Sheldon "Baryłka" Yaricdo
Dlaczego ja śnię, kiedyś mama mi mówiła, że jak się śpi(lub spije) to można robić co się chce.- Mówię sam do siebie.
Rozglądam się, wiszę w bezkresnej pustce i ciemności, jednak widzę swoje ciało dość dobrze, jakby było oświetlane dobrze z każdej strony.
To ja mam taki pieprzyk na palcu u nogi? Wygląda jak grzyb <hehehe> - komentuję oglądając siebie.
Zapadam nagle w ciemność, która mnie pochłania.
Moim oczom ukazują się zatłoczone ulice Wyzimy. Stoję na jej środku a dookoła mnie przechadzają się ludzie mile się uśmiechając i pozdrawiając mnie słowami "Dzień dobry mistrzu Yaricdo". Słońce jest w zenicie. Spoglądam na siebie. Nie jestem ubabrany w odchodach, ani nie cuchnę gorzej niż świńska rzyć. Pewnym krokiem idę przed siebie pośród ludzi. Wchodzę do najbliższego zajazdu(czyt. Karczma) i siadam przy stoliku, przymykając oczy. Gdy je otwieram leżę na ziemi. Podnoszę się ociężale i obserwuję co się dzieje. Cała Wyzima stoi w płomieniach, ludzie uzbrojeni w czarne pancerze biegają za ludźmi, którzy ratują swoje życia (i rzycie). Po chwili jeden z nich podbiega do mnie i przebija mnie ostrzem, a moje oczy zachodzi mgła.
Leżę, na sienniku, obserwując człowieka, którego tu wprowadzono.
Za co siedzisz? - Pytam z niesmakiem na twarzy dość niskim tonem.
Z deka się podnoszę, by usiąść na sienniku opierając plecy o ścianę.
Zgaduję, że albo kogoś zabiłeś, coś ukradłeś lub dałeś w mordę komuś, kogo nie powinieneś tykać, bo tylko takich tu sadzają. Widzę także, że poznałeś tych dwóch bezmózgich knypków.
O ile nogi pozwolą mi wstać, podchodzę do rogu celi, odwracam się tyłem do współwięźnia i oddając urynę mówię odchylając głowę w jego kierunku.
Jestem Sheldon Yaricdo, zwany "Baryłką". Lecz nie jest to przez mój wygląd, bo każdy krasnolud jest przy kości. Potrafię przepić każdego Redańskiego psa, który mnie tu pilnuje - Spluwam na ścianę.
Nie wiem kim jesteś, ale skoro i Ciebie tam tarmosili, to i Ty pewnie będziesz łaził za tym ważniakiem byle by stąd wyjść.
Kończąc swoją potrzebę siadam wracam na siennik, wycierając ręce o ubranie i oczekując odpowiedzi patrzę się w światło jednej z pochodni w korytarzu, o ile jakieś są.
Jeżeli współwięzień nie odpowie:
(...)to dzień spędzam na ćwiczeniach fizycznych, które zabijają czas. Jeśli podadzą strawę, jem ją szybko(o ile to nie odchody ugotowane z czymś innym). Pod wieczór śpiewam pieśni krasnoludzkie i pogrążam się w marzeniach o Mahakamie, gdyż nigdy tam nie byłem. Kładąc się spać myślę o tym, jak strasznie ode mnie daje uryną.
A teraz kochani uczestnicy zadamy trochę chaosu :D
Czas: Druga godzina po południu 21 lipca 1269 roku
Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
Marcus Trethvey
Strażnik podchodził do Ciebie z tępym uśmiechem na ustach poklepując pałką o rękę. Wiedziałeś, że jesteś praktycznie bez szans, ponieważ ręce miałeś zakute z tyłu. Uciekasz w głąb ściany i obserwujesz jak twój przyszły oprawca ciągle zbliża się do Ciebie. Gdy był już blisko zauważyłeś, jak ktoś podchodzi szybkim lecz cichym krokiem do strażnika. Zacząłeś się cicho modlić do wszystkich bogów, by ten ktoś zdążył. Gdy strażnik zamachnął się na Ciebie, ten ktoś uderzył mocno strażnika w kręgosłup. Strażnik krzyknął z bólu, po czym ze złym grymasem odwrócił się do Ciebie tyłem i rozpoczął szamotaninę z twoim "wybawcą". To jest twoja szansa na atak.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Po południe 23 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Roland "Nieobliczalny" oraz Garvaleth
Rozmawiacie o wszystkim, na co macie ochotę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Po południe 25 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Sheldon "Baryłka" Yaricdo oraz Arnulfr Brokvar
Rozmawiacie o wszystkim, na co macie ochotę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Pora bliżej nie określona 26 lipca 1269 roku(przed snem) oraz 27 lipca 1269 roku (po śnie).
Miejsce:Tretogor. Pierwszy karcer w loszku.
Xander
Twoje prośby odbiły się jak groch uderzony o ścianę. Pamiętając o tym, że ważny przyjdzie do Ciebie jutro kładziesz się na podłodze i starasz się zasnąć. Po wielu próbach w końcu Ci się udaje i zapadasz w sen. Śnisz o swoim domu, swojej kryjówce. Miejsce, gdzie tak dobrze pamiętałeś z popełnionych zbrodni. Widzisz dokładnie swoje ofiary, wszystkie te stworzenia, które zabiłeś i zjadłeś. W pewnym momencie usłyszałeś głuchy huk. Nie wiesz dokładnie skąd dochodzi, lecz wiesz że się nasila. Nagle podłoga zapadła się a ty razem z nią. Spadasz jakimś ciemnym tunelem. Po chwili upadasz z głośnym hukiem. Boli Cię wszystko lecz jednak wstajesz. Rozglądasz się po pomieszczeniu i zauważasz że wszystko skąpane jest we krwi. Ze ścian zwisają pordzewiałe łańcuchy, w drewniane belki wbite są różnego rodzaju noże i tasaki. Zauważasz, że w tle coś się porusza. Nagle ktoś chwyta Cię mocno za nogi oraz ręce i rozciąga Cię wzdłuż stołu. Krzyczysz przez sen oraz wołasz o pomoc. Krzycząc niemiłosiernie starasz się wyrwać z uchwytu, lecz jest on jak imadło. Gdy nachylasz głowę przed siebie zauważasz, że za nogi trzyma Cię jedna z twoich ofiar. Za ręce to samo, lecz nie możesz określić która. Zauważasz tylko, że miejsca gdzie nacinałeś swoją ofiary są pozszywane grubymi nićmi. Ofiary uśmiechnęły się do Ciebie i zaczęły się demonicznie śmiać. Z ust wyleciały setki much, które momentalnie obsiadły ściany. Z głębi usłyszałeś jak coś pobrzękuje. Spojrzałeś tam i zauważyłeś, jak w twoją stronę idzie jakiś twór pozszywany z różnych części ciała a za sobą coś ciągnie. Zobaczyłeś, że to topór katowski, taki sam jak widziałeś swego czasu w wiosce, w której mordowałeś. Zacząłeś znowu krzyczeć, lecz to nie pomagało. W końcu to Coś podeszło do Ciebie i zauważyłeś, że ma twarz jednej z kobiet, którą poćwiartowałeś. Stworzenie zamachnęło się i zobaczyłeś jak topór opada na twoje nogi... Nagle obudziłeś się z krzykiem oraz zlany potem. Usłyszałeś, że ktoś za ścianą również krzyknął i podszedłeś do niej.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Pora bliżej nie określona 27 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Drugi karcer w loszku.
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Z braku sił wpadłeś znów sen-wizję. Śnisz o mieście, nie wiesz dokładnie którym. Znajdujesz się po środku jakiejś alejki, w której leży mnóstwo ciał - kobiet, mężczyzn i dzieci - głównie ludzi, ale zauważasz również trupy elfów i krasnoludów obojga płci. Odwracasz się za siebie i widzisz jak dwaj ludzie i krasnolud walczą zwróceni plecami do siebie z jakimiś bandytami. Wiesz, że to są twoi towarzysze, lecz nie możesz im pomóc. Musisz biec, musisz komuś pomóc, lecz nie wiesz komu. Opuszczasz głowę i widzisz, że w rękach trzymasz zakrwawiony elfi miecz. Nie wiesz skąd go masz, ale wiesz że walczyłeś nim przeciwko komuś. Pomagałeś komuś, komuś kto walczył niczym wiedźmin przeciwko wszystkim. Ruszyłeś mu z pomocą razem ze swoimi towarzyszami, lecz straciłeś orientację. Musisz biec, musisz biec przed siebie. Gdy spojrzałeś do przodu z bocznej alejki wyleciał On. Twój cel. Nie wiesz dlaczego On jest tak ważny, wiesz że jest On twoją przepustką na wolność. Zauważyłeś, że On zaczął uciekać. Pobiegłeś za nim. Po drodze mijasz innego krasnoluda, który dusi kolejnego bandytę. Wiesz, że to twój sojusznik, ale nie masz czasu by mu pomóc. Biegniesz za Nim. Po krótkim sprincie przez miasto zauważyłeś jak On skręcił w boczną alejkę. Pobiegłeś za nim. Gdy wybiegłeś zza rogu On już czekał na Ciebie z kuszą w dłoniach. Nacisnął spust i bełt wystrzelił z kuszy... Budzisz się nagle z krzykiem zlany potem. Nie wiesz ile czasu minęło, lecz wiesz, że ważny wkrótce przyjdzie po Ciebie. Usłyszałeś, że ktoś za ścianą również krzyknął. Zaciekawiony tym podszedłeś do ściany.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: 28 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
Aleksandra vel Truśka
Gdy Ważny uzbrajał się w miecz i sztylety powiedział - Nie Truśko, nie tylko po Ciebie. Jesteś częścią większej grupy, lecz wszystko w swoim czasie - po czym ważny podszedł do niej. Strażnik, który siedział obok Ciebie wstał i poszedł do kanciapy. Ważny usiadł obok Ciebie nie przejmując się zapachem, który pochodził od Ciebie. Chwilę tak razem siedzieliście w ciszy. Po dłuższej chwili przyleciał Pierwszy i zameldował Ważnemu, że patrol czeka za drzwiami. Ważny pokiwał głową, po czym nakazał Ci wstać i ruszyć za nim. Poszłaś za ważnym i zauważyłaś, że wyszedł przez drzwi. Gdy ty również wyszłaś uderzyło w Ciebie jaskrawość słońca. Trochę oszołomiona oparłaś się o drzwi i zaczęłaś przecierać oczy. Nie mogłaś uwierzyć, że znów jesteś prawie na wolności. W tym czasie gdy ty stoisz oparta o drzwi Ważny dał jakiś dokument Strażnikowi Miejskiemu, który był dowódcą patrolu oraz mały mieszek. Dowódca zasalutował tylko i zaczął Cię obserwować. Ważny podszedł do Ciebie i rzekł - Widzisz Truśko, ja potrafię dotrzymać słowa. Teraz chciałbym, byś ty dotrzymała swojego. Pójdziesz z tym patrolem do pewnego domu. Tam będzie na Ciebie czekać inny mężczyzna, który został już poinformowany. Rób wszystko co on Ci każe, a będziesz całkowicie wolna - po czym Ważny poszedł do stajni.
Czas: Druga godzina po południu 21 lipca 1269 roku
Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
Marcus Trethvey
Rzucając się na strażnika nie przemyślałeś jednego - przewracając strażnika przewracasz również swojego wybawcę. Przewracacie się wszyscy, lecz dałeś szansę swojemu wybawicielowi na atak. Leżąc na podłodze wybawca kopnął mocno kolanem strażnika, którego na chwilę zamroczyło. To wystarczyło by wytrącić mu broń z ręki. Leżąc na brzuchu odwracasz się na bok. Zauważyłeś teraz, że twoim wybawcą okazał się "ważny". Ważny podniósł się na tyle szybko, by silnym kopnięciem w brzuch oddalić zagrożenie ze strony strażnika. Strażnik składał się z bólu, a ważny wziął pałkę i uderzył nią w głowę strażnika. Temu ostatniemu przestało zależeć na wszystkim, ponieważ stracił przytomność. Ważny spojrzał na Ciebie i podszedł do Ciebie by pomóc Ci wstać. Gdy pomagał Ci się podnieść powiedział - widzisz? Ten atak był zamierzony. Możesz nie być tak bezpieczny, jak myślisz. Ale to nic, burmistrz będzie mógł przestać się martwić o Ciebie - po czym ważny otrzepał się z kurzu i podszedł do stojaka na broń. Z wrażenia postanowiłeś nie odstępować go ani na krok. Ważny uśmiechnął się tylko i po zabraniu miecza i sztyletów podszedł do nieprzytomnego strażnika i zabrał od niego klucze do kajdan. Gry zabrał je podszedł do Ciebie i uwolnił Ci ręce. Poczułeś ulgę, gdy kajdany zostały ściągnięte. Gdy rozcierałeś rękę do holu wszedł strażnik, który poszedł po patrol. Spojrzał na swojego "kolegę" lecz olał go całkowicie. Powiedział - Patrol przybył. Więzień wychodzi? - spytał. Ważny spojrzał na niego z udawaną pobłażliwością i odpowiedział mu pozytywnie. Machnął na Ciebie ręką, byś wyszedł z nim przez drzwi. Gdy wyszedłeś z loszku oślepił Cię blask słońca, którego dawno nie widziałeś. Oparłeś się o mur i zacząłeś przyzwyczajać się do panującej jasności. Tymczasem ważny podszedł do dowódcy patrolu i przekazał mu jakiś papier. Usłyszałeś, że zaprowadzą Cię do jakiegoś domu. Gdy ważny załatwił wszystko z dowódcą zachęcił Cię byś podszedł. Podszedłeś do patrolu cały czas zasłaniając zdrową ręką oczy by szybciej przyzwyczaić wzrok. Gdy podszedłeś ważny powiedział - Pójdziesz teraz z tymi oto panami. Nic Ci się nie stanie, chyba że sam-wiesz-kto coś przewidział. Spotkamy się wieczorem w miejscu, gdzie oni Cię zaprowadzą - po czym odszedł w kierunku stajni Straży Miejskiej. Dowódca patrolu odprowadził wzrokiem ważnego, po czym zlustrował Cię od nóg do twarzy tylko na chwilę zatrzymując się na kikucie - Idziesz z nami. I żadnych głupich pomysłów, wszarzu. Swędzi? - spytał się, po czym odwrócił się plecami do Ciebie. Strażnicy stanęli za tobą i po bokach i ruszyłeś z nimi (opisz całe swoje zachowanie podczas zamieszania). Poszedłeś razem ze strażnikami przez miasto. Ludzie przyglądali Ci się, lecz nie można było się im dziwić - cały byłeś brudny oraz śmierdziało od Ciebie jak z rynsztoku. Strażnicy nie przejmowali się twoim zapachem oraz zdziwieniem ludzi - Wywiadowi się nie odmawia. Po pewnym czasie podróżowania przez miasto dotarliście do celu podróży - potężnego domu, który wyglądał bogato.
(http://cdn.cstatic.net/images/gridfs/51aceb44f92ea146520434a4/08328537_4.jpg)
Poprawki:
-Dachówka czerwona;
-Wokół budynku jest duży murowany płot z kolcami na szczycie;
-Drzewa zarośnięte liśćmi (w końcu jest lipiec);
-Brak krzewu między ścieżką a drzewem. Znajduje się tam miejsce parkingowe dla dwóch koni(jak to się nazywa fachowo?);
-Ścieżka zrobiona z kamieni o tym samym szarawym odcieniu;
Gdy strażnicy podeszli do drzwi, dowódca trzy razy zapukał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanęła osoba, której najmniej się spodziewałeś - krasnoludka.
(http://images.wikia.com/witcher/images/5/5d/Dwarf_woman.jpg)
Spojrzała na dowódcę i spytała się chrapliwym tonem, typowo krasnoludzkim:
-Czego tu?
-Miałem przyprowadzić tutaj więźnia. To pism...
-Nie zawracaj mi synku tutaj jakimiś pismami, wiem co to jest - rzekła, po czym wyrwała ruchem szybszym niż można by się spodziewać kartkę. Przeczytała szybko ją i spojrzała na Ciebie. Wiedziałeś, że to musi się źle skończyć.
-Ty do środka, a was już tutaj nie ma! - krzyknęła i odprowadziła wzrokiem strażników. Gdy jeden z nich przechodził obok Ciebie, powiedział cicho - Mogłeś zostać w ciupie. Pokorny jak baranek wszedłeś do środka po czym krasnoludka zamknęła za tobą drzwi. Nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, więc stanąłeś na środku przedpokoju.
(http://caelumetterra.files.wordpress.com/2013/01/hobbit-house-new-zealand2.jpg)
Poprawki:
-Ściany, drzwi oraz okna odpowiednie do wyglądu zewnętrznego;
-Posadzka wykonana z marmuru;
-Reszta umeblowania bez zmian, poza sporym stojakiem na wszelakiej maści broń, aktualnie częściowo wypełniona;
W tle domu słyszałeś inne głosy oraz śmiechy, lecz nie mogłeś określić do kogo należą one. Oglądając się po pomieszczeniu niezauważyłeś krasnoludki, która wyszła przed Ciebie, zlustrowała Cię w chwilę i powiedziała:
-Zaczniemy od twojego ubrania i wyglądu. Na to - wskazała kikut - nie podziałam, lecz na resztę postaram się. Chodź za mną.
Ruszyłeś za krasnoludką oglądając się na bogactwo domu. Przeszliście korytarzem
(http://www.mrwallpaper.com/wallpapers/hobbit-house.jpg)
do łaźni, w której było wystarczająco gorąco, by stracić oddech. Krasnoludka weszła od razu, lecz ty miałeś trochę problemów z przyzwyczajeniem się do gorącego powietrza. Po chwili gdy przyzwyczaiłeś się do panującego gorąca krasnoludka nie oglądając się w twoją stronę powiedziała:
- Rozbieraj się, do rosołu. Twoje ubranie zostaw gdzieś z boku, trzeba będzie je spalić by wszy nierozlazły mi się po całym domu. Gdy rozbierzesz się masz wejść do tej wielkiej wanny i porządnie wymyć się. Tam masz mydło i szczotę - wskazała Ci gdzie masz iść, po czym położyła ręcznik przy sadzawce i wyszła.
(http://i.imgur.com/tgI0p.jpg)
(Opisz całą swoją reakcję i wszystkie kwestie związane z walką, podróżą i pomieszczeniami).
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: od wieczora 23 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Roland "Nieobliczalny" oraz Garvaleth
Minął tydzień odkąd widzieliście się z ważnym. Opowiedzieliście trochę o sobie, powymienialiście się troszkę wspomnieniami ale nie tak, by stać się kumplami, tylko ot tak - jak więzień z więźniem, by rozmowa skróciła czas oczekiwania. Jedzenie było wydawane o dziwo punktualnie, lecz nic się nie poprawiło - stary chleb, woda i trochę smalcu to wszystko, co miasto miało wam do zaoferowania w tym "przybytku luksusu" jak zabawnie określają to miejsce recydywiści. Z braku laku zaczęliście snuć teorie spiskowe dlaczego to ważny już nie pojawił się w więzieniu. Z plotek jakie rozprowadzają inni więźniowie dowiedzieliście się, że Ważny rozmawiał nie tylko z wami, lecz również z innymi skazańcami. Lecz wierzyliście w to, że przyjdzie po was. Po kolejnej udanej "kolacji" zapadliście w sen(opiszcie co wam się śni).
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Od wieczora 25 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Sheldon "Baryłka" Yaricdo oraz Arnulfr Brokvar
Minęły cztery dni odkąd widzieliście się z ważnym. Opowiedzieliście trochę o sobie, powymienialiście się troszkę wspomnieniami ale nie tak, by stać się kumplami, tylko ot tak - jak więzień z więźniem, by rozmowa skróciła czas oczekiwania. Jedzenie było wydawane o dziwo punktualnie, lecz nic się nie poprawiło - stary chleb, woda i trochę smalcu to wszystko, co miasto miało wam do zaoferowania w tym "przybytku luksusu" jak zabawnie określają to miejsce recydywiści. Z braku laku zaczęliście snuć teorie spiskowe dlaczego to ważny już nie pojawił się w więzieniu. Z plotek jakie rozprowadzają inni więźniowie dowiedzieliście się, że Ważny rozmawiał nie tylko z wami, lecz również z innymi skazańcami. Lecz wierzyliście w to, że przyjdzie po was. Po kolejnej udanej "kolacji" zapadliście w sen(opiszcie co wam się śni).
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Poranek 27 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Pierwszy karcer w loszku oraz ponownie pokój przesłuchań.
Xander
Gdy usłyszałeś głos otwieranego zamku myślałeś, że przynieśli Ci jakiekolwiek jedzenie. Tymczasem przyszli znowu Ci dwaj strażnicy, którzy wcześniej Cię ogłuszyli. Wiedziałeś, że opór wobec nich jest daremnym pomysłem więc poddałeś się im. Strażnicy podeszli do Ciebie i podnieśli Cię. Wzięli Cię za ramiona i wyprowadzili z karceru. Zaprowadzili Cię do znanego tobie pomieszczenia, w którym czekał już Ważny. Gdy zobaczył Cię pokazał na znany taboret. Strażnicy posadzili Cię i wyszli z pomieszczenia. Zauważyłeś, że na stole znajduje się półmisek z kromkami chleba oraz trochę słoniny. Twój żołądek przywarł już do kręgosłupa, lecz wiedziałeś że musisz czekać na pozwolenie. Po chwili gdy nic nie robiłeś Ważny uśmiechnął się do Ciebie i pozwolił Ci przegryźć coś, bo stwierdził, że z trupa nic się nie dowie. Rzuciłeś się na jedzenie jak oszalały, lecz kajdany trochę Ci przeszkodziły. Wziąłeś do rąk tylko kawałek chleba. Powąchałeś go - świeży. Prawdopodobnie ledwo co z piekarni zabrany. Gdy przeżuwałeś kromkę chleba Ważny powiedział: -Trzeba było być takim zadziornym wczoraj? Wystarczyło wsadzić swoją dumę głęboko w zadek. Byś się nie zadławił podczas odpowiedzi, przełknij najpierw. Gdy to zrobisz, odpowiedz mi. Dlaczego zabiłeś tamtych wieśniaków? I co Ci do łba strzeliło, żeby sprzedawać mięso z ludzi innym ludziom?
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: od wieczora 27 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Drugi karcer w loszku.
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Usłyszałeś, że z innego karceru kogoś wyprowadzają. Być może była to osoba, którą usłyszałeś przez ścianę. Po pewnym czasie zacząłeś rozmyślać nad wszystkim, czego dokonałeś oraz co chciałbyś znów w życiu osiągnąć jeżeli zostaniesz uwolniony. Mając na myśli uwolniony myślisz o tym, jak uwolni Cię Ważny. Oczekując na niego na zmianę śpisz oraz jesz co podają Ci strażnicy - suchy chleb i wodę. Wiedząc, że długo tak nie pociągniesz wyczekujesz dnia, gdy wyjdziesz z tego pierdla. Minęły dwa dni, ważny do tej pory się nie pojawił u Ciebie. Zacząłeś wymyślać jakieś powody, dlaczego się jeszcze nie pojawił, lecz wiedziałeś że przyjdzie po Ciebie. Ważny tak powiedział i zaufałeś jemu słowom, mimo tego że jest znienawidzonym człowiekiem. Nocą 29 lipca zapadasz w sen (opisz jeszcze raz sen :D)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: 28 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Ulice miasta oraz front domu.
Aleksandra vel Truśka
Poszłaś razem ze strażnikami przez miasto. Ludzie przyglądali się tobie, lecz nie można było się im dziwić - cała byłaś brudna oraz śmierdziało od Ciebie jak z rynsztoku. Strażnicy nie przejmowali się twoim zapachem oraz zdziwieniem ludzi - Wywiadowi się nie odmawia. Po pewnym czasie podróżowania przez miasto dotarliście do celu podróży - potężnego domu, który wyglądał bogato.
(http://cdn.cstatic.net/images/gridfs/51aceb44f92ea146520434a4/08328537_4.jpg)
Poprawki:
-Dachówka czerwona;
-Wokół budynku jest duży murowany płot z kolcami na szczycie;
-Drzewa zarośnięte liśćmi (w końcu jest lipiec);
-Brak krzewu między ścieżką a drzewem. Znajduje się tam miejsce parkingowe dla dwóch koni(jak to się nazywa fachowo?);
-Ścieżka zrobiona z kamieni o tym samym szarawym odcieniu;
Gdy strażnicy podeszli do drzwi, dowódca trzy razy zapukał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanęła osoba, której najmniej się spodziewałeś - krasnoludka.
(http://images.wikia.com/witcher/images/5/5d/Dwarf_woman.jpg)
Spojrzała na dowódcę i spytała się chrapliwym tonem, typowo krasnoludzkim:
-Czego tu znowu?
-Miałem przyprowadzić tutaj ją. To pism...
-Nie zawracaj mi synku tutaj jakimiś pismami, wiem co to jest - rzekła, po czym wyrwała ruchem szybszym niż można by się spodziewać kartkę. Przeczytała szybko ją i spojrzała na Ciebie. Wiedziałaś, że to musi się źle skończyć.
-Ty do środka, a was już tutaj nie ma! - krzyknęła i odprowadziła wzrokiem strażników. Pokorna jak owieczka wlazłaś do środka po czym krasnoludka zamknęła za tobą drzwi. Nie wiedziałaś co ze sobą zrobić, więc stanęłaś na środku przedpokoju.
(http://caelumetterra.files.wordpress.com/2013/01/hobbit-house-new-zealand2.jpg)
Poprawki:
-Ściany, drzwi oraz okna odpowiednie do wyglądu zewnętrznego;
-Posadzka wykonana z marmuru;
-Reszta umeblowania bez zmian, poza sporym stojakiem na wszelakiej maści broń, aktualnie częściowo wypełniona;
W tle domu słyszałeś inne głosy oraz śmiechy, lecz nie mogłaś określić do kogo należą one. Oglądając się po pomieszczeniu nie zauważyłaś krasnoludki, która wyszła przed Ciebie, zlustrowała Cię w chwilę i powiedziała:
-Zaczniemy od twojego ubrania i wyglądu. Chodź za mną.
Ruszyłeś za krasnoludką oglądając się na bogactwo domu. Przeszliście korytarzem
(http://www.mrwallpaper.com/wallpapers/hobbit-house.jpg)
do łaźni, w której było wystarczająco gorąco, by stracić oddech. Krasnoludka weszła od razu, lecz ty miałaś trochę problemów z przyzwyczajeniem się do gorącego powietrza. Po chwili gdy przyzwyczaiłaś się do panującego gorąca krasnoludka nie oglądając się w twoją stronę powiedziała:
- Rozbieraj się, do rosołu. Twoje ubranie zostaw gdzieś z boku, trzeba będzie je spalić by wszy nierozlazły mi się po całym domu. Gdy rozbierzesz się masz wejść do tej wielkiej wanny i porządnie wymyć się. Tam masz mydło i szczotę - wskazała Ci gdzie masz iść, po czym położyła ręcznik przy sadzawce i wyszła.
(http://i.imgur.com/tgI0p.jpg)
(Opisz całą swoją reakcję i wszystkie kwestie związane z podróżą i pomieszczeniami).
Marcus Trethvey
Po wykończeniu strażnika przez ważnego mówię:
Dziękuję... cholera wie w jakim byłbym stanie gdyby nie twoja pomoc. A że ktoś może chcieć odwdzięczyć mi się za to co zrobiłem w karczmie, to byłem tego pewien, ale raczej po wyjściu z więzienia.
Gdy ważny rozpina mój kajdan, z ulgą rozcieram ręce i nogi, w których czuję dziwne mrowienie i zdrętwienie. Przez chwilę przechodzę się w kółko, chcąc przywrócić krążenie. Po chwili, zgodnie z poleceniem ważnego, wychodzę za strażnikiem. Przechodzę przez drzwi, i nagle... łapię się za oczy. Światłość jest porażająca. Zatrzymuję się na chwilę, i szybko mrugam oczami, aż w pełni odzyskam zdolność widzenia, a światło słoneczne nie będzie kuło mnie w oczy.
Na słowa strażnika reaguję jedynie nieprzychylnym spojrzeniem, ale nie ripostuję obelgi. Poirytowany, chowam kikut przed wzrokiem wszechobecnych gapiów. Denerwuje mnie ich wzrok.
'Cholera... patrzeć nie macie na co? Co ja, jakimś zjawiskiem jestem?' - myślę sobie, gwar miasta, do którego odzwyczaiłem się podczas pobytu w więzieniu, irytuje mnie. Równocześnie, lustruję okolicę i wyszukuję punkty dogodne do zasadzki, z których ktoś mógłby próbować na polecenie burmistrza napaść mnie. Nieswojo czuję się w tym mieście. Uczucie to potęguje dziwny, duży dom do którego podeszliśmy. W normalnych warunkach, dom wydawałby mi się naprawdę ładny. Jednakże, świadomość czyhającego na mnie, ukrytego gdzieś wroga, potęgował moje wszelkie podejrzenia. 'Ostatecznie jednak nie można wszędzie szukać morderców, wszak to niechybna droga do szaleństwa' - myślę sobie, wstępując na ganek wraz ze strażnikami.
Krasnoludka? Trzeba przyznać, że jestem zaskoczony... Nigdy wcześniej takowej nie widziałem... Ale jeśli tak wyglądają i inne krasnoludki, jedno jest pewne - krasnoludy się mylą, myśląc, że cały świat czyha na ich małżonki i córki - one są paskudne! Nie daję po sobie jednak poznać, co myślę o urodzie gospodyni, i, obawiając się, że ów strażnik, który mówił, że mogłem zostać w ciupie miał rację, wchodzę zgodnie z poleceniem do środka.
Pozwalam się zlustrować bez najmniejszego oporu, choć kolejne już tego dnia wspomnienie o mojej lewej dłoni, a raczej jej braku, strasznie mnie denerwuje. Szybko chowam przed jej wzrokiem kikut, po czym idę za nią. Zastanawiam się, któż to mógł śmiać się w tym domu. A więc nie jest to kryjówka. Nie jest to tylko kryjówka, poprawiam się. Ktoś tutaj również mieszka... Ciekawie się zapowiada. Miałem prowadzić bandę wariatów i rębajłów, jak ta spod wzgórza soddeńskiego, a prowadzą mnie na spotkanie z krasnoludką do bogatego domu... W międzyczasie rozglądam się. Wnętrze budynku, jak można było się domyśleć już na zewnątrz jest bogate, a korytarze rozświetlone, są zdecydowanym przeciwieństwem więziennych przejść. Bogactwo mnie nie onieśmiela, wszak i ja na wojnie zarobiłem niemałą sumkę... Jedyne co mnie dziwi, to te drzwi. Nigdy nie widziałem okrągłych drzwi, pewnie łatwiej takowe otwierać krasnoludom, które są niższe od ludzi.
Gorące powietrze zaskakuje mnie. Dawno nie brałem gorącej kąpieli, a w dodatku tutaj chyba kąpią się we wrzątku, powietrze jest tak gorące...
Po chwili wrażenie gorąca zmniejsza się. Nadal jest wyczuwalne, ale mogę już normalnie oddychać. Posłusznie rozbieram się. Gdy tylko krasnoludka wychodzi, biorę mydło i szczotę, i zapalczywie czyszczę swoje ciało. Chcę się jak najszybciej pozbyć brudu wyniesionego z więzienia. Woda jest zaskakująco przyjemna, byłem pewien, że po wejściu będę musiał wyskoczyć i krzyknąć z bólu wywołanego oparzeniem, tymczasem woda jest ledwie ciepła. Po umyciu trochę ociągam się, leżenie jest naprawdę przyjemne. Wreszcie, wycieram się i zastanawiam, co mam zrobić. Wszak kazała mi zostawić stare ubranie. Postanawiam zaczekać. Jeśli w ciągu godziny nie przyjdzie, opasam się ręcznikiem i spróbuję ją odnaleźć.
Czas: Od popołudnia 21 lipca do świtu 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Kwatera oddziału Ważnego.
Marcus Trethvey
Gdy przepasałeś się ręcznikiem zauważyłeś, że drzwi otwierają się a w nich staje krasnoludzica z nowym ubraniem dla Ciebie oraz sporym worem na ramieniu. Ubranie było złożone w kostkę. Podeszła nie przejmując się twoim widokiem do ławy i położyła je.
(http://static-2.nexusmods.com/15/mods/110/images/51813-3-1394083807.jpg)
Poprawki:
-brak czepca;
-rękawiczki czarne;
Twoje stare ubranie wzięła i skierowała się do drzwi wyjściowych z łaźni. Przy drzwiach obróciła się w twoją stronę i powiedziała:
-Buty znajdują się za drzwiami. Są to czarne skórzane buty, zapewne ich nie przeoczysz. Gdy ogarniesz już się przyjdź do kuchni. Jak wyjdziesz z łazienki skieruj się w lewo korytarzem i w przedpokoju skręć w lewo. Zapewne usłyszysz jakieś głosy, tam będę czekać na Ciebie - po czym wyszła z łaźni. Po wytarciu się podszedłeś do ławy i zacząłeś ubierać się. Spodnie były trochę za duże, lecz przebolałeś to zapinając mocniej pas. Gdy wyszedłeś z łaźni rozejrzałeś się za butami. Stały one naprzeciwko drzwi oparte o ławkę.
(http://hydra-media.cursecdn.com/skyrim.gamepedia.com/thumb/c/c3/Boots6.png/200px-Boots6.png?version=d0345a8ecf487e7505d9947200c85e93)
Usiadłeś na ławie i przymierzyłeś buty. O dziwo były dobre i przyglądając im się przez chwilę gdy je zakładałeś zauważyłeś, że buty są nowe, nieużywane. Gdy byłeś już gotowy ruszyłeś drogą, którą opisała Ci krasnoludzica. Po krótkim spacerze doszedłeś do kuchni, która była widocznie centrum życia domowników, ponieważ usłyszałeś rozmowy i co chwilę wybuchające śmiechy.
(http://static-1.nexusmods.com/15/mods/110/images/40478-3-1376769179.jpg)
Przeróbki:
- W prawym rogu zamiast baru znajduje się to ->(http://i.imgur.com/tQZGUmW.png)
- W lewym rogu kuchni (nie widzimy go na zdjęciu) znajduje się kredens z talerzami, pucharkami itp.
- Stół lekko odsunięty od ściany z oknem. Krzeseł w sumie jest osiem, z czego jedno odróżnia się od innych tym, że ma oparcie wyższe.(znajduje się ono pod oknem)(W sumie wygląda
Gdy wszedłeś do kuchni zauważyłeś, że przy stole siedzi trzech mężczyzn i jedna kobieta. Siedzą oni naprzeciwko siebie(zajęte dwa dalsze krzesła po lewej stronie stołu oraz dwa dalsze po prawej. Wolne są dwa pojedyncze w rogach stołu oraz dwa naprzeciwko siebie). Zauważyłeś, że jeden z nich opowiada jakąś historyjkę a reszta wręcz umiera ze śmiechu. Usłyszałeś:
- No i jestem w sypialni van Hojrena, tego winiarza, wbity po jaja w żonę gospodarza. Ona wrzeszczy: "Bierz mnie, na bogów! Bierz! Jestem twoją ladacznicą, twoją małą k*rewką!". No, więc co robię? - opowiadacz odpowiedział sam sobie na to pytanie, wykonując sprośny gest pięścią . - Młotkuję ją, jakby świat miał się jutro skończyć. Jestem dwa ruchy od szczęścia, kiedy słyszę za sobą jęki. Zgadnijcie, kto stoi w drzwiach?
- Kto? - spytała kobieta, wycierając chustką twarz z łez.
- van Hojren. Ze spodniami opuszczonymi trzyma pałkę i wlepia uśmiechnięta ślepia w mój nagi tyłek, jak człowiek pustyni w studnię oazy.
Wszyscy w moment roześmiali się ponownie. Po chwili jeden z nich pokręcił głową i rzekł:
- A próbowałem Cię nauczyć, że każda rozkosz ma swoją cenę.
- Cenę? Cenę można targować, zbić - zaprotestował opowiadacz - Nie z nim. Mimo swej miękkości ten człowiek ma wyłącznie jeden cel na oku...
- Marcusie! Nie przy gościu! - powiedziała krasnoludka gdy zobaczyła Ciebie że stoisz w drzwiach z ciekawą miną na twarzy. Krasnoludka pokazała Ci wolny stołek przy opowiadaczu i powiedziała, wręcz wydała rozkaz byś usiadł tam. Gdy usiadłeś nalała Ci do talerza przysmak krasnoludów - zalewajkę - oraz położyła obok talerza dwie bułki.
- Częstuj się tym czym nasza skromna chata bogata - powiedziała - Szef pojawi się najwcześniej pod wieczór, także masz sporo czasu by napełnić żołądek. A Ci tutaj to są zaufani ludzie Szefa. Kobieta to Diana - Diana kiwnęła Ci głową - obok niej siedzi Dherko - spojrzał na Ciebie i uśmiechnął się - Erharda już usłyszałeś i być może poznałeś - przedstawiony wyszczerzył zęby w twoją stronę i podrapał się po karku - Ten najbardziej milczący to Matthias - również kiwnął Ci głową - Ja nazywam się Ruthila i jestem gospodynią tego domu. Szef Ci się jeszcze nie przedstawił? Widocznie miał powód i ja za niego tego nie uczynię. W liście który dostarczył mi razem z tobą strażnik wyraźnie jest napisane, że po zapoznaniu oddziału masz iść na górę i czekać na szefa. Tak jak wcześniej wspomniałam, pojawi się pewnie gdzieś pod wieczór, lecz być może również wcześniej. Bogowie tylko wiedzą gdzie on się szlaja - rzekła, po czym splunęła za siebie do wazonu i poszła dalej gotować.
Diana
(http://artfiles.alphacoders.com/236/23662.jpg)
Dherko
(http://digital-art-gallery.com/oid/19/600x1106_4967_Warrior_3d_character_warrior_fantasy_picture_image_digital_art.jpg)
Erhard
(http://artfiles.alphacoders.com/416/41611.jpg)
Matthias
(http://oi60.tinypic.com/2jbw58i.jpg)
- Gdy skończysz jeść pokażę Ci gdzie będziesz mógł odpocząć pracując - powiedział Matthias, po czym skierował swoje następne słowa do reszty towarzyszy: - Wy chyba macie coś do roboty? Wiecie, że jeżeli szef wpadnie a nie zrobicie tego co wam rozkazał to będzie źle - po tych słowach Diana, Erhard i Dherko wstali od stołu i skierowali się do wyjścia. Po chwili usłyszałeś jak drzwi się otwierają i zamykają. Po pewnym czasie gdy najadłeś się do syta wstałeś razem z Matthiasem i poszedłeś za nim. Po krótkim spacerze weszliście schodami na piętro. Stanęliście w rozwidleniu i Matthias powiedział : - Pokoje w prawym korytarzu należą do nas. Ty będziesz spał w pokoju, który znajduje się w lewym korytarzu. Tam właśnie pójdziemy - po czym ruszyliście do lokum. Gdy weszliście do środka, ujrzałeś taki widok.
(https://adantur.files.wordpress.com/2013/01/delphine-could-learn-a-lot-from-this-place.jpg)
- Przyznaję, może to nie jest szczyt marzeń - powiedział - ale na podłodze nikt nie ma zamiaru spać. Lecz przyjdziesz dopiero tutaj później, teraz idziemy dalej - po czym Matthias zamknął drzwi od twojego pokoju i poszliście w głąb korytarza. Po chwili weszliście do dużego pomieszczenia.
(http://static-2.nexusmods.com/15/mods/110/images/12280-2-1331058273.jpg)
Poprawki:
- Zamiast obrazu znajduje się tam duża mapa Redanii;
- Stół okrągły przesunięty na środek pomieszczenia, znajdują się na nim sporo rozrzuconych kartek papieru. Wokół stołu proste drewniane krzesła z oparciami;
- Brak przejścia między regałami. Zamian za to kolejna biblioteczka z książkami;
- Jak już pewnie domyśliłeś się z rozmowy z Szefem, nie jesteśmy zwykłą grupą. Więcej sam Ci powie. Lecz rozkazał mi, byś zapoznał się z tymi dokumentami - Matthias podszedł do jednej z biblioteczek i wyciągnął gruby plik dokumentów, po czym położył go na stole. - To czym się będziesz zajmował pomoże nam w robocie, lecz nie myśl, że będzie to łatwe. Zostawiam Cię teraz samego, będę na dole - po czym Matthias wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Zostałeś sam z dokumentami nie wiedząc co dokładnie twój nowy pracodawca oczekuje od Ciebie. Wiesz, że wypełnianie jego rozkazów może oczyścić twoje imię z wszelkich zarzutów, więc wziąłeś się do roboty. Podszedłeś do stołu, usiadłeś na jednym z wolnych krzeseł i rozpocząłeś przeglądanie dokumentów*. Okazało się, że wśród nich znajdują się papiery dotyczące śledztw w różnym stopniu zaawansowania przeciwko poszczególnym osobnikom. Zbiegiem okoliczności wszyscy siedzieliście w jednym więzieniu. Przypadek? To tylko bogowie mogli zweryfikować. Przez kolejne dni zajmowałeś się tym, co Ci rzekł Matthias - spałeś, jadłeś, ogarniałeś się i czytałeś cały czas te dokumenty, które otrzymałeś. Przez ten czas dobrze zapoznałeś się z resztą domowników. Wszystkich tylko martwił fakt, że ważny przez te dni ani razu się nie pojawił w domu. Lecz wszyscy wiedzieli, że nie ma sensu go szukać - jeżeli nie mógł się pojawić, to miał naprawdę dużo roboty. 28 lipca poznałeś kolejną osobę, która również zjawiła się niespodziewanie jak ty - kobietę(lub nawet babsko) o imieniu Aleksandra. Ona również była umieszczona w dokumentach, które przekazał Ci Matthias. Przez te dwa dni próbowałeś się z nią zapoznać, lecz miała ona dosyć trudny charakter. 30 lipca br. miałeś zamiar robić to co zawsze odkąd pojawił się w tym domu. Chciałeś znów przejrzeć dokumenty, by zapoznać się z nimi profesjonalnie - tak jak pewnie by oczekiwał od Ciebie Ważny lub Szef jak go tutaj nazywają. Gdy obudziłeś się po śnie, gdzie śniły Ci się jakieś bzdety zobaczyłeś, że ktoś stoi w drzwiach. Po chwili spostrzegłeś, że to Ważny. Uśmiechnął się gdy zobaczył Ciebie lekko zmieszanego i powiedział : - Widzę, że przez ten czas jaki tutaj byłeś nie nudziłeś się. Zapoznałeś się z dokumentami, jak mniemam dosyć dobrze. Poznałeś moją grupę i chyba spodobała Ci się ona, lecz nie nią będziesz dowodził, to zapewne wiesz. Zbieraj się - rozkazał Ważny - Twój wielki dzień przed tobą. Przy okazji przyniosłem Ci broń i pancerz, na wszelki wypadek - powiedział, po czym wskazał Ci oparty prosty miecz jednoręczny w pochwie oraz tarczę z dziwnym mocowaniem i kolczugę z kapturem oraz do tego rękawice oraz ciemny płaszcz na to wszystko - Miecz jest dobrze wyważony, został zamówiony u znajomego kowala. Z tarczą był pewien problem przez brak twojej dłoni, lecz zręcznie sobie poradził. Mocowanie jest na pasy, także jak będziesz ją brał w uszkodzoną rękę masz możliwość jej "zapięcia". Nie wiem czy to się sprawdzi, mam nadzieję, że tak. Czekam na Ciebie na dole, Truśka też już czeka - po czym Ważny wyszedł i usłyszałeś jak schodził po schodach. Wstałeś z łóżka i zacząłeś się ogarniać.
Opisz jak reagowałeś na pobyt tutaj. Możesz się rozwinąć lub opisać po krótce cały pobyt lub każdy dzień osobno - jak wolisz. Również opisz swoją reakcję na Aleksandrę.
* Na chwilę obecną są to dane z tematu o Kartach Postaci. Wszystkie ważniejsze informacje poza wyglądem osobistym i umiejętnościami. Imię, ksywa, wiek i za co trafił do pudła.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Świt 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Wasze tymczasowe miejsce "zameldowania" czyt. loszek oraz hol loszku.
Roland oraz Garvaleth, Sheldon oraz Arnulfr, Domenic, Xander.
Skoro świt zostaliście brutalnie obudzeni w swoich celach. Do każdego z was podeszło dwóch strażników miejskich w pełnym uzbrojeniu. Kopniakami, szturchańcami oraz popychaniem wyciągnęli was z cel i ustawili w kolumnie. Wtedy wszyscy spotykacie się pierwszy raz. Po chwili jeden ze strażników poprzypinał was do siebie, co mocno ograniczyło wasze ruchy. Pierwszy w kolumnie jest Sheldon, za nim stoi Garvaleth, po nim w kolejności Roland, Arnulfr, Domenic i Xander. Gdy kolumna została uformowana ruszyliście przed siebie za dwoma rosłymi strażnikami. Czterech kolejnych szło za wami. Po małych trudnościach na schodach doszliście do do holu. Do upragnionej wolności dzieliły was tylko duże drewniane drzwi prowadzące na zewnątrz Loszku. Niestety, nie mogliście uciec z racji tego że jesteście przypięci. Gdy prowadzący strażnik zatrzymał waszą kolumnę w loszku wyszedł na zewnątrz. W holu zostaliście wy, pięciu strażników miejskich oraz dwóch znanych wam strażników więziennych. Nie wiedzieliście co was czeka. Lecz zatliła się w was iskierka nadziei, że być może to Ważny upomniał się o was.
(opiszcie waszą reakcję na to co się wydarzyło oraz wasze przemyślenia co was czeka)
Wyjaśnienie co się działo z Xanderem po jego odpowiedzi na zadane pytanie przez Ważnego:
Ważny stwierdził, że się nadasz do tej roboty i powiedział, byś odpoczął jakoś. Przydasz mu się do roboty. Po rozmowie strażnicy znowu wsadzili Cię do karceru, lecz przynieśli również jedzenie. Przez te dwa dni głównie spałeś, ponieważ nie mogłeś określić pory dnia lub nocy przez otaczającą Cię ciemność.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas:od popołudnia 28 lipca do świtu 30 lipca 1269 r.
Miejsce: Tretogor. Kwatera oddziału Ważnego.
Aleksandra vel Truśka
Gdy odpoczywałaś w łaźni do środka weszła krasnoludka i położyła ci cicho ubranie na ławie, po czym zabrała twoje stare. Gdy miała już wychodzić powiedziała - gdy odpoczniesz już ubierz się i przyjdź do kuchni. Buty będziesz mieć przed łaźnią. Gdy wyjdziesz stąd, skieruj się w lewo korytarzem do przedpokoju i skręć w lewo. Kolejnym korytarzem dojdziesz do kuchni - na pewno trafisz - po czym zamknęła drzwi za sobą. Gdy wstałaś z wanny wytarłaś się porządnie i podeszłaś do ławy. Zobaczyłaś ubranie przyniesione Ci przez krasnoludkę.
(http://www.purecostumes.com/mm5/graphics/00000001/RG86220_full_1.jpg)
Przeróbki:
- Zamiast białego koloru jest brązowy w odcieniu kamizelki;
- Brak czapki;
- Buty tego samego typu co ma Marcus;
Gdy ubrałaś się skierowałaś się w stronę kuchni. Chwilę Ci to zajęło, lecz w końcu trafiłaś. Gdy weszłaś do środka poczułaś to co każda gospodyni lubi - wszelakiego rodzaju zapachy bijące z garnka, zawartości talerzy, wypieku i przypraw. Gdy tak stałaś zauważyłaś, że ktoś siedzi przy stole. Był to Marcus. Być może przedstawił się tobie i wywiązała się jakaś rozmowa. Po chwili podeszła do Ciebie krasnoludka i powiedziała - Poznaliście się już? To dobrze, szkoda czasu na ceregiele. Siadaj i jedz babo! Musisz być pełna sił, jeżeli Szef przysłał Cię tutaj - powiedziała krasnoludka i pokazała Ci wolne krzesło. Gdy upewniłaś się, że nie zarwie się pod twoim ciężarem (przepraszam Huth, nie mogłem się opanować :D) rozsiadłaś się i czekałaś na jedzenie. Po chwili krasnoludka nalała Ci potrawki z cebuli oraz z innych warzyw i podała Ci pieczywo. Usiadła przy was i powiedziała:
- Nazywam się Ruthila i jak domyśliłaś się, jestem tutaj gospodynią. Robię to co każda gospodyni - zajmuję się tym domem, dopóki szlag mnie nie trafi z tymi tutaj ludźmi - spojrzała na Marcusa i uśmiechnęła się do niego, po czym ciągnęła - jestem cholernie ciekawa czym przekonałaś Szefa, by Cię tutaj przysłał. Lecz to dobrze, póki jesteś tutaj pomożesz mi w kuchni oraz zająć się tym całym rozgardiaszem - powiedziała, po czym wstała od stołu i poszła na zaplecze. Gdy zjadłaś wiedziałaś, że możesz tutaj się przydać. Przez dwa dni pomagałaś Ruthili w kuchni, opiekowałaś się domem i mogłaś poczuć się prawie jak gospodyni. W międzyczasie poznałaś trochę lepiej innych domowników tego domu - Dianę, Dherko, Ekharda i Matthiasa. Miałaś lekki problem z zapamiętaniem ich dziwnych imion, lecz w końcu udało Ci się. Wieczorem 29 lipca położyłaś się spać tam gdzie zawsze - w pokoju Ruthily. Miała dwa łóżka więc podzieliła się z tobą. Spałaś praktycznie jak zabita, nie wiedziałaś, że pielenie grządek może być aż tak męczące, a przecież wychowałaś się w dołach smolnych! Przed świtem 30 lipca br. tak jak wczoraj obudziłaś się. Gdy ogarnęłaś się trochę i sprzątnęłaś pościel po sobie poszłaś do kuchni. Tam usłyszałaś już rozmowę, jaka wywiązała się między krasnoludką a kimś, kogo już kojarzyłaś. Gdy weszłaś do kuchni zobaczyłaś Ważnego. Ten gdy Cię zauważył uśmiechnął się do Ciebie i powiedział: - Mam nadzieję, że Ruthila aż tak bardzo Cię nie wymęczyła - i szturchnął lekko krasnoludkę. Ta sobie w kaszę dmuchać nie pozwala i uderzyła go szmatką po zadku - Zbieraj się Truśko. Dziś twój wielki dzień. Nie tylko twój, lecz będziesz mieć swój udział w tym przedsięwzięciu. Oczekuj na mnie w przedpokoju, idę jeszcze po Marcusa - powiedział Ważny, po czym poszedł w stronę schodów.
(Opisz swoją reakcję na to co się wydarzyło oraz jak możesz opisz dni, które spędziłaś w tym domu. Nie musi być szczegółowo, lecz może.)
Marcus Trethvey
Założyłem szaty i buty, po czym obejrzałem się. Ha, nie jest źle. Choć przydałaby się kieszeń, do której mógłbym schować lewą rękę. Po chwili wahania, drugą rękawiczkę schowałem za pas, uznając, że ostatecznie trzeba się pogodzić z faktem, a nie udawać przed samym sobą, że ciągle mam lewą dłoń. Rzuciłem ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w tafli wody w wannie, ciągle zastanawiając się, ile ważny musi mieć pieniędzy, skoro wykosztował się na nowe buty, po czym ruszyłem do kuchni.
***
Pomimo wskazówek, plątanina korytarzy sprawiała mi problemy. Gdyby nie śmiechy, to bym się tu chyba zgubił. No, wreszcie kuchnia. Już po pierwszych słowach orientuję się, o co chodzi. I ja miałem dziwne przygody jako wojak, choć, trza przyznać, takich jak ten mężczyzna, to nie. Gdy krasnoludka poleca mi usiąść, czynię to, i patrzę wygłodniały na jedzenie, zdając sobie nagle sprawę, że od dawna... czyli od ostaniego posiłku w więzieniu, nie miałem nic w ustach. Mdli mnie z głodu, ale przedstawiam się grupce i staram się zapamiętać ich imiona. Wreszcie rzucam się na jedzenie.
Już kilka chwil później ruszam za mężczyzną... zaraz... jak on miał... Matthias? Cholera wie, nieważne. Muszę skupić się na drodze, bo inaczej nie uda mi się tu z powrotem trafić. Wreszcie docieramy do pokoju. No, mały, ale przytulny.
-Nie jest zły, zresztą coś mi mówi że nie tu będę spędzał większość czasu, mam rację? - odpowiadam Matthiasowi.
***
Po wyjściu Matthiasa rozglądam się uważniej po pokoju. Podchodzę do mapy, i przyglądam się. Moje podejrzenia potwierdziły się, kraj na mapie to Redania. Na głos mówię sam do siebie:
-Ha, ciekawym, czy przyjdzie mi jeszcze obaczyć Temerię... chociażby na mapie!
Idę dalej. Regały i biblioteczki. Gdybym uczęszczał do jakiejś przyświątynnej szkółki, zapewne zainteresowałyby mnie zgromadzone tu dzieła, czymkolwiek były, ale nigdy nie ciągnęło mnie wcześniej do książek. Ostatecznie, podchodzę do stołu. Patrzę z niechęcią na gruby plik dokumentów. Znów mówię sam do siebie:
-Ehh... mam nadzieję, że nie będą mnie z tej lektury odpytywać... - po czym jednocześnie ze zniechęceniem, jak i ze świadomością, że od tego zależeć może życie moje... lub moich ludzi, siadam do dokumentów. Już po chwili orientuję się, że owe dokumenty to akta moich przyszłych ludzi...
***
Środek nocy z 21 na 22 lipca 1269
Cholera... jest środek nocy - stwierdzam, budząc się. Leżę na jakichś dokumentach, przyglądam im się uważniej. Ach, tak. Xander, zwany Rzeźnikiem... z zawodu rzeźnik. Kanibal. Naprawdę, Ważny...? Gorszych nie było? Cóż, trzeba będzie uważać podczas wspólnych postojów na niego. I podczas walki też... nie wydaje mi się na zaznajomionego z rzemiosłem wojennym, jeszcze któregoś z nas przez przypadek zrani...
Wlokę się powoli, jakimś cudem trafiając do właściwego pokoju. Nie rozbierając się, padam na łóżko z nadzieją, że reszta ludzi ma większe doświadczenie bojowe...
***
Popołudnie 28 lipca 1269
Brzuch boli mnie z głodu, ale jeszcze nie czas zejść na posiłek. Zostało mi już tylko kilka stron ostatniej osoby na dzisiaj. Roland, określany mianem "Nieobliczalnego". Coś takiego... zupełnie jak ja, gdym był młody, jeno on urodził się w tym samym roku co ja. Ha, doprawdy, i ja kiedyś jeno interesowałem się walką, pieniędzmi, dupczeniem i piciem. Wreszcie jakiś towarzysz godny mojej starej kompanii najemników...!
-Ha, to były czasy! - mówię po raz kolejny w ciągu tych dni sam do siebie, po czym, zamykając jego akta, schodzę do kuchni poznaną już na pamięć drogą.
***
Rozsiadam się wygodnie w kuchni, po czym spożywam zalewajkę...
Ostatecznie nie jest zła - myślę sobie, starając się, by gospodyni nie zorientowała się o czym myślę, i nie poczuła się urażona -
choć jak jem ją dzień w dzień, to, cholera... mam już tego dość.Przemagam się i dalej spożywam. Nagle słyszę ciężkie kroki z tyłu. Obracam się, a to, co widzę, przywołuje u mnie dwie myśli. Pierwsza to było stwierdzenie sprzed tygodnia, że krasnoludzkie kobiety są paskudne.
Jak widać, ludzki też mogą takie być... - szybko odganiam tą myśl i skupiam się na drugiej, ważniejszej, tyczącej się dokumentu, jaki wczoraj przeglądałem.
Aleksandra "Truśka" z Czornych... W tym wypadku nie mogę się mylić. Wstaję, po czym podchodzę do niej, podaję wyprostowaną prawicę w rękawicy, nie chcąc tracić czasu na kłopotliwe zsuwanie jej kikutem, po czym przedstawiam się:
-
Witaj, "Truśko". Jam jest Marcus Trethvey z Moën, herbu Dwie Wrony, rycerz wielkiego króla Foltesta Temerskiego.(http://up.oblivionlost.pl/images/33418661229115937706.png)
***
Późna noc z 29 na 30 lipca 1269
Ech... Która to godzina? Nie ważne... już tylko jedna strona... Przekrwionymi, zmęczonymi oczami analizuję ostatnią stronę aktów ostatniej osoby... Elf? Tutaj? Coś takiego... - dopiero dociera do mnie, kim jest osoba, której dokument się tyczy. Kilka chwil gapię się bezmyślnie w dokument, po czym jakimś cudem docieram do pokoju. Tym razem zdejmuję ubranie, a raczej staram się to zrobić, po czym rzucam się na łóżko.
***
Powoli wybudzam się ze snu. Nagle moje ciało dostaje gwałtowny impuls - dostrzegam kogoś na tle drzwi! Już przez chwilę byłem pewien, że burmistrz odkrył, gdzie się ukrywam, gdy zorientowałem się w swoim błędzie. W drzwiach stał ważny i miał ekwipunek. I to nie byle jaki. Natychmiast ubrałem się, założyłem również kolczą zbroję. Miecz w pochwie przypasałem, zaś tarczę, po chwili wahania założyłem na plecy, i zakryłem ją, jaki i kolczugę, płaszczem. Mam dziwne wrażenie, że podczas misji lepiej nie obnosić się z bronią i pancerzem na wierzchu. Ruszyłem pewnym krokiem za Ważnym, ciekaw, co się teraz wydarzy.