten tygiel może wybuchnąć... Może nie dzisiejszej nocy, ale wcześniej bądź później...
Co planujesz? Co robisz? A może szukasz kogoś?
-
Kate zwraca się do barmana,
- znasz może numer do szeryfa ? Potrzebowałabym zadzwonić z barowego telefonu jeżeli jest to oczywiście wykonalne - powiedziała.
-
Barman spojrzał się na Ciebie... normalnie. Widocznie nie jest to pierwsza taka prośba, którą słyszał. Wyciągnął telefon komórkowy, przez chwilę wybierał numer i po tym, jak uzyskał połączenie podał Ci go. Usłyszałaś w słuchawce - Z tej strony Hugo Clavell. Z kim mam przyjemność?
-
- dobry wieczór, z tej strony Katherine Delgado, pewnie jest pan zajęty i to co powiem nie będzie zaskoczeniem ale byłam świadkiem awantury między Brujahami i Gangrealami w Elizjum. Oczywiście do niczego nie doszło ale nie zdziwiłabym się, gdyby to się inaczej skończyło tej nocy na ulicach. Ufam, że dobrego wyboru dokonałam uprzedzając szeryfa - powiedziała.
-
- Proszę się nie przejmować, oni tak średnio skaczą do siebie dwa razy na noc. Czy wśród Brujah był wysoki barczysty łysy osobnik? I czy wśród Gangreli był podobnej postury lecz z brodą i kucykiem? - spytał szeryf.
-
- tak to oni, martwi mnie że do czegoś może dojść. Zdaje sobie sprawę, że to nie od dziś i trwa w każdym mieście ale skoro już muszą w ten sposób to przynajmniej mogli by posłuchać głosu rozsądku, mój odrzucili - przyznała ze smutkiem.
-
- Proszę się nie przejmować, naprawdę. Jeżeli Ci dwaj osobnicy byli, to nic się dzisiaj nie wydarzy z ich strony. Mają za wiele do stracenia - odpowiedział Hugo - Czy ma pani coś jeszcze do przekazania?
-
- nie to wszystko, dziękuje za wysłuchanie i nie zajmuję już więcej czasu - żegnając się zapamiętuje numer i po tym jak oddała telefon barmanowi mu dziękując, zapisuje go sobie do notesu.
-
Szeryf życzył Ci udanej nocy i rozłączył się. Po chwilce zapisałaś sobie jego numer do notesu.
Co robisz dalej?
-
Kate pogrzebała chwilę po kieszeniach,
- ona czy oni - pomyślała i wyjęła monetę, już ją chciała rzucić ale poczuła pieczenie w przedramieniu, jak by jej własne żyły poczęły się wić mocniej. Mimo to rzut się odbył...
- więc jednak sen - wstała obejrzała uważnie miejsce bólu i niczego nie stwierdzając ze skupieniem w oczach opuszcza Elizjum i udaje się do Chinatown.
-
Wyszłaś z Elizjum. Zauważyłaś, że pogoda nic się nie zmieniła, można nawet stwierdzić że się poprawiła.
Jak dostajesz się w pobliże Chinatown? Taksówką, piechotą? A może dzwonisz po Sylvię do domu, by przyjechała po Ciebie?
-
Kieruje się pieszo na miejsce z muzyką (https://www.youtube.com/watch?v=u84rAPPcw24) w uszach.
-
Spokojnym krokiem udałaś się w stronę Chinatown. Ruchu na ulicy praktycznie nie było, ot gdzieś taksówka przejechała, gdzieś panienki stały... Lecz gdy się zbliżałaś coraz bardziej do Chinatown, nasilały się patrole policji, czy to piesze czy samochodowe... Po jakimś czasie zauważyłaś blokadę wzdłuż drogi oraz dwie taksówki, które czekały na podjechanie.
Jak się kierujesz dalej? Przechodzisz przez blokadę, czy starasz się ich jakoś wyminąć?
-
Z zainteresowaniem podchodzi bliżej, nie ma sensu rozmyślać o innych wariantach póki się nie sprawdzi frontowych bram. Kieruje się w miejsce, gdzie może z kimś z utrzymujących blokadę - porozmawiać.
-
Gdy podchodziłaś bliżej zauważyłaś, że mundurowi są uzbrojeni w broń długą i wcale się z tym nie kryli. Gdy podeszłaś do blokady, podszedł do Ciebie policjant i zapytał się - Dobry wieczór. Pani dokąd się kieruje?
-
- dobry wieczór panu - zdjęła kaptur by wiedział z kim rozmawia, nie chciała go niepokoić i sama wzbudzać jakiś podejrzeń,
- zmierzam do zaprzyjaźnionego kowala, mieszka o tam - pokazała mniej więcej kierunek sprawiając, że za nim podążył. W ten sposób wykorzystała chwilę i przyjrzała się w co jest uzbrojony i starała się ocenić determinację z jaką musi tu być,
- mogę podać dokładne dane jeżeli jest to wymagane ale nie ukrywam, że troszkę mi się spieszy i czy będę mogła przejść proszę pana - nie odgrywała scenek, nie odsłaniała dekoltu, nie próbowała brudnej gry....jeszcze, była po prostu ciekawa dalszych wydarzeń.
-
Przyglądając się broni zauważyłaś, że policjant jest uzbrojony w jakąś pochodną karabinu M16. Nie byłaś w stanie dokładnie określić wzór, ale widocznie jak są tak uzbrojeni, to sprawa nie jest błaha. Policjant powiedział - Przydałyby się pani dane. Ma pani jakiś dokument tożsamości ze sobą? Oraz do kogo pani dokładnie się udaje?
-
- kowal nazywa się Chan Feng - podała też adres,
- i już już - zaczęła grzebać za dokumentami, kilkakrotnie je przerzucając po palcach. Jest kobietą więc dla niego to żadna nowość, że ktoś taki jak ono i to jeszcze w półmroku nie może odnaleźć własnych dokumentów,
- o mam ! - powiedziała głośniej i specjalnie go wypuściła na ziemię,
- cholera ! - mogła to rozegrać na dwa sposoby. Jeżeli on pierwszy po niego sięgnie - zderzą się głowami i będzie to dziwnie wyglądało ale najwyżej się po przepraszają i uda się jej upewnić go o swej postaci jako niegroźnej. Jeżeli nic nie zrobi, sama go podniesienie ale pewnie będzie narzekać, że już jest późno i stanie się nieznośna w przypadku dalszej kontroli.
-
Drugi policjant zauważył Was i podszedł tak, by asekurować swojego partnera. Również z samochodu wysiadł kolejny i również postanowił "zabezpieczać" kolegę... Tymczasem ten z którym stałaś przerzucił broń za siebie, lecz był szybszy od Ciebie i podniósł szybciej dokument niż ty się schyliłaś. Wziął go, przyświecił latarką i powiedział niby do siebie, ale tak byś go usłyszała - Katherine Delgado. Przepraszam na chwilę, muszę panią sprawdzić w rejestrze. Mam nadzieję, że nic pani nie ukrywa ani nie jest pani poszukiwana - po czym odszedł od Ciebie i skierował się do radiowozu.
-
No i cały misterny plan legł, czemu ? Nie myślała o tym ale zastosowała się do wytycznych i nawet jej przeszło przez myśl by powiedzieć o tym co ma przy sobie ale, że tak szybko odszedł to już nie czuła tego obowiązku,
- jasne....poczekam - pierwsze słowo od drugiego różniło się tylko tonem, drugie było cichsze i zdecydowanie przybrała pozę osoby zniecierpliwionej. Skrzyżowała ręce na piersi i nasunęła kaptur.
-
Po jakiejś chwili wrócił do Ciebie policjant, który Cię "obsługiwał". Oddał Ci dokument i powiedział - Wszystko w porządku. Niestety, ale nie może pani wejść do Chinatown. Trwa aktualnie tam akcja policyjna, cała dzielnica jest odcięta. Mam nadzieję, że pani zrozumiała?
-
- ojej stało się coś w rejonie do którego zmierzałam ? Czy wszystko w porządku ? - spytała zmieniając pozę na bardziej zatroskaną niczym wzorowy obywatel San Francisco.
-
- Niestety, nie mogę pani udzielić więcej informacji - powiedział policjant - Proszę przyjść za kilka dni, panu Fengowi zapewne nic się nie stanie. Niech pani wraca do domu. Mam wezwać patrol by panią odwiózł? Nie dobrze chodzić tak samemu po mieście.
-
- nie, dziękuje mieszkam niedaleko i poradzę sobie, skoro to takie ważne lepiej by każdy z panów był zajęty istotnymi rzeczami, dziękuje za poświęcony mi czas - kiedy tylko odzyskała dokument, wsunęła go do torby i oddaliła się tracąc ich z oczu,
- skoro góra nie przyjdzie do Mahometa - pomyślała i zaczęła się rozglądać za alternatywną drogą wejścia na teren tak by być niewykrytą.
-
Zauważyłaś, że mogłabyś w teorii spróbować przekraść się jakąś uliczką, ewentualnie mieszkaniem tak, by ominąć blokadę... Zawsze alternatywą zostają dachy, albo kanały...
Którą drogę obierasz?
-
Próbuje parteru, zaczyna się skradać i domyśla się, że są patrole, więc ścisza ipod-a i skrada się dalej.
-
Przejście do tematu wspólnego
-
Budzisz się w swoim łóżku. Zauważyłaś, że twoje ciuchy ponownie zostały zacerowane, uprane i uprasowane, zapewne przez Klaudiusza. Na szafce nie miałaś żadnych wiadomości.
Co robisz?
-
Pozostałaś przez dłuższy czas w domu Olivii, uczyłaś się pod jej okiem panować nad swoimi niezwykłymi umiejętnościami Tremere. Przy okazji również badałaś zawzięcie notatki Jane jak i artefakty zdobyte w Chinatown.
Jak znajdziesz Luna czas by znowu grać, odezwij się na PW. Katherine Delgado przechodzi w stan letargu.