Forum Tawerny Four Ways

Rozmowy Różne => Sesje RPG => Archiwum Sesji RPG => Wątek zaczęty przez: Claudie w Października 03, 2014, 20:41:38

Tytuł: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 03, 2014, 20:41:38
Czas: Poranek 21 lipca roku 1269
Miejsce: Tretogor, siedziba Redańskiego Wywiadu znajdującego się niedaleko Pałacu Królewskiego. Pokój szefa RW - Vascoigne'a.
Opis pokoju: Na prawej ścianie wisi ogromna mapa polityczna aktualnie zmieniona po pokoju Cintryjskim. Na lewej ścianie widać portrety byłych szefów wywiadu, poza obrazem Dijsktry, który został oszpecony czarnym barwnikiem. Na przeciwko drzwi widać regały oraz wszelkiego rodzaju książki, manuskrypty lub inne zwoje i pergaminy. W tylnej części pokoju znajduje się ogromne biurko, przy którym siedzi Vascoigne. Przed biurkiem znajdują się dwa fotele ustawione do biurka w lekkim skosie. Wszystko to znajduje się na drewnianej podłodze, na której również jest ogromny dywan sięgający od okna do końca foteli.
Akcja:
-Do pokoju Starego nie wchodzi się tak po prostu - pomyślał Osbert Nohomme - tym bardziej jeżeli dostajesz tego typu wezwanie. Może chodzi o ostatnią akcję, jaką przeprowadziłem w celu rozbicia Nilfgaardzkiej siatki szpiegowskiej?  - rozmyślał Osbert przed drzwiami Vascoigne'a. Raz kozie śmierć - powiedział cicho agent, po czym zapukał do drzwi. Zza drzwi usłyszał gruby głos szefa Wywiadu:
- Wejść! -
po czym Osbert otworzył drzwi. Wszedł do pokoju samego Vascoigne'a! Będę miał o czym wspominać wnukom - pomyślał Agent gdy wchodził do pokoju. Gdy wszedł zamknął za sobą drzwi i powiedział :
- Agent Osbert Noho...
- Wiem wiem, siadajcie - wpadł mu w słowo Stary, po czym znowu zamilkł. Osbert szybko zajął swoje miejsce i w milczeniu czekał na jakikolwiek znak Vascoigne'a, który objaśniłby czemu wzywa sam Szef. Czas dłużył się niemiłosiernie, mimo że minęło raptem parę chwil. Osbert co chwilę rozglądał się po pokoju szukając czegokolwiek co odpowie mu na stawiane przez niego w głowie pytania. Po chwili usłyszał cichutkie potakiwanie Szefa i Osbert skupił całą swoją uwagę na nim. Vascoigne'a w końcu wstał i podszedł do jednego z regałów. Po chwili szukania wyciągnął jeden z wielu pergaminów, po czym znów podszedł do biurka, usiadł na solidnym fotelu i zapytał:
- Co wiecie o Duchu?
- To co wszyscy, szefie. Człowiek, mężczyzna. Wiek około lat czterdziestu, były agent specjalny naszego Wywiadu, weteran z pod Brenny. Służył w naszym hufcu przy sztabie. Po zakończeniu bitwy ukradł ważnego rodzaju dokumenty państwowe, po czym się zaszył. Szukamy go my, szukają go również wywiady Temerii, Kaedwen i Nilfgaardu. Z tym ostatnim prawdopodobnie współpracował już od jakiegoś czasu. Ostatni raz widziany w okolicach Mariboru, tuż pod nosem Temerczyków. Możliwe, że współpracuje ze Scoia'tael, dosyć sporo ich zostało w Temerii po wojnie pomimo utworzonego "wolnego" państwa elfów.
- Coś jeszcze? - spytał Szef.
- Miał kiedyś rodzinę, tutaj w Tretogorze, lecz wszyscy umarli. Dom został zajęty przez jakąś bandę, a jego panna się puściła. - odrzekł Osbert.
- Rozumiem - powiedział Vascoigne, po czym znowu zamilkł. Po chwili rzekł:
- W tamtej okolicy nie mamy nikogo, kto mógłby prowadzić śledztwo w sprawie Ducha. Wy, agencie Osbert, wyruszycie na południe w celu złapania go.
- Rozumiem, szefie. Jakie mam fundusze i kogo mogę nająć? - spytał Osbert.
- Spore, Osbercie. Duch jest naszą sprawą priorytetową, dlatego wysyłam tam Was. Zostawiam wam wolną rękę kogo najmiecie. - rzekł Szef, po czym odsunął szufladę przy biurku, wyciągnął spory plik dokumentów i podał go Osbertowi. Ten od razu schował go do podręcznej sakwy w celu późniejszego sprawdzenia ich.
- Tutaj masz dane wszystkich, kto mógłby Ci się przydać podczas tej Operacji. Również w tych dokumentach jest rozkaz pozwalający wziąć broń zalegającą w składzie Straży Miejskiej, którą zarekwirowaliśmy z wszelakiego rodzajów akcji, naszych bądź SM. Możecie odejść. Powodzenia agencie Nohomme - powiedział na pożegnanie Vascoigne. Gdy Osbert wstał i skierował się do drzwi, Szef powiedział jakby do siebie lekko podniesionym głosem, by Nohomme go usłyszał:
- Lochy Strażników Miejskich są przepełnione, może czas przyspieszyć niektóre śledztwa?
Nohomme nic nie odpowiedział, tylko obrócił się w stronę Szefa, uśmiechnął się do niego, po czym wyszedł z pokoju. Gdy tylko opuścił pokój Szefa od razu skierował się do wyjścia z Kwatery Głównej. Osbert Nohomme wiedział co ma zrobić - iść do siedziby Strażników i przepytać potencjalnych uczestników tej operacji.

-------------------------------------------------------------------------
Jak już domyślacie się, Agent Osbert Nohomme będzie prowadzony przeze mnie. Z każdym z was spotkam się w loszku, lecz to dopiero po wysłaniu przez Was kart waszych postaci. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić, bo czeka was cholernie ciężkie zadanie :D

Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 04, 2014, 19:18:16
Czas:Okolice południa 21 lipca roku 1269
Miejsce:Tretogor, siedziba Strażników Miejskich w Dolnym Mieście. Kwatera dowódcy Straży.
Opis pomieszczenia:Pokój o dziwo biednie wyposażony, aczkolwiek wszystko co potrzebne jest. Na lewej ścianie mapa miasta i okolic z zaznaczonymi patrolami pieszymi lub konnymi. Z prawej strony mapa małe biurko należące do zastępcy dowódcy. Na biurku jakieś papierzyska i knoty z wypalonych świec. Na prawej ścianie osobista zbrojownia oraz rozklekotana biblioteczka, w której półki uginają się od papieru i zwojów. Na środku pokoju biurko, które już miało lata świetności za sobą. Brak jednej nóżki został zastąpiony stertą książek. Na biurku dowódcy podobnie jak u zastępcy świeczniki z wypalonymi świecami, jakieś papiery oraz resztki niespożytego jedzenia. Przy biurku leży ogromne czarne psisko, można by rzec potwór(gdzie są wiedźmini jak są potrzebni, się pytam?), dowódca zresztą widać nie lepszy od swojego psa(gdy to piszę jawnie oddał "strzała" z nosa na podłogę).
Akcja:
- Więc co sprowadza agenta wywiadu do naszej skromnej siedziby? - spytał dowódca przy czym krzywo spojrzał na Nohomma.
- Sprawy służbowe i być może mały przesiew więźniów - odpowiedział agent
- A jakież to sprawy służbowe może mieć agent, i do tego jeszcze związany z więźniami?
- A to już nie pańska, sprawa - po czym Osbert podsunął prawie pod nos pergamin
- Co to mi tutaj dajecie? - spytał dowódca
- Tam wszystko jest napisane - odparł Osbert
- G*wno to wszystko jest wa... - po czym dowódca spojrzał na pieczęć, zbladł na twarzy(przysięgam, był bielszy niż barwa pergaminu), po czym najbardziej jak tylko mógł uśmiechnął się i rzekł - Czym mogę pomóc?
- Po pierwsze - Nohomme odgiął pierwszy palec -  trzeba przygotować odpowiednią celę, wystarczającą, by pomieścić stół, krzesło bądź ławę i taboret. Po drugie - to samo, tylko kolejny - w celi mają się znaleźć również świecznik z wystarczającą ilością świec oraz pergaminy i atrament do zapisywania. Po trzecie - to co wyżej -  proszę wyznaczyć czterech strażników, najlepiej najsilniejszych, którzy wystarczająco by zniszczyli poczucie bezpieczeństwa przesłuchiwanych.
- Coś jeszcze? - zapytał dowódca
- Po czwarte - ciągnął Osbert i odgiął kolejny palec - ma pan wysłać gońca do "Tańczącego Gryfa" w celu przyniesienia tutaj potrawy dnia i paru butelek wina i piwa - po czym agent położył sakiewkę z pieniędzmi, jakie miał jeszcze przy sobie z ostatniej akcji i mówił dalej - jest tutaj odpowiednia ilość miedziaków i srebra by zapłacić za wszystko. Jak długo zajmie wam przygotowanie?
- Cóż - dowódca podrapał się po karku i wyraźnie było widać wysiłek mózgowy - do pierwszej godziny po południu powinniśmy się wyrobić.
- Dobrze, do dzieła - rzekł agent, po czym wstał i podszedł do mapy. Widać że rozmowa została zakończona, więc dowódca ruszył i rozpoczął wydawać(wręcz wrzeszczeć) rozkazy każdemu ze swoich ludzi.


Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 05, 2014, 14:33:15
Czas:Pierwsza godzina po południu 21 lipca roku 1269 oraz kolejne dni(Z każdym z was spotykam się w każdym kolejnym dniu. Rozmowa trwa jeden dzień do wieczora, także mamy sporo czasu na rozmowy)
Miejsce:Tretogor, siedziba Strażników Miejskich w Dolnym Mieście. Loszek, pojedyncza cela.
Opis pomieszczenia:Typowy pokój przesłuchań. Ściany odrapane, wszędzie panuje grzyb i brud, gdzieniegdzie widać ślady krwi, wyraźnie ktoś próbował ją zmyć. W pomieszczeniu znajduje się stół, przy którym z jednej strony jest ława, a z drugiej taboret. Na stole znajduje się mały półmisek z chlebem i drugi półmisek z kawałkami jeleniny. Wino, które miało zostać przyniesione dziwnym trafem zniknęło(ach ci kurierzy), a zamiast butelek piwa kurier przyniósł małą beczułkę w połowie osuszoną (cholerne sknerusy) oraz mały kufel.
Akcja:

WSZYSCY lecz OSOBNO
Do twojej celi weszło dwóch strażników,
(click to show/hide)
którzy mieli więcej mięśni niż rozumu. Bez żadnego uzasadnienia jeden z was od razu złapał, a drugi dał po głowie drewnianą lagą. Bez szans na jakikolwiek unik lub obronę straciłeś/łaś przytomność i upadłeś/łaś na podłogę jak worek kartofli. Strażnicy po rozprawieniu się z tobą chwycili Cię za ramiona i zaczęli prowadzić Cię po podłodze w nieznanym celu. Miałeś/łaś przebłyski świadomości, widząc że idziecie wgłąb korytarza, lecz wkrótce znowu straciłeś/łaś przytomność. Słyszysz jakby z daleka kogoś, kto ochrzania strażników i każe jednemu z nich przynieść wiadro z wodą. Drugi tymczasem stoi z tobą cały czas ochrzaniany, po czym ten ważny ktoś każe strażnikowi posadzić Ciebie na taborecie. Po chwili przybiega strażnik z wiadrem, pytając się co teraz. Budzisz się bardzo gwałtownie obrywając zimną wodą, która uderzyła jak setki igiełek. Być może któreś z was krzyknęło, być może któreś z was zwymiotowało na bok. Otępiałym wzrokiem spoglądasz gdzie się znajdujesz i zobaczyłeś/łaś dwóch strażników więziennych którzy stoją na baczność przed kimś ważnym.
(click to show/hide)
Ważny powiedział:
(click to show/hide)
Marcus Trethvey
- Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Strażnicy skuli Ci nogi i rękę, dosyć mocno. Niestety, brak drugiej ręki trochę pokrzyżował im plany, i po prostu ścisnęli jedną kajdankę bardzo mocno. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Marcus Trethvey i pochodzisz z hrabstwa Moën. Nie będę przedstawiał twoją historię, bo to byłaby strata czasu. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego zaatakowałeś syna burmistrza i co byś był w stanie zaoferować, by wydostać się z g*wna, w jakie się wpakowałeś.
Xander ,,Rzeźnik''
- Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Klawisze uważając na to, byś ich nie ugryzł skuli Ci nogi i ręce, dosyć mocno można by rzec. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Xander, ksywa "Rzeźnik" pochodząca od twojego zawodu oraz bestialskich czynów. Pochodzisz z jakiejś dziury zabitej dechami. Nie będę opowiadał twojej historii, bo to bez sensu. Bardziej interesuje mnie to, co popchnęło Cię do takiego bestialstwa oraz co byś był w stanie zaoferować, by wydostać się z tego g*wna, w jakie się wpakowałeś.
Aleksandra z Czornych
- Skuć ją tak, by nie mogła ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy ją skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Starając się nie patrzeć na twoją twarz, skuli Ci ręce i nogi. Jeden dyskretnie polizał Cię po twarzy, lecz drugi to zauważył i dał pierwszemu strzała w tył głowy. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł jednocześnie kręcąc głową nad tępotą strażników. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Masz na imię Aleksandra zwana "Truśką". Pochodzisz z Kaedwen, z jakiejś wioski smolarzy. Nie będę dalej przedstawiał twojej historii, bo to jest bezsensowne. Interesuje mnie to, komu miałaś dostarczyć broń, którą wykradłaś z posterunku. Oraz co możesz zaoferować, by wydostać się z tego szamba, w które się wpakowałaś. Oferta cielesna odpada, od razu mówię.
Sheldon "Baryłka" Yaricdo
- Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Strażnicy mieli chwilę kłopotów z powodu grubości twoich rąk i nóg, więc skuli Cię prawie na styk. Gdy tylko wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział:- Nazywasz się Sheldon Yaricdo, pseudonim "Baryłka" z powodu wyglądu. Pochodzisz z Wyzimy, lecz przybyłeś tutaj i tutaj narozrabiałeś. Nię będę kontynuował twojej historii, bo ch*ja jest to warte. Wiem, że dorabiasz jako czeladnik u któregoś z kowali, więc z wprawy nie wypadłeś. Interesuje mnie to, dlaczego wpadłeś w furię i prawie pobiłeś szczeniaka jakiegoś szlachciura na śmierć. No i również to, co możesz zaoferować, by wydostać się z tego pierdla.
Roland "Nieobliczalny"
- Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny - Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Ci ręce i nogi, wyszli; ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział:- Na imię Ci Roland zwany "Nieobliczalnym" z powodu tego, że nie wiadomo co Ci może strzelić do łba. Ród nieznany, chociaż jesteś Redańczykiem. Lecz nie interesuje mnie twoja historia. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego nie pomogłeś damie w potrzebie tylko ją zgwałciłeś oraz to, co możesz zaoferwać by wydostać się z tego więzienia.
Garvaleth
- Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny - Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Cię i wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Garvaleth, pochodzisz z Wyzimy, syn tamtego strażnika i służki w lokalnej tawernie. Reszta mnie nie interesuje, ponieważ jest ona nie warta wspomnienia. Wyjaśnij mi, dlaczego zacząłeś mordować bogom-ducha-winnych redańczyków. Oraz co możesz zaoferować, by wyjść z tej dziury.
Arnulfr Brokvar
- Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Cię i wyszli, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział: - Nazywasz się Arnulfr Brokvar i jesteś złodziejem oraz mordercą. Pochodzisz z wysp Skellige, gdzie pewnie takich pełno. Nieważne, historia to historia i nie ma co nad nią siedzieć. Interesuje mnie bardziej, dlaczego taki "uważny" człowiek jak ty dźgnął w brzuch jednego z bywalców w tamtej karczmie. Oraz co zaoferowałbyś, by wyjść na "wolność".
Domenic Neil "Duce" Agvassi
- Skuć go tak, by nie mógł ruszyć się z miejsca - rzekł ważny -  Gdy go skujecie, macie wyjść i stanąć na przeciwko drzwi. Będziecie mi później potrzebni. Gdy skuli Ci ręce i nogi oraz wyszli z pomieszczenia, ważny poszedł do stołu i usiadł. Chwilę pogmerał w torbie, po czym wyciągnął plik dokumentów. Otworzył zwój i powiedział:- Nazywasz się Domenic Neil Agvassi pseudonim "Duce". Jesteś elfem, więc równie dobrze można by Cię wsadzić od razu do więzienia jako "politycznego". Jak większość osób twierdzi, każdy elf to oszust, i w twoim przypadku można by stwierdzić że to prawda. Lecz nie interesuje mnie to. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego zacząłeś oszukiwać wszelakiego rodzaju rozumne istoty oraz co byłbyś w stanie zaoferować, by wyjść z tego kicia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 05, 2014, 15:07:39
Marcus Trethvey
Chwilę trwa proces myślenia otępiałego umysłu, w końcu, po dość długiej chwili i analizie sytuacji, zaczynam niefrasobliwie, jak to zwykle, gdy jestem po części zaskoczony, po części przestraszony:
-Witam, nieznajomy, pozwól, że będę zwracał się do ciebie per "ty", bo nie znam godności - mówię, po czym próbuję rozluźnić kajdan, uciskający ręce. Po chwili zaczynam mówić:
-Wstąpiłem do karczmy "Pod Starym Niedźwiedziem" w celu spożycia posiłku i napicia się dobrego trunku, mówiono mi, że w owej karczmie są jedne z przedniejszych win w całym Tretogorze. Zacząłem pić, wino nie było złe, choć spodziewałem się czegoś lepszego. I nagle wchodzi jakiś gówniarz, patrzy się na wszystkich, jakby co najmniej jakimś diukiem był. Zwrócił swój wzrok na mnie, widzi herb rodowy wpisany w godło temerskie i podchodzi. Myślę sobie: "Oho, będzie się działo." - napinam mięśnie, po czym próbuję usadowić się wygodniej na tyle, na ile to możliwe i kontynuuję moją opowieść - Szczeniak spytał się mnie czego szukają tu temerskie psy, popijające redańskie wino. Zawsze szybki byłem do bitki, więc wstałem, odepchnąłem gówniarza, i zagroziłem mu, że złoję mu rzyć. On mi odpowiedział, że jego ojciec jest kupcem w radzie miasta... czy jakoś tak, pamięć mi nie służy, tamtego wieczora trochę za dużo wypiłem... W każdym razie, oćwiczyłem mu plecy batem, jaki miałem u pasa, i puściłem wolno - robię kolejną przerwę w mojej historii, po chwili kontunuuję:
-Co mogę zrobić... Jeśli masz tam moje papiery, to wiesz do czego się nadaję... Dobre umiejętności walki mieczem i jazdy konnej, umiejętność dowodzenia grupą i przetrwania w trudnych warunkach, doświadczenie zarówno w walkach ulicznych, jak i w regularnych bitwach... Ale wiesz, ja nie jestem już tak dobry jak kiedyś, gdy byłem najemnikiem. Nilfgaardczycy pozbawili mnie lewej dłoni - tu wyraźnie pokazuję kikut, unosząc go do góry - i ciężko ranili w oko. Po chwili przerwy dodaję, wskazując na kufel i beczułkę - Mogę się napić? W gębie mi od gadania zaschło.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 05, 2014, 15:35:53
Roland "Nieobliczalny"
Uważnie się przyglądam nieznajomemu i uśmiecham się lekko mówiąc - mości panie... kimkolwiek jesteś...to czy będąc zalanym jak bydlę myślałbyś tak jak zwykle? Ciężko mi dać w to wiarę hehe, można rzec, żem nie ja czynu tego dokonał tylko eeee piwo. Tak, sam bym tego nigdy nie zrobił, przysięgam na wszystkie cnoty rycerskie!

Oczywiście w tą swoją przysięgę sam nie wierzę po czym usiłuję przedstawić swe niewątpliwe zalety, dzięki którym "będę przydatny".
Jak zapewne wiesz, mimo mej niezbyt dobrej opinii jestem człowiekiem biegłym w walce. Być może...przydałby ci się znakomity jeździec i nie gorszy fechmistrz? Brałem udział w wielu starciach i potyczkach a także karczemnych bójkach...jeśli chodzi o wszelakie naparzanie się, możesz na mnie liczyć. Pewnie też myślisz że jestem zwykłą gnidą, jednak przyznam że wstyd mi za ostatni incydent i choć wina stoi głównie po stronie piwa to z okazji rekompensaty zawsze skorzystam.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 05, 2014, 16:01:00
Garvaleth
-Pytasz mnie dlaczego zabiłem tych sukinsynów? W normalnych okolicznościach nie powiedziałbym tobie ani słowa, bo skąd mam wiedzieć że każdy Redańczyk nie jest takim psubratem jak tamci? - Mówiąc to z wyraźnym lekceważącym tonem patrzył się na swego rozmówcę spode łba.- Ale tobie na to pytanie odpowiem, ale nie z szacunku dla ciebie, lecz po prostu nie mam nic do stracenia. A tak przy okazji, nie obrazisz się jak wezmę trochę chleba. Co prawda redańskie jedzenie jest parszywe, ale lepsze niż żadne.- Mówiąc to, bezczelnie sięgnął skrępowanymi kajdanami dłońmi kawałek chleba, pogryzł, przełknął i kontynuował- Dla mnie nie ważne jakiej narodowości jest człowiek. No właśnie, ale czy to byli ludzie? Nikt tego pytania sobie nie zadał. Anatomicznie się od człowieka nie różnili, ale to co robili... po prostu wydali na siebie wyrok i mieli pecha że trafili na mnie. Fakt, zabili mojego ojca, ale założę się że skrzywdzili jeszcze wielu niewinnych ludzi. Takie zepsucie w człowieku jest niedopuszczalne.  Dlatego zdechli. Bo byli po prostu źli. Nie dlatego, że byli Redańczykami czy zabili mi ojca, chociaż to, szczerze przyznam, było ważnym pretekstem. Dla mnie nie jest ważne czy ktoś jest elfem, krasnoludem czy człowiekiem. Nie ważna też jest narodowość. Jeżeli ktoś jest zły i krzywdzi innych zasługuje po prostu na śmierć, a ja jestem nikim innym jak samozwańczym katem.- mówił to z wyraźnym przekonaniem i poważnym tonem głosu lekko marszcząc brwi. Kontynuował już z lekkim rozluźnieniem-  Co mogę zaoferować żeby wydostać się z tego bagna? Chyba zdajesz sobie pan sprawę, że rozmawiasz człowiekiem, który w pojedynkę, starym dwurakiem zabił 14 ludzi, którzy byli w jakiś sposób wyszkoleni? Siedzisz przed człowiekiem, który naciskał na różne osoby w taki sposób, że w końcu po dwóch latach dorwał tych sk******i. Oto moje atuty. Jestem bezlitosnym i wyszkolonym wojownikiem. Zabiję wszystko co krwawi. Jeżeli jesteś ciekaw moich słabości, bo te pewnie też byś chciał wiedzieć to cóż...- mówiąc to spojrzał wymownie na leżący przed nim już nadgryziony chleb i mięso- Lubię jeść. Nie z tego żeby się nażreć jak świnia ale wywodzę się z biedoty, przez co właściwie nigdy w życiu się nie najadłem, dlatego jak mam okazję, to jem.- po tym jak to powiedział z obrzydzeniem spojrzał się na kufel i rzekł- Nie napiłem się tylko dlatego, że to alkohol. Nigdy go za wiele nie piłem, bo otępia on umysł, który zawsze powinien być sprawny, przez co po kilku łykach mi szumi, a po kilku głębszych leże po stołem.- Garvaleth wziął oddech i poważnym tonem rzekł: Możecie mnie skazać na śmierć, ale wierz mi, lepszego wojownika ode mnie pewnie długo nie spotkasz i zabijanie mnie za oczyszczenie społeczeństwa z tego ścierwa jakim były tamte psy było by po prostu marnotrawstwem.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 05, 2014, 16:31:42
Sheldon "Baryłka" Yaricdo
Będąc wciąż pod wpływem magicznego działania drewnianej pałki ledwo trzymam pion, o ile tak to mogę nazwać.
Ja..... nie wiem.... jak ja tu trafiłem? - Staram się skleić jakieś zdanie.
Jestem... kowalem??..... Dlaczego mnie pobiłeś? - Zaczynam lekko się przechylać by w ostatniej chwili odzyskać równowagę gwałtownie opierając łokcie o stół z taką siłą, że kawałki dziczyzny aż lekko podskoczyły.
Próbuję przezwyciężyć ból i zebrać myśli.
Chędożone sukinsyny... - pluję obok stołu - ...ten knypek napadł na mnie w karczmie... - Łapię się za głowę, by przypomnieć sobie resztę - Podszedł nawalony jak Redański strażnik na wsi i zaczyna mamrotać jaki to jest kurwa wielki...
Jeśli kajdany mi pozwalają, to sięgam po jadło i między kolejnymi kęsami dodaję:
Na początku myślę chyba spał w kadzi z gorzałą więc nie podnoszę wzroku, a ten jak nie wy***ie mi mego kapuśniaka w powietrze aż mnie zalał całego. Do teraz nie odeprałem tego ku**a jego mać. Coś tam zaczął dalej gadać o mojej matce i jak mu z młota w ciemię nie wyjadę, chłopak się odbił jak dzwoneczek <hehehe>. Należało mu się, sukinkot jeden.
Poprawiam się na siedzisku, po czym przykładam zimne kajdany do miejsca gdzie odczuwam ból.
Mogę zrobić wszystko, by sprawiedliwie tego kurwidołka dopaść i mu skórę złoić, po staremu sierpem przez ryj.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 05, 2014, 16:54:46
Xander
Spoglądam łakomie na strawę i mówię:
- Na głodnego to nawet pies nie szczeka, więc zanim wyjawię ci swe motywy wolałabym coś zjeść, bo tu w tym przybytku żarcie gównem trąci.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 05, 2014, 17:56:01
Arnulfr Brokvar

- Eh... uważny człowiek być może ale nie po pijaku - rzekłem jakby zawstydzony i po chwili kontynuuję. - Sprawa jest tak prosta, że aż żałosna. Po udanym napadzie byłem z siebie tak dumny, że musiałem się schlać no bo "mi się należy". Powinienem był uciekać z tego miasta od razu po zdobyciu tamtego pierścienia... - Każdego dnia w tym przeklętym więzieniu sobie to wypominałem. Nigdy jeszcze nie piłem po robocie ale nie, musiałem sobie wynagrodzić swój trud! Gdyby tylko tamto piwo nie smakowało jak szczyny to nie czułbym się taki upokorzony. Niestety smakowało.
- Jeśli zaś chodzi o powód by mnie wypuścić. Być może mój ojciec mógłby wam zapłacić. O ile nie zdążył zbankrutować, a nawet jeśli wciąż mu się powodzi to pewnie powie, że mnie nie zna. Można powiedzieć, że to u nas rodzinne - rzekłem  lekko się krzywiąc wspominając swą przeszłość. Po krótkiej chwili mówię dalej: - Mogę jednak zaoferować swoje umiejętności jeśli jest Pan zainteresowany. Oprócz tego, że jestem człowiekiem w miarę wyuczonym to jest, umiem chociażby czytać i pisać to potrafię także otwierać zamki i śmiem rzecz, iż jestem całkiem dobrym aktorem. Co prawda zwykle pracuję sam, lecz potrafię także działać razem z grupą. Oprócz tego znam język Skellige jeśli kiedykolwiek by się to Panu przydało. - To jest moja jedyna szansa by się stąd wydostać, więc nie ważne jak bezużyteczna by się wydawała umiejętność, muszę ją wymienić. A nuż mój rozmówca uzna, że akurat będę mu potrzebny?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 05, 2014, 18:38:45
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Rozglądam się po pomieszczeniu, omijając wzrokiem siedzącego naprzeciw przesłuchującego. Nic szczególnego. Obskurne pomieszczenie, cuchnące pleśnią i zgnielizną. Na środku stół, na nim jakieś żarcie, ale co ważniejsze - beczuszka, czując po zapachu, to chyba piwo. Ale w tym odorze niczego nie mogę być pewien. Stara zasada mówi, by zawsze wybadać swojego rozmówcę. Zacznijmy zatem
- Cholera... jak ja nie lubię, gdy ktoś wie o mnie więcej, niż ja o nim.
Nie, to nie ma sensu. On i tak nie odpowie. Jak ja nienawidzę takich sytuacji
- Skoro nic nie powiesz, to może rozwiążesz mi ręce i dasz się napić? Nie? Wielka szkoda, od Belletynu nie piłem prawdziwego piwa, nie licząc paru łyków przed hmmmm... zatrzymaniem.
- Wiele słyszałem o waszym wywiadzie. Obiło się też o uszy wasze rekrutowanie szpiegów wśród więźniów. Jeśli po to przybyłeś, to nie licz że pomogę Ci, czy też Wam z elfami. Wychowałem się wśród ludzi, a odkąd zaokrąglono mi uszy nawet nie wpuszczą mnie do siebie. Spoglądam na ważnego, i czekam na reakcję.
Mija minuta;
dwie.
- Jak grochem o ścianę. Zazwyczaj przesłuchujący są aktywniejsi. Jak widać pomyliłem się. Może nie jesteś szpiegiem. Może to tylko rutynowe przesłuchanie? Może jesteś tylko przydupasem tego grubego nadzorcy, i sprawdzasz do czego się nadajemy? W sumie... to odpowiedź mnie nie obchodzi Mrużę oczy, i uśmiecham się czarująco
- Ile możecie mi udowodnić? Trzy, ewentualnie cztery lata w tym "gównie" jak to raczyłeś się wyrazić. Mi to nie przeszkadza. Moi krasnoludzcy przyjaciele obracają pieniędzmi z mojego konta, więc trzosik nie szczupnie. Posiłki, owszem, marne ale bywało gorzej. Mam tu wiele czasu, miłych kamratów w celi, szkoda tylko że dopiero po laniu jakie dostali. Mogę sobie ćwiczyć, rozwijać się. Myślę "Żebym tylko nie przesadził. Gotowy mi jeszcze pobyt przedłużyć"
- Czas na Twoją ofertę. Powiedz czego potrzebujesz, a ja powiem co mogę zrobić Wraz ze skończeniem tego zdania zniknął słodki uśmiech, a pojawiło się drwiące spojrzenie i pogardliwy grymas twarzy
- A tak na marginesie... To wolę określenie "maestro naginania faktów i otoczenia" niż "oszust". Słowo "oszust" w zbyt dużym stopniu kojarzy mi się z waszymi monarchami
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 06, 2014, 16:20:59
- Masz na imię Aleksandra zwana "Truśką". Pochodzisz z Kaedwen, z jakiejś wioski smolarzy. Nie będę dalej przedstawiał twojej historii, bo to jest bezsensowne. Interesuje mnie to, komu miałaś dostarczyć broń, którą wykradłaś z posterunku. Oraz co możesz zaoferować, by wydostać się z tego szamba, w które się wpakowałaś. Oferta cielesna odpada, od razu mówię.

Aleksandra vel Truśka
Uczucie bycia kimś mniej znaczącym niż kałuża na podgrodziu ustąpiło zaraz po dotyku szorstkiego języka na policzku, który na chwilę zmroził jej zmysły i uruchomił inne mechanizmy obronne. Od teraz podświadomie Trusia zrobi co tylko może, byle nie trafić w tamte ohydne łapy. Powoli klaruje się w jej głowie treść przed chwilą usłyszanych słów.
- Wszystko wiesz... Panie... ja nie jestem nikim ważnym.. ja tylko chciałam szybciej dorobić się niż jako kuchara, służba czy w gospodarstwie. - Sama zdziwiła się, że udało się jej sklecić coś sensownego. - Byłam już blisko Rinde, tego zniszczonego miasta*, co to każdy nad rzeką o nim godoł... Przydybało mnie dwóch strażników, że niby myto i coby się ponabijać ze mnie, świnie jedne, ale takie mordy mieli, że się zrazu poznałam, że coś jest nie tak - śpiewała nerwowo jak z nut, nie miała nic do stracenia. - Pokazałam im babską rację, kopłam w jaja pierwszego i już się patelnią na drugiego zamachłam, a ten zaczął coś mamlać o dogadaniu. Jo się do polityki nie mieszam, mało pytałam, im to tyż pasowało, coś tam o rozbrojenie straży chodziło, na dalsze akcje, a mi obiecali tyle, co przez całe życie wypalając wyngiel nie uzbieram. Powiedzieli, że Rinde to w połowie dalej ruina, burdel i że pójdzie łatwo. Miałam wparować do strażnicy, udawać pijane szpetne babsko, no, odwrócić uwagę, znaczy, a oni mieli wparować. Nu, wparowali, ino że nie daliśmy se rady, jeden podł, myśmy brali co popadnie i nad rzekę w te no, umówione miejsce, ale takie larum było, że nas dogonili... Głupie to było, ale drogi panie, ja to dla pieniędzy tylko, lepszego żywota, ja nic do Redanii ni mom, to była taka tylko, no... najemno robota, tak jak się bierze do sianokosów! - Już się nieco pobudziła mówieniem, powoli wracał rezon. - Jo różne rzeczy robiłach, od małego smołę i lepsza od chopów w tym byłam, pan widzi, żem silna i odważnam, ino wyglądom tak, co się śmiejom ze mnie, skaranie boskie... Panie, byle nie gnić tutej, co pan chce, jo to zrobię, mogę teraz dla pana temerską strażnicę okraść, eeeeee... znaczy się, a rzekło się... Pan masz tu jeleninę, zrazu się wywiedziałam, jo bardzo dobrze gotuję, mogę panu gotować do końca życia, byle stąd wyleźć! - Zakończyła błagania, ze złością, że musi tak się poniżać, czeka na dalszy ciąg przesłuchania.

//*http://wiedzmin.wikia.com/wiki/Rinde
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 06, 2014, 23:28:24
Marcus Trethvey
- Lecz umiejętności pozostają z tobą - rzekł ważny - Mięśnie zawsze pamiętają ruchy. Nie ważne czy straciłeś lewą bądź prawą dłoń. Prawdziwy wojownik potrafi przeboleć stratę jednej ręki i walczyć drugą, jeżeli byłaby taka sytuacja. Interesuje mnie to, czy byłbyś w stanie pokierować dosyć specyficzną grupą, która w każdej chwili może Cię zdradzić i poderżnąć Ci gardło. Możesz również posiedzieć dalej w więzieniu, lecz z dobrego źródła wiem, że burmistrz wynajął którychś strażników, by połamali Ci wszystkie kości. Nie wiem którzy, a jestem przekonany, że dużą stratą dla Ciebie byłoby czuć się jak warzywo, o ile byś przeżył. Zastanów się zanim odpowiesz mi na tamto pytanie. Swędzi? - spytał się ważny wskazując kikut.
Roland "Nieobliczalny"
- Widzisz, byłbym w stanie Cię zrozumieć, gdybyś czasem zastanowił się dwa razy nad tym, co masz zamiar robić - rzekł ważny, po czym podsunął w twoją stronę półmisek z jagnięciną - Wiem, że jesteś biegły w walce, to zawsze się przydaje. Lecz być może świat nawet o tobie nie usłyszy. Być może nawet twój kraj o tobie nie usłyszy, bo będziesz kolejnym więźniem straconym na szafocie. A tego byśmy raczej nie chcieli - powiedział ważny, po czym kontynuował - widzisz, jestem w stanie zaoferować Ci wolność pod pewnymi warunkami. Ważne jest to, że podążając ze mną możesz zginąć. A za gwałt na tamtej pannie czeka Cię rozrywanie końmi. Chociaż sam nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co kat przyszykuje dla Ciebie. Więc jak? Zanim podejmiesz decyzję zastanów się.
Garvaleth
- Widzisz, jedyne czego bardziej nienawidzę od swoich wrogów jest chamstwo - mówiąc to ważny podszedł do Ciebie. W jednej chwili uderzył Cię wytrącając Ci chleb który zabrałeś, po czym od razu uderzył drugi raz w okolice skroni. Bez szans na unik zamroczyło Cię i przewróciłeś się do tyłu. Gdy strażnicy usłyszeli łoskot otworzyli drzwi przygotowani do reakcji. Gdy spojrzeli na Ciebie, uśmiechnęli się tylko i spytali się, czy mogą dołączyć do "przesłuchania". Ważny skarcił ich wzrokiem, więc tamci zamilkli przerażeni, że powiedzieli coś nie tak. Ważny podszedł do swojego miejsca i rozkazał strażnikom by podnieśli Cię i z powrotem usadowili na taborecie. Gdy zrobili to dosyć brutalnie, ważny rozkazał im, by zamknęli drzwi za sobą gdy będą wychodzić i dalej oczekiwali jakby coś się działo. Gdy strażnicy wyszli, ważny powiedział - Następnym razem schowaj swoje ego w tyłek tak głęboko, by nie myśleć o tym, by je stamtąd wyciągnąć. Mówisz o sobie, że jesteś wyszkolonym wojownikiem, a dla mnie jesteś po prostu zwykłym tępym mordercą bez krzty stylu i manier. Następnym razem zastanów się dwa razy, za nim coś zrobisz i odpowiesz. To jak się teraz zachowasz będzie ważne dla Ciebie. Bo za to, co zrobiłeś wcześniej kata masz gwarantowanego. A znam tego kata, on lubi pastwić się nad ofiarą. Rzekłbym, że wolałbyś szybką śmierć zamiast tego, co on planuje Ci zrobić.
Sheldon "Baryłka" Yaricdo
- Wreszcie dobrze usłyszeć krasnoludzkie przekleństwa - powiedział ważny, po czym zaśmiał się. Po chwili powiedział - A to, czy będziesz w stanie zemścić się na nim to inna sprawa. Widzisz, dla kata to nieważne czy będzie wieszał człowieka czy parszywego nieludzia. On po prostu weźmie się do roboty. A spotkanie z katem to sprawa pewna - rzekł ważny, po czym nalał piwa do kubka i podał go krasnoludowi - nie takie jak w Makahamie, ale ujdzie w tłoku. Kontynuując - powiedział ważny, po czym wziął kawałek jeleniny i zaczął go przeżuwać - mam dla Ciebie ofertę nie do odrzucenia. Oferuję Ci wolność krasnoludzie. Ale jest pewien szkopuł - idąc ze mną możesz nie doczekać się swojej zemsty. Możesz zginąć, lecz zostanie tutaj to śmierć pewna. Więc jak?
Xander
- Nie wiem, kto Ci takie bajki powiedział, lecz pies jak mu pan każe to będzie szczekał nawet na głodnego - uśmiechnął się ważny, po czym podszedł do drzwi - A to, że żarcie tutaj podobne do g*wna, to nic nowego. Po co utrzymywać więźniów, którzy i tak prędzej czy później umrą? - powiedział ważny, po czym otworzył drzwi i wezwał strażników. Gdy weszli, ważny powiedział - zabrać go i wrzucić do karceru, być może gdy dzień posiedzi sam w ciemności to zmięknie - gdy ważny przestał, strażnicy wzięli Cię pod ramiona i brutalnie postawili na nogi. Bez szans na cokolwiek zostałeś zawleczony przez korytarz tam, gdzie żaden z więźniów nie chciał trafić - do karceru. Gdy strażnicy podeszli do drzwi, jeden z nich uderzył Cię w głowę, na tyle mocno że straciłeś znów przytomność. Gdy straciłeś ją, jeden z nich otworzył drzwi i wrzucili Cię do karceru nie ściągając Ci kajdan. Przez mgłę usłyszałeś ich rechot, po czym z trzaskiem zamknęli drzwi. Po pewnym czasie, którego nie potrafisz określić budzisz się zamroczony.
Arnulfr Brokvar
- Znając umiejętności pisania i czytania widać, że odebrałeś dobrą szkołę, mimo twojego pociągu do złota i chomikowania różnych nieswoich rzeczy - powiedział ważny, po czym wziął kawałek chleba i zaczął go rzuć. Po chwili rzekł - Śmiem twierdzić, że twój ojciec nie zapłaci za Ciebie złamanego miedziaka. Wyrzekł się Ciebie w testamencie, którego kopię mam w torbie - powiedział ważny, po czym chwilę poszukał w dokumentach i pokazał go Arnulfrowi - jest tutaj jego podpis i pieczęć, więc można stwierdzić, że zostałeś sam sobie. Umiejętność walki również jest ważna, być może byłbyś w stanie nawet zaatakować mnie teraz, ale to na dobre by Ci nie wyszło - rzekł ważny, po czym schował dokument - A otwierać zamki byle złodziej potrafi. Bardziej mnie interesuje, czy potrafisz otworzyć zamek tak, by jego właściciel się nie spostrzegł. Widzisz, mam pewne możliwości i być może uda Ci się zachować skórę i głowę w całości. Musiałeś ładnie tamtą panią rozłościć, bo wg. jej zeznań chce Cię obedrzeć ze skóry, otoczyć w smole i podpalić. Rzekłbym, że wtedy puściła by z dymem talent. Jest tylko jedno ale - rzekł ważny, po czym uśmiechnął się mrocznie - możesz umrzeć jeżeli pójdziesz ze mną. Tutaj śmierć masz jak w banku, a ze mną tylko możliwość. Więc jak?
Domenic Neil "Duce" Agvassi
- Cóż, pomimo tego, że straciłeś uszy nie straciłeś elfiej butności. To może zakończyć tylko stryczek albo kat - rzekł ważny - a to, że nie piłeś porządnego piwa niewiele Ci pomaga, to też jakieś siki. Mówisz, że czekasz na moją ofertę, a przewiduję, że zgodzisz się na wszystko, byle tyle wyjść z mamra. Być może nawet uda Ci się wyjść razem z głową, bo dla kata nie ważne, czy człowiek czy elf lub krasnolud - każdy wisi tak samo - powiedział ważny, po czym wyciągnął kolejny dokument - z tego dokumentu wynika, że Domenic Neil "Duce" Agvassi stracił cały majątek materialny jak i niematerialny i wszystko zostało przekazane na rzecz skarbca. Piękne prawda? Oraz podpisy wszystkich ważniejszych przedstawicieli bankowych. Więc jakby to powiedzieć,  jesteś spłukany - powiedział ważny, po czym schował dokument do torby - Na twoim miejscu mniej mieliłbym jęzorem i zastanowiłbym się, dlaczego ktoś taki jak ja idzie do więzienia i postanawia "pomóc" zwykłemu bandycie, do tego możliwe praktycznie niepotrzebnego ze względu na swój wygląd.
Aleksandra vel Truśka
- Widzisz Truśko, tego się po tobie spodziewałem - powiedział ważny, po czym nalał do kubka odrobinę piwa i podał przesłuchiwanej - Rozumiem, że chciałaś wyrwać się ze swojej wioski, bo praktycznie nikt by o tobie nie słyszał. A tak siedzisz teraz przede mną i oczekujesz być może na proces lub na stryczek. Kradzież broni należącej do wojska jest sporym przestępstwem - kontynuował - Ale może tak to się nie skończyć. Każdy więzień, czy to polityczny, czy to pospolity marzy by stąd wyjść w stanie mniej lub bardziej nienaruszonym. Osobiście nie współczuję więźniom, bo jedyne ich przewinienie to takie, że dali się złapać. Widzisz, każdy w tym mieście jest zależny od kogoś, być może nawet sam król. Mam pewne pismo, które być może uwolni Cię z oskarżeń, jakie zostały wysunięte przeciwko tobie. Jedyne co musisz zrobić, to zgodzić się na pewien pomysł. Lecz jest jedno ale. Możesz zginąć, jeżeli pójdziesz ze mną. Aczkolwiek zostanie w więzieniu też raczej nie jest dobrym pomysłem, jeżeli by wspomnieć reakcję tamtego strażnika. Co ty na to?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 07, 2014, 00:00:09
Roland "Nieobliczalny"
Łakomym wzrokiem patrzę na jagnięcinę, jakby usiłując przysunąć się do niej. W jednej chwili przypominają mi się najwspanialsze i najwykwintniejsze uczty, o których ponownym doświadczeniu tak teraz marzę. Po chwili jednak wybudzam się z tego "snu" i staram się zebrać do kupy, by nieznajomy dał wiarę w me słowa.

Gdybym ja bał się śmierci - kaszle nieco i syczę z bólu - to bym został jednym z panienek, które myślą że jak maja fiuta to są meżczyznami, a na myśli mam tych wysoko urodzonych co nawet miecza w dłoni nie trzymali... Spluwam obok obcego wyrażając pogardę dla obdarzonych błękitną krwią ludzi, którzy nie chcieli zająć się najbardziej godziwym zajęciem jakie według mnie na świecie istnieje - znaczy się wojaczką. Jak już się rzekło, gwałtu dokonałem, żałość mnie ogarnia bo choć wzorem moralności nigdym nie był, to pewne zasady zawsze miałem... - najpoważniej jak potrafię - twa decyzja czy okażę się przydatny, śmierć mi niestraszna, jednak pożyć mi warto toteż chętnie przystanę na propozycję. A jeśli zginę idąc za tobą to mam nadzieję że w walce, tylko taka śmierć mi wymarzona i nią mogę zmyć swe wcześniejsze uczynki. Jednak na mą rycerskość nie licz, gdy znów złapię miecz...ach nieważne, jednak masz mą lojalność. Po tej mowie nie mam już siły i znów zaczynam myśleć o jedzeniu. Dysząc orzekam:
Jak się namyślisz, racz mi przynieść jadło i napitek alibo zarżnij od razu, rycerz w takim stanie nie na wiele ci się zda...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 07, 2014, 06:59:26
Marcus Trethvey
Poirytowany pytaniem, staram się ukryć kikut przed oczami rozmówcy pod płaszczem. Normalnie powiedziałbym co myślę o tym pytaniu, ale perspektywa łamania wszystkich kości stosunkowo łatwo odradza ripostę, więc po chwili walki z samym sobą odpowiadam:
- Czy umiem dowodzić ludźmi, którzy w każdej chwili mogą mi poderżnąć gardło...? Śmiem twierdzić, że tak, wszak czym to się różni od prowadzenia grupy najemników? Tak... dowodziłem już kiedyś takimi ludźmi, twarde to były sk*******y... Galhar, Eckhart, Veltan, Darthand, Virgilius, Inhardt, Berentor, Leonart... - po chwili orientuję się, że z zamyślonym wzrokiem wspominam kamratów, którzy polegli w bitwie na wzgórzu Sodden. Robię małą pauzę, po czym mówię:
-Wybacz... zamyśliłem się. Nie zniósłbym takiej hańby, jaką z twoich słów gotują mi burmistrz i strażnicy, bodaj lepiej mi sczeznąć, a więc tak, zgadzam się do kroćset!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 07, 2014, 11:51:52
Xander:
Siedzę w karcerze i czekam na koniec kary.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 07, 2014, 12:09:36
Garvaleth
Ewidentnie zmieszany i nie przygotowany na taką reakcję ze strony ważnego (w końcu to on zawsze był myśliwym) syczy z bólu i marszczy twarz. Widać po nim, że nie lubi takiego traktowania, lecz wie że musi teraz być uległy.

Może... może rzeczywiście przesadziłem?- cholera, jak boli!- dodaje w międzyczasie- odpowiadając na zadane mi pytanie, nie dbałem o konsekwencje tego co powiem. Nie zależało mi na życiu. Ale po tym uderzeniu... coś we mnie drgnęło- mówił to z głębokim przekonaniem- jeżeli moją szansą na dalsze życie, jest bycie pod czyimiś rozkazami, to chyba mogę na to przystać i być lojalnym. Chyba że z góry przyszedłeś mnie przesłuchać tylko po to, by wysłuchać historyjki losowego więźnia, a potem i tak go skazać. Wtedy i tak już jestem martwy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 07, 2014, 14:57:23
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Słowa te uderzyły mnie niczym grom. "Ten sukinsyn w kilku zdaniach zniszczył wszystkie moje argumenty. Budowana przez kilka minut chojracka linnia obrony została zniszczona. Co teraz? Jeśli jestem spłukany, to zaczynam od zera. Jedyne co mi zostało to długi u kilku osób... ale nie o tym czas myśleć." Przekręciłem głowę by spojrzeć przesłuchującemu prosto w oczy.
Delikatnie ruszam nadgarstkami, by pozbyć się bólu w niewygodnie zapiętych kajdanach. Nic to nie dało.
"Co mogę teraz zrobić? Nie mogę dać po sobie poznać, że zabrał mi wszystkie dobre karty."
- Ciężko się nie zgodzić z tym, że głowę chciałbym zachować. "Każde słowo trzeba rozważyć. Wygląda na to, że ten człowiek w tej chwili decyduje o moim życiu." Otwieram usta, oblizuję wargi
- Przedstawiłeś sytuację w dość jasnym świetle człowieku Ostatnie słowo przecedziłem przez zęby. Czy możesz mi zagwarantować, że jeśli będę dla was pracował, to zostanę oczyszczony z zarzutów i wypuszczony?
Krzywy uśmiech wkradł się na moje usta
- Przecież was nie oszukam, i nie ucieknę. Dla osób zadzierających z WYWIADEM świat zrobi się mały. Po powiedzeniu tego zdania zmrużyłem oczy czekając na reakcję
- Cholera. Ani piwa, ani świeżego powietrza powiedziałem, chcąc na chwilę odejść od kłopotliwego dla mnie tematu. Śmierdzi tu tylko grzybem, pleśnią, krwią i uryną. Moglibyście cholera przesłuchiwać na dworze. Tam przynajmniej nie śmierdziałoby krwią
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 07, 2014, 15:38:58
Aleksandra vel Truśka

Ostrożnie przygarnęła zakutymi rękami kubek i zaczęła pić. Ze względu na okoliczności było to bodajże najlepsze piwo jakie w życiu piła. Uważnie słuchała ważnego, a oczy otwierały się jej coraz szerzej.
- Na stryczek! - opluła się piwskiem, a w myślach przemknął jej obraz sponiewieranej, zgwałconej wiszącej siebie na sznurze. - Oj, nie, nie chcę, to tak być nie może... tyle przeszłam i to ma się skończyć w takim gnoju. Panie, pan mówisz, że jak się zgodzę, to tyż mogę zginąć... pan masz moje życie w swoich rękach! - Ukłuło ją dziwne poczucie bezradności, tak niewiele znaczącego jej życia. - Pójdę z panem, po choć jeden dzień poza tym miejscem. - Skupiona wróciła do zapijania najbardziej trzeźwego stanu jej umysłu jak dotąd.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 07, 2014, 18:10:51
Arnulfr Brokvar

Przez chwilę patrzę zamyślony na torbę w której znajduje się, trzymany jeszcze przed chwilę przez Pana ważnego, testament. Spodziewałem się takiego obrotu spraw, ale lekkie niedowierzanie jest. Co jednak ważniejsze, fakt że ktoś się pofatygował po kopię dokumentu był pokrzepiający, jeśli mieliby mnie zabić nikt by się tym nie przejmował. Po chwili mówię:
- Oczywiście, że nikt się nie zorientuje, gdyby tak było już dawno bym leżał martwy. A jeśli mam wybierać między szansą śmierci a pewną śmiercią przez podpalenie...Wybór chyba jest prosty, oczywiste że chcę jeszcze pożyć. Więc, co dokładnie trzeba zrobić i kiedy wyruszamy?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 07, 2014, 20:00:36
Sheldon "Baryłka" Yaricdo
Sięgam drżącą lekko ręką po kufel i wychylam zawartość. Choć to pewnie szczochy to teraz nie ma znaczenia, zawsze coś do picia.
Powiem Ci tak człowieczku, zabierz mnie stąd a zrobię co zechcesz. Jeśli to Cię zadowoli to dobrze. Lecz proszę, odprowadźcie mnie bez użycia siły. - Poprawiam, odkładam kufel i siedzę zamyślony.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 07, 2014, 22:18:03
Marcus Trethvey
- Coś mnie się zdaje, że wyjdziesz jeszcze na ludzi, Marcusie - powiedział ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do pomieszczenia, stanęli na baczność przed ważnym w oczekiwaniu na rozkazy. Ważny schował dokumenty do torby, po czym wstał i podszedł do nich. Ważny powiedział - Macie go zaprowadzić go wyjścia. Tam macie poczekać na oddział strażników miejskich. Gdy zobaczycie dowódcę straży, dacie mu to pismo - gdy ważny mówił te słowa podał strażnikowi dokument - to wszystko, wykonać - po czym ważny zaczął zajmować się swoimi sprawami. Strażnicy wzięli Cię za ramiona, po czym zatargali Cię do wyjścia. Przed schodami zaczęły się kłopoty, ponieważ z zakutymi kajdanami na nogach ledwo szedłeś. Strażnicy wpadli na pomysł, by jednak częściowo Cię rozkuć. Rozkuli Ci nogi, po czym popchnęli w stronę schodów. Ledwo utrzymałeś równowagę w zdrętwiałych nogach lecz poszedłeś za strażnikiem, drugi trzymał się za tobą. Gdy dotarliście do wyjścia popchnęli Cię na ławkę, byś siadł. Jeden z nich (ten z dokumentem) wyszedł z więzienia by poczekać na strażników przed drzwiami. Ten drugi podszedł powoli do zawieszonej na kołku pałki, wziął ją po czym odwrócił się w twoją stronę i bezczelnie się uśmiechnął. Gdy podchodził do Ciebie powiedział - Pan zapłacił za obicie kulasów. Nikt nie zauważy kolejnej rany na skazańcu - po czym zaczął powoli podchodzić do Ciebie.
Roland "Nieobliczalny"
- Masz dosyć wygórowane żądania jak na skazańca, mości "rycerzu", lecz przystanę na część twoich warunków. Spodziewaj się mnie za parę dni, przyjdę po Ciebie - rzekł ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do środka, stanęli wyprostowani przed nim. Ważny powiedział do jednego ze strażników - masz go zabrać do jego celi, lecz najpierw ma prawo wziąć kawałek chleba i kawałek jagnięciny - po czym zaczął pakować dokumenty do torby. Strażnik wyznaczony przez ważnego wręczył Ci mały kawałek chleba i lekko nadgryziony kawałek jagnięciny. Nie zadowolony, że reszta przypadnie dla jego kolegi wypchnął Cię z celi wprost na ścianę. Zatrzymałeś się na niej, lecz nie upadłeś. Gdy szliście do celi, usłyszałeś jeszcze, jak ważny daje rozkaz drugiemu strażnikowi, by poszedł po jakiś patrol i przyprowadził go więzienia. Strażnik poprowadził Cię do celi. Po chwili stanął razem z tobą przed celą,  chwilę poszukał klucza i otworzył drzwi. Po czym przypomniał sobie, że trzeba by Cię rozpiąć z kajdan. Rozpiął Ci kajdany, po czym bez żadnych ceregieli wziął Cię za ramię i popchnął do środka i zatrzasnął drzwi. Gdy wracał do siebie, słyszałeś jak pod nosem przeklinał wszystkich ważnych. Zostałeś sam z jedzeniem, które dostałeś od ważnego. Bolały Cię ramiona i nogi po kajdanach lecz doszedłeś do rogu celi i tam spocząłeś. W następnym dniu zauważyłeś, że w podobny sposób potraktowali jakiegoś innego człowieka. Sposób działania był podobny. Po pewnym czasie zauważyłeś, że strażnik wepchnął do środka więźnia nie ściągając mu nawet kajdan. Spotykasz Garvaletha (nie znacie się, lecz możecie się zapoznać. Masz prawo opisać co działo się przez resztę twojego dnia po rozmowie z ważnym oraz parę godzin do momentu gdy Garvaleth został wepchnięty do celi).
Garvaleth
- Widzisz Garvalethcie, ja potrafię zmieniać ludzi. Przyjdę po Ciebie za parę dni, bądź gotowy na wszystko - rzekł ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli spytali się czy coś on potrzebuje, ważny odrzekł że trochę ich uwagi. Ważny rozkazał im, by zabrali Cię z powrotem do twojej celi. Strażnicy nie patyczkując się wzięli Cię za ramiona i zatargali Cię do celi. Nie patrząc na to, że jesteś jeszcze skuty wsadzili Cię do celi, gdzie zostałeś sam sobie - przynajmniej tak myślałeś. Kątem oka zauważyłeś, że jakiś inny więzień przypatruje się Tobie. Był to Roland (Nie znacie się obydwoje, lecz możecie się zapoznać).
Sheldon "Baryłka" Yaricdo
- Zadowoli mnie to, wrócę po Ciebie za parę dni, wydobrzej krasnoludzie. Przez ten czas nie wrócisz do pracy by niepotrzebnie stracić siły. - powiedział ważny, po czym wezwał strażników. Gdy tamci weszli do środka, jeden z nich zapytał się jak może pomóc. Wyrywnemu ważny rozkazał, by zaprowadził Cię do celi. Wyrywnemu w moment zrzedła mina, po czym pod nosem zaczął przeklinać wszystkich bogów za swój niewyparzony język. Zanim strażnik wypchnął Cię z celi rozpiął Ci kajdany na nogach. Poczułeś ulgę, gdy krew dotarła do zdrętwiałych nóg. Prawie się przewróciłeś, lecz byłeś przytomny na tyle, by zdążyć oprzeć się o ścianę. Gdy byłeś oparty o ścianę usłyszałeś jeszcze, jak ważny rozkazał "mniej wyrywnemu" by zabrał całe żarcie i piwo do ich kanciapy. "Wyrywny" jeszcze bardziej zaczął przeklinać pod nosem i miał gdzieś jak się czujesz po czym zatargał Cię do twojej celi. Przed drzwiami do celi omal nie upadłeś, więc strażnik kazał Ci siąść. Nie bacząc na brud i kałuże ze szczyn klapłeś na podłodze. Strażnik chwilę pomęczył się z zamkiem, po czym otworzył drzwi i podniósł Cię brutalnie do góry. Rozpiął Ci kajdany, po czym wrzucił do środka i zamknął drzwi. Poczułeś ponownie ulgę gdy krew dotarła do końca rąk. Nie bacząc na wszystko doczołgałeś się na jakiś siennik i zasnąłeś. Zacząłeś śnić(opisz swój sen i dzień następny. W skrócie nic ważnego się nie wydarzyło.). Widziałeś, jak z twojej celi strażnicy tak samo potraktowali człowieka jak Ciebie. Po pewnym czasie zauważyłeś, że strażnik i przesłuchiwany wrócili do celi, po czym więzień został wepchnięty do celi. Spotykasz Arnulfra (jeszcze się nie znacie, lecz być może się zapoznacie, jeżeli będzie taka wasza wola).
Xander
Siedzisz w karcerze i rozmyślasz o swoich błędach i być może straconej szansie na wyjście z tego pudła.
//Dostajesz ostrzeżenie. Jeżeli nie zaczniesz rozbudowywać swoich postów, nawet jak siedzisz w karcerze to twoja postać ucierpi - GM
Arnulfr Brokvar
Ważny lekko uśmiechnął się do Ciebie i powiedział - cieszy mnie twój wybór. Wrócę po Ciebie za parę dni, wypocznij - rzekł ważny i wezwał strażników. Gdy tamci weszli, "Wyrywny" i "mniej Wyrywny" stali cicho, tylko wyprostowali się przed ważnym w oczekiwaniu na rozkazy. Wiedzieli już, że ważny nagradza i karze za ich postępki, więc trzeba było stać i oczekiwać na rozkazy. Gdy ważny zauważył, że jest zbyt cicho(a był zajęty pakowaniem dokumentów) spojrzał na nich, po czym pokiwał im twierdząco głową. Wiedzieli co z tobą zrobić. "Mniej wyrywny" rozpiął Ci kajdany u nóg i wyprowadził Cię z celi. "Wyrywny" w tym samym czasie zabrał żarcie i skierował się do swojej kanciapy. "Mniej wyrywny" zaprowadził Cię do celi, rozpiął Ci kajdany u rąk i wsadził do celi. W głębi celi zauważyłeś krasnoluda, który leżał cały czas tam, gdzie zdążył się podczołgać. Zauważyłeś, że on również Ciebie obserwuje, lecz nie bezpośrednio. Spotykasz Sheldona. (To samo co u Peterova, nie znacie się, lecz możecie się zapoznać. Pamiętaj że między twoim przesłuchaniem a przesłuchaniem Sheldona minął jeden dzień).
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Ważny roześmiał się gdy usłyszał twoje porównanie. Gdy przestał się śmiać, powiedział - tam również śmierdzi krwią, tylko ukryta jest między aksamitami i jedwabiem. Przyjdę po Ciebie za parę dni, wypocznij - po czym ważny wezwał strażników. Gdy tamci weszli, wiedzieli już co mają zrobić. Jeden z nich rozpiął Ci kajdany u nóg a drugi oczekiwał na rozkazy. Pierwszy wypchnął Cię z pomieszczenia i zaprowadził Cię do twojej celi. Jako że jesteś "polityczny" siedziałeś w drugim karcerze. Tam Cię strażnik zaprowadził. Po krótkim przemarszu podeszliście do karceru po czym strażnik znów uderzył Cię w głowę i straciłeś przytomność. Gdy upadłeś znów jak worek kartofli rozpiął Ci kajdany u rąk, po czym otworzył drzwi do karceru i wrzucił Cię tam na podłogę. Poczułeś jak uderzasz o podłogę i przez mgłę usłyszałeś rechot strażnika i trzask drzwi. Gdy byłeś nieprzytomny zacząłeś śnić. (opisz sen)
Aleksandra vel Truśka
Zadowolony z twojej decyzji ważny powiedział - Widzisz, każdy chce wyjść z tego gówna. A być może nawet zmyjesz z siebie swoje złe uczynki - oraz wezwał strażników. Gdy tamci weszli od razu zabrali się do swoich czynności. Gdy jeden z nich (ten co Cię polizał) próbował wyjść z tobą, drugi zastawił mu drogę i powiedział, że on się tobą zajmie. Gdy ważny usłyszał jego słowa rzekł - nie zaprowadzisz ją do celi. Masz zaprowadzić ją do wyjścia i tam na mnie poczekać - po czym zaczął pakować dokumenty do torby. Pierwszy usłyszawszy rozkaz ważnego zmarkotniał, lecz wiedział że nie ma prawa protestować. Drugi zaprowadził Cię do wyjścia i starał się być nawet miły. Gdy doszliście do wyjścia, posadził Cię na ławce i usiadł obok Ciebie w oczekiwaniu na ważnego. Po chwili zauważyliście, że Pierwszy prawie biegiem wpadł do kanciapy trzymając się za jaja. Po drugiej chwili zauważyliście jak ważny wchodzi schodami i podchodzi do was, widać było że jest z czegoś zadowolony. Gdy podszedł do was rozkazał drugiemu by ściągnął Ci kajdany. Gdy to zrobił poczułaś ulgę gdy krew dotarła do dłoni i poczułaś mrowienie. Ważny powiedział Ci, byś chwilę odpoczęła po czym poszedł z Drugim do kanciapy. Gdy weszli do środka usłyszałaś rechot strażnika, po czym jak oparzony wyleciał Pierwszy w stronę drzwi i wręcz wyleciał z nimi na zewnątrz. Nie wiesz czemu Drugi tak się śmiał oraz czemu Pierwszy wyleciał jak oparzony. Ważny podszedł do stojaka z uzbrojeniem i zaczął zbierać swój sprzęt.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 07, 2014, 23:10:50
Domenic Neil "Duce" Agvassi
*Idę ciemnym korytarzem, który cały jest zasypany dziwnym, zielonym proszkiem. Poruszam się po pięknym, nilfgaardzkim dywanie, niestety ukurzonym, poplamionym i przypalonym. Ściany są wykonane z zimnego, ciosanego kamienia, łączonego sypiącą się już zaprawą. Zamiast sufitu widzę niebo. Ale nie takie zwykłe. Zwyczajna czerń zastąpiona została ciemnym fioletem, a gwiazdy błyszczą błękitem. Widzę konstelacje, niczym te na suficie Świątyni Wiecznego Ognia w Novigradzie.
Po przejściu wielu kroków, dostrzegam portrety na ścianach. Nie były to obrazy. Zielony proszek z podłogi i ścian wznosi się, i układa się w te portrety. Powoli rozpoznaję postacie. To osoby które spotkałem już w swoim życiu. Na początku tylko wyniosłe elfy, następnie ludzie, krasnoludy, później już wszystko mieszało mi się, nie byłem w stanie rozpoznawać wszystkich tych osób.
Korytarz skręca
Raz po raz zmieniam kierunek, wiem że muszę przyspieszyć. Gdy odwracam się, widzę podążający za mną cień. Biegnę. Nie czuję zmęczenia, a jednak widzę jak lniana koszula przylega mi do ciała, mokra od potu, a stopy nie mogą oddychać w przepoconych onucach.
Za kolejnym zakrętem korytarz się kończy. Tu poznaję strażników którzy zaprowadzili mnie do lochów. Następnie koledzy z więzienia. W jeszcze nie naruszonym stanie. Chwilę potem portrety których nie poznaję. Wyraźniejsze od reszty 6 mężczyzn, krasnolud i kobieta. Nie, zaraz. Jednego już znam. To ten sk*rwysyn który mnie przesłuchiwał. Zaraz za tymi portretami korytarz kończy się. A tam kolejny obraz. Jakaś postać, w grosteskowo namalowanej zbroji. Nie widać twarzy, rozmywa się, jakby ukryta była za mlecznobiałą mgłą. Za plecami słyszę powolny, miarowy oddech. Czuć w nim gorzałkę i dziczyznę. Jakaś siła nie pozwala mi się odwrócić. Po kilku piekielnie długich chwilach obracam się i...*
Nagle budzę się ze snu. Piekielny ból głowy daje wrażenie jakby mi ona pękała, mokra koszula styka się z zimną podłogą, co daje niemiłe wrażenie. Długie włosy, całe mokre przyklejają się do czoła, policzków i karku. Nie widzę przez nie nic, sytuacji nie poprawia zaawansowana ciemność. Chcę odgarnąć włosy z czoła, jednak "przyleżałem" sobie rękę. Robię to drugą. Po chwili, gdy mrowienie w członkach ustało, a ból przestał doskwierać, unoszę się na łokciach. Widzę tylko zdarte do krwi własne kolana, zdecydwanie niewygodne kajdany na nogach, i zniszczone buty. Czuję delikatny zapach chleba i sera.
Nie dane mi było jednak go zlokalizować, gdyż zmęczony padłem na posadzkę i zasnąłem
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 08, 2014, 01:11:13
Aleksandra vel Truśka
Choć cieszy się z uwolnienia Trusia siedzi, rozciera przeguby i zamartwia się przyszłością. Zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie wypadła z gnojówki do rynsztoka. Dziwne zachowanie klawiszy przy natłoku myśli jej nie ruszają, poza tym obawia się teraz o to pytać. Interesują ją inne sprawy.
- Proszę pana - zaczyna ostrożnie. - Czy fatygował się pan tu tylko po mnie? Gdzie chcesz pan mnie wysłać? I... I co z tamtą jeleniną?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 08, 2014, 07:00:51
Marcus Trethvey
K***a. Do przewidzenia. W moim umyśle rozpoczyna się istna gonitwa myśli wywołanych strachem. Po chwili krystalizuje mi się w głowie plan. Tak, przede wszystkim przeżyć. Jeśli widzę jakiekolwiek sposób na ucieczkę stąd bez konfrontacji z przeciwnikiem, korzystam z tego. Jeśli, nie, poszukuję czegokolwiek czym mógłbym walczyć, jeśli ręce w kajdanie mam na brzuchu. Jeśli nie widzę nic takiego, lub ręce zakute mam na plecach, cofam się do najbliższej ściany.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 08, 2014, 08:58:25
Sheldon "Baryłka" Yaricdo
(click to show/hide)

(click to show/hide)

Jeżeli współwięzień nie odpowie:
(click to show/hide)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 08, 2014, 09:47:32
Arnulfr Brokvar

No no, przyjemniaczek mi się trafił. To co powiedział krasnolud odrobinę mnie zaniepokoiło. Jeśli on także został "zaproszony" przez Ważnego, to kto jeszcze? No cóż, nie ważne jaka kompania, będzie to lepsze niż podpalenie żywcem. Zresztą i tak wszystkiego się dowiem za kilka dni. Oglądam jeszcze przez chwilę celę w której dane mi było przesiadywać i zwracam się do Sheldona:
- Arnulfr Brokvar. I tak, zgadłeś. - Rzekłem i kładę się na wolnej pryczy, jeśli zaś takowej nie ma to siadam na podłodze w miejscu, gdzie jest w miarę czysto.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 08, 2014, 11:42:45
Roland "Nieobliczalny"
Zaraz po wtrąceniu mnie do celi zjadam to co dostałem z wielkim smakiem i apetytem. Wyczekuję dalej, rozmyślając o tym co może mnie spotkać.

O czyzby kolejny szczęśliwiec? - pytam jakby prześmiewczo gdy straże wrzucają do celi nieznajomego.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 08, 2014, 12:16:08
Xander
 Siedzę w karcerze czekając na koniec kary. Po pewnym czasie wstaję i  krzyczę:
- Wypuście mnie z tej przeklętej celi, już będę grzecznie odpowiadał na pytania szanownego pana i obiecuję że nikogo nie ugryzę. - Mówiąc to uderzam łańcuchem o drzwi karceru.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 08, 2014, 20:37:18
Garvaleth
Garvaleth usiadł w miejscu i spojrzał się w stronę współwięźnia. Nie przyglądał mu się dokładnie bo jego głowę zaraz zajęła myśl, że ktoś jest w takim samym bagnie jak on. Od razu wpadł mu do głowy pomysł, że być może jeżeli połączyłby siły z nieznajomym to może jakoś by się wydostali z beznadziejnej sytuacji. Zdawał sobie sprawę że ten człowiek nie jest w tym miejscu za niewinność, ale Garvaleth nawet się tym nie przejął.

Szczęśliwiec?- lekko się uśmiechnął odpowiadając na zadane pytanie- Musisz być w takim samym gównie co ja, jeżeli tu jesteś. Tak przy okazji jestem Garvaleth, syn.. w sumie nikogo ważnego. A jak brzmi twoja godność?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 08, 2014, 23:38:04
A teraz kochani uczestnicy zadamy trochę chaosu :D

Czas: Druga godzina po południu 21 lipca 1269 roku
Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
Marcus Trethvey
Strażnik podchodził do Ciebie z tępym uśmiechem na ustach poklepując pałką o rękę. Wiedziałeś, że jesteś praktycznie bez szans, ponieważ ręce miałeś zakute z tyłu. Uciekasz w głąb ściany i obserwujesz jak twój przyszły oprawca ciągle zbliża się do Ciebie. Gdy był już blisko zauważyłeś, jak ktoś podchodzi szybkim lecz cichym krokiem do strażnika. Zacząłeś się cicho modlić do wszystkich bogów, by ten ktoś zdążył. Gdy strażnik zamachnął się na Ciebie, ten ktoś uderzył mocno strażnika w kręgosłup. Strażnik krzyknął z bólu, po czym ze złym grymasem odwrócił się do Ciebie tyłem i rozpoczął szamotaninę z twoim "wybawcą". To jest twoja szansa na atak.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Po południe 23 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Roland "Nieobliczalny" oraz  Garvaleth
Rozmawiacie o wszystkim, na co macie ochotę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Po południe 25 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Sheldon "Baryłka" Yaricdo oraz  Arnulfr Brokvar
Rozmawiacie o wszystkim, na co macie ochotę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Pora bliżej nie określona 26 lipca 1269 roku(przed snem) oraz 27 lipca 1269 roku (po śnie).
Miejsce:Tretogor. Pierwszy karcer w loszku.
Xander
Twoje prośby odbiły się jak groch uderzony o ścianę. Pamiętając o tym, że ważny przyjdzie do Ciebie jutro kładziesz się na podłodze i starasz się zasnąć. Po wielu próbach w końcu Ci się udaje i zapadasz w sen. Śnisz o swoim domu, swojej kryjówce. Miejsce, gdzie tak dobrze pamiętałeś z popełnionych zbrodni. Widzisz dokładnie swoje ofiary, wszystkie te stworzenia, które zabiłeś i zjadłeś. W pewnym momencie usłyszałeś głuchy huk. Nie wiesz dokładnie skąd dochodzi, lecz wiesz że się nasila. Nagle podłoga zapadła się a ty razem z nią. Spadasz jakimś ciemnym tunelem. Po chwili upadasz z głośnym hukiem. Boli Cię wszystko lecz jednak wstajesz. Rozglądasz się po pomieszczeniu i zauważasz że wszystko skąpane jest we krwi. Ze ścian zwisają pordzewiałe łańcuchy, w drewniane belki wbite są różnego rodzaju noże i tasaki. Zauważasz, że w tle coś się porusza. Nagle ktoś chwyta Cię mocno za nogi oraz ręce i rozciąga Cię wzdłuż stołu. Krzyczysz przez sen oraz wołasz o pomoc. Krzycząc niemiłosiernie starasz się wyrwać z uchwytu, lecz jest on jak imadło. Gdy nachylasz głowę przed siebie zauważasz, że za nogi trzyma Cię jedna z twoich ofiar. Za ręce to samo, lecz nie możesz określić która. Zauważasz tylko, że miejsca gdzie nacinałeś swoją ofiary są pozszywane grubymi nićmi. Ofiary uśmiechnęły się do Ciebie i zaczęły się demonicznie śmiać. Z ust wyleciały setki much, które momentalnie obsiadły ściany. Z głębi usłyszałeś jak coś pobrzękuje. Spojrzałeś tam i zauważyłeś, jak w twoją stronę idzie jakiś twór pozszywany z różnych części ciała a za sobą coś ciągnie. Zobaczyłeś, że to topór katowski, taki sam jak widziałeś swego czasu w wiosce, w której mordowałeś. Zacząłeś znowu krzyczeć, lecz to nie pomagało. W końcu to Coś podeszło do Ciebie i zauważyłeś, że ma twarz jednej z kobiet, którą poćwiartowałeś. Stworzenie zamachnęło się i zobaczyłeś jak topór opada na twoje nogi... Nagle obudziłeś się z krzykiem oraz zlany potem. Usłyszałeś, że ktoś za ścianą również krzyknął i podszedłeś do niej.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Pora bliżej nie określona 27 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Drugi karcer w loszku.
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Z braku sił wpadłeś znów sen-wizję. Śnisz o mieście, nie wiesz dokładnie którym. Znajdujesz się po środku jakiejś alejki, w której leży mnóstwo ciał - kobiet, mężczyzn i dzieci - głównie ludzi, ale zauważasz również trupy elfów i krasnoludów obojga płci. Odwracasz się za siebie i widzisz jak dwaj ludzie i krasnolud walczą zwróceni plecami do siebie z jakimiś bandytami. Wiesz, że to są twoi towarzysze, lecz nie możesz im pomóc. Musisz biec, musisz komuś pomóc, lecz nie wiesz komu. Opuszczasz głowę i widzisz, że w rękach trzymasz zakrwawiony elfi miecz. Nie wiesz skąd go masz, ale wiesz że walczyłeś nim przeciwko komuś. Pomagałeś komuś, komuś kto walczył niczym wiedźmin przeciwko wszystkim. Ruszyłeś mu z pomocą razem ze swoimi towarzyszami, lecz straciłeś orientację. Musisz biec, musisz biec przed siebie. Gdy spojrzałeś do przodu z bocznej alejki wyleciał On. Twój cel. Nie wiesz dlaczego On jest tak ważny, wiesz że jest On twoją przepustką na wolność. Zauważyłeś, że On zaczął uciekać. Pobiegłeś za nim. Po drodze mijasz innego krasnoluda, który dusi kolejnego bandytę. Wiesz, że to twój sojusznik, ale nie masz czasu by mu pomóc. Biegniesz za Nim. Po krótkim sprincie przez miasto zauważyłeś jak On skręcił w boczną alejkę. Pobiegłeś za nim. Gdy wybiegłeś zza rogu On już czekał na Ciebie z kuszą w dłoniach. Nacisnął spust i bełt wystrzelił z kuszy... Budzisz się nagle z krzykiem zlany potem. Nie wiesz ile czasu minęło, lecz wiesz, że ważny wkrótce przyjdzie po Ciebie. Usłyszałeś, że ktoś za ścianą również krzyknął. Zaciekawiony tym podszedłeś do ściany.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: 28 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
Aleksandra vel Truśka
Gdy Ważny uzbrajał się w miecz i sztylety powiedział - Nie Truśko, nie tylko po Ciebie. Jesteś częścią większej grupy, lecz wszystko w swoim czasie - po czym ważny podszedł do niej. Strażnik, który siedział obok Ciebie wstał i poszedł do kanciapy. Ważny usiadł obok Ciebie nie przejmując się zapachem, który pochodził od Ciebie. Chwilę tak razem siedzieliście w ciszy. Po dłuższej chwili przyleciał Pierwszy i zameldował Ważnemu, że patrol czeka za drzwiami. Ważny pokiwał głową, po czym nakazał Ci wstać i ruszyć za nim. Poszłaś za ważnym i zauważyłaś, że wyszedł przez drzwi. Gdy ty również wyszłaś uderzyło w Ciebie jaskrawość słońca. Trochę oszołomiona oparłaś się o drzwi i zaczęłaś przecierać oczy. Nie mogłaś uwierzyć, że znów jesteś prawie na wolności. W tym czasie gdy ty stoisz oparta o drzwi Ważny dał jakiś dokument Strażnikowi Miejskiemu, który był dowódcą patrolu oraz mały mieszek. Dowódca zasalutował tylko i zaczął Cię obserwować. Ważny podszedł do Ciebie i rzekł - Widzisz Truśko, ja potrafię dotrzymać słowa. Teraz chciałbym, byś ty dotrzymała swojego. Pójdziesz z tym patrolem do pewnego domu. Tam będzie na Ciebie czekać inny mężczyzna, który został już poinformowany. Rób wszystko co on Ci każe, a będziesz całkowicie wolna - po czym Ważny poszedł do stajni.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 09, 2014, 00:42:50
Aleksandra vel Truśka
Nieczęsto spotykane opanowanie i waga słów mężczyzny sprawiały, że Trusia poczuła jakby wszystko weszło na ubity bezpieczny trakt, z którego nie tyle lepiej, ale i całkiem bezsensu, jest schodzić. Spojrzała na strażnika na tyle pewnie i poważnie, na ile umiała w obecnym stanie i powiedziała - No, to prowadźcież, panie strażniku.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 09, 2014, 07:50:39
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Dotykam zimnej ściany. "Czy to ktoś zareagował krzykiem na mój krzyk? A może odwrotnie, to mnie ze snu wyrwały jego jęki?"
Przytykam ucho do ściany.
(click to show/hide)
(click to show/hide)
(click to show/hide)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 09, 2014, 08:12:24
Roland "Nieobliczalny"
Roland...jestem redańskim rycerzem i tak, gówna doświadczyłem hehe. Moja przeszłość też jest w sumie niewazna... jednak siedzieć tu nie mam ochoty jakoś, za co cię wsadzili? - pytam z czystej ciekawości.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 09, 2014, 09:09:35
Marcus Trethvey
Przyglądam się z mściwą satysfakcją. Przybliżam się i jeśli jest możliwość, próbuję staranować strażnika głową lub rzucić się na niego całym swoim ciałem.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 09, 2014, 11:33:26
Xander
- To był tylko sen Oni tu nie przyjdą, przecież już dawni nie żyją. - Mówię cicho sam do siemię.
Stając przy ścianie do której dobiega krzyk stukam w nią i się pytam:
- Co się dzieje ? Spróbuj się uspokoić, bo spać nie mogę. Następnie podchodzę do drzwi karceru i wołam:
- Dalibyście coś do żarcie, ileż można bez jedzenia wytrzymać ?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 09, 2014, 20:40:04
Arnulfr Brokvar

- Swoją drogą Sheldon... wiesz może o co dokładnie chodzi tamtemu ważnemu i czemu szuka "towarzyszy" w więzieniu? - Pytam krasnoluda, przewracając się na bok tak, by skierować się w jego stronę. Pan Ważny mówił, że przyjdzie za kilka dni więc nie ma zbyt wiele opcji by zabić czas poza rozmową. Jeśli strażnicy zostawili jakieś jedzenie, biorę się po skończonym pytaniu za posiłek.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 09, 2014, 21:23:46
Garvaleth
Odpowiada na zadane przez Rolanda pytanie.
Może to zabrzmi głupio, ale siedzę za niewinność- mówiąc to, siedział luźno oparty o ścianę i spojrzał na sklepienie- Dwa lata temu banda zbirów- jak się potem okazało, było ich 14- zabiła mi ojca. Co prawda był on strażnikiem miejskim w Wyzimie Klasztornej i jego praca wiązała się z dużym ryzykiem. Tamtego wieczoru miał wieczorny patrol wraz 3 innymi ludźmi. W sumie 2 tarczowników i 2 halabardników. Rano, obok lokalnej karczmy znaleziono ich ciała. Rany po obuchach i ostrzach. Mo ojciec był doświadczonym wojownikiem, dlatego popieram przypuszczenia, że napastnicy musieli ich w jakiś sposób zaskoczyć. Później rozpoczęło się śledztwo- mówił to już z wyraźną złością-które trwało za krótko i nie ustaliło kto ich zabił. Wtedy domyśliłem się, że te sukinsyny skorumpowały straż. Moje przypuszczenia okazały się słuszne kiedy "zachęciłem" jednego nieco wyżej postawionego strażnika żeby mi powiedział co w trawie piszczy. I tak tropiłem morderców swojego ojca, lecz nie po to, żeby się zemścić, tylko po to, żeby chociaż trochę oczyścić społeczeństwo z takiego zepsutego ścierwa jakim byli tamci ludzie. Można powiedzieć że byłem samozwańczym katem, bądź paladynem- mówiąc to uśmiechnął się lekko- Tropiłem ich tak 2 lata, aż trafiłem do Redanii a mianowicie do tego rynsztoku, który tutejsi nazywają Tretogorem. Ich kryjówkę znalazłem szybko i nauczony walki zweihanderem przez mego ojca- wybiłem ich. Tak się darli jak ich wyżynałem, że ściągnęło to straż. I tak o to znalazłem się tutaj-westchnął, popatrzył w stronę rozmówcy i powiedział: Jak myślisz jest jakikolwiek sposób żeby stąd się jakoś wydostać?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 10, 2014, 00:17:28
Czas: Druga godzina po południu 21 lipca 1269 roku
Miejsce:Tretogor. Hol loszku Straży Miejskiej.
Marcus Trethvey
Rzucając się na strażnika nie przemyślałeś jednego - przewracając strażnika przewracasz również swojego wybawcę. Przewracacie się wszyscy, lecz dałeś szansę swojemu wybawicielowi na atak. Leżąc na podłodze wybawca kopnął mocno kolanem strażnika, którego na chwilę zamroczyło. To wystarczyło by wytrącić mu broń z ręki. Leżąc na brzuchu odwracasz się na bok. Zauważyłeś teraz, że twoim wybawcą okazał się "ważny". Ważny podniósł się na tyle szybko, by silnym kopnięciem w brzuch oddalić zagrożenie ze strony strażnika. Strażnik składał się z bólu, a ważny wziął pałkę i uderzył nią w głowę strażnika. Temu ostatniemu przestało zależeć na wszystkim, ponieważ stracił przytomność. Ważny spojrzał na Ciebie i podszedł do Ciebie by pomóc Ci wstać. Gdy pomagał Ci się podnieść powiedział - widzisz? Ten atak był zamierzony. Możesz nie być tak bezpieczny, jak myślisz. Ale to nic, burmistrz będzie mógł przestać się martwić o Ciebie - po czym ważny otrzepał się z kurzu i podszedł do stojaka na broń. Z wrażenia postanowiłeś nie odstępować go ani na krok. Ważny uśmiechnął się tylko i po zabraniu miecza i sztyletów podszedł do nieprzytomnego strażnika i zabrał od niego klucze do kajdan. Gry zabrał je podszedł do Ciebie i uwolnił Ci ręce. Poczułeś ulgę, gdy kajdany zostały ściągnięte. Gdy rozcierałeś rękę do holu wszedł strażnik, który poszedł po patrol. Spojrzał na swojego "kolegę" lecz olał go całkowicie. Powiedział - Patrol przybył. Więzień wychodzi? - spytał. Ważny spojrzał na niego z udawaną pobłażliwością i odpowiedział mu pozytywnie. Machnął na Ciebie ręką, byś wyszedł z nim przez drzwi. Gdy wyszedłeś z loszku oślepił Cię blask  słońca, którego dawno nie widziałeś. Oparłeś się o mur i zacząłeś przyzwyczajać się do panującej jasności. Tymczasem ważny podszedł do dowódcy patrolu i przekazał mu jakiś papier. Usłyszałeś, że zaprowadzą Cię do jakiegoś domu. Gdy ważny załatwił wszystko z dowódcą zachęcił Cię byś podszedł. Podszedłeś do patrolu cały czas zasłaniając zdrową ręką oczy by szybciej przyzwyczaić wzrok. Gdy podszedłeś ważny powiedział - Pójdziesz teraz z tymi oto panami. Nic Ci się nie stanie, chyba że sam-wiesz-kto coś przewidział. Spotkamy się wieczorem w miejscu, gdzie oni Cię zaprowadzą - po czym odszedł w kierunku stajni Straży Miejskiej. Dowódca patrolu odprowadził wzrokiem ważnego, po czym zlustrował Cię od nóg do twarzy tylko na chwilę zatrzymując się na kikucie - Idziesz z nami. I żadnych głupich pomysłów, wszarzu. Swędzi? - spytał się, po czym odwrócił się plecami do Ciebie. Strażnicy stanęli za tobą i po bokach i ruszyłeś z nimi (opisz całe swoje zachowanie podczas zamieszania). Poszedłeś razem ze strażnikami przez miasto. Ludzie przyglądali Ci się, lecz nie można było się im dziwić - cały byłeś brudny oraz śmierdziało od Ciebie jak z rynsztoku. Strażnicy nie przejmowali się twoim zapachem oraz zdziwieniem ludzi - Wywiadowi się nie odmawia. Po pewnym czasie podróżowania przez miasto dotarliście do celu podróży - potężnego domu, który wyglądał bogato.
(click to show/hide)
Gdy strażnicy podeszli do drzwi, dowódca trzy razy zapukał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanęła osoba, której najmniej się spodziewałeś - krasnoludka.
(click to show/hide)
Spojrzała na dowódcę i spytała się chrapliwym tonem, typowo krasnoludzkim:
-Czego tu?
-Miałem przyprowadzić tutaj więźnia. To pism...
-Nie zawracaj mi synku tutaj jakimiś pismami, wiem co to jest -
rzekła, po czym wyrwała ruchem szybszym niż można by się spodziewać kartkę. Przeczytała szybko ją i spojrzała na Ciebie. Wiedziałeś, że to musi się źle skończyć.
-Ty do środka, a was już tutaj nie ma! - krzyknęła i odprowadziła wzrokiem strażników. Gdy jeden z nich przechodził obok Ciebie, powiedział cicho - Mogłeś zostać w ciupie. Pokorny jak baranek wszedłeś do środka po czym krasnoludka zamknęła za tobą drzwi. Nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, więc stanąłeś na środku przedpokoju.
(click to show/hide)
W tle domu słyszałeś inne głosy oraz śmiechy, lecz nie mogłeś określić do kogo należą one. Oglądając się po pomieszczeniu niezauważyłeś krasnoludki, która wyszła przed Ciebie, zlustrowała Cię w chwilę i powiedziała:
-Zaczniemy od twojego ubrania i wyglądu. Na to - wskazała kikut - nie podziałam, lecz na resztę postaram się. Chodź za mną.
Ruszyłeś za krasnoludką oglądając się na bogactwo domu. Przeszliście korytarzem
(click to show/hide)
do łaźni, w której było wystarczająco gorąco, by stracić oddech. Krasnoludka weszła od razu, lecz ty miałeś trochę problemów z przyzwyczajeniem się do gorącego powietrza. Po chwili gdy przyzwyczaiłeś się do panującego gorąca krasnoludka nie oglądając się w twoją stronę powiedziała:
- Rozbieraj się, do rosołu. Twoje ubranie zostaw gdzieś z boku, trzeba będzie je spalić by wszy nierozlazły mi się po całym domu. Gdy rozbierzesz się masz wejść do tej wielkiej wanny i porządnie wymyć się. Tam masz mydło i szczotę - wskazała Ci gdzie masz iść, po czym położyła ręcznik przy sadzawce i wyszła.
(click to show/hide)
(Opisz całą swoją reakcję i wszystkie kwestie związane z walką, podróżą i pomieszczeniami).
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: od wieczora 23 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Roland "Nieobliczalny" oraz  Garvaleth
Minął tydzień odkąd widzieliście się z ważnym. Opowiedzieliście trochę o sobie, powymienialiście się troszkę wspomnieniami ale nie tak, by stać się kumplami, tylko ot tak - jak więzień z więźniem, by rozmowa skróciła czas oczekiwania. Jedzenie było wydawane o dziwo punktualnie, lecz nic się nie poprawiło - stary chleb, woda i trochę smalcu to wszystko, co miasto miało wam do zaoferowania w tym "przybytku luksusu" jak zabawnie określają to miejsce recydywiści. Z braku laku zaczęliście snuć teorie spiskowe dlaczego to ważny już nie pojawił się w więzieniu. Z plotek jakie rozprowadzają inni więźniowie dowiedzieliście się, że Ważny rozmawiał nie tylko z wami, lecz również z innymi skazańcami. Lecz wierzyliście w to, że przyjdzie po was. Po kolejnej udanej "kolacji" zapadliście w sen(opiszcie co wam się śni).
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Od wieczora 25 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Jedna z cel loszku.
Sheldon "Baryłka" Yaricdo oraz  Arnulfr Brokvar
Minęły cztery dni odkąd widzieliście się z ważnym. Opowiedzieliście trochę o sobie, powymienialiście się troszkę wspomnieniami ale nie tak, by stać się kumplami, tylko ot tak - jak więzień z więźniem, by rozmowa skróciła czas oczekiwania. Jedzenie było wydawane o dziwo punktualnie, lecz nic się nie poprawiło - stary chleb, woda i trochę smalcu to wszystko, co miasto miało wam do zaoferowania w tym "przybytku luksusu" jak zabawnie określają to miejsce recydywiści. Z braku laku zaczęliście snuć teorie spiskowe dlaczego to ważny już nie pojawił się w więzieniu. Z plotek jakie rozprowadzają inni więźniowie dowiedzieliście się, że Ważny rozmawiał nie tylko z wami, lecz również z innymi skazańcami. Lecz wierzyliście w to, że przyjdzie po was. Po kolejnej udanej "kolacji" zapadliście w sen(opiszcie co wam się śni).
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Poranek 27 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Pierwszy karcer w loszku oraz ponownie pokój przesłuchań.
Xander
Gdy usłyszałeś głos otwieranego zamku myślałeś, że przynieśli Ci jakiekolwiek jedzenie. Tymczasem przyszli znowu Ci dwaj strażnicy, którzy wcześniej Cię ogłuszyli. Wiedziałeś, że opór wobec nich jest daremnym pomysłem więc poddałeś się im. Strażnicy podeszli do Ciebie i podnieśli Cię. Wzięli Cię za ramiona i wyprowadzili z karceru. Zaprowadzili Cię do znanego tobie pomieszczenia, w którym czekał już Ważny. Gdy zobaczył Cię pokazał na znany taboret. Strażnicy posadzili Cię i wyszli z pomieszczenia. Zauważyłeś, że na stole znajduje się półmisek z kromkami chleba oraz trochę słoniny. Twój żołądek przywarł już do kręgosłupa, lecz wiedziałeś że musisz czekać na pozwolenie. Po chwili gdy nic nie robiłeś Ważny uśmiechnął się do Ciebie i pozwolił Ci przegryźć coś, bo stwierdził, że z trupa nic się nie dowie. Rzuciłeś się na jedzenie jak oszalały, lecz kajdany trochę Ci przeszkodziły. Wziąłeś do rąk tylko kawałek chleba. Powąchałeś go - świeży. Prawdopodobnie ledwo co z piekarni zabrany. Gdy przeżuwałeś kromkę chleba Ważny powiedział: -Trzeba było być takim zadziornym wczoraj? Wystarczyło wsadzić swoją dumę głęboko w zadek. Byś się nie zadławił podczas odpowiedzi, przełknij najpierw. Gdy to zrobisz, odpowiedz mi. Dlaczego zabiłeś tamtych wieśniaków? I co Ci do łba strzeliło, żeby sprzedawać mięso z ludzi innym ludziom?
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: od wieczora 27 lipca do nocy 29 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Drugi karcer w loszku.
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Usłyszałeś, że z innego karceru kogoś wyprowadzają. Być może była to osoba, którą usłyszałeś przez ścianę. Po pewnym czasie zacząłeś rozmyślać nad wszystkim, czego dokonałeś oraz co chciałbyś znów w życiu osiągnąć jeżeli zostaniesz uwolniony. Mając na myśli uwolniony myślisz o tym, jak uwolni Cię Ważny. Oczekując na niego na zmianę śpisz oraz jesz co podają Ci strażnicy - suchy chleb i wodę. Wiedząc, że długo tak nie pociągniesz wyczekujesz dnia, gdy wyjdziesz z tego pierdla. Minęły dwa dni, ważny do tej pory się nie pojawił u Ciebie. Zacząłeś wymyślać jakieś powody, dlaczego się jeszcze nie pojawił, lecz wiedziałeś że przyjdzie po Ciebie. Ważny tak powiedział i zaufałeś jemu słowom, mimo tego że jest znienawidzonym człowiekiem. Nocą 29 lipca zapadasz w sen (opisz jeszcze raz sen :D)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: 28 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor. Ulice miasta oraz front domu.
Aleksandra vel Truśka
Poszłaś razem ze strażnikami przez miasto. Ludzie przyglądali się tobie,  lecz nie można było się im dziwić - cała byłaś brudna oraz śmierdziało od Ciebie jak z rynsztoku. Strażnicy nie przejmowali się twoim zapachem oraz zdziwieniem ludzi - Wywiadowi się nie odmawia. Po pewnym czasie podróżowania przez miasto dotarliście do celu podróży - potężnego domu, który wyglądał bogato.
(click to show/hide)
Gdy strażnicy podeszli do drzwi, dowódca trzy razy zapukał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanęła osoba, której najmniej się spodziewałeś - krasnoludka.
(click to show/hide)
Spojrzała na dowódcę i spytała się chrapliwym tonem, typowo krasnoludzkim:
-Czego tu znowu?
-Miałem przyprowadzić tutaj ją. To pism...
-Nie zawracaj mi synku tutaj jakimiś pismami, wiem co to jest -
rzekła, po czym wyrwała ruchem szybszym niż można by się spodziewać kartkę. Przeczytała szybko ją i spojrzała na Ciebie. Wiedziałaś, że to musi się źle skończyć.
-Ty do środka, a was już tutaj nie ma! - krzyknęła i odprowadziła wzrokiem strażników. Pokorna jak owieczka wlazłaś do środka po czym krasnoludka zamknęła za tobą drzwi. Nie wiedziałaś co ze sobą zrobić, więc stanęłaś na środku przedpokoju.
(click to show/hide)
W tle domu słyszałeś inne głosy oraz śmiechy, lecz nie mogłaś określić do kogo należą one. Oglądając się po pomieszczeniu nie zauważyłaś krasnoludki, która wyszła przed Ciebie, zlustrowała Cię w chwilę i powiedziała:
-Zaczniemy od twojego ubrania i wyglądu. Chodź za mną.
Ruszyłeś za krasnoludką oglądając się na bogactwo domu. Przeszliście korytarzem
(click to show/hide)
do łaźni, w której było wystarczająco gorąco, by stracić oddech. Krasnoludka weszła od razu, lecz ty miałaś trochę problemów z przyzwyczajeniem się do gorącego powietrza. Po chwili gdy przyzwyczaiłaś się do panującego gorąca krasnoludka nie oglądając się w twoją stronę powiedziała:
- Rozbieraj się, do rosołu. Twoje ubranie zostaw gdzieś z boku, trzeba będzie je spalić by wszy nierozlazły mi się po całym domu. Gdy rozbierzesz się masz wejść do tej wielkiej wanny i porządnie wymyć się. Tam masz mydło i szczotę - wskazała Ci gdzie masz iść, po czym położyła ręcznik przy sadzawce i wyszła.
(click to show/hide)
(Opisz całą swoją reakcję i wszystkie kwestie związane z podróżą i pomieszczeniami).
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 10, 2014, 11:16:40
Xander
Po zjedzeniu kromki chleba uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Drogi panie czy zastanawiałeś się kiedyś czemu potwory gustują w naszym mięsie? Bo ja tak i doszedłem do wniosku, że jesteśmy dla nich najsmaczniejszym gatunkiem. Więc skoro one zajadają się nami, to pomyślałem, że czemu by też nie spróbować mięsa innych ludzi. Z początku miałem mieszane uczucia do tego czynu i problemy z sumieniem, ale po spróbowaniu pierwszego kawałka wszystko mi przeszło, lecz wiedziałem, że to złe jednak nie mogłem się powstrzymać od jedzenia tak wspaniałego mięsa. Jednak z czasem smak ten przestał mnie bawić i coraz rzadziej dokonywałem zbrodni. Dlaczego sprzedawałem ludzkie mięso innym osobą? Chyba aby sprawdzić ich reakcje na to co jedzą. Z początku nie narzekali i im smakowało, lecz z czasem chcieli wiedzieć skąd mam takie mięso, a ja im tłumaczyłem że to tylko taka partia świń. Po pewnym czasie już im nie sprzedawałem, ale było kilku co się domagali więcej. Jak widzisz te zapędy kanibalistyczne już mi przeszły, bo to mięso mi się już przejadło.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 10, 2014, 12:00:59
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Arnulfr Brokvar

- Swoją drogą Sheldon... wiesz może o co dokładnie chodzi tamtemu ważnemu i czemu szuka "towarzyszy" w więzieniu? - Pytam krasnoluda, przewracając się na bok tak, by skierować się w jego stronę. Pan Ważny mówił, że przyjdzie za kilka dni więc nie ma zbyt wiele opcji by zabić czas poza rozmową. Jeśli strażnicy zostawili jakieś jedzenie, biorę się po skończonym pytaniu za posiłek.

Rozmyślając w końcu nad pytaniem z przed dni odpowiadam wreszcie.
To jest dobre pytanie. Pewnie zabiorą nas na jakiś obóz prac, może do tartaków, może do kamieniołomów. Sam nie wiem, ale przynajmniej żarcie przynoszą punktualnie.

...kilka godzin później...

Zapadam w sen(JAK MG ROZKAZAŁ)
(click to show/hide)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 10, 2014, 17:04:52
Arnulfr Brokvar

Czuję coraz większe zdenerwowanie. Według plotek, Ważny rozmawiał także z innymi skazańcami w więzieniu, możliwe więc że znalazł sobie lepszych ludzi do tego co tam chciał. O ile mam wielką nadzieję, że się mylę, brak jakiegokolwiek kontaktu przez ostatnie dni nie jest pokrzepiający. Nie mając co robić, zapadam w sen.
(click to show/hide)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 10, 2014, 17:35:57
Marcus Trethvey
(click to show/hide)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 10, 2014, 18:10:15
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Leżę w łożku, z trzema ludzkimi kobietami i elfką. Wszystkie śpią. Wstaję, rozglądam się po pokoju. Jest to dość duże pomieszczenie, z dwoma oknami wyglądającymi na morze, wielkimi dębowymi drzwiami wejściowymi. Przy jednej ze ścian znajduje się łóżko z baldachimem, w którym leżą roznegliżowane kobiety. Przy drugiej, tej naprzeciwko drzwi znajdują się szafy oraz duży stół, na którym widzę ślady po obfitej, wczorajszej wieczerzy. Na drewnianych wieszakach na szafie (nie w, haczyki sązaczepione o lekko rozchylone drzwi szafy) wisi zniszczony, brudny i poplamiony krwią strój. Obok niego, na ziemi leżą szczątki pękniętego kostura bojowego z dwoma ostrzami na obu końcach, a tuż obok prosty miecz jednoręczny bez żadnych ozdób i pochwy. Podchodzę do stołu. Sięgam po karafkę wina, nalewam go do jednego z kieliszków, wypijam duszkiem, i zauważam kartkę na środku stołu, pomiędzy świecami, przybitą sztyletem nerkowym do niego. Przysuwam się, i  czytam
(click to show/hide)
(click to show/hide)


Budzę się. Tym razem oddycham spokojnie. Po chwili powownie zapadam w sen. Później już nie pamiętam treści listu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 10, 2014, 20:49:10
Garvaleth
Znajduje się nagi na zielonej, dziewiczej łące pod czystym, błękitnym niebem. Słońce jasno świeciło i ptaki radośnie śpiewały.. Nie wiedzieć czemu, wypełnia go szczęście, przez co poruszając się do przodu skacze z nogi na nogę i radośnie macha rękami. Nagle spotyka driadę, krasnoluda i elfkę. Są tak samo radośni jak on i tak jak on- nadzy. Wszyscy się chwytają za ręce i w kółku tańczą radośnie, głośno się przy tym śmiejąc. Przez tą sielankę nawet nie zauważyli, jak na niebie pojawiły się czarne chmury i zaczął padać deszcz- ale nie wody, lecz mieczy. Była to wręcz istna nawałnica. Radość i szczęście skończyło tak szybko, jak się zaczęło. Towarzysze Garvaletha w mig zostali poprzebijani spadającymi ostrzami, lecz on pozostał żyw. Kiedy łąka spłynęła krwią tych nieszczęśników, przestało padać i pojawiła się czarna jak nocne niebo mgła. Garvaleth klęczał sam, nagi pośród ciemności.  Wtedy przebudził się spocony i wręcz wykrzyczał: Co to k*rwa było!?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 10, 2014, 22:25:32
Aleksandra vel Truśka
Idąc wśród strażników czuła satysfakcję, że jest poza więzieniem. W obecnym stanie nie musiała niczego udawać, szła ulicami jak zwycięzca. Tak jak przez całe życie, tak i teraz odpowiadała na spojrzenia innych dodając sobie otuchy przekornymi myślami "no popatrzcie sobie, wielka, szpetna, brudna i śmierdząca baba, ale dziwo! Żebyście wy widzieli swoje zdziwione i wykrzywione mordy."
Podchodząc przed cel podróży, Trusia miała już podobnie zdziwioną gębę. Spodziewała się czegoś znacznie mniej okazałego. Na widok krasnoludzicy niemal wyszły jej oczy i poczuła jakąś bratnią siostrzaną więź.
We wnętrzu czuła się jak odurzona, tak wiele kontrastujących z lochem nowych bodźców, to było nieco za dużo dla trusiowej świadomości. Słuchała się dziwnej postaci jak zahipnotyzowana, a w łaźni z wrażenia i gorąca niemal zemdlała. Nie będąc w stanie pomyśleć czegokolwiek jasno, samoczynnie jak dziecko bąknęła, że "ja nie mam żadnych wszy". Szybko rozebrała się, rzuciła gałgany w kąt i powoli weszła do wanny aż się w niej zanurzyła. Z każdym kolejnym centymetrem obfitego ciała zanurzającego się w wodzie czuła się coraz lepiej i lepiej. Wszelkie przykre wspomnienia wyparowały, a sama poczuła jakby się rozpłynęła i stała jednym z tak wspaniałą cieczą. Czuła się bosko, w całym swym życiu nie zaznała wspanialszego stanu. Zapadła się w nim, reszta świata zniknęła, a jej umysł rozpłynął się w rozcieńczone myśli w bezkresnym oceanie przyjemności...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 12, 2014, 22:45:23
Roland "Nieobliczalny"
We śnie podchodzę do pięknej stajni... Wygląda ona na godną samego króla, jej złocony dach i cudownie zdobione okna skrywają w sobie miejsca dla urodziwych białych rumaków, które uważnie mi się przyglądają gdy wolnym krokiem idę ku nim. Jednego z nich głaszczę po ganeszy, po czym dosiadam go i galopem wyjeżdżam na zewnątrz. Chwilę później mknę po zielonej równinie, oświetlonej słońcem. Czuję się jak szlachetny rycerz, jednak po chwili...wszystko się zmienia. Niebo zasnuwa mrok, a słońce ustępuje czarnym chmurom. Rozglądam się wystraszony w okół. Nagle słyszę dziwny głos orzekający stanowczym i groźnym głosem - coś uczynił, odpłacone ci zostanie podwójnie... Usłyszawszy to, kieruję swego konia ku wielkiej, ciemnej smudze... Gdy w nią wjeżdżam, sen dobiega konca...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 13, 2014, 00:03:49
Czas: Od popołudnia 21 lipca do świtu 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Kwatera oddziału Ważnego.
Marcus Trethvey

Gdy przepasałeś się ręcznikiem zauważyłeś, że drzwi otwierają się a w nich staje krasnoludzica z nowym ubraniem dla Ciebie oraz sporym worem na ramieniu. Ubranie było złożone w kostkę. Podeszła nie przejmując się twoim widokiem do ławy i położyła je.
(click to show/hide)
Twoje stare ubranie wzięła i skierowała się do drzwi wyjściowych z łaźni. Przy drzwiach obróciła się w twoją stronę i powiedziała:
-Buty znajdują się za drzwiami. Są to czarne skórzane buty, zapewne ich nie przeoczysz. Gdy ogarniesz już się przyjdź do kuchni. Jak wyjdziesz z łazienki skieruj się w lewo korytarzem i w przedpokoju skręć w lewo. Zapewne usłyszysz jakieś głosy, tam będę czekać na Ciebie - po czym wyszła z łaźni. Po wytarciu się podszedłeś do ławy i zacząłeś ubierać się. Spodnie były trochę za duże, lecz przebolałeś to zapinając mocniej pas. Gdy wyszedłeś z łaźni rozejrzałeś się za butami. Stały one naprzeciwko drzwi oparte o ławkę.
(click to show/hide)
Usiadłeś na ławie i przymierzyłeś buty. O dziwo były dobre i przyglądając im się przez chwilę gdy je zakładałeś zauważyłeś, że buty są nowe, nieużywane. Gdy byłeś już gotowy ruszyłeś drogą, którą opisała Ci krasnoludzica. Po krótkim spacerze doszedłeś do kuchni, która była widocznie centrum życia domowników, ponieważ usłyszałeś rozmowy i co chwilę wybuchające śmiechy.
(click to show/hide)
Gdy wszedłeś do kuchni zauważyłeś, że przy stole siedzi trzech mężczyzn i jedna kobieta. Siedzą oni naprzeciwko siebie(zajęte dwa dalsze krzesła po lewej stronie stołu oraz dwa dalsze po prawej. Wolne są dwa pojedyncze w rogach stołu oraz dwa naprzeciwko siebie). Zauważyłeś, że jeden z nich opowiada jakąś historyjkę a reszta wręcz umiera ze śmiechu. Usłyszałeś:
- No i jestem w sypialni van Hojrena, tego winiarza, wbity po jaja w żonę gospodarza. Ona wrzeszczy: "Bierz mnie, na bogów! Bierz! Jestem twoją ladacznicą, twoją małą k*rewką!". No, więc co robię? - opowiadacz odpowiedział sam sobie na to pytanie, wykonując sprośny gest pięścią . - Młotkuję ją, jakby świat miał się jutro skończyć. Jestem dwa ruchy od szczęścia, kiedy słyszę za sobą jęki. Zgadnijcie, kto stoi w drzwiach?
- Kto? -
spytała kobieta, wycierając chustką twarz z łez.
- van Hojren. Ze spodniami opuszczonymi trzyma pałkę i wlepia uśmiechnięta ślepia w mój nagi tyłek, jak człowiek pustyni w studnię oazy.
Wszyscy w moment roześmiali się ponownie. Po chwili jeden z nich pokręcił głową i rzekł:
- A próbowałem Cię nauczyć, że każda rozkosz ma swoją cenę.
- Cenę? Cenę można targować, zbić
- zaprotestował opowiadacz - Nie z nim. Mimo swej miękkości ten człowiek ma wyłącznie jeden cel na oku...
- Marcusie! Nie przy gościu! - powiedziała krasnoludka gdy zobaczyła Ciebie że stoisz w drzwiach z ciekawą miną na twarzy. Krasnoludka pokazała Ci wolny stołek przy opowiadaczu i powiedziała, wręcz wydała rozkaz byś usiadł tam. Gdy usiadłeś nalała Ci do talerza przysmak krasnoludów - zalewajkę - oraz położyła obok talerza dwie bułki.
- Częstuj się tym czym nasza skromna chata bogata - powiedziała - Szef pojawi się najwcześniej pod wieczór, także masz sporo czasu by napełnić żołądek. A Ci tutaj to są zaufani ludzie Szefa. Kobieta to Diana - Diana kiwnęła Ci głową - obok niej siedzi Dherko - spojrzał na Ciebie i uśmiechnął się - Erharda już usłyszałeś i być może poznałeś - przedstawiony wyszczerzył zęby w twoją stronę i podrapał się po karku - Ten najbardziej milczący to Matthias - również kiwnął Ci głową - Ja nazywam się Ruthila i jestem gospodynią tego domu. Szef Ci się jeszcze nie przedstawił? Widocznie miał powód i ja za niego tego nie uczynię. W liście który dostarczył mi razem z tobą strażnik wyraźnie jest napisane, że po zapoznaniu oddziału masz iść na górę i czekać na szefa. Tak jak wcześniej wspomniałam, pojawi się pewnie gdzieś pod wieczór, lecz być może również wcześniej. Bogowie tylko wiedzą gdzie on się szlaja - rzekła, po czym splunęła za siebie do wazonu i poszła dalej gotować.
(click to show/hide)
- Gdy skończysz jeść pokażę Ci gdzie będziesz mógł odpocząć pracując - powiedział Matthias, po czym skierował swoje następne słowa do reszty towarzyszy: - Wy chyba macie coś do roboty? Wiecie, że jeżeli szef wpadnie a nie zrobicie tego co wam rozkazał to będzie źle - po tych słowach Diana, Erhard i Dherko wstali od stołu i skierowali się do wyjścia. Po chwili usłyszałeś jak drzwi się otwierają i zamykają. Po pewnym czasie gdy najadłeś się do syta wstałeś razem z Matthiasem i poszedłeś za nim. Po krótkim spacerze weszliście schodami na piętro. Stanęliście w rozwidleniu i Matthias powiedział : - Pokoje w prawym korytarzu należą do nas. Ty będziesz spał w pokoju, który znajduje się w lewym korytarzu. Tam właśnie pójdziemy - po czym ruszyliście do lokum. Gdy weszliście do środka, ujrzałeś taki widok.
(click to show/hide)
- Przyznaję, może to nie jest szczyt marzeń - powiedział - ale na podłodze nikt nie ma zamiaru spać. Lecz przyjdziesz dopiero tutaj później, teraz idziemy dalej - po czym Matthias zamknął drzwi od twojego pokoju i poszliście w głąb korytarza. Po chwili weszliście do dużego pomieszczenia.
(click to show/hide)
- Jak już pewnie domyśliłeś się z rozmowy z Szefem, nie jesteśmy zwykłą grupą. Więcej sam Ci powie. Lecz rozkazał mi, byś zapoznał się z tymi dokumentami - Matthias podszedł do jednej z biblioteczek i wyciągnął gruby plik dokumentów, po czym położył go na stole. - To czym się będziesz zajmował pomoże nam w robocie, lecz nie myśl, że będzie to łatwe. Zostawiam Cię teraz samego, będę na dole - po czym Matthias wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Zostałeś sam z dokumentami nie wiedząc co dokładnie twój nowy pracodawca oczekuje od Ciebie. Wiesz, że wypełnianie jego rozkazów może oczyścić twoje imię z wszelkich zarzutów, więc wziąłeś się do roboty. Podszedłeś do stołu, usiadłeś na jednym z wolnych krzeseł i rozpocząłeś przeglądanie dokumentów*. Okazało się, że wśród nich znajdują się papiery dotyczące śledztw w różnym stopniu zaawansowania przeciwko poszczególnym osobnikom. Zbiegiem okoliczności wszyscy siedzieliście w jednym więzieniu. Przypadek? To tylko bogowie mogli zweryfikować. Przez kolejne dni zajmowałeś się tym, co Ci rzekł Matthias - spałeś, jadłeś, ogarniałeś się i czytałeś cały czas te dokumenty, które otrzymałeś. Przez ten czas dobrze zapoznałeś się z resztą domowników. Wszystkich tylko martwił fakt, że ważny przez te dni ani razu się nie pojawił w domu. Lecz wszyscy wiedzieli, że nie ma sensu go szukać - jeżeli nie mógł się pojawić, to miał naprawdę dużo roboty. 28 lipca poznałeś kolejną osobę, która również zjawiła się niespodziewanie jak ty - kobietę(lub nawet babsko) o imieniu Aleksandra. Ona również była umieszczona w dokumentach, które przekazał Ci Matthias. Przez te dwa dni próbowałeś się z nią zapoznać, lecz miała ona dosyć trudny charakter. 30 lipca br. miałeś zamiar robić to co zawsze odkąd pojawił się w tym domu. Chciałeś znów przejrzeć dokumenty, by zapoznać się z nimi profesjonalnie - tak jak pewnie by oczekiwał od Ciebie Ważny lub Szef jak go tutaj nazywają. Gdy obudziłeś się po śnie, gdzie śniły Ci się jakieś bzdety zobaczyłeś, że ktoś stoi w drzwiach. Po chwili spostrzegłeś, że to  Ważny. Uśmiechnął się gdy zobaczył Ciebie lekko zmieszanego i powiedział : - Widzę, że przez ten czas jaki tutaj byłeś nie nudziłeś się. Zapoznałeś się z dokumentami, jak mniemam dosyć dobrze. Poznałeś moją grupę i chyba spodobała Ci się ona, lecz nie nią będziesz dowodził, to zapewne wiesz. Zbieraj się - rozkazał Ważny - Twój wielki dzień przed tobą. Przy okazji przyniosłem Ci broń i pancerz, na wszelki wypadek - powiedział, po czym wskazał Ci oparty prosty miecz jednoręczny w pochwie oraz tarczę z dziwnym mocowaniem i kolczugę z kapturem oraz do tego rękawice oraz ciemny płaszcz na to wszystko - Miecz jest dobrze wyważony, został zamówiony u znajomego kowala. Z tarczą był pewien problem przez brak twojej dłoni, lecz zręcznie sobie poradził. Mocowanie jest na pasy, także jak będziesz ją brał w uszkodzoną rękę masz możliwość jej "zapięcia". Nie wiem czy to się sprawdzi, mam nadzieję, że tak. Czekam na Ciebie na dole, Truśka też już czeka - po czym Ważny wyszedł i usłyszałeś jak schodził po schodach. Wstałeś z łóżka i zacząłeś się ogarniać.
Opisz jak reagowałeś na pobyt tutaj. Możesz się rozwinąć lub opisać po krótce cały pobyt lub każdy dzień osobno - jak wolisz. Również opisz swoją reakcję na Aleksandrę.
* Na chwilę obecną są to dane z tematu o Kartach Postaci. Wszystkie ważniejsze informacje poza wyglądem osobistym i umiejętnościami. Imię, ksywa, wiek i za co trafił do pudła.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas: Świt 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Wasze tymczasowe miejsce "zameldowania" czyt. loszek oraz hol loszku.
Roland oraz Garvaleth, Sheldon oraz Arnulfr, Domenic, Xander.

Skoro świt zostaliście brutalnie obudzeni w swoich celach. Do każdego z was podeszło dwóch strażników miejskich w pełnym uzbrojeniu. Kopniakami, szturchańcami oraz popychaniem wyciągnęli was z cel i ustawili w kolumnie. Wtedy wszyscy spotykacie się pierwszy raz. Po chwili  jeden ze strażników poprzypinał was do siebie, co mocno ograniczyło wasze ruchy. Pierwszy w kolumnie jest Sheldon, za nim stoi Garvaleth, po nim w kolejności Roland, Arnulfr, Domenic i Xander. Gdy kolumna została uformowana ruszyliście przed siebie za dwoma rosłymi strażnikami. Czterech kolejnych szło za wami. Po małych trudnościach na schodach doszliście do do holu. Do upragnionej wolności dzieliły was tylko duże drewniane drzwi prowadzące na zewnątrz Loszku. Niestety, nie mogliście uciec z racji tego że jesteście przypięci. Gdy prowadzący strażnik zatrzymał waszą kolumnę w loszku wyszedł na zewnątrz. W holu zostaliście wy, pięciu strażników miejskich oraz dwóch znanych wam strażników więziennych. Nie wiedzieliście co was czeka. Lecz zatliła się w was iskierka nadziei, że być może to Ważny upomniał się o was.
(opiszcie waszą reakcję na to co się wydarzyło oraz wasze przemyślenia co was czeka)

Wyjaśnienie co się działo z Xanderem po jego odpowiedzi na zadane pytanie przez Ważnego:
Ważny stwierdził, że się nadasz do tej roboty i powiedział, byś odpoczął jakoś. Przydasz mu się do roboty. Po rozmowie strażnicy znowu wsadzili Cię do karceru, lecz przynieśli również jedzenie. Przez te dwa dni głównie spałeś, ponieważ nie mogłeś określić pory dnia lub nocy przez otaczającą Cię ciemność.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas:od popołudnia 28 lipca do świtu 30 lipca 1269 r.
Miejsce: Tretogor. Kwatera oddziału Ważnego.
Aleksandra vel Truśka

Gdy odpoczywałaś w łaźni do środka weszła krasnoludka i położyła ci cicho ubranie na ławie, po czym zabrała twoje stare. Gdy miała już wychodzić powiedziała - gdy odpoczniesz już ubierz się i przyjdź do kuchni. Buty będziesz mieć przed łaźnią. Gdy wyjdziesz stąd, skieruj się w lewo korytarzem do przedpokoju i skręć w lewo. Kolejnym korytarzem dojdziesz do kuchni - na pewno trafisz - po czym zamknęła drzwi za sobą. Gdy wstałaś z wanny wytarłaś się porządnie i podeszłaś do ławy. Zobaczyłaś ubranie przyniesione Ci przez krasnoludkę.
(click to show/hide)
Gdy ubrałaś się skierowałaś się w stronę kuchni. Chwilę Ci to zajęło, lecz w końcu trafiłaś. Gdy weszłaś do środka poczułaś to co każda gospodyni lubi - wszelakiego rodzaju zapachy bijące z garnka, zawartości talerzy, wypieku i przypraw. Gdy tak stałaś zauważyłaś, że ktoś siedzi przy stole. Był to Marcus. Być może przedstawił się tobie i wywiązała się jakaś rozmowa. Po chwili podeszła do Ciebie krasnoludka i powiedziała - Poznaliście się już? To dobrze, szkoda czasu na ceregiele. Siadaj i jedz babo! Musisz być pełna sił, jeżeli Szef przysłał Cię tutaj - powiedziała krasnoludka i pokazała Ci wolne krzesło. Gdy upewniłaś się, że nie zarwie się pod twoim ciężarem (przepraszam Huth, nie mogłem się opanować :D) rozsiadłaś się i czekałaś na jedzenie. Po chwili krasnoludka nalała Ci potrawki z cebuli oraz z innych warzyw i podała Ci pieczywo. Usiadła przy was i powiedziała:
- Nazywam się Ruthila i jak domyśliłaś się, jestem tutaj gospodynią. Robię to co każda gospodyni - zajmuję się tym domem, dopóki szlag mnie nie trafi z tymi tutaj ludźmi - spojrzała na Marcusa i uśmiechnęła się do niego, po czym ciągnęła - jestem cholernie ciekawa czym przekonałaś Szefa, by Cię tutaj przysłał. Lecz to dobrze, póki jesteś tutaj pomożesz mi w kuchni oraz zająć się tym całym rozgardiaszem - powiedziała, po czym wstała od stołu i poszła na zaplecze. Gdy zjadłaś wiedziałaś, że możesz tutaj się przydać. Przez dwa dni pomagałaś Ruthili w kuchni, opiekowałaś się domem i mogłaś poczuć się prawie jak gospodyni. W międzyczasie poznałaś trochę lepiej innych domowników tego domu - Dianę, Dherko, Ekharda i Matthiasa. Miałaś lekki problem z zapamiętaniem ich dziwnych imion, lecz w końcu udało Ci się. Wieczorem 29 lipca położyłaś się spać tam gdzie zawsze - w pokoju Ruthily. Miała dwa łóżka więc podzieliła się z tobą. Spałaś praktycznie jak zabita, nie wiedziałaś, że pielenie grządek może być aż tak męczące, a przecież wychowałaś się w dołach smolnych! Przed świtem 30 lipca br. tak jak wczoraj obudziłaś się. Gdy  ogarnęłaś się trochę i sprzątnęłaś pościel po sobie poszłaś do kuchni. Tam usłyszałaś już rozmowę, jaka wywiązała się między krasnoludką a kimś, kogo już kojarzyłaś. Gdy weszłaś do kuchni zobaczyłaś Ważnego. Ten gdy Cię zauważył uśmiechnął się do Ciebie i powiedział: - Mam nadzieję, że Ruthila aż tak bardzo Cię nie wymęczyła - i szturchnął lekko krasnoludkę. Ta sobie w kaszę dmuchać nie pozwala i uderzyła go szmatką po zadku - Zbieraj się Truśko. Dziś twój wielki dzień. Nie tylko twój, lecz będziesz mieć swój udział w tym przedsięwzięciu. Oczekuj na mnie w przedpokoju, idę jeszcze po Marcusa - powiedział Ważny, po czym poszedł w stronę schodów.

(Opisz swoją reakcję na to co się wydarzyło oraz jak możesz opisz dni, które spędziłaś w tym domu. Nie musi być szczegółowo, lecz może.)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 13, 2014, 12:37:01
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Oho. Chyba nie wyjdziemy stąd tak łatwo jak myślałem. - Dodałem pod nosem na sytuację przed drzwiami.
(Mogłem się odlać zanim stąd mnie wyprowadzili ale musiałem oczywiście wysłuchiwać historii tego buraka) - Myślę ściskając swoją prostatę siłą woli (i mięśni).
Staram się wykonywać polecenia straży, gdyż w tym stanie i sytuacji nic nie zdziałam.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 13, 2014, 12:58:32
Xander
Rozglądam się po holu i obserwuję skutych przede mną więźniów. Staram też się poruszać zastanymi mięśniami lecz w ostrożny sposób, aby strażnicy nie przyczepili się do tych ruchów, bo mogli by pomyśleć, że próbuję się uwolnić i uciec.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 13, 2014, 13:04:42
Arnulfr Brokvar

Dosyć brutalne traktowanie strażników więziennych próbuję znieść spokojnie, jakiekolwiek awantury nijak mi obecnie nie pomogą, jako że jest to moja jedyna szansa na wydostanie się stąd. Jak się okazało, plotki były prawdziwe i Ważny faktycznie zbierał grupę do... czegoś. No, albo to albo wszyscy idziemy na grupową egzekucję. Wciąż jednak mam nadzieję, że to Ważny przyszedł by mnie stąd zabrać by wykonać tą jego robotę, nie ważna jaka by ona była.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 13, 2014, 18:25:20
Garvaleth już w sumie zaczął przywykać do więziennej codzienności. W całej tej sytuacji szedł z raczej z zniesmaczoną miną  z powodu swego nie wyspania. Podczas tego "marszu" czasami spojrzał się chaotycznie to w lewą, to w prawą stronę; czasami rzucił jakieś przekleństwo pod nosem. Kiedy przechodzili obok drewnianych drzwiczek, czyli swoistej "bramy wolności" w jego umyśle na krótką chwilę zagościła wizja wolnego życia, ale nie byłą to wizja kolorowa i szczęśliwa. W tym widzeniu widział, jak znajduje swą ukochaną, ale ta nie chce się z nim zadawać z powodu siedzenia w lochach za morderstwo. Po tym nie mógł się pozbierać i co wieczór w tej samej karczmie w której pracowała kiedyś jego matka upijał się do nieprzytomności co w jego przypadku nie było trudnym zadaniem. Nie chcę takiej wolności.- głośno pomyślał i poszedł dalej.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 13, 2014, 19:01:02
Marcus Trethvey
   Założyłem szaty i buty, po czym obejrzałem się. Ha, nie jest źle. Choć przydałaby się kieszeń, do której mógłbym schować lewą rękę. Po chwili wahania, drugą rękawiczkę schowałem za pas, uznając, że ostatecznie trzeba się pogodzić z faktem, a nie udawać przed samym sobą, że ciągle mam lewą dłoń. Rzuciłem ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w tafli wody w wannie, ciągle zastanawiając się, ile ważny musi mieć pieniędzy, skoro wykosztował się na nowe buty, po czym ruszyłem do kuchni.
***
   Pomimo wskazówek, plątanina korytarzy sprawiała mi problemy. Gdyby nie śmiechy, to bym się tu chyba zgubił. No, wreszcie kuchnia. Już po pierwszych słowach orientuję się, o co chodzi. I ja miałem dziwne przygody jako wojak, choć, trza przyznać, takich jak ten mężczyzna, to nie. Gdy krasnoludka poleca mi usiąść, czynię to, i patrzę wygłodniały na jedzenie, zdając sobie nagle sprawę, że od dawna... czyli od ostaniego posiłku w więzieniu, nie miałem nic w ustach. Mdli mnie z głodu, ale przedstawiam się grupce i staram się zapamiętać ich imiona. Wreszcie rzucam się na jedzenie.
Już kilka chwil później ruszam za mężczyzną... zaraz... jak on miał... Matthias? Cholera wie, nieważne. Muszę skupić się na drodze, bo inaczej nie uda mi się tu z powrotem trafić. Wreszcie docieramy do pokoju. No, mały, ale przytulny.
-Nie jest zły, zresztą coś mi mówi że nie tu będę spędzał większość czasu, mam rację? - odpowiadam Matthiasowi.
***
Po wyjściu Matthiasa rozglądam się uważniej po pokoju. Podchodzę do mapy, i przyglądam się. Moje podejrzenia potwierdziły się, kraj na mapie to Redania. Na głos mówię sam do siebie:
-Ha, ciekawym, czy przyjdzie mi jeszcze obaczyć Temerię... chociażby na mapie!
Idę dalej. Regały i biblioteczki. Gdybym uczęszczał do jakiejś przyświątynnej szkółki, zapewne zainteresowałyby mnie zgromadzone tu dzieła, czymkolwiek były, ale nigdy nie ciągnęło mnie wcześniej do książek. Ostatecznie, podchodzę do stołu. Patrzę z niechęcią na gruby plik dokumentów. Znów mówię sam do siebie:
-Ehh... mam nadzieję, że nie będą mnie z tej lektury odpytywać... - po czym jednocześnie ze zniechęceniem, jak i ze świadomością, że od tego zależeć może życie moje... lub moich ludzi, siadam do dokumentów. Już po chwili orientuję się, że owe dokumenty to akta moich przyszłych ludzi...
***
Środek nocy z 21 na 22 lipca 1269
Cholera... jest środek nocy - stwierdzam, budząc się. Leżę na jakichś dokumentach, przyglądam im się uważniej. Ach, tak. Xander, zwany Rzeźnikiem... z zawodu rzeźnik. Kanibal. Naprawdę, Ważny...? Gorszych nie było? Cóż, trzeba będzie uważać podczas wspólnych postojów na niego. I podczas walki też... nie wydaje mi się na zaznajomionego z rzemiosłem wojennym, jeszcze któregoś z nas przez przypadek zrani...
Wlokę się powoli, jakimś cudem trafiając do właściwego pokoju. Nie rozbierając się, padam na łóżko z nadzieją, że reszta ludzi ma większe doświadczenie bojowe...
***
Popołudnie 28 lipca 1269
Brzuch boli mnie z głodu, ale jeszcze nie czas zejść na posiłek. Zostało mi już tylko kilka stron ostatniej osoby na dzisiaj. Roland, określany mianem "Nieobliczalnego". Coś takiego... zupełnie jak ja, gdym był młody, jeno on urodził się w tym samym roku co ja. Ha, doprawdy, i ja kiedyś jeno interesowałem się walką, pieniędzmi, dupczeniem i piciem. Wreszcie jakiś towarzysz godny mojej starej kompanii najemników...!
-Ha, to były czasy! - mówię po raz kolejny w ciągu tych dni sam do siebie, po czym, zamykając jego akta, schodzę do kuchni poznaną już na pamięć drogą.
***
Rozsiadam się wygodnie w kuchni, po czym spożywam zalewajkę... Ostatecznie nie jest zła - myślę sobie, starając się, by gospodyni nie zorientowała się o czym myślę, i nie poczuła się urażona - choć jak jem ją dzień w dzień, to, cholera... mam już tego dość.
Przemagam się i dalej spożywam. Nagle słyszę ciężkie kroki z tyłu. Obracam się, a to, co widzę, przywołuje u mnie dwie myśli. Pierwsza to było stwierdzenie sprzed tygodnia, że krasnoludzkie kobiety są paskudne. Jak widać, ludzki też mogą takie być... - szybko odganiam tą myśl i skupiam się na drugiej, ważniejszej, tyczącej się dokumentu, jaki wczoraj przeglądałem. Aleksandra "Truśka" z Czornych... W tym wypadku nie mogę się mylić. Wstaję, po czym podchodzę do niej, podaję wyprostowaną prawicę w rękawicy, nie chcąc tracić czasu na kłopotliwe zsuwanie jej kikutem, po czym przedstawiam się:
-Witaj, "Truśko". Jam jest Marcus Trethvey z Moën, herbu Dwie Wrony, rycerz wielkiego króla Foltesta Temerskiego.
(click to show/hide)
***
Późna noc z 29 na 30 lipca 1269
Ech... Która to godzina? Nie ważne... już tylko jedna strona... Przekrwionymi, zmęczonymi oczami analizuję ostatnią stronę aktów ostatniej osoby... Elf? Tutaj? Coś takiego... - dopiero dociera do mnie, kim jest osoba, której dokument się tyczy. Kilka chwil gapię się bezmyślnie w dokument, po czym jakimś cudem docieram do pokoju. Tym razem zdejmuję ubranie, a raczej staram się to zrobić, po czym rzucam się na łóżko.
***
Powoli wybudzam się ze snu. Nagle moje ciało dostaje gwałtowny impuls - dostrzegam kogoś na tle drzwi! Już przez chwilę byłem pewien, że burmistrz odkrył, gdzie się ukrywam, gdy zorientowałem się w swoim błędzie. W drzwiach stał ważny i miał ekwipunek. I to nie byle jaki. Natychmiast ubrałem się, założyłem również kolczą zbroję. Miecz w pochwie przypasałem, zaś tarczę, po chwili wahania założyłem na plecy, i zakryłem ją, jaki i kolczugę, płaszczem. Mam dziwne wrażenie, że podczas misji lepiej nie obnosić się z bronią i pancerzem na wierzchu. Ruszyłem pewnym krokiem za Ważnym, ciekaw, co się teraz wydarzy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 13, 2014, 19:45:42
Aleksandra vel Truśka
"Psiakrew, trzeba robić, co każą, byle nie wracać do ciupy..." pomyślała Trusia po wyjściu krasnoludzicy z łaźni. Szybko szorując się i ubierając przyrzekła sobie, że nie umrze dopóki sama sobie takiej łaźni na własność nie sprawi. Trzeba mieć jakiś cel w życiu.
Dom wewnątrz robił na Trusi spore wrażenie, czuła się nieswojo w zadbanych pomieszczeniach. W końcu dotarła w głównej mierze po zapachu do kuchni, gdzie spotkała Marcusa.

Na jego powitanie stanęła zamurowana. Ten człowiek widział jak się nazywa, ponadto zwrócił się do niej po pańsku i z szacunkiem(dla Trusi szacunek oznacza brak skrzywienia się na jej widok oraz trudno dla niej zrozumiałych i wprost przykrych komentarzy). W dodatku to był rycerz! Trusia zdołała się opanować, przypomniała sobie, że wypada dygnąć, co też uczyniła, sama czując się jak krasnoludzica w balecie.
- Witaj, yyy mości rycerzu Marcusie... Tego, ee... pozwolisz, że się przysiądę - odrzekła i nie czekając na reakcję znalazła odpowiadające jej krzesło (ekhem MG). - Skąd znasz moje imię?

Wtenczas pojawiła się Ruthila z jedzeniem. Trusia była zadowolona z prostego, ale sycącego jadła, dawno takiego nie miała w ustach. Słowa Ruthily ją ucieszyły, a zapowiedziana praca w domu pozwoliła zatrzeć niedawne wydarzenia, przywrócić do używalności ciało po więziennym zastygnięciu oraz poczuć się potrzebną i w niemal normalnej sytuacji życiowej. Przy okazji dowiedziała się paru rzeczy o pracowitości krasnoludzkiej rasy, co jej mięśniom i stawom niespecjalnie się podobało.
Czwórka innych domowników wydała się dla niej dość grubiańską grupką wzajemnej adoracji, raczej ich unikała.

Ranek 30 lipca przyniósł z pierwszymi promieniami słońca niepokój i przebudzenie z krótkiej 'rekonwalescencji'. Ważny był dla Trusi jak ręka losu spychającą ją w wejście mroczącego się tunelu. Spojrzała na Ruthily poważnie, powiedziała coś typowego "mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy, dobrze mi tu było", ale sama była już myślami gdzie indziej. Sama miała do zabrania jedynie buciory, więc zapytała się jeszcze Ruthily czy jest dla niej jakiś ekwipunek.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 13, 2014, 22:04:29
Roland "Nieobliczalny
Zapewne mój pobyt w lochu dobiega końca...cóz, nie mogę się doczekać ponownego chwycenia oręża w dłoń, przyodziania zbroi i czynienia tego, co należy. Ciekawym jest, co takiego los mi zgotuje, jakie zadania przydzieli mi ten nieznajomy i przeciw komu będę wylewał swój gniew. Liczę, że sprawa za którą mam ponoć ryzykować życiem jest słuszna, albowiem warto odkupić swój ostatni uczynek, bo to tak naprawdę jedyny, za który mi tak bardzo wstyd...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 14, 2014, 19:23:49
Domenic Neil "Duce" Agvassi
Brutalnie wypchnięto mnie za drzwi.
Będąc w więzieniu starałem się trzymać formę, jednak pobyt w karcerze mocno mnie osłabił. Mięśnie musiałem rozruszać, ból w stawach rozchodzić. Rozejrzałem się
Grupka ludzi z krasnoludem na czele, wszyscy sczepieni kajdanami. Z karceru obok wyprowadzono innego człowieka. "Czyżby to był ten, który krzyczał w nocy?"
Doczepili mnie, pomiędzy zaniedbanym mężczyzną z jasnymi włosami i brodą a ciemnowłosym kolesiem ze szramą na twarzy, który "mieszkał" za ścianą.
"Gdzie nas prowadzą? Powiedziałem Ważnemu co mogę zrobić, ale nie wydaje mi się by to za jego poleceniem wyciągnięto mnie i resztę więźniów z cel. Może tylko przenoszą nas do innej placówki? Albo odprowadzają nas do wyjścia, gdzie Ważny pokaże mi, lub nam,  co robić?"
Uśmiechnąłem się do swoich towarzyszy, i z podniesioną głową ruszyłem do przodu, pociągnięty przez łańcuch, i szturchnięty przez milicjanta.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 14, 2014, 21:39:49
Czas:Poranek 30 lipca 1269 roku.
Miejsce:Tretogor; kuchnia oraz przedpokój kwatery. Podwórze przed frontem domu oraz ulica.
Marcus Trethvey
Gdy schodziłeś schodami zauważyłeś, że Ważny już czekał na Ciebie lecz patrzył w inną stronę. Gdy zszedłeś już spojrzałeś tam, gdzie on się patrzył. Zauważyłeś, że Aleksandra dostaje od Rutheli duży podręczny worek, zapewne z prowiantem i innym wyposażeniem wprost dla niej. Kobiety weszły do przedpokoju.

Aleksandra vel Truśka
Krasnoludka gdy usłyszała twoje pytanie poszła do magazynku. Za chwilę stamtąd wyszła i niosła spory worek podróżny. Gdy podeszła do Ciebie powiedziała : - To dla Ciebie Aleksandro. Masz tam wszelkiego rodzaju przyprawy jakie Wam się przydadzą w drodze jak i również coś do jedzenia. Dwa bochenki chleba, parę pięt kiełbasy, trochę smalcu w garnku pod przykryciem, trochę marchwi, ziemniaków, cebuli oraz buraków. Do tego dołożyłam Ci jeszcze mały garnuszek metalowy oraz patelnię, mały kociołek i chochlę. Może to mało, może to dużo, lecz wiem, że wykorzystasz wszystko tak tylko jak potrafisz - po czym wręczyła Ci go. Podniosłaś go i zarzuciłaś sobie na plecy. Zauważyłaś, że twarz krasnoludki spochmurniała, a w oczach pojawiły się łzy. Gdy zauważyła to odwróciła swoją głowę w stronę przedpokoju i zauważyła stojącego Szefa i Marcusa, którzy im się przypatrują. Krasnoludka powiedziała: - Nie dajmy im czekać - po czym ruszyła do przedpokoju, a ty za nią. Weszłyście do przedpokoju.

Razem

Ruthela powiedziała do Marcusa: - Powodzenia, panie rycerzu. Mam nadzieję, że gdy będziesz jeszcze raz w Tretogorze, odwiedzisz takie babsko jak ja - po czym roześmiała się smutno i spojrzała na Ważnego - Uważaj na siebie. Nie chciałabym dowiedzieć się od twojego szefa, że zginąłeś za głupią sprawę - po czym podeszła do Niego i objęła go w pasie. Ważnemu trochę zabrakło dechu w piersiach, tak go ścisnęła i odwzajemnił uścisk. Powiedział: - Zginęlibyśmy gdybyś nie miała głowy na karku. Opłaty są zrobione, lecz jeżeli będziesz miała jakieś kłopoty, to wiesz gdzie masz iść - po czym puścił krasnoludkę. -Wiem - odrzekła i obtarła twarz z łez. Gdy podeszła do Aleksandry również ją uściskała i rzekła: - Takiej drugiej baby jak ty to ze świecą szukać. Dbaj o te chłopiska, przyda im się babia ręka - po czym rozpłakała się. Trochę głupio wam się zrobiło, lecz obowiązki wzywały. Ważny otworzył drzwi i przepuścił was przodem. Gdy wyszliście zauważyliście, że jego oddział był już na koniach. Przy furtce czekał na was powóz z klatką z tyłu, coś sporego przykryte plandeką oraz siedzisko do powożenia. Zauważyliście również, że przy wozie oczekuje mlecznobiały koń z rzędem. Gdy podeszliście do wozu odwróciliście się w stronę domu. Ważny wyszedł już z domu i podążał za wami, a w drzwiach pojawiła się krasnoludka z jakąś szmatą do wycierania twarzy. Po chwili Ważny podszedł do mlecznobiałego konia i wsiadł na niego. Poklepał go po karku i koń zarżał. Ważny spojrzał na was i powiedział: - Zapewne domyślacie się co macie zrobić. Jeżeli ty Truśko niezbyt, to mam nadzieję że Marcus wyjaśni Ci po drodze jakie czeka was zadanie. Teraz wsiadajcie na wóz, pojedziemy do więzienia po resztę waszej grupy. Gdy tylko ich zapakujemy na wóz i wyjedziemy z miasta powiem wam co dalej macie zrobić. Po chwili gdy weszliście na wóz nie mogliście się zdecydować kto ma powozić. Czy ty Truśko z obydwoma rękami, czy ty Marcusie z jedną ręką. Po chwili zdecydowaliście i cała gromadką ruszyliście w stronę więzienia. Gdy odjeżdżaliście Ważny i reszta grupy pomachał w stronę Rutheli, a ona zrobiła to samo. Ruszyliście w drogę do swojego byłego domu - więzienia.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Akcja: Tretogor; Hol loszku oraz podwórze przed więzieniem wychodzące na ulicę.
Wszyscy więźniowie

Gdy tak staliście robiliście różne rzeczy. Głównie to rozglądaliście się i rozmyślaliście co się stanie być może za chwilę. Niektórzy z was zauważyli, że strażnicy są dziwnie uważni. Widocznie na coś lub na kogoś czekali. Po pewnym czasie ten co wyszedł wcześniej z loszku wrócił i powiedział : - Zbliża się ta pora. Wyprowadzić więźniów.
Strażnicy podeszli do was i pokazali wam wyjście. Ruszyliście przed siebie i po chwili wrota zostały otworzone. Do środka wpadły niezliczonego promienie świetlne i oślepiły was na chwilę. Niektórych was bardziej, niektórych gorzej. Po chwili gdy przyzwyczailiście się do panującej jasności strażnicy wyprowadzili was na zewnątrz więzienia. Byliście prawie wolni! Prawie, bo ciągle skuci. Po chwili gdy tak staliście zauważyliście, że ludzie zaczynają się zbierać z myślą, że będzie niedługo egzekucja. W tłumie ktoś tam krzyknął: - Bandyci! Elfie nasienie! - w innym miejscu - Na stos z nimi! - gdy strażnicy zauważyli, że zbiegowisko zaczęło zatarasowywać drogę rozpoczęli przeganiać ludzi, by poszli sobie. Po dłuższej chwili tłum się przerzedził i w końcu wszyscy poszli sobie zajęci swoimi sprawami. Lecz strażnicy stanęli po dwóch stronach drogi wyraźnie kogoś wypatrując. Po pewnym czasie jeden z nich krzyknął: - Jadą! - po czym wskazał palcem paru ludzi na koniach oraz wóz, który jechał za nimi. Wy nie mogliście go dojrzeć z racji tego, że zasłaniał wam budynek.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 14, 2014, 22:06:23
Xander
Łapie w płuca świeże powietrze, rozluźniam mięśnie i szepczę do towarzysza stojącego przede mną:
- Gdy się zrobi coś co mogłoby pozbawić nas tej szansy na wolność stajemy razem do walki ?? Ja postaram się załatwić straż po lewo ty po prawo. - Mówię to cicho lecz z pewnością.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 14, 2014, 23:44:13
Marcus Trethvey
Odpowiadam krasnoludce:
-Ha, pewno, że mus mi tu będzie przyjść, jak Tretogor odwiedzę. Jeno... chyba nie zaszczycę redańskiej stolicy, póki burmistrz nie zejdzie z tego świata, tak dla bezpieczeństwa swego, i moich cennych kości. Bywaj, Ruthilo! Nigdym jeszcze takiej gościnności nie zaznał!
Lekko wzruszyło mnie to pożegnanie... Od razu do głowy wpłynęły wspomnienia z pożegnań z towarzyszami, z którymi już się nie spotkam... Ech... stary i sentymentalny się już robię - pojawia się myśl w mojej głowie, po czym wychodzę przez drzwi.
Ukrywając moje wewnętrzne rozrzewnienie, niemal odruchowo pozdrowiłem oddział Ważnego. Zauważyłem, że w jego towarzystwie są o wiele bardziej poważni, niż zwykle. No tak, wyruszamy wypełnić zadanie - kolejna myśl w mojej głowie, brzmiąca tak banalnie... Cholera. Zdecydowanie się starzeję.
Zamyślony, wsiadam na wóz, po czym pytam się Truśki:
-Truśko, umiesz powozić? Jeśli otrzymuję odpowiedź negatywną, biorę lejce do ręki, i staram się prowadzić wóz dość pewnie, mimo mojego inwalidztwa.
Jeśli odpowiedź jest twierdząca, tłumacząco okazuję kikut, po czym mówię:
-W takim razie, sądzę, że nadasz się do tego lepiej niż ja.
Po chwili milczenia, zaczynam krótką przemowę, tłumaczącą nasze zadanie:
-Trafiłem tu z pudła, by, jak to on określił, dowodzić grupą ludzi, która może mi w każdej chwili wbić nóż w plecy. Nie pierwszyzna to dla mnie. Jestem weteranem wojennym, lecz myśl o tym, że miałbym was przeciwstawić czemukolwiek, co odebrało podstawowe wyszkolenie wojskowe, wyrzuciłem z głowy gdy tylko zobaczyłem wasze akta. Doprawdy, przy was ci, jak im tam było... be-pe-pe, to elitarna formacja wojskowa. Choć, trza przyznać, szyk trzymać umieli. Kto wie, może tylko dzięki temu oraz twardej postawy nas, landsknechtów pod Brenną, nie jesteśmy niewolnikami nilfgaardzkich psów...Wybacz, zszedłem z tematu. Mam jednak doświadczenie z młodości w dowodzeniu grupami najemników, rębajłów, którzy za kilkadziesiąt orenów podjęliby się zabić każdego. Myślę, że o coś takiego chodzi. Sądzę, że mamy kogoś wytropić i zlikwidować.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 15, 2014, 11:15:39

Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Ku*wa, ale świeci - Mówi sam do siebie, lekko podirytowany faktem, że słońce akurat świeci mu w oczy.
Mimo wszystko podążam za strażą, by nie zmarnować szansy na odzyskanie wolności. W końcu podlegam systemowi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 15, 2014, 19:06:07
Arnulfr Brokvar

Mrużę oczy, próbując się przyzwyczaić do dawno niewidzianego w takiej ilości światła i podążam spokojnie za współwięźniem. No, przynajmniej próbuję być spokojny a łatwe nie jest, gdy cały tłum spodziewa się egzekucji, tak bardzo że aż sam zwątpiłem w ratunek i przybycie Ważnego. A przynajmniej dopóki jeden ze strażników oznajmił, że ktoś nadjeżdża. Może to on? Oby, bo zamiast zginąć w egzekucji to niedługo wykończą mnie nerwy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 15, 2014, 20:02:16
Garvaleth

Jest cały nerwowy. Właściwie nie wie co się dzieje. Odwykł od tak jasnego światła, ale nie był zły na nie, wręcz się cieszył że je znowu widzi. W jego głowie pojawiały się różne myśli, dotyczące np. zwrócenia wolności czy zbiorowej egzekucji, ale wszystkie jakoś tłumił, nie chciał dać ponieść się emocjom.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 16, 2014, 12:32:36
Roland "Nieobliczalny"
Ostatkami sił po przywyknięciu do słońca, unoszę dumnie głowę, by nie dać sukinkotom którzy krzyczą by nas na stos posłać, żadnej satysfakcji. Na okrzyk "jadą" rozglądam się na boki i staram się zorientować, o co chodzi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 16, 2014, 21:01:26
Aleksandra vel Truśka
Trusia była wzruszona zachowaniem Rothily, ale wiedziała, że obecna sytuacja była nieunikniona i jeżeli była pora rozpaczać, to już dwa dni temu. Powiedziała tylko - Dziękuję, Rothilo, wszystko się na pewno nam przyda.
Usłuchała Ważnego i już siedząc obok Marcusa zdecydowała, że weźmie od niego cugle.
- Dom se rada, panie rycerzu, toć beczki smoły wywoziłam z lasu parokroć.
Po wysłuchaniu przemowy lekko się zasępiła.
- Prawda, że w wojsku nie byłam, no bo jak to w ogóle baba-żołnierz, chyba że w tym no... taborze, a oczywista że nie tylko do gotowania tam są eee, znaczy proszę o wybaczenie, mości panie, hhmm dowódco! - wybrnęła wesołym zawołaniem. - Nie wiem co to te bebepe ani lanschneści, ale twardo postawa wim, każdy kto przeżył zima w lesie i lato przy dołach i mielerzach musi być twardy. Takoż jestem na rozkaz, zadość wyjściu z ciupy trza uczynić...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 17, 2014, 14:34:18
Domecic "Duce"
Po wyjściu poczułem zapach miasta, który wymieszał się z odorem dawno niemytch  towarzyszy, i chyba jeszcze bardziej śmierdzących strażnków. Oczy bardzo szybko przyzwyczaiły się do mocniejszego światła, jednak mimo to uczucie było bardzo niemiłe.
Krzycząca i szydząca z nich czeladź oczekiwała zabawy.
"Czyżby prowadzono nas na szafot?"
Rozglądam się, z niemiłym uśmiechem na twarzy taksuję otoczenie.
Wtedy usłyszałem głos za plecami.
- Wygląda na to że pomyśleliśmy o tym samym. Gdy tylko szansa będzie odpowiednio duża, spróbujemy. Zgadza się?
Odwróciłem się do swojego towarzysza niedoli, i zapytałem.
- Wiesz może co chcą z nami zro...- przerwałem, otrzymując od jednego ze strażników cios lagą w plecy
- Wystarczyło mnie upomnieć człowieczku
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 21, 2014, 21:18:05
Czas:Poranek 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Ulica i placyk przed więzieniem.

Marcus Trethvey oraz Aleksandra vel Truśka

Przejazd przez miasto przebiegał spokojnie. Ludzie widząc, że jedzie wóz z obstawą uchodzili na bok, lecz byli niezbyt przejęci tym faktem. Ot kolejna bogom-ducha winna grupa szuka szczęścia w stolicy Redanii. Po pewnym czasie wjechaliście na placyk przed więzieniem. Zauważyliście, że strażnicy miejscy pilnują porządku a więźniowie są ustawieni w szeregu twarzami do was. Zapewne spochmurnieli na widok klatki znajdującej się na wozie, lecz wiedzą, że jest to jedyna szansa na opuszczenie tego przeklętego miasta. Reszta oddziału ważnego rozstawiła się po obu stronach klatki cały czas rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu zagrożenia. Ważny w tym samym czasie zszedł z konia i podszedł do dowódcy straży, po czym zapytał:
- Wszyscy gotowi do drogi? - i spojrzał na więźniów.
- Tak panie - odpowiedział dowódca - wszyscy są, co do joty.
- Dobrze, pakujcie ich do klatki.
- Tak jest! - rzekł dowódca i rozpoczął wykrzykiwanie rozkazów.

Więźniowie
Gdy podjechał wóz z klatką nie tego się spodziewaliście. Lecz prawdopodobnie jest to najlepsza okazja, by wyjechać z tego parszywego miasta i zapomnieć o nim. Strażnicy gdy tylko dostali rozkazy rozpoczęli przygotowywać was do wsadzenia. Po chwili byliście ustawieni w rządku i po kolei wchodziliście do środka. Gdy już byliście w środku, jeden ze strażników zamknął drzwi. Bez możliwości posadzenia tyłków na podłodze złapaliście się krat i oczekiwaliście na dalszy przebieg.

Wszyscy

Gdy więźniowie byli na miejscu Ważny podszedł do swojego konia i wsiadł na niego. Po chwili wydał rozkaz, by strażnicy ustawili się z przodu i z tyłu wozu. Gdy wszystko było gotowe ruszyliście ku wolności - do bramy miasta. Część z was prowadziła cicho rozmowy, część rozmyślała nad tym, co może się jeszcze przytrafić. Jedno jest pewne - im szybciej opuścicie to miasto tym lepiej, przynajmniej dla was.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 21, 2014, 21:52:02
Xander
Stojąc w klatce obserwuję naszą drogę ku wolności. Zwracam szczególną uwagę na ilość i rozmieszczenie strażników eskortujących mas. Po chwili obserwacji szepcze do towarzyszy niedoli:
- Jak sądzicie damy rade się przebić jak coś pójdzie źle. Musimy być przygotowani na wszelki wypadek. Czy ktoś może wpadł na jakiś błyskotliwy plan w razie problemów? - Całą kwestię wypowiadam po cichu, tak żeby straże nie usłyszały mej wypowiedzi.
Czekając na odpowiedz zauważam i uśmiecham się do ,,babsztyla" jadącego obok klatki.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 21, 2014, 22:02:35
Roland "Nieobliczalny"
Przebić się przez dziesiątki strażników, uniknąć gradu strzał, wyłamać klatkę, zdobyć mur obronny i się przez niego przedrzeć, bez żadnej zbroi i broni, nic prostszego, 100% powodzenia. Powiedziawszy to żartobliwym tonem dodaję - trójka zbrojnych teraz by nas załatwiła, chyba, że trzymacie w gaciach magiczne sztylety i żywili was lepiej niż mnie. Lepiej robić co każą.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 21, 2014, 22:07:43
Garvaleth
Cały czas siedzi cicho i patrzy na rozwój wydarzeń.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 21, 2014, 22:19:49
Xander
Odpowiadając towarzyszowi:
- Chodziło mi raczej o walkę poza miastem w momencie gdy nas wypakują i będą chcieli zrobić coś co się nam nie spodoba. - Odpowiadam po cichu i dalej patrze na kobiete eskortującą nas.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 21, 2014, 23:59:56
Aleksandra vel Truśka
Widząc więźniów zdała sobie w pełni sprawę, jak trafne mogą się okazać słowa Ważnego. Oddział karny. Jedyna kobieta. Lejce trzymała tak mocno, że aż jej zbielały knykcie.
Po chwili jazdy wyczuła na sobie wzrok jednego z więźniów. Nie wytrzymała napięcia.
- Czego się gapisz, kmiocie?! - syknęła ostro na Xandera.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 22, 2014, 12:16:50
Roland "Nieobliczalny"
Widząc zajście uśmiecham się i mówię w stronę Truśki - co się chłopu dziwisz, przecież tyleśmy czasu kobity nie widzieli hehehe a lepszy rydz niż nic.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 22, 2014, 13:58:35
Domenic Neil "Duce" Agvassi

Teraz mogę dokładnie, i z bardzo bliska przyjżeć się swoim kompanom, rozmawiającyvh o próbie ucieczki. Taksuję wszystkich wzrokiem, uśmiecham się do każdego kto to zauważył. Następnie wyglądam przez kraty i obserwuję otoczenie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 22, 2014, 17:41:18
Arnulfr Brokvar

Pobieżnie spoglądam na moich towarzyszy. Brudni i nędzni tak samo jak ja, nic zresztą dziwnego. Stoję w miarę spokojny w klatce, czasem zerkając na boki żegnając się w duszy z tym parszywym miastem.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 22, 2014, 19:41:04
Marcus Trethvey
Przyglądam się grupie obdartusów wsiadającej do klatki. Hmm... tak, tego się spodziewałem. Skazańców, którzy zrobią wszystko, byleby ratować swoją rzyć... w gruncie rzeczy i ja taki jestem - rozmyślam, gdy więźniowie wsiadają.
- Jedźmy, nie mam ochoty spędzić ani chwili więcej w tym mieście, niż to konieczne! - zwracam się do Truśki, gdy tylko za ostatnim skazańcem zamykają się drzwi "powozu". Jakiś czas rozmyślam nad tym, co zastanę po powrocie do domu w Coen, jednakże ze świata marzeń szybko wyrywa mnie konwersacja między Truśką a jednym z więźniów.
-Co, pochędożyłbyś? Najpierw wykonasz zadanie, potem możesz sobie robić co chcesz, i z kim lub czym chcesz. Teraz jednak oczekuję od ciebie... nie, czekaj, wróć: od was wszystkich - pełnego profesjonalizmu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 26, 2014, 18:27:38
Czas: Rano 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Tretogor. Ulice miasta, posterunek straży miejskiej przy wylocie bramy południowej. Zagajnik - jakiś spalony dom.

Wszyscy

Podróż przez ulice miasta przebiegła spokojnie. Ludzie oraz nieludzie schodzili z drogi waszej kompanii. W końcu jechaliście w asyście strażników miejskich, co oznaczało że jedzie ktoś ważny, pomimo wozu z niewolnikami. Od czasu do czasu ktoś krzyknął "śmierć!", lecz były to tylko wyjątki. Gdzieniegdzie wytykano was palcami, widać było że jesteście dzisiaj lokalną "rozrywką tłuszczy". Po pewnym czasie zobaczyliście bramę południową zwaną "Królewską", ponieważ to właśnie przez tą bramę najczęściej przejeżdżał król z orszakiem po wojnie. Według niektórych nazwa powinna zostać zmieniona, bo "Królewska" dawno popadła w zapomnienie przez gmin, ponieważ król rzadko z niej korzystał. A w czasach Rady Regencyjnej to już praktycznie nikt ważny nią nie przejeżdżał. Po chwili podjechaliście do bramy, przed którą znajdował się posterunek strażników. Gdy to zrobiliście, strażnik wyskoczył z budki wręcz jakby go coś tam oparzyło a w biegu poprawiał swój mundur do stanu "używalności". Gdy dowódca straży to zauważył, podszedł do niego i zaczął go objeżdżać na całego, jak i również przy okazji pluć na niego. Po chwili "zapomnienia się" dowódca podszedł do Ważnego i powiedział:
- Droga wolna, panie. Powodzenia z nimi!
- I z tobą, Gunderze. Miej oko na mój dom.
- Tak jest! - rzekł dowódca i zasalutował Ważnemu. Obstawa strażników rozeszła się na boki, a wy wyjechaliście przez bramę ku wolnym terenom. Byliście już wolni! No, prawie, bo część z was była jeszcze w klatce. Po pewnym oddaleniu się od miasta Ważny podjechał do wozu i powiedział:
- Truśko, wjedź do tego zagajnika - po czym wskazał Tobie drogę. Po pewnym czasie wjechaliście w las, a Ważny was wyprzedził pokazując wam drogę. Wjeżdżaliście w głąb lasu. Po pewnym czasie podjechaliście do jakichś spalonego domu, przy którym czekało na was sześć koni różnej maści(cztery brązowe, jeden biały i jeden czarny) z rzędami jak i również wóz z dwoma czarnymi końmi przypiętych do dyszla z klapkami na oczy.
(click to show/hide)
Ważny zszedł z konia jak i również reszta jego oddziału. Ważny również powiedział, by Truśka z Marcusem zeszli z wozu. Gdy to robili Ważny rzekł:
- Matthias, Erhard, zajmijcie się więźniami. Dherko, obserwuj ich. Diano, ty wyjedziesz na trakt i będziesz naszymi oczami i uszami. Gdy zauważysz coś podejrzanego natychmiast przyjedziesz do nas i zaalarmujesz nas - wszyscy kiwnęli głowami na potwierdzenie i zajęli się wykonywaniem roboty. Ważny tymczasem podszedł do Marcusa i powiedział - Jak tylko twój "oddział" się uformuje, my odjedziemy. Spotkamy się dopiero w Temerii, na północ od Wyzimy. Będzie tam opuszczony klasztor Melitele. Mam nadzieję, że nic tam się złego nie zalęgło. A nawet jeśli, to mam nadzieję że sobie z tym poradzimy - rzekł Ważny i uśmiechnął się łobuzersko do was. W tym samym czasie gdy Ważny rozmawiał z Truśką i Marcusem reszta oddziału Ważnego otworzyła klatkę i rozkazała byście wszyscy wyszli. Jak tylko to zrobiliście Erhard porozpinał was z kajdan. Poczuliście ulgę, gdy po takim czasie wreszcie poczuliście się wolni! Koniec z kratami, koniec z kajdanami! Gdy zostaliście "uwolnieni" Matthias, Erhard i Dherko poszli do swoich koni, po czym weszli na nie. Ważny uśmiechnął się w stronę byłych Więźniów i powiedział:
- Tak jak wam obiecałem, jesteście wolni. Lecz pamiętajcie, jeżeli najdzie was ochota na ucieczkę z naszej umowy nici i nigdzie nie będziecie bezpieczni, nawet w samym piekle was wytropię. A wierzcie mi, nie chcielibyście tego. Zostawiam was pod opieką tego tutaj żołnierza - po czym wskazał na Marcusa - On będzie waszym "dowódcą", bo ja tak powiedziałem. Również on wam wytłumaczy, dlaczego znaleźliście się tutaj. Mam nadzieję, że umiecie jeździć konno. Jeżeli niezbyt, będziecie jechać na wozie. Na starym wozie jest trochę broni i pancerzy, które zarekwirowaliśmy Truśce gdy ona parała się przemytem. Wierzcie mi, zostaliście szczególnie wybrani do tej roboty, a przesłuchałem więcej więźniów w tamtym okresie niż poniektóry sędzia przez całe swoje życie. No Marcusie, reszta w twoich ramionach - po czym klepnął Ciebie i poszedł do swojego konia. Po chwili wsiadł na niego i oddział odjechał. Zostaliście sami.

Epilog

Czas: Rano 30 lipca roku 1269
Miejsce: Tretogor, siedziba Redańskiego Wywiadu znajdującego się niedaleko Pałacu Królewskiego. Pokój szefa RW - Vascoigne'a.

Vascoigne jak zwykle siedział za swoim biurkiem i czytał raporty, gdy w pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść! - powiedział. Gdy drzwi się otworzyły na progu stanął jego asystent i rzekł:
- Panie, masz gościa.
- Kogo?
- Przyszła do ciebie Członkini Rady Regencyjnej, wasza miłość. Czarodziejka Filippa Eilhart.
- Po jaką cholerę tutaj przybyła - pomyślał, po czym rzekł :
- Wpuść ją.
Po chwili asystent wyszedł z biura i weszła do pokoju wspomniana czarodziejka. Gdy rozejrzała się po pokoju stwierdziła:
- Widzę, że również ze zmianą rządów zmienił się również wygląd tego pokoju.
- Trzeba iść z biegiem czasu. Myślałem że wy czarodziejki najlepiej to wiecie.
- Nie przyszłam się droczyć, Vascoigne. Mogę usiąść?
- Oczywiście - lecz zanim wskazał jej krzesło Filippa wyczarowała sobie bogato zdobiony fotel i usiadła. Vascoigne przez ułamek sekundy był zaskoczony obrotem spraw, lecz nic nie dał po sobie poznać. Czarodziejka rozsiadła się w fotelu i spytała:
- Wysłałeś już człowieka w pogoni za Duchem?
- Tak, najlepszego na jakiego mogłem sobie pozwolić.
- Kogo? - spytała
- Osberta Nohomme. Znasz go zresztą.
- Oczywiście, że znam. Ciężko nie znać człowieka, który zniszczył nilfgaardzki wywiad w Redanii, jak i również zasiekł przywódcę obcego wywiadu - Czarnego Barona.
- Więc wiesz, że do sprawy podszedłem poważnie.
- A jego metody? Zamiast wziąć którąś z Wolnych Kompani zatrudnił skazańców!
- Nie kwestionuję jego metod. Owszem, być może źle to wygląda z tej perspektywy, ale wierz mi, mają po co się fatygować.
- A czy wie co dokładnie ma zrobić?
- Poza odzyskaniem dokumentów? Nie zdradziłem mu nic, lecz podejrzewam że prędzej czy później się tego domyśli.
- Te dokumenty nie mogą ujrzeć światła dziennego! Wiesz o tym!
- Wiem, dlatego właśnie jego tam wysłałem! Nie jestem głupi jak Dijkstra. Ja w przeciwieństwie do niego podchodzę do takich spraw poważnie.
- Miejmy nadzieję - po czym wstała z fotela i skierowała się do drzwi przy okazji sprawiając, że fotel zniknął. Gdy miała już wyjść odwróciła się do Szefa Wywiadu i powiedziała:
- Jeżeli mu się powiedzie, dostanie to czego chce - po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
- Oby tylko wrócił żywy - pomyślał Vascoigne i wrócił do przeglądania raportów.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha]Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 26, 2014, 18:28:27
AKT I
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 26, 2014, 22:23:30
Xander
Rozciągam się, rozglądam się po strażnikach z uśmiechem. Po chwili obserwacji spoglądam na mego nowego dowódcę i mówię:
- Po jakiego czorta nas tu prowadzi liście i w jakie gówno się wplątałem ?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 27, 2014, 16:12:28
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Całą drogę siedzę cicho.

(sory ale nie wiem co robić to lecę z fabułą)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 27, 2014, 20:08:36
Roland "Nieobliczalny"
Ho ho ho! Wolność, nareszcie nie stoi nade mną żadna menda, która by mi nie śmiała w oczy spojrzeć gdybym nie był skuty i bezbronny ha! Mówiąc to spaceruję sobie. Po chwili krzyczę - hej, wodzu! Mówże nam co my tam robić mamy bo czas rozprostować kości, poza tym ostatnio wzbierała się we mnie straszliwa ochota sprania jakiegoś łachmyty hehe.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 27, 2014, 21:03:10
Garvaleth

Radość z wolności po prostu wyskakuje z jego oczu, na jego twarzy pojawił się już niemal przez niego zapomniany- uśmiech.

Hej! Panie dowódco!- zwraca się do dowódcy- Mówże pan, co mamy robić, bo w więzieniu już dość się wynudziłem!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 28, 2014, 19:14:38
Arnulfr Brokvar

Oczekuję odpowiedzi naszego nowego "dowódcy". Wątpię by było to jakieś niemożliwe zadanie, no bo w końcu Ważny wybrał bandę obdartusów z więzienia. Szansa śmierci jest przy praktycznie każdej robocie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 29, 2014, 00:52:41
Aleksandra
-To ja chyba będę dalej powozić... Ale może najpierw coś zjemy, hehe?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 29, 2014, 11:47:55
Roland "Nieobliczalny"
Ha! Ta kobita mądrze prawi, chrzanić dowódcę póki żarcia nie ma! Tylko jedna sprawa, ten ważniak zostawił nam jakiś posiłek? Bo jeśli nie, to trzeba ubić jakiegoś niedźwiedzia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Października 29, 2014, 13:35:14
Czas: Przedpołudnie 30 lipca 1269 roku.
Miejsce: Las w okolicach Tretogoru.

Czekając na reakcję dowódcy zaczęliście się nudzić. Część z was stała dalej wryta jak dęby i oczekiwała na jakikolwiek ruch ze strony "dowódcy". Część nie czekając na nic poszła prawdopodobnie w krzaki zaspokoić swoje najpilniejsze potrzeby. Śmierdzieliście tak, że trupa moglibyście obudzić, więc część z was poszła poszukać jakiegoś strumyka by się umyć, chociaż częściowo. Część z was być może poszła przygotować jakiś posiłek - wszak z pustym brzuchem nie można nic ustalić. By to zrobić potrzebowaliście chrustu oraz czegoś by rozpalić ogień. Być może na wozach coś się nada do rozpalenia. Może krzesiwo, kto wie? Jeżeli ktoś z was pofatyguje się do "wozu zwykłego" odnajdzie pod przykryciem:
(click to show/hide)
(click to show/hide)
(click to show/hide)
Być może ktoś pójdzie do "wozu więziennego". Tam pod przykryciem znajdzie poza workiem ze sprzętem należącym do Truśki:
(click to show/hide)
Do tego wszystkiego dochodzą również pochwy na miecze i sztylety z pasami by je przypiąć do pasa lub na plecy w przypadku broni dwuręcznej. Dla toporów są specjalnie przygotowane pasy, by móc je przypiąć do pasa. Jeżeli to Truśka pierwsza odkryje broń zauważy, że jest to sprzęt, który została jej zarekwirowany podczas aresztowania. Jeżeli ktoś z pozostałych ludzi bądź nieludzi nic się nie stanie poza jej odkryciem. Być może ktoś zacznie się wyposażać. Możliwe, że ktoś z was podejmie próbę ucieczki, lecz wiecie czym to się dla was skończy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Października 29, 2014, 17:50:37
Xander
Podchodzę do wozu i wyciągam z worków Po jedn sztuce odzienia w swoim rozmiarze. Następnie udaję się w krzaki i przebieram się. Po zrzuceniu więziennych szmat podchodzę do wozu z bronią, przepatruję jego zawartość i mówię:
- Szkoda, że nie ma kastetów, ale i to się nada. - Biorę dwa sztylety i przywiązuje je sobie do pasa. Po uzbrojeniu się siadam opierając się o wóz czekają na instrukcje.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 29, 2014, 18:13:01
Roland "Nieobliczalny"
Podchodzę do wozów i przebieram się, oraz przypinam pas i miecz jednoręczny. No dobra, wszystko do bicia i noszenia jest, a żarcia ni ma. Hej chłopy! Może się zbierzemy i coś upolujemy? Widzę, że broń nam zostawili to damy radę! Umyć się zdążymy, a nie zamierzam włazić w dzicz po zmroku, więc czym prędzej z tym polowaniem tym lepiej.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 29, 2014, 20:31:26
Aleksandra vel Truśka
Trusia sprawdziła co jest na wozie i stwierdziła, że najlepiej byłoby wziąć całą odzież na nowy wóz. Przejrzała broń i wybrała sobie toporek, bo to całkiem praktyczne narzędzie.
Zwraca się głośno do reszty sięgając po wór od Rothily.
- No, wiecie chopy, może by tak przenieść te wory na nowy wóz? Kobieta ma dźwigać? Mom tu wałówę, jak mi ktoś mądry skołuje ogień, to bydzie ciepła zupa, a jak ni, to pajda chlyba i kawałek kiełbasy. A tak w ogóle to godają na mnie Trusia.
- I ni ma czasu na polowania, eeee, żołnierzu - zwraca się do Rolanda
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Października 29, 2014, 20:58:40
Arnulfr Brokvar

Podobnie jak moi inni towarzysze, podchodzę do obu wozów i biorę brązowy komplet ubrań i miecz jednoręczny. Po przebraniu się za jednym z wozów, zwracam się do Rolanda:
- Nie tylko czasu nie ma, ale także odpowiedniej broni jak łuk czy chociażby włócznia. Jakiekolwiek polowania na razie odpadają, chyba że któryś z was wie jak konstruować jakiegoś rodzaju sidła czy inne pułapki na zwierzynę. Swoją drogą, jestem Arnulfr. - Idę następnie by przenieść worki na nowy wóz, jak sugerowała Trusia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 29, 2014, 21:07:44
Roland
Ehhh co za życie, no trudno, ja też się właściwie nie przedstawiłem hehe. Zwą mnie sir Roland.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 30, 2014, 19:41:50
Domenic
Zakładam lnianą koszulę i zielone spodnie spodnie. Potem sięgam po kurtkę, którą przewieszam przez ramię. Podchodzę do worka ze sprzętem. Niestety, nie ma tu żadnej broni drzewcowej. Uwagę moją przykuł jednak elfi miecz. Sięgam po niego, i trzymając go w dłoni mówię dość głośno.
- Ma ktoś jakiś długi, skórzany pas, bym mógł przepasać miecz przez plecy?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Października 30, 2014, 20:37:12
Garvaleth

Podchodzi do worków z wyposażeniem i bierze kurtkę, koszulę i spodnie, Zakłada je za najbliższym drzewem. Zauważa także broń. Bez zastanowienia bierze miecz dwuręczny i pas do niego. Zakłada go i właściwie już jest cały oporządzony. Staje na "granicach" obozowiska i myśli o ucieczce, ale tą myśl przegania inna, która mówi mu o tym, że nie może to być ciężkie zadanie, więc w zamian za daną mu szansę- zostanie. Odwraca się przodem do reszty grupy i mówi z lekkim uśmiechem: Wypadało by się przedstawić, zwą mnie Garvaleth, miło widzieć twarze które nie zamierzają mnie pobić za krzywe spojrzenie, tak jak to miało miejsce w lochach!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 31, 2014, 08:38:17
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Nie mówiąc słowa wychodzę z za krzaka po załatwieniu potrzeby. Podchodzę do worków, pobieram Brązową kurtkę, koszulę i spodnie, które następnie ubieram.
Jako broń biorę do rąk topór dwuręczny i toporek jednoręczny.

Topór staram się założyć na plecy(jeśli wymaga to jakiegoś uchwytu czy dziury to lekko rozrywam kurtkę z tyłu, by móc jakoś założyć topór). Następnie podchodzę do wozu "Zwykłego" i szukam krzesiw, hubki a drewno zetnę toporkiem jednoręcznym. Rozpalę ognisko jeżeli nikt tego nie robi. Cały czas milczę.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 31, 2014, 10:56:40
Domenic
Pomagam brodatemu mężczyźnie załadować worki na wóz, następnie oglądam jak krasnolud rozpala ognisko. Głośno, tak by usłyszał mnie owy Roland
- Witaj Rolandzie. Ja nazywam się Domenic, znajomi czasem mówią Duce. Czym to sobie zasłużyłeś by trafić do tak zacnej kompanii? - prowokacyjnym tonem, wystarczająco głośno by wszyscy słyszeli. 
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Października 31, 2014, 14:09:48
Roland
Oglądając się na elfa podejrzliwym wzrokiem, po chwili się nieco uśmiecham i mówię:
O! Jakiż zaszczyt mnie spotkał, elf! Tego tu najbardziej brakowało, i przy okazji taki elf co myśli, że coś mam ze słuchem! Co do twego pytania, panie Duce... to, że tu jestem to efekt pewnej karczemnej popijawy... a co zrobiłem to ma sprawa, chyba że mnie oszukali i wrobili bo niezbyt przytomny byłem...tak to logiczne. A tyś elfie, celował na strzelnicy i przypadkowo strzeliłeś komuś między oczy? - nieco drwiąco dodaję.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Października 31, 2014, 18:16:29
Domenic
- Gdy elf strzela, nie ma mowy o przypadku. Na chwilę przestaję się uśmiechać. Przeciągam się, strzelam stawami. Ja dostałem się do więzienia za... hmmm.. można by powiedzieć całokształt twórczości. Niesłusznie odebrano mi wszystkie dobra wsadzono mnie do paki. Przyszedł Ważny, postawił swego rodzaju ultimatum i jedyne co mi zostało to szybko wyjść z kicia
Rozglądam się, czy ktokolwiek jeszcze podchwyci wątek.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Października 31, 2014, 18:45:13
Marcus Trethvey
Rzucam ostatnie spojrzenia na zabudowania redańskiej stolicy. Z pewnością nie będę wspominał ich dobrze. Następnie kieruję mój wzrok w stronę zagajnika, do którego się zbliżamy. Z tej odległości nie jestem w stanie określić poszczególnych typów drzew, jednakowoż, nie wygląda on na zbyt gęsty i stary. W końcu wjeżdżamy w kępę drzew, które okazują się być rozłożystymi klonami, przerośniętymi grabami, zieleniącymi się od liści lipami i ogromnymi bukami.  Miga mi przed oczami wiele krzaczków obwisłych jagodami i borówkami oraz malinowe chruśniaki. Wszystkie są obwieszone owocami, co sugeruje, iż nawet mieszkańcy podgrodzia się tu nie zapuszczają. Dziwne, ludzie nie gardzą nawet najlichszym jedzeniem, a tu omijają miejsce tak bogate w drewno i owoce leśne? Podejrzane, choć, z drugiej strony, zapewne dlatego Ważny wybrał to miejsce. Po jakimś czasie dostrzegam norę borsuczą, okrytą gęstymi chaszczami. 'Ha, wprawny łowca z odpowiednim sprzętem miałby tu świetne miejsce!' - myślę sobie. Po chwili zastanawia mnie jedna sprawa: czemu nie słyszę żadnych ptaków... ani innych zwierząt? Dziwne to miejsce. Po jakimś czasie jazdy zatartą, od dawna niewykorzystywaną ścieżyną pośród drzew, dojeżdżamy do polany ze spaloną chatą w centrum.
-Zagadka rozwiązana. Któż założy się, że mieszkała tu jedna z ludowych uzdrowicielek, ale poniosła ona śmierć z ręki ludu, podjudzonego przez kapłanów i miejskich felczerów? Plebs myśli pewnie, że "czarownica" przed śmiercią przeklęła ten teren i lepiej się tu nie zapuszczać - mówię cicho sam do siebie. Na widok wozu oraz koni domyślam się, iż nadszedł czas, bym objął dowodzenie w drużynie. Zeskakuję z powozu i staję naprzeciw skazańców. Przyglądam się ich twarzom... redański wywiad nie dostarczył mi ich rysopisów, więc nie wiem właściwie, która postać jaką ma twarz, ale jedno jest pewne - są cholernie podobni do moich dawnych kompanionów! Patrząc na ich lica, zamyślam się...
***
Ciemność. Ciemność? Gdzie podziały się ruiny chaty? Ku swemu zaskoczeniu zdaję sobie sprawę, iż leżę na ziemi. Ktoś uderza mnie stanowczo po twarzy.
-Wstawaj! Wstawaj Marcus, do k***y nędzy!
Otwieram oczy... ku swemu zdziwieniu dostrzegam przed sobą Dathanda Ostrita, mego zmarłego na wzgórzu Sodden kompaniona. Ma rozwichrzone włosy i osmaloną twarz. Rozglądam się oszołomiony... to na pewno zwidy. Czuję wyraźnie swąd palonego mięsa... obok mnie leży Galhar Gensus, Cintryjczyk. A właściwie to, co z niego zostało.
-Ruszaj się, k***a, Marcus, bo zaraz znowu trafi to któryś z tych j*****ch piorunów! - krzyczy Dathand. Przy jego lekkiej pomocy, staję na nogi.
-Co jest, k***a?! - mówię sam do siebie. Powietrze przecinają świetliste groty, gdzieś w oddali wybuchła kula ognia, o do niedawna stojąca tam postać, zapewne czarodziej, zniknęła w rosnącym płomieniu. Otacza mnie nieznośny huk i wrzaski umierających w straszliwych męczarniach. Moja głowa pulsuje bólem ledwo co zaleczonej rany, pamiątki z marnadalskiej klęski.
-No ruszaj się! - po raz kolejny wydziera się na mnie mój towarzysz.
-Cholera, gdzie jest reszta oddziału? Nic nie pamiętam! - pytam się go, równocześnie żegnając wzrokiem dymiące resztki Galhara.
-Ty z Galharem pilnowaliście dostępu do wieży, ale trafiła w was jedna z tych przeklętych kul ognistych! Cintryjczyk chyba już pożegnał się z życiem, podobnie jak Inhardt, zarwała się pod nim skarpa jak jeden z tych nilfgaardzkich magów trafił w nią jakimś zaklęciem... Reszta, dowodzona przez Leonarta broniła ruin na wzgórzu, gdy odchodziłem - odpowiada Dathand.
-Dobra, ruszajmy do ruin, może tam ktoś jeszcze żyje - decyduję się i biegnę, a raczej kuśtykam pod górę zbocza. Wszędzie słychać ludzkie jęki. Powoli zbliżam się do miejsca, skąd dobywa się seria huków. Niedaleko ruin rudowłosa czarodziejka toczy zacięty bój z równie nieznanym mi nilfgaardzkim magiem. Hałas jest nie do wytrzymania, oboje miotają w siebie najprzeróżniejsze mordercze zaklęcia, błyskawice, płomienie, iluzje... Gdyby to była zabawa, byłby to przedni pokaz czarodziejskich arkanów... ale to był bój na śmierć i życie. Zatkałem uszy, nie mogąc znieść tych odgłosów. Nagle magiczka została ugodzona zaklęciem. Nie mam pojęcia jakim, ale wrzask, jaki wonczas usłyszałem, zapamiętam na zawsze. Zbliżałem się do ruin, niemal całkiem otoczonych przez Czarnych.
Zaszedłem pierwszego przeciwnika od tyłu, po czym ciąłem go dexterem. Nie dość pewnie - obrażenia zdecydowanie mi to utrudniały. Miast rozciąć go, zadałem tylko bolesną ranę i Nilfgaardczyk zawył, ściągając na mnie i Dathanda uwagę reszty oddziału. Szybko podeszli do nas i otoczyli. Zaczęli wyprowadzać sztychy i cięcia, w różnych sekwencjach, licząc, że w końcu przełamią blok. Przyjąłem postawę alber, parując kilka cięć, w końcu zaś któryś z wojowników spróbował zamaszystego ciosu toporem na moją głowę. Prędko przeszedłem w pozycję kron i szybkim oberhawem zakończyłem żywot wroga. Wówczas rozpoczął się kontratak obrońców ruin wieży. Rzucili się na Nilfgaardzyków i po krótkiej, acz krwawej walce zabiliśmy ich wszystkich. Ledwo żyw, siadłem na trawie i popatrzyłem na pobojowisko, korzystając, że w tej części wzgórza walki ucichły. Kilka metrów ode mnie leżał Dathand. Był przebity włócznią, treść żołądka powoli wypływała mu na wierzch. Obok niego leżał mój wierny druh i zastępca Leonart. Topór trafił go w głowęi oderwał sporą część "mięsa" od jego czaszki, jednak nie to, a bełt Nilfgaardczyka go zabił. Postrzał był przypadkowy, jednak celny - szlachcic dostał w prawe oko. W ruinach leżał Eckhart, zginął jeszcze przed naszym przybyciem. Popatrzyłem na moich ludzi.
-Jak to przeżyjemy, to zwalniam was ze służby. Mam dość oglądania trupów... może by tak zająć się handlem? - mówię po części do nich, po części sam do siebie.
-Ty handlem? Przecież ty nawet liczyć do dwudziestu nie umiesz! - zaczął śmiać się Virgilius, syn zamożnego kupca. Właściwie to miał ledwo czternaście lat i przypałętał się do nas, cholera wie czemu, gdy powinien siedzieć w szkółce przyklasztornej, jak mu ojciec przykazał.
-Widział go kto! Mleko ma pod nosem, a dorosłych będzie pouczał! - wyraziłem swoje niezadowolenie, ponieważ brakowało mi dobrej riposty.
-Gadać też nie umiesz, więc politykę też sobie odpuść. Trzeba umieć przegadać oponenta - odpowiedziała Daethie, elfka którą uratowaliśmy po tym, jak jej komando zostało rozbite przez Temerczyków. Trudno powiedzieć czemu, zamiast oddać ją pierwszemu lepszemu watażce jako wichrzycielce, traktowaliśmy ją jako kogoś równego sobie.
-Skoro masz tyle do powiedzenia... to znajdź nam jakieś konie, chcę jak najszybciej opuścić to miejsce! - odpowiedziałem, znów z braku dobrego argumentu.
-Jak to? Sp********y? - zapytał się krasnolud, Veltan.
-Tak. Mam już dość tego całego zabijania. Wszędzie tylko krew, mózgi, kości, uryna i flaki. Chcę wrócić, k***a, do normalnego życia. To bitwa czarodziejów, nie mam zamiaru dać się usmażyć za marne pieniądze jakie dają nam Temerczycy - odparłem Veltanowi po odejściu elfki.
-Nie ma co, czas się ruszać... - zaczął mówić Berentor, rosły chłop z okolic Angrenu, gdy nagle dostrzegłem zbliżającą się na niebie kulę ognia.
-Skakać na booooki! - krzyknąłem, po czym sam rzuciłem się w stronę krzaków. Potężne uderzenie. Ból. Ciemność.
***
Otwieram oczy. Stoję ciągle na polanie, ale ludzie rozeszli się. Poubierali się. Cóż, przynajmniej myślą.
-Wybaczcie tę długą chwilę, ale... mój umysł był czymś zajęty. Zwą mię Marcus Trethvey z Moën, herbu Dwie Wrony, jeśli ktokolwiek zainteresowany jest heraldyką. Jako, że posiadam eksperiencję w takowych zadaniach, wybrano mnie na waszego dowódcę. Znam wasze nazwiska, jeno wywiad redański nie przedstawił mi waszych rysopisów, więc wolałbym, abyście się mi przedstawili. Jak już się ubierzecie, to zbliżmy się do tych ruin. Zbadamy je, po czym rozbijemy obozowisko. Póki co nie rozpalajcie ognia - zwracam się do drużyny, po czym, poprawiając miecz, ruszam w stronę koni, wybieram tego, który wyda mi się najzwinniejszy i ruszam w stronę spalonej chaty.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Października 31, 2014, 20:11:04
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Słysząc słowa rycerza wywalam zebrane drewno i z grymasem niezadowolenia na twarzy dołączam do reszty.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Października 31, 2014, 23:54:08
Aleksandra vel Truśka
- Ni ma ognia, ni ma zupy... - mówi do siebie, z typową manierą prostych ludzi lubiących wyrażać swoje myśli na głos.

// o jaką chatę chodzi, lllew, coś pominąłem?
// btw. to niezła wczuwa, atmosfera jak Wiedźmin zmieszany z Czarną Kompanią, wow.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 01, 2014, 15:48:24
Xander ,, Rzeźnik ''
Podchodzę do nowego dowódcy, szturcham go w ramię:
- Panie, herbowy zwą mnie Rzeźnik,  jakiego to wyczynu żądają za naszą wolność ?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 01, 2014, 17:24:16
Wygląd domostwa z zewnątrz
(http://s0.geograph.org.uk/geophotos/01/85/45/1854532_604cba03.jpg)

Z domem powiązana jest pewna lokalna legenda. Kiedyś w dawnych czasach gdy Aelirenn walczyła z ludźmi żyła w tym domu kobieta. Piękna jak elfka, mądra jak wiedzący i zakochana na zabój w pewnym śmiertelniku - młodym mężczyźnie, synem lokalnego barona. Również ten młodzieniec był zakochany w niej po uszy. Gdy tylko mogli spotykali się potajemnie u niej w domu. Spotkali się raz, drugi, trzeci, czwarty. Gdy trwała piąta schadzka jeden ze strażników doniósł baronowi, że panicz wymknął się z zamku potajemnie. Baron wpadł we wściekłość, że jego syn gdzieś się szlaja poza zamkiem i może zrobić jakieś dziatwie brzuch. A nóż widelec będzie chciała pieniędzy? Co to to nie! Baron polecił strażnikowi, że jak tylko panicz pojawi się w zamku od razu mu zameldował. Strażnik posłuchał polecenia i wrócił na swoje stanowisko. Tymczasem Panicz i Panna przyrzekli sobie, że będą na zawsze ze sobą i nic im nie przeszkodzi, nawet polecenie jego ojca. Gdy obiecali sobie to w blasku księżyca panicz opuścił pannę, by wrócić do zamku tak jak zawsze. Jak tylko pojawił się w zamku strażnik go zauważył i czym prędzej pobiegł do barona. Ten gdy dowiedział się, że jego syn jest w zamku kazał posłać po niego, a strażnikowi rozkazał, by obudził resztę drużyny i mają na niego czekać na zewnątrz. Po chwili jego oddział został sformowany, a panicz niczego nie podejrzewając czekał na swojego ojca. Być może baron chciał zapolować na jakiegoś grubego zwierza? Lubił przecież jeździć po nocy z drużyną. Baron tymczasem założył swoją zbroję, wziął rodowy miecz, sztylet i tarczę i wyruszył na dziedziniec. Tam już jego drużyna czekała. Baron ze złym uśmiechem zapytał się syna, gdzie on był przez większość nocy oraz w poprzednie noce gdy wychodził potajemnie z zamku. Ten chciał odeprzeć zarzuty, lecz wiedział że nic nie wskóra. Odpowiedział ojcowi, że spotykał się z pewną Panną mieszkającą w domku w lesie. Powiedział mu również, że chciałby się z nią ożenić, przy wszystkich świadkach i chciałby by stała się przyszłą baronową. Ojciec uwierzył w słowa syna i powiedział mu, by pokazał gdzie owa Panna mieszka. Syn niczego nie podejrzewając poprowadził drużynę Barona do lasu. Szli przez las z zapalonymi żagwiami, by oświetlać sobie drogę, lecz Panicz wiedział jak ma prowadzić. Trochę im to zajęło, lecz w końcu dotarli do celu. Baron powiedział, by Panicz poszedł po swoją wybrankę serca i przedstawił mu ją. Gdy on wszedł do środka, Baron rozkazał swoim ludziom, by jak tylko owa panna wyszła pochwycić syna i jego lubą po czym rozdzielić ich od siebie. Po chwili Panicz wyszedł z Panną przed dom. Baron z uśmiechem na twarzy spytał
- A więc to ty jesteś wybranką mojego syna?
- Tak panie - panna spojrzała paniczowi w oczy - Chcemy się pobrać.
- Brać ich! - rozkazał Baron strażnikom i Ci pochwycili Panicza i Pannę oraz rozdzielili ich. Zakochani walczyli ze strażnikami, lecz wiedzieli, że opór nic nie da. Baron podszedł do syna i rzekł:
- Nie będziesz mi psuł krwi! A na pewno nie z tą dziwką! - i podszedł do panny wyciągając jednocześnie sztylet
- Ojcze! Nie!
Lecz Baron nie słuchał swojego syna i dźgnął sztyletem Pannę w brzuch raz, drugi, trzeci. Gdy Baron uznał, że już wystarczy rozkazał swoim strażnikom, by wrzucić ją do środka i zamknąć drzwi. Po chwili gdy Ci strażnicy to zrobili Baron wziął od jednego z nich żagiew, odwrócił się do syna i powiedział - Następnym razem nie uciekaj z zamku - i rzucił żagiew do środka domu przez okno. Zachęceni strażnicy przez swojego pana rzucili resztę pochodni do domu. Ze środka pomieszczenia panna wrzeszczała smażąc się żywcem. Przed swoją śmiercią przeklnęła syna jak i Barona rzucając na nich klątwę. Panicz został zmuszony do patrzenia się na to, jak jego miłość spala się. Gdy domostwo dopaliło się Baron rozkazał powrót do zamku. Nie wiem co dalej między niby było, lecz wiem że Panicz nie spłodził potomków i wszyscy wymarli. Podobno duch Panny teraz krąży po tym lesie i ciągle krzyczy tak, jak jej ciało płonęło żywcem. Lecz wy nie mogliście znać tej legendy, ponieważ jest ona opowiadana przy ogniskach w okolicznych wioskach.


Opis wewnątrz domostwa
Ściany były opalone, gdzieniegdzie był mech oraz bluszcz. Z mebli zostały tylko resztki popiół i wióry. Schody prowadzące na piętro rozleciały się pod wpływem ognia jak i również czasu i teraz tylko "straszyły" przed wejściem na piętro. Jedyną rzeczą, która zastanawiała były masywne dębowe drzwi, które były zamknięte i prowadziły one do piwnicy. Widać nie wszystko zostało spalone, a piwnica mogła zawierać jakieś skarby. Miejscowych trzymała w ryzach legenda, lecz wy o niej nie wiedzieliście. Na podłodze było wystarczająco dużo miejsca, by można rozpalić ognisko i odpocząć przed podróżą.

//Tak gwoli przypomnienia. Odpowiadacie tylko i wyłącznie za swoją postać. Nie możecie opisywać czegoś z miejsca GM, bo to po prostu nie ładnie. Rozumiem oczywiście, że chcecie często ubarwić swoją wypowiedź, lecz nie wtrącajcie się w robotę GM. Jest to uwaga do wszystkich, lecz przede wszystkim skierowana do lllewa oraz do Netomana.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 01, 2014, 18:53:21
Xander ,, Rzeźnik ''
Nie czekając na odpowiedz kapitana wchodzę do chaty. Widząc drzwi, sądzę że prowadzą one do piwnicy, w której mogą się znajdować jakieś ciekawe napitki. Podchodzę do nich i próbuję otworzyć je siłą.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 01, 2014, 19:42:27
Aleksandra vel Truśka
- No to, panie dowódco, rozpalać ogień czy nie?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 01, 2014, 20:01:02
Marcus Trethvey
-Ach, więc to tyś Xander "Rzeźnik". Póki co powiem ci tylko, że mamy dostać się do Temerii i spotkać z Ważnym. Zadowolony? - odpowiadam na rzucone wcześniej pytanie. Rozglądam się uważniej po budynku.
-Nie wydaje mi się, by ten przybytek miał zamiar się tej nocy zawalić, więc tu rozbijemy obóz - zwracam się do drużyny - podprowadźcie wóz bliżej domostwa. Niech ktoś zbierze suche drwa, rozpalimy ognisko w środku, bo coś mnie się zdaje, że dach częściowo runął i dym będzie miał ujście. Truśka, nie wspominałaś coś przypadkiem o ciepłej strawie? Jak już ognisko będzie rozpalone, postaraj się coś upichcić. Warty ustalimy później - ostatnie zdanie wypowiadam właściwie sam do siebie, przyglądając się Xanderowi, który próbuje sforsować drewniane wrota.
-Nie radzę. Budynek wygląda, jakby wybuchł tu pożar, a te drzwi wydają się być nietknięte. Zapewne są magiczne, widziałem takie w Cintrze. Lepiej nie próbować ich otworzyć, jeszcze się co człowiekowi od zawistnych magików stanie - radzę towarzyszowi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 01, 2014, 20:06:10
Roland
Nie odzywając się idę po drewno.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 01, 2014, 21:32:04
Xander
- Wedle wielu nauk i przekonań ja już nie jestem człowiekiem. - Odpowiadam kapitanowi nieodwracająca się. - Poza tym ja nie wierzę w żadne czary.
Mimo ostrzeżenia dalej próbuję otworzyć drzwi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 02, 2014, 14:24:18
Marcus Trethvey
Na mojej twarzy wyraźnie widać grymas niezadowolenia.
-Gdybyś... gdybyś był na Wzgórzu Sodden, to byś wiedział, że magia istnieje i jest naprawdę paskudna. Wolałbym przyprowadzić na umówione miejsce całą grupę... ale skoro nie chcesz mnie słuchać... Cóż, rób jak uważasz, jeno się odsunę. Nie jestem twoją matką i nie muszę o ciebie dbać jak matka, ani wytykać ci błędów - odpowiadam Xanderowi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 02, 2014, 14:56:36
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

(http://th08.deviantart.net/fs71/200H/i/2014/264/5/d/dwarf_facepalm_by_cotopult-d8014o8.png)
^ To moja reakcja na dowódcę. (Dopiero co drewno zbierałem)

Po tym geście podchodzę do Trusi. Podnoszę wzrok by spojrzeć w oczy i pytam.
Hej kruszynko, pomóc Ci z strawą?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Listopada 02, 2014, 15:52:00
Arnulfr Brokvar
Przysłuchuję się rozmowie naszego nowego dowódcy i Xandera, po chwili podchodzę do tego wcześniejszego i mówię:
- Witam, Arnulfr Brokvar. Co prawda nie znam na dowodzeniu ale... może by jednak pan trzymał na niego oko? Bo jeśli nie będzie się słuchał rozkazów to prawdopodobnie wszyscy zapłacimy za jego niesubordynację. - Była to szczera rada z głębi mego serca. Może i powiedziana jedynie z uwagi na moje własne dobro, ale na jedno wychodzi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 02, 2014, 16:55:55
Marcus Trethvey
'Hmm... nie znam się na magii, może Skelligejczyk ma rację?' - rozmyślam, ponownie przyglądając się zabiegom rzeźnika.
-Mam nadzieję, że klątwa dotyka tylko jednej osoby, o ile to klątwa. Bo jeśli to jedna z ich kul ognistych, to odsuniemy się i wszystko będzie dobrze, będzie tylko śmierdziało palonym ludzkim mięsem - odpowiadam Arnulfowi. Następnie zwracam się do Xandera:
-Wolałbym jednak, gdybyś ich nie otwierał. Jeśli ktokolwiek z was rozglądał się podczas jazdy przez las, to zapewne uderzyły go dwie rzeczy: cisza i obfitość owoców leśnych. Byłem kilka razy w lasach i nigdy nie były ciche. Coś moim zdaniem sprawiło, że las jest cichy. No i te owoce leśne. Ludzie cierpią głód na podgrodziu. Są gotowi zabić za kromkę chleba, a pogardzili tym, co znajduje się w tym lesie? Podejrzane. No i teraz ta chata - spalona, choć drzwi zdają się być nowe. Powiadam wam, zapamiętajcie moje słowa: za nimi czai się z pewnością zło. Wolałbym dlatego, żebyś ich nie otwierał Xanderze. A jeśli już, to nie przed nocą, jeszcze co na nas ściągniesz - kończę wypowiedź, patrząc na słońce, ile zostało czasu do zmroku oraz czy wydane wcześniej przeze mnie polecenia są wykonane.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 02, 2014, 17:44:30
Xander
- A może magia która powoduje tą anomalię jest uwięziona za tymi drzwiami i czeka aby ją ktoś uwolnił ? Nie pomyślałeś o tym, magia nie zawsze jest zła. - Odpowiadam i dalej próbuje je otworzyć.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 02, 2014, 18:06:12
Marcus Trethvey
-Magia nie jest ani zła, ani dobra. Tak jak nóż.Zła może być osoba, która się nią wysługuje. I moim zdaniem, osoba, która spowodowała to wszystko dobra nie jest i otworzenie tych drzwi tylko ją rozwścieczy. Tak więc, Xanderze, nie otwieraj tych drzwi - to nie skończy się dobrze.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 02, 2014, 18:25:19
Xander
Olewam słowa dowódcy i próbuję otworzyć drzwi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 02, 2014, 20:22:33
Marcus Trethvey
-Rób jak chcesz, to była sugestia. Ale jeśli podczas walki wydam rozkaz, a ty go zignorujesz... to marny twój los - rzucam ostatnie słowa, opierając sugestywnie dłoń na rękojeści miecza, po czym udaję się w stronę wyjścia z domostwa.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 02, 2014, 22:29:46
Aleksandra vel Truśka
Zaśmiała się na słowo 'kruszynka' i odpowiada Baryłce.
- Taki dowcipas z ciebie, krasnoludzie? Bydzie zupa jak bydzie drewno, weźcie przykład z Rolanda, a ja już wszystko przygotuję. A... woda by się przydała, dam ci kociołek.
Podaje kociołek Baryłce, potem znajduje dogodne miejsce, gdzie będzie ognisko (może jakieś ślady paleniska sprzed lat), szuka w miarę płaskiego głazu lub kawała drewna, ewentualnie używa patelni - kroi na tym toporkiem jak tasakiem marchew, ziemniaki, trochę cebuli i pęto kiełbasy. Jak już będzie drewno, z pomocą innych próbuje rozpalić, a potem wrzuca wszystko do kociołka razem z przyprawami(pieprz, sól, cząber, lubczyk, tymianek, majeranek, liść laurowy, trochę kminku, mieloną wędzoną paprykę i inne... Trusia lubi dobrze doprawione) i gotuje.

// piszę z wyprzedzeniem profilaktycznie...
aha, ja nie jestem z żadnej grupy rekonstrukcyjnej i nie wiem jak się rozpala ognisko zgodnie z ówczesną technologią :P W Wieśku się to robiło znakiem.... :D

// Opiszę jak rozpalaliście ognisko. Chwilowo zajmijcie się jeszcze swoimi sprawami, dzisiaj spory odpis.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Listopada 03, 2014, 07:37:33
Domenic
- Jeszcze chwilę temu nie wierzyłeś w czary Xanderze, a teraz już twierdzisz że magia może być dobra? - pytam z niewzruszonym głosem.
- Co kolwiek to jest, lepiej będzie włazić tam rano, najlepiej też by było gdyby wszyscy oswoili się z myślą, że wejść tam trzeba rzucam ogólnikowo do wszystkich
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 03, 2014, 09:38:36
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Rozglądam się za jakimś źródłem wody, cokolwiek. Jakieś źródło, jeziorko, strumyk, byle by napełnić kociołek. Przy okazji chodzę dookoła budynku, by przyglądnąć mu się dokładniej, może akurat coś znajdę. A tak przy okazji idę po drewno które upuściłem, jeśli nie jesteśmy daleko od tamtego miejsca. Po wykonaniu wszystkich tych czynności siadam koło przyszłego miejsca na ognisko i czekam aż baba strawę zgotuje.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 04, 2014, 12:37:17
Czas:Po południe i wieczór 30 lipca oraz noc z 30 na 31 lipca 1269 roku.
Miejsce: Las w pobliżu Tretogoru. Spalone domostwo.

Przez resztę dnia krzątaliście się po spalonym domostwie przygotowując posiłek jak i również posłanie by przeczekać jakoś noc. W końcu po wielokrotnym staraniu rozpaliliście ognisko pocierając krzemieniem o miecz wywołując iskry. Ognisko zostało rozpalone. Gdy Truśka przyrządzała posiłek poczuliście w końcu jacy byliście głodni. Niestety, brak jakichkolwiek mis i sztućców mocno wam uprzykrzał życie, więc w międzyczasie gdy strawa się gotowała rozpoczęliście przeszukiwać dom. Xander po kilkudziesięciu próbach otworzenia drzwi w końcu zrezygnował i dołączył do poszukiwań. Jeden z was przywiązał konie do wozu z klatką i zabezpieczył go przed próbą podpieprzenia go. Sheldon po dłuższych poszukiwaniach znalazł za domostwem nadpaloną i nagryzioną czasem szafkę, w której znalazł cztery drewniane miski. Przyniósł je wam, po czym jedną sobie "przywłaszczył" jako znaleźne. Po pewnym czasie, gdy wszystkie polecenia Marcusa zostały wykonane a Truśka ugotowała strawę spoczęliście w domostwie przygotowując się na noc. Każdy znalazł sobie jakieś miejsce w kącie lub przy ścianie w okolicy ciepła ogniska. Drewna mieliście mały zapasik, lecz wystarczający by przetrwać noc.

//Przepraszam, ale cholernie się rozchorowałem, więc nie mam jak praktycznie napisać coś dłuższego. Lecz poprzednim razem dobrze wam szło, oby tak dalej :D
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 04, 2014, 17:01:49
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Co tu dużo mówić. Zasypiam.


//Mi to mówisz? Właśnie wróciłem z operacji ;p
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 04, 2014, 17:42:48
Marcus Trethvey
Patrzę poirytowany po ludziach kładących się do spania.
-Chwila, chwila! Chyba nie myślicie, że wszyscy pośpimy tu tak jak stoimy, pozwalając rabusiom ukraść nasze konie i wóz, a nam samym poderżnąć gardła? Będziemy stróżowali dwójkami. Jedna osoba koło wozu, druga przy oknie w budynku. Ja pierwszy idę pilnować wozu. Przy oknie pilnować pierwszy będzie... Xander. Zmieniać się będziemy co dwie godziny. Po mnie będzie krasnolud, a za Xandera Truśka.  Potem wozu pilnować idzie Roland, a budynku - Garvaleth. Ostatni będą Arnulf i elf. Mam nadzieję, że zrozumiano - kończę, po czym udaję się w stronę wozu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 04, 2014, 17:54:10
Roland
Jak ja uwielbiam sterczeć po nocy i pilnować czy jakaś mendoza nie podkrada się pod osłoną ciemności...ehh obudźcie mnie jak będzie trzeba, póki co muszę odpocząć jak to rycerzowi przystało. Kładę się w kącie i staram zasnąć.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 04, 2014, 20:54:22
Aleksandra vel Truśka
- Eh, no dobra...
Rzekła i jęła szukać miejsca do spania... była jakaś dziwnie zmęczona i zamroczonym umysłem długo myślała na czym by się tu położyć... jakoś sobie nie przypominała żadnego koca, sitowia nie ma, w końcu wzięła kurtkę z wora i na tym się jakoś położyła..

/// serio, ja naprawdę nie wiem czy są jakieś koce..
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 04, 2014, 21:02:15
Xander
Po zjedzeniu strawy wychodzę przed chatę, siadam na jej progu i patrzę w niebo. Po chwili wstaję i idę w krzaki za potrzebą. Po powrocie w ruinie szukam najbardziej zaciemnionego  miejsca, zdala od towarzysz i kładę się tam spać na gołej ziemi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Listopada 05, 2014, 16:30:54
Domenic
Milcząco zgadzam się z dowódcą, i siadam pod drzewem, czekając aż zmorzy mnie sen.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Listopada 05, 2014, 23:09:59
Arnulfr Brokvar

Podobnie jak reszta moich towarzyszy, szukam w miarę wygodnego miejsca by odpocząć przed moją wartą.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 06, 2014, 20:34:45
Garvaleth
Szuka w miejsca na obrzeżach obozu, tak aby miał widok na niego. Po tym opiera się o najbliższe drzewo i powoli zasypia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 09, 2014, 11:11:26
Czas: Noc z 30 na 31 lipca 1269 roku.

Przez pierwszą wartę nic specjalnego się nie działo. A to w sowa zahukała w lesie, a to jakiś wilk zawył do księżyca. Gdy Marcus i Xander poszli spać, a Truśka i Sheldon rozpoczęli wartę zaczęło się dziać coś dziwnego. Zwierzęta przestały wydawać głosy, las po prostu zamilkł lub umarł. W krótkim okresie czasu temperatura spadła na tyle, że nawet ognisko już nie dawało wystarczająco ciepła. Nagle usłyszeliście potworny damski krzyk, który obudził resztę oddziału. Na skraju lasu lewitowała tuż nad ziemią kobieta, wokół której palił się nienaturalny niebieski płomień. Gdy zauważyła krasnoluda, krzyknęła znowu głośno i zaszarżowała na Sheldona. Lecz w środku też było niewesoło. Drzwi, które Xander chciał otworzyć poszły w drzazgi, a ze środka zaczęło wychodzić nieporadnie stworzenie pozostałe po koniunkcji sfer - ghul.
(click to show/hide)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 09, 2014, 11:26:13
Marcus Trethvey
-K***a mać! - przeklinam, po czym zdejmuję tarczę z pleców i dobywam miecza.
-Kupą na niego, nie da rady się obronić przed tak liczną grupą - mówię reszcie  oddziału, po czym nacieram na potwora, cały czas zasłaniając się tarczą. Mam nadzieję, że moja taktyka jest dobra... Nigdy wcześniej nie walczyłem przeciwko czemuś takiemu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 09, 2014, 12:21:15
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

ku*wa, Ku*wa, KU*WA! - krzyczę w myślach.
Jeśli jestem w stanie, odskakuję w bok, by uniknąć kobiety z zaświatów.
Jak z tym walczyć??!! - Drę się lekko spanikowanym głosem.
Jeśli nikt nie zareaguje to dobywam z ogniska kawał palącego się drwa i macham panicznie przed sobą w nadziei, że to coś się wystraszy ognia.
Ucieczka!? Nie... to bez sensu... - Kolejna myśl przebiega przez mój umysł.
Macham niedbale patykiem nadal. Jednocześnie biegając dookoła ogniska.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 09, 2014, 19:11:51
Xander
Widząc monstrum wychodzące z piwniczki odskakuję do tyłu. Następnie wyciągam sztylety i rzucam się na potwora.
- Gdybym wiedział, że pisze się na takie gówno to bym już wolał gnić w lochu, ale klamka zapadła. - Mówię sam do siebie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Listopada 09, 2014, 19:24:29
Domenic
Rozbudzony podnoszę się, sięgam po miecz. Z wyjętym ostrzem przechylam głowę na prawo i lewo, aż strzyknął kręgosłup. Podbiegam by pomóc Xanderowi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 09, 2014, 20:50:40
Roland
No nie...odpocząć też nie dadzą? - wykrzykuję i energicznym ruchem wyciągam miecz z pochwy, rzucając się na potwora.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Listopada 10, 2014, 14:26:01
Arnulfr Brokvar

Po nagłym przebudzeniu wyciągam miecz z pochwy i pędzę do reszty grupy wokół potwora. A raczej sprawiam takie wrażenie, na walce się nie znam i zamiast pomóc najpewniej bym tylko przeszkadzał, tak więc trzymam się bardziej z tyłu, obserwując co chwilę to potwora, to ducha i Sheldona. Znowu, przeciwko duchowi też niewiele zdziałam więc nawet nie próbuję się do niego zbliżać.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 10, 2014, 23:48:52
Sheldon

Widząc twoje zachowanie Panna uśmiechnęła się do Ciebie - miała taki czarujący uśmiech, gdyby tylko nie chciała Cię zabić - i klasnęła w dłonie. Rezultatem tego ognisko jak i twoja żagiew zgasła i panna piskliwie się zaśmiała. Odleciała od Ciebie, jednak cały czas Cię obserwowała.

Reszta

Atakując ghula kupą nie przewidzieliście jednego - że z podłogi wyjdzie drugi. Pierwszy Ghul od razu poczuł uderzenia Marcusa, Rolanda, Domenica i Xandera. Już pierwsze rany wystąpiły na jego ciele, lecz ghul nie przejął się tym i jednym uderzeniem odrzucił Domenica na ścianę. Tym uderzeniem Domenic osunął się pod ścianą i stracił przytomność. Gdy jedno zagrożenie zostało wyeliminowane, zaczął się dobierać do Marcusa i Xandera, a drugi gdy tylko wyszedł z piwnicy zajął się Rolandem.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 11, 2014, 00:05:40
Roland
No ku*wa to już przesada - wykrzykuję w reakcji na rzucenie się na mnie drugiego ghula. Staram się jakoś wyrwać i odskoczyć, oraz zadać pchnięcie prosto w jego podłą gębę.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 11, 2014, 00:36:31
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Co ja Ci do ch*ja zrobiłem?! - Drę się do zjawy. - Może zamiast walczyć to powiedz mi co się stało!!

Wyrzucam żagiew i wyciągam rękę w jej stronę, jednocześnie trzymając drugą rękę ostrzegawczo na głowicy toporka.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 11, 2014, 11:23:18
Xander
- Chędożone skurwiele. - Krzyczę. Czując zapach krwi, uśmiecham się. Próbuje zrobić unik przed ghulem, a następnie próbuje zadać silne pchnięcie sztyletami prosto w jego szyję.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 11, 2014, 12:34:23
Marcus Trethvey
Kocim ruchem przesuwam się tak, by znaleźć się po przeciwnej stronie ghula co Xander, uważając aby na starej podłodze nie potknąć się o coś. Jeśli z jakiegoś powodu manewr nie udaje mi się, wyprowadzam szybki sztych w stronę brzucha przeciwnika. Jeśli jednak udaje mi się zajść go od tyłu, próbuję szybkim cięciem trybunalskim pozbawić potwora głowy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Listopada 11, 2014, 12:45:04
Domenic
Doskakuję do potwora by zwrócić na siebie uwagę. Jeśli się uda, próbuję uniknąć odskakując od tyłu, i tnąc mieczem przed sobą, jak gdybym próbował obcinać ewentualne kończyny. Jeśli nie zwróci on na mnie uwagi próbuję ciąć go w szyję.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 11, 2014, 13:11:52
Garvaleth
Wyskakuje z cienia i wyciąga swój dwuręczny miecz. po czym rzuca się na drugiego ghula. Próbuje wykonać wymierzone cięcia w zgięcia kończyn (kolana. łokcie).

Już mnie tatulo w opowieściach z takimi monstrami zapoznał! Kurwa... Nie mamy srebra! Uderzać mocno i precyzyjnie! Niech poczują smak naszej stali!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Listopada 11, 2014, 17:40:49
Arnulfr Brokvar

Oż cholera... Może i walczyć nie potrafię ale jak nie pomogę teraz to bardzo możliwe, że później i tak zeżrą mnie to monstra.  Jeśli mogę, to próbuję okrążyć ghula który zamierza się na Rolanda by spróbować zaatakować go cięciem w szyję.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 11, 2014, 18:37:11
Aleksandra vel Truśka
Nie wiedząc co robić w zastanym chaosie, stoi z toporkiem chwyconym oburącz przed sobą. Świta jej, że trzeba czymś rzucić w to coś, więc rzuca tym co ma pod ręką, np. zawartością jej worka, jak np. patelnia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 13, 2014, 09:09:42
Sheldon

Panna znów zaśmiała się przeraźliwie i uciekła od Ciebie gdy chciałeś złapać ją za rękę. Odleciała na tyle, byś szybko nie mógł jej złapać, lecz ciągle była w zasięgu wzroku. Gdy odległość między wami była już spora, zjawa zaczęła coś nucić pod nosem. Po chwili cała polana wokół niej stanęła w magicznym niebieskim ogniu, który rozszerzał się bardzo szybko i zagrożone zostały podpaleniem nie tylko wozy, ale również i konie. Te ostatnie widząc co się święci zerwały zerwały się z wodzy i poszły w las, i tyle je widzieliście.

Reszta

Pierwszy ghul został zaskoczony z jaką zajadłością zaatakowaliście go. Niestety, uderzenia Xandera na nic się nie zdały, po prostu skóra była twardsza niż na to wyglądała. Marcusowi też nie wyszło, gdy chciał podejść do ghula od tyłu potknął się o resztki krzesła i przewrócił się jak kłoda na brzuch. Widząc to chciał się rzucić na Marcusa, by go zabić, lecz w tym momencie celnie rzucona patelnia przez Truśkę w głowę zamroczyła na chwilę ghula. Gdy ten zobaczył kto to zrobił, wpadł w furię i zapewne chciał ją rozerwać na strzępy. Zapewne, ponieważ Xander wyprowadził wreszcie celne uderzenie sztyletami i zatopił je w karku bestii. Jedno zagrożenie zostało wyeliminowane. Tymczasem z drugim ghulem nie było już tak łatwo. Widocznie był sprytniejszy od tamtego. Nie przejmując się swoimi ranami pochwycił Garvaletha i dosyć brutalnie rzucił nim w Arnulfra. Rezultat był taki, że obydwoje zostali na chwilę wyeliminowani z walki. Wtedy to uderzenie wyprowadził Roland i zadał mu paskudną ranę przecinając jego gębę. Ghul oszołomiony uderzeniem zatoczył się do tyłu i wpadł z powrotem do piwnicy. Tymczasem NIEPRZYTOMNY DOMENIC musiał doznać mocniejszego urazu głowy, ponieważ zaczął śnić o tej walce i myślał, że jakieś wyprowadza uderzenia.

//Netoman, dostajesz ostrzeżenie w sesji. Wkrótce spotka Cię kara.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 13, 2014, 13:57:16
Aleksandra vel Truśka
- Widzieliście?! Trafiłam skurczybyka patelnią! Hahaha!
Krzyczy Trusia z niedowierzaniem i uwalniając napięcie głupio się śmieje.
- Co z tym w piwnicy? - pyta, rozglądając się za patelnią - No ja tam nie zejda, o nie.

// nie wiem czy zauważamy też to co się dzieje na zewnątrz.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 13, 2014, 14:52:59
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Odwracam się do reszty i mówię dość głośno
Ja zrozumiem wszystko. Pokraki z piwniców, magiczne ognie, ale żeby baba latała?!! No weźcie mnie trzymajcie bo zaraz popuszczę.
Dodaję na koniec i wyciągam toporek z za pasa.
Na czym to stanęło ?! - drę się do ducha w nadziei, że reszta też to słyszy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 13, 2014, 14:57:46
Roland
Haha! Cóż może zwykły zdechlak wobec siły mego miecza!
Dumny z siebie i zadowolony, zaczynam się przy okazji rozglądać czy da się zablokować czymś tą piwnicę by ghul nie wyszedł stamtąd ponownie, bo nie uśmiecha mi się schodzenie do ciemności gdzie może mnie łatwo dorwać.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 13, 2014, 18:44:33
Garvaleth

Wstaje, wyciąga rękę do Arnulfra żeby pomóc mu wstać, jednocześnie zwraca się do Rolanda:
Dzięki, panie rycerzu! Po prostu w tej walce zabrakło mi szczęścia!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 13, 2014, 19:06:33
Roland
Niewątpie, wszakoż nam, wielkim wojownikom szczęście często nie sprzyja, gdyby sprzyjało to i całe armie by przed nami padały!
Po wypowiedzeniu słów pochwalających "wielkich wojowników", w tym oczywiście mnie, wracam do szukania sposobu na zablokowanie wejścia do piwnicy, nie interesując się specjalnie krzykami na zewnątrz.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 13, 2014, 20:38:33
Xander
- Przestańcie se jaja robić tam czeka na nas jeszcze jedna pokraka i widziadło za zarąbania. - Krzyczę do towarzyszy.
Do siebie pod nosem:
- Ach ten słodki zapach krwi i mięsa, jak ja dawno go nie czułem. - Po czym głośno:
- Dawać no tu tego drugiego wieprzka. - po tych słowach rzucam się w stronę ghula, uważając na dziury w podłodze i kawałki drewna. Staram zasypać stwora gradem szybkich i mocnych pchnięć.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 13, 2014, 20:51:53
Marcus Trethvey
-Xander, wróć! To rozkaz, k***a mać! - krzyczę do rzeźnika.
-Walka w ciemnościach jest zbyt niebezpieczna, szczególnie, że nie znamy tych korytarzy. Zablokujmy te drzwi, na pewno są tu jakieś resztki mebli, a ty, Xanderze sprawdź co to za dziwne odgłosy z zewnątrz. Zdecydowanie nie brzmi to jak śmiech naszego kompana krasnoluda. Truśko, możesz sprawdzić co dzieje się z Domeniciem? Chyba mocno w czerep dostał - rozkazuję, po czym ruszam znaleźć cokolwiek, czym można by zablokować wyjście z podziemi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 13, 2014, 21:14:52
Xander
Wyrywam się z amoku i wychodzę mówiąc:
- Jakie ty znów masz tu k***a problemy? - Zwracam się do stojącego przed chatą człowieka patrząc na niego.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 14, 2014, 12:46:03
Garvaleth
Zwraca się w stronę zdenerwowanego Xandera: Na tym ghulu nie zrobiły wrażenia nawet cięcia zweihanderem, więc schowaj swoje sztylety do pochwy a i słuchaj się dowódcy, bo inaczej zginiesz zanim ta misja się skończy, zanim poczujesz znów smak wolności!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 14, 2014, 13:54:16
Aleksandra vel Truśka
Jeśli dotychczas nie znalazła patelni, na słowa dowódcy porzuca poszukiwania i zabiera się za Domenica. Nieprzytomny elf wygląda dla niej doprawdy słodko i nieco zniewieściale.
- Co my tu mamy?
Trusia ogląda głowę Domenica, stara się go też cucić. Jeśli znajduje jakąś ranę, stara się ją oczyścić, o ile jest jeszcze woda i kawał czystego materiału, choćby z koszuli.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 14, 2014, 19:46:06
Sheldon

Ogień, który rozszedł się wcześniej po polanie dotarł już do wozów. Pierwszy stanął w ogniu wóz więzienny. W niebezpieczeństwie znalazł się również drugi wóz, przeznaczony do podróży. Tymczasem Panna zaczęła nucić kolejne zaklęcie. Po chwili wokół jej rąk wybuchł blady ogień, który co raz bardziej się rozszerzał. Po chwili Panna krzyknęła przeraźliwie i rzuciła kulą ognia w stronę domostwa - wprost w drzwi, by kula wybuchła w środku.

Reszta

Truśka postanowiła ocucić Domenica starożytnym sposobem budzenia - zaczęła go walić otwartą dłonią po policzkach. Niestety, słabsze ciosy nie skutkowały, więc w końcu uderzyła ciut za mocno. Na tyle, że Domenic obudził się z krzykiem i płonącymi polikami. Reszta oddziału szukała sposobu by jakoś zamknąć piwnicę i potwora w środku. Wiedząc, że tylko zabicie potwora uwolni was od tymczasowego zagrożenia postanowiliście zejść na dół. Lecz nie jesteście przecież wiedźminami - w nocy nie widzicie! Być może ktoś z was wpadnie na pomysł, by zejść tam z pochodniami. Lecz nie było to najważniejsze. Ważniejsze było to, że usłyszeliście kolejny dziwny krzyk i być może poczuliście dym z palącego się wozu oraz terenu wokół domu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 14, 2014, 23:18:48
Xander
Widząc co się dzieje na zewnątrz krzyczę:
- Uwaga. - I odskakuję w bok.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 14, 2014, 23:29:48
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Możesz się przymknąć? - Chwytam pewniej toporek w ręce.
Teraz ja Ci coś zaśpiewam upiorze.
My jesteśmy krasnoludki,
Wypijamy litry vódki,
Chędożonone są z nas zuchy,
i nie straszne nam babskie duchy"

Po tych słowach rzucam toporem w ducha i biegnę do wozu, by powyrzucać worki tak by się nie zajęły.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 15, 2014, 00:52:56
Garvaleth

Bierze kij, kawałek jakiejś szmaty (i co tam jeszcze do pochodni potrzebne) i podpala to o płonący wóz, jednym słowem próbuje zrobić prowizoryczną pochodnię.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 15, 2014, 00:56:14
Roland
Czując dym znajduję znakomitą wymówkę, by wyjść z ciemnej piwnicy.
Zatem wy szukajcie tego ghula a ja zobaczę co tam się wyrabia, jeszcze coś się spali czy coś i wtedy mogiła. A tego nie chcemy, prawda?
Nie czekając na odpowiedź wybiegam na zewnątrz.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Listopada 15, 2014, 16:02:10
Domenic
Jasna cholera, co to było? I czemu nie czuję twarzy?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 15, 2014, 16:37:12
Aleksandra vel Truśka

- To moja opiekuńcza ręka, cherubinku. - odpowiada Domenicowi. - Spróbuj powoli wstać
Czuły na zapachy nos Trusi, a szczególnie na głęboko wrytą w pamięć woń palonego drewna, wywąchał dym na zewnątrz.
- Cholera, coś się hajczy na dworze!
Trusia wychodzi na zewnątrz i o ile nic się innego nie stanie, stara się ratować rzeczy na wozie

// tak za bardzo nie wiem, jak mam się zachować wobec tej kuli ognia z opisu dla Sheldona, która ma wybuchnąć w środku..
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 15, 2014, 16:40:58
Marcus Trethvey
Przygotowuję pochodnię, maczając oderwany strzęp swego ubrania w jakimś oleju lub alkoholu, czymś co na pewno jest w wozie, po czym podpalam o ognisko. Schodzę do podziemi, przewodnicząc grupie. Na słowa Rolanda unoszę brwi, po czym mówię:
-Herbowych, psia ich mać, zawsze nie ma gdy są potrzebni - i schodzę w ciemności wraz z tymi co się na to decydują. Boję się jak cholera, ale jako dowódca, nie mogę tego okazywać. Wmawiam sobie usilnie, że ghul zapewne o***ł się ze strachu i nie spróbuje zaatakować. Mówię przez ramię do towarzyszy:
-Bądźcie cały czas przygotowani na atak. Coś mię się zdaje, iż potworowi nie przeszkadzają te ciemności.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Netoman w Listopada 15, 2014, 16:54:57
Domenic
Mam nadzieję że Twoja opieka będzie czuwać dalej, ale w mniej polesny sposób - odpowiadam Truśce ze słabym uśmiechem na twarzy.
Próbuję wstać. Jeśli mi się udaje, otrzepuje ubrania, i szukam opuszczonej broni. Jeśli nie, z sykiem przekręcem głowę by rozejżeć się.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Listopada 15, 2014, 18:04:22
Arnulfr Brokvar

Wciąż trochę obolały i otumaniony po ataku ghula rozglądam się w okół siebie próbując ogarnąć sytuację. Nie jest dobrze i szczerze mówiąc nie mam tez pojęcia co zrobić. No bo jak do cholery walczyć z duchami?! Już lepszy ghul, tego przynajmniej można ubic. Dlatego też schodzę za Marcusem z mieczem w dłoni próbując zachować jako taki spokój, acz z mizernym skutkiem .
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 15, 2014, 20:04:03
Garvaleth
Schodzi wraz z Marcusem i resztą, trzyma w ręku swój miecz, pochodnię odrzucił (Marcus takową już posiada).
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 18, 2014, 22:18:02
Sheldon i Roland

Toporek ciśnięty przez Sheldona sprawił nie lada niespodziankę Pannie. Całą swoją uwagę poświęciła na kuli ognia i całkowicie zbagatelizowała jege zachowanie. Toporek uderzył ją poniżej czubka brody wbijając się mocno w mostek pomiędzy piersiami. Krzyk, który rozległ się po polanie był najgorszym jaki usłyszałeś w swoim życiu. Był na tyle silny, że przewróciłeś się na worki łapiąc się za głowę... A wokół szalał pożar. Tymczasem Roland wybiegł z domostwa i podobnie jak Sheldon przewrócił się na ziemię łapiąc się za głowę. A kula ognia przeleciała nad nim i wpadła do środka...

Domostwo

Gdy tylko kula rzucona przez Pannę znalazła się w środku wybuchła niebieskim ogniem i z tego powodu rozpętało się piekło. Xander widząc co się dzieje rzucił się w bok odskakując od niej i być może dlatego uniknął zajęcia się ogniem. Gorzej było z Truśką i Domenikiem. Truśka będąc plecami odwrócona do drzwi nie wiedziała co się dzieje i gdy kula wybuchła przyjęła na swoje plecy ogień, który był również skierowany na elfa. Tymczasem grupa "poszukiwawcza" złożona z Marcusa, Garvaletha i Arnulfra zeszła na dół do piwnicy. Gdy kula wybuchła część domu zawaliła się i przysypała schody prowadzące na dół. Zostaliście odcięci.

Piwnica
Gdy zejście było zawalone wszyscy przewróciliście się i spadliście na dół. Pochodnia, którą posiadał Marcus była waszym jedynym źródłem światła. Gdy wzrok wam się przyzwyczaił do ciemności wstaliście. Wiedzieliście, że gdzieś tam czai się poraniony ghul...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 19, 2014, 17:19:38
Marcus Trethvey
-Cholera jasna! - odzywam się, patrząc na zawalone przejście. Po chwili odwracam się do Garvaletha i Arnulfa:
-K***a. No to już nie ma wyjścia - albo my, albo on. Nie możemy podjąć nawet próby odsypania gruzu z tym czymś za plecami - zwracam sie do nich. Po chwili myślenia, kontynuuję:
-Mój dawny kompanion, Virgilius, mawiał, że śpieszyć trzeba się jedynie podczas ucieczki z kradzionymi kurami i przed armią j****ch Nilfgaardczyków. Miał rację. Ta piwnica nie może być duża, rozejrzyjmy się, nim spróbujemy szukać tego czegoś.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 19, 2014, 19:22:13
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Jeśli udaje mi się wstać to krzyczę.
Ku*wa! Ducha da się zabić! - ratuję worki i wóz, jeśli mi sił starcza, mając na oku zjawę. Jeśli podejdzie, wyciągam topór z za pleców i wykonuje pewne cięcia w jej kierunku.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 19, 2014, 19:31:19
Garvaleth
Hmm.. na moje oko, jeżeli nie chcemy tutaj zostać do usranej śmierci, powinniśmy się śpieszyć, bo pochodnia nie będzie się palić wiecznie a kiedy zgaśnie, będziemy mieć naprawdę prz****e.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 19, 2014, 19:37:12
Roland
Osz ku*wa co to ma być! Zdechlak z zaświatów? Kolejny?! Niezdarnymi ruchami próbuję podnieść się z ziemi przyglądając się jednocześnie na przemian czynnościom krasnoluda i zjawie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 19, 2014, 19:38:54

Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Na ch*j sie gapisz. Atakuj te babsko, możemy je zranić!!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 19, 2014, 20:27:44
Roland
To co to ku*rwa duchy można naparzać? - wykrzykuję nerwowo. Następnie (oczywiście jeśli uda mi się wstać) szarżuję na zjawę zadając cięcia mieczem.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Listopada 19, 2014, 21:21:40
Arnulfr Brokvar

- Według mnie lepiej najpierw znaleźć to monstrum i ubić, chyba że chcemy zostać zaskoczeni podczas przeszukiwania piwnicy. Nie wspominając, że możemy znaleźć więcej niż jednego ghula... - Mówię do reszty drużyny po wstaniu i szykuję się do ewentualnej zasadzki.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 19, 2014, 21:24:41
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Nie chce tu umierać jak jakaś ciota z Redanii. jestem tylko kowalem! - Krzyczę, a w mym głosie czuć nutkę strachu

Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 19, 2014, 22:14:58
Xander
- Ki diabeł - wołam do ludzi na zewnątrz i bez namysłu rzucam się na widziadło.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 21, 2014, 22:37:33
Truśka
- AAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaa! - wydziera się z bólu. W szoku nie wie co robić, chce wydostać się z zadymionego pomieszczenia. Jak się uda, a pali się jej ubranie i jest na tyle opamiętana, to tarza się po ziemi, żeby je ugasić Jeśli ją naprawdę boli, to biega, krzycząc.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Listopada 24, 2014, 15:17:36
Na zewnątrz domu

Panna wyszarpała z wrzaskiem toporek, który utkwił w jej ciele. Z miejsca, gdzie był wcześniej toporek ogień wydostawał się na zewnątrz i palił się białym blaskiem. Spojrzała na niego i cały toporek spalił się na popiół, łącznie z ostrzem. W końcu zauważyła, że ktoś ośmielił się ją zaatakować! Roland starał się dobiec do niej cały czas lekko oszołomiony i wyprowadzić uderzenie. W tym samym czasie Sheldon wstał z worków. Ogień już sięgał połowy wozu i ratowanie dobytku było już praktycznie pozbawione sensu.

Wewnątrz

Truśka będąc na tyle przytomną na ile jej sytuacja pozwalała upadła i zaczęła tarzać się po podłodze by zdusić płomienie. Wszyscy pozostali w wewnątrz rozpoczęli gaszenie jej za pomocą własnych płaszczy lub innych częściami garderoby.

Piwnica

W piwnicy było cholernie ciemno. Na tyle, że pochodnia niewiele pomagała. Postanowiliście nierozdzielać się i pójść przed siebie. Po chwili kroczenia za sobą usłyszeliście ciche posapywanie, jakby ghul szykował się do ataku.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Listopada 24, 2014, 16:49:46
Truśka
Brudna, poparzona i w zniszczonym ubraniu ciężko dyszy.
- Ała, o Melitele... Co to było?! Co tu się dzieje! Do czorta z tym, trza stąd uciekać!
Próbuje wstać, znaleźć swoje rzeczy(torba, kocioł, patelnia, toporek, nową odzież) i wyrwać się na zewnątrz i jak najdalej od tego płonącego burdelu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Xander w Listopada 24, 2014, 17:35:47
Xander
Widząc, że duch nie zwraca na mnie uwagi staram się wymknąć z walki i schować w krzakach.
- Te ciemne po lewo są gęste, może tam ta zjawa mnie nie dostrzeże. - Mówię po cichu do siebie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Listopada 25, 2014, 14:30:02
Garvaleth

Trzyma pewnie swój miecz, udaje że nie słyszy ghula, lecz kiedy ten zaatakuje. Garvaleth spróbuje się odwrócić i zadać cięcie z obrotu na atakującą bestię.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Listopada 25, 2014, 15:05:21
Roland
Dalej zadaję cięcia mieczem usiłując zranić zjawę...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Listopada 25, 2014, 17:06:00
Arnulfr Brokvar

Po usłyszeniu posapywania odwracam się nagle i biorę miecz w obie ręce, przygotowując się by zadać pchnięcie ghulowi jakby ten zaatakował. Jeśli reszta idzie dalej to podążam za nimi, idąc tyłem.
- No panowie, czas ubić tego potwora.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Listopada 26, 2014, 10:08:59
Marcus Trethvey
Zwracam się szeptem do Arnulfa i Garvaletha:
-Pewnie jest za nami. Obróćcie się i jak tylko zaatakuje, to się za niego bierzemy - po czym sam obracam się do tyłu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Listopada 27, 2014, 10:10:29

Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Chwytam dwa worki, oraz topór i wyskakuje z wozu poza obręb ognia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 01, 2014, 21:05:04
Na zewnątrz

Panna została całkowicie zaskoczona atakiem wyprowadzonym przez śmiertelnika. Nie spodziewając się tego, że jej ofiara zamieni się w pogromcę nie przygotowała się na odparcie uderzenia i Roland potężnym uderzeniem ściął jej głowę. W momencie, gdy głowa odpadła z wnętrza zjawy wydobył się biały ogień i całkowicie pokrył resztę jej ciała. Tymczasem Xander schował się w krzaku na skraju lasu i czekał na rozwinięcie sytuacji. Sheldon zabrawszy swoje rzeczy wyskoczył z wozu i najszybciej jak mógł pobiegł w stronę dopalającego się domostwa.

Wewnątrz

Truśka pozbierała wszystkie swoje rzeczy poza patelnią, która znalazła się w środku ognia. Reszta, która została w domostwie już wyniosła się na zewnątrz i postanowiła ratować ostatni wóz, by nie dostał się na niego ogień.

Piwnica

Atak nadszedł ze strony, z której się nie spodziewaliście. Ghul zaatakował was od waszych pleców. Jednym uderzeniem łapsk odrzucił na bok Garvaletha oraz Marcusa, którzy zostali na chwilę wyeliminowani z walki. Na nogach pozostał tylko Arnulfr i to na niego rzucił się ghul starając się dostać go w swoje łapska i zanurzyć zęby w karku człowieka.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Grudnia 01, 2014, 21:16:27
Roland
Zdziwiony przypatrywałem się "śmierci" zjawy. Gdy już dochodzi do mnie co zrobiłem, uniosłem miecz do góry i wydałem radosny okrzyk bojowy, a później wydarłem się ostatkiem sił, nie interesując się czy ktoś usłyszy czy nie:
Zwijcie mnie odtąd Rolandem, pogromcą duchów!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Grudnia 03, 2014, 08:15:37
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Biegnę za babą, nie wiem czemu, ale biegnę. Odkładam worki z dala od źródeł ognia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Grudnia 03, 2014, 12:32:38
Arnulfr Brokvar


Jako że obecnie jedynie ja - z powodu pecha aniżeli szczęścia - stoję wciąż na nogach, próbuję odwrócić się w stronę ghula i pchnąć go mieczem w głowę, wykorzystując przy okazji pęd ghula. Jeśli się okaże, że ghul jest za blisko, próbuję jedynie uniknąć jego ataku uskakując w bok, czekając aż reszta moich towarzyszy będzie znowu gotowa do walki.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Grudnia 03, 2014, 17:58:12
Garvaleth

Obalony przez ghula, leży na ziemi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Grudnia 03, 2014, 20:10:38
Truśka
Wychodzi z tym co ma na zewnątrz.
"Pieprzyć więzienie, pieprzyć Ważnego, pieprzyć tę hołotę, ogień, potwory i wszystko" nienawistne słowa wypełniają jej głowę. Trusia skręca w stronę, gdzie jak mniema nie skupi uwagi innych i próbuje się wymknąć.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Grudnia 03, 2014, 20:21:50
Marcus Trethvey
Czuję promieniujący ból... Coś z potężną siłą uderzyło mnie w plecy. Upadłem brzuchem na wystający kamień. Blizna spod Mayenne pulsuje bólem. Czuję strach, paraliżujący wszelkie ruchy. Sekunda... Dwie... Trzy... Nie czuję, żeby ghul rzucił się na mnie i zaczął rozszarpywać. Mój oddech nieznacznie spowalnia. Nic nie widzę, leżę na brzuchu, ból nie pozwala mi się obrócić. Pomimo ciągłego lęku, próbuję wymacać broń, która zapewne leży niezbyt daleko ode mnie oraz usłyszeć cokolwiek, co da mi jakieś wskazówki, co dzieje się z potworem oraz moimi kompanionami.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 09, 2014, 22:27:01
A teraz przyspieszę troszkę wydarzenia opisując co działo się między 31 lipca a 4 sierpnia 1269 roku.

Noc z 30 na 31 lipca
Po zabiciu zjawy i zagaszeniu ognia udało Wam się uratować jeden wóz i trochę zapasów przeznaczonych na podróż. Jeden z Was postanowił rozejrzeć się po okolicy, być może konie są gdzieś w okolicy i nie będziecie musieli zasuwać na piechotę. Reszta drużyny, która została na powierzchni rozpoczęła przeliczenia ilu was było. Brakowało wam trzech ludzi i jednego elfa. Tego ostatnie szybko odnaleźliście, a raczej to co z niego pozostało. Pomimo tego, że Truśka osłoniła elfa swoim ciałem to i tak nic nie dało. Elf stracił przytomność i nie obudził się już. Gdy leżał nieprzytomny pod ścianą zawalił się na niego palący się dach i tak skończył przygodę z Wami. Jego ciało zostało częściowo spopielone, ale nie przejmowaliście się nim. Mieliście ważniejsze problemy. Raz - straciliście dowódcę, czy to dobrze czy nie. Dwa - nie wiedzieliście wtedy co zrobić. Każdy z Was prawdopodobnie myślał o ucieczce i rzuceniu tego wszystkiego w cholerę. Lecz również wiedzieliście, że wtedy podpiszecie na siebie wyrok śmierci. Postanowiliście przygotować się do podróży i przepakować wszystko do toreb, które postanowiliście stworzyć z poszycia wozu. Tymczasem w piwnicy nie było ciekawie. Arnulfr jako jedyny na nogach stawił czoło ghulowi, który bardzo chciał zakończyć żywoty wszystkich śmiertelników. Ghul nie spodziewał się takiego ataku ze strony Arnulfra i po prostu nabił się na miecz, lecz impet z jakim wyprowadził uderzenie spowodowało, że umierający ghul przewrócił się na Arnulfra i obydwoje upadli. Po chwili, gdy Garvaleth i Marcus podnieśli się z podłogi i pomogli wykaraskać się Arnulfrowi z tej sytuacji. Gdy już wszyscy byli na nogach i jakoś uzbrojeni (miecz A. za nic nie chciał wydostać się z ciała ghula, lecz profilaktycznie jeszcze obcięliście potworowi głowę) wyruszyliście korytarzem przed siebie. Po chwili natknęliście się na schody, a na samym szczycie były drzwiczki prowadzące do piwnicy od podwórza domu. Wydostaliście się na zewnątrz i dziękowaliście wszystkim bóstwom, które znaliście że przeżyliście. Po chwili wróciliście na znane Wam tereny i zobaczyliście, że pozostała grupa szykuje się do drogi. Gdy znowu połączyliście się było Was mniej, lecz mieliście silne postanowienie przeżycia i stawienia czołu wszystkiemu, co Wam się przydarzy. Bez postawienia wart postanowiliście przygotować się do drogi dopiero nad ranem i wszyscy zapadliście w sen.


31 lipca 1269 roku

Gdy zbudziliście się przez większą część przedpołudnia przygotowywaliście się do drogi. Część z was pod pilnym okiem Truśki przygotowywali worki przeznaczone do podróży, ponieważ konie poszły w siną dal i tyle je widzieliście. Narzekaliście na brak pieniędzy, ponieważ Ważny nie zostawił wam miedziaków lub srebrników na drogę, lecz postanowiliście sprzedać nadwyżkę broni w pierwszej lepszej kuźni. Po szybkiej zupie przygotowanej przez Truśkę wyruszyliście na południe Traktem Królewskim w kierunku granicznego miasta Rinde. Przez pozostałą część dnia nic się nie działo ciekawego i postanowiliście odpocząć niedaleko traktu.

1 sierpnia 1269 roku

Poranek okazał się niezwykle nieciekawy. Z zachodu nadeszły ciemne chmury i rozpoczął padać deszcz. Przeklinając wszystkie wam znane bóstwa rozpoczęliście marsz na południe. Po południu deszcz przestał padać, lecz cały czas niebo było mocno zachmurzone. Wieczorem rozłożyliście obóz niedaleko traktu i tak Wam minął dzień.

2 sierpnia 1269 roku

Poranek okazał się podobnie niezwykle nieciekawie jak poranek poprzedni, tyle tylko że wyszło słońce, które przegoniły ciemne chmury gdzieś na zachód. Tak samo jak w dzień poprzedni kontynuowaliście swoją podróż na południe, lecz trochę ciężej wam się szło po rozmoczonym trakcie. Wieczorem tak jak zawsze rozbiliście obóz i tak wam minął dzień.

3 sierpnia 1269 roku

Poranek tym razem okazał się ciekawszy. Przy śniadaniu do waszego obozowiska przybył kurier, który przyniósł wam list od Ważnego (wtedy tego jeszcze nie wiedzieliście). Było tam jedno zdanie - "Zapraszam Was  rano na śniadanie w karczmie pod Wybuchającym Dżinem w Rinde". Po przekazanym Wam liście kurier wyruszył dalej na północ. Od miasta dzielił was jeden dzień drogi i po szybkim skończeniu śniadania ruszyliście dalej. Przez większość dnia nic się nie działo i wieczorem rozbiliście obóz niedaleko miasta. Do Rinde postanowiliście wejść następnego dnia z samego rana.

4 sierpnia 1269 roku

Po szybkim wstaniu na nogi i zebraniu obozowiska ruszyliście do Rinde, które było już za pagórkiem. Gdy stanęliście na szczycie ukazał się wam widok Rinde, lub tego co pozostało z niego gdy pewien wiedźmin zawitał do niego. Lokalny burmistrz Neville postanowił nieodbudowywać miasta w całości, tylko rozpoczął budowanie nowego miasta obok ruin starego. Miasto było ciągle w budowie, lecz większość ważniejszych budynków było już wybudowanych. Miasto w końcu stało przy granicy z Temerią i ważne było, by handel nie został przerwany. W ruinach zamieszkał głównie plebs i lokalny światek przestępczy. Ruiny każdej nocy zamieniały się w wojnę o dominację między czterema ważnymi grupami przestępczymi i każda chciała zdominować światek. Lecz Was to nie obchodziło. Wyruszyliście z pagórka w stronę "bram miasta". Bramą okazała się lokalna strażnica zbudowana z drewna. Przy drzwiach stało dwóch strażników z halabardami oraz ich dowódca, który bezczelnie siedział sobie na krzesełku w cieniu strażnicy. Gdy zauważył was zmusił się do wstania i rzekł(a raczej wykrzyknął):
-A czego tutaj szukacie? Nie widzita, że my som zajęci?!

Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Grudnia 10, 2014, 08:43:20
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Trącam Marcusa i mówię mu szeptem.
No panie dowódca, gadaj coś bo mam już powoli dość tego łażenia.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Grudnia 10, 2014, 12:32:28
Marcus Trethvey
Zbliżam się do osoby, która chyba jest dowódcą tej "strażnicy". Zwracam się do niego:
-Witam! Jam jest Marcus Trethvey z Moen, znany na całej Północy z gromienia zdradzieckich nilfgaardzkich psów. Widzę jednak, że waść masz nadzwyczaj poważne zadanie i wykonujesz je sumiennie. Znam ja się z Nevillem, burmistrzem Rinde i napomknę mu jak wiernym jesteście żołnierzem. Nim to jednak nastanie, widzę, iż sucho coś u was, a ja, jak mi się zdaje, mam gdzieś jeszcze trochę gorzałki... Nie odmówisz chyba waść?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Grudnia 10, 2014, 13:28:10
Anurlfr Brokvar

Siedzę na wozie i przyglądam się rozmowie między dowódcą straży a Marcusem. Załatwił to nasz dowódca porządnie, z przejściem raczej problemów nie będzie. O ile straży nie wpadnie nagle do głowy jakaś głupia idea, acz ze względu na naszą liczebność raczej nic takiego się nie stanie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 10, 2014, 23:50:47
Kapitan straży od razu uśmiechnął się do Marcusa i powiedział - No ja żech od razu wiedział, że jak szlachcic, to od razu jakiś napitek ma! - i podszedł do Marcusa, po czym wziął od niego flachę, otworzył kurek, powąchał niczym znawca i napił się. Obserwowaliście jak grdyka tylko chodzi z dołu do góry. Po chwili odstawił butelkę i rzekł - Przedni waść masz ten trunek! Czyżbym wyczuwał, że pochodzi to z serca Redanii? Nie istotne to... - przerwał swoją wypowiedź, ponieważ po chwili zauważył resztę grupy. Uśmiechnął się jeszcze szczerzej, pokazując wam ubytki w zębach i spytał się - A wy tam czasem nie ma ta czegoś do oclenia? Bo trzeba zapłacić myto jak coś macie. Im więcej ludzi, tym większe myto. A jak szlachcic pan jest, to jeszcze większe. Oczywiście nie żebym ja to brał dla siebie, ino dla naszego kochanego wojska! - po czym potężnie łupnął się w klatkę piersiową. Na tyle mocno, że na chwilę stracił oddech i zaczął się krztusić.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Grudnia 11, 2014, 20:34:52
Marcus Trethvey
Odwzajemniam uśmiech, po czym odpowiadam:
-Ha, dobrze waść czujesz, przedni to trunek z tretogorskich winnic! Ale powiedz mi, jakie wasze miano? Bo mi kogoś przypominasz brateńsku... czy waść nie masz przypadkiem rodziny na północnym brzegu Jarugi? Jestem pewien, że mój ojczulek mówił mi o bracie stryjka jego dziadunia, co to jest zacnym redańskim żołnierzem...  Nawet mi obrazek pokazywał w drzewie rodowym... Czyż waścina babka nie zwała się... Hmm... nie pomnę, ale wszak miała imię na S, prawda li to? Na słodką Melitele, jak nic to waść! Ha, w takim wypadku masz waść wielkie szczęście! Jakiś to czas temu memu ojczulkowi się zmarło i zapisał onemu krewnemu kilka tytułów, wsi, jak i spory majątek w hrabstwie Moen!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 11, 2014, 20:55:08
Strażnik odwzajemnił uśmiech Marcusowi i powiedział:
- Nie wiem waść o kim mówisz, na pewno nie o mnie. U mnie wszyscy zginęli w ataku dżina tutaj w tym mieście. Lecz żałobę zostawiłem za sobą. Nie interesuje mnie genealogia rodzin szlachciców, tylko to złotą gadką chcą osiągnąć. Więc co tam macie do oclenia? - powiedziawszy to podszedł do reszty grupy i rozpoczął przyglądanie im się. Gdy jego wzrok padł na krasnoluda powiedział: - Za tego knypka zapłacicie podwójnie. Nienawidzę nieludzi po tym co robiły wiewiórki. Za resztę będzie zwyczajowa cena - gdy rzekł, odwrócił się do strażników i wykrzyczał - A wy co tak stoicie? Ty Piętaszek leć po patrol! A ty Damjanie natychmiast do mnie!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Grudnia 11, 2014, 21:31:37
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Mówię do Marcusa.
Może wezmę Truśkę i przygotujemy drewna suchego na dzisiejszy wieczór, a posiłek mi doniesiecie. W końcu nie muszę włazić byście płacili za mnie jak za te broń w naszych torbach(szyderczy uśmiech w stronę strażnika)
Jak król się dowie, że jego prywatne rzeczy przeglądał ten śmieć tutaj, to na pewno go pozbawi urzędu, a na dodatek obrażanie królewskiego Kondotiera!? Wstydził byś się kapitanie. Nie omieszkam tego umieścić w raporcie jak mnie nazwaliście
- te ostatnie zdania kieruję do strażnika.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Grudnia 12, 2014, 01:55:16
Truśka
Trusia nie otrząsnęła się jeszcze do końca z szoku ppo ostatnich wydarzeniach i jest jej wszystko jedno, byle nikt się jej nie tykał.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Grudnia 12, 2014, 07:58:41
Marcus Trethvey
-Dobrze, zrobimy jak sugeruje z Sheldonie. Truśko, zostaniesz z krasnoludem. Zbierzecie chrust, trochę dalej od tego ważniaka rozpalicie ognisko, zostawimy wam trochę żywności, przygotujecie sobie strawę, a jutro skoro świt widzimy się po przeciwnej stronie miasta i ruszamy dalej.
Po rozdzieleniu ekwipunku i odliczeniu odpowiednio niskiej opłaty, podchodzą do strażników:
Oto wasza, przepraszam, wojska należność kapitanie, czy jaka tam wasza godność. Za krasnoluda nie liczyłem, bo on nie wchodzi. Rozumie z właść, królewskie specjalne zadanie dostał.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 12, 2014, 14:07:10
Gdy dowódca warty dostał pieniądze od razu szczerze uśmiechnął się do Marcusa i powiedział:
- No, przynajmniej będę miał tego gagatka na oku. Wartość się zgadza, możecie wejść. Tylko mi przestrzeganie godziny wartowniczej, wieczorem mam was nie widzieć szlajających się po ulicach! I uważajcie jeszcze na elfy, zasrane wiewiórki panoszą się po ulicach jakby nic się nie stało... - po czym podszedł do swojego stołka i usiadł w cieniu czekając na kolejnych "jeleni". Sheldon i Truśka odeszli niedaleko z wozem od drogi i rozpoczęli stawianie "obozowiska". Tymczasem, gdy reszta drużyny przeszła przez bramę zauważyliście ogólną brzydotę miasta, mimo tego że jeszcze wstaje po "dżinowskiej" katastrofie. Droga praktycznie nie utwardzona, jedynie pobocza "wydeptane" przez mieszkańców i podróżnych, którzy załatwiali swoje sprawy. Budynkie proste, głównie zbudowane z drewna, lecz również pojawiły się i te zbudowane z kamienia, lecz ich było zdecydowanie mniej. Skierowaliście swoje kroki ku centrum miasteczka - rynku. Gdy szliście główną ulicą minął Was patrol prowadzony przez jednego ze strażników, którego wysłał dowódca Po chwili dotarliście na rynek. Rynek był stworzony na podstawie koła, w środku był cały kram wszelakiego dobra temerskiego i redańskiego jak i również z innych krajów, nawet ktoś się odważył sprzedawać towary z samego Nilfgaardu. Na obrzeżach koła usytuowali się wszelacy mistrzowie rzemieślnictwa, od piekarzy i znachorów po mistrzów kowalstwa. Postanowiliście, że się rozdzielicie, by szybciej osiągnąć wasze zadania. Marcus, Garvaleth i Xander rozpoczęli poszukiwanie karczmy, a Arnulfr i Roland poszli szukać kuźni, gdzie można by sprzedać resztę broni i dostać trochę pieniędzy na przyszłość.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Karl

Łaziłeś po rynku tej dziury przez przypadek nazwanej miastem bez żadnego celu. Karawana, z którą dotarłeś do tego miasta powoli zbierała się by wyruszyć na południe, lecz dowódca straży powiedział, że wyruszycie dopiero za trzy dni. Dostałeś swoją część wypłaty(10 redańskich złotych monet i 50 srebrników) i postanowiłeś zjeść coś porządnego. Dowódca polecił Ci karczmę pod "Wybuchającym Dżinem". Z jego opowieści była to najlepsza karczma w tym mieście, więc być może coś w tym było.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Grudnia 12, 2014, 15:35:51
Arnulfr Brokvar

- Jeślibyś mógł Roland, to prosiłbym Cię o zabranie broni do sprzedania. Ja, jak pewnie zauważyłeś, niezbyt nadaję się do prac fizycznych... - zwracam się do Rolanda przepraszającym tonem i patrzę czy znajduje się gdzieś w pobliżu szyld lub znak symbolizujący kuźnię. Jeśli takiego nie zauważę, to podchodzę do pierwszego, przyzwoiciej wyglądającego przechodnia z zapytaniem o drogę.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Grudnia 12, 2014, 16:52:34
Karl

Ruszam, więc w stronę zareklamowanej karczmy. Jednocześnie rozglądam się po okolicy w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Grudnia 13, 2014, 12:05:33
Garvaleth

Pytam losowych obywateli o drogę do karczmy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Grudnia 13, 2014, 16:13:47
Truśka
Gada do Sheldona.
- No dobra, zróbmy jakiś ogień, zrobię jakąś zupę z tego co jeszcze zostało...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Grudnia 13, 2014, 17:21:19
Marcus Trethvey
Rozglądam się po rynku, zakładając, że najlepsza oberża jest niedaleko stąd. Jeśli nie widzę takowej, pytam się co szacowniej wyglądających obywateli.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Grudnia 15, 2014, 09:54:55
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Nic dodac, nic ujac. rozbijam oboz.

//Wybaczcie za brak polskich znakow, ale linux na kompie w szkole nie ma zainstalowanej polskiej klawy programisty
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Grudnia 17, 2014, 18:46:11
Roland
Dobra dawaj tą broń, tylko wypatruj tej kuźni, bo ja nie wiem zbytnio gdzie to zanieść.
Mówię z durnowatym uśmieszkiem, nie wiedząc czemu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 18, 2014, 23:22:48
Roland i Arnulfr

Rozpoczęliście poszukiwania kuźni. Po chwili gdy sami nie mogliście jej zlokalizować spytaliście ludzi gdzie znajduje się kuźnia. Dobrzy ludzie pokazali Wam drogę, a raczej kierunek gdzie mieliście się udać. Po chwili marszu zauważyliście szyld sklepu - ozdobione mieczem i toporem skrzyżowanymi na tle rycerskiego hełmu. Mistrz zwany Madrenem, który tutaj pracował był uważany pośród rycerstwa za wyśmienitego - lepszej rekomendacji tutaj nie mógł mieć. Spojrzeliście po sobie i weszliście do środka. Weszliście w łagodny półmrok sklepiku i mimo woli zatrzymaliście się, zachwyceni porozwieszanymi na ścianach wspaniałymi dziełami mistrza. Czego tu nie było! Kolczugi z długimi i krótkimi rękawami,  do kolan i krótsze, srebrzące się w słabym świetle i szmelcowane... Hełmy i tarcze wszelkiego rodzaju rozmiarów i wzorów... Topory i siekiery... W kącie leżała ogromna, wysadzana kolcami kula na łańcuchu - młot bojowy, czule i nieco żartobliwie nazywany "poranną gwiazdką". Gdy tak przypatrywaliście się całemu dobru do pomieszczenia wszedł Madren. Kowal Madren był potężnym mężczyzną. Ręce kowala, porośnięte gęstym rudym włosem, przypominały korzenie olbrzymiego dębu, a włochata pierś szerokością dorównywała stołowi w karczmie. Twarz Madrena do oczu zarośnięta była rudą brodą, płynnie przechodzą w gęstą rozczochraną czuprynę. Z zarostu wystawał tylko koniuszek zadartego nosa i lśniące wesołe oczy. Kowal ubrany był w długi skórzany fartuch noszący ślady licznych przypaleń.
- No - zahuczał basowym wesołym głosem Madren, krzyżując ręce na piersi - Po coście przyszli?
Popatrzeliście na jego ogromne dłonie i z pewną obawą pomyśleliście, że kowal zapewne spokojnie mógłby objąć wasze szyje jedną swoją łapą. Tak... Takimi pięściami można by kamienie kruszyć, nie mówiąc już o tak delikatnych rzeczach jak ludzkie głowy...
-Języka Wam zabrakło? Mnie tam się w sumie nie śpieszy...

Marcus, Garvaleth i Xander oraz Karl po chwili.

Po kilku pytaniach pewien mężczyzna ulitował się nad Wami i pokazał Wam gdzie macie iść. Po chwili marszu dotarliście budynku karczmy. Nad drzwiami wisiał szyld przypominający dżina. Gdy pchnęliście ciężkie dębowe drzwi i weszliście w półmrok głównej sali. Po lewej stronie był bar - gruba deska położona na kilku beczkach, pozostałą część sali zajmowały długie stoły. Za barem popijał piwo karczmarz - mężczyzna niezbyt gruby i odziany w zadziwiająco czysty biały fartuch. Gości o tak wczesnej porze było niewielu i gospodarz mógł sobie pozwolić na krótki relaks. Tak porządnie i czysto wyglądającej karczmy dawno nie widzieliście dawno i dlatego z pewnym zdumieniem rozejrzeliście się po sali. W odległym prawym kącie pod ścianą w milczeniu pili piwo strażnicy karawany zakuci w elfickie pancerze półpłytowe - widocznie dlatego straż miejska była tak "podminowana" - oraz pewni ludzie znani Marcusowi - Erhard oraz Matthias. Gdy Erhard zauważył Was pomachał Wam na przywitanie i wskazał miejsce obok siebie, które mieliście zająć. Karczmarz widząc co się święci dopił kufel piwa i wyszedł na zewnątrz z zamiarem podgrzania jakiegoś jedzenia. Uzmysławiając sobie, że stoicie w przejściu postanowiliście skorzystać z "zaproszenia" i poszliście dalej. Po chwili w karczmie pojawił się jeszcze jeden mężczyzna - Karl. Karl wybrał osamotnione miejsce niedaleko drzwi - podszedł i usiadł przy barze oczekując karczmarza.

Sheldon oraz Truśka

Nie wiedząc jak długo będziecie poza miastem przygotowaliście porządne obozowisko - Sheldon nazbierał chrustu oraz rozpalił ognisko, po czym poszedł poszukać jakiejś wody, by móc zaczerpnąć jej do garnka. W tym samym czasie Truśka rozpoczęła obieranie warzyw, z których miała powstać cienka zupa - niestety, warzyw było mało, a samymi ziołami człowiek i krasnolud się nie na je. Miałaś trochę nadziei w tym, że być może ktoś z miasta wróci do Was i przyniesie coś do jedzenia. Tymczasem do "dowódcy" straży przybył patrol wezwany przez niego. "Dowódca" najpierw opieprzył gońca, że tak długo czekał na niego, a potem jeszcze go zrugał za to, że przyprowadził nie patrol, tylko dwóch strażników. Po dłuższym ochrzanianiu "dowódca" wydał rozkaz, by poszli za nim, bo mają z takim jednym "obcym" do pogadania. Oddział w sile pięciu ludzi podszedł do Waszego obozowiska.
- A gdzież to jest ten nieludź? - zapytał strażnik Ciebie Truśko - Czyżby chciał jakoś wejść do miasta? Czy uciekł gdzie pieprz rośnie?
Tymczasem z miasta wyłoniło się trzech ludzi, którzy stanowczym krokiem szli za patrolem. Gdy zauważyli, gdzie tamci poleźli postanowili trzymać się w pewnej odległości od obozu, lecz tak, by móc szybko zareagować.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Grudnia 19, 2014, 08:53:46
Marcus Trethvey
Podchodzą do stołu, po czym siadam, witając się z Matthiasem i Erhardem.
-A gdzie reszta? Jakaś zmiana planów? - pytam się.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Grudnia 19, 2014, 08:56:26
Roland
Robiąc wielkie oczy, mając w głowie mrożące krew w żyłach wyobrażenie na temat mojej głowy w jego potężnej łapie postanowiłem się jednak wychylić, wszak szlachectwo zobowiązuje.

Trzymaj Arnulfrie, powinieneś dać radę przez chwilę, alibo dwie hehe - do kompana, przekazując mu broń.

Z uniesioną głową, zawijając wąsa zaczynam rozmowę:

Bądź pozdrowiony kowalu, zwą mnie Rolandem. Przybyłem z towarzyszem sprzedać nieco zacnej broni, rad byłbym gdybyś się zainteresował. Bo wspaniałym starciu, jakie stoczyłem siekąc....eeemmm... wiele plugawych...nikczemnych...istot, zostało nieco oręża, nam nieprzydatnego. Ile byś nam za to dał?
Wskazując ręką na broń.

Po chwili jednak, by wytargować jakieś lepsze ceny wpadł mi do głowy pewien pomysł. Choć na kupieckim rzemiośle znam się tak doskonale jak na zasadach rycerskich, to nieco perswazji nie zaszkodzi.

Wspaniałe wyroby kowalu! Zbroje i oręż godny kwiecia redańskiego rycerstwa!
Przyglądając się na dzieła kowala.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Grudnia 20, 2014, 21:24:52
Karl

Siadam i oczekuje na barmana. Przy okazji przyglądam się reszcie gości i badam czy nikt mi się nie przygląda.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Grudnia 20, 2014, 23:14:17
Arnulfr Brokvar

- Emm... tak, oczywiście - odpowiadam Rolandowi i odbieram od niego broń, lekko zdumiony posturą Madreda i ogólnym wystrojem. Chociaż nie powinienem, z pewnością każda kuźnia tak wygląda i każdy kowal jest... potężnym mężczyzną. Pewnie tak. Lekko kiwam głową na znak potwierdzenia słów mojego towarzysza o niesamowitości wyrobów mistrza kowalstwa.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 22, 2014, 17:44:45
Roland i Arnulfr

- A cóż wy tam macie... Połóżcie broń na blacie - powiedział kowal. Gdy położyliście broń na blacie rozpoczął ocenianie jej. Niektóre miecze wziął do ręki, badając ich wyważenie oraz jakość. Niektórymi zamachał w powietrzu oceniając ich przydatność. Sprawdził wszystko, po czym po chwili rzekł:
- Macie tutaj dobre wyroby, zapewne jakiegoś temerskiego kowala. Miecz elfi pochodzi z kuźni Gór Sinych, także zawsze będzie ostry. Przyznajcie się, skąd je macie? - po czym zaśmiał się i kontynuował - Możecie dostać za to wszystko 50 koron novigradzkich. Lepszej ceny nie dostaniecie, ponieważ broń śmierdzi jakimś przemytem. Chyba że interesują was temerskie oreny, ale ciężko Wam będzie je wymienić. Więc jak?

Karczma

- Szef niedługo powinien się pojawić - rzekł Erhard witając się z Wami -Jak minęła podróż? I gdzie macie kłapouchego? Został na zewnątrz miasta, bo ten cholerny strażnik nie chciał go wpuścić?-


Karl

Do baru podszedł karczmarz i zapytał się, co ma podać.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Grudnia 22, 2014, 20:19:08
Karl

- Jeśli macie to może redański specjał. Żołądkową gorzką mi tu dawaj! Tylko szybko bo nie mam zamiaru długo czekać!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Grudnia 22, 2014, 20:58:55
Garvaleth

Siedzi cicho, przygląda się całemu pomieszczeniu, głownie osobom znajdującym się w tej karczmie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Grudnia 25, 2014, 18:58:05
Marcus Trethvey
Wita się z Erhardem, po czym odpowiada:
-To dobrze, że ma wkrótce przybyć, krasnal i Truśka zostali na zewnątrz, coby nasze skromne fundusze zaoszczędzić. Myślałem, że jak już strażnika spoję gorzałą, to odpuści, ale cosik chyba za nieludźmi nie przepada. Rolanda i Arnulfra posłałem, coby niepotrzebne rzeczy sprzedali i powiększyli nasze sakiewki. Hmm... elfa szlag trafił. Trudno mi powiedzieć, co mu się stało, bo mniej więcej wtedy leżałem kilkanaście metrów pod ziemią powalony przez ghula. W każdym razie to co z elfa zostało, to spopielone szczątki. No, ale my tu gadamy, a jedzenia nikt nie zamówił. Karczmarzu! Pozwól tu no na chwilę! - woła mężczyznę, po czym siada do stołu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Grudnia 25, 2014, 19:20:54
Roland
Uniósłszy głowę, przybierając dumną postawę mówię - przemytem? Obrażasz mnie kowalu, jestem rycerzem a to mój łup po bitwie!

A co do ceny...gadaj z moim kompanem, ja biję, on myśli hehe.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Grudnia 25, 2014, 23:46:56
Trusia
Odpowiadając
- Nie wiem, zupe robie, dajta ludziom odetchnąć po podróży
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Grudnia 30, 2014, 01:03:34
Arnulfr Brokvar

- Sprzedane, niech Pan da 50 koron - odpowiadam po chwili ciszy, podczas której rozmyślałem czy warto się targować. Uwaga o domniemanym przemycie "nieco" mnie zniechęciła, szczególnie że nie mam pojęcia czego mógłbym się spodziewać po naszym pracodawcy. Gdy Madren da nam pieniądze, ruszam do obozowiska.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Grudnia 31, 2014, 00:10:48
Roland i Arnulfr

Kowal wypłacił wam monety, które przesypał do dwóch mieszków i wręczył je Arnulfrowi. Gdy dostaliście pieniądze wyszliście z kuźni na zewnątrz. Postanowiliście, że się rozdzielicie. Roland z jednym mieszkiem uda się do karczmy, a Arnulfr z drugim wyruszy do obozu.

Karczma

Karczmarz zebrał zamówienie od Karla i poszedł do kuchni. Również usłyszał "prośbę" Marcusa, lecz nic nie odpowiedział tylko rozpoczął przygotowywanie posiłku. Po chwili z zaplecza wyszła pulchna kobieta, najwyraźniej żona karczmarza, która niosła mały antałek pod pachą, a w drugiej ręce trzymała tacę z czterema kubkami. Po chwili podeszła do stołu, gdzie przesiadywali podróżnicy i postawiła najpierw antałek a potem kubki. Odchodząc od was dała jeszcze tacą po łapach Erhardowi, który chciał ją objąć i poszła na zaplecze. Erhard z niezbyt zadowoloną miną rzekł, że żadna go nie potrafi zrozumieć, a wy zaczęliście się tak śmiać, że omal karczma dachu nie straciła. Erhard pocierając ręce powiedział:
- Szkoda go, myślałem że dotrwa chociaż do granicy. Cóż, chyba szef się nie obrazi za to, że wtajemniczymy Was w plany - mówiąc to spojrzał na Matthiasa. Ten tylko pokiwał głową wyrażając poparcie, po czym rzekł:
- Jak wiecie, siedzimy na tej cholernej granicy. Przejścia do Temerii nie ma, bo u nich szaleje zaraza. Przynajmniej taka jest wersja oficjalna. Nieoficjalna jest taka, że Foltestowi znowu odbiło i rozpoczął polowanie na nieludzi. I to nie chodzi tylko o elfy, ale również i o krasnoludy. Podobno podciąga wojska pod Mahakam w celu pokazania Hoogowi, gdzie jego miejsce. Być może uciekło Wam to, że Hoog przestał dostarczać broń i wyroby ze swoich kopalń, ponieważ Foltest zalegał z płatnościami za dostawy i karawany. Więc ten ostatni zamknął granice i zabronił każdemu nie człowiekowi wjazdu na teren swojego państwa - po czym Matthias nalał sobie piwa do kubka i napił się. Po chwili kontynuował - słabe, lecz czego można się spodziewać na granicy? Nieważne. Wracając do sprawy, przekroczyć granicę będzie cholernie ciężko. I w tym miejscu pojawia się nasz przyjaciel - wskazał na elfa, który siedział cały czas cicho.
(click to show/hide)
- Na imię ma Darndeiv i pomoże Wam przejść granicę. Powiedzmy, że zajmuje się tym "zawodowo", a przy okazji pomaga nam od czasu do czasu. Przynajmniej wie, że jak nam nie pomoże, to straci to, co mu dynda między nogami, prawda elfku?
- Bloode dhoine
- No, mów po ludzku. Bo inaczej będziemy gadać.
- Tak, pomogę Wam. Ale to będzie ostatni raz, człowieku.
- Dobrze dobrze, zawsze tak gadasz...


Resztę konwersacji przerwało wam wtargnięcie dziwnej grupy wojowników. Jeden z nich miał pancerz czerwono-złoty, a pod pachą trzymał w takich samych barwach hełm. Za nim szedł potężny człowiek, który miał na sobie płaszcz farbowany na zielono. Za "zielonym" pojawiłą się kobieta w czarnym, skórzanym stroju z czerwonymi włosami. Na końcu wszedł kolejny potężny człowiek, który na głowie posiadał "skrzydlaty" hełm, a w rękach dzierżył duży młot dwuręczny. Rozsiedli się głośno przy jednym z wolnych stołów i od razu zaczęli wykrzykiwać rozkazy do karczmarza. Gdy wzywany wyszedł z kuchni cały był blady i tak szybko jak mógł obsłużył nowych gości. Tymczasem z kuchni wyszła żona karczmarza, która niosła posiłek dla Karla. Po chwili postawiła Ci go i wróciła do kuchni.
(click to show/hide)
Po dłuższej chwili wyszła z kuchni niosąc kociołek ze strawą dla was. Postawiła go wam na stole, po czym pobiegła po drewniane miski, z których mieliście jeść i po sztućce. Po kilkudziesięciu sekundach wróciła, postawiła i poleciała do kuchni niczym poparzona. Zaczęliście napełniać sobie miski gulaszem.
(click to show/hide)

Obóz

- Nie da się tego nie zauważyć - rzekł dowódca i zaśmiał się przez chwilę, po czym rzekł i kopnął w garnek tak, że ten przewrócił się na bok i część zupy rozlała się - powiedz nam grubasko, gdzie on się znajduje, to nie połamię Ci od razu kości!
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Grudnia 31, 2014, 02:44:45
Truśka
Takie zachowanie bardzo rozzłościło zmęczoną Trusię. Zerwała się zdziwiona i rozeźlona. Zaczęła wrzeszczeć 'rozlałeś zupę?! MOJĄ ZUPĘ! ZUUUPEEEE' i w przypływie bardzo negatywnych emocji rzuciła się na strażnika z zamiarem powalenia i rozkwaszenia mu twarzy czy nawet odgryzienia nosa.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Stycznia 01, 2015, 20:11:18
Garvaleth

Szeptem do Marcusa: Zalecałbym szczególną ostrożność co do tego elfa, źle mu z oczu patrzy. Następnie spogląda na grupkę która właśnie weszła do karczmy. Nie wiedzieć czemu szczególnie jego uwagę zwróciła kobieta w czerwonych włosach.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Stycznia 01, 2015, 20:11:58
Karl

Zabieram się do jedzenia. Przyglądam się również nowym gościom.
-Taki młot to chyba niezbyt praktyczny- mówię po cichu sam do siebie.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Stycznia 01, 2015, 22:24:13
Arnulfr Brokvar

Na widok Truśki rzucającej się na kapitana straży, krótko mówiąc mnie zszokował. Najwidoczniej źle wybrałem udając się do obozu zamiast do karczmy. Poprawiam postawę i stanowczym krokiem ruszam w stronę Truśki krzycząc:
- CO DO CHOLERY JASNEJ WYCZYNIASZ KOBIETO?! - Jeśli ruszę teraz do karczmy kto wie co zastaniemy po  powrocie. Udając kogoś ważnego albo przynajmniej "przyzwoitego obywatela" mogę chociaż kupić trochę czasu, aż ktoś uzna by ściągnąć do karczmy resztę grupy. Oczywiście jeśli strażnicy dadzą się nabrać.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Stycznia 02, 2015, 09:07:46
Marcus Trethvey
Patrzę na Garvaletha przez chwilę, po czym, nalewając do miseczki trochę gulaszu, szeptam:
-Wolę elfów, od Nilfgaardczyków. Parszywy pomiot i tyle.
Jadło jest zapewne jeszcze zbyt gorące, więc póki co odsuwam naczynie od siebie i przyglądam się uważniej nowym gościom karczmy. Jacyś bandyci? Nie, tacy to by do miasta nawet nie weszli... Najemnicy? To już prędzej... ale ten hełm ze skrzydłami jest nietypowy... widziałem tylko jedną narodowość, która takowy nosi... Powstrzymuję się od rzucenia wiązanki słów na temat Czarnych i zwracam się do Matthiasa:
-Wiesz, kto to?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Stycznia 02, 2015, 12:31:01
Wchodząc do tawerny, kątem oka przyglądam się przybyszom. Dosiadam się do towarzyszy.
Jakieś bogate z nich pany hehe, taki hełm ze skrzydełkami...pewno herbowy jaki ten jego właściciel.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Stycznia 02, 2015, 14:47:10
Garvaleth
Zwracam się do towarzyszy: Ci przybysze, to raczej nie są zwykli podróżnicy. Po ekwipunku sądzę, że to jacyś najemnicy, ale opłacani przez kogoś bardzo bogatego. Ciekawi mnie jednak tak kobieta, lekki strój, brak broni, jakby nie pasuje do reszty. Może to czarownica? W myślach: Gdzie magia, tam problemy, trzeba być uważnym.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Stycznia 03, 2015, 18:11:01
Tawerna

- Znam - odpowiedział Matthias obracając kufelek piwa z nadzieją, że nagle przybędzie w nim zawartości - Nazywają ich Niesamowitymi. Czy tacy są? Nie wiem, wiem że kiedyś mieli ostry zatarg z Szefem. Jak Szef dowie się, że oni są tutaj to miasteczko zostanie zniszczone do końca - po czym on i Erhard roześmiali się. Po chwili śmiechu Matthias kontynuował - Tego z młotem nie znam z imienia. Nazywają go Młotem z racji tego, że nosi taki kafar ze sobą. Ten w zielonym pancerzu tu Kluh. Totalny przygłup, rozumie tylko proste rzeczy. Jeżeli czegoś nie zrozumie to wpada w gniew i ciężko go okiełznać. Ten w czerwonym to ich szef, Stark się zwie. To z nim głównie Szef ma zatarg, podobno poszło o jakąś pannę. A ta w czarnym to jakaś ich nowa towarzyszka. Czarna Wdowa czy jak tam ten pająk się nazywał. Lecz jeżeli oni są tutaj, to również i wywiad kaedweński gdzieś się szwenda. Oho, chyba zaraz będzie jakaś burda- stwierdził Matthias patrząc na to co się dzieje przy stoliku Karla.

Karl tymczasem zajadał się pieczenią. Niestety, jego głupia uwaga została usłyszana przez kobietę, która powtórzyła słowa osiłkowi. Ten od razu wkurzył się, lecz został przytrzymany przez tego w zielonym. Wtedy to czerwony wstał i podszedł do twojego stolika.
- Coś Ci nie pasuje młody? Może mamy porozmawiać na zewnątrz? Bo jak widzisz, twoja uwaga wobec broni mojego przyjaciela została usłyszana. To jak, przeprosisz go tutaj, czy wychodzimy na zewnątrz i załatwiacie sprawę jak mężczyzna z mężczyzną?

Obóz

Atak Truśki na całkowicie zaskoczonego dowódcy straży powiódł się. Cały oddział stał jak wmurowany patrząc jak ich dowódca szarpie się z jakąś kobietą. Tarzając się po ziemi Truśka zdominowała dowódcę przewracając go na plecy. Siadła na nim całkowicie okrakiem i rozpoczęła uderzać go pięściami gdzie popadnie. Nie ważne było że tak samo często trafiała w kolczugę jak i w skórę - ważne było to, że jakiś sukinkot przypiął się do bogomducha winnej kobiety, która nie chciała wiedzieć za wiele a tylko coś zjeść. W końcu dowódca wykorzystał kolejne uderzenie Truśki w kolczugę, po czym zablokował jej jedno ramię, a drugim uderzył mocno w buzię. Uderzenie Truśkę odrzuciło na plecy, co wykorzystał dowódca stając na nogi, lecz niewiele mu to dało. Szok jaki wywołała agresja kobiety oraz liczne uderzenia zadane przez nią wystarczająco osłabiły kondycję dowódcy, który teraz przyklęknął. Obejrzał się za siebie i zobaczył, że cały jego oddział stoi dalej jak kołki. Zezłościł się jeszcze bardziej i powiedział - A wy co tak stoicie jak debile?! Brać ją! - po czym dwóch najbardziej przytomnych zerwało się i pochwycili Truśkę za ramiona. Wtedy to uśmiechnął się dowódca, po czym rzekł - No, teraz to się doigrałaś. Do lochu z nią! Tam ją przesłucham. A reszta w las! Odnaleźć mi tego skrzata!
Okrzyki Arnuflra zostały całkowicie zignorowane. Wtedy to Arnulfr zauważył kogoś, kogo już wcześniej widział. W Tretogorze. Jest to przecież ten sam człowiek, który obiecał mu wolność! Tymczasem do oddziału strażników podeszło troje ludzi, którzy cały czas przypatrywali się całemu zajściu.
- Wszyscy stać! - powiedział jeden z nich zza pleców strażników. Wszyscy odwrócili się w ich stronę i zobaczyli, że dwoje z nich celuje w oddział z dziwnych kusz, mniejszych niż typowe oblężnicze, lecz odległość była na tyle mała, że tylko ślepiec by nie trafił. Okazało się, że jest to Szef oraz Diana i Dherko.
- Jeżeli chcecie dożyć wieczora, puścicie tą kobietę w tej chwili oraz pozwolicie jej oraz krasnoludowi wejść do miasta - powiedział Szef i uśmiechnął się do Truśki - Mam nadzieję, że niezbyt mocno Cię uderzył?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Stycznia 04, 2015, 16:46:29
Karl

Przełykam jedzenie i mówię spontanicznym głosem: Panie! To był komplement! W końcu mało kto posiada taką siłę, by zręcznie władać taką bronią!
Podchodząc do osiłka:
-Musisz być niesamowicie silny wojowniku! A ten młot wygląda naprawdę przerażająco. Ilu twoich wrogów straciło już przez niego gardła? Trzystu? Bo wyglądasz co najmniej jakbyś właśnie tylu zabił.
Następnie do zielonego i kobiety:
-Ty także wyglądasz na doświadczonego żołnierza. A pani jest wyjątkowo ładna. I z tego co zauważyłem, ma również doskonały słuch. Czarodziejka, prawda?
Znowu do czerwonego:
-No a ty wydajesz się szefem tej z*****stej kompaniji! Naprawdę zazdroszczę towarzystwa.
Do wszystkich:
-Wiecie co? Przed chwilą zamówiłem żołądkową gorzką, ale grubaska coś się ociąga. Może się napijemy? Chętnie posłucham historii jak to młociarz rozbijał łby tysiącom wrogów. Co wy na to?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Lwie Serce w Stycznia 04, 2015, 17:01:17
Roland
Bijcie się, niechaj słowa dwóch wojowników na wiatr rzucone nie będą tylko poparte czynami zostaną! Postanowiłem dolać oliwy do ognia i zachęcić do bójki, dawno nic tak ciekawego na oczy nie widziałem i dobrej rozrywki zaznać nie zaszkodzi.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Stycznia 04, 2015, 17:59:10
Garvaleth

Do Rolanda: He he, dobrze powiedziane! Żeś nam teraz przedstawienie załatwił! Sam zachowuję szczególną ostrożność i uważnie patrzę na najemników.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Stycznia 04, 2015, 18:09:14
Karl

Jeśli jesteście tacy chętni do walki to czemu sami nie wyzwiecie któregoś z nas na pojedynek? Nie wyglądacie na kogoś kto mógłby się równać z panem Młociarzem lub panem zielonym, a nie radze wyzywać pana szefa!- mówię po czym upewniając się, że czerwony, zielony, czarodziejka ani młociarz nie zauważą  mrugam do tych co nawołują do bitki.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Stycznia 06, 2015, 12:47:10
Garvaleth
Gotuję się na ewentualną walkę.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Stycznia 06, 2015, 13:09:01
Marcus Trethvey
Kończę spożywać gulasz, po czym lekko prostuję stawy, by być gotowym na ewentualny atak. Nakładam sobie kolejną porcję gulaszu. Jeśli ktoś zbliży się i spróbuje zaatakować, postaram się najpierw wylać na niego zawartość miski, potem dobyć miecza.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Altharis w Stycznia 06, 2015, 13:41:27
Arnulfr Brokvar

Podchodzę do Szefa i Truśki i mówię przepraszająco:
- Całe szczęście, że się tu zjawiliście Szefie, sam niestety nic bym nie poradził... Tak czy inaczej, są jakieś wieści?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Stycznia 08, 2015, 00:09:44
Truśka
Nieco się zdziwiła obrotem spraw...
- Nie. W ogóle to sama bym sobie poradziła. Zupę mi rozlał, cham, knur, łajdak, ciul niemyty, szowynestyczna świnia... Po tym wszystkim co przeżyłam! Jeszcze jeden taki numer i komuś jaja urwę! - Się wyładowała. - A w ogóle to głodna jestem.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Stycznia 30, 2015, 20:02:40
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Gdziekolwiek jest, wraca do obozu(o ile jeszcze dycha)
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Marca 05, 2015, 23:34:14
Obóz

Ignorując początkowo pytanie Arnulfra Szef podszedł do strażników trzymających Truśkę i tylko spojrzał na nich. Perspektywa taka, że za Szefem stało dwoje ludzi z wycelowanymi w nich kuszami nie napawał optymizmem, do tego sam jegomość nie był "ułomkiem" i prawdopodobnie pociągnąłby ze sobą tylu, ilu mógł. Strażnicy puścili Truśkę i od razu wycofali się do swoich. Szef podszedł do niej i powiedział, by pozbierała swoje rzeczy. Truśka ruszyła wykonać polecenie. W międzyczasie z drzewek wyszedł Sheldon cały umorusany błotem. Szef spojrzał na niego, uśmiechnął się i rzekł:
- Jest i nasza zguba. Nawet nie chcę wiedzieć, co robiłeś w strumyku, ale nie wyszło Ci to na dobre. Nic, później się umyjesz, pomóż teraz Truśce.
Szef odwrócił się od krasnoluda i rzekł do dowódcy straży.
- Ta kobieta i ten krasnolud są ze mną. Nie interesuje mnie twoje rasistowskie podejście do wszystkich obcych, masz się zachowywać tak jak nakazuje to przysięga.
- Ty chyba nie wiesz do kogo mówisz, przybłędo!
- wykrzyczał dowódca lecz cały czas miał na uwadze "kuszników".
- Wiem do kogo mówię. Wystarczy, że powiem setnikowi co robisz co czwartek z jego córką w opuszczonym magazynie przy strażnicy.
- Ty.. Chyba... Ja..
- zaczął jąkać się dowódca, który "spalił buraka" na twarzy.
- Dlatego jeżeli nie chcesz, by setnik dowiedział się co z nią wyrabiasz zabierzesz tych swoich drabów i ruszysz na drugą stronę miasta. Będziesz tam teraz pilnował bramy, twój zmiennik pojawi się niedługo...
- Jaa... Dobrze,p-panie. KOMPANIA W TYŁ ZWROT! NAPRZÓD BIEGIEM MARSZ!
- wykrzyczał rozkaz dowódca, po czym szybko zniknął za bramą miasta.

Po chwili, gdy strażnicy sobie poszli Dherko oraz Diana opuścili kusze, po czym podeszli do Szefa.
- Możemy mieć przez to kłopoty - powiedziała Diana.
- Nie większe niż już mieliśmy. Zresztą, kto by się przejmował jakimś rasistą? - odpowiedział Szef.
- Chociażby jego setnik - powiedział Dherko - a jeżeli to on będzie pilnował przejścia przez groblę?
- To wtedy wykorzystamy naszego elfa - odpowiedział Szef i zamachał ręką do Arnulfra by ten podszedł. Gdy to zrobił Szef odrzekł:
- Owszem, mam wieści, lecz nie lubię się powtarzać. Przekażę je jak tylko dołączymy do reszty oddziału - po czym odwrócił się w stronę obozowiska i zapytał:
- Truśko, Sheldonie, gotowi? Zostawcie wóz, już nam się nie przyda. Weźcie tylko to, co jest potrzebne.


Tawerna

- Takiś mocny w gębie przybłędo?! - odpowiedział czerwony na zaczepkę Rolanda - To chodź się zmierzyć! - Wtedy to osiłek zerwał się na nogi, wziął młot w ręce i krzyknął:
- NIECH STAL PRZEMÓWI! - po czym rzucił się na oddział Marcusa i Matthiasa. Osiłek chcąc skrócić sobie drogę odsunął (a raczej odrzucił) blokujący stół na bok i rzucił się na Rolanda. Ten nie patrząc na resztę wyciągnął miecz przed siebie i spróbował zablokować uderzenie. Niestety, licha temerska stal nijak ma się do potężnego kaedweńskiego młota. Miecz pękł od próby bloku i uderzenie dosięgło Rolanda w ramię. Uderzenie odrzuciło go w bok jednocześnie łamiąc mu ramię. Roland uderzył o ścianę budynku, po czym osunął się na podłogę tracąc jednocześnie przytomność. W tym samym czasie z kuchni wyszła żona karczmarza, i gdy tylko zauważyła to co się przed chwilą stało zaczęła drzeć się:
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAA!
Jej krzyk został zakończony po tym, jak czerwony rzucił w nią nożem, który uderzył w grdykę. Karczmarka złapała się za gardło jednocześnie przewracając się na podłogę próbując zatamować krwawienie. Wtedy to Matthias z Erhardem wstali gwałtowanie odsuwając stół od siebie. Gdy to zrobili Matthias wyciągnął swój miecz i rzucił się na czerwonego, Erhard wziął swój topór i ruszył na osiłka a Xander rzucił się na czarodziejkę. Wszystko, co zdarzy się w tej karczmie ludzie miasteczka zapamiętają na długo.

Walka Xandera z czarodziejką

Co tu dużo pisać. Xander rzucił się w szale na jedyną osobę, którą uznał za najsłabsze ogniwo. Przeliczył się. Czarodziejka gdy tylko zauważyła nacierającego przeciwnika szeptem złożyła zaklęcie i uderzyła nim Xandera. Bez możliwości uniku Xanderowi stanęło całe jego życie przed oczami. Co tam było? Tego już nikt się nie dowie. Zaklęcie bowiem spowodowało, że Xander uderzył bardzo mocno w ścianę, po czym ją przebił i uderzył w sąsiedni budynek. Podczas tego uderzenia pękła wątroba i śledziona, płuca się zapadły a większość kości zostało połamanych. W wyniku tych obrażeń Xander zginął na miejscu.


Pojedynek Matthiasa z czerwonym.

Przeciwnicy, których dzieliło około piętnastu kroków, zaczęli podchodzić do siebie. Czerwony, by rozruszać dłoń, wywijał klingą na wszystkie strony. Matthias z lekką zawiścią zauważył, z jaką wirtuozerią koniec miecza kreśli fale w powietrzu. Skellidżcy złodziejaszkowie zzielenieliby z zazdrości. Umieją radzić sobie w ten sposób z długimi kindżałami, ale żeby ciężka klinga tak trzepotała...
     Matthias nic takiego nie robił. Jego krzepkie, pokryte odciskami ręce mocno obejmowały rękojeść miecza. Skierowane nieco w górę ostrze chwiało się lekko w rytm ruchów wojownika.
     Wrogowie szli miękkim sprężystym krokiem urodzonych wojowników. Poczucie pustki opuściło duszę Matthiasa, zastąpił je bojowy zapał i słodki przedsmak wspaniałego starcia z prawdziwym przeciwnikiem. Obrzydło mu rąbanie plugastwa i zwyrodniałych kmieci!
     Zastygli na odległość ciosu i przez chwilę przyglądali się sobie uważnie. Zimne zielone oczy barbarzyńcy badały jasnobrązowe tęczówki czerwonego. Właśnie coś w nich drgnęło i czerwony zadał pierwszy cios - prosty, z góry. Matthias sparował go, ostro odbijając klingę i zaatakował na średnim i niskim poziomie. Błyskawiczna seria ciosów i na biodrze czerwonego pojawiło się pierwsze zadrapanie - nie zdążył w porę odskoczyć. Matthias zgrzytnął zębami. Był niezadowolony z siebie - jedyny cios, który dosięgnął celu, miał odrąbać wrogowi nogę, a klinga tylko zarysowała jasną skórę...
     Czerwony pojął już styl swojego przeciwnika i znowu zaatakował. Ostrza ze szczękiem spotykały się i odskakiwały od siebie. Wrogowie krążyli po środku karczmy. Upojenie walką sprawiło, że przestali widzieć cokolwiek wokół siebie. Obaj zdążyli już ponieść kilka nieznacznych ran, ale nie zwracali na nie uwagi.
     Matthias odbijał i zadawał ciosy, krążył, robił uniki. Coraz wyraźniej rozumiał, że przeciwnik jest od niego i silniejszy, i zręczniejszy, i lepiej włada mieczem. Co prawda przewaga była nieznaczna, ale jednak... Kiepska sprawa...
     Koniuszek wrogiego miecza przejechał Matthiasowi po brzuchu, zostawiając rysę, która zaczęła napływać krwią. Gdyby Matthias stał trochę bliżej, zbierałby własne kiszki z podłogi, a tak tylko zerknął w dół i lekko się uśmiechnął. Czerwony odpowiedział uśmieszkiem i klingi znowu się skrzyżowały.
     Walka całkowicie pochłonęła Redańczyka. Myślał wyłącznie o swoim przeciwniku, miecz stał się jakby przedłużeniem jego ręki. Matthias zachwycał się każdym ciosem, każdym mistrzowsko przeprowadzonym atakiem i obroną. Nie martwiło go już, co się stanie, gdy jeden z nich popełni błąd i kawał mięsa bez czucia zwali się na dębową podłogę. Po raz pierwszy od wielu lat spotkał godnego przeciwnika, który niczym mu nie ustępował.
     Obecni (poza osiłkiem i Erhardem, o których za chwilę) nie odrywali wzroku od walczących. Napięcie rosło i, co było oczywiste, każdy życzył zwycięstwa swojemu wojownikowi.
     Walka trwała długo i przeciwnicy zaczęli się męczyć. Miecze nie śmigały już tak lekko w rękach. Większość ciosów, wprawdzie osłabionych, ale jednak sięgała celu. W niezłomnej obronie Matthiasa zaczęły pojawiać się rysy. Wojownicy ciężko oddychali, z licznych ran kapała krew.
     Matthias ze smutkiem kiwnął głową. Nie przyszło mu nawet do głowy, żeby zakończyć pojedynek zgodą. To miała być walka na śmierć i życie. A szkoda.
     Posypały się twarde, gwałtowne ciosy, nawet teraz  nie pozbawione elegancji, właściwej tylko prawdziwym mistrzom.
     Matthias w zasie kolejnego wypadu zbytnio odsłonił rękę i czerwony momentalnie wykorzystał moment. Wojownik chciał szybko naprawić swój błąd, ale dało znać o sobie zmęczenie - miecz czerwonego dosięgnął celu. Klinga głęboko rozcięła nadgarstek i przecięła ścięgna. Matthias  w ostatniej chwili zdążył pochwycić rękojeść lewą ręką. Na szczęście dla niego, władał nią nie gorzej niż prawą. Rozczarowany czerwony znów musiał się zacząć bronić.
     Jednak Matthiasowi nie na długo starczyło sił. Czuł, że z każdą kroplą krwi, płynącej po nieruchomej dłoni, wycieka jego siła. Słabł w oczach.
  - Przegrywam - pomyślał ze znużeniem Matthias i z wielkim wysiłkiem zebrał resztkę sił. Na czerwonego spadło kilkanaście ciosów. Może czerwony wyczuł niepewność przeciwnika, a może po prostu postanowił zachować opanowanie - nie wiadomo. Ale spokojnie odbijał nawet chytre wypady.
     Matthias wzniósł miecz do kolejnego ciosu... i nagle zatrzymał się ciężko dysząc. Z jego przeciętej dłoni kapała krew, z kącika ust ciekła ślina. Kilka razy splunął na podłogę, podniósł głowę i popatrzył na przeciwnika. Czerwony wyglądał nie lepiej. Oddech rwał mu się w piersiach, jak u zgonionego byka, po twarzy spływały czerwone strużki, skierowany do przodu miecz wyraźnie drgał. Jednak spojrzenie czerwonego pozostało twarde i skupione.
     Matthias ciężko westchnął. Nadeszła pora, by umierać. Wystawił do przodu klingę i z ochrypłym bojowym okrzykiem rzucił się do przodu. Czerwony spokojnie czekał na niego. -Albo on, albo ja - pomyślał. Innego wyjścia nie ma.
     Matthias zadał cios z nadzieją, że uda mu się przebić czerwonego na wylot. Czerwony zrobił krok w prawo, lewą ręką chwycił nadgarstek wojownika. Czerwony popatrzał w zamglone zielone oczy przeciwnika, a jego ręka z mieczem sama uniosła się i opuściła, głęboko wbijając się w pierś Matthiasa.
     Z gardła wojownika wyrwał się ochrypły jęk. Dłoń rozchyliła się, miecz, niepotrzebny już kawałek metalu, upadł na drewnianą podłogę. Czerwony puścił Matthiasa. Matthias zrobił kilka kroków na chwiejnych nogach i upadł. Zgrzytając zębami zdołał chwycić rękojeść i powoli wyciągnął z siebie zakrwawioną stal, po czym przewrócił się na plecy. Zielone oczy znieruchomiały, wpatrzone w wieczność. Matthias umarł.
    Czerwony spojrzał na trupa, po czym przeniósł swój wzrok na Garvaletha i Marcusa. Wycelował w nich mieczem i wykrzyczał:
- Który następny chce dołączyć do jego bogów?!

Pojedynek Erharda z osiłkiem

Gdy tylko Matthias i czerwony przystąpili do pojedynku, Erhard zaatakował swojego przeciwnika. Osiłek będąc przygotowanym na atak Erharda sparował go, po czym potężnym uderzeniem swojego młota wyrzucił mężczyznę przez ścianę na zewnątrz budynku (aż dziwne, że karczma jeszcze stała). Na szczęście uderzenie nie było na tyle silne, by spowodować utratę przytomności u Erharda. Po chwili wojownik otrząsnął się i ponownie stanął do walki. (Odbywa się ona na zewnątrz). Erhard zamachnął się ogromną siekierą. Oczy Cintryjczyka wściekle łyskały, upodobniając go do jakiegoś potwora w ludzkiej postaci, albo boga wojny, który zstąpił na ziemię. Zamach okazał się zbyt szeroki, Cintryjczyk nieostrożnie odsłonił bok, czego przeciwnik nie omieszkał wykorzystać. Kolczasty młot uderzył z prawej strony, rozrywając ogniwa kolczugi. W gorączce walki Erhard nawet nie poczuł, że jest ranny. Zadał ponownie cios, ale osiłek zręcznie się uchylił. Znowu zamach i znowu ciężki młot uderza w bezbronny bok. Erhard zaryczał ze wściekłości i bólu, i rąbnął toporem właściciela młota. Krótki krzyk... stalowe ostrze rozłupało wrogi czaszkę aż do karku. Ale młot zdążył zrobić swoje - po nogach Cintryjczyka ciekła gorąca lepka krew... Erhard zaczął tracić siły. Nie mogąc ustać, wojownik przewrócił się na ziemię i zaczął wykrwawiać się...

Karl - co robisz? Uciekasz z pola walki, pomagasz silniejszym czy jednak słabszym?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: ZdzisiuDywersant w Marca 06, 2015, 09:53:20
Garvaleth

Ku**a je***a jego mać! Zabić cywila i do tego mojego towarzysza! Niech ci twoi bogowie zeżrą ci jaja! Niech robale w ziemi cię wyr*****ją!- rzucił szybko i w napływie emocji do czerwonego, po czym dodał- jeżeli masz z kimś walczyć to ze mną, niechciany bękarcie!- zaraz po tych słowach wypowiedział do Marcusa- Mam plan. Może marny ale mam plan. Jedną z nielicznych rzeczy które potrafię jest walka mieczem. Spróbuję trochę z nim powalczyć, a ty podczas kiedy pewnie większość będzie patrzyć, zadaj mu cios w plecy.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Marca 06, 2015, 16:14:42
Karl

Widząc co się dzieje podnoszę swoją tarczę i topór jednocześnie zakładając moje oszczepy na plecy. W przypadku, gdybym zauważył że czarodziejka się mną zainteresowała staram się zrobić unik za zielonego by to on doświadczył jej zaklęcia. Gdyby jednak nikt nie zwrócił na mnie uwagi rzucam oszczep w zielonego, a następnie szarżuję na niego moją tarczą. Jeśli go powalę staram się go dobić toporem. Jeśli dalej stoi na nogach i rozpocznie się walka moją taktyką jest częste blokowanie tarczą, uderzenia ogłuszające i wytrącające z równowagi tarczą oraz nogą, a także rzadkie ataki toporem, chyba że sparowany zostanie cios przeciwnika lub gdy na chwilę zostanie zamroczony.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Marca 06, 2015, 17:55:43
Marcus Trethvey
-Doprawdy! Nie godzi się, by rycerz mordował ludzi jak jaki pospolity łotrzyk! Prawda, że może i moja matka była k***ą, ale rycerz to rycerz i swój honor mam! Choć z drugiej strony... Niech tak będzie Garvalecie. Mam jeno jedną dłoń i nie podołam temu mocarzowi. Postaraj się wytrwać do odpowiedniego momentu, wszak może mię obserwować ta kobieta, ona jest chyba wiedźmą, źle jej z oczu patrzy! Lub... jest jeszcze jedno wyjście. Gdzieś tu się podział ten elf, on się chyba lepiej do tego nada, no i nie splamię mego honoru - szepcę towarzyszowi, po czym nieznacznie odsuwam się na bok. Nie próbuję od razu okrążyć przeciwnika by ten nie zorientował się w mych zamiarach. Sprawdzam, czy miecz luźno wychodzi z pochwy, po czym rozglądam się za elfem, który siedział z nami przy stole. Jeśli go widzę, to podchodzę do niego z nowym pomysłem w głowie i szepcę:
-Widzisz drugiego człowieka, Garvaletha? Zaraz będzie walczył z tym zbirem. Ostrożnie podkradnij się za jego plecy w trakcie ich walki i ubij tego czerwonego drania
Jeśli nie znajduję nigdzie wzrokiem elfa, lub ten odmawia, opieram się o którąś ze ścian w pobliżu czerwonego i Garvaletha w oczekiwaniu na nadchodzącą walkę. Opieram jedną dłoń na rękojeści miecza, w razie gdyby któryś z wojowników spróbował na mnie ruszyć.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Marca 06, 2015, 18:18:29
Sheldon "Baryłka" Yaricdo


Po chwili zdumienia spowodowanego obecnością wszystkich tu zgromadzonych(z wyjątkiem baby) stoi i przytakuje lekko skołowany.
Jasne, daj mi chwilę - Wypowiadam te zdanie gdy otrząsnę się z szoku.
Pakując swoje rzeczy, kątem oka obserwuje towarzystwo na pewno już podirytowane moim ślamazarnym pakowaniem się.
Trusia, a co z obiadem? - Zwracam się do naszej kucharki, nie oczekując odpowiedzi.
Podrywając swoje manatki i 4 litery do góry dołączam do szefa.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Marca 06, 2015, 19:47:27
Truśka
Odpowiadając Sheldonowi
- Co z obiadem?? Jakbyś się tak nie guzdrał, to może by coś było! eh..
Poirytowana i głodna, acz rezolutna Truśka zabiera swój plecak i 'oprzyrządowanie kuchenne'.
- Gotowa do akcji, Szefie - wymruczała.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Claudie w Marca 18, 2015, 20:47:23
Sheldon i Truśka

Szef spojrzał po swoich towarzyszach, uśmiechnął się i wydał "rozkaz wymarszu". Kolumnę otwierał on sam, po środku szli Trusia z Sheldonem, a zamykali Dherko i Diana. Szli tak przez dłuższą chwilę, nic nie zapowiadało tego, co ujrzeli po chwili, gdy wyszli z zaułku. Gdy tylko wyszli z niego, zauważyli uciekających ludzi. Co chwilę ktoś krzyczał "mord!", "tam się leje krew!", "uciekajcie dobrzy ludzie!". Szef ciężko przeklnął w myślach, bo domyślił się, że nastał czas kłopotów.
- Sprawdźmy co tam się dzieje. W razie kłopotów Sheldonie pilnuj Truśki. Dherko zostanie z wami. Ja z Dianą będziemy w razie czego odpowiadać - po czym truchtem pobiegł "pod prąd ludzi". Ruszyliście szybko za nim starając się nie stracić go z oczu. Po krótkim biegu (gdzie podejrzewam Sheldon i Trusia dostali zadyszki [ :) ] ) dobiegli w pobliże karczmy. Zauważyliście, że leżą jakieś dwa ciała przed karczmą. Sama karczma jak było widać trzyma się dosłownie "na słowo". Szef z Dianą podbiegli do ciał, sprawdzając czy to nie ktoś od nich. Dherko powiedział : - Jak będą kłopoty, będę was ubezpieczał najpierw z kuszy. Mam nadzieję krasnoludzie, że nie zmęczyłeś się bardzo tym biegiem i będziesz w stanie wspomóc mnie. Truśko, jak tylko zaczną się kłopoty biegnij ile sił w nogach do strażnicy miejskiej. Będzie tam przesiadywał pewien starszy jegomość z siwym wąsem. Powiedz mu, że Verator potrzebuje jego pomocy pod dżinem. On już będzie wiedział jak zareagować. Ty za to - wskazał na Arnulfra - pobiegniesz z nią jako osłona - nie oczekując na reakcję swojego oddziału wziął ciężką kuszę w ręce i przeładował bełt. Tymczasem Diana krzyknęła długim "NIE!" jak tylko Szef odwrócił ciało Erharda. Erhard wyzionął ducha wykrwawiając się. Szef tylko zamknął mu powieki, po czym wyciągnął swój miecz i powiedział - Zostań tutaj. Wspomóż Dherko i resztę grupy - po czym wbiegł do karczmy.

Karczma

- Ty śmiesz kmieciu tak się odzywać?! - krzyknął czerwony w stronę Garvaletha - stawaj psie! - po czym podbiegł do swojego nowego przeciwnika i uderzył na skos z prawej do lewej strony. Marcus tymczasem podszedł do ostatniej znanej pozycji elfa, lecz tego już nie było. Cofając się pod ścianę nie zauważył, że czarodziejka już go spostrzegła i zaczęła "tkać" zaklęcie. Co robisz Marcusie?
Tymczasem Karl myślał, że swoim atakiem zaskoczy zielonego. Nic z tych rzeczy. Zielony pewnie przyjął uderzenie na swój dwuręczny topór, po czym zamachnął się tak potężnie, że tarcza która służyła mu przez wiele lat postanowiła się poddać. Po prostu rozpadła się pod uderzeniem zielonego. Wróg tylko szczerze się uśmiechnął i zadał ponowne uderzenie z prawej strony. Co robisz Karl?
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Marca 19, 2015, 23:25:04
- O żesz ty... - wysapała - W tym kraju co krok napady i zbrodnie! Jużem wolała Kaedven...
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Peterov w Marca 20, 2015, 12:25:56
Sheldon "Baryłka" Yaricdo

Na mą brodę. - Wzdycham w myślach - Albo tutejsza architektura jest tak nietypowa, albo te dziury w ścianie wywalił jakiś olbrzym
Odwracając się do kusznika pytam się z zdziwieniem w głosie.
Yyyyyy... Ja mam tam pójść? Chopie tu trza mi czegoś wincej niźli toporka by tam pakować swą rzyć samemu.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: huth w Marca 20, 2015, 22:12:51
- To... to ja na wszelki wypadek pobiegnę do straznicy.. - starała się ukryć strach przed kolejną walką.
Biegnie na ile pozwala jej jej* tusza, ale napedza ją obawa, że wszystko się znów spieprzy. Poza tym woli być jak najdalej.
O ile uda się jej dotrzeć do strażnicy, woła dramatycznie: - Venalor chce pomocy z dżinem! Czy jakoś tak... no choćcież, mordują!

* polska trudne język
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: FińskiMenel w Marca 21, 2015, 20:13:43
Karl

Zmieniam taktykę. Atakuję non stop, wykorzystując również uniki. Wyciągam również drugi oszczep, używając go jednak do dźgania przeciwnika. Celem jest nie dać przeciwnikowi wyprowadzić uderzenia co z uwagi na różnicę w szybkości uderzania bronią nie powinno być trudne. Celem ataków z toporka jest głowa i ręce natomiast z oszczepu korpus.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Bruce Campbell w Marca 22, 2015, 20:12:40
Marcus Trethvey
Cholera... Jak z nią walczyć? Nigdy nie miałem do czynienia z wiedźmami... Po chwili wahania próbuję skoczyć w bok tak, by od ewentualnego zaklęcia zasłaniał mnie jakiś stół.
Tytuł: Odp: [W poszukiwaniu Ducha] Prolog i Akt I
Wiadomość wysłana przez: Movart w Czerwca 04, 2015, 15:00:55
Zamykam temat i przenoszę do archiwum. W przypadku chęci kontynuowania sesji, kontaktować się przez PW.